„Wroclavia” to najnowsza galeria handlowa we Wrocławiu. By wiedzieć o czym mówią znajomi i co jest grane w środku udałem się do galerii na wycieczkę. Parking olbrzymi i jeszcze za darmo. Wnętrza  robią wrażenie. Miło pooglądać pasaże i uliczki z drzewami na dachu galerii. Ale poza tym nuda. Sklepy te same jak w każdej innej galerii. Bary też te same tylko w większej ilości. Multikino też podobne do innych i z takim samym, jak w innych kinach, repertuarem. Pewnie galeria wyssie klientów z innych galerii, ale za jakiś czas wszystko wróci do normy, a nawet będzie gorzej, bo galerii w mieście przybywa szybciej niż mieszkańców. Klientów nie powinno to martwić. Martwi mnie, że jak chcę kupić coś specjalnego to tego w galeriach nie ma. One nastawione są na masową sprzedaż masowych produktów powszechnego użytku.

Wiosną poszukiwałem butów do tenisa. Firmowych sklepów sportowych w galeriach są dziesiątki, ale takich butów jak na lekarstwo. Są głównie, takie sportowe z wygładu, do codziennego chodzenia. Z typowo sportowych są tylko do piłki nożnej i biegania. Na pytanie co z tenisowymi sprzedawcy odpowiadają, że nie ma, bo nie schodzą. Szukam więc w Internecie czy w malutkich sklepikach. Teraz,  jesienią szukam butów do badmintona. Sprzedawcy na pytanie o taki but robią jeszcze większe oczy. Nawet nie wiedzą jakie te byty powinny mieć parametry. I znowu skazany  jestem na sprzedaż wysyłkową.  Mógłbym jeszcze  wskazać kilka innych, specjalnych, ale nie wyjątkowych  produktów, których w galeriach nie ma,  bo nie schodzą.

Zatem pooglądać galerię warto, a zakupy można zrobić w takich samych sklepach w galeriach bliżej domu. Swego czasu ze swoim znajomym wybrałem się na narty. On zaczął od baru, a ja objechałem kilka tras. Po godzinie wpadam do baru, a mój znajomy odstawiony kieliszkami już nie nadaje się do jazdy i stwierdza: Nie jadę nigdzie, bo wszędzie jest tak samo. Tylko śnieg i góry. Tak samo jest z galeriami. Wszędzie te same i takie same sklepy. Po prostu w środku nuda, ale z zewnątrz galeria robi wrażenie.

Czesław Cyrul

Na ogólnopolskiej konferencji „Samorządy – Obywatele- Demokracja” we Wrocławiu  samorządowcy debatowali nad obroną  samorządów przed autorytarnymi zakusami Prawa i Sprawiedliwości. Powiedziano tam, że demokracja liberalna powinna  bronić samorządów, bo one same, przed PiS-em się nie obronią.  Kto ma tej demokracji bronić?  Nie wyjaśniono. Można się domyślać, że chodzi o partie obecnej opozycji.

Niestety opozycja dzisiaj jest do dupy  stwierdził prezydent Wrocławia –  Rafał Dutkiewicz. Dlaczego jest do dupy?  Miedzy innymi dlatego, ale to moja opinia,  że samorządowcy odwrócili się plecami do liberalnych partii politycznych z prezydentem Dutkiewiczem na czele. Jak Polska długa i szeroka wójtowie, burmistrzowie i prezydenci oznaczyli  swoje terytoria i okrzyknęli się apartyjnymi. Mamy dzisiaj  w Polsce samorządowe rozdrobnienie dzielnicowe. Owszem, samorządowcy  bronią demokracji, spotykają i debatują o tym, ale jakby osobno. Ich prezydentowanie i ich  gminne interesy są  ponad wszystko.

Odwrót samorządowców od partii politycznych trwa od lat. …Niech sobie partie politykują w parlamencie, byle nasza gmina daleko  od polityki była….. To wygląda trochę jak nie branie udziału przez połowę obywateli w wyborach.  Oczywiście partie polityczne czasami tak bardzo chciały, po partyjniacku, wpływać na swoich przedstawicieli w samorządach , a ci postanowili uwolnić się od partyjnych nakazów. I oto dzisiaj samorządowcy oczekują od tych partii, by te broniły ich samorządności. A te partie dzisiaj takie słabiutkie i cienkim głosem śpiewają.  Jest tak, między innymi dlatego, że samorządowcy, lokalni liderzy, słali sygnały do swoich wyborców, by ci dali sobie spokój z partiami, że tu w gminie my sobie bez partii damy radę.  Mogę, na samym Dolnym  Śląsku przedstawić ad hoc,  dziesiątki przykładów, gdzie burmistrzowie wyrzekli się swoich partii.   PiS swoje autorytarne wpływy umacnia i dużej grupie wyborców to się podoba, a słabe partie, porzucone przez samorządowców, PiS-owi  w wyborach  samorządowych nie dadzą rady.

Zatem rozdrobnieni samorządowcy, pozbawieni  reprezentacji partyjnej wpadli w pułapkę PiS-u, który do wyborów pójdzie pod swoim, mocnym szyldem i apartyjni samorządowcy, którzy uwierzyli, że sami sobie, bez partii,  poradzą wpadli w pułapkę.  Że to droga donikąd nie świadczą samorządy w Europie.  Tam te same  partie polityczne rządzą w kraju i samorządach i radzą sobie nie gorzej niż nasi, bezpartyjni samorządowcy.

Dlatego, jeżeli prezydent Dutkiewicz twierdzi, że dzisiejsza opozycja jest do dupy , to niech sam sobie zada to pytanie. Dlaczego tak jest? Bo w osłabianiu partii politycznych ma w regionie spore zasługi. Jeżeli PiS, a jest to możliwe, wprowadzi w nowej ordynacji wyborczej do samorządów zakaz startu lokalnym komitetom i sam pójdzie pod swoim szyldem do  tych wyborów, to bezpartyjni samorządowcy zostaną z ręka w nocniku, a PiS przejmie władzę w terenie i tym samym skończy się dzielnicowe rozdrobnienie samorządowe  i skończy się liberalna demokracja, a byli prezydenci i burmistrzowie będą  nadal wieszać psy na opozycyjnych partiach, na  które wcześniej się wypięli.

Czy przysłowie  „mądry Polak  po szkodzie” znowu zatryumfuje?

Czesław Cyrul

  • Pan wicepremier Morawiecki zapowiadał „wybuch” polskiego kapitału pod światłym kierownictwem PiS. Wreszcie mieliśmy wstać z kolan i stać się gospodarczą potęgą, a nie być jakimś tam kondominium. Polski kapitał miał  zacząć dominować, a ten podstępny zagraniczny pójść w zapomnienie. Jednak, jak obserwuję Dolny Śląsk to pan wicepremier, co i rusz, pojawia się na wbudowywaniu kamieni węgielnych, ale pod inwestycje zagraniczne. A to inicjuje budowę fabryki Mercedesa pod Jaworem, a to zaczyna budowę centrum regeneracji silników lotniczych pod Środą Śląską, niestety też z Niemiec rodem, a to pojawia się na budowie fabryki baterii do samochodów elektrycznych koncernu LG, tym razem z Korei. Grzeje się pan wicepremier w cieple zgniłego kapitału i świeci odbitym blaskiem. Wcześniej też był na pensji zagranicznych kapitalistów. Na polskich inwestycjach jakoś pan wicepremier się nie pojawia. A powiadał, że polski kapitał jest najważniejszy. Zgadzam się z panem wicepremierem i czekam z utęsknieniem na polskie inwestycje, które pan premier, na Dolnym Śląsku, zaszczyci swoją obecnością, bo teraz mam rozdwojenie jaźni. Rząd popiera polski kapitał, a łasi się do zagranicznych inwestorów. Nie lubi polskiego kapitału, czy co?

    Czesław Cyrul

Jak kraj długi i szeroki, w milionach polskich aut wiszą przy  lusterkach różańce lub medaliki. Do desek rozdzielczych przytwierdzane są szkaplerze lub obrazki świętych. W parafiach świeci się nowozakupione auta.  Ma to  zaświadczać o głębokiej wierze właścicieli aut i przekonaniu, że te różance uchronią właścicieli przed nieszczęściem na drogach. 

A jak jest. Otóż ścigamy się z Rumunią i Bułgarią o miano najniebezpieczniejszego  kraju w Europie pod względem wypadków drogowych i śmiertelnych ofiar liczonych na 100 tys. mieszkańców. W śmiertelności i wypadkowości przebija nas tylko Rosja. Niestety swoją głęboką wiarę wielu rodaków wzmacnia dodatkowo alkoholem. Jesteśmy także przekonani o naszych ponadnormalnych umiejętnościach w prowadzeniu aut.    Nasza drogowa rzeczywistość jest inna. Jakże często polską. drogową  świadomość pokazuje takie oto myślenie: jest wypadek drogowy, są trzy śmiertelne ofiary. Jedna osoba ocalała. Ta osobą często wypowiada jest  tak. Dzięki Bogu ja żyję. Kto jest winny śmierci tych trzech osób? Nie wiadomo.

Kraje europejskie, uznawane w Polsce za heretyckie i moralnie upadłe, takie jak np. Szwecja, Finlandia czy Holandia są wielokrotnie bezpieczniejsze od Polski. Tam nie ma zwyczajów wieszania w autach różańców i medalików. To powinni sobie wierzący głęboko przemyśleć.

Jakie stąd wnioski?  Nikt nie zbadał, czy wieszanie różańców w samochodach chroni te auta przed wypadkami. Owszem różańce mogą chronić kierowców pod warunkiem, że oni sami zachowują rozwagę na drogach, unikają alkoholu, dbają o stan techniczny pojazdów i opłacają OC.

Powieszenie różańca w aucie niesprawnym technicznie, bez ważnych badań technicznych i ubezpieczenia absolutnie nie chroni kierowcy przed śmiercią lub kalectwem na drodze: zarówno kierowcy samochodu,  pieszych oraz innych użytkowników dróg.  Częsty brak prawa jazdy i dodatkowe wzmocnienie odwagi kierowcy alkoholem zwiększa nieskuteczność powieszonego  różańca.

Oczywiście wieszanie różańca w samochodzie  jest prawem wierzącego, byleby nie przeszkadzał on w patrzeniu na drogę.  Zatem różaniec pomaga pod warunkiem, że auto spełnia wszystkie wymogi techniczne zapisane w prawie, a  kierowca ma praw jazdy i olej w głowie.

Czesław Cyrul

Tylko totalnie zjednoczona opozycja ma szanse pokonać w wyborach parlamentarnych PiS. Tak wieszczą doradcy opozycji.  W wyborach  samorządowych  będą dominowały lokalne komitety, pod warunkiem, że PiS nie zmieni ordynacji i pozwoli na start tylko partiom politycznym.   

Obawiam się jednak, że takie zjednoczenie jest niemożliwe. Aby ono nastąpiło potrzeba więzi ideowych, zrozumienia miedzy liderami i tzw. chemii czyli zaufania, jak kto woli. Bo z zaufaniem na  opozycji jest najgorzej.

Ideowo najłatwiej zjednoczyłaby się PO z Nowoczesną. Pierwsza to partia centro-prawicowa, która tylko czasami i z lekkim obrzydzeniem puszczała oko do lewicy. To puszczanie oka wystarczyło, by elektorat lewicy głosował na  tę centroprawicę i widać co teraz z tego wynikło. Nowoczesna to partia centrowa, trochę prawicowa, trochę liberalna.  Razem z PO mogliby tworzyć niezły zespół. Jednak pomiędzy liderami chemii brak i zjednoczenia raczej nie będzie.

Jest w opozycji także PSL. To była kiedyś partia ludowo-centrowa. Teraz ludowo- prawicowa. W kwestiach światopoglądowych ściga się z PiS-em kto bardziej prawicowy i prokościelny. Koalicja z PiS-em  może by ludowcom i pasowała, ale PiS ludowców tępi. Wspólnej listy PSL z PiS-em nie stworzy, bo PiS-owi to niepotrzebne. PSL-owi także, bo partia o stuletnich  tradycjach musi dbać o swój wizerunek i dorobek  i  do wyborów pójdzie  pod swoim szyldem lub ukryta w lokalnych komitetach. Tak więc  ludowców ze zjednoczonej, totalnej opozycji należy wykreślić.

Na lewicy, podzielone i pokłócone kanapy, mogłyby bez kłopotów  dogadać się co do ideowych pryncypiów. Pod warunkiem, że odłożyłyby na bok wzajemne animozje i przestałyby  strzelać fochy. Są to fochy, takie na miarę pozycji lewicy w kraju. Chemii  pomiędzy liderami nie ma, zaufania także.  Jednak zjednoczenie na lewicy jest możliwe, ale jeszcze nie dzisiaj. Koncentrowanie się  lewicy tylko na prawach kobiet i zbieraniu podpisów pod projektami ustaw proaborcyjnych – jak pokazały ostatnie marsze- potęgi lewicy nie buduje. Marsze w obronie sądów także nie poprawiły notowań lewicy, co nie oznacza że  czarne protesty i demonstracje w obronie sądów były  niepotrzebne.

Nie widzę możliwości zjednoczenia się lewicy z centroprawicową PO, bo byłoby to koniec i tak słabej lewicy w kraju. Skoro jednak były elektorat lewicy, w dużej części, zaczął głosować na prawicową PO to być może i takie zjednoczenie zaakceptowałby. Co z takiego pobłądzenia  lewicowego elektoratu wynikło, właśnie doświadczamy.

Realnie mogą więc na opozycji powstać dwa bloki wyborcze: prawicowo-liberalny i centrolewicowy. Byłoby to w miarę czytelne dla wyborców, a po wyborach można by myśleć o koalicjach. Te rozważania są budowane na piaskach. Jednak marzenie o całkowicie zjednoczonej – od prawa do lewa opozycji – to dzisiaj kompletna utopia.

Czesław Cyrul

Dziennikarze i naukowcy od nauk społecznych boleją nad niemocą opozycji, że ta nie podejmuje zdecydowanych działań, by dać odpór  polityce PiS. Sami niestety także tylko powtarzają jak mantrę „weźcie się i coś zróbcie”.  Ale już ze skonkretyzowaniem podpowiedzi mają kłopoty.  Inna grupa dziennikarzy, rosnąca w siłę (ekonomiczną),  chwali każdy ruch rządzącej partii. Na razie to chwalenie jest bardzo skuteczne, choć łopatologiczne i ciężkostrawne. Ale było ono  poprzedzane   programami socjalnymi, poprawiającymi byt zwykłych ludzi, a oni, na razie i przede wszystkim, uznają to za rzecz najważniejszą, jakiej oczekują od rządzących, obojętnie kto nimi rządzi. Dlatego nawoływania opozycji dotyczące niszczenia niezależności sądownictwa, zawłaszczenie mediów publicznych, tępienia  kultury itp. są tak  nieskuteczne.

Trzeba czasu aż matka zrozumie, że rezygnując z pracy, bo dostaje 500+, a potem ubiegając się  o emeryturę dostanie tylko symboliczną kwotę. Za jakiś czas obywatele zrozumieją, że wszystkie ważniejsze stanowiska obsadzone są ludźmi PiS i tylko oni mają szanse na urzędnicze awanse w  autorytarnym państwie. Niebawem dojdzie do Polaków, że reforma sądownictwa wcale nie służy usprawnieniu ich pracy, a tylko politycznemu ich podporządkowaniu: i obywateli i sądów. Wkrótce obywatele przekonają się, jak bardzo  nowe programy nauczania indoktrynują ich dzieci.  Fatalna  polityka zagraniczna sprawi, że nawet szeregowi obywatele poczują się osamotnieni w Europie. Polacy od dawna  czują ideowy ucisk kościoła, który zawarł sojusz w PiS-em i chce nam urządzić katolicki taliban. 

Tępienie gospodarczych i kulturalnych elit zepchnie nasz kraj na peryferie państw rozwiniętych. Sami skażemy się na pozostanie w kręgu krajów drugiej, a może i trzeciej prędkości.  Trzeba czasu, by obywatele zrozumieli, że propagandziści  rządowych mediów wkładają im łopatami do głów swoje hasła  i uznają oni, że taka,  nieskomplikowana metoda, jest najlepsza dla Polaków. Za jakiś czas obywatele zrozumieją, że za te, socjalne zapomogi PiS żąda od nich posłuchu i nie oczekuje głębszej analizy obecnego systemu. Będą obywatelami lepszego sortu, ale nad nimi PiS już tworzy super sort PiS-owskiej elity, która będzie bronić władzy niczym nieboszczka partia socjalizmu. Ale to, jak wiadomo,  nie udało się.

Jeżeli PiS nie zmieni swojej polityki i takie gdybanie stanie się faktem to odpowiedzialność za spadek naszej ojczyzny do grupy krajów zmarginalizowanych stanie się faktem.  Kraj bez liczącej się nauki i kultury, ze zdegradowanymi do fasadowej roli instytucjami demokratycznymi będzie pośmiewiskiem w cywilizowanym świecie. Opozycja musi o tym mówić, ale na razie ta mowa nie trafia do dużej grupy obywateli. Opozycja nie ma na politykę PiS – póki co- skutecznej odtrutki.  Ale w polityce szybkie zwroty są możliwe, ale jeszcze nie teraz.

Czesław Cyrul

Liczni samorządowcy, uważający się za apolitycznych i  bezpartyjnych, szykują się do wyborów jak kraj długi i szeroki. Zamierzają startować z różnego typu bezpartyjnych komitetów.  Partie polityczne są w samorządach w zdecydowanym odwrocie. Startować na fotel burmistrza czy prezydenta z poparciem partii to dzisiaj prawie obciach. Tylko PiS pewnie będzie trzymało się swojej, partyjnej  tożsamości, bo ma wysokie notowania, a to na pewno w wyborach nie przeszkadza. Komitety obywatelskie, pod którymi będą się kryć chętni na burmistrzów, a także ukryte pod skrzydłami tych komitetów partie,  w najbliższych wyborach zawładną lokalną sceną samorządową.

Formuła lokalnych komitetów jest wygodna dla ich  liderów, bo unikają politycznego utożsamiania się, a w razie personalnego czy innego konfliktu, zawsze można z niego (komitetu) wystąpić lub zmienić nazwę na inną i nikt nawet się nie zorientuje. Zawsze w następnych wyborach można komitet zreformować lub nawiązać inne, operacyjne sojusze, bo o strategii nikt tu nie mówi, zamieszać wyborcom w głowach i dalej trwać u steru lokalnej władzy. 

Bezpartyjne konfederacje samorządowe to główne wójtowie, burmistrzowie i prezydenci. Zapewne kompetentni. Nie stoją za nimi żadne struktury w terenie, oni zabiegają jedynie o poparcie  obywateli w wyborach. Są to  grupy zawodowych samorządowców oferujących swoje usługi lokalnym społecznościom.   W zasadzie wszyscy owi fachowcy są po tzw. przejściach. Zdecydowana ich większość była lub nawet jest członkami jakichś partii politycznych.

Ale gdyby np. partia x, mająca teraz 5 procent poparcia społecznego cudem, za kilka miesięcy, miała 50 procent poparcia to daję głowę, że lokalni bezpartyjni liderzy wisieli by u klamek tej partii i zabiegali o względy. Zatem nie bezpartyjność jest tu czynnikiem decydującym, ale możliwość usadowienia się w lokalnych samorządach i do tego dobierane są środki do ich realizacji.

Słabość struktur partyjnych wręcz zachęca licznych samorządowców do zakładania lokalnych komitetów. To taka nasza, polska specyfika. W krajach europejskich jest to zjawisko nieznane. Tam, tylko partie polityczne startują do parlamentów i lokalnych samorządów. Wyborca ma zawsze jasność na kogo głosuje. Kto wie, czy PiS, majstrując przy ordynacji wyborczej do samorządów, nagle nie zablokuje możliwości startu w tych wyborach lokalnym komitetom i tylko partie polityczne miałyby do tego prawo. Byłby to – paradoksalne – ukłon PiS-u w kierunku norm europejskich i w kierunku uporządkowania sceny politycznej w naszym kraju. Po takim ruchu w lokalnych komitetach zagotowałoby się i chętni do samorządowych posad kłębiliby się pod partyjnymi siedzibami, przypominając się lokalnym strukturom, że tak naprawdę oni zawsze byli z partią, że tylko chwilowo zeszli na manowce, ale  nigdy nie zmienili poglądów  i klepaliby  takie tam inne retoryczne dyrdymały. Nie mieliby z tym zahamowań, bo władza jest najważniejsza.

Czasław Cyrul

Włodzimierz Cimoszewicz gościł we Wrocławiu na zaproszenie Stowarzyszenia „Pokolenia”.
Oto co powiedział na spotkaniu.

1.Nie zawsze byt określa świadomość.
Mieszkający w pobliżu Puszczy Białowieskiej generalnie popierają jej wycinkę, choć raczej przy wycince nie pracują. W okolicy powstało bardzo dużo gospodarstw agroturystycznych. Do puszczy przyjeżdżają turyści by podziwiać pierwotny las, a nie sztucznie posadzone drzewa. Takie mają w całej Polsce i w parkach. Po wycięciu puszczy turyści przestaną przyjeżdżać, ale to jakoś do właścicieli gospodarstw agroturystycznych nie dociera.
Rolnicy popierają PiS, choć ta partia bardzo utrudniła obrót ziemią. W efekcie w wielu regionach obrót ziemią został zablokowany, a jej wartość spadła, a to utrudnia rozwój rolnictwa. Ponadto za rządów PiS zaczęły się opóźnienia w wypłacie dotacji unijnych, a mimo to wieś kocha PiS.

2. O wierze i irracjonalizmie na co dzień.
Wiara nie ma nic wspólnego w wiedzą. Albo się wierzy, albo nie. Wiara nie ma nic wspólnego z racjonalizmem. Polacy to naród wierzący i dlatego często podejmują polityczne decyzje dyktowane wiarą, a nie racjonalizmem.

3. O Platformie Obywatelskiej
To partia oportunistów, bez kręgosłupa politycznego. Jest tam wielu mądrych ludzi, ale nic z tego nie wynika. To partia, która nie ma pomysłu na przyszłość.

4.O rządzeniu.
Można, nie mając celów dalekosiężnych, krajem zarządzać, czyli administrować, ale to zazwyczaj kończy się źle. PO właśnie przez osiem lat zarządzała. Tylko podwyższenie wieku emerytalnego było odważną decyzją i wg byłego premiera bardzo potrzebną.

5. O przywództwie.
Jeżeli partyjne życie toczy się wokół silnego lidera, to zazwyczaj kończy sie dyskusja w partii o celach i programie. Jak przywództwa też nie ma dalekosiężnych celów to kończy się tak jak w PO.

6. O opozycji.
Opozycja musi przestać się na siebie obrażać i zacząć ze sobą rozmawiać. Inaczej nie da rady PiS-owi.

7. Co dalej?
Trudno powiedzieć, ale polityka zaskakuje i nie wiemy co wydarzy się za kilka miesięcy. Ta nieprzewidywalność to cecha polskiej polityki.

8. O prezydencie Dudzie.
Nie uważam go za dobrego prezydenta. Łamał i łamie Konstytucję, a to dyskredytuje jego prezydentowanie.
.
9. O świadomości obywatelskiej.
Po 1990 roku zapomniano o kształtowaniu nowoczesnej świadomości obywatelskiej, nie objaśniano obywatelom politycznych i gospodarczych zjawisk i wzajemnych zależności. Teraz mamy społeczeństwo słabo wyedukowane w sprawach politycznych. Dlatego boi się ono zmian zachodzących w Europie i świecie, zamyka się w sobie, jest podatne na populistyczne hasła i łatwo jest nim manipulować.

10. O chrześcijaństwie.
ProPiSowska postawa kleru sprawiła, że stajemy się społeczeństwem antychrześcijańskim. Jesteśmy pokłóceni i nienawidzący się, a podstawowe przykrzenie „ miłuj bliźniego jak siebie samego” sieje się pustym frazesem.

11. O politycznej emeryturze.
Z polityki odchodzi się albo na emeryturę, albo się umiera. Ja odszedłem na emeryturę i bez polityki naprawdę można żyć.

Czesław Cyrul

Bardzo wysokie notowania PiS jednych dziwią, innych nie. Te notowania pokazują nas jacy w rzeczywistości jesteśmy i jacy byliśmy za PRL. Badania  sympatii politycznych  pokazują, że PiS jest poważane za 500+,  za obniżenie wieku emerytalnego, za podwyżki pensji, za walkę z dziurami Watowskimi. Czyli generalnie obywatele doceniają wymierne  zasługi PiS na rzecz poprawy naszego bytu codziennego. Kwestie reformy sądów, niszczenia Trybunału Konstytucyjnego, zawłaszczenia mediów publicznych itp. są dla większości sprawami drugorzędnymi.

Przypomnę, że za czasów PRL praktycznie wszystkie bunty i strajki wybuchały po ogłoszeniu przez władze podwyżek cen żywności, a nie dlatego, że uchwalono np. fatalną konstytucję, o dekrecie Bieruta nie wspominając.  Badania prowadzone wśród polskich emigrantów lat osiemdziesiątych wykazują wyraźnie, że 90% migrujących chciało przede wszystkim polepszyć swoje warunki życia. Tacy, którym przeszkadzał ustrój byli w zdecydowanej mniejszości. Chcieliśmy  i chcemy dobrobytu i silnej władzy, byleby tylko nas osobiście za bardzo ona nie dotykała. Nie przypadkiem jeszcze dzisiaj ocena stanu wojennego wśród badanych jest raczej pozytywna, choć postsolidarność  twierdziła  – bezzasadnie – że było to wojna całego  narodu z generałem Jaruzelskim. Teraz też jest podobnie – chcemy skutecznej  władzy i dbającej o nasze, codzienne  interesy. Chcemy także być w UE, bo Unia daje duże pieniądze i o tym wszyscy wiedzą. Nawet ci, co jej nie lubią.

Zatem nie jesteśmy Mesjaszem Europy, nie  jesteśmy narodem miłującym wolność ponad wszystko, nie jesteśmy wzorem gościnności, nie kochamy bezgranicznie demokracji, choć też nie jesteśmy jej przeciwni. Te wspomniane przymioty raczej nam wmawiano przez lata, a dzisiejsza rzeczywistość pokazała, że cenimy przede wszystkim nasz byt codzienny, pracę, własny portfel i oczekujemy, by władza nad tym czuwała.  Religię dostosowujemy także  do naszych potrzeb i naszej rzeczywistości. Jesteśmy tacy, jacy jesteśmy, a nie tacy jak nam kadzą politycy. Wmawiano nam dawniej, że kochamy socjalizm i Związek Radziecki. W czas festiwalu „Solidarności” wmawiano  nam, że ukochaliśmy demokrację i wolność  ponad wszystko. Cały czas, choć coraz rzadziej, wspominamy wielkiego Papieża –Polaka, ale nie jego nauki. Teraz wmawia się nam, że żołnierze wyklęci byli i są przykładem patriotyzmu i bezgranicznego bohaterstwa. Co będzie za kilka lat?  Jeszcze nie wiadomo. A my chcemy żyć w spokoju, niekoniecznie być mesjaszem narodów,  zbytnio nie wychylać się w Europie, bo jeszcze on czegoś od nas zechce. Po latach transformacji i wmawiania nam różnych  przymiotów  zatęskniliśmy  zwykłością, za małą stabilizacją i PiS wyszedł temu naprzeciw. Tylko obywatele nie wiedzą, że ta stabilizacja nie jest za darmo. Polacy podpisali cyrograf na ograniczenie demokracji, na meblowanie ich głów według wizji PiS-u i zgodę na rządy autorytarne. Za kilka lat to dopiero do wielu dotrze, bo „nie ma darmowych obiadów” Szanowni Rodacy.

Czesław Cyrul

Kilka dni temu Sejm, na wniosek PiS, przez aklamację, przyjął uchwałę gloryfikującą Brygadę Świętokrzyską NSZ. Ta brygada, wg PiS  i prezydenta Dudy, to crème da la crème polskiego patriotyzmu, niezłomnej postawy, waleczności, itp. Według  prawdziwych historyków, ale nie tych z IPN,  była to organizacja antysemicka, antysowiecka, niesubordynowana, zwalczająca polską partyzantkę, itp. Ludzie z tej brygady robili wszystko by nie dopuścić do zapanowania sowietów nad polskimi ziemiami. Brygada  unikała walk z Niemcami i kolaborowała z nimi, a pod koniec wojny uciekła u boku hitlerowców z Polski. Oto – w dużym skrócie – bohaterowie, którym PiS bije pokłony i nakazuje ich czcić młodym.

Za wspomnianą uchwałą głosowali także posłowie opozycji. Niczym stado owiec, a raczej baranów podnosili ręce i bili brawo na cześć organizacji, o której najlepiej milczeć. Takie zachowanie pokazuje miałkość opozycji i brak własnego zdania, o honorze nawet nie wspominając. Oto dlaczego wyborcy tak nie szanują opozycji, bo i za co. Skoro w takich momentach opozycja poddaje się dyktatowi PiS-u i głosuje tak samo jak PiS, to po co głosować na taką opozycję – podróbkę PiS. Lepiej głosować na oryginał.

Jest jednak w tej ideologicznej uchwale spory zgrzyt. PiS, stawiając za wzór bohaterstwo ludzi  z Brygady Świętokrzyskiej,  kłania się zarazem hitlerowcom, z którymi ci ludzie uciekli z Polski. Pokazuje tym samym, że Niemcy byli lepsi od Rosjan. Dzisiaj rząd PiS domaga się o reparacji wojennych od Niemiec, a nie od Rosjan  i psuje stosunki z naszym największym partnerem gospodarczym. Może nawet zacząć domagać się darmowych dostaw niemieckich, luksusowych  limuzyn, których z upodobaniem używa na swoje potrzeby  

Swoją drogą, rozumując PiS-em, co by się wydarzyło gdyby owa brygada pobiła Sowietów, pomogła do końca hitlerowcom wymordować Żydów, a w Polsce pozostaliby Niemcy, którzy zamierzali z Polaków uczynić  niewolników, a potem zlikwidować,  podobnie jak Żydów.  Sowieci takich planów wobec Polaków nie mieli. To oczywiście bardzo uproszczone  dywagacje, utrzymane w stylu uchwały gloryfikującej wspomnianą brygadę.

Czesław Cyrul