Prezes Kaczyński zapowiedział zmiany w ordynacji wyborczej do samorządów. PiS zamierza ograniczyć do dwóch kadencji sprawowanie urzędów przez prezydentów miast burmistrzów i wójtów.

W dolnośląskim SLD zainicjowano taką  dyskusję  dwa miesiące wcześniej. Jak wiadomo nie  ma żadnych ograniczeń czasowych w sprawowaniu w/w funkcji. Prezydent Polski czy USA może piastować swój  urząd  tylko przez dwie kadencje. Także w wielu krajach obowiązuje ograniczenie, zazwyczaj do dwóch kadencji, w sprawowaniu posad burmistrzów. W naszym kraju są tacy burmistrzowie, czy wójtowie, którzy zasiadają w fotelach nawet ponad 20 lat. Skoro zasiadają  to pewnie dobrze gospodarują, ale inny argument może być taki: zasiadają tak długo, bo dbają, aby nie urosła im konkurencja.  Generalnie sami burmistrzowie i pracownicy samorządowi są raczej przeciwni wprowadzeniu kadencyjności, wyborcy są za jej wprowadzeniem. Wójtowie i prezydenci argumentują, że 2 kadencje to za mało na realizację większych inwestycji w gminie. Przeciwnicy twierdzą, że gminy już okrzepły i przybyło dobrze wyszkolonych pracowników i działaczy samorządowych, a świeża krew każdej gminie bardzo się przyda. 

Ale przy tej dyskusji pada także pytanie. To co z kadencyjnością radnych i parlamentarzystów? Dlaczego parlamentarzyści mają zasiadać  w Sejmie czy Senacie nawet po 20 lat?  Tam też wietrzenie przydałoby się.  I ten postulat wyborcom także się podoba. SLD chciałoby, aby ta zasada nie działała wstecz. Przeszłość należy wyresetować i dać w najbliższych wyborach wszystkich chętnym równe szanse. Jeżeli wójt sprawował funkcję już przez dwie kadencje, to zostałoby mu jeszcze dwie kolejne, o ile zostanie wybrany.

PiS chce, aby ta zasada ograniczenia sprawowania w/w urzędów  działała do tyłu. Jeżeli np. prezydent rządził już dwie kadencje, to na  kolejną, w 2018r., nie mógłby startować. Chodzi o pozbawianie szans kandydowania wielu doświadczonych samorządowców z PO, PSL czy SLD i wprowadzanie  na to miejsce ludzi z PiS.  To jest główny cel zmiany ordynacji przez PiS. W samorządach PiS nie ma zbyt wielu prezydentów czy burmistrzów. Taka zmiana ordynacji ułatwiłaby przejecie tej partii władzy w samorządach i tym samym pełnię władzy w administracji rządowej, samorządowej, Parlamencie, Trybunale Konstytucyjnym mediach publicznych, Spółkach Skarbu Państwa, itp. itd.

Czesław Cyrul

 

Jutro mamy szansę na zrobienie największej demonstracji przeciwko rządom obecnej władzy. Ta władza, do spółki z kościołem, nie lubi Jurka Owsiaka i jego Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.  Ta władza robi wiele, by tę szlachetną akcję zohydzić, a Owsiaka poniżyć. Tym samym ta władza poniża miliony obywateli, którzy nie żałują grosza na społeczną pomoc.  Ta władza udowadnia, że nasze zdrowie jest sprawą drugorzędną. Polityka jest ważniejsza i nawet jak ta władza daje ludziom program 500+ to ma na widoku swój cel partyjny, a potem dopiero dobro obywatela.

Do wszystkich tych, którzy nie godzą się na dewastowanie prawa naszego kraju, zawłaszczanie mediów, ogłupianie i oszukiwanie społeczeństwa apeluję: wyjdźmy na ulice, nie żałujmy grosza do puszek, licytujmy, wysyłajmy przekazy. Udowodnijmy tym samym, że jesteśmy za Orkiestrą i tą szlachetną akcją, której tak nie cierpi ta władza.  Żaden protest, żadna akcja KOD-u czy jakakolwiek inna, nie potrafi dobitniej wyartykułować woli większości społeczeństwa.

Pewnie Jurek Owsiak nie życzyłby sobie podszywania się polityki pod jego szlachetną akcję, ale jeżeli zbierzemy ponownie rekordową ilość pieniędzy to szpitalom będzie lżej, tej władzy zrobi się głupio, a my damy sygnał, że z polityką tej władzy  większości społeczeństwa nie jest po drodze.
Czy będzie to akcja polityczna? Ależ skądże. My tylko damy wyraz jak bardzo nam zależy na naszym zdrowiu. To ta władza pierwsza pokazała, że tej akcji nie chce i uznaje ją za wrogą względem
 PiS-owskiej polityki, mając tym samym nasze zdrowie w głębokim poważaniu.

Czesław Cyrul

Teatr Polski we Wrocławiu, w ostatnich latach, zaliczano do ścisłej czołówki krajowej. Święcił także  sukcesy za granicą. Zarazem dyrektor Mieszkowski był ciągle upominany przez urzędników Urzędu Marszałkowskiego za to, że  notorycznie przekracza budżet i zadłuża teatr. Sam dyrektor  nie brał sobie tego do serca i dalej robił swoje.

Ponieważ teatr wystawił kilka sztuk, które  zaściankowej prawicy bardzo się nie podobały to obrońcy moralności protestowali przed teatrem. Nie wiedzieli przeciwko czemu protestują, bo o twórczości, np. austriackiej pisarki i noblistki Elfriede Jelinek nie mieli pojęcia. Padła dyrektywa z ambony więc przyszli z chorągwiami.

Spór pomiędzy urzędnikami, a dyrektorem trwał lata, teatr wystawiał głośnie  sztuki, a znani ludzie przyjeżdżali na nie  z Warszawy, co sam widziałem. By uciąć tlący się konflikt  urzędnicy postanowili rozpisać nowy konkurs na stanowisko dyrektora. Mieszkowski nie ma wyższego wykształcenia więc nie spełniał kryteriów. Po zmianie władzy w Warszawie także tamtejsi urzędnicy znielubili Mieszkowskiego i mogli zatrzymać sporą, ministerialną  dotację.  Część aktorów i jeden związek stał murem za dyrektorem. Druga część, w tym duża grupa pracowników technicznych, wraz z innym związkiem,  nie darzyła Mieszkowskiego sympatią. Ponadto Mieszkowski został posłem i wielu powiadało, że powinien dać sobie spokój z dyrektorowaniem. 

Mieszkowski do konkursu nie stanął, a wygrał go aktor Morawski. Wśród aktorów, stronników byłego dyrektora,  zawrzało, wśród fanów teatru wg Mieszkowskiego  także. Rozpoczęły się protesty widzów i aktorów oraz zwolnienia tych ostatnich. Niedawna sława teatru odeszła do historii. I nie wiadomo jaką drogą teatr pójdzie. To ostatnie jest jednak łatwe do przewidzenia. Lepiej na pewno nie będzie i o dawnej sławie należy zapomnieć na lata.

Pora na podsumowanie. Kto z tej awantury wyszedł wygrany, a kto przegrał?

Przede wszystkim przegrali widzowie. Ci, którzy chodzili do tego teatru przestaną chodzić, bo wizja artystyczna proponowana przez dyrektora Morawskiego im nie odpowiada. Nowych widzów raczej nie  będzie, bo ci którzy protestowali przeciwko sztukom wystawianym przez Mieszkowskiego do teatru raczej nie chodzili i chodzić nie będą.

Przegrał dyrektor Mieszkowski, bo okazało się, że windując teatr na szczyty popularności nie umiał sprawnie zarządzać finansowo teatrem i dogadywać się z całą załogą.

Przegrał sam teatr, bo trawiony konfliktami pogrążył się w chaosie.

Przegrał Wrocław i region, bo konflikt jest powszechnie opisywany i komentowany.

Na starcie przegrał dyrektor Morawski, bo nie potrafił zapanować nad teatrem.

Przegrały związki zawodowe, które zamiast szukać kompromisu, stały się stronami konfliktu.

Przegrał Urząd Marszałkowski, bo jemu teatr ten podlega.

Przegrali aktorzy, którzy odeszli z teatru i szukają sobie nowego zajęcia.

Czy jest jakąś nadzieja dla teatru? Marna, ale jakaś jest. Tylko Urząd Marszałkowski może rozwiązać ten konflikt. Nikt inny. Nie mam zamiaru podpowiadać jak, bo to nie moje kompetencje. Wiadomo natomiast, że teatr bez dobrych aktorów, którzy odeszli, nie jest w stanie wrócić do poprzedniego poziomu.  Pomysł z powołaniem dyrektora artystycznego jest jakimś, połowicznym wyjściem. Środowisko aktorskie też nie mówi nie.

Kilka lat temu, kiedy wicemarszałek Mołoń  z SLD  zaproponował takie rozwiązanie. Sam dyrektor Mieszkowski, aktorzy i dziennikarze do spółki odsądzili go od czci i wiary. Teraz okazuje się, że to może  mogło uratować teatr od finansowej zapaści i wszystkiego tego, co ostatnio teatr spotkało.

Czy  ktoś wygrał w tym sporze?  Ja nikogo takiego nie widzę.

Czesław Cyrul

Po sukcesie Polaków w Turnieju Czterech Skoczni wszyscy piejemy z zachwytu. Kamila Stocha i jego kolegów bardziej widzę w roli showmanów, a dopiero potem sportowców. Skoki to chyba najbardziej niszowy sport w Polsce.  Licencję na skakanie ma 224 zawodników, łącznie z tymi od kombinacji norweskiej (skoki+ bieganie). Kadra A liczy 8. zawodników. Łącznie z kadrą B i C to zaledwie 20 sportowców. W kraju są tylko 3 liczące się ośrodki treningowe: Zakopane, Szczyrk i Wisła.

Nawet największe sukcesy naszych skoczków nie spowodują, że tysiące chętnych zaczną masowo skakać, bo nie ma gdzie, nie ma trenerów i sport to dość niebezpieczny. Podobnie nigdy masowym sportem nie będzie  żużel  czy inne sporty motorowe, jazda figurowa na lodzie czy gimnastyka sportowa.  Są to oczywiście dyscypliny sportowe, ale zawody w nich,  przez kibiców, traktowane bardziej jako widowiska. Co innego z piłką  nożną, siatkówką tenisem, kolarstwem, narciarstwem zjazdowym czy biegowym. To tego dodać trzeba oczywiście bieganie we wszystkich postaciach. Za piłką biega kilkaset tysięcy młodych ludzi. Amatorsko na rowerach jeździ podobna ilość cyklistów. Podobnie jest z narciarstwem. W tenisa grywa w kraju około 70 tysięcy ludzi. Jakikolwiek sukces naszego zawodnika czy zespołu powoduje zwiększone  zainteresowanie tymi dyscyplinami w społeczeństwie. Kopiemy, biegamy, odbijamy i pedałujemy. Sportujemy się, a sport to zdrowie.
Skakać będą nadal tylko nieliczni. Ale cieszyć się sukcesami nielicznych zawsze jest miło. Można także marzyć, że jest się Stochem czy Żyłą. Do tego jest to sport niezbyt popłatny. Średniej klasy piłkarz naszej ekstraklasy
 zarabia o wiele więcej od czołowych naszych skoczków. Dlatego szanujmy ich wysiłek. Sport to niszowy, a tyle dumy i zadowolenia w narodzie nam  przysparza.  Znacznie więcej niż nasi ligowi kopacze.

Czesław Cyrul

Polska na najbrudniejsze powietrze w Europie. Palimy w piecach byle czym, jeździmy autami ze starymi silnikami, energię elektryczną produkujemy z węgla kamiennego i brunatnego. To brudne powietrze sprawia, że kiedy kwitną sady to trujące dioksyny spadają na kwiaty. Z tych kwiatów pszczoły zbierają brudny nektar i niosą do uli.  Potem jabłka wzrastają w otulinie smogowej, choć rolnicy zachwalają nasze jedzenie jako wyjątkowo zdrowe. Brud z powietrza opada na trawy, które zjadają krowy, a my potem pijemy od nich mleko i jemy przetwory. Różnej maści popioły opadają na zboża. Ze zbóż robimy mąkę i pasze dla zwierząt. Wolno chodzące kury dziobią trawę, na którą opadają dioksyny z pobliskiego domowego komina, gdzie spala  się plastiki. Od dawna  unikam jaj z tzw. wiejskiego chowu. Są bardziej zanieczyszczone  od jaj od kur z chowu klatkowego. Władze czyniły niewiele, aby ten stan poprawić i dlatego staliśmy się „brudasem” Europy.

Czy polityka ma coś do brudnego powietrza? Oczywiście, że ma bardzo dużo. PiS postawiło na brudną energetykę węglową i tępi odnawialne źródła energii. Gospodarstwa domowe wiejskie i miejskie nie przejmują się apelami o niespalanie brudnego opału. U nas patriotyzm , popierany przez PiS, ma wymiar narodowy i katolicki, ale nie prospołeczny i obywatelski. Czci się honor i ojczyznę, a ma w d… walkę o czyste powietrze. Dlatego nie mam nadziei na poprawę  polskiego powierza za rządów PiS. Póki co, minister zdrowia Radziwiłł , w ramach walki z brudnym powietrzem, zalecił ograniczenie palenia papierosów. Co ma robić ponad 60 procent obywateli, którzy nie palą? Na to minister nie udzielił odpowiedzi.

Czesław Cyrul

Na koniec roku sytuacja w polityce jest następująca. Na prawicy rządzi PiS. Inne, prawicowe organizacje nie odgrywają istotnej roli i nie przeciwstawiają się hegemonowi. Narodowcy otwarcie idą PiS-owi na rękę. Tylko Korwin-Mikke z partii Wolność uznaje PiS za socjalistów i wielkich szkodników.

W centrum PO nie lubi Nowoczesnej i vice versa. Partie zabiegają o ten sam elektorat i mają bardzo podobny program.  Toczy się bratobójcza walka, wtykanie szpil w poselskie stołki,  podbieranie członków, itp.

Na skłóconej lewicy SLD nie jest lubiane przez lewicowe  kanapy i te kanapy  chciałyby śmierci tej największej, ale ciągle słabej partii na lewicy. Po śmierci SLD te polityczne liliputy stałyby się mniej małe, ale to by niczego nie zmieniło. Takie partie jak Razem, Zieloni, Inicjatywa Polska, czy Twój Ruch, gdzie wiceliderem jest Barbara Nowacka, walczą zawzięcie o uznanie, ale niewiele z tego wynika. To rodzi frustracje u kanapowców i z jeszcze większym impetem   nacierają na SLD. Tylko Unia Pracy od lat współpracuje z SLD i dobrze to służy lewicy. Niestety to wszystko toczy się na poboczu wielkiej polityki, bo lewicy nie ma w Sejmie, a tutaj właśnie rozgrywa się większość ważnych wydarzeń. Sejm jest dlatego główną sceną polityczną, że partie w terenie są słabe i lepiej napinać muskuły w Sejmie niż pokazywać miękkie podbrzusze w terenie.

PSL stara nie kłócić się z nikim, bo może z każdym się układać, byleby coś dla zielonych z tego wynikało. Trudno się temu dziwić,  tak postępuje każda partia. PSL ma natomiast do perfekcji opanowane metody wskakiwania na wszelkie możliwe posady, jakie są tylko możliwe do obsadzenia.

Kukiz15, dzisiaj wewnętrznie pokłócony i zanarchizowany, trwa przy prawicy, udaje niezależność, ale podlizuje się PiS-owi, od czasu do czasu spluwając z obrzydzeniem, bo podlizywanie się bywa czasami niesmaczne.

Jest jeszcze na scenie politycznej KOD, ale to raczej platforma organizacyjna, wykorzystywana przez inne partie i one (te partie) nie podzielą się swoją tożsamością i siłą  z KOD-em.

Wszystkie te wymienione partie, razem wzięte, nie lubią PiS-u. Dlatego, że PiS rządzi i jest największy, a ponadto PiS lubi jak jest nielubiany przez inne partie.  Taką ma naturę.

Zatem rządzi PiS z przystawkami (mniejsza o ich nazwy), a opozycja się kłóci i będzie kłócić nadal. Nadziei na zgodę nie ma najmniejszej.  Ale w polityce wszystko jest możliwe. Nawet zjednoczenie na lewicy.

Sam  PiS, w ciągu roku, uruchomił kilka ważnych programów socjalnych. Nie uczyniła tego do tej pory żadna partia. To się wielu obywatelom podoba. Czy budżet państwa to wytrzyma, okaże się już za rok. PiS także zgruzował TK i upodlił wiele innych organizacji i grup społecznych. To jednak wyborcom PiS generalnie nie przeszkadza.

Jest także na politycznej arenie Kościół. On jednak wspiera tylko PiS. Między innymi dlatego ta partia jest taka mocna na prowincji. Popierając PiS duchowni zaliczyli innych katolików do ludzi drugiego sortu: komunistów i złodziei.

Rok zażartych kłótni polityków spowodował, że i obywatele bardziej zaczęli patrzeć na siebie wilkiem. Dzisiaj jeden z moich sąsiadów, wsiadając do samochodu, składał innemu noworoczne życzenia: …Szczęśliwego Nowego roku sąsiedzie. Polska to idiotyczny kraj, ale trzeba jakoś żyć….                      Nie wiem do kogo kierował te gorzkie uwagi, ale polecam je do przemyśleń wszystkim na przyszły rok.

Czesław Cyrul

Przed świętami stosowałem łagodną dietę, tak by się zbytnio nie stresować: nie trącić sił, a trącić na wadze. Udało się zbić 3 kilogramy. W święta postanowiłem więc nie jeść, tylko próbować. W Wigilię spróbowałem barszczu z uszkami, ryby po grecku, śledzia w oleju, pierogów z grzybami i kapustą. Po krótkiej przerwie spróbowałem karpia robionego na dwa sposoby. Do tego spróbowałem  trochę białego wina. Na koniec tylko  degustowałem  ciasta i słodycze.

W pierwszy dzień Świąt  na śniadanie próbowałem  potraw  z poprzedniego dnia. Na proszonym obiedzie degustowałem zupę grzybową i pieczoną kaczkę. Na deser była próba degustacji  ciasta, ale zakończyła się niepowodzeniem. Żołądek dal znać, że nie ma tam już miejsca. Nawet mocna kawa nie pomogła mi odzyskać apetytu. Organizm przyzwyczajony do diety zaczął stawiać czynny opór.

W drugi dzień świąt próbowałem tego, co zostało z wigilii i pierwszego dnia świąt. W południe umówiłem się z rodziną w kawiarni. Mieliśmy jeść tylko ciastka i pić kawę albo herbatę. Próbowanie świetnego ciasta, serwowanego w olbrzymich porcjach, zamuliło  mnie dokumentnie. Próba smakowania  obiadu ( barszcz z uszkami i ryba) skończyła się na podzióbaniu ryby. Odmówiłem spróbowania szarlotki, skądinąd świetnej. Postanowiłem pościć przez noc, do wtorku rana.

Na balkonie czekają do degustacji jeszcze śledzie w śmietanie i oleju,  ryba po grecku, pierogi z kapustą, resztki karpia i świetny bigos, który sam przygotowałem. Jest też czerstwe pieczywo i takież ciasto. Jak się uprę to degustacja, tego co zostało, skończy się w Sylwestra.

Na wagę wolę nie stawać, by oszczędzić sobie stresu. Święta nie były jakieś super bogate, tylko takie standardowe, typowe dla naszej kulinarnej, świątecznej kultury. Chciałbym  wrócić do moich musli i chudego jogurtu oraz zup jarzynowych. Jednak zapasy na balkonie zmuszają mnie do dalszej degustacji ze świadomością, że staje się ona zwyczajnym obżarstwem i potrwa do wyczerpania się balkonowych zapasów. W Sylwestra będę też degustował, ale już zupełnie co innego. Ale potem już będzie na pewno lepiej. Wrócę do zdrowej diety, o ile starczy silnej woli.

Czesław Cyrul

Na Wigilię może nawet politycy prawicy przemówią ludzkim głosem, choć nadzieja to niewielka. W Parlamencie i w mediach krzyczą do siebie niby ludzkim głosem, ale zupełnie się nie rozumieją i co więcej, nawet nie próbują.  W sali sejmowej powieszono krzyż. Siłą rzeczy patronuje on tym seansom nienawiści, zawiści, kłamstwom i zwyczajnemu chamstwu. To prawica, za przyzwoleniem wyborców, zgotowała nam ten los. Wielu rodakom ten chaos nawet się podoba. Dawniejsze publiczne wigilie straciły swój urok. Czy wyobrażacie sobie Kaczyńskiego i Schetynę jak składają sobie życzenia świąteczne, łamią się opłatkiem i symboliczne całują w policzki. To jest niemożliwe, bo jeszcze jeden drugiego zaraziłby śmiertelnym liberalizmem lub chorobą smoleńską i nieszczęście gotowe. Kościół, akuszer  tej sytuacji, pewnie będzie w wigilię apelował o zgodę w kraju, ale duża część społeczeństwa nie potraktuje tego poważnie. Co bardziej podatni na złe wpływy prawicy  obywatele, oglądając gorszące spektakle też skaczą sobie, przy lada okazji, do oczu. A na domiar złego zamiast śniegu i  mrozu od lat natura funduje nam słotę i deszcz. Może to jakiś  znak z nieba, abyśmy zboczyli z tej kłótliwej, niechrześcijańskiej drogi. Pewnie Jezus patrzy teraz na nas  z góry zdumiony, nie mogąc się nadziwić jak władza, podpierając się religią katolicką, przerabia Polskę na „chorego człowieka Europy”. Ale Jego nauczanie wskazuje na to, że był socjalistą.

Wesołych Świąt mimo wszystko.

Czesław Cyrul

Prezes Kaczyński wziął w obronę posłankę Pawłowicz, którą obrzucono przed Sejmem plastikowymi butelkami i lżono grubym słowem. Posłanka Pawłowicz jest najbardziej wulgarnie wypowiadającą się parlamentarzystką. Nie tylko w kwestiach prawnych. Ona ubliża osobiście innym posłom. Wyzywa ich od nieuków itp. Niech zatem prezes nie dziwi się, że lud na ulicy też stosuje swoje, ale adekwatne do sytuacji środki protestu, wyrażając tym samym uczucia względem posłanki, która zamieniła salę sejmową w stołówkę i epatuje brakiem elementarnej kindersztuby. Spożywaniem barowego jedzenia na sali obrad dała dowód, że traktuje sejm jak tanią garkuchnię, gdzie tworzy się byle jakie prawo. Oto signum temporis dzisiejszego Sejmu niestandardowo wyrażone przez posłankę.

Minister Macierewicz seryjnie wyrzuca i dymisjonuje generałów. Pozbawia naszą armię mózgu. W zamian organizuje pospolite ruszenie z drewnianymi karabinami i wciąga do tego grupy rekonstrukcyjne. Dokupi im drony i uczyni z tego armię jaka sobie wymarzył. Sprawę zakupu helikopterów wycisza się, bo kasy brakuje i ochotnicy na nich nie umieją latać. Wróg może taką armię czapkami nakryć i wejść w nasze terytoria jak przysłowiowy nóż w masło. Choć podobno armia, za sprawą rekonstruktorów, urośnie w siłę. Wojsko ma być silne Macierewiczem i to powinno nam wystarczyć.

Liderzy PO, posłowie Schetyna i Siemoniak uznali, że pozbawienie stopnia generalskiego Wojciecha Jaruzelskiego to dobry pomysł i jakby co, to go poprą. Pomysł ulągł się w głowie ministra Macierewicza. Pewnie Kuklińskiego też uważają za bohatera. Jak wiadomo zdecydowana większość społeczeństwa jest przeciwna temu, choremu pomysłowi. Tym samym liderzy PO pokazali, że myślą tak samo jak Macierewicz. POPiS wiecznie żywy. Walka toczy się o dostęp do koryta i to jest clou sporu na prawicy. Różnice programowe i słowna retoryka to tylko środek do celu.

Prezes Kaczyński nawoływał do przedświątecznej zgody. W ramach tej zgody opozycja powinna się zjednoczyć. O mało co prezes nie wskazał kto powinien być jej szefem. Zarazem, w tym samym czasie PiS dokonał zbiorowego gwałtu na Trybunale Stanu. Bo zgoda to jedno, a  gwałcenie państwa to drugie. Według PiS to są zupełnie różne sprawy.
Czesław Cyrul

PiS chciało polepszyć pracę dziennikarzom w Sejmie i dlatego postanowiło wyrzucić ich do odległego budynku. Wiązałoby się to zarazem z poprawą samopoczucia posłów PiS. Żaden pismak nie nagabywałby ich na korytarzach sejmowych. Niestety, dziennikarze nie chcieli poprawy warunków pracy narzucanych przez PiS i  podnieśli bunt.

Okiełznanie mediów jest jednym z głównych politycznych celów PiS. Owszem, zaproponowano na początek kilka programów socjalnych, by uwiarygodnić niektóre obietnice wyborcze, ale jest to tylko środek do celu głównego. Tym celem PiS-u jest ukształtowanie głów Polaków wedle koncepcji PiS. Powinni być konserwatywni, zaściankowi, nieufni względem obcokrajowców, nietolerancyjni i podejrzliwi oraz oczywiście ślepo wierzący w PiS. Dlatego panowanie nad mediami, programami szkolnymi, sojusz z kościołem, likwidacja niezależnych instytucji państwa, skok na administrację itp. temu właśnie służy. Gdyby poglądy PiS zamieszkały na dobre w głowach Polaków, PIS  panowałby nad Polską niepodzielnie i utworzyłby z niej polskie getto w Europie. Dlatego do uszu obywateli powinien sączyć się jednolity i jedynie słuszny przekaz produkowany w wydziale propagandy, czyli w PiS-owskiej TVP,  dawniej zwanej telewizją publiczną.

Za tę medialną  wojnę w dużej mierze winę ponosi PO. Separując się  przez 8 lat od rządzonych i wywyższając ponad innych polityków sprowokowali wygraną prawicowego i populistycznego PiS. Proplatformiani dziennikarze też mają w tym swój udział. Teraz prawicowa PO toczy wojnę z prawicowym PiS-em. Za czasów rządów SLD takich kłótni i dzielenia społeczeństwa nie było. Z perspektywy czasu można powiedzieć, że były to rządy wzorcowe, choć  nie idealne.

Obywatele pewnie nie zdawali sobie sprawy, że prawicowi politycy w naszym kraju są aż tak  kłótliwi. Prawica, obrzucając się błotem, jako narzędzie wykorzystuje PRL. Że jedni czy drudzy zachowują się tak jak w PRL, wprowadzają tamtejsze zwyczaje.

Panowie z prawicy, apeluję do Was. Odpieprzcie się od PRL. Mając oczy ciągle zwrócone do tyłu udowadniacie, że nie macie wiele do zaproponowania na temat przyszłości kraju. Apeluję także do obywateli. Jak nie chcecie ciągłych, gorszących awantur prawicowych polityków w Sejmie, wybierajcie mądrzej. To nie jest takie trudne.

Czesław Cyrul