Miesięczne archiwum: Listopad 2014

Sondażowe wyniki II tury wyborów prezydenckich we Wrocławiu wskazują na zwycięstwo Rafała Dutkiewicza. Było to zwycięstwo na punkty, a przewaga zwycięzcy niewielka. W pierwszej turze ta różnica nad kandydatką PiS wynosiła prawie prawie 20%, teraz tylko 5%. Można zatem pokusić się o bardzo wstępne twierdzenie, że zdecydowana większość wyborców, którzy głosowali w pierwszej turze na kandydatów, a oni nie przeszli do drugiej, oddało swoje głosy na kandydatkę PiS. Nie wierzę, że PiS ma tylu zwolenników we Wrocławiu. Wystarczy spojrzeć na wyniki PiS w wyborach do Rady Miejskiej. Oni oddając swoje głosy na Mirosławę Stachowiak Różecką głosowali, pewnie ci z prawa i z lewa, przeciwko Rafałowi Dutkiewiczowi, a nie za kandydatką PiS. Było to głosowanie nie za kimś, ale przeciwko komuś. Do wyborów poszli zapewne ci, co zawsze chodzą, ale było ich jeszcze mniej, niż w pierwszej turze, tylko 32%. Zdecydowana większość bierne przyglądała się pojedynkowi.Zwycięzca jest tylko jeden, ale pewnie nie o takim zwycięstwie marzył Rafał Dutkiewicz.
Czesław Cyrul.

W niedzielę wybierzemy prezydenta Wrocławia.  Zdecydowana większość wyborców, bo w gwałtowną odmianę jakoś nie wierzę, zostanie w domach. Tym samym obleje egzamin z demokracji. Kandydatów jest dwoje. Wrocławski SLD nie udzielił poparcia żadnemu z nich. Wyborcy lewicy zadecydują sami, kogo poprzeć. Te wybory to coś więcej, niż wybór nowego gospodarza na kolejne cztery lata. Obecna ekipa rządzi miastem już od 25 lat. Rządzi i broni przy tym swoich interesów, zawłaszczyła dla siebie urzędy i spółki miejskie oraz „uwłaszczyła” się na nich. Utworzyła się zamknięta kasta nowych zarządców miasta, którzy za nasze pieniądze stoją na straży, by nikt inny nie zajął ich miejsca. Prezydentów Wrocławia w czasie 25 lat było kilku, ale dwór pozostawał zawsze ten sam. Zmiany odbywały się w rodzinie rządzącej. Te wybory to test, czy zaakceptujemy rządy grupy trzymającej władzę, czy też chcemy odnowy, ale do końca nie wiemy jakiej. Mirosława Stachowiak–Różecka, kontrkandydata prezydenta Dutkiewicza przedstawiła program bliższy obywatelom Wrocławia, ale też jej partia nie zawsze prezentuje postawę propaństwową, głosi konserwatywne poglądy, ubliża lewicy, itp. Co do realności jej niektórych obietnic mam duże wątpliwości. Traktuję je raczej jako zbiór haseł wyborczych, które ulegną korekcie po ewentualnej wygranej.

Czy przeciwnicy PiS uznają, że konieczność zmiany zasiedziałej władzy w mieście jest warta zagłosowania na kandydatkę tej partii, z którą ideologicznie im nie po drodze, czy też zgodzą się na pozostawanie obecnej ekipy u władzy?  Innego wyboru nie ma.  W niedzielę poznamy odpowiedź.

Czesław Cyrul.

Po wyborach rząd i wszyscy z nim związani wołają: Polacy, nic się nie stało. Wybory były ok., a tylko drobne wpadki się zdarzały. Jak ktoś niezadowolony, to niech idzie do sądu. Rząd niczym Piłat umywa ręce, wskazuje na konstytucję, na ordynację wyborczą, na nieświadomość obywateli, itp. Opozycja z kolei krzyczy, że wybory sfałszowano i  należy je powtórzyć. Ani jedna, ani druga strona nie ma racji. Władza, od lat wiedziała, że ordynacja jest ułomna, władza od lat wiedziała, że obywatele nie do końca sobie radzą ze skomplikowanymi procedurami w wyborach samorządowych, a tym samym także spora grupa nie idzie z tego powodu do wyborów. Władza nie potrafiła wprowadzić przed wyborami systemu skutecznej informacji, aby obywatele wiedzieli jak głosować. Luki prawne w ordynacji wyborczej dodatkowo komplikują odwoływanie się wyborców od uchybień wyborczych. We Wrocławiu lokalna władza od lat nie czyni nic, aby choćby wywiesić ogłoszenia z informacją, gdzie obywatel ma swój lokal wyborczy. PKW dopełnia reszty bałaganu, jaki powstał po wyborach. Bylejakość struktur państwa obnażyła się w całej okazałości. Cały ten bałagan wykorzystuje PiS, żądając powtórzenia wyborów i twierdząc przy okazji, że zostały one sfałszowane. Nie zostały sfałszowane, tylko poważnie wypaczone z powodów, które wcześniej wymieniłem. Podejrzenia o fałszowanie oznacza rzucenie cienia na tysiące członków komisji wyborczych i mężów zaufania wszystkich opcji politycznych, którzy ciężko pracowali w komisjach. Władza dając im złe narzędzia do przeprowadzenia wyborów spowodowała ten cały galimatias, a dzisiaj odsyła obywateli do sądów, by tam sobie dochodzili prawdy. Jakże współgra ta sytuacja z wypowiedzią byłego  ministra:…że państwo istnieje teoretycznie… Bylejakość władzy zderza się z anarchią PiS. Za czym opowie się w tym obywatel, któremu dano taki wybór. Z dwojga złego wybierze bylejakość, anarchii nie zaakceptuje, woli żyć byle jak, niż pogrążyć się w chaosie. Problem w tym, że z tej bylejakości władza nie zamierza wyciągać żadnych wniosków i wmawia nam, że bylejakość w tej sprawie  jest normą i udaje, że nie rozumie o co obywatelom chodzi.

Czesław Cyrul.

Platforma Obywatelska minimalnie przegrała wybory z PiS-em, ale ma w sejmikach więcej mandatów (179) od PiS. PiS wygrał wybory, ale ma w sejmikach mniej mandatów od PO (171), choć pewnie wolałby przegrać wybory procentowo, ale mieć więcej mandatów. Zatem te dwie partie przegrały wygrywając i wygrały  przegrywając. Dodam jednak, że PO ma mniej o 43 mandaty w sejmikach niż 4 lata temu, a PiS ma ich o 30 więcej niż 4 lata temu. PSL wygrało w każdej kategorii. Przybyło mu głosów procentowo i mandatów. Teraz zieloni mają 157 mandatów w sejmikach, z 4 lata temu mieli 93, czyli powiększyli stan posiadania o 64 mandaty. Przegranym w każdej kategorii: poparcia procentowego i ilości zdobytych mandatów jest SLD, nad czym bardzo boleję. Moja partia zdobyła tylko 28 mandatów, a 4 lata temu miała  ich 83. Spadek o 55 mandatów. Nie wiem jak to ocenią władze partii, na wszystkich szczeblach, bo przykrywanie tej porażki bałaganem w PKW nie załatwia sprawy. W ogóle niczego nie załatwia na lewicy.

Do kategorii wygranych śmiesznych na dolnośląskiej scenie politycznej należy zaliczyć dobry wynik egzotycznej koalicji bezpartyjnych samorządowców.  Do wyborów szli pod hasłem: dość partii politycznych. We Wrocławiu zdobyli dwa mandaty.  Liderka nibybezpartyjnych dr. Aldona Wiktorska – Święcka podobno chce zostać wiceprezydentem Wrocławia, czyli dołączyć do PO.  Drugi sejmikowy radny, piosenkarz Kukiz z Opolszczyzny  domaga się unieważnienia wyborów. Jedno chce władzy, drugie anarchii.  Kilka dni po wyborach widać, że szło tutaj o oszukanie wyborców i wielu dało się nabrać.

Do kategorii wyborczych startów bez sensu należy zaliczyć listy narodowców. Otrzymali symboliczne poparcie. Na demonstracje przychodzi ich więcej, niż otrzymali głosów.  Wygasa także epidemia korwinizmu, jaką zaraziła się spora grupa młodych wyborców. Zaraza ustępuje, średniowiecze idee we współczesnym świecie nie mają prawa bytu, mogą jednak wywołać chwilowe zawroty w  mniej odpornych głowach.

Czesław Cyrul.

Czy PSL-owi sprzyjało szczęście z powodu umieszczenia ich na pierwszym miejscu w książeczkach do głosowania do Rady Miejskiej Wrocławia i do Sejmiku? Wiele wskazuje, że tak właśnie było. Oto kandydat PSL na prezydenta Wrocławia dostał 1.05 %  poparcia (1836 głosów) i to jest przeciętna liczba głosów, jaką PSL zbiera w mieście od lat. Tymczasem lista PSL do Sejmiku Dolnośląskiego zebrała aż 9862 głosy, co daje około 5% poparcia dla listy. Skąd ta obojętność dla kandydata PSL na prezydenta miasta, a miłość wrocławian do sejmikowej listy tej partii? Oto jest pytanie. Zazwyczaj poparcie dla partyjnego kandydata na prezydenta i poparcie dla listy są porównywalne, a przynajmniej nie różnią się ponad 4-krotną ilością zdobytych głosów. Ta różnica wynika z umieszczenia kandydatów PSL do sejmiku na pierwszej stronie książeczki do głosowania. Wielu mniej zorientowanych wrocławian z rozpędu stawiało krzyżyk na pierwszej stronie, potem orientowali się, że mogą postawić tylko jeden krzyżyk i tak – chcąc nie chcąc – głosowali na PSL. Jeszcze mniej zorientowani (a fatalna instrukcja do głosowania prowokowała do takich pomyłek!!) stawiali krzyżyki na kolejnych stronach. Stąd tak duża ilość głosów nieważnych w niektórych okręgach wyborczych. Kilku moich znajomych także wpadło w tę pułapkę. Dlatego sądzę, że wynik PSL to splot szczęśliwego losowania numerów wyborczych i nieszczęsnego wydrukowania tych list w formie książeczki do głosowania, która tak mocno eksponowała zielonych. Ten zbieg okoliczności zadziałał także w skali kraju. Osobiście nie wierzę w tak wysoki wynik ludowców w wyborach do sejmików. Nic takiego nie wydarzyło się we Wrocławiu, aby nagle jego mieszkańcy, platonicznie i bez powodu, zakochali się w ludowcach. Wydaje mi się, że w kraju jest podobnie. Dorabianie ideologii, że ludowcy tak się spięli i tak dobrze służą wyborcom jakoś mnie nie przekonuje. Takie cuda w polityce raczej się nie zdarzają.

Czesław Cyrul.

Nie wyrażąłem swojej opinii do momentu poznania pierwszych wyników w wyborach prezydenckich i do Rady Miejskiej Wroclawia. Wiadomo, że SLD poniosło klęskę w tych wyborach w skali kraju. To także odbiło się na Wroclawiu. SLD we Wroclawiu zawsze wypadal o kilka procent gorzej niż wynisiła średnia wyników SLD w kraju. Tym razem jest inaczej.

Na szczegołowe analizy przyjdzie czas.
Na początek porownanie wyników naszych kandydatów na prezydentów Wroclawia.

Rok 2006.Kandydat SLD Tomasz Czajkowski uzyskał poparcie – 5,99%

Rok 2010. Kandydat SLD Jacek Uczkiewicz uyzskal poparcie – 4,52%

Rok 2014. Kandydat SLD Waldemar Bednarz uzyskal poparcie – 8,9%

Ten ostatni wynik jest znacznie poniżej naszych oczewiwań. jest jednak znacznie lepszy od wyników z poprzednich lat. Nie zmienia to faktu, że sytuacja lewicy w kraju jest fatalna, a kierunkek wychodzenia z zapaści, jaki obrał wroclawski SLD jest, jak wskazuja wyniki, jest właściwy, choć droga przed nami daleka i trudna.
Mamy także jednego radnego w Radzie Miejskiej. Jak w porzedeniej kadencji. Dominik Kłosowski zdobył do w okręgu 6- mandatowym. Zdecydowana wiekszość okręgów to okręgi 5-mandatowe. Aby tam zdobyć mandat lista musiała mieć poparcie 15- procentowe. Ten próg okazał sie za wysoki dla SLD w tych wyborach.
Czesław Cyrul.

Po raz kolejny, 11 listopada, skrajna prawica pokazała swoje ponure oblicze. Grupy bandytów i kiboli demonstrowały swoje poglądy polityczne. Ich ideologią jest nieczczenie mienia publicznego i sianie terroru wśród spokojnych ludzi. Organizatorzy Marszu Patriotów w Warszawie, Artur Zawisza i jego kompania, odcięli się od bandytów. Szkoda tylko, że nie zrobili tego wcześniej przed marszem. Wtedy ich oświadczenia byłyby wiarygodne. Były jednak kłamliwe, bo dzień po zadymie, organizatorzy marszu zorganizowali zbiórkę pieniędzy na mandaty dla bandytów. Jakoś kibole i bandyci nie identyfikują się ze zgromadzeniami innych partii. Sprzyjający i bratni klimat czują u narodowców. Problem jest jednak głębszy. Uliczni bandyci i kibole wyrośli na prawicowej glebie. To prawica hołubiła bandytów i nigdy się od nich nie publicznie nie odcięła, ani nie potępiła. Czym grozi hodowanie skrajnych nacjonalizmów po czasie zrozumiało PiS. Przestało się z nimi zadawać, ale także nigdy ich nie potępiło. Biernie wobec tych bandytów zachowuje się kościół, co więcej, raz do roku sprasza kiboli, w wśród nich także bandytów na pielgrzymkę do Częstochowy i tam błogosławi ich „patriotyzm”. We Wrocławiu narodowcy od lat wykrzykują hasła „precz z komuną”. Właściwie nie wiadomo o jaką komunę im chodzi. Jeżeli w tej grupie są bezrobotni, a są i mają prawo być niezadowoleni, to winę za ich problemy ponosi prawicowa władza. Tymczasem oni skandują: „precz z komuną”. Przypuszczam, że w ich ocenie PO jest właśnie tą komuną. Jest to jednak tylko w podświadomości tej, zbrojnej w kamienie, gwardii narodowców, bo w trakcie kampanii wyborczej niszczą plakaty i banery SLD. Młodym narodowcom prawicowa propaganda zrobiła niezły pasztet w głowie.

Czesław Cyrul.

 

Wpadła mi w ręce gazetka Agnieszki Kędzierskiej, kandydatki na radną miejską z ugrupowania Rafała Dutkiewicza z dodatkiem Platformy Obywatelskiej. Co jest napisane w tej gazetce?  Z grubsza to samo, co w programie SLD. Kandydatka pisze mianowicie: dość gigantomanii. Wielkie inwestycje miały być skokiem cywilizacyjnym. Tymczasem po Euro został nam stadion, który będą spłacać pokolenia. Jest to budowanie pomników, by zaspokoić własne ego. Ciekawe, kogo kandydatka ma na myśli?  Podejrzewam, że chodzi tutaj o jej promotora – Rafała Dutkiewicza. Jak wynika z treści tej ulotki, w zniewolonych szeregach kandydatów Dutkiewicza zdarzają są także racjonalnie myślący. Podejrzewam, że takich kandydatów jest więcej, ale boją się oni wypowiedzieć swoje zdanie, czyli napisać prawdę, by nie popaść w niełaskę. Rafał Dutkiewicz o kandydatach z jego listy napisał na plakatach „moi kandydaci” – a skoro jego, to i myśleć mają tak jak on, nawet jeżeli jest to myślenie szkodliwe dla miasta. Kandydatka Kędzierska wyłamała się z tej linii i napisała prawdę. Prawda nie jest mile widziana. Dowiedział się o niej sam wódz i podobno zabronił dalszego kolportażu gazetki, gdzie napisano kilka zdań o źle wydawanych miejskich pieniądzach.

P.S. Do tej pory doszło do mojej skrzynki pocztowej 11 ulotek ugrupowania Dutkiewicza i PO. Każda z nich ma inną szatę graficzną, tak jakby były z zupełnie innych partii. Oznacza to, że każdy tam gra o swoje. Ale jak się okazuje, tylko szata graficzna może być różna. Treść musi być po taka sama, co z punktu jednolitości kampanii jest zrozumiałe. Tyle, że te treści są szkodliwe dla rozwoju miasta, co widzą nawet kandydaci ustępującego prezydenta.

Czesław Cyrul.

  • Afera hazardowa w PO,
  • poseł Rokita przymuszany do porządku w samolocie Lufthansy
  • Nowak i jego zegarki, 
  • pijany Wipler bijący się z policją, 
  • Nieustający nepotyzm w PSL, 
  • uciekający, w pijanym widzie, przed dziennikarzami poseł Dorn, 
  • afera podsłuchowa w PO, 
  • zaniki pamięci marszałka Sikorskiego, 
  • o dwie buteleczki za daleko pasła Protasiewicza na lotnisku we Frankfurcie, 
  • chwalenie się długą fujarką posła Hofmana,
  • nieustające chamstwo posłanki Piotrowicz i posła Niesiołowskiego,
  • frajerzy rolnicy,
  • afera stadionowa we Wrocławiu,
  • picie wniesionej nielegalnie na pokład samolotu gorzały przez posłów PiS i ich małżonki,
  • Korwin – Mikke policzkujacy innego polityka prawicy,
  • pobieranie pieniędzy z kasy sejmowej za nieodbyte podróże zagraniczne przez posłów PiS (to proceder znacznie szerszy, obecny także wśród europosłów)
  • Itp., itd…..
  • Co łączy te wszystkie afery? Autorami tych zdarzeń są politycy prawicy. Opcji politycznej, która zawładnęła naszą sceną polityczną. Obywatele, wyciągnijcie z tego wnioski, bo może być za późno.           

Posłowie PiS i ich małżonki zabawiali się w trakcie lotu do Hiszpanii. Pili wniesiony na pokład samolotu alkohol, co jest zabronione. Kupiony w samolocie jest oczywiście droższy. Tak to jest przyjęte, że w lokalach czy samolotach pije się alkohol tam kupiony. W naszym kraju bywa z tym różnie. Np. grupa wchodzi do lokalu, zamawia butelkę, a pod pazuchą wnosi trzy kupione w pobliskim sklepie. Pod stołem przelewa się gorzałkę do już pustej butelki i …jedna legalnie kupiona butelka w lokalu, a czterech gości uwalonych jak traktory. Inną metodą jest nawalenie się przed wejściem do lokalu, a tam tylko dopicie się. Także wychodzi znacznie taniej. Kiedy byłem młody chadzałem na wiejskie zabawy, gdzie zdarzało mi sie uczestniczyć w bitkach na pieści i sztachety, wtedy kopanie nie było przyjęte. Tam też pijałem tanie wina przed remizą strażacką. Wtedy jednak była to norma. Wina w bufecie były tylko niewiele droższe od tych kupowanych w wiejskim sklepie. Kupowało się wino, np. we trzech odbijało plastikowy kapsel i wypijało z jednej szklanki lub z gwinta. Dzisiaj jest podobnie, ale przyczyny są inne. Na wrocławskim Rynku w lokalu piwo kosztuje 9 zł, a w pobliskim sklepie 3. Dla młodych to jest różnica zasadnicza. Kupują w sklepie, wypijają w bramie, sikają także w bramie, albo w lokalu, bo toalety coraz częściej są darmowe.  Nie dziwię się młodym, dla nich cena piwa w lokalach jest zaporowa. Te zwyczaje, jak się okazuje, są także praktykowane przez nasze prawicowe elity polityczne. By było taniej posłowie PiS i ich małżonki wnieśli na pokład samolotu własny alkohol: jak widać prawica jest przywiązana do tradycji. Posłowie dokonali także lewych rozliczeń za podróż i nadwyżkę zgarnęli do kieszeni. Przynajmniej za te pieniądze mogliby pić kulturalnie i godnie reprezentować nasz sejm.  Jednym z uczestników picia nielegalnej gorzałki w samolocie był poseł Hofman. Jego wcześniejsze chwalenie się długością fujarki nie jest niczym nadzwyczajnym. Okazuje się, że politycy prawicy, jak wynika z badań, lubią się tym chwalić. Poseł Hoffman lubi także luksusowe życie, ale picie nielegalnej gorzałki w samolocie nie ma nic wspólnego z luksusem. To jest zwyczajny obciach, szczególnie, w wykonaniu politycznych elit z prawicy, pouczającej nas, co jest moralne, a co nie jest. Uważam, że poseł Hofman bardziej pasowałby do partii libertyńskiej, ale takiej w Polsce nie ma.   Kiedy skończy się cierpliwość prezesa Kaczyńskiego i wyrzuci z PiS-u posła Hofmana, to on może taką partię założy.  W związku z powyższymi zajściami apeluje do posłów PiS. Przestańcie nas pouczać i nauczać, co według Was jest moralne, a co nie jest.

Czesław Cyrul.