Odszedł król, bedą nstępni

Kategorie: Bez kategorii

Fotel  po premierze Tusku jeszcze ciepły, a pewnie od razu rozpoczną się dywagację, kto będzie jego następcą. Co prawda fotel unijnego prezydenta Donald Tusk obejmie dopiero w grudniu, ale walka o sukcesję rozpocznie się od razu. Wiadomo, że Donald Tusk nie tolerował silnych osobowości w swoim otoczeniu. Pod tym względem jest wyznawcą tej samej zasady, co prezes Kaczyński: żadnych konkurentów w najbliższym otoczeniu. Tzn. zasady te same, metody trochę inne, ale efekt ten sam. Partyjnym kolegom, którzy odważali się mieć inne zdanie premier wyrywał polityczne kły, a u innych nie dopuszczał, by im one urosły, miały  wystarczyć mleczaki. Aż tu nagle samiec alfa odchodzi. Za jego plecami rozpocznie się walka bezzębnych z tymi, co mają dopiero mleczaki. Na domiar złego premier Tusk naobiecywał obywatelom gruszek na wierzbie i następcy będą musieli udowodnić, że gruszki są prawdziwe, a to nie jest łatwe. Na szczęście w polityce jest inaczej niż w naturze. Powyrywane polityczne zęby szybko odrastają, mleczaki wypadają i wyrastają zęby stałe, z kłami włącznie. Dobrym przykładem jest Jerzy Buzek. W 2001 roku odchodził jako bezzęby, politycznie nieudolny premier, by po kilku latach odbudować  pozycję i zostać przewodniczącym Europarlamentu. Dlatego nie wierzę, że politycy na stałe zostawiają pustkę po sobie. Takiego zjawiska nie ma w polityce.

Nie wierzę także, by miejsce po premierze Tusku zajął prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz. PO nie zgodzi się na to, by premierem został ktoś spoza partii i do tego stawiający dolnośląskiej PO swoje warunki, co do wspólnego startu w wyborach samorządowych. Prezydent Dutkiewicz mógłby zostać najwyżej wicepremierem. Jego odejście z Wrocławia też niczego nie zmieni, może, co najwyżej, sytuację polepszyć.   Jednak zmiana prawicowego prezydenta na drugiego takiego samego  to żadna zmiana.  Potrzeba nowej filozofii zarządzania miastem, uczynienia go przyjaznym wszystkim wrocławianom, a to zadanie ponad siły prawicy. Bez tego miasto będzie zmierzało  w kierunku finansowej czarnej dziury.

Polityka nigdzie nie znosi próżni.  Podobnie jest w dolnośląskim SLD.   Odejście w prywatę posłanki Lidii Geringer de Oedenberg nie zachwiało organizacją.  Zawód, jaki sprawiła dziesiątkom tysięcy wyborców, po krótkiej traumie, praktycznie już został wyrzucony ze zbiorowej pamięci, a ona sama, w niesławie,  strąciła  się w polityczny niebyt. W polityce nie ma próżni, nie ma jej nawet w przestrzeni międzygwiezdnej, choć naukowcy mają podzielone zdania.

Dlatego jestem spokojny o następców  premieraTuska. Może nawet pojawią się lepsi.

Czesław Cyrul.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *