Jak spędza się czas na plaży? Coraz bogaciej, bo w południe plaża  przypomina barwne obozowisko zabudowane w sposób niezorganizowany i wedle własnego planu każdego wczasowicza. Parkany chroniące od wiatru to już standard. Namioty plażowe także. Jednak postęp w plażowaniu nie stoi w miejscu. Oto przykład budowy obozowiska w wersji maxi. Takiego rozmachu  jeszcze nie widziałem.  Około 9 rano przybywa na plażę forpoczta złożona z dwóch młodzieńców. Grodzą oni, czterema parawanami, plażę o powierzchni ok. 80 metrów kwadratowych. Przy palikowaniu posługują się gumowymi młotkami. Po godzinie nadciągają główne zastępy. Na pokaźnym wózku  kilku panów przewozi sprzęt. Rozbijają dwa namioty. Następnie przystępują do nadmuchiwania siedmiu leżaków. Każdy gruby na ok. 30 – 40 cm. Posługują się przy tym dwoma pompkami: nożną i elektryczną. Do tego są jeszcze dwa rozkładane fotele plażowe. Dodatkowo nad trzema leżakami budują baldachimy chroniące przed słońcem. Po godzinie pracy wszystko jest gotowe i przychodzą panie z pieskami. Następuje akt rozpoczęcia plażowania. Panie zapalają papierosy, panowie chłodzą się żubrem. Po godzinie plażowania panowie sprawdzają ciśnienie w pneumatycznych leżakach i dopompowują gdzie to konieczne.  Z przenośnych lodówek wyciąga się prowiant i napoje chłodzące. Atmosfera robi się coraz swobodniejsza, ale w granicach normy. Około godziny 3 po południu panie opuszczają obozowisko, panowie wyciskają powietrze z leżaków, co wcale nie jest takie proste i zwijają namioty. Potem sprzęt ładuje się na wózek. Zwijanie obozowiska zajmuje także  około godziny i potem panowie udają się na zasłużony odpoczynek.

Odwrotnością tej formy plażowania jest wersja minimalistyczna. Osoba, zazwyczaj samotna, kładzie się za rozwiniętym czyimś parawanem i ma ochronę od wiatru. Zdecydowana większość obozów plażowych to jednak parawan i koc, wersja nieco bogatsza to parawan i namiot plażowy lub parasol. Jak kto leniwy lub wygodny  może sobie wynająć na plaży kosze i leżaki.

Czesław Cyrul

W jednej w podtarnowskich wsi domy nawiedzał święty obraz z miejscowej parafii. W czasie nawiedzania jednego z domów, zapewne od świec, zajął się skromny drewniany dom i doszczętnie spłonął.  Jak pisze dziennikarz, dzięki Bogu nie spłonęła obora i gospodyni zajmuje się ocalałym inwentarzem, bo gospodarz leczy poparzenia w szpitalu. Nie podejmuję się oceny czy w tym nieszczęściu był palec boży. Osobiście uważam, że nie. Ale co powiedzą głęboko wierzący?

Trapi mnie jednak w tym nieszczęściu co innego. Dziennikarz napisał, że dzięki Bogu ocalała obora. Dzięki komu zatem spłonął dom? Z takim prostym, ludowym tłumaczeniem spotykamy się na co dzień. Oto np. w wypadku drogowym giną cztery osoby, a jedna ocalała powiada do kamery: oni zginęli, ale dzięki Bogu ja żyję. Komu zawdzięczają odejście z tego świata współpasażerowie samochodu? Oto inny przypadek. Trąba powietrzna niszczy domy we wsi, a właścicielka domu, który ocalał powiada: dzięki Bogu moja chałupa stoi. Jeżeli personifikujemy przyczynę ocalenia domu, to kto stoi za zniszczeniem sąsiednich? Tego już nikt nie wyjaśnia. Z ludowej wiary wynikałoby, że Bóg przed  nieszczęściami chroni albo  wybiórczo, albo jest  jeszcze inna siła sprawcza, na którą Bóg nie ma wpływu.  Dla ateistów to są siły natury.  

Co o tym nieszczęściu sądzi lokalny  proboszcz? Nie wiadomo. Msza w intencji pogorzelców ich sytuacji nie poprawi.  Aktywność wiernych przy peregrynacji świętego obrazu pewnie zmaleje i po domach będą bardziej uważać by od świec nie zajęły się sprzęty. Ale problem pozaziemskiego tłumaczenia  nieszczęśliwych zjawisk ziemskich pozostanie.

Czesław Cyrul

Znowu, jak poprzedniego roku, rzucił mnie los do Ustki. Ledwie zwaliłem do pokoju bagaże, a już poszedłem na nadmorski deptak zobaczyć co się tam zmieniło. Połowa plaży, która była w minionym roku remontowana, jest  już czynna i prezentuje się bardzo bobrze.  Przyplażowe zaplecze gastronomiczno-rozrywkowe pozostało bez zmian. Na nowe lokale i stragany nie ma już miejsca, a gusty wczasowiczów pozostały takie same. Królują fastfoody  z kebabami, gyrosami, hamburgerami, pizzą i frytkami.  Ryby to raczej delikates i nie rzucają się klientom do gardła. To wszystko popija się tanim piwem w cenie dobrego. Przypomnę, że tanie piwa nie zawierają u nas chmielu, ale jakiś ersatz. Przed zakupem radzę czytać skład produktu. W tanich piwach podany jest tylko słód i woda. Chmielu nie ma. Na deser, jak wszędzie, można zjeść lody lub gofry. W powietrzu  gryzący smród przypalonej frytury walczy z zapachem morskiej bryzy. Wygrywa raczej zapach frytury. Pewnie  późno nocy role się odmieniają. Po pożywieniu się można się rozerwać, posłuchać disco polo lub coś w tym stylu. Można przy tym potańczyć. W namiotowych jaskiniach hazardu młodzi oddają się cymbergajowemu szaleństwu. Można pojeździć na wszelkiej maści wehikułach itp. Jak kwitnie życie na plaży opiszę następnym razem, choć, na razie pogoda d… nie urywa. Aby nie odstawać od otoczenia zakupiłem spory parawan, opalikuję się na plaży i codziennie będę dzierżawcą kilkunastu metrów naszego wybrzeża.

Na deptaku, jak mniemam, przechadza się nasza klasa średnia, bo  ją stać na takie wczasy. Starsze pokolenie, wizualnie, prezentuje się znacznie lepiej od młodzieży. Masa dziewcząt z nadwagą przywdziewa obcisłe leginsy, przez co akcentuje gargantuiczne uda i pośladki, unoszone z trudem na iksowatych nogach. Widać, że wf był im obcy, nie lubiłby się pocić, a teraz wyglądają jak półtora nieszczęścia. Do podobnego stanu doprowadzają się mężczyźni, ale w nieco starszym wieku. Ja zaliczam ich do sportowców kibiców co, jak wiadomo, nie ma wiele wspólnego z uprawianiem sportów. Oczywiście moja krytyka nie dotyczy wszystkich, ale odsetek otyłych i  niesprawnych młodych ludzi rośnie. Na takich deptakach to widać jak w soczewce.

Do restauracji też pójdę. Na rowerze pojeżdżę. Jak znajdę partnera, pogram w tenisa i tak  dwa tygodnie zlecą. Jednak moim nadrzędnym zajęciem będzie zajmowanie się moją wnuczką. Będę ją zachęcał do biegania, skakania, jeżdżenia na rowerze itp. Nie chcę, aby wyglądała jak ta, brzydsza cześć potencjalnie ładnych dziewcząt, którym frytki, lody i kebaby z – potencjalnie zgrabnego ciała – zrobiły górę tłuszczu. Będę ją uczyć nowoczesnego sposobu pojmowania świata, bo w pchanej w zaściankowość Polsce tacy ludzie będą bardzo potrzebni.

Czesław Cyrul

Prezydent Obama posunął się bardzo daleko, jak nigdy dotąd. Przyjechał do Polski i obsztorcował pisowski rząd, że ten, w manipulacjach przy Trybunale Konstytucyjnego,  łamie demokratyczne  standardy. Taki wytyk, w obecności licznie zgromadzonych prezydentów, premierów ministrów itp. musi prezesa Kaczyńskiego zaboleć. Bo jeżeli prezydent największego mocarstwa napomina średniej wielkości kraj, ale członka UE i NATO, by nie schodził z drogi demokracji, to sprawa jest poważna. Używając retoryki PiS-u prezydent USA stanął po stronie ludzi gorszego sortu, ujął się za zdrajcami, kolesiami, komunistami i złodziejami, upomniał się o szacunek dla zdecydowanej większości społeczeństwa, która na PiS nie głosowała. Krytykując autorytarne działania PiS-u prezydent Obama odwrócił się od tych, dla których Bóg, Honor i Ojczyzna (według premier Szydło) są dobrem najwyższym.

Wcześniej władze USA słały sygnały, że z demokracją wg PiS jest coś nie tak. Państwa UE także wyrażały zdziwienie zachowaniem prezesa Kaczyńskiego. W końcu cały zachodni świat, ustami prezydenta USA powiedział, co myśli o demokracji w wydaniu pisowskiego suwerena.  PiS tych upomnień nie zrozumie. Choć wszyscy mówią mu, że postępuje jak pijany i powinien pójść się wyspać i otrzeźwieć, to  będzie nadal robił swoje. Uzna, że świat dybie na polską niepodległość, że my (dumni Polacy) wszystkim jeszcze pokażemy, gdzie raki zimują, że nasze będzie na wierzchu. Bo to my jesteśmy narodem wybranym i żaden tam Obama zza oceanu nie będzie pluł w twarz najjaśniejszemu prezesowi.

Czesław Cyrul

Platforma Obywatelska wystąpiła z wnioskiem o odwołanie z funkcji Ministra Obrony Narodowej Antoniego Macierewicza. Premier Szydło, broniąc w Sejmie ministra Macierewicza stwierdziła, że jest przykładem osoby, dla której Bóg, Honor i Ojczyna są najważniejsze. Jeżeli tak jest, to niech Bóg ma w opiece wierzących i chroni ich przed Macierewiczem: jego honorem i jego  miłością do Boga. Być może premier Szydło i minister Macierewicz modlą się do jakiegoś innego Boga,  może tak  właśnie  nasza katolicka wiara wygląda, choć nie wierzę, że jest aż tak źle. Po prostu politycy prawicy czyniąc rożne niegodziwości podpierają się Bogiem, a on ze smutkiem na to patrzy z góry i kiwa głową z politowaniem. Smutnie jest to, że owo fałszywe podpieranie się Bogiem przez polityków prawicy nie przeszkadza znaczącej liczbie wierzących, o klerze nawet nie wspominając.

Czesław Cyrul

Na Kongresie PiS prezes Kaczyński zapowiedział, że składki emerytalne zgromadzenie w OFE będą wykorzystane do napędu naszej gospodarki.

Wcześniej PO zabrała 150 mld zł zgromadzonych w OFE, ratując tym samym podupadły budżet. Były to przede wszystkim obligacje państwowe. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że rząd, zabierając pieniądze z OFE, nie naruszył prawa. Tym samym TK otworzył drogę PiS-owi do zabrania resztek tego co w OFE zostało, czyli prawie 150 mld złotych. Pieniądze te miałyby być podzielone równo pomiędzy przyszłych emerytów w formie akcji, które państwo inwestowałby w rozwój gospodarki lub byłyby one zabezpieczeniem pod kredyty bankowe. Generalnie lepsze to niż spekulacyjne obracanie tymi pieniędzmi na giełdzie i bogacenie się, poprzez to, jedynie giełdowych graczy. Zresztą, od kilku lat nasza giełda dołuje. Teraz jeszcze bardziej. Jeżeli więc PiS chce tę akcję wykonać, to musi się spieszyć.

Jest w tym dużo niesprawiedliwości, bo lepiej zarabiający płacili większe składki emerytalne do OFE, a inni mniejsze. Teraz, według planu PiS mieliby wszyscy dostać po równo. Uwzględniając jednak fakt, że PiS kilka lat temu zniósł dla bogatych najwyższą stawkę podatkową, a PO tego nie naprawiła, to teraz PiS, w imię ludowej sprawiedliwości, te oszczędności bogatym zabierze i rozda biedniejszym. Będzie to  rozdanie umowne, bo tych pieniędzy obywatel nie dostanie do ręki.  Dawniej, takie operacje, zaraz po wojnie,  prowadziła władza ludowa, zwana przez PiS komunistyczną i narzuconą przez Rosjan. Według PiS-u były to czasy zniewolenia naszego narodu.   Teraz PiS  zabiera bogatym i daje wszystkim po równo jak dawniej robili to  komuniści.

Jeżeli jednak te pieniądze naprawdę wzmocniłyby gospodarkę, to ja nie mam nic przeciwko takiej operacji. Ale czy wzmocnią,?  Nie jestem pewien.  Póki co PiS, w swoim planie strategicznym popychania gospodarki do przodu, znalazł 500 mld w funduszach unijnych co nie jest żadną  jego zasługą. Teraz zabierze z OFE 150 mld.  Trochę wyskrobie, ale niewiele, z innych działów gospodarki lub z naszych portfeli.  Czyli zamierza bazować na tym, co wcześniej zostało wypracowane lub zgromadzone.  Jak to się ma do pisowskiego zawołania „Polska w ruinie”?  Ma się tak, jak krzesło do krzesła elektrycznego.

Czesław Cyrul

Ileż to trzeba było politycznych kłótni w PO: swarów, podchodów, by odwołać  Cezarego Przybylskiego z funkcji Marszałka Województwa Dolnośląskiego.  Jak wiadomo, przewodniczący Schetyna chciał pozbawić funkcji wspomnianego marszałka, bo ten trzymał sztamę  z Jackiem Protasiewiczem (którego przewodniczący Schetyna bardzo nie lubi).

Broniąc posady marszałek Przybylski wystąpił z PO, a wraz z nim grupa radnych sejmikowych tej partii, którzy  też nie lubili posła Schetyny. Dezerterzy dogadali się z opozycyjnymi Bezpartyjnymi Samorządowcami, z PSL i SLD i utworzono nową koalicję. Resztki sejmikowych radnych PO pozostały w stanie nieważkości: nie byli w opozycji, ale w koalicji też nie. W międzyczasie platformerscy radni  Wrocławia zdradzili swoją partię i przeszli do Nowoczesnej. Oni też nie lubili rządów przewodniczącego Schetyny.

Zaraz potem radni z PO, PSL, SLD i niezrzeszeni utworzyli w sejmiku nowy  klub i zaproponowali marszałkowi Przybylskiemu  i jego klubowi koalicję. Koalicji nie chciał przewodniczący Schetyna i namawiał radnych PO, by odwołali marszałka i zawiązali koalicję z PiS. Na to nie zgodził się PSL i radni niezrzeszeni.  Radni PO, mimo nacisków Schetyny,  też nie posłuchali swojego przewodniczącego  i marszałka nie odwołano. Radni PO weszli ponownie do koalicji z radnymi, którzy z PO odeszli. Przewodniczący Schetyna został jeszcze bardziej osamotniony. Historia zatoczyła koło i znowu jest wszystko tak, jak było. Odwalono kawał partyjnej i politycznej roboty, by ostatecznie niczego nie zmienić.

Starałem się te wydarzenia opisać jak najprościej, choć one przeciętnemu obywatelowi i tak w głowie ledwo się mieszczą. Nie dlatego, że obywatel jest nierozumny. Jest rozumny, tylko politykom czasami coś się w głowach miesza i potem wychodzą takie pogmatwane sytuacje.

Czesław Cyrul

Po wejściu Polski do UE miliony młodych Polaków wyjechało z kraju w poszukiwaniu lepszego życia, głównie do Wielkiej Brytanii. Ojczyzna nie była im w stanie zapewnić pracy i godnego życia. W Anglii żyje prawie milion Polaków, w innych krajach UE drugie tyle. Napływ Polaków do Wielkiej Brytanii wywołał niechęć rdzennych mieszkańców do naszych rodaków i  chęć  wyjścia  Brytyjczyków z UE. Choć to tylko jedna z przyczyn. W opinii mniej zorientowanych Anglików, Polacy odebrali im zasiłki i pracę co nijak ma się do rzeczywistości. Jednak ta, duża ilość naszych rodaków w istotny sposób przyczyniła się do brexitu.  Widać to było w dzielnicach Londynu zamieszkałych przez Polaków. Tam za brexitem Anglicy głosowali bardzo chętnie.  

Premier Cameron, w Izbie Gmin, przepraszał Polaków za brzydki napis jaki ktoś umieścił na polskiej placówce w Londynie. Przepraszał milion Polaków mieszkających na wyspach. W Polsce napisów pełnych ekspresyjnej nienawiści do Żydów, Arabów, ruskich, komunistów, czerwonych jest pełno. Może dlatego premier Szydło nikogo za nic nie przeprasza, bo musiałaby to robić premamentnie. Ani rząd, ani Kościół nie przeprasza za skandaliczne, pełne nienawiści do obcych zachowania narodowców. To jest właśnie różnica w kulturze politycznej pomiędzy politykami  naszej prawicy i zachodniej. Różnica jest taka, jak we fraszce Sztaudyngera: „Pan i ja to nie ta klasa, Pan jesteś k…, a ja mam ku…..”

Różnica pomiędzy Polską, a Wielką Brytanią jest też taka, że w Polsce nie ma Żydów, Arabów itp. Jak są, to jedynie nieliczni przedstawiciele tych nacji. Zatem rząd nie ma w zasadzie kogo przepraszać. Rzecz ma się inaczej kiedy hasła dotyczą samych Polaków. Ale w tym przypadku rząd też nikogo nie przeprasza. Sam przecież wyzywa obywateli od gorszego sortu,  złodziei, kwiczących świń, zdrajców,  itp. Czy wyobrażacie sobie Państwo, by premier Cameron taką rynsztokową mową zwracał się do Brytyjczyków? To kolejna różnica pomiędzy polską prawicą, a angielskimi  konserwatystami.  Fraszka Sztaudyngiera świetnie, choć brutalnie, pokazuje tę różnicę.

Czesław Cyrul.

 

Gazoport w Świnoujściu będzie nosił imię nieżyjącego prezydenta Kaczyńskiego. Podobno był on pomysłodawcą tej inwestycji. W ocenie obywateli Lech Kaczyński był prezydentem bardzo przeciętnym i jego notowania nie były najwyższe. Niczym szczególnym także nie wyróżnił się będąc prezydentem Warszawy. Jego brat Jarosław postanowił, kiedy nadarzyła się okazja, wynieść brata na pomniki, a potem może i na ołtarze. Są już ulice, skwery, tablice, pomniki i kamienie noszące imię lub czczące byłego prezydenta. Ale to na pewno nie koniec pomnikomania naszej przestrzeni, to dopiero początek.

 W Polsce, w temacie czczenia różnych osób, mamy spore tradycje. Jak każda nacja zresztą. Zaraz po wojnie czczono Stalina  i Lenina oraz  ludzi z ich otoczenia. Potem sukcesywnie lub dość gwałtownie rugowano patronów i ich pomniki z naszego otoczenia i świadomości.  Opróżnioną przestrzeń zapełniono nowymi bohaterami.

Kiedy zmarł papież Jan Paweł II masowo zaczęto nadawać ulicom jego imię i, z jeszcze większym zapałem, stawiać takie same sztampowe pomniki w miejscach publicznych i przy kościołach. Temu kultowi nie można się dziwić. Papież był wielkim Polakiem, wyniesionym na ołtarze. Niestety masowo produkowane z plastiku pomniki są w złym guście, a szkoda.  Pomniki  papieża są wygodnym   symbolem czczenia pamięci. Jego nauk raczej nie naucza się, powiem więcej nieliczni wiedzą o co papieżowi chodziło w jego rozprawach. Nad jego dziełami mozolą się klerycy w seminariach. Stoją one także w wielu domach za szklanymi szybami gablotek nie po to, aby je czytać. Są elementem wyposażenia domu.  Nasz ludowy katolicyzm nie zaleca zagłębiania się w uczone księgi kościoła. Wystarczy parafianom to, co powiem ksiądz na mszy i  katechetka na lekcji religii.

Teraz nastąpił okres kultu żołnierzy wyklętych i jeszcze większy prezydenta Kaczyńskiego. Kult prezydenta nosi znamiona kultu jednostki narodu. Kult Stalina, Lenina, dyktatorów afrykańskich czy azjatyckich był realizowany w wersji hard (twardej). Ta wersja obowiązuje jeszcze w Korei Północnej. W niektórych  republikach poradzieckich kultywowana jest teraz wersja kultu jednostki narodu w wersji soft (miękkiej). Tą drogą podąża prezes Kaczyński czcząc pamięć swojego brata. Po latach nikt nie będzie pamiętał jakim prezydentem był Lech Kaczyński, ale stojące pomniki będą sugerowały obywatelom, że wielkim Polakiem był.  I o to chodzi.

W akcie nadawania imienia prezydenta Kaczyńskiego Gazoportowi przemówienia wygłoszą: prezes Kaczyński, Prezydent Duda i Premier Szydło. Kolejność przemawiania ustalono nie tylko na tą okoliczność.

Czesław Cyrul

Ucieczki polityków z jednej partii do drugiej mają zazwyczaj jeden kierunek: politycy uciekają z partii opozycyjnej i znajdującej się w kłopotach do tej, której wiedzie się aktualnie lepiej. Kiedy poszedł w rozsypkę eklektyczny  „Twój Ruch” posłowie tej partii  masowo zasilali PSL i SLD. Transfery odwrotne, z partii rządzącej do opozycji, są bardzo rzadkie. Kiedy w opozycji był PiS także odeszło stamtąd wielu polityków.  Teraz trwa ewakuacja polityków z PO do Nowoczesnej. Poprzez ucieczki radnych wrocławskich i dolnośląskich z PO do Nowoczesnej, Nowoczesna będzie bardziej platformerska, czyli też skonfliktowana, co widać po odejściach „starych” członków tej partii.  PO jest partią mającą wielu posłów i radnych w samorządach, ale trawią ją kłopoty  wewnętrzne. Nowoczesna jest partia małą, ale ma lepsze notowania u wyborców,  jest nieskażona rządzeniem i prezentuje się  świeżo. Programowo obie partie niczym się nie różnią. Właściwie to trudno wskazać jakiekolwiek różnice.  Jednak nie różnice programowe powodują  ucieczkę polityków z PO, ale wewnątrzpartyjne spory personalne i spadająca pozycja partii w kraju.

Członkowie  partii centrolewicowych i neoliberalnych zbytnio nie przywiązują się do własnych programów i łatwo ich członkom  przychodzi zmiana barw partyjnych. Na prawicy ideologie odgrywają większą rolę i spory programowe są tam bardziej wyraziste. Z powodu braku programowej wyrazistości wiele partii centrowych i lewicowych bardzo podupadło, z powodu nierealizowania programów wyborczych także. Z powodu  mechanicznego sprawowania władzy, bez oglądania się na opinię wyborców, również. Tym błędami można obarczyć PO. Teraz politycy uciekają z tej partii twierdząc, że się na niej zawiedli. swoje winy zrzucają na innych. Uciekinierzy  kreują się na jedynych sprawiedliwych. Ostatnio wrocławski poseł Jaros uznał, że jego czas w PO się skończył i zaczął nowe życie w Nowoczesnej. Bagaż partyjnych, czyli i jego, błędów i kłopotów zostawił byłym kolegom. Sam, niczym Piłat, umył ręce z politycznych brudów. Stwierdził  zarazem, że  chce być lojalny i wierny wobec swoich wyborców i dlatego odchodzi. Oto makiawillizm w najczystszej postaci.  

Czesław Cyrul