Pisowski radny Wrocławia, Tomasz Małek jest jedną z ofiar polityki historycznej uprawianej od lat w naszym kraju. Radny Małek domaga się, by nad wrocławskim  Ratuszem powiewała polska flaga, aby udowodnić Niemcom, że to nasze piastowskie miasto. Biedak spóźnił się z pomysłem o jakieś 60 lat.

Przypomnę, że Król Polski Kazimierz Wielki, w XIV wieku, oddał Śląsk we władanie Czechom. Potem rządzili  Śląskiem Habsburgowie. Im z kolei zabrał Śląsk, w XVIII wieku, król pruski Fryderyk i region został niemiecki aż  do 1945 roku.

Używając terminologii PRL  Wrocław został „wyzwolony”, a nie zdobyty  przez Armię Czerwoną i  tym samym wrócił do „piastowskiej macierzy”.  Stalin i jego dwaj koledzy Roosevelt i Churchill  zgodzili się, by owe ziemie zachodnie, zwane potem odzyskanymi, zostały przydzielone Polsce. Zabrano za to nasze tereny wschodnie. Jednak ten „handel” Polsce bardzo się opłacił, bo nowe ziemie były o kilka klas lepiej zagospodarowane od zabranych terenów wschodnich. Przypomnę, że tych piastowskich ziem  bardzo nie chciał nasz londyński rząd na uchodźctwie. Radny Małek, jeżeli urodził się we Wrocławiu, to dzięki Stalinowi. Wymazując czas PRL z naszej historii radny Małek wymazuje także swoje korzenie, ale to jego problem.

Nasilenie  polityki historycznej, w której olbrzymią wagę przywiązywano do piastowskiej historii ziem odzyskanych było właśnie za czasów PRL, której radny Małek bardzo nie lubi, choć sam posługuje się retoryką tamtych czasów. Pamiętam hasła: Piastowski Wrocław, Ziemia Praojców, itp. Warto także dodać, że kiedy biskupi polscy w 1966 roku wystosowali  pojednawczy list  do biskupów niemieckich, tutaj na ziemiach odzyskanych, został on przyjęty przez nowych mieszkańców  tych ziem z bardzo mieszanymi uczuciami, generalnie z niechęcią, o czym dzisiejsi historycy zapominają.

Radny Małek stosuje, ale pewnie nieświadomie, hasła rodem z PRL i zarazem walczy z komuną. Groch z kapustą. Tą są efekty wciskania młodym do głów zafałszowanej wersji historii.  Za czasów PRL też interpretowano ją na sposób potrzebny tamtej władzy. Tamtejsi małkowie też głosili pokraczne wersje historii. Pod tym względem niewiele się zmieniło. Teraz i dawniej usłużni historycy tworzą wersje historii na użytek polityki, a różnej prowiniencji politycy  stosują ją w praktyce i radny Małek jest tego przykładem. Plecie trzy po trzy. Mądre i prawdziwe to nie jest, ale pusty dźwięk niesie się po okolicy.

Czesław Cyrul

Gorączka nożna wzmaga się. Wkrótce Mistrzostwa Europy. Piłkarze niemieccy zgromadzili się na obozie kondycyjnym w szwajcarskiej Askonie. Nie kojarzący faktów dziennikarz TVPiS powiedział, że dzienny pobyt niemieckiego piłkarza kosztuje tam aż 2 tys. złotych. To nawet tanio.  Jestem pewien, że dzienny pobyt naszego piłkarza w Arłamowie kosztuje znacznie więcej. Trzeba było tam  przygotować boisko i całe zaplecze treningowe. Do tego Askona, to kurort światowej sławy a Arłamów  jest znany  tylko w Polsce i z zupełnie innych powodów.  Ale co tam koszty, na igrzyska pieniędzy, chleba i wina nie powinno zabraknąć.  Bardziej znane piłkarskie gwiazdy naszego futbolu przylatują do Arłamowa helikopterami, co media z uwagą śledzą. Gdyby można było zamontowaliby kamery nawet w toaletach.  Taki  przylot jest bardzo drogi, ale Alarmów leży tam, gdzie wrony zawracają, więc helikopter jest środkiem najszybszym. Kto płaci za drogie przeloty? Nie wiem.

Najlepsi polscy gladiatorzy od kopania  wysługują się zagranicznym klubom, co – według rządzącego PiS-u – powinno być określone jako przynajmniej półzdrada. Wychowani w Polsce, poszli za pieniędzmi służyć obcym. Tam także doskonałą swoje umiejętności, bez których nikt ich by nie wynajął, a i w naszej, narodowej drużynie byliby nieprzydatni. W Polsce graliby pewnie jak nasi, krajowi przeciętniacy. Zatem los naszego narodowego honoru leży w graczach kopiących w zagranicznych klubach. Sukces, jeżeli jakiś będzie, będzie sukcesem połowicznym, pokazującym, że Polska, bez zagranicznych gastarbajterów, krajowymi siłami, nie jest w stanie walczyć na arenie międzynarodowej. Ten przykład można przełożyć na wszystkie inny dziedziny naszego życia. Globalizm w piłce  powinien być  ogólną wskazówką dla polityków szukających okazji, by zamknąć nas w narodowym państwie.

Nasza piłka nożna ciągnie się w ogonie Europy. Cały kraj idzie do przodu, windujemy się w wielu międzynarodowych rankingach, a futbol okopał się w ariergardzie i tam trwa. Lepsi piłkarze emigrują za granicę, a u nas zostaje ligowa szarzyzna ubarwiana zadymami kiboli. Nasza  piłka nie weszła na drogę nowoczesnego rozwoju. Ponieważ nie weszła, to co lepsi piłkarze wyjeżdżają za granicę i błędne koło się zamyka. Tam nadal  doskonalą swoje umiejętności.  Z tych umiejętności potem korzysta nasza narodowa reprezentacja, itp., itd.

W czasach PRL wyjazdy najlepszych piłkarzy były utrudnione. Musieli  grać w kraju. Może dlatego święciliśmy wtedy takie sukcesy, o jakich dzisiaj możemy tylko pomarzyć. PiS może  jakąś nocną ustawą zabronić transferów piłkarzy za granicę i wtedy może będzie lepiej. Choć wątpię.

Póki co,  u nas zostanie nasza ligowa rzeczywistość. Jej mizerię widać po braku jakichkolwiek sukcesów w pucharach europejskich i to się na razie nie zmieni.

Czesław Cyrul

Mniejsze partie pragną zaznaczyć, w jakiś oryginalny sposób, swoją obecność na scenie politycznej. Byli rządzący walczą z byłą opozycją i ten sejmowy spektakl jest coraz bardziej gorący. Jedną z partii tzw. backgroundu jest PSL.  Był w władzy a teraz walczy o przetrwanie. PiS ludowców nie znosi i zrobi wiele, by odebrać im ich wiejski elektorat. Wtedy władza PiS-u na wsi byłaby niepodważalna. Ludowcy  nie są specjalnie przywiązani do PO. Owszem, razem rządzili, ale specjalnie się nie kochali. Ludowcom  ideowo bliżej do PiS, niż do PO. Dlatego lider ludowców Kosiniak – Kamysz, jako jedyny przedstawiciel partii opozycji, poszedł na spotkanie do PiS-u w sprawie TK. Gra idzie o to, że jak proces rozkładu PO będzie postępować dalej i zaczną rozpadać się koalicje w sejmikach, to ludowcy chcieliby,  aby PiS wzięło ich do nowych koalicji.  PiS tego  nie chce. Na ostatnich obradach Sejmu, gdzie PiS bronił naszej niepodległości, choć nie wiadomo przed kim, lider ludowców skrytykował panią premier, a zarazem zaproponował mediacje kościoła w sporze o Trybunał. Ludowcy bardzo zabiegają o przychylność wiejskich proboszczy, ale ci wolą kolaborować z PiS-em. Za polityczne poparcie PiS-u kościół teraz obficie korzysta  z państwowej kasy. PO też kościołowi pieniędzy nie żałowała, ale została wykorzystana i porzucona.

Ludowcy, co i rusz, ślą gałązki oliwne do kleru i pośrednio do PiS,  ale ten pozostaje na te gesty ślepy i głuchy. PSL, partia kiedyś postępowa, teraz  w konserwatywnych i zachowawczych poglądach  konkuruje z PiS-em. Ludowcy zabiegają o względy  PiS-u i gdyby tylko ono odpowiedziało przychylnie na karesy, ludowcy byliby szczęśliwi. Ponieważ  PiS ma inne plany ludowcy, póki co, są w sejmowej opozycji, a PiS w sejmikowej. Jak tylko PiS będzie potrzebował pomocy i zaoferuje  swoją przychylność, ludowcy bez mrugnięcia oka wejdą w związek, obojętnie jaki. Pozostanie ludowców u władzy w sejmikach warte jest każdego grzechu. A proces zmian koalicji rządzących  w sejmikach  jest bardzo rozwojowy. Ludowcy zrobią wszystko, by nie wypaść z tego układu. Trudno się dziwić, każda partia pożąda władzy.

Czesław Cyrul

Rząd i premier Szydło broni w Sejmie naszej suwerenności i  niepodległości, naszej wiary, naszego honoru, tradycji przed zakusami zgniłego Zachodu.. Teraz największym naszym wrogiem jest Unia Europejska, która zamachnęła się na naszą niepodległość. UE to Oni, my tylko zza węgla podbieramy im pieniądze.  Jak frajerzy dają, to trzeba brać od tych urzędniczyn, które nie wiedzą kiedy są sobą, a kiedy diabeł im podpowiada, jak katolickiej Polsce dokuczyć.

Minister Macierewicz zbroi nasz kraj w pospiechu nie po to, aby Rosję zaatakować. To Unia jest dzisiaj naszym wrogiem numer 1. Ta, dekadencka Unia nas oszukała, podstępnie zwabiając w swoje, cuchnące siarką trzewia i podsyłając zdradzieckie srebrniki, a teraz żąda przestrzegania jakichś tam lewackich norm. To UE, prowadzi nas do nihilizmu, a  unijny gender czai się za węgłem.  

Wrogiem stają się także Stany Zjednoczone. Tam  dżuma albo cholera będzie wkrótce panować. Nie wiem czy gorzej jest umierać na dżumę czy cholerę. Nihilistyczne NATO,  UE i  zadżumione USA mają nas jednak bronić przed jeszcze gorszymi ruskimi. Nasi postponowani  sojusznicy  nabierają do nas dystansu i – w razie konfliktu-  zachowają się względem takiego sojusznika, jak Francja i Anglia w 39 roku.

Premier Szydło, na zmianę z prezydentem Dudą, krzyczą na Polaków. Prezydent krzyczy do milionów gorszego sortu, a premier do przedstawicieli tego sortu w Sejmie. Wyzywa od targowiczan i zdrajców. Głos napina do granic możliwości. Dzisiaj krzyczała najgłośniej jak potrafiła, a to dopiero początek kadencji. Jak już krzyczy ostatkiem tchu, to prezes będzie musiał dać kogoś następnego, z mocniejszym gardłem, na kolejną, dobrą zmianę.

Przyjaciółmi PiSu są bracia Węgrzy. Sęk w tym, że mówią oni dość trudnym językiem. Ale samo myślenie Orbana i Kaczyńskiego jest podobno podobne i stąd ta przyjaźń.

Generalnie kłótnia idzie o Trybunał.  Argumentów strony nie słuchają,  gdyby mogły poszłyby  ze sobą na noże. Ale są wybrańcami narodu, najlepszymi z najlepszych. Wiec wyrżnąć się nie mogą. Wyżynają się w myślach. PiS  zawsze zwycięża w takich potyczkach. Używa nie siły argumentów, bo tych mu brakuje, ale argumentu siły, czyli przewagi w głosach. Nie wystarczy mieć rację, trzeba jeszcze mieć większość w Sejmie.

Właściwie zapomniałem o czym chciałem napisać, udzieliła mi się atmosfera sejmowych  wybrańców. Na szczęście nie moich. Proszę bardzo, można się cieszyć z nieobecności lewicy w Sejmie?  Czasami można. Posłowie lewicy  może kłóciliby się inteligentniej, nie wyzywaliby Amerykanów i unijnych urzędników od debili.  Uznawani bylibyśmy wtedy za kraj nudny i przewidywalny, a teraz jesteśmy dziwadłem Europy, na który patrzy się nie z podziwem , ale z niedowierzaniem i zdziwieniem. Jakiś sukces więc jest.

Czesław Cyrul

P.S. Dzisiejsza, piątkowa debata w Sejmie dotyczyła uchwały, która miała potwierdzić naszą  suwerenność, czy coś w tym rodzaju i udało się ją (niepodległość) obronić . Wreszcie przestaniemy być kondominium. Jaka ulga.

Dobrego weekendu życzę.

Rok temu Andrzej Duda został wybrany na stanowisko Prezydenta Polski

W trakcie kampanii wyborczej kandydat Duda obiecywał piękne rzeczy. Powiadał:,.. nie będę prezydentem żyrandolowym, nie będę notariuszem na urzędzie, nie będę dzielił Polaków, jestem niezłomny w dążeniu do celów”… Dzisiaj, po roku, można powiedzieć, że prezydent przekonywująco  kłamał, ale większość polityków w kampaniach wyborczych, obiecując  niestworzone rzeczy, zwyczajnie kłamie.  Zachowanie prezydenta Dudy mieści się w tym kanonie. Sęk w tym, że prezydent jest jeden, a innych polityków wielu.

 Dzisiaj  można  powiedzieć, że Andrzej Duda jest prezydentem żyrandolowym, jest tylko notariuszem na urzędzie, dzieli społeczeństwo na sort gorszy i lepszy. Wsłuchuje się w uwagi episkopatu i wytyczne prezesa, a nie wyborców.  Mimo to nadal cieszy się on dużym zaufaniem w społeczeństwie, co oznacza, że większość obywateli niespecjalnie  interesuje się tym urzędem. Prezydent, wraz z małżonką,  dobrze się prezentuje, głośno przemawia, jest dobrze ubrany, wsłuchuje się w głos prezesa i to na razie wystarcza, by go dobrze oceniać. Oczywiście Andrzej Duda jest inteligentnym człowiekiem i zdaje sobie sprawę, jak mocno został  zmarginalizowany przez prezesa Kaczyńskiego i pewnie cierpi w głębi duszy.

Jakie wyjście z tej sytuacji ma prezydent Duda?

Wariant I:  Prezydent stawia się PiSowi, czyli prezesowi, a tymczasem  PiSowska kontrrewolucja zwycięża. Prezydent Duda od razu  jest trupem politycznym.

Wariant II: Prezydent   nie stawia się prezesowi i demokratura PiS  zwycięża. Prezydent  jest wtedy współzwycięzcą, choć w rzeczywistości nie miał nic do powiedzenia. Może być kandydatem na kolejną kadencję, ale niekoniecznie.

Wariant III: Prezydent staje w opozycji do  PiS. PiS przegrywa wybory, ale  prezydent  także zostaje osamotniony, bo żadna siła polityczna go nie przygarnie do siebie, a tym bardziej nie wystawi, jako kandydata na prezydenta  na następną kadencję.

Wariant IV: Prezydent i prezes idą ręka w rękę, ale PiS przegrywa wybory. Prezydent, razem z PiSem, idzie na dno, albo do głębokiej opozycji.

W powyższego zestawienia wynika jasno, że prezydent Duda ma słuchać prezesa bez szemrania. To dla prezydenta wariant najmniej zły, bo dobrego nie ma. Wtedy ma szanse na spokojną,  prezydencką wegetację, bo trudno taką prezydenturę uznać za twórczą. Nie można jednak mieć wszystkiego. Prezes  jest tylko jeden.

Czesław Cyrul

Premier Szydło stwierdziła, że PO i PSL roztrwoniły 340 miliardów naszych złotych.  Jak trwoniono te pieniądze, premier nie podała, bo jest to suma nie do ogarnięcia.  Oczywiście było wiele marnotrawstwa, np. przy budowie dróg, a prezesi państwowych spółek stracili umiar  w windowaniu swoich zarobków. Jednak jakby nie  liczyć,  to nie wyjdzie 340 miliardów. Prawda  na temat oceny 8 lat rządów PO i PSL pewnie leży  gdzieś pośrodku i nigdy nie dowiemy się, ile naprawdę straciliśmy na tych rządach. PiS będzie wyciągało, jak króliki z rękawa, różne straty i afery. Osaczona PO, niechlujnie rządząc w przeszłości,  nie zgromadziła   przekonywujących  argumentów, by ataki PiS-u odeprzeć.

Z PiS-owskim audytem   jest tak, jak z kasami SKOK. PO twierdzi, że jest to zaplecze finansowe PiS, bo  PiS-owski senator Birecki je zakładał i bardzo  niemoralnie się na nich obłowił dziesiątkami milionów złotych. SKOK-i  hojnie sponsorowały PiS-owskie media. PiS  robiło wszystko, by kasy nie byłe objęte nadzorem finansowym KNF.  Naiwnie sądziło, że szwindle w SKOK-ach nie wyjdą na jaw – ale nie udało się i wyszło szydło z worka.

 Naiwna, z politycznego punktu widzenia,  PO  objęła SKOK-i  nadzorem finansowym i dzięki temu członkowie upadających kas  dostają odszkodowania z rezerwy bankowej. Gdyby PO grała tylko na swój interes, SKOK-i nie powinniby zostać objęte takim nadzorem.  Wtedy tysiące zdesperowanych bankrutów ukamienowałoby centralny aktyw PiS-u, a senatora Boreckiego włóczono by, odartego z drogich ubrań,  przed pałacem prezydenckim.  A tak, PiS-owskie SKOK-i bankrutują, a ich członkowie dostają  odszkodowania ze składek wszystkich obywateli. I pewnie jeszcze nie jeden SKOK skoczy w przepaść pociągając  za sobą swoich członków, a oni wyciągną ręce  po nasze pieniądze. Szkoda mi ich,  ale dziwię się ich łatwowierności. PiS w tej sprawie gra wariata, a właściwie robi z obywateli idiotów.  Członkom bankrutujących kas wypłacono wiele miliardów złotych. Celowo piszę wiele, choć wiem ile.  Takie  pisanie, podobnie jak mowa premier Szydło o kosmicznej stracie minionych rządów,  podbija emocje.  Jeżeli założenia strategiczne rządu są oparte na podobnych,  jak  te w SKOK-ach, to ratuj się kto może.

Całą aferę  ze SKOK-ami PiS chce przykryć powołaniem specjalnej  komisji  sejmowej  ds. Amber Gold. W tej aferze wyparowało 850 mln.  Poprzez bankructwa SKOK-ów straty są wielomiliardowe, ale PiS zrobi wszystko, by tej sprawy nie badać. Czy to, co napisałem nt. nieszczęsnych kas jest prawdziwe?  Prawda pewnie leży gdzieś pośrodku,  tak samo jak w przypadku rządowego audytu. Przecież  pewnie  połowa SKOK- nie zbankrutuje, ale  ile, dokładnie nie wiem. Tak jak rząd nie jest  pewien owych 340 miliardów. Tak się pani premier po prostu powiedziało.

Czesław Cyrul

Odtwarzanie historycznych wydarzeń poprzez przedstawienia grup rekonstrukcyjnych, to ostatnio moda granicząca ze śmiesznością. Kilku przebierańców odtwarza bitwę, w której brało udział  np. kilkanaście tysięcy ludzi.   Grupka przebranych za hitlerowców chłopców udaje dywizję Waffen SS. Modne jest przebieranie się za partyzantów i esesmanów. Przebierańcy udający żołnierzy Armii Czerwonej czy I lub II Armii Wojska Polskiego są w zdecydowanej mniejszości. Fałszowanie historii w ostatnich latach zbiera już swoje żniwo w tematyce inscenizacji.  Życie jednego partyzanta, czy żołnierza wyklętego jest warte więcej od  tysięcy kościuszkowców. Obecna władza uważa ich (kościuszkowców) za żołnierzy gorszego sortu i niegodnych  chwały oręża polskiego. Nikt z obecnej władzy  oficjalnie nie obchodził majowego  Dnia Zwycięstwa nad Hitlerem. Nikt nie zorganizował rekonstrukcji zdobycia Berlina i zawieszenia tam sztandaru polskiego. Ten fakt dla młodych obywateli jest już prawie nieznany, a był to chwalebny dowód, że polski żołnierz pobił hitlerowców, za których teraz tak chętnie przebiera się prawicowo wyedukowana młodzież.  Zapominanie tej historii, to padanie przed Niemcami na kolana, czego pisowska władza tak bardzo nie lubi.

Ostatnio urządzono inscenizację ślubu któregoś  z żołnierzy wyklętych. Nie wiem jakie to miało znaczenie historyczne. Będę drążyć temat, by się dowiedzieć. W inscenizacji wziął udział wicepremier Gliński w charakterze świadka. Nie zadam pytania, czy rząd też jest tylko inscenizacją i udaje, że rządzi, a można by. Kolejnym aktem takiej  śmieszności może być inscenizacja poczęcia jakiejś ważnej dla prawicy persony. Pozostaje tylko ustalić jak bardzo poczęcie ma być  autentyczne i publicznie eksponowane, czy tylko opinia publiczna dowiedziałaby się, że taka inscenizacja miała miejsce i czy po  tej inscenizacji narodzi się jakiś klon wielkiego człowieka prawicy.

Towarzystwo „Pro Live”, te opowiadające się za całkowitym zakazem aborcji obnosi się  po kraju ze spreparowanymi, dużymi tablicami pokazującymi pokawałkowane płody.  Mogą posunąć się dalej i zainscenizować aborcję  na żywo. Czemu nie. W osiąganiu swoich celów  wszystkie chwyty na prawicy  są dzisiaj dozwolone.

 Mam nadzieję, że po okresie śmiesznego odurzenia inscenizacjami historycznymi  jednak nadejdzie normalność. Zabawy w wojny inscenizowane przez dorosłych facetów staną się  śmieszne,  śluby będą   prawdziwe, a nie udawane, a akty poczęcia będą odbywać się zupełnie naturalnie i dość spontanicznie

Czesław Cyrul

Ledwo w poprzednim artykule napisałem, że w opozycji każdy chodzi swoimi drogami i źle to jej wróży, a dzień później na opozycję spłynęła mądrość i postanowiła się  jednak zjednoczyć, ale tylko częściowo. Powstała koalicja Równość Wolność Demokracja,  tylko programowa i za zadanie ma walkę z pisizmem.  Antypisiści będą walczyć z zawłaszczaniem państwa i demokratutą  pisistów. Brawo!

Kto będzie walczyć? Nowoczesna, SLD, Zieloni, SD, PD, Inicjatywa Polska, Dom Wszystkich Polska. I może jest ktoś jeszcze.  Reprezentanci  tych partii wcześniej byli często pokłóceni, ale,  byle nie chwilowo, antypisizm ich zjednoczył.  Partią o największym potencjale organizacyjnym jest w tej grupie SLD. Jednak obecna siła  polityczna tej partii jest taka, jak jej notowanie sondażowe. Nowoczesna jest na topie, ale jej zaplecze organizacyjne  i rozdygotanie wewnętrzne może szybko ją strącić z wyżyn. Na co tylko czeka PO. Platforma  nie zapisała się do koalicji  RWD, bo ma własny program i uważa, że jest najsilniejsza. Nie dziwię się, bo ta koalicja to na razie początek niewiadomego, a towarzystwo jest dosyć kłótliwe i nieprzewidywalne.

I tak, do komitetu przystąpiło Stronnictwo Demokratyczne z jej przewodniczącym Piskorskim na czele. Piskorski po odejściu z PO miał być nadzieją SD. Nic  z tego nie wyszło. Im bardziej przybywa Piskorskiego, tym bardziej ubywa SD. Szkoda, bo to zacna partia i mądrzy ludzie.

Jest także w komitecie Partia Demokratyczna, spadkobierczyni UW. Przez lata jej liderem był Andrzej Celiński. Człowiek może i mądry, ale w organizowaniu życia partyjnego bardzo  nieporadny. Jest także Ryszard Kalisz i jego Dom Wszystkich Polska. To  miała być duża partia, ale po planach pozostał tylko mały domek, w którym  sam Kalisz ledwie się mieści.  Do grupy dołączyli także Zieloni, którzy koniecznie muszą szukać oparcia w silniejszych, bo sami niewiele mogą, choć się starają.  Dziwnym tworem jest Inicjatywa Polska. Jest to stowarzyszenie założone przez grupę samorządowców z SLD, którym w matce partii zrobiło się duszno. Sęk w tym, że samorządowiec z Gorzowa ma co innego w głowie  niż samorządowiec z Białegostoku. I nic z tego pomysłu nie wyjdzie. Spotkali się raz i ponownie nie mogą się zebrać, ale szyld jest. Lideruje stowarzyszeniu Barbara Nowacka, ale tym razem jej nie było. Może spiskuje z PO, która  do grupy  antypisistów nie dołącza.

Zabrakło SdPL. Podobno jest jeszcze taka partia  i kilka osób w niej, zakładał ją   Marek Borowski. Nie ma w koalicji partii Razem, która, jak zwykle, swoje poletko uprawia osobno.

Ten krótki przegląd  partii i członków pokazuje słabość niektórych   szyldów, za którymi stoją grupki czasami mądrych osób, a które z rożnych względów wypadły z głównego nurtu polityki. Programowo mogą współpracować, ale wspólnej listy wyborczej raczej nie stworzą.  Nie wyobrażam sobie ludzi SLD i Nowoczesnej razem na takiej  liście. Chociaż różne rzeczy w polityce się zdarzają.  Tym nie mniej próbę jednoczenia się przeciwko pisizmowi należy docenić i wspierać.

Czesław Cyrul

Platforma Obywatelska i Nowoczesna mają prawie taki sam program i zabiegają o ten sam elektorat. Teraz wyborcom bardziej podoba się Nowoczesna, tak jak bardziej podoba się kierowcom ten sam  model auta po liftingu, choć wiadomo, że w zasadzie rożni się tylko detalami. Dlatego  wiadomo było, że musi dojść do walki pomiędzy PO i Nowoczesną o  to, kto będzie tym „lepszym modelem”.  I doszło. Nowoczesna co prawda jest nowsza, ale ma liczne wady konstrukcyjne.  Iskrą zapalną wojny  było wrogie przejecie radnych PO we Wrocławskiej Radzie Miejskiej. Petru zachował się arogancko wobec  członków swojej partii, nie pytając ich, jak przyjmą w Nowoczesnej uchodźców z PO. Ci z Nowoczesnej, którzy  przyjęli ten ruch  źle, wystąpili z partii. Do PO jednak nie przeszli. W odwecie przewodniczący Schetyna postanowił zawłaszczyć marsz KOD-u 7 maja w Warszawie, który miał być organizowany przez PO, Nowoczesną,  PSL i kilka pomniejszych organizacji.  Do marszu chciał także dołączyć SLD, ale zdecydowany sprzeciw zgłosił Schetyna i  Barbara Nowacka(?!), wiceprzewodnicząca Twojego Ruchu, spadkobierczyni masy upadłościowej po Palikocie.   Nowacka chwilowo, w przygotowaniach do marszu,  reprezentuje Inicjatywę Polską (!?), a  pewnie szybko  zamierza zostać  lewicową  przystawką PO, co przy kłopotach tej partii jest krokiem dość ryzykownym.  W ten sposób pewnie na marsz z całego kraju przyjadą tylko zwolennicy PO i tym samym Platforma przejmie znak KOD-u, kończąc jego iluzoryczną apartyjność. KOD stanie się agendą PO.

Zatem na opozycji trwa wojna:   PO kłóci się z Nowoczesną;  Schetyna nie lubi SLD, Nowacka także. PO chce zawłaszczyć KOD upatrując w tym swojej szansy na wyjście z kryzysu. We Wrocławiu widać to aż nadto wyraźnie.  W tej partii chyba jeszcze nie  zrozumieli, że przegrali wybory i pora arogancję schować  pod dywan oraz zmienić zasady postępowania.  Na lewicy zawieszono rozmowy o jakiejkolwiek koalicji, bo na takich mariażach SLD zawsze źle wychodził. Partia Razem stoi z boku i czeka na rozwój wydarzeń. Tam hasło, że Razem jest osobno,  nadal obowiązuje.

Opozycja się żre, a PiS robi swoje. Zamęt na opozycji bardzo mu pomaga  w realizacji swoich autorytarnych zapędów.  Jej kakofoniczny wielogłos  głos  nie jest dla PiS-u żadną przeszkodą, a wręcz  mu pomaga.   Czy takiej, otępiałej i skłóconej opozycji  wyborcy zawierzą w następnych wyborach?  Wątpię.

Czesław Cyrul

Zagotowało się we mnie, kiedy przeczytałem w „Gazecie Wrocławskiej” tekst pana Juliusza Woźnego na temat wyganiania milionów ludzi na ulice przez władze PRL w dniu 1 Maja. Współcześni interpretatorzy tamtych czasów obowiązkowo muszą  je przedstawić wyłącznie w czarnych barwach. Taką drogę im wyznaczono i tego się trzymają. Pan Juliusz pisze, że udział w pochodzie był obowiązkowy. Bzdura. Metody lokalnego przymuszania i perswazji oczywiście były i dzisiaj też są,  ale pisanie o masowej i powszechnej obowiązkowości jest nieporozumieniem. Osobiście, kiedy studiowałem, olewałem pochody i jechałem w majowe  święto do rodzinnego domu. Nikt mnie za to ze studiów nie wyrzucił. W latach osiemdziesiątych chodziłem na pochody w własnej woli, a władza wtedy słabła i już niczego raczej wymuszać nie mogła. Nie wyobrażam sobie zaganiania na pochód ponad 10 milionów ludzi, gdyż około tyle  brało udział w krajowych pochodach za czasów PRL.  Aż tyle i tylko tyle, bo w takim razie gdzie było pozostałe ponad 20 milionów. Po prostu pochody ich nie interesowały. Autorzy powierzchownych opracowań nie mogą zrozumieć, albo udają że nie rozumieją, iż była olbrzymia grupa ludzi, dla której pochód był ówczesną majówką. Wtedy różnego typu  masowych imprez  prawie nie było.  Ludzie chcieli spotykać się, pokazać, i zjeść kiełbasę. Choć  z tymi kiełbasami i atrakcyjnymi towarami po pochodzie, to też duża przesada. Nigdy ich nie było w wystarczającej ilości.   Wciskanie opinii, że miliony obywateli zaganiano batem do pochodów majowych jest  nieuczciwe.  Aż takich możliwości władza nie miała, choć oczywiście metody różnej perswazji były.

W swoim tekście autor nawet sugeruje, że powojenne pochody 1-majowe we Wrocławiu były kontynuacją nazistowskich pochodów sprzed wojny, co może sugerować jakieś związki hitlerowców z władzami PRL. No tu autor posunął się stanowczo za daleko.

 Po 90 roku, kiedy rozpadł się PRL, pochody stały się  passe. Robotnicy oczekiwali dobrej zmiany, ale kapitalizm pokazał  im  ich miejsce, jakiego się nie  spodziewali. Za PRL pozycja materialna klasy robotniczej była niepomierne wyższa w społeczeństwie (oczywiście porównując  to do tamtejszej sytuacji ekonomicznej) od tego, co władza i kapitaliści zafundowali robotnikom dzisiaj. Dzisiaj  klasa robotnicza  została rozgoniona przez kapitalizm i na pochody  nie ma kto chodzić .  

Obecnie  związki zawodowe, chcąc  zwołać kilkadziesiąt tysięcy ludzi  za manifestację w Warszawie, organizują darmowe autokary z całego kraju i aprowizację do nich, a  także perswadują,  by koniecznie jechać. Z reguły jadą zawodowi związkowcy i za wyjazd mają nawet  płacone  diety. Ale chętnych za wielu nie ma. Czy jest w tym jakaś analogia do czasów PRL?  Raczej nie. Ustrój, czasy i ludzie się zmieniają. Nie zawsze na lepsze.

Czesław Cyrul

P.S.

2 Maja jest Dzień Flagi.  Ze swojego mieszkania na Kozanowie mam ogląd na kilkaset balkonów. Co roku  zawisa na nich tylko kilkanaście flag. Wypada powiesić, ale się nie wiesza. Władza dwoi się i troi, by zachęcić do wieszania, ale obywatele nie wieszają.  Czy za 50 lat pojawi się jakiś domorosły historyk i będzie to niewieszanie  opisywać jako powszechny opór przeciwko władzy?