Miesięczne archiwum: Październik 2014

Tylko mała grupka narodowców zebrała na wrocławskim Rynku i skandowała „precz z Dutkiewiczem” i z koczowiskiem Romów. Łączenie Dutkiewicza z prof. Baumanem, którego prezydent, w opinii narodowców, jest mecenasem, nie zostało kupione przez Wrocławian. Sami narodowcy też pewnie dostrzegają, że robienie z Baumana ikony zła nie trafia do zbiorowej świadomości. Także utożsamianie Dutkiewicza przez narodowców z komuną ma tyle wspólnego co ja Korwinem – Mikke. Nienawiść narodowców do Dutkiewicza jest irracjonalna. Prezydent stara się, jak może, aby utrzymać WKS Śląsk Wrocław, a zdecydowana większość narodowców to zarazem fani tego klubu. Klubowe mecze są dla nich swego rodzaju nabożeństwami, które niestety odstraszają normalnych kibiców. W dużej mierze, to dzięki prezydentowi narodowcy mogą spotykać się na stadionie. Oni jednak tych prostych faktów nie potrafią powiązać w logiczną całość. Ostatnie eurowybory pokazały, że ta formacja cieszy się symbolicznym poparciem u wrocławian. W tych wyborach pewnie będzie jeszcze gorzej. Na 11 listopada narodowcy ponownie zerwą się do „patriotycznej manifestacji”, gdzie wykrzyczą swoja nienawiść do „komunistycznej rzeczywistości”. Będą hasła „precz z komuną” i im podobne. Widać jednak, że ani nienawistne hasła, ani sposób bycia narodowców nie zostały zaakceptowane, przez ogół społeczeństwa. Narodowcy należą do tej grupy, która neguje dorobek innych, sama niszcząc i krytykując. Dobrym przykładem jest jeden z narodowców chwalący się na facebooku, zdzieraniem banerów kandydata SLD. Sam swoich nie powiesi, bo nie umie, ale z chęcią zniszczy nieswoje. Narodowcy na ulicy są przykładem jak nie powinno się zachowywać. Większość z nich z tego złego zachowania wyrośnie, innym pozostanie to na stałe. Będą nadal nienawidzić inaczej myślących i innych niż oni. Nie zmienia to faktu, że i ja i narodowcy w tej kampanii jesteśmy przeciwko prezydentowi Dutkiewiczowi. Jadnak moja opozycyjność względem ustępującego prezydenta i ich, to jak ogień i woda.

Czesław Cyrul.

 

Sondaż uliczny, jaki przeprowadziliśmy na Dworcu Świebodzkim, niektórym lokalnym  politykom prawicy bardzo się nie spodobał. Nie dziwię się.  Generalnie określili go, jako niewiarygodny. Nie twierdziliśmy, że jest to sondaż zrobiony wedle profesjonalnych zasad badania opinii publicznej. Ten sondaż pokazywał preferencje grupy wyborców, którzy o tej porze i w tym miejscu zostali poproszeni o opinię. Podobną sondę uliczną przeprowadziliśmy dwa ponad tygodnie temu we Wrocławiu na ul. Oławskiej, gdzie Rafał Dutkiewicz uzyskał 44 % głosów, a Waldemar Bednarz prawie 20%. W tej, ostatniej sondzie, Rafał Dutkiewicz miał 38% poparcia, a Waldemar Bednarz ponad 35%.  Gdyby sondaż przeprowadzić pod kościołem, zaraz po mszy, też byłyby inne preferencje, nie oznacza jednak, że nieprawdziwe. Gdyby zorganizować sondaż na sobotnim balu charytatywnym u posła PO Rafał Dutkiewicz miałby tam może aż 70% poparcia. Tylko 70%, bo poseł Kaczor, to stronnik ministra Schetyny i miał być on ( minister) na balu honorowym gościem. Zapewne także i zaproszeni goście byli ministrowi przychylni i stąd pewnie tylko 70% poparcia dla oficjalnego kandydata PO na prezydenta Wrocławia. I ten balowy sondaż także byłby wiarygodny, ale dla tej grupy.

Naśmiewanie się i kpienie z tego rodzaju, ulicznego sondażu jest ubliżaniem biorącym w nim udział, także tym, głosującym na Rafała Dutkiewicza. Zalecam młodym politykom więcej szacunku dla ludzi odwiedzających targowisko na Dworcu Świebodzkim. Rozumiem, że dla kandydata z PO jest to miejsce niegodne   i w tym właśnie objawia się pogarda  prawicy dla społeczeństwa myślącego inaczej niż oni i ze skromniejszym portfelem.

Czesław Cyrul

W niedzielę, 26 bm., na targowisku przy Dworcu Świebodzkim przeprowadzono sondaż wyborczy kandydatów na prezydenta Wrocławia. Po zakończeniu wrzucania kart do urn wyborczych, osobnych dla każdego kandydata, zostały one otwarte i publicznie, przy udziale dziennikarzy, głosy przeliczono. Wyniki sondażu są następujące

Rafał Dutkiewicz – 211 głosów tj. 38% głosów

Waldemar Bednarz – 197 głosów tj. 35% głosów

Mirosława Stachowiak –  Różecka  – 65 głosów tj. 12% głosów

Robert Maurer – 30 głosów tj. 7% głosów

Inny Kandydat –  46 głosów tj.  8% głosów

W sondażu zleconym za pieniądze sztabu Rafała Dutkiewicza miał on 66% poparcia. Teraz prawie 2 razy mniej. Wyborcy obecnego prezydenta na targowisko zaglądają z rzadka. W niedzielę przychodzą tutaj dziesiątki tysięcy ludzi pracy, a ich preferencje są inne. Wielu, którzy głosowali na ustępującego prezydenta mówiło, że z kandydatów znają tylko Dutkiewicza i na niego oddawali glos. Byliśmy z sondą tu  – jak mawiał klasyk prawicy – gdzie przychodzi lud pracy. Oni (ludzie Dutkiewicza) byli na balu. Ten bal zorganizował w sobotę, w luksusowym hotelu. Poseł PO zaprosił tam elity finansowe i dawały one datki na biednych ludzi. Nie wiem czy biednym o taką właśnie pomoc chodzi. Oni są na balach, ale na wybory na pewno pójdą. Ludzi pracy trzeba do tego przekonać: że warto zmienić  „układ” rządzący Wrocławiem,  już od 25 lat.

Czesław Cyrul.

Polityka daje najbardziej realną władzę w samorządach. Władza burmistrza czy prezydenta, w odróżnieniu od władzy posła, jest bardzo wymierna i łatwa do oceny. Ponieważ jest to kawałek konkretnej władzy w ręku, to wielu chętnych chce ten kawałek posiąść. Z drugiej strony politycy nie mają dobrej opinii w społeczeństwie. Więc jest spora grupa, polityków, chcących tę władzę posiąść, udając zarazem, że brzydzą się polityką. Jest to oczywista utopia, bo wójt w gminie też jest politykiem, choćby nie wiem jak się zaklinał, że nie jest. Jest politykiem gminnym. Gminność pozwala nie wiązać się oficjalnie z partiami, ale wójt, czy burmistrz musi stosunki z partiami np. w sejmiku utrzymywać. W ten sposób udający bezpartyjnego burmistrz wchodzi w interakcję z partiami politycznymi, zarazem niosąc na sztandarach hasła: „dość partii politycznych”. Jest to oczywisty zabieg marketingowy tych, którzy kiedyś byli partyjni, a dzisiaj, z rożnych względów, nie są. Ja te postawy rozumiem, bo władza działa jak magnes, a partie polityczne bywają passe. Nie wierzę jednak, by bezpartyjność w samorządach wzięła górą nad partiami. Ta kampania pokaże, że lokalne, partyjne komitety wyborcze, nazywające się bezpartyjnymi,  odniosą ,  sukces, ale niczego wielkiego nie zwojują.   Są także lokalne komitety wyborcze tworzone przez członków partii politycznych, a to oznacza, że te partie nie są tam najmocniejsze i lepiej, pozostając partyjnym, ukryć się pod innych szyldem. Czyli wracamy do tego, co napisałem wcześniej: politycy najlepszej opinii w społeczeństwie nie mają, ale bez nich dzisiaj żyć trudno. Sorry, taki mamy system.

P.S. Doszła do mnie informacja, że Panią dr hab. Aldonę Wiktorską – Świecką, kandydatkę na prezydenta Wrocławia, uraził mój wpis, gdzie nazwałem ją królową balu. Spieszę z informacją, że tytuł wziąłem z wypowiedzi starosty polkowickiego, stronnika kandydatki. Jak się dowiedziałem, pani doktor może zapomnieć o urazie, jeżeli na jakimś balu, o ile los nas zetknie, zatańczę z nią polkę galopkę. Pani doktor, jestem zaszczycony,  podejmuję wyzwanie i dokładam jeszcze do tego oberka, o ile orkiestra będzie umiała to zagrać.  Zdarzało mi się być uznawanym, nie za króla balu, ale za dobrego tancerza lokalnych zabaw. Szalałem na parkiecie, a chwilach uniesienia wskakiwałem nawet na stoły, a kiedyś zawisłem nawet na belkach sufitu. Było to w Karpaczu u Ducha Gór. Czasy to dawne, ale jeszcze niezapomniane do końca. Oj może być bal: partyjnego do szpiku kości „komucha” z bezpartyjną panią doktor. Czy ja dożyję kiedyś tej chwili?  Mam nadzieję.

Czesław Cyrul.

Kiedy prezydent Wrocławia, Rafał Dutkiewicz, lobbował za budową Stadionu Miejskiego obiecywał, że budowla będzie służyć miastu i będzie także zarabiać na siebie. Wynajęci eksperci mydlili nam oczy, że jest to jest możliwe jak najbardziej. Pesymistów uznawano prawie za wrogów ludu. Tylko nieliczni odważyli się powątpiewać w prawdziwość tych hurraoptymistycznych, stadionowych wizji.  Wrocławianie zaufali w ślepo prezydentowi, a teraz przyszedł czas płacenia rachunków za ten infantylny hurraoptymizm. NIK wyliczyła, że w stadion zabetonowano 313 ml złotych „ponad plan”, a to jeszcze chyba nie finisz, bo końca procesów sądowych nie widać. W tym roku trzeba jeszcze oddać 18 ml. złotych Zygmuntowi Solarzowi za staw z kaczkami obok stadionu. Miała być tam galeria handlowa. Jest to najdroższy staw w Polsce. Podobnie przepłacone są inne inwestycje w mieście. Wymienię tylko np. Narodowe Forum Muzyki, bo lista jest długa. Raport NIK wylicza potknięcia, których wstydziłby się majster na budowie, ale propaganda prezydencka karmiła nas sukcesami. Gierek przy naszym prezydencie to był amator. Karmiła oczywiście za nasze pieniądze. Teraz roczna rata za stadion, to 50 mln i do tego trzeba jeszcze dodać 20 mln na bieżące utrzymanie stadionu, bo nie zarabia na siebie. Zapewnienia, że kiedyś stadion wyjdzie na swoje można miedzy bajki włożyć. Te zapewnienia są tyle samo warte, co dawniejsze pseudoekspertyzy o opłacalności funkcjonowania stadionu. Nasz stadion wybudowano za niebotyczną kwotę. Dodam, że np. koszt budowy narodowego stadionu w Sztokholmie, w 2009r., wyniósł 920 mln złotych. Stadion ma zamykany dach, jest  klimatyzowany i może pomieścić 54 tyś. widzów. Stadion w Turynie oddany do użytku w 2008r., na 41 tyś widzów, wybudowano za 500 ml. złotych. Mogę podać jeszcze kilka innych przykładów stadionowych kosztów.   Wszędzie było taniej, niż we Wrocławiu. Uroda naszego stadionu, to osobna kwestia, ale z gustami się nie dyskutuje. Czy wrocławianie zdają sobie sprawę, że rozrzutnie i bezmyślnie wydane setki milionów złotych, to ich pieniądze? Chyba nie do końca. Odwołany wiceprezydent Janicki, który odpowiadał za sprawy stadionowe,  powiedział mediom, że Ratuszem rządzi układ, a właściciel firmy, któremu za roboty na stadionie miasto nie zapłaciło 1,5 mln złotych, nazwał tę inwestycję piramidą finansową. Raport NIK zdaje się to potwierdzać.   W stadion zabetonowano dodatkowo kilkaset milionów naszych złotych. Są nie do odzyskania. Ale prezydent Dutkiewicz nie ma sobie nic do zarzucenia. To przecież nie jego pieniądze. Mieszka w Ramiszowie, nie we Wrocławiu.

Czesław Cyrul.

Elita Wrocławia, choć dosyć jednostronnie dobrana (ponad 30 osób) popiera kandydaturę Rafała Dutkiewicza na prezydenta Wrocławia. A gdzie jest lud Wrocławia? Lud jest z Waldemarem Bednarzem, jego (ludu) kandydatem na to stanowisko.

Czesław Cyrul.

Kampania samorządowa nabiera tempa i wszystkie chwyty reklamowe, prawem niezabronione, są dozwolone. Dolnośląski marszałek Cezary Przybylski  wraz z wicemarszałkiem Michalakiem ustawili się obok kardynała Gulbinowicza i zachwalali film o nim. Poszło to w lokalnej TV. Kardynał z ekranu błogosławił wszystkim. Był to oczywisty przedwyborczy spot reklamowy. Pokazać się przy boku kardynała Gulbinowicza w trakcie kampanii, to tak jak wyemitować kilkadziesiąt spotów reklamowych w tzw. prime timie.   Życzliwy każdemu kardynał dał się na to namówić, pewnie nie wiedząc, jakie są rzeczywiste zamiary marszałków. Opatrzność nie miesza się do takich politycznych spraw, ale duchowieństwo jak najbardziej.  Ja niestety nie mogę liczyć na takie względy, ani u kardynała, ani nawet u zwykłego wikarego i nie zabiegam o to. Jednak kilkanaście lat temu sporadycznie spotykałem się z kardynałem na różnych oficjalnych spotkaniach. Ponieważ nigdy nie byłem specjalnie ważną personą, to kardynał nie potrafił mnie skojarzyć z żadną instytucją, czy funkcją. Kłaniałem się grzecznie kardynałowi, on pytał, co słychać i na tym konwersacje nasze się kończyły. Ale swego czasu dostałem zaproszenie na wystawienie Pasji o Męce Pańskiej Jana Kantego – Pawluśkiewicza w Kościele na Piasku. Ścisk był spory. Znalazłem na boku krzesła, żona usiadła, a ja poszedłem po program. Wracam, a na ostatnim wolnym krześle, obok mnie przysiadł sam kardynał Gulbninowicz. O dobrze że pan tu siedzi, pogadamy sobie, nie lubię tego huku, z boku spokojniej, zagaił kardynał. Ale spokoju nie było.  Zaraz zaroiło się wokół nas. Organizatorzy zaczęli prosić kardynała, by poszedł do pierwszego rzędu i usiadł w specjalnym fotelu. Kardynał uparł się i powiedział, że on tu zostanie. Przyniesiono mu tenże fotel, a on kazał  usiąść w nim biskupowi Janiakowi. Biskup Janiak nie śmiał, skoro kardynał siedział na zwykłym krześle. Przyszedł sam Kanty – Pawluskiewicz i prosił, by kardynał chociaż kilka słów powiedział przed koncertem. Kardynał zgodził się, ale nakazał mi pilnowanie krzesła, bo on tu zaraz wróci. Licho nie śpi nawet w kościele. Obróciłem się w drugą stronę, a ktoś zabrał krzesło. No ładnie. Wróci kardynał, a tu krzesła nie ma. Będzie na mnie, że komuch krzesła dla kardynała nawet upilnować nie potrafi. Na szczęście kardynał nie wrócił, zasiadł na przynależnym mu miejscu. Ja natomiast z poczuciem winy za nieupilnowanie kardynalskiego krzesła, nie mogłem się skupić na słuchaniu koncertu. Wyborczego spotu reklamowego z tego zrobić się nie da, ale powspominać można.

Czesław Cyrul.

Takie hasła promują na Dolnym Śląsku „bezpartyjni separatyści”, czyli sieroty po prezydencie Dutkiewiczu, który po latach politycznego życia w stanie nibywolnym, dał na zapowiedzi i wkrótce weźmie ślub z PO. Sęk w tym, że zdecydowana większość liderów od separatystów była kiedyś w różnych partiach, głownie prawicowych. Daruję sobie wymienianie nazwisk, bo jest ich dużo. Separatyści wzięli rozwód z partiami i zaczęli uprawiać politykę na wolną rękę, udając fałszywych, starych kawalerów, którzy nigdy nie byli związani politycznym węzłem małżeńskim. Fałszywi kawalerzy i panny (z rzadka) buszują po lokalnej scenie politycznej, udają niepolityków, którzy wytrwają w tym stanie do końca (kadencji samorządowej) i z nikim nie wejdą w żaden związek. Jest to nieprawda, bo polityczni rozwodnicy udający wolnych i niezależnych, co i rusz wchodzą w nieformalne związki z partiami, bo zarządzając miastem, czy gminą, inaczej się nie da. W samorządzie wojewódzkim czy w ministerstwach rządzą partie polityczne. Można powiedzieć, że bezpartyjni uprawiają wolny seks polityczny. Idą do łóżka z tą partią, z którą się aktualnie to opłaci. Zatem udawanie obrzydzenia partiami politycznymi jest z gruntu fałszywe. Można to porównać do zachowań pewnego polityka prawicy, przeciwnika aborcji, który przyprowadził swoją żonę do prywatnego gabinetu lekarskiego celem usunięcia niechcianej ciąży (fakt). Bywają też sytuacje odwrotne, rozwiedzieni z partiami politycy wracają na ich łono i formalizują swoje związki, czyli zawierają ponownie partyjne małżeństwa. Też daruję sobie wymienianie nazwisk.

Jeżeli chcecie bezpartyjnego samorządowca, który nigdy nie należał do partii politycznej, a teraz z jej poparciem walczy o fotel prezydencki we Wrocławiu, to zwróćcie uwagę na Waldemara Bednarza. On nigdy nie był w żadnej partii politycznej, ale otwarcie korzysta z poparcia SLD, Unii Pracy, Zielonych, PPS oraz licznych organizacji społecznych. Pozostając bezpartyjnym, fałszywie nie udaje, że brzydzi się partiami politycznymi. Tymczasem bezpartyjni samorządowcy krzyczą „ dość partii”, a po cichu baraszkują pod polityczną pierzyną, gdzie się tylko da. Nogi jednak spod niej wystają i od razu widać, co się tam dzieje.
Czesław Cyrul.

Komitety wyborcze do Rady Miejskiej we Wrocławiu zarejestrowane. Krajowe numery list będą przysługiwać tylko SLD, PiS i PSL. PO stworzyła lokalny komitet z Rafałem Dutkiewiczem i takiego numeru nie otrzyma. Wynika z tego, że na początku list wyborczych będą te trzy komitety, a lokalne za nimi.

Kto faktycznie powalczy o miejsca w Radzie Miejskiej? Na pewno wspólny komitet Rafała Dutkiewicza i PO, na pewno PiS i SLD. Może coś ugrają bezpartyjni samorządowcy, z położeniem nacisku na słowo może. Pozostałym komitetom nie rokuję nadziei. Wieloletnie obserwacje wyborów samorządowych we Wrocławiu na to wskazują. Drobne komiteciki zawsze uzyskiwały śladowe ilości głosów i zaraz po wyborach słuch o nich ginął. Są jednak takie osoby, które z tych minikomitetów starują od lat i od lat bezskutecznie. Być może mają jakieś inne cele startując do tego, z góry dla nich przegranego, wyścigu. Przypomina mi się tutaj dowcip z brodą o starym kogucie: goni kurę i myśli, pewnie jej nie dogonię, ale chociaż przebiegnę się. I takie właśnie przebieżki urządzają sobie minikomitety w dużym mieście. W małych gminach ich szanse byłyby bardziej realne. Ale skoro u niektórych obywateli jest chęć do inicjatyw wyborczych skazanych z góry na porażkę, to mają do tego prawo. Ubarwia to kampanię wyborczą, ale nie zmienia układu sił w Radzie Miejskiej.
Póki co, są są już pierwsze prowokacje wyborcze. Dominikowi Kłosowskiemu startującemu z listy SLD na Krzykach nieznani sprawcy ukradli baner wiszący na płocie pod marketem. Było ich dwóch. Ukradli tylko jego baner, innych nie ruszyli. Korzyść materialna z kradzieży żadna, była to tzw. kradzież polityczna, zapewne wykonana przez ludzi z prawicy. Insynuacja, że na prawicy kradną jest jednak nieprawdziwa. Jest tam jednak sporo oszołomów, którzy tylko tak potrafią wyrazić swoje polityczne poglądy.
Czesław Cyrul.

Idziemy razem

Nie nagłaśnialiśmy sprawy, bo nie o sensacje tu szło, ale o stworzenie szerokiego, wyborczewgo frontu lewicy we Wrocławiu i regionie. Ale chyba już można to napisać: Tomek Czajkowski, lider Twojego Ruchu w regionie, wystartuje do Sejmiku Dolnośląskiego z list SLD. Do Rady Miejskiej Wrocławia wystartuje z naszej listy Bartłomiej Ciążyński – sekretarz okręgu wrocławskiego TR, a także dr Mirosław Tryczyk, też członek  tej partii. Dodatkowo na listach SLD do Rady Miejskiej znalazło się około 10 osób z TR lub do niedawna z tą partią związanych. Nikt nikogo nie ciągnął za uszy. Zainteresowane strony doszły do wniosku, że razem możemy więcej.

Na listach do Rady Miejskiej są także członkowie Stronnictwa Demokratycznego. Jest siedmiu przewodniczących rad osiedlowych i tyle samo członków tych rad. Sa także dzialacze ruchów ekologicznych i organizacji pozarzadowych. Jest także Jacek Tabisz, prezes Polskiego Stowarzyszenia Racjonalistów. Średnia wieku kandydatów na listach do Rady Miejskiej nie przekracza 40 lat.

Czesław Cyrul