Wyboracza kasa

Kategorie: Bez kategorii

Wybory prezydenckie – jak każde zresztą –  wymagają sporych pieniędzy ma kampanię. W wyborach samorządowych tysiące kandydatów do rad wszelkich szczebli, ich znajomi i ich rodziny finansują taką kampanię ze swoich pieniędzy. W wyborach parlamentarnych także, głównie na kandydatach i ich sztabach spoczywa obowiązek zbierania funduszy wyborczych.  Żaden kandydat na Prezydenta Polski nie ma tak dużych funduszy, by samodzielnie kampanię sfinansować. Zatem partia lub organizacje wystawiające kandydata biorą na siebie obowiązek finansowania wyborów. Jakie kwoty wchodzą w grę?  Na zaznaczenie obecności w mediach krajowych potrzeba przynajmniej miliona złotych.  Samo zebranie 100 tyś podpisów popierających kandydaturę, to już spore wyzwanie. Duże partie załatwią to własnym sumptem. Mniejsze ugrupowania często płacą za zbieranie podpisów.

Promując kandydata można wyprodukować tani spot i na okrągło emitować go, w darmowym czasie wyborczym, w publicznym radio i telewizji. Programy te najczęściej oglądają członkowie sztabów wyborczych, więc lepiej korzystać z komercyjnych reklam, a te kosztują.

Kandydat Komorowski, ponieważ jest prezydentem korzysta z wielu ułatwień. Wystawiająca go PO jest partią rządzącą i poprzez to bogatą, wiec wysupłanie kilkunastu milionów na kampanię nie będzie problemem.

Kandydat Duda wystawiony przez PiS będzie miał gorzej, ale za jego placami też stoi duża partia. Na pewno pomoże.

Kandydatka Ogórek z lewicy będzie miała znacznie gorzej. SLD nie należy do partii bogatych.  Nie kręcą się wokół niej bogaci sponsorzy, ci, od zawsze, lubią być blisko władzy (każdej).

Jeszcze gorzej jest w finansami PSL. Partia ta ma nieustające kłopoty z poprawnym składaniem rocznych sprawozdań do PKW i w związku z powyższym nie dostaje publicznych dotacji. Zieloni mają jednak wielu swoich ludzi w organach samorządowych i rządowych, a także spore grono bardzo szczęśliwie wybranych radnych w sejmikach.  Nie powinni oni (oczywiście dobrowolnie) szczędzić grosza na kampanię swojego kandydata, co jest prawnie dozwolone.

Kandydat Palikot z obumarłej partii „Twój Ruch” pewnie sam sobie sfinansuje kampanię, bo jako jedyny kandydat  ma za co.  Dobrze zorientowani twierdzą, że trzyma rękę na partyjnej kasie, wiec sobie poradzi, tylko niewiele z tego wyniknie. Inni, potencjalni kandydaci lewicy: posłanka Grodzka, czy poseł Kalisz nie podejmują jeszcze decyzji, bo wiedzą, że na kampanię potrzebnie są pieniądze. Partia Zielonych, czy wirtualna partia posła Kalisza tych pieniędzy nie mają.

Na prawicy kandydat Korwin – Mikke pewnie wyda tyle ile sam ma. Za to kolejne pokolenia młodych naiwnych przyjdą na przedwyborcze spektakle Korwina, by posłuchać barwnego bajdurzenia starszego pana. Kandydat Braun z prawicy (nie wiadomo dokładnie jakiej) też nie ma pieniędzy, a wygłoszenie poglądu w jego stylu np. o potrzebie dziesiątkowania dziennikarzy wywoła co najwyżej zdziwienie u wyborców i nic ponadto. Kandydat Kowalski od narodowców, w ramach kampanii, zorganizuje marsze patriotyczne z udziałem kiboli.  Zniszczą kilka przystanków i porzucają kamieniami w policjantów. I to będzie wszystko, na co ich stać. Moda na „prawdziwych patriotów” na szczęście mija. Jeżeli policja będzie bardziej dbała o porządek w trackie manifestacji narodowców znikną oni zupełnie. Pojawienie się innych kandydatów bez zaplecza politycznego i finansowego z góry jest skazane na niepowodzenie.    Większość kandydatów doskonale wiele, że zyska śladowe poparcie, ale zapis w C.V. o kandydowaniu na prezydenta RP  może otwierać drzwi do dalszej kariery, choć w zasadzie kandydowanie w takich wyborach powinno być jej ukoronowaniem.

Czesław Cyrul

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *