Miesięczne archiwum: Sierpień 2014

Wiele, wiele lat temu PO i PiS (POPiS) oraz prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz byli we Wrocławiu jednością. Szybko z tej kompanii zrezygnował PiS. Potem PO poróżniła się z prezydentem Dutkiewiczem i nastał okres zimnej wojny pomiędzy PO, a nim i jego lokalnym ugrupowaniem (ODŚ), złożonym z byłych członków PO z niewielkim dodatkiem ludzi z PiS-u. W mieście rządził prezydent i jego stronnicy. PO była w opozycji. W sejmiku rządziła PO, SLD i PSL. Stronnicy Dutkiewicza, do spółki z PiS-em, zaciekle krytykowali rządy regionalnej koalicji. Wrogość w Radzie Miejskiej Wrocławia i Sejmiku Dolnośląskim trwała do ubiegłego roku.

Pod koniec 2013 roku walkę o regionalne przywództwo w PO wygrał Jacek Protasiewicz. Nowy lider ogłosił koniec wojny z prezydentem Wrocławia. Zapanowała nerwowa koalicja w mieście i w Sejmiku. Jak na złość, poseł Protasiewicz wdał się w głośną dyskusję, po jednej czy dwóch buteleczkach, na lotnisku w Niemczech i jego pozycja negocjacyjna znacznie osłabła. Dogadano się tak: PO nie wystawiałaby swojego kandydata na prezydenta Wrocławia, miałaby ona popierać Dutkiewicza, a on sam miał nawet wstąpić do PO. Mówiono, że nawet premierem może zostać. Ale już się nie mówi. Listy do Rady Miejskiej Wrocławia, w najbliższych wyborach, miał sygnować prezydent Dutkiewicz i jego ugrupowanie, a do Sejmiku PO. Wspólne listy nie podobały się wielu ludziom z PO i tym od Dutkiewicza, bo „jedynek” byłoby dwa razy mniej. Do tego terenowy aktyw Dutkiewicza szemrał, że nie chce koalicji z osłabioną PO. Przeciwko takiemu rozwiązaniu zaoponował premier Tusk, choć wcześniej był za, a teraz nie wyobraża sobie, by we Wrocławiu, kolebce PO, nie było szyldu tej partii w wyborach do Rady Miejskiej, a jej członkowie upchani byliby na listy ugrupowania prezydenta Dutkiewicza i odgrywaliby tam drugoplanową rolę. Zamęt narastał. Europoseł PO, Bogdan Zdrojewski rozpoczął krytykowanie polityki prezydenta Dutkiewicza i jeszcze nie wie, czy go poprze w wyborach na prezydenta Wrocławia.
Tymczasem grupa regionalnych samorządowców z ekipy prezydenta wymówiła mu posłuszeństwo i chce utworzyć własne listy do Sejmiku, których miało nie być. We Wrocławiu chcą nawet wystawić swojego kandydata na prezydenta i także własne listy do Rady Miejskiej. Oznacza to koniec ugrupowania Dutkiewicza i nici ze wspólnych list do Rady Miejskiej i do Sejmiku. Zamiast koalicji będzie wyborcza wojna na prawicy. By dolać oliwy do ognia radni sejmikowi, jeszcze formalnie od prezydenta Dutkiewicza, zaatakowali marszałka z PO, że ten złamał koalicyjne ustalenia zawarte pół roku temu.
Co z tego wynika na dzisiaj: prezydent Dutkiewicz może być kandydatem popieranym tylko przez PO. Byli koledzy Dutkiewicza nie poprą jego kandydatury i wystawią swojego kandydata na prezydenta Wrocławia. Będą listy do Rady Miejskiej i do Sejmiku utworzone przez byłych kolegów obecnego prezydenta, ale bez jego poparcia. On sam będzie musiał popierać listy PO do miasta i do Sejmiku, a PO jego kandydaturę na prezydenta miasta. Tak oto upada ugrupowanie prezydenta Dutkiewicza a on sam traci swoje zaplecze i wpada w ramiona PO. Jego dawni koledzy są teraz jego przeciwnikami. Trudno to wszystko pojąć, ale tak właśnie jest. Opisuję to wszystko w dużym skrócie i proszę się do tej sytuacji zbytnio nie przywiązywać. Jeszcze będzie się działo. Potrzebny jest Nowy Ład dla Wrocławia. I to jak najszybciej.
Czesław Cyrul.

Udzielenie poparcia przez wrocławskie SLD Waldemarowi Bednarzowi na kandydata na prezydenta Wrocławia  było sporą niespodzianką, zarówno dla mediów, jak i dla niektórych członków SLD. Bo niby kandydat szerzej nikomu nieznany, nie zajmował się polityką, a tu nagle będzie walczył o prezydenturę miasta. Wcześniej takiego poparcia udzieliła kandydatowi  PPS, Partia Zielonych, Unia Pracy, liczne rady osiedli, działkowcy i grupy mieszkańców którym może nie zawsze po drodze z lewicą, ale jednoczą się przeciwko skostniałej prawicowej elicie rządzącej miastem bez przerwy od 25 lat.   Do koalicji dołączą  kolejne organizacje i grupy mieszkańców. Nic tutaj nie dzieje się „ad hoc”. Prace nad projektem trwają od miesięcy. Jeden z uczestników zawiązującej się koalicji powiedział mi: przez lata byłem waszym przeciwnikiem, ale to, co dzieje się w mieście wymaga zatarcia podziałów.  Oznacza to, że z SLD jest mu po drodze, bo tylko lewica może zaproponować program naprawczy dla miasta. I taki program już jest.  Wszystko w mieście niby się kręci, ale gwałtownie, z roku na rok, przybywa problemów i długów.  Minęły tłuste lata inwestowania i nieuzasadnionego hurraoptymizmu, wkrótce banki upomną się o swoje. Coraz więcej Wrocławian dostrzega, że ta władza już dawno dostała zadyszki. Niby wszystko jakoś się kręci, ale piasku w miejskich trybach zarządzania coraz więcej i sama władza go sobie w te tryby sypie. Coraz więcej Wrocławian zadaje sobie pytanie: czy my, na co dzień, możemy korzystać z monumentalnych budowli? Czy nie byłoby lepiej, gdyby zamiast np. stadionu, były nowe linie tramwajowe do nowych osiedli, nowy tabor komunikacyjny i nowe obwodnice, szkoły i przedszkola, nowe trasy rowerowe i obiekty rekreacyjne.  Ani PO, ani PiS, ani ugrupowanie prezydenta Dutkiewicza nowych pomysłów na dalszy rozwój Wrocławia nie wniosą. Nadal możemy dowiadywać się, że za nasze pieniądze organizuje się kolejne igrzyska dla przyjezdnych, kolejne budowle generujące koszty, a  nie przynoszące zysków i nadal będzie wzrastało zadłużenie miasta. Czy uda się uczynić władzę bliższą i życzliwszą wrocławianom?  Za kilka miesięcy będzie egzamin wyborczy dla lewicy i dla mieszkańców.  Trwanie prawicy u władzy oznacza  dalsze wzmocnienie podziału na: my władza i oni (wrocławianie) podwładni. Lewica chce ten podział zakończyć. Sądzę, że coraz większa grupa wrocławian także. Waldemar Bednarz jest świetnie zorientowany z sprawach budżetu miasta, planów jego rozwoju itp. W kampanii wyborczej na pewno udowodni, że nie jest osobą przypadkową i pasującą do tego projektu wyborczego.  Oczywiście w polityce niczego do końca nie można przewidzieć, ale trzeba stawiać na projekty dające największe szanse ich powodzenia, grupujące obywateli i dające nadzieję na zmianę skostniałego systemu rządzenia miastem.

Czesław Cyrul.

Jest piątek, moje urodziny, jestem coraz starszy. Popijam więc tylko cienkie piwo i  przeglądam gazety z tygodnia.  Co dostrzegam? Wystarczy  tylko kilka dni, by redakcja zmieniała kompletnie front. Oto w, często ostatnio cytowanej przeze mnie, Wrocławskiej Gazecie Wyborczej, tydzień temu napisano o Michale Sysce, lewicowym kandydacie na prezydenta Wrocławia, że jest osobą szerzej nikomu nie znaną, aktywną głównie na facebooku. Dzisiaj ta sama Gazeta pisze o Michale jak o mężu opatrznościowym wrocławskiej lewicy, człowieku, młodym, mądrym prężnym i oczywiście znanym. Dwa teksty i dwie różne opinie. Szukam w tym logiki i znajduję. Tydzień temu Gazeta pewnie typowała Michała Syskę na lidera rywalizacji. Zatem, niechętna wzrastającej roli SLD w mieście redakcja postanowiła upodlić jej  kandydata. Okazało się, że Michał przegrał tę rywalizację. Gazeta zmieniała front o 180 stopi i wynosi Michała pod niebiosa, dowodząc tym samym jak SLD sam sobie podcina gardło.  Zarazem upadla wygranego Waldemara Bednarza. Jest w tym trochę logiki? Oczywiście że jest.  Chyba jednak w redakcji obowiązuje zasada „róbta co chceta” byleby tylko  napisać źle.

Czesław Cyrul.

Wrocławska Gazeta Wyborcza ostatnio nie lubi wrocławskiego SLD. Zresztą nigdy nie była mu  zbytnio przychylna.   W ubiegłym  tygodniu napisała nieprawdziwy tekst o kandydatach na prezydenta, w którym było pomieszanie z poplątaniem.  Niczego nie sprostowała. Teraz Pan redaktor Harłukowicz  boleje nad decyzją SLD w kwestii wyboru kandydata na prezydenta Wrocławia. Że nie jest to Michał Syska i dlatego wrocławski SLD zejdzie ze sceny śmiercią haniebną, bo wszystko robi źle. Zarzuca pan redaktor, że z naszej winy odeszła z partii posłanka Lidia Geringer de Oedenberg, choć wiadomo, że SLD niczego złego jej nie zrobił, a jej cyniczna i wyrachowana zdrada została powszechnie skrytykowana przez zdecydowaną większość lokalnych polityków od prawa do lewa. Boleje pan redaktor, że wrocławskie SLD nie istnieje. Tymczasem rok temu nasze notowania w mieście oscylowały w granicach 5 procent, teraz regularnie są w granicach 10 procent i więcej. Zatem jest powolny i stały progres. Odejście posłanki  nie spowodowało spadku notowań. Waldemar Bednarz uzyskał poparcie nie tylko SLD, ale także UP, Partii Zielonych i PPS, a na tym nie koniec.

Waldemar Bednarz jest zwolennikiem innej koncepcji budowy takiego mostu łączącego Wielką Wyspę z południem miasta, która została opracowana za czasów prezydentury Bogdana Zdrojewskiego i wpisana do planów rozwoju Wrocławia.  W tej sprawie kandydat wydał oświadczenie, ale nie wierzę, aby je w Gazecie wydrukowano.  Atakuje pan także kandydata, że kwestionował budowę parkingu przy Hali Stulecia. Dwa dni wcześniej, sam Pan redaktor napisał bardzo krytyczny artykuł  na temat tego parkingu, a dotknął pan tylko części  problemu. Nie przypadkiem władze miasta tak skrzętnie ukrywają dokumenty na ten temat. Panie redaktorze, ja rozumiem, że jest pan dobrym znajomym Michała Syski i powodują Panem emocje.  Michał jednak przegrał w tajnym głosowaniu i to bardzo  zdecydowanie. Nie będę  pisał dlaczego Michał przegrał, bo był także kandydatem SLD.  Zwyciężyła jednak koncepcja dużej otwartości na inne środowiska, którym z SLD po drodze. Zawsze zarzucało się SLD, że jest partią kostyczną i zamkniętą, a tymczasem jest nadzieja, że poprą nas różne środowiska, którym z rządzącymi od lat miastem partiami zdecydowanie nie po drodze. I to nie Michał potrafił je do pójścia z mami przekonać. Zawsze kiedy w SLD zaczynało się dziać lepiej, tzn. niezgodnie z linią polityczną mainsteamowych mediów,  przypuszczały ona atak na lewicę. Oznacza to, że teraz we Wrocławiu też idzie ku lepszemu. Tekstu tego nie wysyłam do redakcji  GW, bo nie wierzę, aby go wydrukowała. Natomiast jesienią, po wyborach samorządowych, Pan redaktor połknie ze wstydu własny język.

P.S. Zasadą przy zbieraniu materiałów dziennikarskich jest wysłuchiwanie opinii rożnych stron. Niestety Pan redaktor wsłuchał się tylko w opinię przegranego i rozgoryczonego Michała Syski, nie raczył Pan skontaktować się ani ze mną, ani z Waldemarem Bednarzem. Nie zrobił Pan tego, bo nasze opinie  nie przystawałyby do Pańskiej teorii, uśmiercającej wrocławskie SLD.  I na koniec: nie trzymam się władzy. Mam swoje lata i jak tylko pojawi się chętny, oddam z wdzięcznością kierowanie wrocławską organizacją w młodsze ręce. Może to być  i  Pan skoro tak leży Panu na sercu dobro wrocławskiego SLD. Może to być Michał. Wszystko w rękach członków SLD. To oni decydują o takich sprawach. Tak jak zadecydowali, w tajnym głosowaniu o tym kto będzie kandydatem SLD na prezydenta Wrocławia.

Czesław Cyrul.