Koniec radości, smutków początek

Kategorie: Bez kategorii

Dwa tygodnie olimpijskie podbudowały moją narodową dumę. Coś jednak w sporcie znaczymy, nawet jak nasza narodowa duma wynika, li tylko, z pracy i uporu pojedynczych sportowców i ich trenerów, a nie systemu szkolenia i zainteresowania władz sportowych. Na Olimpiadzie w Soczi dowiedziono, że system szkolenia skoczków i baza sportowa funkcjonują dobrze i to przynosi efekty. Justyna Kowalczyk jest pojedynczym diamentem wśród naszych biegaczy.

Trzeba jednak przyznać, że w ostatnich latach nie brakuje utalentowanych biegaczy i biatlonistów. System szklenia, choć ułomny funkcjonuje. Natomiast sukcesy panczenistów są głównie ich własną zasługą i grupki trenerów oraz działaczy. Na Olimpiadzie mięliśmy sporo szczęścia, ale szczęście w sporcie jest potrzebne. Wątpię, by jakieś konstruktywne wnioski we władzach sportowych z tych doświadczeń wypłynęły. Szczególne, że dziennikarze dzień po olimpiadzie wpadli w utarte tory, czyli masową debatę o naszym wielkim wstydzie: piłce nożnej. Na okoliczność losowania eliminacji do EURO 2016 zalała nas lawina komentarzy, o tym, co to ma się wydarzyć. Znowu będzie mielenie słów dlaczego reprezentant kraju nie trafił do bramki z karnego i minął bramkę 5 metrów z lewej strony skoro celował w prawy róg itp. Dlaczego nasz Śląsk Wrocław, plasujący się ogonie ekstraklasy gra coraz marniej, mimo zalewu komentarzy na jego temat, itp. Przypuszczam, że media wpadły w jakiś amok pisania i piłce nożnej, która przysparza nam tyle wstydu, jakiś dziennikarski masochizm, czy jak to nazwać? Unikam komentarzy o piłce nożnej, szukam o innych, o lepszych dyscyplinach, co pozwala mi być dumnym z naszych sukcesów.
Czesław Cyrul.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *