Miesięczne archiwum: Maj 2014

 

30 maja br. odbył się, we wrocławskim Ratuszu benefis Jerzego Skoczylasa z kabaretu Elita. Członkowie zespołu i zaproszeni goście zaprezentowali najbardziej znane utwory ,głównie autorstwa nieżyjących już Andrzeja Waligórskiego i Jana Kaczmarka. Kiedy na początku lat siedemdziesiątych studiowałem na AR i mieszkałem z akademiku T-5 na Placu Grunwaldzkim, starsi ode mnie studenci Politechniki: Drozda, Skoczylas, Kaczmarek, Niedzielski i chyba Plaskota, w klubie Katakumby, prezentowali nam swoje pierwsze teksty i pytali czy nam się podobają. Wkrótce potem podobały się one całej Polsce. W tymże klubie, po raz pierwszy, słuchałem wierszy Andrzeja Waligórskiego czytanych przez niego samego. W tamtych czasach na Placu Grunwaldzkim, w sobotę i niedzielę odbywało się około 10 dyskotek. Działało kilka kabaretów studenckich itp. Studenckie życie kulturalne kwitło. Piło się wtedy rzadko, bo alkohol był drogi, ale za to w sporych ilościach naraz.  Nadmiar wypitego alkoholu zwracało się przez okna na zewnątrz, albo do umywalek w zbiorczych łazienkach, czego panie sprzątające bardzo nie lubiły. Jak jest teraz, nie wiem, ale spożywanie alkoholu na pewno jest nadal kultywowane. Pamiętam także, jak Boguś Litwiniec, dyrektor teatru Kalambur, organizował światowe festiwale teatrów studenckich i było to wydarzenie  odnotowywane w kraju i za granicą. O licznych przeglądach piosenek turystycznych i innych nawet nie wspomnę. Teraz  takie życie studenckie nie istnieje, pewnie jest inne. Jak ktoś chciał zachłysnąć się kulturą wyższą mógł obejrzeć np. wspaniałe widowisko „Menażerię cesarzowej Flissy” w wykonaniu Wrocławskiego Teatru Pantomimy, albo „Apocalypsis cum figuris” Teatru Laboratorium. Ja wtedy tej sztuki za bardzo nie rozumiałem, ale oglądałem. Działał także świetny Studencki Teatr Pantomimy „Gest”. Generalnie na pewno tamto życie kulturalne studentów było barwniejsze i ciekawsze, choć czasy były szare. Gość benefisu Andrzej Sikorowski w jednej ze swoich piosenek wspominających tamte czasy śpiewał: Nie tęsknię za komuną, tęsknię za młodością, a widownia, głównie w moim wieku, gorąco biła mu brawo. Dzisiejsi młodzi też za 30 lat będą tęsknić tylko nie wiem za czym. Oni pewne będą wiedzieć. Każde pokolenie ma swoje tęsknoty.

Czesław Cyrul.

Powyborcze rozliczenia na lewicy przybrały formę obrzucania się epitetami. Daruję sobie cytowanie. Nie opadł kurz powyborczy, nie ochłonęły gorące głowy, a rozpoczęła się słowna naparzanka: kto zdradził, kto większym lewicowcem jest, ko poległ, a kto zwycięzcą. Nie ulega wątpliwości, że ekipa, która odeszła z SLD do Palikota nie miała na myśli dobra lewicy, raczej dobro własne. Nie ulega wątpliwości, że Aleksander Kwaśniewski w ostatnich latach nie był przyjacielem SLD. Nie oznacza to jednak, że należy zacząć obrzucać się nawzajem politycznym błotem. Odnoszę wrażenie, że liderzy zapomnieli o wyborcach. O tych z SLD, z EPTR i tych, którzy nie poszli do wyborów, lub zniesmaczeni przepychankami na lewicy głosowali na PO czy inną prawicę. Już w trakcie kampanii sympatycy lewicy czuli się lekko zdezorientowani. Wynik wyborczy lewicy o tym świadczy. Powyborcza  kłótnia na górze jeszcze bardziej dezorientuje stopniały elektorat lewicy. Totalny atak na przegranych palikotowców zniechęca pośrednio ich wyborców, którzy mogliby być w przyszłości wyborcami SLD.  W ferworze słownego fechtunku zapomina się o nich. Zapomniany i instrumentalnie traktowany wyborca  odwraca się od lewicy. Mam nadzieję, że emocje opadną i wróci rozsądek, bo w przeciwnym wypadku warszawskie salony nawet nie zorientują się, że za nimi już prawie nikt nie podąża. Lud dojdzie do wniosku, że do salonowych wojen liderów jest on (lud) zupełnie niepotrzebny. Przed laty przyglądałem się (nie ukrywam że z pewną przyjemnością) kłótniom na prawicy, nie przypuszczałem, że lewica stamtąd zapożyczy  wzorce do wewnętrznych rozliczeń. Moi Szanowni Przywódcy, wylejcie sobie na głowy po kuble zimnej wody i przypomnijcie sobie o czerwieniących się za Was waszych wyborcach

Czesław Cyrul.

Na Dolnym Śląsku przegranych w tych wyborach jest kilku, niekoniecznie tylko kandydatów do Europarlamentu. Największym przegranym jest kandydat Stanisław Huskowski z PO. Kampanię miał bardzo bogatą. Obwieszono nim, według moich obserwacji, przynajmniej tysiąc latarni we Wrocławiu. Bilbordy zachęcały do głosowania na kandydata, klipy wyborcze także. Kandydata wspierał prezydent Dutkiewicz. Wydawałoby się, że lepszego wsparcia w regionie nie potrzeba. Wspierał kandydata także Władysław Frasyniuk, cała władza wojewódzka i marszałkowska. A tu klapa tylko nieco ponad 24 tys. głosów. To znak ostrzegawczy dla prezydenta Dutkiewicza. Jego magia przestaje działać. Przepadły pieniądze, ucierpiał autorytet kandydata, prezydenta, wojewody i marszałków województwa. Zatem te osoby, bez sukcesu wspierające kandydata Huskowskiego, można uznać także za przegrane w tej kampanii. Przegranym jest także Robert Kwiatkowski lider EPTR (od Palikota). Wiele bilbordów, pewnie setka spotów w regionalnej TV z prezydentem Kwaśniewskim i do tego kompetentny kandydat, a  tylko 7,5 tyś. głosów. Przegranym jest cały Ruch Narodowy  we Wrocławiu, ledwie ponad 1% poparcia. A na manifestacjach wydawałoby się, że jest ich dużo. Dużo dlatego, że przychodzili prawie wszyscy, ale w wyborach to dużo za mało.

Największym wygranym jest Bogdan Zdrojewski. Bez bogatej kampanii, bez oficjalnego poparcia notabli znokautował konkurentów. Po zamieszaniu z Jackiem Protasiewiczem okazał mężem opatrznościowym PO w regionie.  Tym samym udowodnił, że obecny prezydent Dutkiewicz ustępuje mu popularnością i autorytetem. Wygraną jest posłanka Lidia Geringer de Oedenburg z SLD, która, jako jedyna w regionie, już po raz trzeci pewnie zdobyła mandat. Wygranym jest Jarosław Iwaszkiewicz z Nowej Prawicy, nikomu szerzej nieznany. W trakcie kampanii, siadywał w pobliżu Rynku, rozpierał się na krześle wypalał cygaro, a młodzi ludzie roznosili jego ulotki. Jak wypalił, znikał. Mógłby do tego popijać zmrożonego szampana lub whisky, a pod stolikiem mieć  wiadro z czarnym kawiorem, którym posilałby się między popijaniem szampana i paleniem cygara. I to się młodym podobało. Kampania oryginalna, bo partia też oryginalna. W wyborach wcześniejszych Ruch Palikota był oryginalny, teraz padło na Nową Prawicę.

Czesław Cyrul.

 

 

Na Dolnym Śląsku SLD i kandydatka Lidia Geringer de Oedenberg zdobyły mandat do Europarlamentu. We Wrocławiu lista SLD otrzymała 12% poparcia, więcej niż w regionie, a zawsze bywało na odwrót. Powoli wrocławskie SLD wydobywa się z kryzysu. Jednak wyniki SLD w kraju na pewno nie są sukcesem lewicy. Można określić to następująco: SLD pod przywództwem Leszka Millera uporządkował swoje szeregi, ale nie przełożyło się to na wzrost liczby  wyborców. Tych ubyło i to znacznie. Młodzi na SLD głosują z rzadka. W kampanii byliśmy trochę po stronie władzy i trochę po stronie opozycji. Niby jest, jako tako, ale my zrobilibyśmy to lepiej. Taki był przekaz tej kampanii. Taka pozytywistyczna opozycja nie trafiła w gusta wyborców. Oni oczekiwali krwi i ofiar, bo tak coraz częściej traktują politykę, jak tanią rozrywkę.  Wtedy może wyborcy zwróciliby  uwagę. Jedno jest pewne, lewica pokłócona na górze na ma szans na sukces na dole, u wyborców. Od nastu lat trwa przepychanka miedzy byłymi czy obecnymi liderami lewicy o to, kto ważniejszy. To warszawskie błotko spada na dół, obryzguje elektorat, a ten nie lubi być ubrudzony, więc odsuwa się i efekty tego widać. Powoli mam dosyć tych niekończących się salonowych wojenek, wbijanych szpil, wzajemnych złośliwości, zakładania  doraźnych  grupek do załatwienia własnych interesów. Pokazywania w mediach, kto kogo nie lubi i dlaczego.  Liderzy lewicy walczą pomiędzy sobą jakby zapominając, kto na tej arenie jest prawdziwym przeciwnikiem.  Programy,  problemy wyborców są backgraundem dla salonowych i medialnych rozgrywek.  Zaufanie do takiej lewicy maleje.  Odeszło lub odsunęło się od SLD wiele znanych postaci. Z różnych przyczyn. Przyszło niewielu, a to musi dawać do myślenia. Z utęsknieniem czekam, kiedy wreszcie nastąpi koniec drugoligowych  transferów, nie budujących pozycji lewicy. Jak taka wojenka na górze będzie trwać nadal, to nasze działania na dole pójdą na marne. Taka syzyfowa praca. Pogubiony Aleksander Kwaśniewski ponownie namieszał w polityce, a potem stwierdził, że jego czas się skończył. Szkoda, że w takim stylu.

W trakcie wieczoru wyborczego SLD- UP we Wrocławiu okazało się, że kandydatka do Europarlamenu Katarzyna Duda obchodzi urodziny. Wypiliśmy z tej okazji szampana, mieliśmy wznieść toast za coś innego. Może będzie kiedyś okazja. Może.

Czesław Cyrul.

Zdecydowana większość partii politycznych produkując spoty wyborcze poszła w polityczne disco polo. Spoty są, krótkie, łatwe w odbiorze i mające dotrzeć do bardzo szerokiej publiczności. Czerń i szarość sugerują  nieudolność władzy i  biedę. Pełnia kolorów to przyszłość, jaką zbudowała nam partia lub ewentualnie inna  zbuduje. Oto spot pokazujący zmęczone i smutne twarze obywateli III RP ciemiężonych przez PO. Szarość dominuje wszędzie. Ale nagle na planie pojawia się super drużyna, są kolorowi, wraz z nimi cały obraz nabiera promienistej światłości. Tak, to drużyna PiS rozświetliła ekran. Tak, właśnie kolorowo będzie pod rządami tej partii. Zupełnie inaczej jest w spotach PO. Tutaj jest kolorowo już od samego początku do końca i partia obiecuje, że do tego będzie bezpiecznie. To  słowo zresztą jest używane przez wszystkie partie, choć pewnie różnie przez nie pojmowane. PO szarość i czerń zamiotła pod dywan. Tych kolorów w spotach PO nie ma.  Spoty SLD w delikatnej szarości i czerwieni prezentują porządek tematyczny, ale brakuje im trochę spontanu. Smutą wieje z reklamówek partii Gowina, a on sam jest wcieleniem tego smutku. Matowym i zmęczonym głosem zachęca do głosowania. Mało kto to kupi. Okazuje się, że Gowin był wielki w PO, teraz jest tylko wysoki. Ale za to Solidarna Polska w sprytnym spocie obiecuje wszystko, co na prawicy i nie tylko, najlepsze. Dodatki dla dzieci, bezpieczeństwo, walkę z gender i korupcją,  itp. Wszystko byłoby okey, gdyby nie fakt że występujący w spocie Kurski, Ziobro i Cymański, to najwięksi leserzy w Europarlemencie, więc ich obietnice, to rozdawanie Niderlandów. Ruch Palikota, czyli  Twój Ruch, czyli  EPTR zaprezentował pomarańczowy, sprawny klip, w którym lider w ciągu paru sekund obiecuje naprawdę dużo. Ale wiedząc jak Palikot zmienia zdanie więc pewnie podczas kręcenia to  miał właśnie  na myśli i tak mu się powiedziało. Narodowcy straszą nas szarym drgającym obrazem (lepszy byłby brunatny kolor), a głos zza kadru straszy nas rozliczaniem, nowymi porządkami, brakuje tylko hasła o wieszaniu, sierpach i młotach. Pewnie zapomnieli. Z kolei kandydaci PSL coś wspominają o odbudowie zburzonego przemysłu. Wynika z tego, że zieloni będąc kilka kadencji u władzy burzyli przemysł po to, by teraz go odbudować. Lepiej niech pilnują wsi, bo tam, niczym lis do kurnika, zakradł się PiS i skutecznie podbiera im elektorat. I na koniec coś z bełkotu Korwin – Mikkego. W jednym z wywiadów powiada, że jak wyjdziemy z UE, to nasz wzrost będzie wynosił 7-8% rocznie. Tak było przed wejściem Polski do UE – dodaje. Rzeczywiście, tak było za rządów SLD. Tym samym facet z nienawiścią do lewicy w genach chwali ją. I tyle jest właśnie warta wiedza tego znachora, która uwodzi tylu młodych, ale jeszcze niedouczonych i niedoświadczonych ludzi. Ale dobijamy do końca kampanii, więc jest nadzieja na trochę spokoju w polityce.

Czesław Cyrul.

Kandydaci do Europarlmentu z listy PiS, najpierw Kazimierz Ujazdowski, a potem Dawid Jackiewicz wywoływali kandydata PO Bogdana Zdrojewskiego na pojedynek przedwyborczy, by wyborcy mogli się zorientować, kto bardziej się nadaje do Strasburga. Kandydat Zdrojewski pojedynkować się nie chciał. Nie za bardzo sobie wyobrażam, jak taki pojedynek miałby wyglądać, bo z reguły politycy mówią to, co chcą powiedzieć bez zwracania uwagi na pozostałych uczestników debaty. Jak to wygląda wystarczy włączyć jakiś kanał telewizyjny i posłuchać, choć wymaga to dużego skupienia, by znaleźć jakiś sens w niby dyskusji. Zazwyczaj takie spotkania służą pogrążeniu przeciwnika, wmówieniu mu, że nie jest patriotą, nie jest chrześcijaninem, służy Niemcom i Rosji naraz, oraz jest za zabijaniem nienarodzonych dzieci. Sama tematyka unijna jest tematem pobocznym. Wystarczy posłuchać spotów wyborczych, zdecydowana większość z nich nadaje się również na krajowe wybory parlamentarne, czy samorządowe. Unikanie tematów unijnych świadczy o marnym przygotowaniu kandydatów do upragnionej przez nich funkcji. Niestety jakoś nikt nie zaproponował takiego pojedynku posłance Lidii Geringer de Oedenberg. Jest osobą doskonale zorientowaną w sprawach unijnych. Taka debata mogłaby być prowadzona pomiędzy dyskutantami w języku angielskim, francuskim lub niemieckim i oczywiście polskim. W razie problemów z tłumaczami czy kłopotami językowymi kandydatów posłanka podjęłaby się pewnie także roli tłumacza. Debata byłaby bardzo pouczająca i dla słuchających i samych kandydatów. Jednak takiej debaty nie będzie. Bo w zamyśle wyzywających na pojedynek celem zasadniczym jest pokonanie przeciwnika, a nie doznanie sromotnej porażki. Dlatego nikt posłance Lidii Geringer de Oedenberg rękawicy nie rzuci.

Czesław Cyrul.

 

Chwyty wyborcze do europarlamentu miewają różne odcienie, także wewnątrzpartyjne. Oto  nibybezpartyjny prezydent Dutkiewicz, popierający trojkę na liście PO, posła Huskowskiego wspomina o jego ważnym udziale w wywiezieniu z banku 80 mln złotych  solidarnościowych składek. Obrusza się na to senator Pinior, też z PO, dając wyraźnie do zrozumienia, że to on był mózgiem akcji, a kandydat Huskowski tylko kierowcą malucha, którym kasę przewożono. Zapewne w odwecie senator Pinior, do spółki, z jeszcze europosłem Borysem, popierają drugą na liście PO kandydatkę Jazłowiecką. Jedynka na liście PO w regionie, minister Zdrojewski popiera sam siebie i pewnie mu to wystarczy do zdobycia mandatu. By wzmocnić swoją pozycję kandydat Huskowski zmobilizował do poparcia marszałka, wojewodę i innych notabli PO w regionie. Niestety każdy z nich ma tylko jeden głos.

Natomiast prezes Kaczyński, całym swoim autorytetem popiera kandydata Jackiewicza. Nie popiera, drugiego na liście, kandydata Ujazdowskiego, bo jego popiera profesorka Staniszkis, które odważyła się  poprzeć kandydata Rostkowskiego z PO także. Takiego dualizmu prezes nie toleruje. Dezaprobowanie przez prezesa Kaczyńskiego kandydata Ujazdowskiego nie przeszkadza mu w spocie wyborczym pokazywać się razem z prezesem. Nie wiem czy prezes o tym wie. Tenże kandydat Ujazdowski, w lokalnym legnickim radio, zapraszał na mszę świętą w legnickim kościele w intencji eurokandydatów wyznających wartości chrześcijańskie. Po mszy miała odbyć się propagitka kandydata na wspomniany temat.

Na szczeblu najwyższym liderzy zwalczającej się prawicy zaprzęgnęli do walki wyborczej kościół.  Premier Tusk wpadł na 15 minut do Papieża Franciszka. Zaraz potem, by wyrównać nierównowagę, prezes Kaczyński złożył kwiaty na grobie księdza Popiełuszki, a następnie spotkał się z organizacjami antyaborcyjnymi. Nie ma w tym żadnej przypadkowej zbieżności. Wszystko jest zaplanowane tak samo,  jak ganianie się po wałach przeciwpowodziowych liderów prawicy, choć tam niekompetentni politycy tylko przeszkadzali w pracy kompetentnym służbom.

Czesław  Cyrul.

Po moim ostatnim tekście o znachorze Korwin-Mikke otrzymałem sporo wpisów. W wiekszości dość wrednych i wulgarnych, wyzywajacych mnie od nieuków itp. Nie mam zamiaru ich publikować. Dla równowagi nie publikuję też tekstów przychylnych. Dlatego też sfrustrowani,  wycinani zwolennicy Korwina, narodowcy itp., nie czepiajcie się Gazety Wrocławskiej. Na moim blogu ja decydyduję jaki tekst  publikować, a jaki wrzucić do kosza. Swoje mądrosci publikujcie na swoich blogach, ja ich tam nie komentuję, bo za bardzo nie ma czego. Jak dorośniecie i zmądrzejecie, zrozumiecie dlaczego. Oczywiście niektorzy nigdy nie dorosną i zauroczenie Korwinem pozostanie im do końca życia. Współczuję.

Czesław Cyrul

Ponad 500 młodych ludzi, jak podają media, przyszło na spotkanie z Korwinem Mikke we Wrocławiu. Media nie dodały, że około 95% przybyłych, to byli młodzi mężczyźni, zapewne studenci.  Znacznie głupszych od mężczyzn kobiet, jak twierdzi lider prawicy, też trochę przyszło. Te, które przyszły pewnie lubią być głupsze. Korwin – Mikke omamił już kilkanaście roczników młodych mężczyzn. Kiedy wchodzili w dojrzale życie i zderzali się z rzeczywistością, szybko zapominali o bajkach pierwszego kabareciarza  polskiej polityki. Gdyby wszyscy młodzi, zaczadzeni Korwin – Mikkem zostawali przy nim, miąłby on już miliony stałych wyznawców. Na szczęście zaczadzenie mijało, młodzi mądrzeli i od Korwin- Mikkego odchodzili. Teraz będzie podobnie, tylko zaczadzenie jest mocniejsze, bo sytuacja młodych, studiujących jest trudniejsza niż przed laty. Nieliczni absolwenci dostaną pracę dobrą, reszta pójdzie na śmieciówki i bezrobocie, a desperaci wyjadą za granicę. Korwin – Mikke przypomina znachora, który omamia dusze, obiecuje cudowne wyleczenie z dzisiejszych kłopotów, a efekt będzie taki, jak ostatnio u dziewczynki w Nowym Sączu, leczonej przez znachora: zagłodzone dziecko umarło. Gdyby Korwinowi dać władzę nad Polską kraj też umarłby.  Korwin – Mikke jest ubocznym produktem polskiej prawicy, który na śmietniku polityki nie chce ulec degradacji i zatruwa młode organizmy. Zaczadzenie Korwin- Mikkem, to także porażka naszego domowego wychowania, porażka edukacji szkolnej, gdzie obowiązuje nurt prawicowo – kościelny. Studenci, bezkrytyczni wyznawcy Korwin – Mikkego  są właśnie takim produktem. To także wielki wstyd dla uczelni kształcących młodzież wierzącą w politycznych znachorów.  Młodzi desperaci, tak jak nieuleczalnie chorzy, szukają ostatniej deski ratunku u cudotwórców,  ale cudów nie ma i młodzi wyznawcy Korwin –Mikkego boleśnie się wkrótce  o tym przekonają.  Korwinowcy,  narodowcy, naziści, faszyści, wcześniej Samoobrona, kibole, czciciele żołnierzy wyklętych, itp.,  to efekt prawicowej indoktrynacji  wśród znacznie większej grupy naszego społeczeństwa. Czy zatem można się dziwić, że młodzi biegają po ulicach walczą z Żydami, których nie ma,  skandują… raz sierpem raz młotem…, chcą wieszać dawno umarłych, itp. Jeżeli destrukcyjna ,konserwatywna  ideologia prawicy będzie dalej sączona społeczeństwu wszelkimi metodami, to nie widzę nas, Polaków  w gronie oświeconego i proeuropejskiego  społeczeństwa. Zaczadzonych i wierzących w znachorów będzie przybywać.

Czesław Cyrul.

W piątek, z samego rana, z sekretarzem Mirowskim zabieramy z wrocławskiego  lotniska sekretarza Gawkowskiego i jedziemy samochodem do Głogowa. Tam ma dojechać Czerwony Autobus. Dzień wcześniej objeżdżał woj. Lubuskie. W Głogowie zaczynamy obchód dużego targowiska. Przy wejściu „wita” nas pikieta narodowców z brunatnym transparentem, jak to u narodowców. Ryczą dwa hasła: raz sierpem, raz młotem… i a na drzewach zamiast lisci……jak to u narodowców. Nauczyli się na pamięć tych dwóch i tak już od lat wygląda ich uprawianie polityki. Po konferencji prasowej idziemy między stoiska. Dołącza do nas starosta Rokaszewicz. Kupujący ulotki biorą, ale są tacy, którzy odmawiają, nie patrząc nawet czyja to ulotka. …Dla siebie tylko dobrze robicie, dla siebie, dla nas nic z tego nie ma… To gorzkie hasła adresowane do władzy.  Wręczam ulotkę młodemu sprzedawcy, a on mi na to: pracuję na dwóch etatach, a na małe mieszkanie mnie mi nie stać, pomoże mi pan? Jąkam się, że to nie takie proste i tylko kiwam głową współczując. Z Głogowa startuje do Europarlamentu z list SLD  Ryszard Gola – Sienkiewicz. Z których to Sienkiewiczów, pytają  na targowisku. Okazuje się, że Sienkiewiczów w Głogowie jest sporo, z szefem powiatowego SLD na czele, ale nie jest nim Gola – Sienkiewicz, tylko inny. Na obiad nie ma czasu, więc sekretarz Gawkowski kopnął się z ekipą do Biedronki po bułki i ser. Kandydat Gola – Sienkiewicz kupił nawet  kabanosy. Jemy i jedziemy do Bolesławca. Tam, także na targowisku, wita nas wicestarosta Stanisław Chwojnicki, kapela i grupa wyborców. Dosiadają się kandydaci: Alicja Janiec, Jolanta Piwcewicz i Woiciech Chadży. Krótka konferencja z mediami, rozdawanie ulotek, zdjęcia, objazd miasta i jedziemy do Jeleniej Góry. Niestety pogoda się psuje. Zaczyna lać. Z rozdawania ulotek na ulicach nici. Jedziemy do siedziby SLD, a tam przy wejściu wita nas kapela z klubu mieszczącego się w podziemiach. Ale my idziemy na piętro. Spotykamy się z grupą aktywu.  Czerwony Autobus jedzie swoją trasą, a my  musimy odwieźć sekretarza Gawkowskiego do Wrocławia, gdzie musi wsiąść w pociąg do Poznania. Leje jak z cebra. Sekretarz Mirowski za kierownicą robi co może, a nawet więcej. Sekretarz  Gawkowski chce zdążyć na pociąg, a zarazem upomina sekretarza Mirowskiego, by nie szarżował.  Na dworzec Mikołajów zajeżdżamy na trzy minuty przed odjazdem pociągu. Na kupno biletu nie ma czasu. Gawkowski nie ma gotówki, tylko kartę kredytową. Dzwoni, że w pociągu nie przyjmują kart, wziął bilet kredytowy, ale do tego była stówa dopłaty.

Tymczasem, w ten sam dzień, we Wrocławiu prezes Kaczyński straszył powodzią. Kilka dni temu przeczytałem artykuł, że w Odrze jest tak mało wody, że ustała żegluga. Wieczorem, kiedy piszę ten tekst, jak na złość prezesowi Kaczyńskiemu, deszcz też przestał padać. Ze straszenia nici.  Tylko poziom wody trochę się podniesie.

Czesław Cyrul.