Miesięczne archiwum: Kwiecień 2014

 

1 Maja  jest  państwowym Świętem Ludzi Pracy, ale prawicowa władza udaje, że go nie ma. Natomiast byle powód jest dobry do zasiadania na kościelnych uroczystościach. Tak jakby królestwo naszej władzy było nie z tego świata. Może coś w tym jest.  Obchody święta ludzi pracy zastępuje się rocznicami wstąpienia Polski do UE. Związkowcy z Solidarności modlą się w ten dzień do św. Józefa patrona robotników, ale od modlitwy miejsc pracy nie przybywa. Zastanawiam się, co dzisiejsza władza powiedziałaby pracownikom na majowym święcie. Oto premier Tusk przemawia tymi słowy na majowym wiecu … jest coraz lepiej. Od 2004 roku z Polski, za chlebem wyjechało tylko 1,3 mln młodych i wykształconych ludzi. Tylko 1,5 mln ludzi pracuje na umowach śmieciowych z tego większość, to ludzie młodzi, których nie stać, za takie pieniądze, na założenie rodziny czy kupno mieszkania na kredyt. Mówimy o pensjach rzędu  1,2 – 1,5 tyś.  złotych. Posiadanie rodziny i mieszkania staje się dla nich luksusem, na który ich nie stać, skazani są na bycie singlami. Bezrobocie to jedynie 13 procent zdolnych do pracy. Zatem jest nieźle – przekonywałby premier.

Z drugiej strony, młodzi, którym zaszczepiono kult wolnego rynku marzą o klasie średniej. Młodym absolwentom uczelni zarabiającym nieco ponad 2 tyś złotych w zachodnich centrach obliczeniowych wydaje się, że przynależą do klasy średniej, a są tylko współczesnymi robotnikami przywiązanymi do końcówki komputera jak dawniej robotnik do tokarki. Z tą różnicą, że dawniej budowano mit rządzącej klasy robotniczej, a dzisiaj  budowany jest mit klasy średniej. W rzeczywistości tamci i ci są najmitami. Do związków zawodowych należy w kraju jedynie 14 % zatrudnionych. Średnia unijna to około 50 %. Związki ostały się w byłych lub jeszcze państwowych przedsiębiorstwach. W centrach handlowych, czy np. w podwrocławskim gigancie LG są tępione wszelkimi sposobami. Władza udaje, że problemu nie ma. Współczesna klasa robotnicza jest bardzo niezadowolona ze swojej sytuacji, ale w nikim nie widzi swojego sojusznika, Nie wierzy związkom, partiom politycznym, nie angażuje się w politykę i lokalne organizacje. 25 lat dzikiego kapitalizmu nauczyło ich wierzyć tylko w siebie. Ale ta indywidualna wiara nie jest poparta zbiorową siłą. Niezorganizowanymi łatwo manipulować i sterować.   Młodzi, kiedy już mają dosyć upokarzania  głodowymi pensjami wyjeżdżają za granicę. I to jest chyba największe  – dla prawicowej władzy – dobrodziejstwo wynikające z członkostwa w UE. Wyjeżdżający za granicę wywożą ze sobą swoje frustracje i niezadowolenie. Strach pomyśleć co by było, gdyby nie UE i tamtejszy rynek pracy. Co wiec miałby powiedzieć premier Tusk, gdyby stanął przed tą rzeszą bezrobotnych i pracujących na umowach śmieciowych i zakazano mu mówić o naszym członkostwie w UE. Byłoby ciężko przekonać zebranych do rodzimych sukcesów. Można oczywiście te problemy klajstrować unijną rocznicą i udawać, że Święto Ludzi Pracy nie istnieje, że lepiej pojechać na majówkę. Niestety tych pracujących za śmieciowe pensje nie stać na majówkę, więc nie świętują niczego.

Czesław Cyrul.

Co i jak zbudowano za unijne fundusze, lub przy ich wsparciu? Okres wyborów do Europarlamentu sprzyja takim podsumowaniom. Można powiedzieć że: budowa autostrad sprzyja rozwojowi gospodarczemu kraju, dróg lokalnych także. Budowa wodociągów i oczyszczalni ścieków również. Jednak za przyznane fundusze unijne wybudowano mniej dróg i autostrad niż planowano, bo budowaliśmy drogo i nieefektywnie. W samym Wrocławiu wszyscy sobie chwalą obwodnicę wybudowaną w ponad 70 procentach za fundusze unijne. Fundusze unijne pomogły zmodernizować Dworzec Główny PKP, z którego korzystają miliony podróżnych rocznie. Podobnie jest z nowym dworcem lotniczym. To także inwestycja z której korzystają miliony Nowoczesny terminal przyciąga biznesmenów i turystów. Gorzej będzie z inną sztandarową inwestycją budowaną z unijnych dotacji, a mianowicie Narodowym Forum Muzyki. Ta monumentalna budowla, za duża na potrzeby Wrocławia, będzie kosztować ponad 300 mln złotych i będzie sporym ciężarem w utrzymaniu, bo zysków na pewno nie przyniesie. Podobnie nie zarobi na siebie zmodernizowany teatr Capitol. Też trzeba będzie dokładać do utrzymania budynku i oczywiście spłacać w bankach polską cześć wkładu na te inwestycje. Dokładanie do kultury z budżetów jest potrzebne, ale dokładanie do pracy zespołów artystycznych to jedno, a spłacanie kredytów i dokładanie do bieżącego utrzymania nowych obiektów, to drugie. Proporcje trzeba zachować. Stadion Miejski został zbudowany wyłącznie na pieniądze gminy Wrocław, czyli za bankowy kredyt. Na takie inwestycje Unia nie daje dotacji. Teraz spłacamy dług w banku i dokładamy do bieżącego utrzymania sztandarowej budowli pana prezydenta. To bardzo kosztotwórcza dla miasta budowla. Wokół Wrocławia prawie każde powiatowe miasto zafundowało sobie za unijne dotacje aquaparki. Sprzyjają rozwojowi sportu i rekreacji, ale są bardzo drogie w utrzymaniu i nie są matecznikami rozwoju gospodarczego. Każda taka inwestycja wymaga do bieżącego utrzymania sporej dotacji z budżetu gminy, a na to Unia pieniędzy nie daje. Z biletów wstępu tych obiektów nie da się utrzymać. Podwyższenie cen spowoduje spadek frekwencji i błędne koło zamyka się. W następnym rozdaniu Unia nie pozwoli na tak swobodne wydawanie unijnej kasy. I bardzo dobrze . Najpierw trzeba liczyć, potem budować. Aby nie było tak jak ze stadionem we Wrocławiu. Najpierw obiecywano góry złota i wmawiano wszystkim, że stadion na siebie zarobi, teraz trzeba zaciskać zęby, spłacać kredyt i dokładać do utrzymania monumentalnej, ale pustej budowli. Wszyscy chcieli dobrze, ale wyszło fatalnie, winnych nie ma, płacimy wszyscy, zadowoleni nieliczni.

Czesław Cyrul.

Jestem szczęśliwym posiadaczem bibliofilskiego wydania utworów  Tadeusza Różewicza wydanych siłami przyjaciół z Karpacza:  Zbigniewa Kulika i Jozefa Piotrowskiego. Wydano trzysta numerowanych egzemplarzy. Ja mam egzemplarz nr 256.

„ Jak cicho jest spotkać mima

Jak dobrze że Pan nie mnoży słów

Odbyła się taka piękna pantomima

Wyjęta ze snów dzieciństwa

Starszych artystów dwóch – aktor i poeta-

Spotkało się pod koniec wieku

I mówią o zabawkach

Milczą i człowieku….

To fragment z utworu „W gościnie u Henryka Tomaszewskiego w Muzeum Zabawek.

I kolejny fragment z „Gawędy o spóźnionej starości”

„Liczę sobie

75 lat

I wypisz wymaluj

Zakochałem się w Karkonoszach

Które mają

Około 450 milionów lat” …

Tadeusz Różewicz zostanie pochowany na cmentarzu przy kościołku Wang w Karpaczu. Spoczywa tam także Henryk Tomaszewski. Być może  dwóch wielkich twórców  spocznie blisko siebie. Czy mistrz gestu i słowa stworzą magiczna atmosferę, która będzie bardziej przyciągać  turystów niż drewniany kościołek? Może, ale tylko niektórych. Parokrotnie stałem dłuższą chwilę przy skromnej mogile Henryka Tomaszewskiego, obok której zdecydowana większość turystów przechodziła obojętnie. Gdyby to był kamienny, duży  monument może  zatrzymaliby się chwilę. Bo co ta za grobowiec, taki duży przy takim małym kościele. To jest atrakcja.  Wielu przejdzie obojętnie obok drewnianego panteonu. Byleby szybciej, byleby więcej  zobaczyć, a potem, wieczorem,  więcej wypić piwa i zjeść kiełbasek, bo w poniedziałek znowu do pracy. Pantomima, poezja. .. z tego nie da się wyżyć, to takie tam panie dziwactwa. Nieliczni przystaną, inni spytają. Kto to? Przecież tu leżą w zasadzie sami Niemcy. Skąd tu Polacy się wzięli i do tego podobno wielcy artyści.

Wielcy artyści, skromne mogiły, maleńki kościołek, wieczny spoczynek i pamięć u wybranych.

Czesław Cyrul.

     Dziennik „Rzeczpospolita” bije na alarm: ..”Wysocy rangą byli wojskowi pojawiają się na spotkaniach organizacji, której członkowie wprowadzali stan wojenny”. Chodzi o Klub Generałów, założony w 1996 roku i do którego mogą należeć emerytowani generałowie. Siłą rzeczy jest tam spora grupa generałów z czasów PRL. Gazeta zauważa, że ta organizacja chwali się kontaktami z generałem Jaruzelskim i co gorsza, podpisała porozumienie o współpracy z Ministerstwem Obrony Narodowej. …Są organizowane spotkania opłatkowe i klub doradza MON – owi jak modernizować armię. I dalej, dziennik bije na alarm, że są tam ludzie odpowiedzialni za stan wojenny. MON kontaktując się z nimi popada w schizofrenię polityczną, czyli – zadaniem piszącego – idzie pod prąd obowiązującej polityki. W opinii polityków prawicy to jawny skandal. Nie rozliczono komuny i dlatego jest tak, jak jest.

     Przypomnę autorowi, że od nastu lat, co roku, publikowane są badania opinii publicznej na temat stosunku obywateli do wprowadzenia stanu wojennego. I zawsze, od kiedy te badania są prowadzane, większość obywateli uważa wprowadzenie stanu wojennego za zasadne. Mniejszość jest zdania przeciwnego. To nie pasuje mainstreamowym mediom do budowania czarnego obrazu tamtych czasów, które oczywiście kolorowe nie były. Od 81 roku odeszło na zawsze kilka milionów obywateli, którzy tamte czasy pamiętali, a mimo to przeważa w społeczeństwie pozytywna opinia o wprowadzeniu stanu wojennego. Wobec tych ocen media są bezradne, a politycy wolą milczeć lub zamiatają je pod dywan, bo nie pasują one do budowania ich subiektywnego obrazu tamtych czasów. Mogę postawić obrazoburczą tezę, że MON nawiązując współpracę z emerytowanymi generałami reprezentuje opinię większości obywateli i dziennikarz powinien o tym wiedzieć i pewnie wie, ale udaje, że nie wie, bo ta wiedza nie pasuje mu do politycznych ocen gazety. Moim zdaniem wprowadzenie stanu wojennego zablokowało rozwój gospodarczy i społeczny kraju na całe dziesięciolecie. Co by było, gdyby go nie wprowadzano? Nie wiem. Ale opinia większości jest dla mnie znacząca, choć nie wiążąca.

Czesław Cyrul

 

Prawo i Sprawiedliwość ogłosiło, że w nadchodzących wyborach trzeba komisjom wyborczym patrzeć na ręce, tzn. na to, czy liczą głosy uczciwie. Także komputery Państwowej Komisji wyborczej mogą być tak zaprogramowane, że PiS -owi głosów ujmą. Dlatego też PiS będzie powoływać specjalne grupy obserwatorów, czy coś w tym rodzaju, by uniknąć fałszowania wyborów. Tym samym partia sugeruje, ze poprzednie wybory mogły być sfałszowane, albo, co najmniej, czyniono takie próby. To są metody judzenia i mydlenia oczu kierowane do mniej zorientowanych i z natury podejrzliwych wyborców prawicy. Część z nich może uwierzyć, że wybory mogą być fałszowane, tak jak wierzy, że w Smoleńsku polski samolot rozbił się w wyniku zamachu.

Tymczasem każda partia może w sposób bezpośredni kontrolować pracę komisji wyborczych. Może mianowicie zgłaszać swoich przedstawicieli na członków obwodowych komisji wyborczych do urzędów gminnych, czy miejskich, które odpowiadają za organizację wyborów na ich terenie. Zatem członkowie partii biorą udział w bezpośrednim przeprowadzaniu wyborów i liczeniu głosów. Jeżeli partia nie ma swojego przedstawiciela w komisji, może wydelegować do tej komisji partyjnego męża zaufania, który ma prawo obserwować prace komisji łącznie z procedurą liczenia głosów. Swoje, ewentualne uwagi może zgłosić do protokołu. Tak dzieje się od lat. Oczywiście, zdarzają się próby fałszowania wyborów przez członków obwodowych komisji, ale są to przypadki marginalne i nie mające wpływu na ostateczny wynik wyborów. Jeżeli PiS wygra najbliższe wybory, to powie: dopilnowaliśmy, aby je przeprowadzono uczciwie, bez fałszerstw i wygraliśmy, jeżeli przegra, postawi tezę, że siły zła w komisjach okazały się silniejsze i dlatego PiS przegrał.

Czesław Cyrul.

 

Media, choć nie wszystkie,  szczegółowo opisały akcję sadzenia drzew we wrocławskim Parku Tysiąclecia.  Zasadzono tam kilkadziesiąt, już podrośniętych drzewek. Jak mniemam miał to być propagandowy odpór władz miasta na zarzuty o nieuzasadnionej wycince drzew.  Zaproszenie do sadzenia notabli i artystów oraz udział w tym prezydenta Dutkiewicza  miało nadać aktowi  podniosłości i rozgłosu. Tymczasem wrocławski SLD od nastu lat, co roku, bez rozgłosu,  sadzi po ponad tysiąc drzewek, oczywiście takich  dwu, trzyletnich. W tym roku posądziliśmy ponad 1,2 tyś sadzonek przy ul. Opatowickiej, podobną ilość zasadziliśmy w tym samych miejscu, ale obok w ubiegłym roku. W poprzednich latach odsadzaliśmy okolice starego wysypiska śmieci na Maślicach. W sumie posadziliśmy już grubo ponad 10 tys. drzew. Sadzonki dostarcza i teren do sadzenia wyznacza Zakład Zieleni Miejskiej. Co roku powiadamiamy media o tej akcji nie oczekując większego zainteresowania przez nie tym przedsięwzięciem, ale tak z kronikarskiego obowiązku.  Sadzenie organizujemy, aby zazieleniać nasze miasto, a potem, po pracy upiec kiełbaskę nad ogniskiem. Skoro jednak pan prezydent z notablami raczył zasadzić kilkadziesiąt drzewek, więc nie popełnię grzechu pychy informując, że tylko w tym roku wrocławski SLD zasadził ich ponad 1,2 tyś. Wszystkie one będą zazieleniały miasto, ale te zasadzone przez notabli i przy blasku fleszy są jakby szlachetniej urodzone, te sadzone przez SLD, to wielka, zielona masa. Ma po cichu produkować tlen i cieszyć się z życia do czasu aż ją przerobią na masę drzewną.

Czesław Cyrul.

Grupa nastolatków urządza sobie nocną imprezę. Młodzieniec, bez prawa jazdy, bierze przy okazji ojca samochód. Urządzają sobie wspólną przejażdżkę. W pięcioosobowe auto wsiada 9 młodych osób. Samochód uderza w drzewo. Siedmioro nastolatków nie przeżywa zderzenia. Ktoś pozwolił na kierowanie autem nastolatkowi, inni rodzice pozwolili na nocną imprezę swoim nieletnim dzieciom… Wypadki, w których hurtem giną młodzi ludzie (np. wracający z dyskoteki) są w Polsce normą. Może lepiej byłoby, zamiast religii, uczyć dzieci zasad ruchu drogowego, może bardziej potrzebna im byłaby ta wiedza. Jakoś także święcenie pojazdów nie sprawia, że nasze drogi stają się bezpieczniejsze, a kierowcy uważniejsi. Inną naszą „specjalnością” są przewracające się ciężarówki na autostradach. Blokują one potem przejazd na wiele godzin. Autostrad przybywa, ale  jazda po nich nie idzie nam najlepiej. Wiosną na drogach pojawiają się motocykliści. Na ul. Klecińskiej we Wrocławiu, którą często jeżdżę, motocykliści trenują jazdę na jednym kole. To już taka, wieloletnia lokalna tradycja. Mój znajomy, któremu – jak twierdzi –policjanci bezprawnie zabrali prawo jazdy, jeździ niezarejestrowanym samochodem. Twierdzi, że jeździ tylko w niedzielę do kościoła i do tego lokalną drogą, więc ma do tego prawo. My Polacy, często marni kierowcy, do innych nacji, przestrzegających drogowych przepisów, odnosimy się lekceważąco. Rosjan, którzy zasady ruchu drogowego traktują jeszcze bardziej liberalnie od nas, uważamy za gorszych.  Unijni urzędnicy orzekli, że nasz system drogowy jest najgorszy w Unii Europejskiej. Można powiedzieć, że miliardy unijnych dotacji znacząco nie poprawiły naszego systemu komunikacyjnego. Do tego, choć autostrady budowano u nas bardzo drogo, inwestycje te przyczyniły się do bankructwa wielu firm drogowych. To taka nasza polska specyfika. Unijne statystyki wskazują także, że w naszym kraju w wypadkach drogowych ginie 87 osób rocznie na jeden milion obywateli. Nasze drogi są najniebezpieczniejsze w Europie. W krajach najbezpieczniejszych na milion mieszkańców ginie tylko  5-7 osób. Te statystyki porażają i zasmucają.   Jesteśmy w Europie, ale nasza niechęć do przestrzegania bezpieczeństwa na drogach lokuje nas w wśród krajów trzeciego świata. Ale my z naszą narodową dumą i patologiczną fantazją  drogę traktujemy jak własne podwórko. Niestraszna nam policja, mandaty i śmierć na drogach. Mózgi wielu naszych kierowców są często mniej inteligentne od telefonów komórkowych. Może dlatego tak powszechnie trzymamy je podczas jazdy przy uchu. Ale to, niestety, na wzrost ilorazu inteligencji nie pomaga.  Głupich  kierowców jest w naszym kraju mniejszość, większość to porządni obywatele, często będący ofiarami kierowców – bezmózgowców. Dlatego ten tekst kierowany jest do tej mniejszości. Każdy z nas  wie, do jakiej grupy siebie zaliczyć.

Czesław Cyrul.


Platforma Obywatelska, jako partia bardzo zamożna i starająca się reprezentować interesy ludzi bogatszych, co i rusz funduje sobie badania. W najnowszym wyszło, że na Dolnym Śląsku wygrywa ona jesienne wybory do Sejmiku, a jej, wcześniej wróg prawie śmiertelny, a teraz koalicjant, czyli Obywatelski Dolny Śląsk, zbierze tylko nieco ponad 3 procent głosów. ODŚ w regionie, prawie nie ma struktur partyjnych, a dobry wynik z poprzednich wyborów był oszustwem wyborczym. Lider ODŚ: prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz prowadził listę do Sejmiku z okręgu okołowrocławskiego. Uzyskał dobry wynik, ale z mandatu zrezygnował. W jego miejsce weszli szerzej nieznani ludzie. Było to cyniczne oszukiwanie wyborców. Wyborcy głosowali na kogoś, kto od razu wiedział, że nie ma zamiaru ich reprezentować. Podobnie postąpił prezydent Lubina i Jeleniej Góry. Temu ostatniemu nie udało się zostać ponownie prezydentem i zadowolił się mandatem radnego sejmiku. Być może wyborcy pamiętają o robieniu z nich idiotów przez ODŚ, pamiętają tamte oszustwo i stąd taki marny wynik w sondażu. Jeżeli ODŚ chce  wprowadzić jakichś radnych do Sejmiku, musi ponownie posunąć się do oszukania wyborców. Mam nadzieję, że naiwnych w tych, jesiennych wyborach będzie mniej. Kłamstwo ma zawsze krótkie nogi.
Czesław
Cyrul

Kampania do Europarlamentu aktualnie polega  na szukaniu haków na przeciwników. Słabych stron można szukać u tych, co coś robią. Polityczni lenie i osoby nieznane są poza kampanią hakową.

We Wrocławiu PiS atakuje ministra i zarazem kandydata Zdrojewskiego, że ten rozdaje pieniądze na lewackie projekty, a żałuje na Muzeum Ziem Zachodnich. PiS nie wspomina, że minister hojnie, z ministerialnej kasy, zasilił budowę Świątyni Opatrzności Bożej. Była to kasa nie byle jaka.

Atakuje ministra także kandydat Kwiatkowski z Twojego Ruchu. Broni on  laureata Oskara Zbigniewa  Rybczyńskiego, byłego dyrektora  Centrum Technik Audiowizualnych. Rybczyński sądzi się z ministrem  w obronie swojego dobrego imienia. W tym centrum z publicznymi pieniędzmi działy się dziwne rzeczy i za to Zdrojewski zwolnił Rybczyńskiego. Sąd jednak odłożył sprawę do jesieni i szybko nie dowiemy się, kto w tym sporze ma rację.

Natomiast sam minister Zdrojewski idzie pod prąd obowiązującej propagandzie wyborczej PO, czyli straszeniu nas Rosją. Jak obywatele będą się bać to zagłosują na PO, która ich aktualnie broni przez barbarzyńskim wschodem, a na dodatek Rosjanie nie chcą jeść naszego mięsa i jabłek.  Minister Zdrojewski natomiast uważa, że dni kultury Rosji w Polsce i Polski w Rosji powinny się odbyć, bo to zbliża nasze narody, więc idzie w poprzek propagandzie wyborczej PO.

Ekipa prezydenta Dutkiewicza też atakuje ministra, że nie daje on obiecanych pieniędzy na program Europejskiej Stolicy Kultury. Nie dziwię się ministrowi. Widząc bałagan organizacyjny i twórczy wokół przedsięwzięcia też bym był ostrożny z pochopnym wywalaniem milionów na niewiadomo jeszcze co. Na szczęście ministrem nie jestem i nie mam takiego problemu.

Złośliwi internauci atakują lidera listy PiS posła Jackiewicza.  Wyciągają mu, że przed laty, broniąc żony przed namolnym obywatelem trafił go celnym ciosem. Obywatel nieszczęśliwie upadł i już więcej się nie podniósł. Prokuratura uznała to za nieszczęśliwy wypadek.

Swoich kandydatów pokazał wreszcie dolnośląski PSL. Liderem jest kandydat Rakoczy z Opolszczyzny, zupełnie nieznany na Dolnym Śląsku. Ponieważ na Dolnym Śląsku jest trzy razy więcej wyborców niż na Opolszczyźnie,  to wiadomo jaki wynik osiągnie lista zielonych w tym regionie wystawiając kandydata z Opolskiego.

Kandydatka Twojego Ruchu w TVP INFO kompetentnie wyjaśnia, że notowania wyborcze jej listy oscylują pomiędzy 3 a 8 procent, czyli w wyborach będzie około 11 procent. To by się zgadzało.  3 + 8 daje 11. To bardzo nowatorska  metoda  prognozowania wyników wyborczych.

Kandydatki SLD Lidii Geringer de Oedenberg raczej nikt nie zaczepia. Tu i ówdzie słyszy się głosy zazdrości, że to parlamentarna prymuska i mandat na kolejną kadencje ma pewny.

O kandydatach z innych list nie słychać prawie nic. Skazanym na porażkę media fundują grobową ciszę, a ich reklamy wyborcze będą raczej nekrologami ku pamięci. Wyborcy słabych nie dostrzegają, ale słabi zawsze liczą na cud, a cudów w polityce nie ma. Pan Bóg od polityki trzyma się jak najdalej. Nawet PiS doszedł do wniosku, że ojciec Rydzyk już nie pomoże w kampanii, ale Solidarna Polska ciągle wierzy w Rydzyka. 25 maja wiara w Rydzyka w SP też się skończy. Ale końca świata z tego powodu nie będzie.

Czesław Cyrul.

Radny Sejmiku Dolnośląskiego, Andrzej Łoś, przy okazji przyjęcia uchwały o zamiarze likwidacji przez Sejmik Centrum Monitoringu Społecznego i Kultury Obywatelskiej nazwał tę instytucję bękartem koalicji PO – SLD – PSL, która zresztą nadal trwa. Potocznie bękart to nieślubne dziecko. CMSiKO było dzieckiem ślubnym, bo ta koalicja jest legalnie zawartym małżeństwem politycznym.   W poprzedniej kadencji Sejmiku radny Łoś był  marszałkiem Województwa  z ramienia PO. Był dosyć krótko. PO usunęła marszałka Łosia ze stanowiska, razem z wicemarszałkiem Patrykiem Wildem. Projekt polityczny pt. „Marszałek Łoś i wicemarszałek Wild” został odesłany do lamusa. Idąc tokiem rozumowania radnego Łosia można uznać ich za bękartów politycznych. Radny Łoś z radnym Wildem szybko uznali PO za wrogie im środowisko. Przytuliska politycznego i finansowego udzielił im prezydent Dutkiewicz. Od razu też rozpoczęli  wojnę ze swoją – do niedawna matką partią – na wszelkie dozwolone w polityce chwyty. Miłość przerodziła się w szaloną nienawiść. Aż tu nagle, pod koniec minionego roku, zaszła zmiana i to jaka. Wszelkie opluwania się, włóczenia po sądach zostały zarzucone. Radni Łoś i Wild ponownie wśliznęli się  pod koalicyjną kołdrę do PO. A tymczasem pod kołdrą jest także SLD i PSL. Lewicy dążącej do egalitaryzmu społecznego radny Łoś nie lubi szczególnie. Wiele lat temu dał temu dobitny wyraz. Będąc wiceprezydentem Wrocławia, kierowca jego służbowej limuzyny, rankiem wyprowadzał pieska pana prezydenta. W czasie kiedy piesek pana prezydenta, wyprowadzany przez jego kierowcę robił siku i kupę na trawniku, jaśnie pan Łoś zapewne raczył obmywać swoje szlachetne członki i śniadać. Taki sposób bycia pokazał, gdzie radny Łoś ma lud pracujący, a tym samym lewicę. Bycie w koalicji z SLD musi być dla niego męką i co jakiś czas pokazywać on będzie swoje obrzydzenie do lewicy. Póki co, pan radny siedzi  pod koalicyjną kołdrą razem z PO, SLD i PSL. Jednak, co rusz wymyka się spod niej i udaje na randkę z PiS, nawet przy tym się nie kryjąc. Jest w tym sporo przezorności. Jesienią będą wybory samorządowe i niewiadomo jak poukładają się sympatie wyborców. Zabezpieczając polityczne tyły, radny Łoś i jego polityczni kompani flirtują z PiS. Przyszłość niesie wiele niespodzianek, więc trzeba mieć oczy dookoła głowy. PO musi zachowywać polityczną czujność do ostatnich dni tej kadencji.  Zainfekowała ludźmi prezydenta Dutkiewicza sejmikową koalicję. Na razie nic dobrego z tego nie wynika. Prezydent Dutkiewicz ludzi PO do władz miasta nie wpuścił.  Bez kadrowych zawirowań dotrwa do końca kadencji.

Czesław Cyrul.