Miesięczne archiwum: Luty 2015

Adam Jarubas, kandydat na prezydenta RP z ramienia PSL odwiedził kilka dni temu Wrocław. Zaraz po przyjeździe swoje pierwsze kroki kandydat skierował do siedziby arcybiskupa Józefa Kupnego. Dostrzegam w tym gest symboliczny kandydata PSL-u: wszelka władza, także prezydencka, pochodzi od Boga. No może nie dosłownie, ale na pewno od hierarchii kościelnej. O jej względy PSL ostatnio bardzo zabiega. W Sejmie posłowie tej partii głosują zgodnie z zaleceniami kościoła. Lider Piechciński flirtuje z księdzem Rydzykiem. We Wrocławiu kandydat Jarubas kłania się arcybiskupowi. Lokalni liderzy zielonych zabiegają o względy wiejskich proboszczów. Walkę o względy biskupów i księży PSL toczy z PiS-em. Ponieważ, póki co, PiS cieszy się większą sympatią hierarchów, więc ludowcy wykazują się większą gorliwością, by i na nich spłynęła łaska księży, bo Opatrzności bym do tego nie mieszał. Rzecz idzie o to, aby księża z ambon poparli właściwą osobę i kandydat Jarubas marzy, że to będzie on. Kandydat Jarubas otrzymał błogosławieństwo biskupa, ale jakoś niechętnie o tym mówił. Nie wiem na ile mu się to przyda, bo intencje polityków nie zawsze bywają szczere i Opatrzność doskonale o tym wie i nie miesza się do tych przyziemnych spraw. Ja dowodów jej wpływów (Opatrzności) w polityce nie dostrzegam, a biskupów jak najbardziej. Kandydatowi Jarubasowi także to błogosławieństwo na niewiele się zda, ale pewnie też nie zaszkodzi. Kilka lat temu, kiedy we Wrocławiu walczył nasz heros Tomasz Adamek i Witalijem Kliczką, Adamek poprosił przed walką o błogosławieństwo Kardynała Gulbinowicza i ten go pobłogosławił. Adamek miał obić gębę Kliczce z Bożą pomocą. Na niewiele to się zdało. Adamek dostał baty, że aż żal było patrzeć. Po prostu Kliczko był lepszy i okazało się, że od takiego mordobicia Opatrzność trzyma się z daleka. Z błogosławieństwem Jarubasa będzie podobnie. Nic mu ono nie pomoże. Nie naśmiewam się z wierzących, tylko z naiwnego przeświadczenia, że błogosławieństwo arcybiskupa pomoże kandydatowi Jarubasowi, bardziej pomoże kandydatowi Dudzie, choć on jeszcze o takie nie wystąpił. Kandydata Dudę poprą tysiące księży z ambon i będzie to zbiorowe błogosławieństwo polityczne z Bogiem w tle, bo chodzi przecież o władzę typowo ziemską. Czy wierzący złodziej, szykujący się do kradzieży też prosi o wsparcie Boga i jeżeli uda mu się okraść bliźniego, to czy on Bogu za to dziękuje? Nie znam się na tym zbyt dobrze, ale problem pewnie jakiś jest. Problem jest także gdy kandydaci – katolicy na ten najwyższy urząd, w imię miłości bliźniego, obrzucają się błotem i proszą o wsparcie Boga w swojej walce. Problem jest.

Czesław Cyrul

Portal e-Dolny Śląsk budowano przez siedem lat, by w ostatnich dniach ogłosić, że on nie powstanie. Miało być w nim wszystko, wszyściutko o naszym regionie. Dlaczego portal nie powstał będzie się pisać jeszcze długo. Spory sądowe pomiędzy zamawiającym budowę portalu Urzędem Marszałkowskim, a wykonującą to zamówienie firmą Qumak, będą ciągnęły się niczym opera mydlana. Dlaczego to trwało aż tyle lat? Pewnie dopiero rozprawy sądowe to wyjaśnią. Wiadomo natomiast, że pomysł poswatał w 2007, kiedy marszałkiem województwa był Andrzej Łoś z PO. Jakoś nie było mu po drodze z władzami regionalnymi PO i zastąpił go na tym stanowisku marszałek Łapiński, także z PO. Po bodaj dwóch latach marszałka Łapińskiego wymieniono na marszałka Jurkowlańca, oczywiście z PO. Marszałek Jurkowlaniec został następnie podmieniony na marszałka Przybylskiego, oczywiście z PO. Dotrwał on do końca kadencji i został wybrany ponownie. Te zmiany były dokonywane wyłącznie na członków tej samej partii, ale marszałkowie wcale nie prowadzili takiej samej polityki: partia ta sama, ale marszałkowie myśleli różnie, jak to w PO, partii eklektycznej. W ślad za wymianą marszałków dokonywano dość istotnych zmian także w zarządach województwa. W ślad za tym szły zmiany na funkcjach dyrektorów departamentów czy wydziałów. Każdy taki „przewrót”, nawet wewnątrzpartyjny, powoduje oczywiste zahamowanie prac urzędu, jak i każdej innej instytucji. Tak to wygląda w praktyce i trudno coś na to poradzić. Każda zmiana marszałka i zarządu zapewne hamowała także przygotowania prac nad platformą e-Dolny Śląsk. Mogę zaryzykować twierdzenie, że te zmiany opóźniły prace nad portalem w Urzędzie Marszałkowskim o przynajmniej półtora roku. Być może dlatego ostateczną umowę na wykonanie portalu z firmą Qumak podpisano dopiero bodaj dwa lata temu. Jaki stąd morał? Częste zmiany personalne nie służą płynności pracy w UMWD, co widać także po innych sprawach prowadzonych przez urząd. Szczególnie, że te zmiany odbywały się w ramach tej samej partii. Spór szedł nie o wizje rozwoju regionu, a o to, kto w PO ważniejszy. I być może dlatego teraz wyrzuca się 65 milionów złotych w przysłowiowe błoto.

Czesław Cyrul

Dzisiaj kandydaci lewicy w wyborach prezydenckich mogą liczyć na poparcie około 15 % wyborców. O tych wyborców zabiegać będzie 4 kandydatów lewicy. Gdyby na lewicy była zgoda, byłaby premia od wyborców za nią (zgodę), bo wyborcy dostają już nudności od kłótni i podziałów po tej stronie sceny politycznej. W swoim zacietrzewieniu i politycznej ślepocie kandydaci na prezydentów i popierające ich partie straciły zdrowy rozsadek, pchają lewicę w przepaść. Kandydaci: dr Ogórek, dr Palikot, kandydatka Grodzka i kandydatka Nowicka wierzą w sukces, ale nie wiadomo jaki.   Na początku jest mały sukces: na lewicy kobiety górą.  Niedoszły kandydat Kalisz zorientował się, że na wyborcze barykady żadna partia za nim nie podąży i rozsądnie wycofał się z wyborów. Z dawnego Ruchu Palikota startuje aż troje kandydatów. Kandydatka Nowicka twierdzi, że nie ma wroga na lewicy i chce te środowiska łączyć. Jak kandydatka chce je łączyć, powiększając liczbę kandydatów na lewicy, to ja nie wiem. Zapewne po wyborach np. Palikot będzie szczycił się wynikiem 1,3% zdobytych głosów, a kandydatka Nowicka zdobędzie np. 1,2% – i na tym będzie polegało zwycięstwo Palikota. Kandydatkę Nowicką popiera Unia Pracy. Od 10 lat UP przegrywała wybory w koalicji z SLD. Przegrana w koalicji była mniej bolesna, zawsze można było na kogoś zrzucić winę. Teraz UP postanowiła przegrywać sama. Klęska w osamotnieniu będzie bardziej bolesna. Wyniki będą przykre także dla innych kandydatów lewicy. Za kłótnię elit lewicy wyborcy srogo je ukarzą. Nadzieja w tym, że nie wszystkim uda się zebrać odpowiednią ilość podpisów do rejestracji kandydatów i tym samym wyborcy, na wstępie, zastosują środki zapobiegające nadmiernemu mnożeniu się kandydatów na lewicy. Tymczasem inni kandydaci ruszyli już w Polskę. Kandydatka dr Ogórek szuka natomiast poparcia w Madrycie. To bardzo oryginalna i niespotykana dotąd forma kampanii. Z Warszawy, ze sztabu kandydatki idą za to w teren wytyczne dotyczące zbierania podpisów pod jej kandydaturą. Elektorat domaga się spotkań z kandydatką, a kandydatka z własnej woli, czy z innych powodów takich kontaktów unika. Nawet najmądrzejsze moje tłumaczenia, że to jest taka strategia wyborcza, do ludu nie trafiają, więc lud nie pali się ze zbieraniem podpisów. Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Oczywiście podpisy zostaną zebrane, ale jest to zbiórka bez entuzjazmu, którego ja, tu na dole, nijak nie potrafię wzniecić. Magdaleno Ogórek, przybywaj więc na spotkania z wyborcami jak najszybciej!

Czesław Cyrul

Przy każdej, nadążającej się okazji prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz jednym ciągiem wymienia wielkie inwestycje, które zostały zbudowane z jego inicjatywy. W tej wyliczance zawsze jest wymieniana obwodnica autostradowa Wrocławia. Jest to inwestycja wybudowana za unijne i rządowe, a nie miejskie pieniądze, co zdaje się sugerować prezydent. Starania o tę obwodnicę trwały kilkanaście lat i główny ciężar przygotowań do jej budowy ponosiła administracja rządowa, a nie Urząd Miejski. Ale – jak wiadomo – sukces ma wielu ojców i do takiego ojcostwa przy poczęciu obwodnicy przyznaje się prezydent Dutkiewicz przy każdej okazji. Takie ojcostwo ma sie tak do rzeczywistości, jak pisanie o polskich obozach zagłady przez media zagraniczne, choć wiadomo, że  były one niemieckie. Z ojcostwem obwodnicy pana prezydenta jest podobnie. To bardzo skrajne porównanie, ale pokazujące zasadniczą różnicę. W ostatnim z wywiadów pan prezydent pochwalił się ponownie obwodnicą, ale zapomniał o Stadionie Miejskim stojącym tuż przy obwodnicy. Też bym na jego miejscu coraz częściej zapominał o tej inwestycji, której jest ojcem z całą pewnością. Stadion kosztował miliard złotych. Most Rędziński, będący fragmentem obwodnicy tyle samo. Przez most przejeżdża około 100 tys. pojazdów na dobę. Most i obwodnica służą milionom obywateli. W trakcie rozgrywek piłkarskich, co dwa tygodnie, przychodzi na stadion 10 tyś widzów. Na most wydano miliard i tyle samo na stadion. W tej sytuacji nie dziwię się, że prezydent przypisuje sobie ojcostwo obwodnicy, a stadion traktuje jak bękarta, choć do niedawna był to obiekt jego dumy. Rzeczywistość okazała się okrutna. Zabetonowanego w stadion miliarda nigdy nie uda się, choć w części, odzyskać.

Czesław Cyrul

Ostatnie sondażowe notowania partii politycznych zaskakują. W kraju trwają strajki górników i rolników. Rządzące partie atakowane są przez opozycję i związki zawodowe za fatalną politykę „górniczą” i rolną. Premier Kopacz i PO obwiniane są za unikanie sensownego rozwiązania problemu wydobycia węgla, co skutkuje strajkami górników. Natomiast rolnicy, po latach ciszy na wsi, także postanowili upomnieć się o swoje. Ponieważ ceny mleka i żywca wieprzowego spadły, a jabłek nie chce kupować Rosja, rolnicy mają problem ze zbytem produkcji. Mają ten kłopot tylko producenci. Większość drobnych rolników niczego nie produkuje i nie sprzedaje. Chyba, że na własny użytek, a dotacje unijne są podstawowym źródłem dochodów w takich nibygospodarstwach. Strajkują zatem poważni producenci rolni, a nie właściciele drobnych gospodarstw. Tym wszystko jedno, jakie ceny obowiązują w skupie, bo niczego nie sprzedają. Te strajki wydawałoby się powinny bardzo obniżyć notowania PO i PSL. Tymczasem notowania tych partii, jak prawie nigdy dotąd, poszybowały w górę. Można snuć różne domysły czy spekulacje, dlaczego tak jest. Moim zdaniem obywatele wiedzą, że do górnictwa, do górniczych emerytur, do wydobycia węgla, itp. dopłacamy wszyscy. Kiedy górnikom pogarsza się, potrafią oni upomnieć się o swoje i zmusić władzę do ustępstw. Mają rację atakując rząd za zaniechania w górnictwie, pokazują przy tym swoje wyjątkowe poświęcenie w zawodzie i dlatego powinniśmy do nich dokładać z publicznej, czyli naszej kasy. Natomiast rolnicy są największym beneficjentem środków unijnych. Część z nich jest sensownie inwestowana w rozwój nowoczesnego rolnictwa, część po prosu przejadana. Kiedy zaczyna być gorzej rolnicy także upominają się o swoje. Inne grupy zawodowe, mają często znacznie gorzej, Miliony bezrobotnych nie umieją się zorganizować w obronie własnych interesów. Przyglądają się oni protestom tych, którym nie wiedzie sie gorzej od nich i odruchowo, stają po stronie rządzących, by ci nie zabrali im jeszcze więcej i oddali protestującym. Być może, dlatego notowania PO i PSL są obecnie tak wysokie. Obywatele ślą sygnał. Brońcie praw tych najbardziej pokrzywdzonych i nie potrafiących upomnieć się o swoje, a nie tych strajkujących pod ziemią i blokujących drogi: my mamy jeszcze gorzej od protestujących i nie chcemy do nich dokładać. Może tak jest, ale pewności nie mam.

Czesław Cyrul

Przez kilka dni myślą przewodnią w mediach polityków PiS było chwalenie ładnego, wygłoszonego z głowy, przemówienia kandydata Dudy i krytyka sztampowego, odczytanego z kartki, wystąpienia prezydenta Komorowskiego. W związku z tym politycy PiS sugerują, że gdyby doszło do debaty pomiędzy w/w, to na pewno kandydat Duda wypadłby lepiej, bo umie ładniej mówić i do tego bez kartki. Do takiej debaty w pierwszej turze nie dojdzie z powodu natłoku kandydatów i dopóki drobnica prezydencka nie wykruszy się, to taka debata nie ma sensu. Politycy PiS zapominają, że obecny prezydent też może mówić bez kartki, kłopoty miewał z ortografią. Inny kandydat Korwin – Mikke mówił, na swojej konwencji, niby z głowy, ale co chwila spoglądał na ściągę z obcymi cytatami. Niestety tembr głosu Korwin – Mikkego sugeruje zaawansowany wiek kandydata, mimo że jest jeszcze zdolny do płodzenia dzieci, to z jego płodnością intelektualną jest coraz gorzej. Mimo słabnącej siły przekonywania do rzeczy śmiesznych, setki zaczadzonych Korwinem młodych ludzi przybyło na konwencję, by złożyć hołd ich guru.
Kandydat Kalisz też z pewnie coś powie, ale na razie zbiera zaplecze wyborcze. Jego podporą ma być SdPL (Socjaldemokracja Polska). Zajrzałem na strony internetowe tej „de facto” umarłej partii. I tak. np. na Dolnym Śląsku jeden z ostatnich wpisów informuje o ofensywie SdPL w regionie. Wpis jest z 2009 roku. Po tym wpisie zapanowała martwa cisza. Ostatni wpis na stronie tej partii w Lublinie informuje, że ta partia poparła kandydata PO (pewnie Komorowskiego) na prezydenta w 2010r. Otaczając się martwymi szyldami kandydat Kalisz dowiódł, że z politycznego gracza w I ligi spadł do ligi okręgowej i na tym jazdy w dół nie koniec. Szkoda człowieka, bo to dobry i mądry polityk był.
Kandydat Kukiz powiedział, że jest prawicowcem o lewicowym sercu. Takie mieszanie poglądów jest od lat w modzie. Znam wielu lewicowców o prawicowych sercach. Kandydat Kukiz wypowiada się szczerze i ze swadą, co nie oznacza, że zawsze mówi z sensem, ale takie zaangażowanie jest bardziej przekonywujące od beznamiętnego klepania napisanych na kartce uczonych i mądrych zdań.
Co powie kandydatka Ogórek? Po tak długich przemyśleniach i treningu musi być to wystąpienie mądre, przekonywujące i porywające. Reszty dopełni uroda i wdzięk kandydatki. Dla wielu wyborców to bardzo ważny element u kandydatek, u kandydatów także, choć odgrywa mniejszą rolę. Uciekający czas kandydatka Ogórek musi przecież jakoś nadrobić.
Czesław Cyrul

 

Znudzona Rada Krajowa PO i ospały prezydent Komorowski. Tak oceniam spotkanie śmietanki PO, która udzieliła poparcia Prezydentowi Komorowskiemu, by swoje znużenie prezydenturą przedłużył na kolejne 5 lat. Może jednak to się Platformie nie uda. Dynamiczna konwencja Kandydata PiS Andrzeja Dudy. Przeciwnicy zarzucają mu mało merytoryczne wystąpienie. To w takich spektaklach nie ma aż tak wielkiego znaczenia, liczy się pozytywne wrażenie i to się organizatorom udało. A czy ktoś pamięta co powiedział prezydent Komorowski na partyjnym spotkaniu PO? Może i ktoś pamięta, ale nikt nie przywiązuje do takich wystąpień większej uwagi. Na swojej konwencji przysięgał się , ale nie wiem na co, kandydat Janusz Korwin – Mikke. Tyle z jego konwencji zapamiętałem. Anna Grodzka natomiast chce zostać kandydatką lewicy, może nawet całej, ale to będzie trudne. Paweł Kukiz zachęca by zbuntowani poszli za nim. Jak zostanie prezydentem, to utworzy okręgi jednomandatowe i od razu będzie lepiej, no i do tego rozgoni klasę polityczną. Ni ładu ni składu w tym co mówi, ale retoryka może się wielu niezadowolonym podobać. Nadal nic nie słychać o kandydatce Magdalenie Ogórek. Boję się, by z tej tajemniczości w przygotowaniach nie wyszła klapa. Póki co władze centralne wydały polecenie zbierania podpisów pod kandydaturą, reszta jest tajemnicą. Takie trzymanie w napięciu może jest i ciekawe, ale nie na dłuższą metę. Wierzę, że pokazana w końcu królewna (królową zostanie jak wygra wybory) nie okaże się naga, bo na razie tak jest przedstawiana przez większość środowiska dziennikarskiego i polityków z innych partii. Milczenie jest złotem, ale w tym przypadku może także oznaczać zupełnie coś innego. Ale jak konwencja wyborcza naszej kandydatki będzie równie ciekawa i sprawna organizacyjnie, jak kandydata Dudy, to wszystko odszczekam. No to sobie ponarzekałem, bo szlag mnie trafia. Teraz napiję się piwa i jakoś tę żółć rozgonię w sobie.

Czesław Cyrul

 

Sejm wyraził zgodę na ratyfikację konwencji antyprzemocowej.. Jest to pierwsza, przyjęta po wielu latach, ustawa dotycząca kwestii obyczajowych. Hałaśliwa prawica, przy wsparciu kościoła, uznała konwencję za neomarksistowski atak na polską rodzinę, chęć lewaków do manipulowania społeczeństwem itp. Z kłamliwej retoryki prawicy można odnieść wrażenie, że ta ustawa wkrótce zabroni zawierania legalnych małżeństw, zezwoli tylko na małżeństwa jednopłciowe i co najwyżej na związki partnerskie. Społeczeństwo jednak swój rozum ma. Około 90. procentom obywateli konwencja nie przeszkadza, wręcz przeciwnie. Jednak dla kościoła i zaściankowej prawicy taka opinia nie jest istotna. Walka toczy się o wpływy polityczne. Kościół boi się utraty tych wpływów i chce trzymać społeczeństwo w konserwatywnych ryzach, nie wierzy swoim wiernym i prawa boskie chce wzmacniać prawem ziemskim. Przy realizacji tych celów wysługuje się w Sejmie hałaśliwą prawicą, a ta, w zamian, ma jego (kościoła) poparcie w wyborach parlamentarnych, czy każdych innych. Złość kościoła i wściekłość prawicy jest poniekąd zrozumiała. Niedawno rząd zezwolił na zakup bez recepty pigułek „dzień po”. Był to poważny cios w ideologię prawicy. Teraz ratyfikowano wspomnianą konwencję. Jest to kolejna wyrwa w zwartym murze obyczajowego konserwatyzmu. Na regulację ustawową oczekuje In vitro i ustawa o związkach partnerskich. Prawica, w tym także PO, zrobi wszystko by te sprawy odwlec, ale uchwalenie ich, wcześniej czy później, jest nieuniknione. To będą kolejne porażki konserwatywnej prawicy i przybliżanie nas do europejskich standardów. Nie ma w tych ustawach żadnego zagrożenia dla naszego społeczeństwa. Jest zagrożenie dla interesów prawicy i kościoła.

Platforma poparła, choć z oporami niektórych posłów, ratyfikację. Jej koalicjant, PSL zachował się inaczej. Wszyscy liderzy tej partii byli przeciw ratyfikacji. Ci, którzy byli za, to nowoprzyjęci do klubu, głównie ci od Palikota. Nawet poseł Żelichowski, który dzień wcześniej, przed kamerami, deklarował poparcie dla konwencji, wstrzymał się od głosu. PSL stał się równie konserwatywny jak PiS. Co prawda nie jest tak hałaśliwy, ale głosuje tak samo. To maska ludowców założona do politycznej gry. Ludowcom zależy na względach wiejskich proboszczów, Na wsi to PiS jest głównym przeciwnikiem ludowców i cieszącym się zarazem względami kościoła. Dla pozyskania tych względów ludowcy proboszczom weszliby niewiadomo gdzie, ale tam już miejsce zajmują politycy z PiS. Tymczasem wybory prezydenckie za pasem i walka o względy proboszczów będzie się nasilać. PO wcześniej dostała od kościoła cząstkowy odpust (rozgrzeszenie) na głosowanie wbrew woli biskupów, ofiarowała, bowiem, z pieniędzy podatników, 16 mln na budowę świątyni, więc może liczyć na umiarkowany gniew hierarchów, czyli będzie czyściec zamiast piekła.

Czesław Cyrul

Wybory prezydenckie – jak każde zresztą –  wymagają sporych pieniędzy ma kampanię. W wyborach samorządowych tysiące kandydatów do rad wszelkich szczebli, ich znajomi i ich rodziny finansują taką kampanię ze swoich pieniędzy. W wyborach parlamentarnych także, głównie na kandydatach i ich sztabach spoczywa obowiązek zbierania funduszy wyborczych.  Żaden kandydat na Prezydenta Polski nie ma tak dużych funduszy, by samodzielnie kampanię sfinansować. Zatem partia lub organizacje wystawiające kandydata biorą na siebie obowiązek finansowania wyborów. Jakie kwoty wchodzą w grę?  Na zaznaczenie obecności w mediach krajowych potrzeba przynajmniej miliona złotych.  Samo zebranie 100 tyś podpisów popierających kandydaturę, to już spore wyzwanie. Duże partie załatwią to własnym sumptem. Mniejsze ugrupowania często płacą za zbieranie podpisów.

Promując kandydata można wyprodukować tani spot i na okrągło emitować go, w darmowym czasie wyborczym, w publicznym radio i telewizji. Programy te najczęściej oglądają członkowie sztabów wyborczych, więc lepiej korzystać z komercyjnych reklam, a te kosztują.

Kandydat Komorowski, ponieważ jest prezydentem korzysta z wielu ułatwień. Wystawiająca go PO jest partią rządzącą i poprzez to bogatą, wiec wysupłanie kilkunastu milionów na kampanię nie będzie problemem.

Kandydat Duda wystawiony przez PiS będzie miał gorzej, ale za jego placami też stoi duża partia. Na pewno pomoże.

Kandydatka Ogórek z lewicy będzie miała znacznie gorzej. SLD nie należy do partii bogatych.  Nie kręcą się wokół niej bogaci sponsorzy, ci, od zawsze, lubią być blisko władzy (każdej).

Jeszcze gorzej jest w finansami PSL. Partia ta ma nieustające kłopoty z poprawnym składaniem rocznych sprawozdań do PKW i w związku z powyższym nie dostaje publicznych dotacji. Zieloni mają jednak wielu swoich ludzi w organach samorządowych i rządowych, a także spore grono bardzo szczęśliwie wybranych radnych w sejmikach.  Nie powinni oni (oczywiście dobrowolnie) szczędzić grosza na kampanię swojego kandydata, co jest prawnie dozwolone.

Kandydat Palikot z obumarłej partii „Twój Ruch” pewnie sam sobie sfinansuje kampanię, bo jako jedyny kandydat  ma za co.  Dobrze zorientowani twierdzą, że trzyma rękę na partyjnej kasie, wiec sobie poradzi, tylko niewiele z tego wyniknie. Inni, potencjalni kandydaci lewicy: posłanka Grodzka, czy poseł Kalisz nie podejmują jeszcze decyzji, bo wiedzą, że na kampanię potrzebnie są pieniądze. Partia Zielonych, czy wirtualna partia posła Kalisza tych pieniędzy nie mają.

Na prawicy kandydat Korwin – Mikke pewnie wyda tyle ile sam ma. Za to kolejne pokolenia młodych naiwnych przyjdą na przedwyborcze spektakle Korwina, by posłuchać barwnego bajdurzenia starszego pana. Kandydat Braun z prawicy (nie wiadomo dokładnie jakiej) też nie ma pieniędzy, a wygłoszenie poglądu w jego stylu np. o potrzebie dziesiątkowania dziennikarzy wywoła co najwyżej zdziwienie u wyborców i nic ponadto. Kandydat Kowalski od narodowców, w ramach kampanii, zorganizuje marsze patriotyczne z udziałem kiboli.  Zniszczą kilka przystanków i porzucają kamieniami w policjantów. I to będzie wszystko, na co ich stać. Moda na „prawdziwych patriotów” na szczęście mija. Jeżeli policja będzie bardziej dbała o porządek w trackie manifestacji narodowców znikną oni zupełnie. Pojawienie się innych kandydatów bez zaplecza politycznego i finansowego z góry jest skazane na niepowodzenie.    Większość kandydatów doskonale wiele, że zyska śladowe poparcie, ale zapis w C.V. o kandydowaniu na prezydenta RP  może otwierać drzwi do dalszej kariery, choć w zasadzie kandydowanie w takich wyborach powinno być jej ukoronowaniem.

Czesław Cyrul