Jak żyć (na Ukrainie)

Kategorie: Bez kategorii

W ferworze wymiany oświadczeń Zachodu i bezwzględnych czynów Rosji wobec Krymu oraz entuzjazmu prorosyjskich tłumów na ulicach, na dalszy plan schodzi los zwykłego obywatela wschodniej Ukrainy. Nieważne czy to Rosjanina, czy Ukraińca mówiącego po rosyjsku. Po ponad 20 latach niby demokratycznych rządów w Kijowie doświadczyli oni degradacji ich poziomu życia. Tamtejsi mieszkańcy masowo wyjeżdżają do Rosji i gdzie indziej i tam szukają pracy. Przeciętne wynagrodzenie to najwyżej 1 tyś złotych, a ceny w sklepach są na polskim poziomie. Zatem jak żyć? Czy dalej w zbankrutowanej Ukrainie z nadzieją, że za 10 lat może będzie lepiej, czy spoglądać ku mniej biednej i ale silnej Rosji. W przypadku skrajnej biedy takie pytanie przede wszystkim zadaje sobie tamtejszy postradziecki obywatel, przyzwyczajony do niewygód, ale marzący o zachodnim poziomie życia. Przypuszczam, że dla niego demokracja bez chleba jest niewiele warta, dla większości zresztą. Dla Polaków socjalizm też okazał się mało warty, mieli dość stania w kolejkach i życia w niewydolnym systemie gospodarczym. Wtedy także działali wbrew tamtejszemu prawu. Zawsze przy takich, historycznych wydarzeniach, ktoś łamie prawo, a ktoś przeciwko jego łamaniu protestuje. Gdybym jednak oceniał nastroje po demonstracjach na Krymie, to wnioski są jednoznaczne, nawet, jeżeli Rosjanie mocno „wspierają” ten entuzjazm. Władze Ukrainy nie zdały egzaminu z rządzenia na Krymie. Teraz tamtejsi Rosjanie – łamiąc tamtejsze prawo- wystawili za to rachunek. Zrobili to kosztem mniejszości tam żyjących, ale w tamtych stronach to norma.
Czesław Cyrul.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *