Nie tylko politycy w kampaniach przedwyborczych obiecują swoje usługi po promocyjnych cenach. Często jest to zwyczajna fałszywka. W handlu promocja też ma swoje blaski i cienie. Latem, kiedy obchodzę urodziny, zasugerowałem rodzinie dość bezpośrednio, że zamierzam kupić nową rakietę do tenisa. Rodzina sugestie pojęła w lot i dostarczyła gotówkę, a ja udałem się na zakupy, bo sam wiem najlepiej jakiej rakiety potrzebuję.

W dużym sieciowym sklepie upatrzona rakieta kosztowała 550 zł., w innym, też sieciowym, 500 zł. Ponieważ jestem przy zdrowych zmysłach kupiłem tę za 500 zł.

Kilka dni temu zachodzę do tego droższego sklepu i widzę napis przy rakietach: Promocja. Każdy na taki napis reaguje z nadzieją. A tam, na stoisku, w ramach wyprzedaży, ta rakieta która latem kosztowała 550 zł., teraz  miała metkę z ceną 650 zł., czyli latem kosztowała aż tyle, co jest nieprawdą. Potem nowa, promocyjna  cena- 500 zł. Niezorientowany może sądzić, że cena spadła aż o 150 zł. Nic z ty rzeczy. W rzeczywistości sklep opuścił ją tylko o 50 zł. Ja taką samą rakietę kupiłem i innym sklepie latem, czyli w sezonie, też za 500 zł. i bez żadnej promocji. Ekspedientka zagadnięta na okoliczność tego oszukańczego procederu odpowiedziała, że ona za to nie odpowiada. Zgadza się, sprzedawca sprzedaje. Nabija w butelkę klientów ktoś wyżej postawiony. Ponieważ natura obdarzyła mnie wyjątkową pamięcią do liczb to takich przypadków mógłbym opisać więcej, ale ten wystarczy.

Czesław Cyrul

W dolnośląskim SLD zainicjowano dyskusję na temat kadencyjności sprawowania urzędów wójtów burmistrzów i prezydentów miast. Jak wiadomo nie  ma żadnych ograniczeń czasowych w sprawowaniu w/w funkcji. Prezydent Polski czy USA może piastować swój  urząd  tylko przez dwie kadencje. Także w wielu krajach obowiązuje ograniczenie, zazwyczaj do dwóch kadencji, w sprawowaniu posad burmistrzów. W naszym kraju są tacy burmistrzowie, czy wójtowie, którzy zasiadają w fotelach nawet ponad 20 lat. Skoro zasiadają  to pewnie dobrze gospodarują, ale inny argument może być taki: zasiadają tak długo, bo dbają, aby nie urosła im konkurencja.  Generalnie sami burmistrzowie i pracownicy samorządowi są raczej przeciwni kadencyjności, wyborcy są za jej wprowadzeniem. Wójtowie i prezydenci argumentują, że 2 kadencje to za mało na realizację większych inwestycji w gminie. Przeciwnicy twierdzą, że gminy już okrzepły i przybyło dobrze wyszkolonych pracowników i działaczy samorządowych, a świeża krew każdej gminie bardzo się przyda.  Nie znalazłem statystyk, które  mówiłyby ile przeciętnie trwają rządy burmistrzów, ale pewnie średnia statystyczna  nie przekracza dwóch kadencji.

Ale przy tej dyskusji pada także pytanie? To co z kadencyjnością radnych i parlamentarzystów? Dlaczego parlamentarzyści mają zasiadać  w Sejmie czy Senacie nawet po 20 lat? A przecież takich przypadków nie brakuje. Tam też wietrzenie przydałoby się.  I ten postulat wyborcom także się podoba. SLD chciałoby, aby ta zasada nie działała wstecz. Jeżeli wójt sprawował funkcję przez 20 lat, to zostałoby mu jeszcze dwie kolejne kadencje, o ile zostanie wybrany.

Nad tematem, na razie po cichu, duma także PiS. Jest jednak pewna różnica w podejściu. PiS chciałby, aby ta zasada działała do tylu. Jeżeli np. prezydent rządził już dwie kadencje, to na  kolejną nie mógłby startować. Propozycja dolnośląskiego SLD resetuje przeszłość i ta zasada obowiązywałaby od następnych wyborów samorządowych w 2018r. PiS ograniczeniem kadencyjności chciałby  pozbyć się doświadczonych samorządowców z PO, SLD czy PSL. SLD proponuje zamkniecie pewnego rozdziału i nowe otwarcie z równymi szansami dla wszystkich kandydatów do tych funkcji w 2018r. Ale to, na razie, tylko dyskusja.

Czesław Cyrul

Profesor Hartman, na niedawnym Kongresie Lewicy, nazwał tych, którzy tworzą partyjne programy frajerami, bo dają się wykorzystywać cwaniakom. Cwaniacy, podkradając idee frajerom, przy kawiarnianych stolikach, układają partyjne listy wyborcze, z których rugują frajerów. Wyborca z zasady nie wie kto w partii jest frajerem, a kto cwaniakiem. Oczywiście cwaniacy obsadzając listy swoimi kolegami i rugując z nich frajerów czynią im krzywdę. Cwaniacy, nie przywiązując się do idei frajerów, z biegiem czasu pogrążają partie w marazmie. Jest coś na rzeczy, ale nie do końca. Frajerzy umieją pisać programy, a cwaniacy potrafią zorganizować wybory. Te dwie umiejętności raczej nie chodzą w parze. Bywa jednak różnie. Kiedy w partii prym wodzą frajerzy mobilność partii spada i z czasem ona  upada. Przykładem tego jest Korwin Mikke. Wymyśla programy, a nie potrafi upilnować swoich partyjek. Jest liderem już chyba dziesiątej z rzędu. Odwrotnym przykładem jest PO. Partia ta specjalnie nie przywiązywała się do idei. Cwaniacy byli zawsze siłą dominującą. Partia była silna, dopóki rządziła. Po klęsce wyborczej, pozbawiona ducha i nadal zdominowana przez cwaniaków, miota się od prawa do lewa, a nadziei znikąd nie widać.

Prezes Kaczyński jest jednością: frajerem i cwaniakiem zarazem. Stworzył program partii, układa listy wyborcze i wyznacza lokalnych liderów. Póki co, przy takiej filozofii rządzenia, partia ma się dobrze. Jest to jednak model zmierzający w kierunku dyktatury, więc niegodny polecenia. Zatem w polityce, by zachować równowagę, frajerzy i cwaniacy powinni ze sobą współpracować. Zachwiane równowagi zawsze grozi degrengoladą w partii lub jej rozpadem. PiS i prezes Kaczyński jest tylko jeden i wzorowania się na tej partii nie polecam. Kiedy zabraknie prezesa, partia pozbawiona wodza, pójdzie w rozsypkę.

Czesław Cyrul

Oglądałem dzisiaj (25bm.) najpierw wiadomości w stacjach prywatnych, gdzie pokazano udział prezydenta Dudy w zjedzie adwokatów. Na tymże zjeździe prezes Rzepliński został przyjęty owacją na stojąco, a prezydentowi bito brawa umiarkowanie i nikt nie wstawał. Prezes Rzepliński nie zabrał tam głosu, a prezydent, ze sceny, nawoływał do obiektywizmu, tylko nie wiadomo do kogo te słowa powinien kierować
Jak to zinterpretowała TV rządowa? „Wiadomości” nic nie wspomniały o gorącym przyjęciu prezesa TK. Natomiast jego nagrane wypowiedzi dla mediów przedstawiono tak, jakby prezes zabierał głos oficjalnie. Do tego, by zohydzić osobę prezesa, dodano że przez trzy lata nie brał urlopu i teraz trzeba mu będzie za te niewykorzystane urlopy zapłacić. ….i  nie wiadomo, czy jego wyjazdy były wyłącznie służbowe, a nie prywatne….
Tak oto Wiadomości, na każdym kroku, wciskają nam swoją wersję wydarzeń.  Do prezesa Rzeplińskiego mam dystans. Uważam za konserwatystę i pamiętam jego puszczenie oka do kościoła. Konstytucjonalista tego robić nie powinien. Kościół teraz zapomniał o swoim synu, bo racje polityczne tego wymagają. Z prezesem Rzeplińskim żadnego interesu ubić się nie da, a z PiS-em jak najbardziej.
Kto ma media ten ma władzę: tak myśli PiS. W przeszłości podobnie sądziło wielu rządzących, ale się przeliczyli. Nachalna propaganda, serwowana długo i w nadmiarze, powoduje odruchy wymiotne. W politycznym odruchu wymiotnym obywatele rzygają, czyli wysadzają władzę w powietrze w kolejnych wyborach.
Czesław Cyrul

W mojej ocenie o jedną kadencje za długo prezydent Dutkiewicz rządzi Wrocławiem. Nie byłem jego  fanem, ale większości Wrocławian pewnie dobrze zapisze się w pamięci. Podobnie jak prezydent Zdrojewski. W miarę upływu czasu pozostają dobre wspomnienia, złe umykają z ludzkiej pamięci. Choć ostatnio prezydent Dutkiewicz i  były prezydent Zdrojewski nie przepadali za sobą, to obaj mają  miejsce w panteonie zasłużonych wrocławian.  Sądzę, że prezydent Dutkiewicz podążał szlakiem wytyczonym przez prezydenta Zdrojewskiego, jednak miał znacznie większe możliwości finansowe dla realizacji wyznaczonych celów.  Wielkie inwestycje, jednym się podobają  a innym nie.  Jest też ciemna strona prezydentury Rafała Dutkiewicza – pozostanie po nim duże  zadłużenie miejskiej kasy.  Ostatnio miasto przegrało proces z Mostostalem o kilkadziesiąt milionów złotych, jakich żąda ta firma za wyrzucenie  jej z budowy Narodowego Forum Muzyki.

Być może prezydent Dutkiewicz nie chce się  więcej zmagać ze wzrastającym zadłużeniem miasta, a może po tylu latach ma już dość niesienia brzemienia tej prezydentury. Bo to praca ciężka, przez 24 godziny na dobę, pod nieustannym okiem dziennikarzy i opinii publicznej. Przeciwnicy polityczni ciągle drążyli mu dziury w brzuchu. W końcu kiedyś każdy powie dość, bo każdy jest tylko człowiekiem. Otwarta pozostaje  sprawa pomazańca, którego pewnie wskaże prezydent Dutkiewicz. Czy będzie to dobry dotyk, czy złe naznaczenie, tego jeszcze nikt nie wie.

Czesław Cyrul

Doznaję ostatnio poważnych rozterek. By być w miarę dobrze poinformowanym o tym, co dzieje się w kraju, muszę oglądać kilku stacji telewizyjnych czy słuchać  radiowych. Bo jeżeli telewizja rządowa mówi, że w kraju jest dobrze, to media niezależne, że jest tak sobie albo źle.

Jeżeli media rządowe informują, że samorządy blokują wydawanie środków unijnych, to  te drugie  twierdzą, że to rząd zabrał pieniądze na inne cele i dlatego stanęły budowy dróg.  Jak w rządowej TV  pojawia się wdowa smoleńska, która nie ma nic przeciw  ekshumacji ciała jej  męża, to w innej stacji jest wywiad z osobą, która nie chce bezczeszczenia zwłok jej żony czy męża. Gdy w TV rządowej Minister Zdrowia mówi, że w leczeniu czeka nas  świetlana przyszłość,  to w prywatnej  poseł Arłukowicz zapowiada tragedię.

Telewizja rządowa śledzi afery prominentnych osób z PO i w nadmiarze pokazuje uroczystości rządowo- kościelne, natomiast media prywatne ekscytują  się  niezbornością w myśleniu ministra Macierewicza.

Rządowa TV twierdzi, że w demonstracji opozycji wzięło udział 10 tys. osób to media niezależne, że 30 tys. W przypadku informacji o zgromadzeniach prorządowych relacje są z grubsza odwrotne. I tak można by długo jeszcze wymieniać.

Jeżeli ktoś ogranicza się do oglądania  czy słuchania tylko jednej stacji, łatwo może wyrobić sobie  błędny obraz tego co się dzieje w kraju. Poczytne tabloidy  nie  przedstawiają rzeczywistego obrazu Polski, a media  społecznościowe  też  nie są bezstronne.  Jedno jest pewne: oglądalność  i słuchalność mediów rządowych systematycznie spada. Widocznie obywatele wolą słuchać  tych gorszych informacji.  Lubimy narzekać że jest źle i media niezależne wychodzą naszym gustom naprzeciw.  Media rządowe mają nakaz chwalenia wszelkich wydarzeń w kraju, za wyjątkiem tych z przeszłości.  Jednak spadek oglądalności i słuchalności rządowych (dawnej publicznych)  mediów  pokazuje, że aż  tak dobrze nie jest i ta forma propagandy nie wszystkim odpowiada.

Czesław Cyrul

Co jakiś czas jakiś polityk lub dziennikarz nawołuje do powołania wspólnej, atypisowskiej koalicji. Oznaczałoby  to, że tylko w politycznej wspólnocie można pokonać bardzo mocne dzisiaj PiS. Do najbliższych wyborów zostało dwa lata i póki co, żadna partia takich deklaracji nie traktuje poważnie. Nie zanosi się ani na lewicy, ani w centrum, by do takiego zbliżenia mogło dojść.  KOD ewentualnie mógłby być  taką platformą, ale widać, że na pewno tak się nie stanie. Nie dziwię się tej niechęci polityków do jednoczenia się, pozbawiania się własnej politycznej tożsamości, roztapiania się w mamałygowatej nibyjedności. Politycy i partie na takie szerokie porozumienie raczej nigdy się nie zgodzą.

Czy istnieje ewentualna chęć do jednoczenia się?  Samo PiS nie musi się z nikim jednoczyć. Na razie jest na tyle silne, że daje sobie radę z politycznymi przeciwnikami. Zawiązanie przez jakąś  małą  partyjkę  sojuszu z PiS-em oznacza jego polityczną  marginalizację. Ostatnio  tak,  jak to stało się  z Solidarną Polską  Ziobry i Polską Razem Gowina. Te partie praktycznie zniknęły ze sceny politycznej. W ogóle nie zanosi się na ewentualny wspólny front PO i Nowoczesnej. Te partie zabiegają o podobny elektorat i im bliżej do wyborów, tym mocniej będą się spierać kto lepszy.

Nie ma także chęci partyjnego porozumienia wyborczego na lewicy. Poprzednie koalicje  nie kończyły się  sukcesami wyborczymi. Ostatnia koalicja (Zjednoczona Lewica) okazała się kompletną klapą. Dlatego SLD zamierza iść do najbliższych wyborów  pod własnym szyldem  i z ewentualnym dopiskiem do partyjnego szyldu.  Jednak chętnie będzie widzieć osoby spoza SLD na swoich listach. Aktualnie, na lewicy,  tylko SLD na realne szanse  na pokonanie progu wyborczego. Kongres Lewicy, organizowany przez SLD, na który zaproszono wszystkie lewicowe organizacje, jest dowodem chęci do współpracy na lewicy.

PSL nigdy nie zawiązywał i pewnie nie zawiąże  żadnych koalicji na szczeblu wyborów parlamentarnych i  sejmikowych. Ostatnim zawołaniem do budowania antypisowskiego frontu był apel, powołanej niedawno Unii Europejskich Demokratów, do Nowoczesnej, by tworzyć wspólny front. Zaraz  po  tym przewodniczący Petru powiedział, że jego partia będzie tworzyć samodzielne listy do samorządów na wszystkich szczeblach.  Zatem wszystkie  opozycyjne dzisiaj partie będą starały się pokonać PiS i zarazem jakąś inną partię  opozycyjną, ale każda z osobna. I jest to chyba czytelniejszy podział. Bo nie każda partia ma takie same antypisowskie podejście i nie każda ma taki sam pogląd na nasze, polskie sprawy. Dlatego trochę infantylne nawoływania do zawiązywania nierealnej koalicji włóżmy miedzy bajki i róbmy swoje.

Czesław Cyrul

Prezes Kaczyński został uznany przez pewną starszą panią (pewnie jest  ich więcej) za potomka Bolesława Chrobrego. On sam (prezes)  stwierdził, że PiS jest spadkobiercą i kontynuatorem  ruchu ludowego. Zieloni poczerwienieli  ze złości.

W trakcie składania wieńców pod pomnikiem Dmowskiego (chyba) śmieszny przebieraniec mówił do prezesa Kaczyńskiego: Panie naczelniku melduję gotowość do…. Nikt nie prostował meldunku przebierańca. Obok, niby przypadkiem, stała olbrzymia policyjna polewaczka. Pewnie na wypadek gdyby jakiś szaleniec chciał zakłócić panu naczelnikowi składanie wieńca.  Może wodna armatka wystraszyła widzów, bo wokół pomnika było pusto.

Sam prezes Kaczyński i prezydent Duda zagrali  w Święto Niepodległości razem. Jeden i drugi nawoływał do jedności. Prezes Kaczyński, tym razem,  nie sprostował apelu prezydenta, a nawet się z nim utożsamił. Kilka miesięcy temu prezes mówił, że jedność i przebaczenie jest możliwe dopiero po osądzeniu winnych, odbyciu kary i pokucie, czy jakoś tak. Coś musiało się stać, że nagle  zmienił zdanie. Idzie tropem Macierewicza? Tenże minister przyznał się, że pozaprzetargowy zakup helikopterów, który zapowiadał, nigdy nie był aktualny. Czyli minister świadomie kłamał. Kiedy kłamał świadomie, a kiedy nie, trudno się połapać.

Prezydent nie zgodził się na awans kilku protegowanych ministra Macierewicza na stopnie generalskie. Podobno nie mieli ukończonych generalskich kursów.  Awansował natomiast zdrajcę Kuklińskiego. Z dwojga złego wolałbym ten pierwszy wariant.

Poseł Kukiz, niedoszły nasz  prezydent,  napisał list do prezydenta elekta Trumpa. Według Kukiza są bratnimi duszami i byli podobnie niewdzięcznie  traktowani w prezydenckiej  kampanii wyborczej. Może Kukiz to jakiś daleki ubogi krewny Donalda Trumpa?

Czesław Cyrul

Byli posłowie PO: Niesiołowski, Protasiewicz, Huskowski i Kamiński, poszukując nowej tożsamości na scenie politycznej, przypomnieli sobie o, już wdawałoby się nieżyjącej, Partii Demokratycznej.  Jest ona spadkobierczynią Unii Wolności. W któryś  tam  minionych wyborach startowała wspólnie z SLD, a potem jej członkowie  także  z różnych list centrolewicowych. Bez większych efektów. Potem został tylko szyld i kilku jego strażników. Posłowie odnaleźli w szafie niemodne, poszarpane i zakurzone garnitury demokratów, wyprali je , pocerowali i ubrali się w nie.  Po takim liftingu mówią nam: oto jesteśmy do waszej dyspozycji. Na bazie czterech  posłów oraz Demokratów.pl powstała Unia Europejskich Demokratów. Na akuszera zaproszono Lecha Wałęsę.  Nie wróżę partii sukcesów. Nikt ze znanych polityków  nie pali się do nowej kompanii. Np.  na Dolnym Śląsku, skąd pochodzą Protasiewicz i  Huskowski, na razie nie ma chętnych do współpracy. Zdecydowana większość radnych miejskich Wrocławia z PO zdezerterowała do Nowoczesnej. Radni PO w sejmiku, z marszałkiem na czele,  utworzyli lokalną grupę trzymającą władzę.  W grupie jest także prezydent Dutkiewicz.

Ale ciekawsze jest tu inne zjawisko. Zazwyczaj dezercje polityczne  dotyczyły ucieczek z lewej strony sceny politycznej do centrum i na prawo. Tutaj jakby  trend się zmienił. Posłowie Niesiołowski i Kamiński na początku zaczynali uprawiać politykę w skrajnie prawicowych i konserwatywnych ugrupowaniach. Poseł Huskowski także uważa się za konserwatystę. Jacek Protasiewicz to liberał. I ta oto grupka ubiera się w ubrania raczej centrolewicowej Partii Demokratycznej. Obywatele chyba skamienieli by ze zdziwienia, gdyby nowa partia zawarła sojusz z lewicą w następnych wyborach. A sojusz z PO? No chyba nie po to odeszli z PO, by potem zawierać z nią sojusze. A PiS nigdy nie zaakceptuje Niesiołowskiego. Ale aż w takie lewicowe transformacje UED nie wierzę.  

Sądzę, że nikt nie będzie palił się do wstępowania do kanapowej partyjki. Unia Europejskich Demokratów nie będzie zdolna do samodzielnego życia na scenie politycznej.  Czeka ją żywot typowej organizacji  kanapowej. Szkoda, bo Niesiołowski czy Kamiński, którzy już z wielu partyjnych pieców chleb jedli, to postacie ciekawe  i na tle prawicowej bylejakości, są niczym kolorowe motyle. Teraz, zepchnięci na obrzeża polityki, stracą swą barwność.

Czesław Cyrul

Od roku ciągle oglądam w TV patriotyczne uroczystości, odsłaniane są liczne pomniki ku czci wybranych poległych, nieproporcjonalnie do zasług czczeni są  żołnierze wyklęci. IPN poszukuje, wedle  obowiązującej  wersji historii , zdrajców i szubrawców. II Rzeczpospolita pokazywana jest jako kraj mlekiem i miodem płynący.  Wszystkie  uroczystości okraszane są  sosem ideologicznym. Wszechobecne duchowieństwo legitymizuje  taki styl zarządzania państwem. Prezydent Duda i minister Macierewicz,  dzień w dzień, odwołują się do historycznych uniesień narodu. Szkoda, że tylko do jego części. Wmawia się nam, że przed 2015 rokiem nie było żadnej historii, byliśmy bezmyślną magmą, a teraz nowa władza nas  oświeca i pokazuje w jakim bagnie żyliśmy.  

 Znakomita część obywateli, ta która nie walczyła lub nie  dała się zabić, ta która pracowała w pocie czoła dla siebie i kraju, a dzisiaj jest nawozem historii dla obecnej władzy, jest świadomie, w kreowanej historii, pomijana.

 Pozwalam sobie napisać własne wspomnienie  o moich bohaterach w Święto Niepodległości. Bo jeszcze trochę, a okaże się, że tylko ci, co walczyli i zginęli, ale tylko po słusznej według władzy stronie, są nominowani przez dzisiejszą władzę do bycia lepszymi obywatelami i bohaterami.

Dlatego  wspominam tych, którym należy się w Święto Niepodległości nie mniejsza nasza wdzięczność .

Wspominam i czczę budowniczych Centralnego Okręgu Przemysłowego i portu w Gdyni.

Oddaje cześć Ignacemu Daszyńskiemu i ministrowi Kwiatkowskiemu.

Chylę czoło przed setkami tysięcy robotników odbudowujących po wojnie cały kraj i jego stolicę. Kłaniam się żołnierzom I i II Armii Wojska Polskiego.

Wspominam z szacunkiem  miliony repatriantów, którzy zasiedlali ziemie zachodnie.

Wspominam budowniczych Nowej Huty i Huty Katowice oraz innych licznych przemysłowych inwestycji PRL.

Chylę czoła przez milionami nauczycieli i naukowców. To oni sprawili, że z kraju analfabetów, po wojnie, staliśmy się wykształconym społeczeństwem.

Kłaniam się rolnikom, którzy do początku lat siedemdziesiątych oddawali za półdarmo swoje płody.

Składam hołd wszystkim ludziom ciężkiej codziennej pracy, milionom bezimiennych bohaterów.

Nie dajmy się zakrzyczeć prezydentowi, że w tym kraju jest miejsce tylko dla bohaterów, których on uważa za takich właśnie. Jego nawoływania do jedności narodu mają się nijak  do codziennej pragmatyki obecnej władzy, dzielącej społeczeństwo na swoich i nie swoich.  Jeżeli prezydent i władza nie szanuje milionów uczciwych obywateli, to szanujmy sami siebie.

Czesław Cyrul