Miała być polityczna bomba, ale okazało się, że to kapiszon. Przewodniczący PO, Grzegorz Schetyna, przy współudziale posła Siemoniaka, we Wrocławiu,  rzucili hasło: chodźmy razem do wyborów samorządowych i pokonajmy PiS.  W domyśle liderom PO chodziło, by inni przyłączyli się do PO i razem pokonali kandydatów PiS na wójtów, burmistrzów i prezydentów. Byłaby to koalicja na wypadek, gdyby PiS wprowadził jednorundowe wybory na w/w stanowiska. Czy tak będzie? Nie wiadomo.

Jak wiadomo, na Dolnym Śląsku, PO i Grzegorz Schetyna pozostawili po sobie polityczne pobojowisko. Najpierw Schetyna walczył z prezydentem Dutkiewiczem, potem przegrał, a następnie wygrał w partyjnych pojedynkach z posłem Protasiewiczem. Ten ostatni i dwójka innych posłów  z Wrocławia odeszła z PO. Jednocześnie przewodniczący Schetyna zaczął nastawać na stołek marszałka Przybylskiego (też z PO). Ten, z liczną grupą radnych sejmiku (też z PO), odeszli od matki-partii i, do spółki z prezydentem Dutkiewiczem, założyli Dolnośląski Ruch Samorządowy. Jednocześnie 6. radnych  z PO, w Radzie Miejskiej Wrocławia, przeszło do Nowoczesnej. PO w Sejmiku i Radzie Miejskiej Wrocławia ma teraz nad wyraz skromne reprezentacje. Z powodu tych zajść i nie tylko wprowadzono komisaryczne zarządy w partii  i poszukiwano chętnych na partyjne funkcje, co nie było takie proste.

I teraz, po tych przejściach, na partyjnym gruzowisku poseł Schetyna ogłasza, że pod jego przywództwem pokonamy PiS. Nie wierzę w powstanie, a później w sukcesy tego ewentualnego, amorficznego tworu. Przede wszystkim nie wiadomo czy rzeczywiście wspomnienie wybory będą jednorundowe. I dalej. Jak interesy wspólnych kandydatów na burmistrzów pogodzić z różnymi listami partyjnymi i lokalnych  komitetów wyborczych? Możliwe są oczywiście koalicje, ale po wyborach. PO dzisiaj jest zbyt słaba, by proponować takie pospolite ruszenie pod jej przywództwem. Inne partie, nawet słabe, nie zrezygnują ze swojej tożsamości. Jaka będzie nowa ordynacja? Także nie wiadomo.

Zatem po co ta nieprzemyślana propozycja? Wynika pewnie z chęci zatarcia fatalnego występu  lidera PO w sejmowych harcach przy odwołaniu Marszałka Sejmu.  W PO ilość marnych przedsięwzięć dominuje nad jakością. A już dawniej ktoś  zalecał przechodzenie ilości  w jakość. Z jakością w naszej polityce jest obecnie fatalnie na co wskazuje opisany przypadek. Czy możliwa jest taka, duża koalicja? Teoretycznie jest możliwa, ale po wielu, wcześniejszych  konsultacjach z innymi partiami, w co jednak nie wierzę.

Czesław Cyrul

PiS rządzi poprzez dzielenie, manipulowanie i skłócanie obywateli. Generalnie w tych działaniach obowiązuje  podział na „zwykłych ludzi” i tych „gorszego sortu” lub „komunistów i złodziei”, jak kto woli.   „Zwykli ludzie” są wyborcami PiS. To pojęcie jest bardzo szerokie i można tu zaliczyć rożne grupy społeczne, w zależności od politycznych potrzeb PiS-u.  Ludzie „gorszego sortu” to jednak grupa znacznie szersza. Można do niej zaliczyć wszystkich tych, którzy byli zaangażowani w aktywną pracę w PRL.  Ludzie „gorszego sortu”  popierali ustrój III RP, bądź zajmowali w nim  jakieś stanowiska. Są w tej grupie liberałowie, których PiS uważa za groźniejszych od komunistów. Gdzie należą komuniści, nie muszę tłumaczyć. Na pewno do grupy „komunistów  i złodziei” zalicza się ostatnio  sędziów oraz większość ludzi kultury i nauki. Wśród sędziów bywają ludzie niegodni zawodu, ale tę opinię PiS rozszerza na całą grupę, a to się „zwykłym ludziom” podoba. Wśród księży  też zdarzają się źli ludzie, ale tu obowiązuje w PiS zmowa milczenia, bo interes polityczny jest najważniejszy. Do „komunistów i złodziei” zalicza się  także wszystkich ludzi samodzielnie myślących, a co za tym idzie także rodzimych lewaków, którzy nie lubią komunistów.  

Wyborca PiS, tzw. zwykły człowiek, nie powinien samodzielnie myśleć. Tak jest właśnie w PiS. Myśli prezes i to powinno wystarczyć. No chyba, że obywatel myśli tak samo jak PiS. Wtedy może sobie myśleć co chce. Myśleć sobie co chcą mogą  w służbach mundurowych, ale muszą trzymać to wszystko w sobie.  „Gorszy sort” został stamtąd usunięty, a ci co pozostali boją się myśleć w ogóle, bo Macierewicz w każdej chwili może im zabrać chleb i wyrzucić na bruk.  W zamian za milczenie otrzymali podwyżki, których PO zwykłym ludziom skąpiła i to jest prawda. Na tej prawdzie PiS zbudował sobie  znaczące poparcie i przejście dużej grupy obywateli z  „gorszego sortu” do grupy  „zwykłych ludzi”.

„Zwykłymi ludźmi”, ale specjalnego przeznaczenia, są faszyści, narodowcy, kibole itp. Te podziały przebiegają  różnie i nie można wyznaczyć ich zdecydowanej linii.

Supergrupą „zwykłych ludzi”   duchowni  popierający PiS i prowadzący  wiernych w jedynie słusznym kierunku politycznym, którego nie należy mieszać z wiarą. Co prawda wierzący myślą sobie różnie, ale  dzisiaj dobrze jest przynależeć do grupy „zwykłych ludzi”, przynajmniej werbalnie.  

PiS przekonując do  siebie zwykłych ludzi pomógł im często wyjść z zapaści ekonomicznej, a jeszcze więcej obiecał. W zamian oczekuje posłuszeństwa i intelektualnego lenistwa. Do  „zwykłych ludzi” nie zaliczają się już np. frankowicze, którym obiecano co niemiara. Nic z tego nie wyszło i teraz oni już pewnie  przeszli do grupy „gorszego sortu”. Takie przejścia mogą nasilić się w przyszłym roku. Wtedy okaże się, na ile obietnice wyborcze zostały spełnione. Jak się nie spełnią, przybędzie „komunistów i złodziei”. Jak się spełnią, staniemy się krajem „zwykłych ludzi”.  Tych wywodów proszę nie traktować wprost. Są to moje bieżące spostrzeżenia, jednak podbudowane wieloletnimi obserwacjami.

Czesław Cyrul

Bezsensowna próba odwołania marszałka Kuchcińskiego przez sejmową opozycję wypadła fatalnie. Wiadomo było, że nic z tego nie wyjdzie, bo opozycja nie ma większości. Chodziło jedynie o polityczną zadymę i pokazanie jak PiS jest złe. Wyszło fatalnie. Wystąpienie przewodniczącego Schetyny było niemrawe i bez polotu, replika Kaczyńskiego szybka i  bezwzględna. Odwrócił sytuację i pokazał, że dawniej PO zachowywała się tak samo. Tylko forma nie była tak bezwzględna i brutalna (moja opinia).

…Powtarzaliście nam przez 8 lat: wygrajcie wybory to będziecie uchwalać swoje ustawy…  No to wygraliśmy – stwierdził prezes.  Bezradność opozycji była w tej debacie zasmucająca. I co gorsze nic nie zapowiada, że coś się zmieni. PO pokazuje, że pozbawiona większości w Sejmie, jest bezradna i nie ma pomysłu na wyrwanie się z marazmu. Nowoczesna ma swoje wewnętrzne kłopoty i dostała wyraźnej zadyszki. Kukiz nie wie jakie ma zająć stanowisko, a PSL jest dzisiaj opozycją nieprzekonujacą, bo PiS spacyfikował i prawie wyparł PSL ze wsi. Nieobecność SLD w Sejmie tę smutę  tylko pogłębia.

Co z tego, że  Kuchciński  jest marnym  marszałkiem. To niczego nie zmienia. Wszystkie ustawy, które chce PiS uchwalić są przegłosowywane. Marszałek w tej kwestii jest bardzo sprawny.  Jakość  pracy marszałka nie ma nic tu do rzeczy, bo on jest tylko wykonawcą poleceń prezesa. Jakakolwiek samodzielność jest tutaj niepotrzebna.  Sam prezes jest tylko zwykłym posłem i jego odwołać nie można. Dlatego liderzy PiS twierdzą, że Kuchciński jest bardzo dobrym marszałkiem.  Jego wpadki  nie blokują działalności legislacyjnej PiS-u więc nie ma potrzeby jego zmiany.

 Dla elektoratu PiS takie awantury nie mają większego znaczenia. Pokazują tylko, że PiS jest jednością z wodzem na czele i nic nie zapowiada, na razie, jakichś zmian na scenie politycznej. Na razie, bo w polityce wszystko jest możliwe, ale obecnie na ma takiej siły, która może zagrozić  hegemonii PiS. To smutna prawda dla opozycji.   Próba odwołania marszałka  obnażyła   jej słabość.

Czesław Cyrul

Dzicz

Kategorie: Bez kategorii

Marszałek Brudziński boleje nad chamstwem (dziczą), które nie chciało wpuścić prezesa Kaczyńskiego i jego partyjnego orszaku na Wawel. Owszem, demonstracja była  zbyt ekspresyjna, ale  prawdziwi demiurdzy  takich zachowań właśnie jechali na Wawel.

Ale po kolei. Postsolidarnościowe  władze od początku swoich rządów eskalowały skrajnie chamskie zachowania. Na początku lat dziewięćdziesiątych bracia  Kaczyńscy publicznie spalili kukłę prezydenta Wałęsy. Z kolei  prezydent Wałęsa chciał na pożegnanie podąć nogę Aleksandrowi Kwaśniewskiemu, ale ten  nie przyjął propozycji. Potem było coraz gorzej i gorzej. Eskalacja hejtu rozwinęła się po upowszechnieniu Internetu.   

Do kanonu klasyki przeszła odpowiedź na pytanie wyborcy udzielona przez Lecha Kaczyńskiego: spieprzaj dziadu.

Kiedy Sejm uchwalał wydłużenie wieku emerytalnego, członkowie Solidarności dążyli do  bezpośrednich  zbliżeń  fizycznych  z co bardziej znienawidzonymi  posłami PO (vide Niesiołowski, inteligentnie posługujący się politycznych hejtem, który napsuł co niemiara krwi politykom z PiS). Posłowie PiS nic złego w tym skandalicznym zachowaniu swoich współbraci z Solidarności nie widzieli. Ale też Leszek Miller i  Janusz Palikot wzajemnie nie szczędzili  sobie grubych docinek, co dla obu skończyło się fatalnie.

Prawicowy hejt króluje na stadionach, gdzie w imię patriotycznych wartości wyzywa się imaginowanych wrogów ojczyzny od zdrajców. Pali się race, pije alkohol, zażywa narkotyki,  bluźni, bije kiboli innych drużyn i demoluje publiczne mienie. Na  pielgrzymce kibolskiej w Częstochowie ci chuligani, z domieszką bandytki, uznawani są za prawdziwych patriotów i strażników wiecznego ognia chwały żołnierzy wyklętych. PiS uważa ich za swoich wielkich sprzymierzeńców.

Innym  aktem eskalacji prawicowego hejtu było słynne zawołanie  prezesa Kaczyńskiego i marszałka Brudzińskiego: cała Polska z was się śmieje, komuniści i złodzieje. Było ono  skierowane do wielomilionowej, niepiskowskiej części społeczeństwa.  

Głośny  odzew przeciwnej strony miał miejsce późnym grudniowym wieczorem pod sejmem, gdzie demonstranci uprzykrzali spokojny, przedświąteczny wyjazd posłów PiS. Oberwali najbardziej aktywni w sianiu nienawiści posłowie, m.in.  parafianka Pawłowicz, która (na Twitterze) chciała zatykać odcięte głowy przeciwników na sztachetach od płotu. Sytuacja była podobne do tej, kiedy to członkowie „S” poszturchiwali najbardziej nielubianych posłów PO. Teraz było tak samo, tyle że role odwróciły się. 

I tak oto dochodzimy do „zdziczenia” pod Wawelem, na które tak pomstuje marszałek Brudziński. Prezes Kaczyński ma prawo odwiedzać grób brata i trzeba to uszanować, ale on z tego robi polityczną demonstrację, ciągnie za sobą partyjny orszak. Podobnie jest z miesięcznicami pod Pałacem Prezydenckim.

Skoro zatem dzisiaj marszałek Brudziński pomstuje na ekspresyjnie demonstrujących i pyta kto za tym stoi, to niech stanie przed lustrem  z kolegami – ujrzy autorów prawicowej polityki nienawiści. Sam tego chciałeś marszałku, miecz nienawiści jest obosieczny, więc obrywa się i Tobie.  Ukręciłeś bat na wrogów, a  teraz sam nim obrywasz.

Czesław Cyrul

W polityce pojęcie” ludzi gorszego sortu” nie zostało odkryte przez PiS. PiS je tylko tak wulgarnie zdefiniowano. Elity postsolidarnościowe bardzo dobitnie wskazywały, że np.  w SLD są ludzie zdecydowanie gorszego sortu. „Gazeta Wyborcza” dowodziła, że SLD mniej wolno, itp. Te  bałamutnie teorie zaprowadziły tę  gazetę na skraj finansowej zapaści, bo za głupotę w polityce płaci się na różne sposoby.  W miarę upływu czasu sama prawica zaczęła dzielić się na partie  lepszego i gorszego sortu. Kiedy rządziła Platforma nieustannie prowadziła kampanię dowodzącą, że ci z PiS to głupszy i gorszy sort polityków, a co za tym idzie ich wyborcy także. PiS, to pogardliwe nękanie nazywało przemysłem pogardy.  Samo PiS zaś, wygwizdując polityków PO na wszelkiego rodzaju uroczystościach nazywało to zjawisko słusznym gniewem ludu.

Po  ostatnich wyborach role odwróciły się. Teraz PO odgrywa rolę partii gorszego sortu i wraz z nią jej wyborcy. To pojęcie PiS rozciągnęło także na inne partie polityczne i ich elektorat, który stoi w kontrze do  obecnie rządzących. Jedno w tym jest pewne. Podział na lepszy i gorszy sort wykreowała prawica,  dalej go pielęgnuje oraz umacnia.  

Ale ten podział niestety funkcjonuje także na lewicy. Oto  w wywiadzie, w „Gazecie Wyborczej”, jeden z liderów partii „Razem” nazywa SLD  stowarzyszeniem byłych aparatczyków. Jego zdaniem ta formacja nie miała nic wspólnego z demokracją.  Młody  aktywista zdaje się nie wiedzieć , że na to „stowarzyszenie” głosowały miliony wyborców w jak najbardziej demokratycznych wyborach. Prezydent wywodzący się z tej formacji nadal zbiera wysokie oceny o jakich inni mogą tylko marzyć. Tym stwierdzeniem  lider partii  Razem  pluje w twarz wszystkim, którzy urodzili się w PRL i odważyli się zagłosować na SLD. Oto  przykład politycznej nienawiści i głupoty na lewicy. I co z tego, że ta nienawiść ma prawicowe korzenie.  Mam nadzieję, że wraz z wiekiem, przybędzie aktywiście rozumu, pokory, wiedzy  i politycznego doświadczenia.  

Jeden z polityków PO powiedział mi, że  czasami zaczyna myśleć  lewicowo. To dobrze, po prostu Pan mądrzeje – powiedziałem.  Ale w sprawach gospodarczych nadal jestem liberałem – odpowiedział.  To wszystko kwestia czasu- ripostowałem. Z aktywistą  partii Razem może będzie podobnie, choć są tacy, którzy niczego się nie uczą i wędrują na śmietnik historii.  Jedni szybciej, inni wolniej.

Czesław Cyrul

Po raz kolejny wydarzyła się kraksa rządowego auta.  Na szczęście, do tej pory,  obywa się bez ofiar. Pozostaje wstyd i straty materialne. Zniszczone auto premier Szydło kosztowało co najmniej 1 milion złotych i po kraksie nadaje się na złom.  Tak samo jest z autem ministra Macierewicza.

Można na to popatrzeć trochę metafizycznie. Rząd PiS  nieustannie gości a to w Toruniu, a to w Częstochowie. Prezydent, Premier , ministrowie klęczą przed księżmi na państwowych uroczystościach. Zdawałoby się, że Opatrzność powinna czuwać nad tak oddanymi wierze państwowym urzędnikom. Tymczasem niewiele z tych wizyt u księdza Rydzyka wynika. Kraksa za kraksą, żadnej ochrony z Góry. Jest wręcz przeciwnie. Płyną znaki jakby ostrzegające: nie kroczcie tą drogą pychy.

Rozsądnie myślący wierni, a takich jest większość,  dostrzegają zapewne, że stosunki władzy z kościołem mają charakter wybitnie ziemski, nawet przyziemny, lub jak kto woli, biznesowo-polityczny. Ubezpieczenia przed wypadkami samochodowymi nie ma w pakiecie, bo na to księża nie mają  wpływu. Kraksy samochodowe zdarzają się wierzącym i niewierzącym, ale limuzynom rządowym ostatnio jakby częściej. Minister  Błaszczak zwala wszystko na „innych szatanów ciągle czynnych”. Jego ulubionym szatanem dyżurnym jest PO. To za jej sprawą kraksa goni kraksę. On sam umywa ręce o d wszystkiego.

Można dalej ciągnąć  takie rozważania. Np. drzewo, w które uderzyło auto pani premier,  ma z pewnością komunistyczne korzenie. Może zasadzono go kilkadziesiąt lat temu celowo i teraz zaatakowało ono premierowską limuzynę. Może młody człowiek jadący malutkim autkiem to jakiś terrorysta? 

Czy moje rozważania są poważnie?. Absolutnie nie. Są na takim samym poziomie realizmu  jak teoria o katastrofie smoleńskiej.  Starałem się wpisać w tę smoleńską narrację, która co miesiąc gromadzi tysiące wiernych,  wyczekujących objawienia  prawdy najprawdziwszej.

Czesław Cyrul

Deja vu

Kategorie: Bez kategorii

Któryś z posłów Nowoczesnej pochwalił  naszą dyplomację w czasach PRL. Oczywiście miał rację. Dla  odurzonych dzisiejszą propagandą dodam, że PRL była krajem uznawanym na całym świecie. Co prawda jego samodzielność była ograniczona, gospodarka niewydolna, ale to, co pozostało z tamtej gospodarki jest  dzisiaj nadal użytkowane. Rządzący okupują intratne stanowiska w spółkach skarbu państwa, które są pozostałością po PRL. Dodam, niewielką pozostałością, bo bezmyślna prywatyzacja zniszczyła setki zakładów.  Po 89. roku nie powstała ani jedna,  całkowicie nowa polska firma o krajowym znaczeniu.   Prawica  uważa, że tamtym krajem rządzili debile i zdrajcy. Owszem, z rzadka  też  zdarzali się.  Dzisiaj jest ich więcej (debili). 

Zarządzanie  krajem, nie do końca suwerennym i z niewydolną ekonomiką wymagało najwyższych w tamtych czasach  umiejętności. W dyplomacji także.  Dyplomaci  PRL  górowali wszystkim nad Waszczykowskim, Fotygą czy Sikorskim. Minister tamtych czasów nigdy by sobie nie pozwolił na lapsusy typu  Waszczykowskiego,  czy ordynarne żarty i grubiaństwo Sikorskiego.

Sytuacja elit w czasach PRL była podobna do dzisiejszej.   W PRL zdawały sobie sprawę, że nie wszystko im wolno i że w gospodarce nie jest ok.,  robili dobre miny do złej gry. Dzisiaj jest podobnie. Politycy PiS muszą stosować się do zaleceń prezesa Kaczyńskiego. W PRL każda głowa państwa, odwiedzająca kraj, łącznie z papieżem,  spotykała się z I sekretarzem PZPR,  uznając tym samym jego przywódczą rolę w państwie. Teraz kanclerz Merkel spotyka się z prezesem Kaczyńskim (deja vu). Elity PiS doskonale wiedzą, łącznie z Macierewiczem, że zamach w Smoleńsku to wielkie kłamstwo, ale udają idiotów i udają, że wierzą w to, bo tak nakazuje im ich ideologia i prezes.

 Elity PRL znały słabości systemu, ale służyły Polsce jak mogły najlepiej. Za naprawdę niewielkie pieniądze.   Obecna, pseudopeerelowska polityka PiS  podoba  się dużej grupie obywateli i to  młodych. Wynika z tego, że w rodzinach przekazano niektóre wzorce z PRL. Teraz, we współczesnym  wydaniu,  znajdują one uznanie.

 Szanuję menadżerów tamtej Polski, nie mieli wielkiego wyboru. Teraz obecni  aparatczycy  z PiS także.   Na niby wierzą w zamach i prezesa, bo zapewnia im on dostatni  byt. I przy każdej okazji ubliżają Polsce Ludowej, bo ta bronić się już nie może, choć wynieśli z tamtych czasów dyplomy i awanse społeczne. Teraz udają, że przybyli z nikąd. Za czasów PRL źle mówiono o II RP, ale skala tej krytyki była o wiele  mniejsza (deja vu).

Czesław Cyrul

 PiS, jak każda partia, chcąca mieszać w świadomości obywateli i ciągnąć z tego polityczne profity, przerabia niewygodne dla siebie zdarzenia na wersję przyjazną partii. Oto minister Macierewicz powiedział, że jego samochód nie spowodował wypadku pod Toruniem, a tylko został najechany z tyłu. Zapomniał jednak dodać, że został najechany przez samochód z jego ekipy. Według  wojskowej prokuratury była to tylko stłuczka, choć straty materialne tej „stłuczki” można spokojnie szacować na kilkaset  tysięcy złotych. O zabójczej prędkości ani mru  mru. Za kilka lat, w tym miejscu, pewnie zawiśnie tablica upamiętniająca to zdarzenie. Napis może być taki: W tym miejscu doszło do nieudanego zamachu na życie ministra Antoniego  Macierewicza.  Za sprawą opatrzności ojca Rydzyka uszedł z życiem,  ale i  „inni szatani byli tam czynni”.  

Dalszy ciąg  tej historii, napisany przez hagiografów PiS, może przedstawiać się następująco.

Cudem ocalony przed wrogimi siłami minister najjaśniejszej IV RP, mimo szkód  materialnych poniesionych w zamachu, nie stracił zimnej krwi. Wraz z grupą  ocalonych towarzyszy,  tylko jednym samochodem, wykonał  manewr   świadczący o geniuszu ministra. Błyskawiczne wyruszył na Warszawę. Nikt do tej pory tak szybko nie pokonał tej trasy. Tam, w Warszawie zdążył na czas stanąć u boku samego prezesa, dowodząc tym samym męstwa i woli walki oraz dając świadectwo przywiązania do  jego (prezesa) nauk. W kręgach partyjnych towarzyszy zostało to docenione i zauważone. Prezes w tym czasie przyjmował hołdy od prawdziwych Polaków i nieobecność ministra mogłaby być odebrana jako chęć wybicia się Antoniego na samodzielność, a może nawet i zdradę.  Komunistów, złodziei i zdrajców okrągłostołowych ta polityczna beatyfikacja doprowadziła do białej gorączki.

PiS nie jest pierwszą i pewnie nie ostatnia partą fałszującą historię.  Czy za kilkanaście lat, przy wydatnej pomocy historyków z IPN, dowiemy się, że Wrocław, w 1945 roku,  został wyzwolony przez żołnierzy wyklętych?

Czesław Cyrul

 

Subiektywny przegląd stacji narciarskich w Sudetach (4)

Sokolec, Rzeczka, Przełęcz Jugowska.

W tych okolicach funkcjonuje bodaj 8 kilkusetmetrowych wyciągów orczykowych, na Przełączy Sokolej, w Reczce i na Przełęczy Jugowskiej. Wszystko w masywie Wielkiej Sowy. Jest to miejsce położone najbliżej Wrocławia, gdzie można pojeździć na nartach. Wyciągi rodem z lat osiemdziesiątych. Dośnieżanie działa od niedawna. Wcześniej kłopoty ze śniegiem sprawiały, że często jazdy nie było. Kilka wyciągów na przełęczy Sokolej to centrum. Na dzień dobry witają nas parkingowi. Parkowanie kosztuje 10 zł. ale można także znaleźć miejsce bezpłatne. Pojeździć można tak sobie, rekreacyjnie. Dobre miejsce do nauki jazdy i na wypady jednodniowe. Są także jazdy nocne.  Stoków się nie zmieni. Na Alpy ich nie przerobimy.   Jak komuś za mało jazdy może pójść posilić się do licznych restauracji i barów. Gastronomia zdecydowanie przebija   ofertę narciarską. Przybyło także w okolicy pensjonatów i gospodarstw agroturystycznych. Niedaleko, na przełęczy Jugowskiej jest ostry stok na Rymarzu, także trochę dośnieżany i ratrakowany, ale tak jakoś oszczędnie. W pobliżu są schroniska  Zygmuntówka i Bukowa Chata. Stok raczej dla dobrze jeżdżących. Parking na przełęczy kosztuje 5 złotych, ale wkrótce będzie kosztował 10 . Nie jest to skok ceny  powodowany inflacją, a parkingowy nie był w stanie odpowiedzieć dlaczego, bo on tylko bilety sprzedaje.

W latach osiemdziesiątych  od strony Rościszowa  i Potoczka, zbudowano  dwuodcinkowy wyciąg na Wielką Sowę. Była tam dwukilometrowa oświetlona trasa zjazdowa. Około 10 lat temu inwestor zbudował na miejscu starego, nowe  schronisko. Zajął się dośnieżaniem i modernizacją trasy. Sprawy poszły źle. Schronisko spłonęło, a po wyciągu pozostały tylko podpory. Wielka szkoda. Dzisiaj żywej duszy tam nie uświadczysz.

 Jak ktoś nie lubi nart może, kilkoma szlakami, wejść na Wielką Sowę, także  zimą, potem  na odrestaurowaną  wieżę widokową. Przy dobrej pogodzie widać Wrocław.

Czesław Cyrul

Prezydent Dutkiewicz i Ryszard Petru ogłosili Wrocławianom, że doszło do wielkiego wydarzenia. Panowie podpisali deal, w którym zaświadczają o współpracy w Radzie  Miejskiej. Ale po kolei. Sześciu radnych miejskich  zdezerterowało z PO i przeszło do Nowoczesnej. Takim to sposobem, bezinwestycyjnie, lub poprzez  tzw. wrogie przejęcie, Nowoczesna zyskała radnych w mieście choć w wyborach w ogóle nie wystawiała kandydatów. Młodzi ludzie z PO zwietrzyli lepszy interes (własny) i zmienili barwy. Nie chciałbym nigdy odwracać się plecami do takich ludzi, bo w każdej chwili gotowi są wbić w plecy polityczny bagnet  towarzyszowi partyjnemu. I dotyczy to wszystkich, od prawa do lewa. …Kto raz zdradził,  zdradzi zawsze…  mawiał Lech Wałęsa. Ci nowonowocześni radni zaczęli domagać się dla siebie  stołka  wiceprezydenta miasta. Jak wiadomo prezydent Dutkiewicz Platformie, z którą był z koalicji, takiego stanowiska skąpił. Kiedy jednak resztki radnych z PO w mieście zaczęły się separować od prezydenta, a radni z Nowoczesnej naciskali,  prezydent ugiął się, bo mogłoby, w razie konfliktu, zabraknąć mu głosów w ważnych głosowaniach.

Ale prezydent Dutkiewicz wskazał kto ma być tym wiceprezydentem. Wskazana osoba (skądinąd kompetentna i chyba sympatyczna bezpartyjna Magdalena Piasecka) zapisała się do Nowoczesnej, a  prezydent  okroił jej kompetencje.  Te, które zabrał, zostawił dotychczasowej wiceprezydent Anie Szarycz. Ona,(była wiceprezydent) już jako doradca prezydenta, będzie wypełniać  swoje dawne obowiązki, których prezydent  poskąpił nowej wiceprezydent. Tak to prezydent Dutkiewicz urządza Nowoczesną według  swojego gustu,  Radni tej partii krzywią się ze złości, bo nie tak miało być. Ryszard Petru jest zadowolony, bo przy jego kłopotach nawet taki sukces się liczy. Sprawa jest polityczna, ale nowa wiceprezydent ma być apolityczna, bo tak sobie życzy prezydent Dutkiewicz. I tak będzie.

Jest tak, jak to było z Fordem T – 7: można go  było kupić w każdym kolorze pod warunkiem, że był to kolor czarny. Podobnie jest z posadą pani  wiceprezydent  we Wrocławiu dla Nowoczesnej. Może być to  każdy członek Nowoczesnej pod warunkiem, że prezydent Dutkiewicz go wskaże i najpierw  nakaże zapisać się do Nowoczesnej.  I stało się wedle jego woli.

Czesław Cyrul