Dziennikarka wrocławskiej Gazety  Wyborczej napisała artykuł- scenariusz wyborczy dla kilku wrocławskich partii  pod przywództwem Nowoczesnej. To ona (Nowoczesna) miała zaproponować innych środowiskom wystawienie wspólnego kandydata na prezydenta Wrocławia i  powinien to być kandydat Nowoczesnej. Nowoczesna miała proponować start wspólnego  kandydata także  SLD i innym partiom.

Platforma już swoją kandydatkę wystawiła i trwa samotnie przy tej decyzji, ale i tej partii Nowoczesna też jest skłonna złożyć swoją propozycję.  Kilkanaście godzin po ukazaniu się artykułu – scenariusza Nowoczesna odcięła się od niego. …..Z nikim rozmów nie prowadzono, a kandydat będzie znany jesienią…… głosił lakoniczny komunikat.

Zatem kaczka dziennikarska.  Swego czasu ta dziennikarka opisała przebieg Rady Miejskiej SLD jeszcze przed jej odbyciem się  i wskazała zupełnie innego kandydata tej partii na prezydenta miasta.  Gazeta niczego nie sprostowała.

Jest jednak cos na rzeczy. Chętnych  do walki o fotel prezydenta miasta we Wrocławiu w Nowoczesnej jest kilkoro. Z tą partią ściśle współpracuje Dolnośląski Ruch Samorządowy z prezydentem Dutkiewiczem i marszałkiem Przybylskim na czele. Duża grupa z DRS to byli członkowie PO, którym nie było po drodze z Grzegorzem Schetyną. Rosnąca rola Nowoczesnej ma swoje uzasadnienie. W przypadku gdyby PiS  zabronił, w nowej ordynacji wyborczej, startu  lokalnym komitetom do wyborów samorządowych,  działacze  lokalnych, prawicowych i liberalnych komitetów przenieśliby się do Nowoczesnej i byłaby to platforma wyborcza dla nich w sam raz, bo po wyjściu z PO raczej do niej nie wrócą.

Zatem nierealny jest wspólny wrocławski  kandydat opozycji przeciwko PiS, bo PO ma już swojego, Nowoczesna i sojusznicy wystawią swojego, więc jedności nie będzie. Inne partie też nie pozostaną bierne.

A generalnie. Jeżeli byłby wspólny kandydat Nowoczesnej i innych partii na prezydencki fotel, to  Nowoczesna  na pewno  wystawiłaby także  listy do Rady Miejskiej. Taka sytuacja bardzo promowałaby Nowoczesną. Inne partie popierający wspólnego kandydata Nowoczesnej, a zarazem promujący swoje listy partyjne do Rady Miejskiej byliby na straconych pozycjach, a w głowach wyborców powstałoby duże zamieszanie. Lewica np. popierałaby  prawicowego liberała i zarazem jej kandydaci do rady atakowali liberalną politykę w mieście.  Taki scenariusz to pastwienie sprawy na głowie.  Dlatego scenariusz napisany przez dziennikarkę  nie ma szans  na realizację. Dobrze, że Nowoczesna odcięła się od niego.

Czesław Cyrul

Bodaj na dwa lata przed przystąpieniem naszego kraju do UE odbyłem dwutygodniowe szkolenie w Kopenhadze na temat środków przedakcesyjnych i zasad partycypowania państw członkowskich w tworzeniu unijnego budżetu. Jakoś wtedy trudno nam było sobie wyobrazić skutki tej polityki w naszym kraju.

 Rzeczywistość przerosła oczekiwania. Po 2004 roku autostrady i inne drogi zaczęły oplatać nasz kraj nową siecią.  W każdej gminie powszechnie wiszą tabliczki na szkołach, oczyszczalniach ścieków, przy lokalnych drogach oraz obiektach kultury, że wybudowano je przy znaczącym udziale środków unijnych. Szeroką rzeką płyną środki unijne do rolników. Do wszystkich rolników, a przypomnę, że ich większość, na ścianie wschodniej, nie chciała przystąpienia  do UE. Teraz kasę biorą i nie protestują, no chyba że ta kasa jest za mała. Młodzi jeżdżą na unijne stypendia itp. Otworzyły się unijne  rynki  pracy, gdzie nie musieliśmy już pracować na czarno.

Jakim szokiem było dla mnie pierwsze przejechanie granicy z Niemcami, gdzie nikt mnie nie zatrzymywał. Wtedy dopiero naprawdę poczułem jak dobrze być w UE. Jednak wielu naszych rodaków uważa, że Unię należy wycisnąć jak brukselkę, albo wykorzystać w nocy i potem chyłkiem ulotnić się z sypialni udając, że tam nas nie było.

Ostatnie wydarzenia w naszym kraju jakby uwypukliły właśnie takie postawy wielu naszych obywateli i rządzących. Kasę dawajcie i powinniście być z tego zadowoleni, że chcemy ją wziąć: taki jest podtekst dzisiejszej polityki PiS i jego zwolenników. Takie zachowanie  rządzących  ukazało mroczne strony charakteru  wielu naszych obywateli. Bykiem patrzymy się na obcych. Chcemy brać, ale być osobno i nie palimy się do chrześcijańskiej pomocy bliźnim

Wejście do UE obaliło opinię  jakoby  byliśmy bardzo uprzejmym społeczeństwem.  Śmiem w to wątpić. Nasza uprzejmość, czy gościnność ma charakter bardziej biesiadny, niż codzienny. Lubimy pokazać swoją  gościnność, ale tylko chwilowo. Na co dzień nie uśmiechamy się do siebie, jesteśmy nieuprzejmi i nie czujemy mentalnych związków z UE. Oczywiście nie wszyscy. Tej codziennej uprzejmości i życzliwości powinniśmy się od UE koniecznie  nauczyć. To rzecz niewymierna, ale wyjątkowo ważna. Gburowate zachowanie premier Szydło powinno być  przykładem jak zachowywać się w UE nie powinniśmy. Jest w kraju grupa ludzi, która nie chce być w UE, ale to są antypartioci, można nawet powiedzieć zdrajcy,  którzy źle życzą Polsce.

Na naszym członkostwie w UE rodzime partie także chcą zbijać swoje drobne interesy polityczne. Oto na sobotnim, prounijnym wiecu w Warszawie  przemawiali  ludzie z PO, Nowoczesnej, ruchów obywatelskich ,ale zabrakło głosu SLD. Ta partia wprowadzała Polskę do UE.  Wręcz obowiązek i przyzwoitość nakazywała organizatorom o tym pamiętać. Ale nie pamiętano.  Oczywiście nie pamiętano celowo, co właśnie udowadnia moją tezę, że nie ma możliwości zjednoczenia się opozycji, nawet wokół obrony interesów Polski w UE.

Dlatego przypominam. Polskę do UE wprowadził SLD i tę operację przeprowadził wzorcowo.  Wyobraźcie sobie, że w tym czasie rządziłoby PiS. Ale byłaby jazda. Albo, że do NATO wprowadzałby nas Macierewicz. Aż strach się bać.

Czesław Cyrul

Tym razem we Wrocławiu, mieszkańcy protestują przeciwko budowie spalarni śmieci. Jak wiadomo nowoczesne technologie pozwalają na „czyste spalanie”, bez emisji szkodliwych substancji do atmosfery. Wiele lat temu też był protest społeczny w mieście podobnego typu. Skuteczny.  Nowoczesnej spalarni nie wybudowano. Takich protestów w regionie było już kilka i wszystkie skuteczne. Lokalne władze wycofały się z budowy ekologicznych spalarni.  W Europie takie spalarnie funkcjonują i dlatego, między innymi,  tam jest czyste powietrze, a Polska jest brudasem Europy. Nie słyszałem aby mieszkańcy jakiejś okolicy masowo protestowali przeciwko spalaniu śmieci w swoich domowych piecach. To jest polska norma i tak ma być. Nie słyszałem także, aby masowo protestowali przeciwko psim kupom na trawnikach.  W naturze rodaka  często leży antyobywatelskość i egoizm: nic mnie nie obchodzi czyste powietrze, ani publiczny trawnik.

Tak to nasza fatalna mentalność, brak myślenia o interesie społecznym i bylejakość  przekładają się  zewnętrzny obraz naszego kraju. Nie zdziwię się jak inne kraje zaczną kampanię przeciwko naszej żywności, która produkowana jest w kraju z tak brudnym powietrzem, choć rolnicy zachwalają naszą żywność jako bardzo ekologiczną, co jest lekką przesadą.  Niedawno, jadąc do mojej rodzinnej wsi, zauważyłem olbrzymią hałdę starych opon, które nocną porą,  pozostawił po kryjomu, jakiś domorosły przedsiębiorca,  stosujący na szerszą skalę  nasze indywidualne  standardy dbałości o środowisko.

Jednak obywatele maja prawo czuć się zagrożeni i władzy nie ufają. Co i rusz słyszymy o składowiskach  niebezpiecznych odpadów w jakichś  miejscowościach. Odpady stoją, a ten który je tam zwalił  ulotnił się i „szukaj wiatru w polu”.  Przejawy niechlujstwa  w skali mikro to małe wysypiska śmieci po lasach, parkach miejskich, itp. Ta skala mikro urasta  kraju do zjawiska makro. Zjawisko masowego cięcia drzew jakby ten ponury krajobraz naszego niedbalstwa i braku dbałości o środowisko tylko uzupełnia.  

Obecny rząd pielęgnuje filozofię  brudu w skali kraju. Mają być elektrownie tylko węglowe, zablokowano budowę elektrowni wiatrowych, brakuje  pieniędzy na rekultywację starych wysypisk śmieci, a produkcja nowych  rośnie coraz szybciej. To wycofywanie się z dbałości o czystość  ideologicznie przykrywa się poczuciem odrębności Polski i dumą narodową. Nie będzie nas  Europa uczyła dbałości o środowisko. My mamy swoje standardy. Jakie one są, to widać.

 I co z tego, że to tylko cześć społeczeństwa tak się zachowuje.  Brudne lasy, brudne powietrze, dzikie wysypiska śmieci  stawiają nas w rzędzie krajów  zacofanych, ale nie biednych.  Odwrót od Europy ten stan może tylko pogłębić.  Szliśmy w stronę Europy, było coraz czyściej. Teraz tan proces został przez PiS zahamowany i wielu obywatelom to bardzo odpowiada. Brudne powietrze, brudne środowisko, dzikie wysypiska po lasach i przydrożnych rowach. Gdyby zapytać obywateli czy im to odpowiada. Oczywiście odpowiedzą, że nie, ale niestety tak jest. Samo sobie urządzamy taką  brudną Polskę.

Czesław Cyrul

Nasza władza nie żałuje sobie pieniędzy na dobre auta. Pan prezydent i otoczenie jeżdżą autami BMW serii 7. Jeszcze do niedawna tylko ta firma miała linię produkcyjną do seryjnego wytwarzania opancerzonych limuzyn. Od 2014 roku taką linię ma także Audi. Pani premier  preferuje pancerne Audi serii A8L. Wymienione auta należą do luksusowego  segmentu F, do którego zalicza się wspomniane modele, a także mercedesy klasy S, bentleye, rolls royce i jaguary xj.

Generalnie ten rząd preferuje duże luksusowe limuzyny. Za rządów PO było raczej o segment niżej. Częściej używano aut segmentu E (klasy średniej wyższej), czyli aut typu  mercedes E,  BMW 5 czy Audi A-6. Teraz będący na widelcu Misiewicz podjeżdża po siedzibę PiS na Nowogrodzkiej luksusowym BMW 7.  Wcześniej też takiego auta używał jeżdżąc na dyskoteki. To właśnie pokazuje jego superwyjatkową pozycję u Macierewicza,  a zarazem arogancję i bezczelną postawę.  

Pisowska władza dała obywatelom 500+, ale sobie też nie żałuje, a kraj podobno był w ruinie. Jakże marnie na tle rządowych limuzyn wygląda auto  prezesa Kaczyńskiego. Jest wożony Skodą Suberb (segment D, auto zaliczane do klasy średniej). Co ciekawe, prezes wsiada do auta obok kierowcy. Zgodnie z protokołem i procedurami bezpieczeństwa powinien podróżować na tylnej kanapie. Obok kierowcy  pewien siedzieć ochroniarz.

Wiele lat temu Władysław Gomółka mieszkał w skromnym dwupokojowym mieszkaniu i partyjna elita bała się zamieszkiwać w większych mieszkaniach. Teraz skromna Skoda Superb prezesa nie jest żadnym hamulcem w wożeniu się pisowskiej elity luksusowymi i do tego niemieckimi autami (że też nie bierze ich obrzydzenie).

Dodam, że zdecydowana większość prezydentów miast używa aut segmentu D, czyli klasy średniej, które często niezorientowani dziennikarze nazywają autami luksusowymi. Dodam, że auto klasy luksusowej kosztuje około 500 tys. złotych, a auto klasy średniej (segmentu D) około 100 tys. Auto opancerzone kosztuje około 2,5 mln złotych.

Czesław Cyrul

P.S.

Podział aut na segmenty.

Segment A – auta małe. Fiat Panda, VW UP, citroen C1.

Segment B – auta miejskie. Fiat Punto, Toyota Yaris, VW Polo, Opel Corsa.

Segment C – auta klasy średniej niższej, tzw. kompakty. VW Golf, Skoda Oktawia, Toyota Corolla, Opel Astra, Ford Focus.

Segment D – auta klasy średniej. VW Passat, Skoda Superb, Ford Mondeo, Citroen C 5, Renault Laguna, Mercedes klasy C, BMW 3. Te dwa ostatnie to tzw. klasa premium w segmencie.

Segment E- auta klasy średniej wyższej. Mercedes E, BMW 5, Audi A-6, Volvo S 90.

Segment F- auta klasy luksusowej. BMW 7, Mercedes  S, Audi A-8, Jaguar, Bentley, Rolls-roys.

 

Są także segmenty suw-ów, aut sportowych, terenowych i kabrioletów. Np. ochrona prezydenta i pani premier, a także ministra Macierewicza jeździ SUW-ami BMW 5.

Media, dzisiaj opozycyjne, a dawnie mainstreamowe (np. GW, TOK FM, czy TVN), boleją nad fiaskiem procesu jednoczenia opozycji przeciwko PiS-owi. Od dłuższego czasu piszę, że są to mrzonki, bo opozycja jest podzielona na wiele sposobów.  Są tam partie od skrajnej prawicy do lewicy. Są także  różnice osobowe pomiędzy liderami, o animozjach osobistych nie wspominając. Była chwilowa nadzieja, że pod skrzydłami KOD-u jakieś zjednoczenie się wydarzy. Na pierwsze demonstracje przychodzili liderzy partii opozycyjnych i wspólnie trzymali się za ręce, ale nie wszystkich do tego bratania się dopuszczano. Potem kłopoty lidera KOD-u, a przede wszystkim różne interesy partii sprawiły, że te demonstracje szybko obumierają. Ale dzisiaj opozycyjnym  a dawniej będącym przy władzy mediom chodzi przede wszystkim o zjednoczenie PO i Nowoczesnej. Jak PO zyska trwałą przewagę nad partią Petru, to zaczną go tępić jako szkodnika w środowisku neoliberalnym i umacniać PO.

Ale nie po to Ryszard Pertu założył  partię PONowoczesną aby teraz jednoczyć się z PO.  Przewodniczący Schetyna, także nieprzypadkowo,  prowadzi samotną walkę z PiS, by udowodnić, że Nowoczesna jest tylko przystawką PO, niepotrzebnym bytem.  I że  on jej wyborców może zagospodarować, a oni nawet tego nie zauważą, bo programy partii są takie same.

 Jedności na opozycji nie chce PSL, pragnąc zachować swoją tożsamość i jeżeli popiera w Sejmie działania PO, to trochę z przymusu. Ludowcy są  w koalicjach z PO w sejmikach. Zerwanie tego układu miałoby fatalne skutki dla obu partii. PSL jest opozycją życzliwą PiS-owi (bez wzajemności) z nadzieją na ewentualną jakąś wspólną, powyborcza przyszłość.

Nie zjednoczy się z opozycją Paweł Kukiz. Nie ma on  w zasadzie żadnego programu i dobrze mu z tym. Skupia wyborców antysystemowych, dla których każda władza jest zła. Zdecydowane opowiedzenie się po stronie PiS mogłoby uszczuplić jego elektorat. Opowiedzenie się po stronie PO pozbawiłoby go wiarygodności. Nie poprze zjednoczenia opozycji Korwin – Mikke, bo byłoby to wbrew jego programowi i jego ego. On popiera siebie, a naiwnych jego wyznawców traktuje jak bezwolnych członków swojej sekty. O żadnym zjednoczeniu nie myśli skrajna, narodowa prawica, bo to przecież zbrojne ramie PiS, choć spora część z nich nawet o tym nie wie.

Nie widzi żadnych korzyści w takim zjednoczeniu lewica. SLD musi dbać o szyld, bo to jedyna uznana marka na lewicy.  Partia Razem nie lubi żadnej innej partii więc zajmowanie się nią jest bezprzedmiotowe. Inne malutkie grupki na lewicy czekają na rozwój wydarzeń i przed wyborami będą poszukiwać jakiejś wspólnej łodzi , na której będą mogły popłynąć do wyborów.

Nie ma zatem żadnych przesłanek dla zjednoczenie opozycji. Każda  partia powinna robić swoje, zabiegać o wyborców, a dopiero po wyborach okaże się kto jakie uzyskał poparcie i z kim chce przystawać. I wcale nie jest pewne, że obecna opozycja będzie tylko ze sobą zawierać koalicje.

Tak właśnie będzie do wyborów,  choć  dziennikarze wspomnianych mediów będą bez przerwy podnosić sprawę zjednoczenia opozycji (w domyśle PO i Nowoczesnej). Inne partie są dla nich (dziennikarzy) tylko tłem.  Niestety, wiele złego  uczynili wcześniej, popierając na wszystkie sposoby rządzących i rozbijając lewicę,  by teraz ich nawoływania były brane na serio.

Czesław Cyrul

Dolny Śląsk stał się głównym siedliskiem bezpartyjności w polskiej polityce. Prezydent Lubina Robert Raczyński  chce stanąć na czele krajowego ruchu bezpartyjnych samorządowców, którym marzy się przejęcie władzy w kraju. Każdy wójt wie więcej od posła – argumentuje prezydent. Sporo prawdy w tym jest, ale nie do końca. Prezydent Raczyński w poprzednich wyborach samorządowych kooperował z Kukizem i wspólnie odnieśli spory sukces, ale szybko pokłócili się. Potem Kukiz poszedł do Sejmu. W kampanii sejmowej propagował brak jakiegokolwiek programu i tak mu zostało do dzisiaj, co – głównie młodym – bardzo się podoba.

W  Sejmiku Dolnośląskim też obecnie rządzą bezpartyjni, ale ta bezpartyjność ma inną genezę. Kiedy radni PO i zarząd województwa, z marszałkiem na czele, poczuli się zagrożeni, bo władzę w partii przejął Grzegorz Schetyna, wystąpili z partii – i teraz rządzą województwem i chcą rządzić dalej, jako Dolnośląski Ruch Samorządowy, bezpartyjny oczywiście. Jest to tzw. bezpartyjność wtórna. Jak tak dalej pójdzie Dolnoślązacy będą mieli już co najmniej dwa ugrupowania bezpartyjne, startujące  do Sejmiku w  wyborach samorządowych. Spore zasługi w promowaniu bezpartyjnych ruchów ma sam prezydent Dutkiewicz. On także osiągał  „bezpartyjne” sukcesy na szczeblu miejskim i regionu, ale  bezpartyjność w jego wydaniu nie przyjęła się w kraju.

Sama PO też postanowiła  otrzeć się o bezpartyjność. Na fotel prezydenta Wrocławia zaproponowała bezpartyjną profesor Chybicką, która jest teraz posłem z ramienia PO. Do poparcia tej kandydatury PO zachęcała inne partie i bezpartyjne ruchy miejskie, ale zaloty zostały odrzucone. Pewnie ruchy miejskie też, afiszując się bezpartyjnością, wystawią we Wrocławiu swoje listy oczywiście bezpartyjnych kandydatów.

Kandydaci partyjni na wójtów i burmistrzów pochowają się pod skrzydła bezpartyjnych, gminnych i powiatowych komitetów wyborczych. Partie zejdą do podziemia. Tylko PiS  będzie starał się epatować partyjnością w wyborach samorządowych, o ile jego notowania do tego czasu nie spadną. Jeżeli spadną, to i ta partia będzie mydlić oczy wyborcom bezpartyjnością swoich kandydatów.

Partyjności nienawidzi partia Razem, która odmawia politycznego bytu innym partiom, nawet na lewicy, uważając że tylko ona ma prawdziwy mandat do reprezentowania wyborców, ale niezorientowani wyborcy tego nie kupują.

Kiedy partie w polityce staną się mniejszością, a ster władzy w kraju przejmą rozdrobnieni  bezpartyjni samorządowcy,  zapanuje chaos, jak w czasach rozdrobnienia dzielnicowego. Obywatele zatęsknią za partiami i sytuacja wróci do normy. Do polskiej normy oczywiście, a ta jest inna od norm przyjętych w UE, czego doświadczamy ostatnio.

Czesław Cyrul

Samorządowcy, będący na posadach, szykują się do wyborów. Ponieważ wojna pomiędzy PiS i PO zniechęca do afiszowania się partyjnością  niby bezpartyjni liderzy samorządowi  chcą ową  bezpartyjność rozszerzyć na cały kraj. Chcą założyć partię  samorządowców, którzy świadczyliby niby bezpartyjne usługi dla mieszkańców miast i wsi.  Już wcześniej zdecydowana większość prezydentów, wójtów i burmistrzów startowała z lokalnych komitetów wyborczych swoją partyjność chowając do kieszeni. Po skrzydła lokalnych komitetów kryli się przede wszystkim członkowie PO, SLD i PSL. Na Dolnym Śląsku taki lokalny  komitet startował także w wyborach do Sejmiku, ale potem okazało się, że Paweł Kukiz  nie jest tą osobą, która wiedziałaby o co chodzi w rządzeniu krajem i komitet diabli wzięli. Prezydent Raczyński z Lubina już nawet wymarzył sobie zasiadanie w rządowych ławach. W tymże Lubinie wspomniany prezydent, pod płaszczykiem lokalnego komitetu,  stworzył swoją  partię i poobsadzał jej członkami wszystkie możliwe  posady w mieście. Tak często wygląda owa bezpartyjność tam gdzie rządzą wybrani z lokalnych komitetów prezydenci czy burmistrzowie. Mogą sobie pozwolić na więcej  nie  będąc uzależnionym od jakiejś partii. Teraz to uniezależnienie niektórzy samorządowcy chcą przenieść na szczebel krajowy. Jedynie PiS pewnie odetnie się od tego ruchu. Choć np. na Dolnym Śląsku do tego ruchu przyjmowani są także partyjni burmistrzowie i prezydenci. Tymczasem prezydent Szczurek z Gdyni widzi  w ruchu raczej samorządowców tylko bezpartyjnych.  Powstałaby partia burmistrzów, wójtów i prezydentów. Elita lokalnych elit. Takim bezpartyjnym od lat prezydentem jest Rafał Dutkiewicz we Wrocławiu, ale co i rusz zawiera koalicje z jakimiś partiami, napuszcza jednych na drugich, obiecywał parokrotnie, że zapisze się do PO, ale szczęśliwie, w ostatniej chwili, udało mu się wykręcać z obietnicy.

Nie wierzę w krajowy sukces partyjnych „Bezpartyjnych”. To  stworzy się nowa partia żądnych władzy administratorów bez określonej opcji ideowo-politycznej, Będzie to grupa sprawnych zarządców  walczących o własne, lokalne interesy bez wizji państwa jako całości. Powstanie jeszcze jeden front walki politycznej. Ale skoro partie  schodzą na psy to zawsze powstają ruchy, które będą uważały się za lepsze. Generalnie jednak jakoś trudno mi dopatrzeć się wspólnoty interesów Wrocławia, Gdyni i np. Krakowa. Chęć bycia u władzy to trochę za mało, bo PiS też ostrzy sobie pazurki na zagarniecie samorządów, ale po to by je zdecydowanie upartyjnić i stworzyć front jedności samorządów z rządem pod czujnym okiem prezesa.

Czesław Cyrul

W naszym obiegu funkcjonuje ludowa mądrość. Jak ktoś ci mówi, że jesteś pijany to możesz go ignorować. Jak dwie osoby twierdza to samo to  się zastanów. Jak 10 osób zwraca ci uwagę, że nadużyłeś gorzałki to idź do domu i prześpij się.

A co zrobić jak 27  szefów rządów zwraca naszej pani premier uwagę, że zachowuje się co najmniej dziwnie. To nie jest tupanie kapryśnego dziecka, któremu nie dano zabawki. To nie nawet zachowanie się osoby po spożyciu sporej ilości wina. W jakim stanie umysłu była pani premier, kiedy ośmieszono jej propozycję podmiany Tuska na Sariusz – Wolskiego?  Biednej pani premier prezes Kaczyński zadał pewnie jakiegoś szaleju, którego wcześniej sam się najadł. Pewnie każe też podobne specyfiki zażywać innym osobom ze swojego otoczenia. To poważne zaburzenie w  świadomości, bo nawet po takiej szokowej nauczce prezesowi i jego otoczeniu nie przeszło.  Uznali tę ośmieszającą lekcję za swój sukces. Były kwiaty i pochwalne mowy.  Umysły liderów PiS  znalazły się w jakiejś równoległej świadomości.

Ale co prezesowi pozostało? Idzie w zaparte. Przecież on nigdy nie przyzna się do porażki. Jest gotów poświęcić pozycję i prestiż kraju, by tylko jego było na wierzchu.  PiS chciało pokazać, że jest  potęgą w Europie. Europa tego nie zrozumiała, ale tym gorzej dla Europy, w opinii PiS-u oczywiście. Ja wam jeszcze pokażę, pokrzykuje prezes ze stołka pod pałacem prezydenckim.

Czesław Cyrul

Zdrada

Kategorie: Bez kategorii

We czwartek po południu rząd PiS (nie Polska) został zdradzony. Europejczycy zdradzili wstający z kolan kraj. Takiej zdrady nie było nigdy we współczesnej polityce

Zdradzili nas Niemcy, ale oni od wieków nam źle życzyli.

Zdradzili nas Anglicy, nasi strategiczni partnerzy.

Zdradziła nas Francja. Ale wiadomo, razem z Anglią  zdradzili nas w 39 roku, więc teraz to nic nowego.

Zdradzili nas Włosi. Oni zawsze lubili wbijać znienacka nóż w plecy. Machiavelli to od nich właśnie pochodzi.

Zdradzili nasz Szwedzi. Oni nie raz już nas napadali więc i teraz dali nam kopniaka.

Zdradzili nas Grecy, ale to nacja   lubiąca tylko siebie.

Zdradzili nas Czesi. Tak zawsze bywa z pepikami.

Zdradzili nas Litwini. Łotysze i Estończycy. Nawet reszek dawnej socjalistycznej solidarności nie było z tamtej strony.

Zdradzili nas Hiszpanie, choć Polacy tak chętnie tam jeżdżą na wakacje.

Zdradzili nas bracia Węgrzy, z którymi mięliśmy chodzić konie kraść. Brat Orban zadał prezesowi cios w samo serce.

Zdradzili nas Austriacy, ale to tzw. „kasztany”, którzy mają  tylko narty i walce Straussa w głowach.

Zdradzili na Belgowie i Holendrzy. Właściwie nie wiadomo dlaczego

Zdradzili nas Duńczycy, choć nasza rodaczka Woźniacka gra w tenisa w ich barwach.

Zdradzili nas Słowacy, choć prezydent Duda z ich prezydentem wspólnie zjeżdżał na nartach i  nic to nie pomogło.

Zdradzili nas Portugalczycy, których kraj leży daleko i my im nic złego do tej pory nie zrobiliśmy.

Zdradzili nas Irlandczycy, do których czujemy tyle sentymentu z wielu powodów.

Zdradzili nas Rumuni i Bułgarzy, choć prezes Kaczyński, w swojej łaskawości, obiecywał im wielkie mocarstwo od morza do morza, ale tej wspaniałej oferty nie kupili.

 Przede wszystkim zdradził  Donald Tusk, który nie posłuchał tego rządu, a  nawet samego prezesa. Uparł się i został na kolejną kadencję w Brukseli.

Sromotnie zawiódł  sam Sariusz – Wolski, bo nie przekonał  UE do swojej kandydatury, choć rezyduje tam już ponad 20 lat.

Zdradziła nas Europa, choć ten rząd proponował jej odnowę moralną, świetlaną przyszłość i nowy ład.    Zdrajcy na to nie zasłużyli, niech więc  żyją w tym bagnie, bo na to zasłużyli.

Jeszcze przyjdą do nas na kolanach – tak sobie marzy sam prezes. Czy podobnie myśli ośmieszona premier Szydło i skołowany minister Waszczykowski tego nie wiem, ale na pewno czują się  wystrychnięci na idiotów przez prezesa.

Czesław Cyrul

P.S.

 Donald Tusk – były premier Polski. Polityk o dość chwiejnych i niestałych poglądach. Raczej sprytny gracz niż mąż stanu,  nie lubiący  wokół siebie konkurentów. Generalnie urodzony pod dobrą gwiazdą i któremu szczęście sprzyja. Ciekawe co w tej chwili myśli Schetyna. Pewnie się cieszy, bo Tusk pozostaje daleko. Na razie.

Jerzy Owsiak ogłosił, że w tym roku Orkiestra zebrała ponad 105 mln złotych. W ubiegłym roku zebrano  „tylko” 72mln. Takiego skoku, z roku na rok, nigdy nie było. Paradoksalnie pomogło w tym PiS. Jak wiadomo ta partia  jest wrogiem WOŚP. Rządowa TV nie objęła patronatem tegorocznej Orkiestry. Zabroniono służbom mundurowym angażowania się w zbiórkę pieniędzy. Kościół też był i jest niechętny Owsiakowi. I wbrew władzy suweren dał tyle, jak nigdy. Polacy widzieli, że ta władza działa w złej intencji, zrobili jej na złość i dobrze dla potrzebujących pomocy. PiS pewnie nabierze wody w usta na ten temat albo zarzuci wrogość względem władzy obywatelom gorszego sortu, którzy odważyli się bez umiaru wrzucać pieniądze do puszek. Oczekuję, że w przyszłym roku będzie podobnie. PiS też będzie prześladował orkiestrę. I wtedy zebranych  będzie 200 milionów. A może to taka przewrotna, pisowska metoda, by więcej wycisnąć od obywateli, ale w taką finezję np. ministra Błaszczaka to ja nie wierzę.

Podobna sytuacja miała miejsce w latach osiemdziesiątych. Wtedy obywatele, na złość władzy, nieśli worki pieniędzy do kościoła. Inna rzecz, że nie bardzo było co za nie kupić. W latach osiemdziesiątych zbudowano w Polsce tysiące kościołów. Był to rekord nad rekordy i było to w czasach socjalizmu. Rekordowy wynik orkiestrowej zbiorki powinien dać do myślenia tej władzy, ale ona na razie wierzy, że suweren ją kocha.

Oponenci orkiestry uważają, że ta kwota to marny ułamek tego co wydaje NFZ. To prawda, ale NFZ wydaje miliardy na płace personelu i lekarstwa. Ile wydaje na zakupy sprzętu? Proponuję sprawdzić. Pieniądze z Orkiestry idą tylko na zakup sprzętu, a wtedy te proporcje wyglądają zupełnie inaczej.

Czesław Cyrul