Miesięczne archiwum: Maj 2014

Janusz Palikot lubi zmieniać poglądy, a jeszcze bardziej sojuszników lub jak kto woli partnerów politycznych. Praktycznie z każdym z liderów swojej koalicji ma coś tam na pieńku. Nie przypadkiem Ryszard Kalisz odcina się od Twojego Ruchu reklamując swoją partię, której tak naprawdę nie ma. Widocznie lepiej mu przyznawać się do czegoś, czego nie ma, niż do partii Janusza Palikota. Pominę nazwiska tych, którzy porzucili Janusza Palikota lub on ich. Ostatnio Palikot już prawie porzuca Aleksandra Kwaśniewskiego. To prawda, Kwaśniewski był wielki, kiedy był z SLD. Od kiedy zaczął wokół partii majstrować i psuć jej mechanizm, jeszcze szybciej psuł się jego instynkt polityczny.  Poszukiwanie nowej drogi w polityce przez prezydenta Kwaśniewskiego i właśnie kończący się alians z Palikotem, to kolejny przypadek błędów  ex prezydenta. Był projekt z Borowskim, był LiD, był czas dystansu i oziębłości do SLD.  Potem przyszło zauroczenie Palikotem. Dobroduszny i trochę staroświecki ex prezydent postawił na Palikota, a on go wykorzystał i teraz twierdzi, że jego czas się skończył, nie pasuje już do dzisiejszej polityki. Faktycznie, zaufania wyborców prezydent Palikotowi nie przysporzył i trzeba go się pozbyć.

Jaki z tego wniosek na przyszłość?  Dobrze byłoby, aby lewica i centrolewica zjednoczyły się. Wyborcy tego oczekują, ale jak, bez obawy, odwrócić się tyłem do Janusza Polikota – ewentualnego sojusznika. Znienacka można dostać polityczny cios w plecy, albo doznać innego uszczerbku. Dobrze by było coś wspólnego zrobić i strach zagląda w oczy zarazem.  Ale rozmawiać można, to nic nie kosztuje. Są w tej partii też inni ludzie, ale czy oni bez Palikota coś mogą znaczyć?  Pomiędzy Palikotem i Kaczyńskim jest duże podobieństwo. Ich partie istnieją dzięki nim i dla nich.  Bez nich te partie zginą, więc muszą oni tam być. Na dobre i złe. Ale nic nie jest wieczne, a partie w naszym kraju, to bardzo niestabilne twory.

Czesław Cyrul.

Kategorie: Bez kategorii

Dziękuję Pani Redaktor Maciejewskiej

 

Już myślałem, że media tematu zdobycia przez Armię Czerwoną Wrocławia nie podniosą w ogóle. Cieszę się, że pani red. Beata Maciejewska z Gazety Wyborczej dostrzegła mój krotki tekst (Historia prawie zapomniana) o tamtym wydarzeniu. Pani redaktor napisała, że ta historia nie tyle jest zapomniana, jak napisałem, co nieznana, a potem powołuje się na opracowania które opisują tamte czasy. Jest tych opracowań znacznie więcej, więc jest znana, ale zapominana, nieliczni interesują się nią. Żyją także jeszcze ci, którzy przybyli tu w 45 roku i znają te wydarzenia z autopsji. Napisałem, że Rosjanie „jeszcze trochę złupili miasto”. Napisałem „trochę”, bo jak pani redaktor sama zauważyła Niemcy celowo niszczyli miasto i wysiedlili ludność cywilną. Walki o Festung Breslau dokonały reszty. Zatem łupić nie było za bardzo co, czego nie można powiedzieć i innych częściach regionu. Pani redaktor, ja nie bronię zachowania Rosjan, co Pani mi chyba insynuuje, piszę o fakcie historycznym. Rosjanie oddali Niemcom to, co Niemcy im zrobili, a zrobili jeszcze znacznie więcej. Rosjanie nie byli aniołami, tu się pewnie zgadzamy. Nie zmienia to faktu, że to oni zdobyli miasto i tysiącom poległych należy się szacunek, a o tym fakcie zapominamy i jest to zapominanie trochę celowe, tak jak za PRL zapominano o 3 Maja, czy o Powstaniu Warszawskim, choć tamto „zapominanie” było jeszcze bardziej polityczne. Pisze Pani także o niegodziwościach jakich dopuszczali się Rosjanie względem Niemców.Zadam retoryczne pytanie, czy Niemcy wyginając swoich rodaków z miasta i skazując ich na śmierć i poniewierkę, byli bardziej humanitarni wobec swoich rodaków od Rosjan? Zresztą w trakcie oblężenia miasta też by pewnie oni zginęli. I tak można budować piętrowe rozważania, już wielokrotnie opisane. Ale cieszę, że że mój parozdaniowy tekst stał się okazją do wspomnienia tamtych wydarzeń prawie zapomnianych.

Czesław Cyrul.

Jedynie Wrocławski SLD i PiS dostarczyły do Ratusza komplety dokumentów kandydatów do prac w obwodowych komisjach wyborczych na 25 maja br. Takich komisji w mieście będzie pracować 302. Pozostałe partie spisały sie marnie lub zupelnie źle. Wniosków z tego można wysnuć wiele. Być może partyjne struktury są tam takie sobie (delikatnie mowiąc), może aktywistom się nie chce, może te partie to szyldy – wydmuszki… A miasto, organizator wyborów, ma kłopot, ludzi do pracy w komisjach brakuje, wydłużono termin przyjmowania chętnych. To jeszcze jeden z dowodow jak niektóre partie nabierają wyborców wmawiając im jakie to są prężne, jakie mają zaplecze i jakich oddanych sprawie ludzi. Taki prosty sprawdzian obnaża słabość nadmuchanych medialnie potęg, a tymczasem na zapleczu pustka i bałagan.
Czesaw Cyrul

6 maja 1945 roku Armia Czerwona zdobyła twierdzę Wrocław.
Jeszcze trochę złupiła zniszczone miasto, jak to zawsze bywa na wojnie, a potem przekazała polskiej administracji.
Na szczęście większość terenów Dolnego Śląska ominęła pożoga wojny.
Niemców przesiedlono na zachód. Ze wschodu przyjechali Polacy, także moi rodzice.
Jestem typowym „dolnośląskim produktem powojennym”. Matka pochodzi z Wołynia, ojciec z Wileńszczyzny, a ja jestem Dolnoślązakiem. Na cmentarzach wojennych na Skowroniej Górze, na ul. Karkonoskiej i na Oporowie leżą polegli Rosjanie i Polacy. Rosjan jest znacznie więcej. Mało kto odwiedza ich mogiły. Są jakby wyrzutem sumienia, bo dzisiaj polityka wyznacza inne trendy w interpretacji historii. Mało kto postawi tam znicz, a oni polegli w walce. Nie mieli pojęcia, co będzie dalej z Breslau. Gdyby przegrali nie byłoby mnie tutaj. W ogóle by mnie nie było. Ponieważ jestem, to zapalę znicze na grobach Rosjan i Polaków.
Czesław Cyrul.