Profesor Alicja Chybicka powiedziała „tak” dla zalotów Platformy Obywatelskiej i będzie  broniła partyjnych barw PO w walce o fotel prezydenta Wrocławia. Poseł PO, profesor Chybicka zaznaczyła, że nigdy nie była związana z polityką. Już na początku  zacna pani profesor mija się z prawdą, bo bycie posłem i  członkiem klubu parlamentarnego PO to creme da la creme polityki. Następnie pani profesor powiedziała co chce zrobić jako prezydent, ale zaznaczyła: „no chyba, że  się nie  uda”. Zatem jest świadoma, że jej obietnice są na wyrost i nie ona jest ich autorem. Wielu wrocławian nie za bardzo rozumie po co pani profesor  ten urząd.  Ja także. Obawiam się że ta wątpliwość, kiełkująca w głowach wrocławian,  może pomóc pani profesor pozostać dobrym naukowcem i szefem kliniki. Dla jej dobra i z korzyścią dla pacjentów.

Ciekawsze jednak jest kto  został kwiatkiem do kożucha w  komitecie poparcia pani profesor, bo PO będzie w tym komitecie dyrygentem, orkiestrą, płatnikiem i mózgiem. Tzw. koalicjanci będą podawać krzesła i zapraszać widzów na spektakl. Nie widzę w tym nic złego. Doproszeni zgodzili się na to. Mają oni  tworzyć background i to taki nie rzucający się zbytnio w oczy, ale podkreślający, że to niby wspólny komitet wyborczy. Do roli tła najął się Michał Górski. Wcześniej był członkiem Nowoczesnej. Kiedy Nowoczesną  obsiedli  ludzie z PO, odszedł z partii, bo nie odpowiadało mu ich towarzystwo. Teraz wchodzi do komitetu pani profesor czyli de facto do PO i pewnie z ich list wystartuje do np. Rady Miejskiej. Natomiast ci którzy przeszli z PO do Nowoczesnej popierać będą innego kandydata, proponowanego przez prezydenta Dutkiewicza.  Tak, tak, tylko krowa nie zmienia poglądów. Panią profesor popiera też Tomasz Owczarek, który w poprzedniej kadencji chciał zostać prezydentem miasta. Obydwaj wymienieni związani byli z ruchami miejskimi. Ich dezercja oznacza, że ruchy są raczej efemerydami na scenie politycznej, a ich aktywiści, po przejściu przedszkola politycznego, zasilają szeregi partii. On pewnie też znajdzie miejsce na liście wyborczej PO. Kandydaturę pani profesor paprało także PSL, bo jakiś krok musiiało zrobić. Niewystawianie własnego kandydata i zasilenie końcówek list wyborczych PO uchroni tą partię od trudu tworzenia własnych list, które uzyskują w mieście śladowe poparcie.

 Bombą, a raczej kapiszonem,  jest udzielenie poparcia pani profesor przez Unię Pracy. Unia Pracy zawsze chodziła do wyborów z SLD.  Andrzej Puzio, działacz UP krajowego szczebla, napisał na FB partii, że UP ma już 25 lat. I dalej. UP nie popiera dorobku PSL, bo on wywodzi się z ZSL, ale teraz (Puzio)  jest w jednym komitecie poparcia pani profesor właśnie z PSL. Nie wiem czy Puzio ma z tego powodu jakieś obrzydzenie. We wspomnianej inwokacji na temat 25-lecia UP Puzio nic nie napisał o SLD,  z którym UP zawsze chodziła do wyborów, a Puzio wspólnie i wielokrotnie startował do wyborów z list SLD-UP. Tak oto lewicowa UP została podnóżkiem neoliberalnej PO.  Może nawet jakieś miejsce w ariergardzie listy wyborczej PO otrzyma  także Andrzej Puzio.

 Szanowni Czytelnicy jeżeli czegoś w tym tekście nie rozumiecie, nie okazujcie zmartwienia. Wasze umysły są sprawne. To zachowania   polityków, krajowych i lokalnych, ich matactwa sprawiają, że przestajemy politykę rozumieć i poważać widząc  jak  cwaniacy robią z obywateli głupków.

Czesław Cyrul

 

 Stało się. Dalszy ciąg fałszowania historii,  odzierania nas, Dolnoślązaków i Wrocławian z powojennej tożsamości postępuje. Rada Miejska Wrocławia usunęła Armię Ludową i generała Berlinga ze spisu patronów ulic. Odbyło się to na wniosek PiS, który oczadziały z nienawiści, tworzy własną historię, a grupa niepisowskich i wydawałoby się świadomych radnych podniosła ręce za haniebnymi uchwałami PiS. Choć oficjalnie szykują się na wyborczą walkę z pisowskim talibanem.  PiS prowadzi swoją politykę fałszowania historii i prania nieodpornych mózgów. Jednak za pisowską uchwałą głosowali także, w zdecydowanej większości, radni Klubu Prezydenta Dutkiewicza, którzy mają platformerski ogląd polityki, choć samej PO niby nie lubią. Typowa rodzinna kłótnia o wygodny dostęp do żłobu. Przypomnę jednak, że korzenie ich i PiS są wspólne, a teraz  okazało się, że wcale ich nie przecięto. W sprawie dekomunizacji ulic dutkiewiczowscy radni i ci z PO głosowali jak PiS im kazał. Jedynie radny Jacek Ossowski zachował się przyzwoicie, nie dał się ogłupić i chwała mu za to. Przeciwni zmianom nazw byli także radni Nowoczesnej, którzy wcześniej opuścili PO i , oczywiście, radny Kłosowski z SLD.

Tak oto POPiS ponownie ożył. Wszyscy na lewicy, którzy sądzili, że niepisowska prawica jest jakaś trochę mniej zła, dostali w łeb. Lewica musi dbać o swoje interesy sama i przestać pod stołem stukać się nogami z obłudna prawicą, że ….. niby coś tam wspólnie przeciwko PiS ugramy. Wrzućmy do kosza te niemądre plany.  POPiS w sprawach zasadniczych zawsze będzie POPiSem i będzie walczył z lewicą. O  prawdziwą historię regionu musimy walczyć sami. Prawda jednak musi zwyciężyć. Nie wszystkich PiS ogłupi i zabierze im zdrowy rozsadek. Póki co, wielu  radnym miejskim zabrał. Jaki wstyd!

Czesław Cyrul

 


Inwestycje wizerunkowe, wg mnie to takie, które wywołują sporo emocjonalnych, publicznych debat, są drogie, a nie przynoszą wprost wymiernych korzyści materialnych. Często są pomnikami wystawionymi przez rządzących ku swojej chwale. Taką inwestycją wizerunkową jest we Wrocławiu Stadion Miejski. Kosztował około miliarda złotych, pieniądze wyłożyło miasto (tzn. wzięło kredyt) i zagrano na nim 3 mecze w trakcie Euro 2012. Teraz gra na nim Śląsk Wrocław. Na mecze przychodzi poniżej 10 tys. Kibiców, a mogłoby ponad 40 tysięcy. Obiekt służy w zasadzie tylko piłkarzom. Kiedy niedawno Śląsk Wrocław był na granicy spadku do niższej ligi strach zapanował w magistracie, bo po co komu taki obiekt, kiedy nie byłoby w mieście dobrej drużyny. Zatem inwestycja droga, służąca stosunkowo skromnej grupie kibiców i sportowców, a kosztująca krocie i wzbudzająca duże kontrowersje.

Inną inwestycją we Wrocławiu, też ze znamionami wizerunkowymi, jest wyremontowany Stadiom Olimpijski z torem żużlowym i boiskiem do futbolu amerykańskiego. Zabytkowy stadion popadał w ruinę i igrzyska Word Games były okazją, by go wyremontować. Remont kosztował około 120 mln. Na zawody żużlowe przychodzi komplet widzów (12 tys.). Mecze odbywają się co dwa tygodnie przez kilka miesięcy w roku. Grają tu także i trenują zawodnicy wspomnianego futbolu. Ale także tutaj zaczynają i kończą liczne, masowe imprezy biegowe. Generalnie stadion Olimpijski, wraz z przyległościami, lepiej służy mieszkańcom od Stadionu Miejskiego (piłkarskiego) i jego remont był kilkakrotnie tańszy. Inwestycja oczywiście nigdy się nie zwróci, tak samo jak, mający znosić złote jajka, stadion piłkarski.

Na okoliczność wspomnianych igrzysk wybudowano, praktycznie od nowa, kryty basen pływacki o wymiarach olimpijskich (50m.) wraz z odkrytymi basenami towarzyszącymi. Inwestycja kosztowała ponad 50 mln złotych. Korzystają z niej uczniowie licznych szkół, sportowcy i wszyscy, którzy zapłacą za wstęp i zechcą popływać. Basem może być czynny na okrągło i korzystają z niego dziesiątki tysięcy mieszkańców. Tutaj „pływać każdy może”. Basen na siebie nie zarobi, ale będzie dobrze służył wszystkim wrocławianom. Użytkowość basenu zdecydowanie przerasta jego wartość wizerunkową.

Jeszcze tańszą inwestycją jest wybudowanie, też na wspomniane igrzyska, toru dla wrotkarzy. Korzystać z niego będą tysiące młodych ludzi, a kosztował kilka milionów. Inwestycja tania, a ucieszy wszystkich. Ile obiektów użyteczności publicznej, zamiast drogiego stadionu, można by wybudować w mieście to pytanie czysto retoryczne.

We Wrocławiu wybudowano także Narodowe Forum Muzyki. Kosztowało ponad 400 mln złotych i można je śmiało zaliczyć do inwestycji budujących wizerunek miasta. Z obiektu korzystają setki tysięcy osób, ale Forum samo na siebie nie zarabia. Czynne jest „na okrągło”, wzbudza dumę mieszkańców i zazdrość przyjezdnych. Kosztowało ono znacznie więcej niż planowano, ale nikt jego przydatności nie kwestionuje. Tylko dodatkowej kasy szkoda.

Każdy może mieć swoje zdanie na temat tych obiektów.  Uważam, że Stadion Miejski wzbudza teraz najwięcej kontrowersji i najbardziej obciąża kieszeń wrocławian. Nie taką przyszłość stadionu obiecywali nam włodarze miasta. Pozostałe, wymienione obiekty, uważam za potrzebne. Podbudowują wizerunek miasta i służą jego mieszkańcom, a nie zawsze te racje udaje się pogodzić.

Czesław Cyrul

 

Wielka feta z okazji 35-lecia powstania „Solidarności Walczącej” odbyła się we Wrocławiu. Feta była tak wielka i z takim zadęciem jakby to nie  „Solidarność”, ale ta inna, z przymiotnikiem Walcząca, obaliła komunę. Biegły w historii „Solidarności Walczącej” nie jestem, ale wiem, że była ona bocznym nurtem „Solidarności” i w zasadzie działała tylko we Wrocławiu. Działacze tej prawdziwej „Solidarności” traktowali z lekkim przymrużeniem oka poczynania Kornela Morawieckiego co zaskutkowało też tym, że nigdy nie wzięto go na  postsolidarnościowe listy wyborcze. Kornel Morawiecki nie brał udziału w rozmowach okrągłego stołu. Potem ten stół – symbolicznie- przed kamerami przewracał. Nic to nie pomagało. W wyborczych kampaniach uzyskiwał symboliczne poparcie. Morawiecki gasł i błąkał się po poboczach  polityki. Nienawidził komuny i chyba także tej prawdziwej „Solidarności”, bo ta poszła na układ z komuną, a on chciał ją (komunę) pokonać na barykadach.  Ja miał to zrobić, pewnie nigdy się nie dowiemy. Siłą rzeczy III RP także traktował jak bękarta.

Aż tu nagle pojawił się Paweł Kukiz, do którego Kornel Morawiecki „przytulił się” i został posłem. Kukiz, osoba z innej bajki, pomogła Morawieckiemu zostać posłem, nie jakaś „Solidarność Walcząca”. Pan Kornel niestety nie dochował wierności Kukizowi i teraz wspiera PiS, a jak wiadomo w rządzie PiS-u jego syn jest wicepremierem.

I oto w niedzielę dowiaduję się, z rządowej, lokalnej TV, że poseł Kornel był dla komuny wrogiem publicznym nr 1. Nie jakiś tam Wałęsa, nie Frasyniuk, czy Pinior we Wrocławiu, ale to Kornel wiódł opozycję do zwycięstwa nad komuną. To on podsłuchiwał SB, to on kolportował bibułę. To On, to On…. W rzeczywistości  „Solidarność Walcząca” nie brała udziału w zaprowadzaniu nowego ustroju. Kornel chciał  rozwiązań siłowych, na barykadach, ale tych rozwiązań naród nie chciał,  nie zrozumiał wielkiego Kornela, chciał (naród) ewolucji, nie rewolucji.

Teraz poseł Kornel, wróg publiczny nr 1 komuny wreszcie mógł ukazać się nam w całej swojej wielkości. W urządzeniu rozdętej fety wsparły go rządowe media i ktoś z grubym portfelem, bo impreza kosztowała pewnie krocie. Tak więc wcale nie Wałęsa był wrogiem nr 1 komuny, i to Kornel Morawiecki, tylko przez pomyłkę, nie dostał nagrody Nobla. No nie  wiem co na to powie Jarosław Kaczyński.

Czesław Cyrul

W minionym tygodniu miałem okazję uczestniczyć w Ogólnopolskim Zjeździe Regionalistów w Legnicy. Regionaliści zajmują się pielęgnowaniem lokalnej tożsamości. Przez lata Dolny Śląsk był pod tym względem, z racji powojennej historii, trochę „zacofany”. Byli mieszkańcy musieli odejść na Zachód, przybysze – głównie ze wschodu – przez lata poszukiwali stabilizacji na ziemiach odzyskanych. Stabilizacja na dobre pojawiła się dopiero w latach siedemdziesiątych. Tutaj urodzone i wykształcone dzieci byłych osiedleńców powoli zaczęły uważać Dolny Śląsk za swoją ojczyznę. Wszyscy dzisiejsi mieszkańcy Dolnego Śląska mają swoje korzenie gdzie indziej, ale już czują się zdeklarowanymi Dolnoślązakami. Tu jest ich mała ojczyzna.
Z rekonesansu po dolnośląskich miejscowościach widać jak szybko powstają regionalne izby pamięci, wiejskie muzea i opracowania o lokalnej tożsamości. Wystarczy wymienić Muzeum Przesiedleńców w Pławnej Dolnej, Muzeum Kargula i Pawlaka w Lubomierzu i izbę pamięci w tej miejscowości, muzeum w Węglińcu, izbę pamięci w Rybnicy czy Brzegu Dolnym. Kilka dni temu otworzono, z inicjatywy Jerzego Więcławskiego, tego typu muzeum w Starym Młynie koło Wołowa.
Innym zjawiskiem jest odkrywanie starszej, przedwojennej historii dolnośląskiej ziemi. Np. w Głębowicach koło Wińska, siłami lokalnej społeczności, proboszcza i przy wydatnym wsparciu funduszy z UE odbudowano klasztor, założony przez rycerza i mnicha w XVII wieku. W Rybnicy, koło Jeleniej Góry, planują remont starego dworca kolejowego i opisują jego dawną przedwojenną historię. Lokalne społeczności nie stronią także od kontaktów z ludźmi, których rodzice zamieszkiwali te ziemie przed wojną. Można powiedzieć, że obecni mieszkańcy przestali się obawiać, że ktoś ich wyrzuci z tych ziem. Czują, że są u siebie, ale zaczynają także odczuwać potrzebę poznawania dawniejszej historii tych ziem, na której przyszło im żyć.
Regionalista z Kudowy Bronisław Kamiński sprowokował w swojej miejscowości debatę: jak zachowywali by się kudowianie ze wschodnimi korzeniami gdyby przyszło im powrócić na tereny swoich dziadów. Otóż wszyscy zgodnie stwierdzili, że czuli by się tam kudowianami. Tak oto, po kilkudziesięciu latach, społeczność przestaje mówić, że my jesteśmy stamtąd, a uważa, że jest stąd, z Dolnego Śląska.
W trakcie debat podpytywałem uczestników, co sądzą o żołnierzach wyklętych. …”Żołnierze wykleci nie wyzwalali i nie zagospodarowywali Dolnego Śląska, nie są tutejszymi bohaterami i nie będą choćby im setki pomników nastawiano”..…. Ten sztuczny przeszczep historyczny ich zbytnio nie interesuje. Może dlatego wśród Dolnoślązaków nasiliła się obrona swojej tożsamości przed tą, narzucaną odgórnie przez PIS, polityką historyczną. Za kilka lat dowiemy się, czy ten przeszczep się przyjął.
Czesław Cyrul
P.S. Inicjatorem Zjazdu i jego pomysłodawcą był Wicemarszałek Województwa Dolnośląskiego Tadeusz Samborski.

Młodzi ludzie, udający parlamentarzystów, 1 czerwca,  napluli w Sejmie  w twarz swoim dziadkom, a nawet rodzicom. Starannie wyselekcjonowani i zindoktrynowani młodzi ludzie debatowali o usuwaniu resztek totalitaryzmu z naszej przestrzeni publicznej i zastępowaniu go nowym, współczesnym totalitaryzmem, który dopiero się urabia na naszych oczach.

Narzucony młodym  temat walki  z totalitarną przeszłością był nieprzypadkowy, wpisuje się w politykę historyczną PiS. Ta polityka, w sposób prostacki,  czasy PRL przedstawia jako zwarcie  milionów żołnierzy wyklętych z grupką komunistów, którzy jakimś dziwnym sposobem pokonali miliony dzielnych wyklętych. Okres III RP to dla PiS także czasy przeklęte. Dlatego okrągłostołowcy to tacy sami zdrajcy jak ci z PRL-u. Te proste historyjki przedstawiane  są młodym, przez IPN, w formie rekonstrukcji  walk  patriotów z ZOMO. Inne grupy rekonstrukcyjne nawet  wygrywają  w przegranych powstaniach. Młodzi dodatkowo są ogłupiani grami planszowymi, w których  „uganiają  się”  po sklepach za deficytowymi towarami.  Jeszcze  trochę, a pojawią się oficjalne rozprawy, także rodem z IPN, o milionach ofiar głodu w czasach PRL.   Wrzucanie naszej całej powojennej historii do szamba i wychowywanie młodego pokolenia na  bezmyślnych janczarów prawicy, ludzi ksenofobicznych,  rasistów i osób niechętnych Europie musi dla kraju skończyć się źle.

Jak sobie odpowiedzieć na pytanie, dlaczego młodzi kochają  partie skrajnie prawicowe i populistyczne, które  gdyby były u władzy to kraj po roku ległby w gruzach. Korwin Mikke i Kukiz są ich idolami. Młodzi jednak czerpią wzorce od starszych. Wynika z tego, że w wielu naszych rodzinach tak właśnie  się myśli. Jak czują się nauczyciele, którzy wypuszczają takich niedouczonych obywatelsko absolwentów, dla których śmieszny Korwin Mikke jest wzorcem. Kościół nie potępia takich irracjonalnych  postaw u młodzieży: kibol, narodowiec, rasista, ksenofob znajduje życzliwość przed ołtarzem.

Dopiero życie prostuje skrajnie prawicowe i populistyczne postawy młodych ludzi. Kiedy dorośleją zaczynają rozumieć, że Korwin- Mikke i Kukiz to nie to. Niestety, te fatalne postawy młodzieży maja swoje wcześniejsze przyczyny. Platforma Obywatelska bardzo aktywnie zamazywała powojenną przeszłość i pielęgnowała prymitywną nienawiść do powojennej historii.  Dla prezydenta Komorowskiego PRL była wielką czarną dziurą. To PO ubliżała lewicy na każdym możliwym kroku. SLD sądził, że prawica zapomni o PRL i historia potoczy się nowymi torami. Takie myślenie to był wielki błąd lewicy.  PiS tylko wzmocnił antyPRLowską  retorykę ekip postsolidarnościowych. Więc teraz niech PO nie ubolewa  nad fałszowaniem historii przez PiS, bo sama w tym maczała palce.  Miliony ludzi w czasach PRL, w trudnych warunkach, odbudowywały kraj ze zniszczeń wojennych, a dzisiaj ich wnukowie plują im w twarz i uważają za swoich wrogów, agentów UB. Za gorszy sort.

Czesław Cyrul

PO 1990 roku, na początku transformacji, posłem, a nawet wicemarszałkiem Sejmu, był Adam Słomka z Konfederacji Polski Niepodległej. Zdarzało mu się nawet spokojnie prowadzić obrady Sejmu co, jak na członka KPN, było godne odnotowania. Na przełomie wieków KPN straciła elektorat, poważanie i zeszła na pobocza polityki. Obecnie czasami u Kukiza słyszę echo tamtego KPN-u. Nie wiem nawet czy ta partia jeszcze istnieje. Ale były poseł Słomka jest i nadal walczy, choć nie wiadomo o co i z kim. Specjalizuje się on w organizowaniu burd w sądach, które wydają orzeczenia związane z wydarzeniami politycznymi. To dosyć wąska specjalizacja w polityce. Swego czasu rzucił w sędziego tortem. Lubi jak służby porządkowe powłóczą nim po podłodze i siłą wynoszą z sali rozpraw. Potem, za wywoływanie burd, jest sądzony co jest dodatkową okazją do rozgłosu i pewnie dla Słomki przyjemnością.

Od jakiegoś czasu Słomka upozował się na marszałka Piłsudskiego. Sam marszałek pewnie byłby z tego bardzo niezadowolony i zaliczyłby swojego naśladowcę do tych co „kury szczać prowadzać powinni”. W takim stroju Słomka pojawia się czasami na debatach w rządowej TV, bo do innej, normalnej pewnie by go nie wpuścili. Spokojne zachowanie się Słomki w rządowej TV pozwala domniemywać, że chciałby on, aby przyjęto go do pisowskiej kompanii, ale tam już ze swoimi „oryginałami” mają dość problemów więc im Słomka niepotrzebny. Ostatnio, kiedy Sąd Najwyższy rozważał sprawę dziwnego ułaskawienia, nieskazanego jeszcze posła Kamińskiego, przez prezydenta Dudę, Słomka ponownie dał nać o sobie.
Zwołał prawdziwych patriotów na wydarzenie w sądzie. Werdykt sądu nie miał żadnego znaczenia. Prawdziwych patriotów przybyło kilku i zostali zdominowali przez licznie zgromadzonych dziennikarzy. Słomka i kompani domagali się usunięcia z sądów sędziów zbrodniarzy. Policja siłą usunęła jednak Słomkę i o to chyba jemu właśnie chodziło. Ponownie zaistniał i dał znak, że walczy i szybko się nie podda.
Czesław Cyrul.

Populizm w polityce ma wiele definicji. W naszym kraju PiS powołuje się np. na wolę suwerena, w imieniu którego rządzi właśnie tak, a nie inaczej. To jest właśnie przykład populizmu. Sęk w tym, że w kampanii wyborczej  PiS nie informowało rzetelnie jak te rządy będą wyglądać. Ale takich wyborczych oszustw dopuszczają się praktycznie wszystkie partie. Ta wola suwerena wyrażana jest przez 18 procent dorosłych obywateli, którzy poszli do wyborów i oddali głos na PiS, ale w świetle naszego prawa wyborczego to  wystarcza.

Populizm to proponowanie łatwych i szybkich rozwiązań trudnych problemów, to także napuszczanie jednych grup społecznych na drugie. Populistyczne chwyty stosowane są praktycznie przez prawicę i lewicę, ale w ostatnich latach to prawica i w Europie, i w Polsce, używa tych technik do zdobycia wyborców. Zrobienie porządku z sądami, rozgonienie zdemoralizowanych elit, szczucie dobrych obywateli na złych kapitalistów, Polska tylko dla Polaków  to  przykłady populizmu w pisowskim wydaniu. Jednak  program 500+, choć pozornie trąci  populizmem, obywatelom należał się i teraz nawet partie, które twierdziły, że to nie może się udać, proponują jeszcze dalej idące rozwiązanie w tej kwestii, co już jest czystym populizmem.

Populistyczne jest  także działanie pod presją  partyjnych sondaży. Skoro Polacy nie chcą uchodźców to Platforma Obywatelska też ich nie chce, choć wcześniej miała inne zdanie, a teraz zmienia je z dnia na dzień.  Niepopulistycznie zachowała się ostatnio Nowoczesna, która zaprezentowała swoją wizję programu 500+, który większości wyborców, korzystających teraz z tego programu, nie spodoba się.  Projekt Nowoczesnej pewnie przekona wąską grupę wyborców, do której adresuje swój program ta partia.

Skrajnym populistą jest  Korwin-Mikke. On też obiecuje proste rozwiązania skomplikowanych spraw…. Każdy bierze swoje sprawy we własne ręce i od razu zaczyna się powszechny dobrobyt…. Na szczęście obywatele aż tak naiwni nie są i w bajki Korwina-Mikkego nie wierzą. Wierzą w nie  młodzi, których pojęcie o życiu codziennym jest dość mętne i oparte na bajkach Korwina, albo Pawła Kukiza. On także może być zaliczany do populistów, ale bardziej umiarkowanych.

Od populizmu uciekł ostatnio minister Macierewicz. Poprzednio podejmował działania proste i szybkie. Większość z nich okazała się fatalna w skutkach, bo tak z populizmem bywa. Wobec czego minister Macierewicz przedstawił długofalowy program dochodzenia naszej armii do takiej potęgi, która nikogo i niczego bać się nie będzie. To jest ucieczka od skompromitowanego populizmu w niewiadomą przyszłość.  Militarną potęgą mamy stać się za jakieś 10 lat. Co wtedy będzie? Nie wiadomo, ale jest nadzieja, że nie będzie w rządzie Macierewicza.

Czesław Cyrul

W polityce są ludzie, którzy tworzą idee, bronią ich, ale ich zdolności organizacyjne są marne. Dlatego też  większej partii czy ruchu nigdy nie zorganizują. Siedzą na kanapie działają lokalnie, choć apetyty mają większe i pilnują swoich racji niczym świętego ognia. Kiedy przychodzą wybory  czasami podłączają się pod większe partie, które pozwoliłyby im wypłynąć na szersze wody. Inną grupa ludzi w polityce są sprawni organizatorzy, ale zbytnio nie przywiązani do idei.  Ludzi,  którzy łączyliby w sobie te dwie cechy raczej trudno  znaleźć na naszej scenie politycznej.

Przykładem sprawności organizacyjnej był Ryszard Petru. Udało mu się, ma krótko przed wyborami do Sejmu, zorganizować struktury partyjne, dotrzeć do wyborców i odnieść sukces. Polityczna świeżość i nowe twarze spodobały się wyborcom. Zbieżne poglądy  Nowoczesnej z wizjami PO nie przeszkadzały wyborcom o liberalnych poglądach, a nawet umacniały w przekonaniu, że w końcu pojawiła się siła która je urzeczywistni. Szybki sukces zawrócił niektórym w głowach. Tymczasem nie ma tej partii w samorządach, a to poważne utrudnienie w utrzymywaniu struktur w terenie. Ta partia ma niewiele  do powiedzenia w Sejmie, choć jej przedstawiciele dobrze wypadają, na tle innych posłów, w mediach. Szybko okazało się także, że partyjna sprawność organizacyjna była tylko chwilowa, a  liberalne poglądy przestały trafiać do wyborców.

Spory wewnętrzne trawiły partię od początku jej narodzin. Przyczyną były także przejścia polityków z PO do Nowoczesnej. Dolew niby świeżej, ale de facto bez tlenu, krwi z PO wywołał  konflikt – używając języka medycznego-  serologiczny. Zaczęły się swary i nieporozumienia. Od Nowoczesnej politycy zaczęli odchodzić do PO, ale nie ci ,którzy wcześniej z PO odeszli.  PO to duża partia i tam byli członkowie Nowoczesnej niczego nie zaburzą. Kłopoty organizacyjne Nowoczesnej  wywołały  nerwowość programową. Ryszard Petru co chwila  ogłasza nowe propozycje, ale wobec braku sprawdzenia ich w praktyce jest to tylko  polityczna „liturgia słowa”. Nawet przychylne partii  media zaczynają ją krytykować. Wyborcy ponownie zwracają się do PO. Ta partia też co rusz zmienia swoje poglądy, ale przy  swojej, dużej masie będzie się nadal  toczyć.  Zatem dobra organizacja partii i program są integralnymi częściami jej dłuższego bytu.

Ale nie do końca. Partia Kukiza wymyka się tym regułom. Trudno dzisiaj dociec jaki ta partia  ma program,  za czym jest, a za czym nie, a notowania ma wysokie. Jednak wyborcom Kukiza  generalnie każda władza się nie podoba, Kukizowi także i to jest ten element spajający wyborców z Pawłem Kukizem.

Czesław Cyrul

Prawo i Sprawiedliwość wycofało się z pomysłu, aby prezydenci, burmistrzowie i wójtowie, którzy sprawują swoje obowiązki już dwie kadencje nie mogli startować ponownie na te posady. Prawo działałoby wstecz, a nie może i taki pomysł mógłby wywołać wiele negatywnych konsekwencji dla PiS. SLD też jest za ograniczeniem sprawowania w/w funkcji do dwóch kadencji, ale takie  prawo powinno działać od najbliższych wyborów samorządowych i nie brać pod uwagę poprzednich kadencji. Taką zasadę chce przyjąć PiS, ale jak będzie naprawdę to się dopiero okaże

PiS chciałoby odsunąć wielu znanych, niepisowskich samorządowców  od władzy.  Rządząca partia nie ma w samorządach zbyt wielu swoich prezydentów i burmistrzów, a bardzo chciałaby. Jednak zablokowanie startu dotychczasowym włodarzom jest ryzykowne i z innego powodu. Ta liczna grupa popularnych w terenie prezydentów i burmistrzów, której pozbawiono by  możliwości ponownego kandydowania, za rok, w wyborach parlamentarnych, mogłaby zasilić listy do Sejmu i Senatu. Wielu z nich mandaty miałoby bankowo w kieszeni. Na samym Dolnym Śląsku tacy samorządowcy jak Dutkiewicz, Moskal-Słoniewska, Krzakowski, Szałemej, Roman, Zawiła, Rokaszewicz czy Poniżnik  zdobyliby mandaty parlamentarne bez trudu, a żadne z nich nie jest z PiS. W kraju jest podobnie. Wprowadzając ustawę działającą wstecz PiS strzeliło by sobie w kolano, a władza centralna i  scentralizowana jest dla tej partii sprawą nadrzędną. Stamtąd można także tworzyć prawo odbierające uprawnienia krnąbrnym samorządom. I pewnie taką strategię zapanowania nad samorządami PiS przyjęło.

Czesław Cyrul