Miesięczne archiwum: Wrzesień 2014

Dr hab. Aldona Wiktorska-Święcka została zaproszona do politycznego tańca, ponieważ mogłaby zostać królową na balu (charytatywnym), bo świetnie tańczy. Tak zachwalał przymioty pani doktor starosta z Polkowic. Pani doktor została zaproszona do bycia kandydatką na prezydenta Wrocławia przez „Bezpartyjnych Samorządowców”, czyli separatystów, czyli jeszcze do niedawna stowarzyszonych w Obywatelskim Dolnym Śląsku pod przywództwem Rafała Dutkiewicza. Kiedy prezydent Dutkiewicz wybrał sojusz z PO, jako ugrupowaniem bardziej perspektywicznym od lokalnego stowarzyszenia, jego członkowie stali się bezpartyjnymi samorządowcami. Bezpartyjni samorządowcy mają oczywiście swoje poglądy polityczne. Zdecydowaną większość z nich można zaliczyć do prawicy z nutką sympatii do PiS.   Bajdurzenie o apolityczności separatystów można miedzy bajki włożyć. Pani Aldona Wiktorska-Święcka, za lewicowych rządów w dolnośląskim Urzędzie Marszałkowskim była dyrektorem. Wtedy w urzędzie taniec zaczynano od lewej nogi i kręcono się także w lewo. Pani doktor też tak tańczyła. Po kilku latach wystartowała w wyborach do Rady Miejskiej Wrocławia z prawicowego ugrupowania Rafała Dutkiewicza, jednak coś poszło nie tak i radną nie została, ale przez lata była wierna prezydentowi Dutkiewiczowi. Teraz przyjęła oświadczyny od separatystów, którzy są echem dawnego ODŚ. Tam w politycznym tańcu wszyscy kręcą się w prawą stronę.  Pani doktor jest świetnym fachowcem od samorządów, ale chyba trochę gorzej zna się na polityce. Nic z jej mezaliansu z lokalnym ugrupowaniem nie wyjdzie. Byłaby natomiast pożądaną partią w każdej krajowej partii politycznej, gdzie jej wiedza samorządowa i zdolności taneczne także byłyby docenione. A tak majątek (intelektualny) i polityczny zaczęła nierozważnie trwonić. Wędrówka po partiach czy parapartiach osobie o takiej wiedzy raczej nie służy. O gustach się nie dyskutuje, a miłość jest ślepa – ale czy polityczna też? I czy miłość polityczna w ogóle istnieje? A tak na marginesie, starosta o tej królowej balu chlapnął w dobrej wierze, ale media to podchwyciły. I pani doktor zostanie królową balu na znacznie dłużej, nie tylko na czas kampanii wyborczej.

Czesław Cyrul.

 

W ostatnim sondażu popularności  partii politycznych „Twój Ruch” ma 1% poparcia. Przy takim poparciu już nawet najbardziej optymistyczne zapowiedzi Janusza Palikota nie zmniejszą pesymizmu członków jego partii. TR  ulega coraz szybszej destrukcji i chyba nie da się tego zatrzymać. Zabrakło w partii stabilnych struktur organizacyjnych i ideowego spoiwa, które trzymałoby partię razem. Ciągłe zmiany politycznych kierunków lidera partii skołowały jej członków. Palikot założył tę partię i chyba będzie jej grabarzem. Właśnie z racji jego politycznej niestabilności w SLD postrzegano ewentualny sojusz z Twoim Ruchem jako projekt niepewny. Tą niepewność wywoływał  Janusz Palkot i członkowie jego partii ze smutkiem to potwierdzali. Stająca na skraju niebytu partia pragnie dotrwać do wyborów parlamentarnych i wtedy spróbować odbić się od dna. Ale za półtora miesiąca są wybory samorządowe, znacznie trudniejsze do przeprowadzenia od parlamentarnych. Tu potrzeba stabilnych, lokalnych struktur i pieniędzy. Osłabiony TR nie ma w tej sytuacji żadnych dobrych rozwiązań. Jeżeli w niektórych, większych miastach zdecyduje się na wystawienie, zapewne niepełnych, list do rad niczego nie ugra, a straci sporo pieniędzy i jeszcze bardziej się osłabi. Jeżeli zrezygnuje ze startu do samorządów pokaże, że nie jest zdolny do przeprowadzenia jakichkolwiek akcji wyborczych i  tym bardziej,  do wyborów parlamentarnych nie dotrwa. Innych, mniej złych rozwiązań nie widzę. Dobrych też nie ma. Czy szkoda TR? Szkoda wielu świetnych młodych ludzi z TR. Nie brakowało tam też ludzi przypadkowych, jak w każdej partii. Być może koledzy z TR obruszą się na mnie, że wieszczę ich polityczny koniec, ale nadziei na poprawę sytuacji nie widzę. Rozpaczliwe poszukiwanie jakichś dróg ratunku tylko przedłuży rozkład struktur, ale go nie zahamuje.  Niczego nie sugeruję, wnioski powinni wyciągnąć sami członkowie TR.

Czesław Cyrul

Rząd jeszcze nie zaczął pracować a, z racji oryginalnej prezentacji jego składu przez Panią Premier, już przeszedł do historii. Tremę Pani Premier Kopacz jedni uznali za objaw doceniania wagi zadań, jakie przed nią stoją, a inni – jako przejaw nieprzygotowania do funkcji. Faktycznie, jeżeli było się posłem, ministrem, i marszałkiem Sejmu, to tremy powinno się już nie mieć i nie zachowywać się jak nowicjusz. Prezentacja rządu przejdzie także do historii z powodu oryginalnych „metryczek”, jakie Pani Premier wystawiła poszczególnym ministrom. Czarek Grabarczyk to jest gość: koleżeński, uczciwy, kocha ludzi, itp. Minister Szczurek (od finansów) nie śpi po nocach, tylko liczy i liczy.  …W resortach siłowych kobiety są teraz trendy, a kiedy nas wróg zaatakuje, to pochowamy się w domach. Nie wiem, co na to Minister Obrony Narodowej. Grzegorz Schetyna będzie świetnym Ministrem Spraw Zagranicznych, ale na wszelki wypadek zabrano mu sprawy europejskie i dano ministrowi Trzaskowskiemu. Minister Arłukowicz jest też świetny, choć prywatnie Pani Premier go nie znosi. Pani minister transportu powiezie nas szybciej nowymi kolejami. W rządzie jest dużo kobiet, a one mogą więcej. Wydawało mi się, słuchając prezentacji, że kobiecość wzięła górę nad kompetencjami, a to one powinny decydować o doborze na ministerialne stołki. Minister sprawiedliwości Czarek Grabarczyk uśmiechał się, bo musiał. Chciał być marszałkiem Sejmu, ale tam postawili Radka Sikorskiego. Podobno Czarek czekał na ten stołek (ministerialny) całymi latami i przygotowywał się do tej funkcji. No nie jestem tego pewien.

W trakcie prezentacji po bokach Pani Premier stali Czarek Grabarczyk i Grzesio Schetyna, szefowie dużych frakcji w PO. W pewnym momencie cała trójka chwyciła się za ręce i zaprezentowała jedność w PO. Ten gest pokazał, że utrzymanie jedność w PO jest sprawą nadrzędną, bo skoro Donald Tusk wybiera się do Brukseli, to premier Kopacz nie utrzymałaby w ryzach zwaśnionej partii. Trzeba było załagodzić konflikt. Także prezydent Komorowski, mając w rządzie swoich stronników (frakcja Schetyny), będzie miał coś do powiedzenia w bieżącej polityce. Gdyby prezentacja przebiegła sztampowo, bez owej „oryginalności”, to nie było by o czym pisać i mówić. Czekam na expose rządu. Czy Pani Premier postawi w nim ponownie na oryginalność? To może być prawdopodobne, bo do końca kadencji pozostał rok, więc jakiekolwiek nowe plany pozostaną tylko na papierze. Nie takie rzeczy obiecywał premier Tusk przed laty. Sporo z nich pozostało tylko planami. Można oczywiście stare plany przykryć nowymi i udawać, że idziemy do przodu.

P.S. Tymczasem minister Schetyna pytany o znajomość angielskiego odpowiedział po angielsku: aj łudunt poilisz maj ynglisz (pisownia fonetyczna), więc co się czepiacze czepiają. Minister angielski zna.

Czesław Cyrul.

Nominacja na ministra spraw zagranicznych Grzegorza Schetyny może mieć swoje następstwa w regionie. Kilka dni temu, przy ustalaniu list wyborczych PO na Dolnym Śląsku, wycięto w pień ludzi kojarzonych z posłem Schetyną. Wydawało się, że rozpoczął się ostatni akt politycznego unicestwiania Grzegorza w bratobójczym boju zwaśnionych stron. Jeżeli poseł Schetyna stanie się ministrem Schetyną, to jego akcje pójdą w górę. Dostając ministerialną tekę wycofał się ze swojej propozycji, by jak najszybciej wybrać, w miejsce Donalda Tuska, nowego przewodniczącego PO. Jak natomiast będzie w regionie? Czy Schetyna upomni się o wyrzuconych z list wyborczych w regionie, np. Piotra Borysa czy Jerzego Pokoja? Listy wyborcze we Wrocławiu także wyczyszczono z przyjaciół posła Schetyny. Po jego nominacji, rola regionalnego przewodniczącego PO, już nie europosła, Jacka Protasiewicza, przeciwnika ministra, znacznie zmaleje. Minister Schetyna pewnie także nie odpuści  swojemu przeciwnikowi prezydentowi Dutkiewiczowi. Przypomnę, że to właśnie prezydent Dutkiewicz miał rzekomo pójść do ważne stanowisko do Warszawy, ale były to tylko lokalne gdybania. Czy zatem minister Schetyna podejmie bój o przywrócenie jego ludzi na listach wyborczych w regionie, a wtedy będzie kolejne tasowanie na nich i usuwanie ludzi Protasiewicza i Dutkiewicza, czy też, otrzymując tekę ministra, zobowiązał się zaprzestać sporu w regionie, wkrótce się przekonamy.

Czesław Cyrul

Rząd w zasadzie jest już skompletowany. Jeszcze tylko drobny retusz i ruszy z kopyta. Nowe ustawy, oczekiwane reformy posypią się jak z worka obfitości. Nie ma w nowym rządzie prezydenta Rafała Dutkiewicza, choć podobno najpierw premierem, potem wicepremierem, a w końcu jakimś ministrem miał zostać. Szum w lokalnych mediach nie ustawał tygodniami. Już, już donoszono, a zabiorą nam naszego prezydenta do Warszawy. Aż tu nagle cisza, jak nożem uciął. Prezydenta nikt w centrali nie chciał. Kiedy kilka dni temu byłem w Warszawie i rozmawiałem o tym lokalnym szumie wokół prezydenta Dutkiewicza, osoby dobrze poinformowane, dodam spoza SLD, robiły wielkie oczy i wymownie milczały, tym samym odpowiadając na moje pytanie, kim to ma zostać nasz wrocławski prezydent w Warszawie. Nikt jego kandydatury nie rozważał na serio, o czym parokrotnie wspominałem. To tutaj, we Wrocławiu, wszczynano medialny szum, celem podniesienia ważności pana prezydenta: że mógł pójść i nas opuścić, ale został, nadal będzie się poświęcał. W rzeczywistości nikt niczego mu nie proponował, ale dla podniesienia ważności prezydenta o domniemanym jego desancie do Warszawy było wiele huku, a teraz zapadła martwa cisza. W mediach ponownie pisze się o dobijaniu frakcji Schetyny w dolnośląskiej PO. Czytelnicy lubią krew w mediach. Także polityczną.

Czesław Cyrul

Niedziela bez polityki: postanowiłem. Wsiadłem w samochód i pojechałem pod Syców, do Leśnego Arboretum, czyli takiego dużego ogrodu z różnymi roślinami, ścieżkami edukacyjnymi itp. Warto ogród odwiedzić. Przy stawie, pod sosnami rosła masa maślaków, nazbierałem. Kusiły czerwienią piękne muchomory. Czerwony kolor lubię, ale muchomory podziwiałem z daleka. Niestety przy wyjściu pani kasjerka uprzejmie mnie informuje, że regulamin zabrania zbierania i wynoszenia z ogrodu czegokolwiek, grzybów także i pokazuje na któryś tam punkt regulaminu. Kajam się, że nie przeczytałem i że to odstani raz. Pani pozwala zabrać maślaki. Zwracam grzecznie uwagę, że gdyby wisiała większa kartka, iż zbieranie grzybów jest zabronione, nigdy bym nie podniósł na nie ręki. Z arboretum jadę do Oleśnicy starą ósemką. Od kiedy wybudowano nową, ekspresową drogę, ta stara umiera. Zamykane są zajazdy i stacje paliwowe. Po drodze sennie, z rzadka przemykają pojedyncze pojazdy. Za to odetchnęli mieszkańcy przydrożnych wsi. W Oleśnicy, na Rynku spotykam radnego Sejmiku Pawła Hreniaka z PiS. Uspakajam go, że to nie mój rewir wyborczy i atmosfera staje się  przyjazna. Radny przedstawia mi kandydata na burmistrza Oleśnicy. Chwalę zadbany Rynek, a kandydat powiada, że będzie jeszcze lepszy. Pewnie, kiedy wygra wybory. Nie wiem co o tym sądzi obecny burmistrz Bronś.  W kawiarni wypijam dobrą kawę (4,50 za filiżankę). Zaglądam do bazyliki, a tam próba chóru i orkiestry. W ramach festiwalu Wrasislawia Cantans za dwie godziny będzie tu  koncert. Ja wysłuchałem go za darmo. Mała rzecz, a cieszy.  Zaglądam do kościoła Św. Trójcy. Piękna barokowa budowla została podniesiona z powojennych ruin w latach sześćdziesiątych, za PRL,  z państwowych pieniędzy. Pokazują to zdjęcia.  Bazylika także nosi ślady gruntowej odbudowy.  Propagandziści  dzisiejszej, mainstreamowej teorii głoszą, że po PRL zostały ruiny. Tę teorię, w wersji soft, wygłasza także nasz prezydent Komorowski. Ciekaw jestem co o tym myśli „Najwyższy”  patrząc z góry na setki  odbudowanych za PRL  kościołów, także we Wrocławiu. Pociesza mnie przekonanie, że każde kłamstwo doczeka się kary. Po powrocie do domu czyszczę nielegalnie zebrane maślaki, rzucam na patelnię, dodaję klarowanego masła i cebuli. Duszę i przyprawiam, dodaję śmietany i jeszcze podduszam. Do tego są ziemniaki, oczywiście ugotowane i życie staje się całkiem znośne. Jutro poniedziałek. Jak ja nie lubię tego dnia.

Czesław Cyrul.

Michał Janicki, były wiceprezydent Wrocławia, swego czasu  typowany nawet na następcę prezydenta Dutkiewicza, zwierzył się dziennikarzowi, że w mieście rządzi nami układ. Wcześniej były wiceprezydent także był w tym układzie. Kiedy został zwolniony z pracy, stosunki panujące w magistracie nazwał po imieniu.
To diagnoza ma kilka przyczyn. Oto tylko niektóre z nich.

Po pierwsze, od 25. lat rządzi miastem ta sama, powołująca na swoje solidarnościowe korzenie ekipa. Tymczasem jej neoliberalna i konserwatywna polityka nie ma nic wspólnego z hasłami solidaryzmu społecznego.

Po drugie, raz zdobytej władzy rządząca ekipa broni jak niegdyś, za PRL-u, władza broniła socjalizmu. Publiczne środki wydawane są na propagandowe zabiegi zmierzające do utrzymania tej władzy. Dowodem tej propagandowej skuteczności są pozytywne oceny tej władzy przez mieszkańców, mimo nierozwiązania wielu problemów nękających mieszkańców miasta.

Po trzecie, bardzo duże ustawowe uprawnienia prezydenta i niewielkie Rady Miejskiej sprawiają, że stała się ona (rada) powolnym narzędziem w rękach prezydenta.

Po czwarte, lokalne media, żyjące w sporej części ze zleceń miejskiej władzy, w sposób niedostateczny sprawują kontrolę nad układem ją trzymającym.

Po piąte, 25 lat rządów, de facto, tej samej grupy ludzi spowodował jej zasiedzenie się i odporność zasiedziałych koterii na zmiany, zamykanie się we własnych kręgach i niechęć do twórczego myślenia.

Po szóste, pragnienie wiecznego trwania u władzy sprzyja podejmowaniu decyzji, które mają się podobać wyborcom, ale na dłuższa metę nie sprzyjają zrównoważonemu rozwojowi miasta. Wrocław coraz bardziej dzieli się na luksusowe centra, odgrodzone osiedla i duże tereny szarej przeciętności, którymi ta prawicowa władza nie zajmuje się.

Po siódme, ta władza, na czele z prezydentem, bardzo nie lubi krytyki. Obywatele, zgłaszający swoje uwagi, mogą – zdaniem prezydenta – wynieść się do innego miasta.

Po ósme, partie opozycyjne nie wykształciły elit zdolnych do przeciwstawienia się układowi trzymającemu władzę. Nie wypracowały także przekonującej narracji dla swoich programów politycznych, pokazujących, że inna, lepsza droga rozwoju Wrocławia jest możliwa.

Po kolejne, c.d.n.

P.S.Tymczasem władze miasta, fundując wrocławianom kolejne igrzyska, tym razem World Games, zdecydowały się wydać ponad 120 mln złotych na remont Stadionu Olimpijskiego. Remont jest potrzeby, ale nowe linie tramwajowe, nowe autobusy, nowe szkoły i przedszkola, nowe ścieżki rowerowe jeszcze bardziej. Na stadionie zasiądzie jednorazowo 12 tyś widzów, natomiast z inwestycji, które wymieniłem, korzystałyby miliony, ale ich nie będzie, bo igrzyska są ważniejsze.
Czesław Cyrul.

Rozpoczyna się przedwyborcza gorączka. Wybory samorządowe sprzyjają nowym związkom oraz powrotom synów i cór marnotrawnych na partyjne łono. Choć są także zatwardziali polityczni separatyści, którzy po porzuceniu macierzystych partii trwają w wolnym stanie politycznym. Trwanie w stanie wolnym oznacza utratę politycznych wpływów. Takie osoby mogą co najwyżej stać się politycznymi celebrytami i komentatorami w mediach. Politycy stanu wolnego, lub rozwiedzieni – jak kto woli – często usiłują ponownie zawrzeć związek z macierzystą partią, ale ona nie zawsze ich chce. Gdyby Marek Borowski wiedział, na jaką samotność polityczną się skazuje, to pewnie nie uczyniłby rozłamu w SLD. Odseparował się od SLD Włodzimierz Cimoszewicz i jego kariera stanęła w miejscu. Swego czasu odszedł z PO Andrzej Olechowski i poszedł w ślady Cimoszewicza. Z SLD do Ruchu Palikota odeszła spora grupa zwolenników poligamii w polityce. Teraz szukają sposobności, by z honorem wrócić do wcześniej zdradzonego SLD. Na prawicy z PiS odszedł Ziobro z grupą separatystów, i nic z tego projektu nie wyszło. Teraz, małymi grupkami, skuleni wracają. Odszedł z PO Jarosław Gowin, zmarginalizował swoją pozycję i teraz gorączkowo szuka dla siebie miejsca. Są też inne odejścia. Z partii do partii. Te są, o ile zdrajca jest atrakcyjny, nagradzane w nowej partii profitami. Z PiS do PO przeszli Sikorski, Zalewski, Kluzik-Rostkowska oraz paru innych. W druga stronę transferów nie było. Gdyby PiS rządziło, na pewno byłyby. Z SLD do PO poszedł sobie minister Arłukowicz i jest mu tam tak dobrze, że dobrze mu tak. Z SLD, pewni swojej politycznej wielkości, odeszli Kalisz z Siwcem. Po co im to było? Pewnie sami nie wiedzą. Fenomenem w politycznych wędrówkach jest Janusz Palikot. Ten polityk, nie dość, że odszedł z PO i zrzekł się honorowo mandatu poselskiego, to do tego kilkakrotnie zmieniał swoje polityczne zapatrywania. Jemu jednemu udało się założyć liczącą się partię polityczną. Był jej ojcem i teraz szykuje się, by swoje dziecko złożyć do grobu. Zabrakło w partii stabilnego ideowego spoiwa i następuje jej rozpad, wielu zawiedzonych członków stoi w rozkroku i zastanawia się, w którą stronę pójść. Jest także w gronie wędrowców egzotyczny europoseł Czarnecki. Egzotyczny, bo jako jeden z nielicznych z prawicy przeszedł do lewicowej i populistycznej Samoobrony, by potem wskoczyć do PiS-u. Taką polityczną ekwilibrystykę można przyrównać do stójki na uszach. Poseł Czarnecki to potrafi. W samorządach politycznych zdrad jest znacznie więcej. Nie sposób ich policzyć. Gdy byłem radnym Sejmiku Dolnośląskiego, w kadencji 2002–2006, ponad połowa jego radnych zmieniła barwy klubowe. Tego rekordu jeszcze nikt nie pobił. Z tej, bardzo pobieżnej wyliczanki, wynika jeden wniosek. Polityczne rozwody  raczej nie wychodzą na dobre politykom. Chyba, że polityk jest chwilowo atrakcyjny i partia też jest chwilowo atrakcyjna. Jednak w polityce nic nie jest wieczne, więc lepiej dochowywać politycznej wierności. Co jednak zrobić, kiedy partia, z rożnych przyczyn, chyli się ku upadkowi? To temat na osobny felieton.

Czesław Cyrul.

Lokalne media opublikowały sondaż dotyczący preferencji wyborczych kandydatów na prezydenta Wrocławia i wyborów do Rady Miejskiej. W badaniach tych SLD ,w wyborach do Rady Miejskiej, ma 13.%poparcie. Niby niewiele, ale jest to wynik w mieście, gdzie SLD ma spore kłopoty, do tej pory niespotykany. Rok temu notowania SLD w mieście oscylowały  w granicach 6-8 procent. W eurowyborach było 12.% poparcie, z silną liderką na czele listy, która zaraz  po wyborach porzuciła SLD i skupiła się na pomnażaniu własnego majątku. Nie zachwiało to wzrostem notowań. Oczywiście sondaże są tylko sondażami. Jednak stały progres notowań wrocławskiego SLD pokazuje, że strategia partii jest słuszna, a zaciekłe ataki przeciwników, przewidujących rychły koniec wrocławskiego SLD i usiłujące zepchnąć partię na inne, niby lepsze tory, są funta kłaków warte.

Jeszcze ciekawiej jest z kandydatem lewicy na prezydenta Wrocławia Waldemarem Bednarzem. Sondaż daje mu prawie 10.%  poparcie. Sondaż ten przeprowadzono w dniach 21 – 22 sierpnia. Dwa tygodnie wcześniej lewica upubliczniła nazwisko  kandydata i fragmenty jego programu. Mocno promowana  przez  media kandydatka PiS ma tylko o 5 % lepsze poparcie. Nasz kandydat na obecność w meinstreamowych mediach raczej specjalnie liczyć nie może, a mimo to w dwa tygodnie przebił się do świadomości wrocławian. Tak dobry wynik na starcie pokazuje, że wkrótce musi być znacznie lepiej i tak będzie. Obiecuje to Wam wyborcy lewicy. Waldemar Bednarz jest jeszcze  bardziej pewny sukcesu ode mnie.

Czesław Cyrul