Oj, będzie bal

Kategorie: Bez kategorii

Polityka daje najbardziej realną władzę w samorządach. Władza burmistrza czy prezydenta, w odróżnieniu od władzy posła, jest bardzo wymierna i łatwa do oceny. Ponieważ jest to kawałek konkretnej władzy w ręku, to wielu chętnych chce ten kawałek posiąść. Z drugiej strony politycy nie mają dobrej opinii w społeczeństwie. Więc jest spora grupa, polityków, chcących tę władzę posiąść, udając zarazem, że brzydzą się polityką. Jest to oczywista utopia, bo wójt w gminie też jest politykiem, choćby nie wiem jak się zaklinał, że nie jest. Jest politykiem gminnym. Gminność pozwala nie wiązać się oficjalnie z partiami, ale wójt, czy burmistrz musi stosunki z partiami np. w sejmiku utrzymywać. W ten sposób udający bezpartyjnego burmistrz wchodzi w interakcję z partiami politycznymi, zarazem niosąc na sztandarach hasła: „dość partii politycznych”. Jest to oczywisty zabieg marketingowy tych, którzy kiedyś byli partyjni, a dzisiaj, z rożnych względów, nie są. Ja te postawy rozumiem, bo władza działa jak magnes, a partie polityczne bywają passe. Nie wierzę jednak, by bezpartyjność w samorządach wzięła górą nad partiami. Ta kampania pokaże, że lokalne, partyjne komitety wyborcze, nazywające się bezpartyjnymi,  odniosą ,  sukces, ale niczego wielkiego nie zwojują.   Są także lokalne komitety wyborcze tworzone przez członków partii politycznych, a to oznacza, że te partie nie są tam najmocniejsze i lepiej, pozostając partyjnym, ukryć się pod innych szyldem. Czyli wracamy do tego, co napisałem wcześniej: politycy najlepszej opinii w społeczeństwie nie mają, ale bez nich dzisiaj żyć trudno. Sorry, taki mamy system.

P.S. Doszła do mnie informacja, że Panią dr hab. Aldonę Wiktorską – Świecką, kandydatkę na prezydenta Wrocławia, uraził mój wpis, gdzie nazwałem ją królową balu. Spieszę z informacją, że tytuł wziąłem z wypowiedzi starosty polkowickiego, stronnika kandydatki. Jak się dowiedziałem, pani doktor może zapomnieć o urazie, jeżeli na jakimś balu, o ile los nas zetknie, zatańczę z nią polkę galopkę. Pani doktor, jestem zaszczycony,  podejmuję wyzwanie i dokładam jeszcze do tego oberka, o ile orkiestra będzie umiała to zagrać.  Zdarzało mi się być uznawanym, nie za króla balu, ale za dobrego tancerza lokalnych zabaw. Szalałem na parkiecie, a chwilach uniesienia wskakiwałem nawet na stoły, a kiedyś zawisłem nawet na belkach sufitu. Było to w Karpaczu u Ducha Gór. Czasy to dawne, ale jeszcze niezapomniane do końca. Oj może być bal: partyjnego do szpiku kości „komucha” z bezpartyjną panią doktor. Czy ja dożyję kiedyś tej chwili?  Mam nadzieję.

Czesław Cyrul.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *