Miesięczne archiwum: Marzec 2015

Obejrzałem i posłuchałem pierwszego wywiadu kandydatki Magdaleny Ogórek w TVP Info. Warto było tyle czekać i zżymać się na milczenie kandydatki. Okazało się, że kandydatka ma sporo do powiedzenia i odpowiedzenia na pytania dziennikarza, który próbował ją zagiąć w kilku tematach. Nie udało się. Magdalena Ogórek uzupełniała wiedzę dziennikarza i poszerzała merytorycznie temat. Kandydatka górowała swoim merytorycznym przygotowaniem i wiedzą nad dziennikarzem. Nie udało się także dziennikarzowi udowodnić, że kandydatka nie posiada własnych poglądów. Kontestatorzy ciągle dowodzą, że poglądy kandydatki odbiegają od programu SLD. Może i tak. Jednak notowania SLD są od dłuższego czasu nie najlepsze, delikatnie mówiąc, więc jeżeli kandydatka ma coś nowego do powiedzenia i spotka się to z uznaniem, to trzeba przyklasnąć kierunkom jej myślenia. Sam też byłem sceptykiem, co do jej poważnych występów kandydatki przed kamerą i mikrofonem. Na szczęście moje obawy były płone. Egzamin kandydatka zdała celująco, a dziennikarze muszą się dobrze przygotowywać do wywiadów z Magdalena Ogórek, by chcąc zagiąć kandydatkę, sami mogą wyjść na niedouczonych. Inni kandydaci chyba nie są tak wymagający. Kandydatka Ogórek w końcu przemówiła. Warto było czekać.

Czesław Cyrul

Do wyborów prezydenckich lewica poszła osobno i pokłócona. SLD też nie był w tym wszystkim bez winy. Inne grupy postanowiły udowodnić, że są lepsze od SLD, mądrzejsze i oczywiście mające poparcie u wyborców. Na tle aktualnych notowań SLD wydawałoby się, że nie będzie to trudne. Tymczasem okazało się, że kandydatki Grodzka i Nowicka nie uzbierały wystarczającej ilości podpisów. Odpadły w eliminacjach. Zupełnie przepadła gdzieś kandydatka Piątek z Partii Kobiet. Podpisałem poparcie mojej kandydatce Ogórek i wszystkim trzem, wcześniej wymienionym, ale to nic im nie pomogło. Inna, niż SLD, lewica pokazała swoją nieporadność organizacyjną i słabość na tle, podobnych im, „planktonowych” kandydatów z prawicy, którzy nie mieli problemu z zebraniem podpisów. To także mój smutek pokazujący jak słaba jest ta podzielona lewica. Mimo porażki kandydatka Grodzka  twierdzi, że będzie tworzyć ekipę na wybory parlamentarne, nie traci nadziei na sukces. Może i utworzy listę i może zdobędzie 1 lub 2 % poparcia. Ale to żaden sukces. UP także zakosztowała gorzkiego smaku samodzielności z kandydatką Nowicką do spółki: nie będzie możliwości zwalenia winy na SLD, że oni (UP) chcieli, a SLD wszystko spieprzył. Jest jeszcze rozpaczliwie walczący, już tylko o honor, kandydat Palikot. Został sam, ale uporu mu nie brakuje. Twardy zawodnik, który co chwila zmieniał polityczną taktykę, a strategii nie miał żadnej. Teraz została tylko desperacja.

Magdalena Ogórek zebrała 500 tys. podpisów pod poparciem dla swojej kandydatury. Członkowie SLD i sympatycy lewicy specjalnie się w tej akcji nie napinali. Gdyby kandydatka o to mocniej zaapelowała, zamiast tajemniczo milczeć, bez trudu można by uzbierać np. 800 tys. podpisów.

Z tej politycznej lekcji wynika kilka wniosków. Jedynie SLD jest zdolny do samodzielnej walki politycznej, ale nie jest siłą, która powali prawicę na kolana. Poza SLD nie ma, ani grup, ani liderów zdolnych zjednoczyć lewicę. Podejrzewam także, że słabe organizacyjnie kanapy na lewicy wcale nie chcą zjednoczenia. Sam SLD, po wyborach prezydenckich, musi głęboko zastanowić się, jak porozumieć się z innymi środowiskami lewicy, by docenić ich tożsamość i samodzielność, choć to zadanie nie jest łatwe. Rozproszona lewica także musi zacząć realnie oceniać polityczną rzeczywistość, być bardziej skłonną do porozumienia i przestać namiętnie wytykać błędy „betonowi” z SLD. Odnoszę wrażenie, że te środowiska lewicowe, pokłócone miedzy sobą, zgadzają się na to (jak w arabskim przysłowiu), że nigdy nie będą się ze sobą zgadzać, a to droga donikąd. I wniosek kolejny. Bez SLD nic nowego na lewicy się nie wydarzy. Skoro jednak SLD będzie zdawał sobie sprawę ze swojej potęgi wśród słabych i patrzył z góry na innych, bessa na lewicy będzie trwać nadal.

Czesław Cyrul

Odsłuchałem w Internecie wywiad, jakiego udzielił Janusz Korwin – Mikke wrocławskiej TVP. Dziennikarka zapytała kandydata, co sądzi o protestach na drodze S8 od Wrocławia do Kłodzka. Protestujący domagają się budowy nowej drogi, bo ta, stara nie wytrzymuje już natężenia ruchu. Kandydat Korwin – Mikke powiedział, że trzeba postawić znaki ograniczające prędkość i problem będzie rozwiązany. Takie znaki już tam stoją – zauważyła dziennikarka. To niech ludzie uważają, albo przecież nie muszą tą drogą jeździć. W Albanii są np. drogi pochyłe i też ludzie giną, a mimo to jeżdżą. Ale mieszkający przy tej drodze muszą nią jeździć, bo innej nie mają, naciskała dziennikarka. Zamiast recepty, bo Korwin na wszystko ma proste i skuteczne recepty, kandydat zaczął mówić o konieczności zniesienia podatku PIT. Gdyby zniesiono, PIT to nawet na znaki drogowe państwo nie miałoby pieniędzy, a o budowie nowych dróg w ogóle należałoby zapomnieć. Czyli nie byłoby niczego jak mawiał klasyk Kononowicz – swego czasu kandydat na prezydenta Białegostoku. Tak więc, według teorii Korwina, niepłacenie podatków jest drogą do rozwoju naszej infrastruktury drogowej edukacyjnej i obronnej, itd. Nie płaćmy podatków, a będziemy mieli wszystko, to jest motto gospodarcze kandydata. Recepta prosta i skuteczna, aż dziwne, że nikt w cywilizowanym świecie jeszcze z tej mądrości nie skorzystał. Kandydat Korwin -Mikke założył kilka partii, rozstawał się z nimi raczej w nienajlepszej atmosferze. Kongres Nowej Prawicy, przedostatnia partia kandydata miała tak skomplikowany statut, że sami liderzy nie mogli, w jego interpretacji, dojść do ładu. Natomiast dla kraju kandydat ma proste i skuteczne recepty na dobrobyt. A naród tego jakoś nie kupuje. Choć inny klasyk – też z prawicy- powiadał, że …głupi lud to kupi… Na szczęście naród swoją mądrość ma. Są oczywiście bezkrytyczni wyznawcy Korwina, bardzo mobilni, wierzą w swojego bożka sukcesu i wszelkiej pomyślności, ale tylko dla młodych, zdrowych i bogatych. Dla słabszych w wyimaginowanym świecie Korwina nie ma miejsca. Każdemu wolno wierzyć, żyjemy w wolnym kraju.

Czesław Cyrul

Oczywista afera z kasami SKOK i ich powiązanie z PiS-em pozwala spekulować, czy aby ta afera nie pogrąży Andrzeja Dudę i jego partię. Otóż nic takiego się nie stanie. Można było także przypuszczać, że liczne afery finansowe, podsłuchowe, łapówkowe pogrążą PO. Wcale nie pogrążyły. Nie pogrążyły także PiS-u skandale obyczajowe posła Hofmana oraz krętactwa w rozliczaniu służbowych podróży jego i jego kompanów. Nikomu nie przeszkadza, że w biurach europosłów PiS zatrudniane są rodziny liderów tej partii. Dwa plemiona wyznawców tych partii nie zwracają uwagi na dziejące się skandale. Współplemieńcy wierzą w swoje partie – i nic ich nie zrazi ani nie zmusi od odstąpienia od tej wiary. Owszem są tacy, co odstępują, ale są w mniejszości. To jest wojna plemion i dezercja w czasie wojny jest zdradą wiary, a z wiarą – jak wiadomo – się nie dyskutuje. Być może wyznawcy tych partii myślą następująco: jak moja partia wygra wybory lub jest przy władzy, to i mnie będzie lepiej. Jak przegra – będzie mi gorzej, więc toleruję skandale w mojej partii, bo jest ona moja i wybaczam jej wszystkie świństwa, byleby moje i mojej partii było na wierzchu. Stabilność notowań tych dwóch partii pozwala mi przypuszczać, że mam w tym sporo racji. Rzecz dotyczy, na szczęście, tylko niecałych 30 % aktywnych, chodzących głosować wyborców, bo tyle opowiada się za tymi partiami. Prawie 60% wyborców nie chodzi do wyborów, udaje, że to nie ich wojna. Niestety, ta wojna plemion dotyczy nas wszystkich. Nieobecni przy urnach sądzą, że skandale polityczne, złe decyzje rządu, sknocone ustawy parlamentu ich nie dotyczą. Dotyczą w takim samym stopniu, jak tych, co do wyborów chodzą pilnując swoich interesów, bo to im bardziej się opłaca. Samo poczucie plemiennej wspólnoty pozwala czuć się pewniej, tak jak kibolom bycie w kupie pozwala czuć się pewniej. A że wśród współplemieńców są dranie, no to co. To są swoi dranie i należy ich bronić wszelkimi sposobami.

Czesław Cyrul

W kampanii prezydenckiej nastąpił lekki dołek. Komitety zbierają jeszcze podpisy, jedne chwalą się ile ich mają, a inne, w ciszy, usiłują zebrać potrzebną ich ilość. Wkrótce wszystko będzie jasne, kto przeszedł te eliminacje i wejdzie do rozgrywek turniejowych.

Kandydat Komorowski zapowiedział dwutygodniowy objazd bronkobusami po kraju, ale energii i czasu starczyło ledwie na klika wyjazdów. Osierocone bronkobusy samotnie krążą po kraju, a prezydent wypełnia swoje konstytucyjne obowiązki.

Kandydat Duda, po kilku deklaracjach przywiązania do nauk kościoła, pewnie zrozumiał, że opowiadanie się przeciwko in vitro i innym współczesnym rozwiązaniom w życiu osobistym obywateli nie jest przez młodsze pokolenie akceptowane i że zrazi do siebie tym młodych całkowicie. Marne poparcie kandydata Dudy wśród młodych wyborców zdaje się te przypuszczenia potwierdzać.

Kandydat Korwin-Mikke wystąpił w Szczecinie w sali pełnej młodych ludzi. Jeżeli młodzi traktują występ Korwina jak kabaret, to nie dziwię się frekwencji. Natomiast, jeżeli wierzą w to, co mówi kandydat Korwin-Mikke, to wystawiają świadectwo marnej edukacji obywatelskiej i ekonomicznej w naszych szkołach i uczelniach. Słabo zorientowani młodzi miotają się pomiędzy Palikotem, Korwinem i Kukizem. Kandydat Kukiz występuje przeciwno wszystkim: władza kradnie i dba tylko o siebie, trzeba wszystko zmienić. Te słowa mają ostatnio spore oparcie w kryminalnych faktach, jakich dostarczają ludzie z PiS i PO. Kandydat Kukiz wypowiada się jasno tylko w kwestiach jednomandatowych okręgów wyborczych, inne postulaty są rozmazane i nieprzekonywujące, choć określenie władzy, jako grupy złodziei, podoba się sporej grupie obywateli.

Kandydat Jarubas też pewnie musi przestać mówić o przywiązaniu do kościoła, bo to wyborców specjalnie nie interesuje, podobnie jak i jego ultrakonserwatywne poglądy, które nawet aktywistom PSL przestały się podobać.

Kandydatka Ogórek zapowiedziała w Poznaniu, że nie lubi przegrywać i będzie walczyć. Brawo. Jak tylko kampania mojej kandydatki nabierze rumieńców, to może być tylko lepiej. Czekam na to z utęsknieniem.

Czesław Cyrul

Tak nazywa siebie nawzajem prawica na wszelkiego rodzaju demonstracjach. W opinii skrajnej prawicy ci złodzieje to często komuniści, czyli w domyśle ludzie z PO, bo SLD od 10 lat nie ma nic wspólnego z rządami i licznymi aferami gospodarczymi zarazem. Obecnie pokazuje się i opisuje łapówkarza we władzach jakiejś lokalnej PO oraz prezydenta Gdańska, też z PO, który przez roztargnienie zapomniał wpisać do oświadczenia majątkowego jedno z siedmiu czy ośmiu mieszkań, jakie posiada. Łapówkarstwo i fałszowanie oświadczeń to dosyć proste metody „bogacenia się” oraz późniejszego ich zatajania w oświadczeniach majątkowych przez ludzi PO. Przekręty liderów prawicy, choć piętnowane przez media, są nadal praktykowane, a – jak można przypuszczać – na światło dzienne wychodzi tylko drobny ułamek tych podstołowych deal-i.

Przekręt w SKOK-ach jest bardziej finezyjny. Wiadomo, że te kasy były założone po to, by być ekonomicznym ramieniem PiS. Do SKOK-ów nieśli swoje pieniądze ludzie raczej niebogaci, a w zarządach kas licznie zasiadali ludzie PiS. Z tych pieniędzy SKOK- i wspierały prawicowe media i pośrednio kampanie wyborcze PiS. PiS i swego czasu prezydent Kaczyński robili wszystko, by te kasy nie podlegały pod Komisję Nadzoru Finansowego. Ta zaciekła obrona sugerowała, że SKOK-i mają coś do ukrycia, bo skoro kasy byłyby prowadzone kryształowo, to po co ta obrona. W końcu udało się SKOK-i wziąć pod ten nadzór. Na szczęście. Kilka kas upadło i poszkodowani członkowie dostali 3 mld złotych z funduszu poręczeń bankowych. Gdyby SKOK-i nie były objęte nadzorem, członkowie upadłych kas nie dostaliby nic. Potwierdza to moją tezę, że PIS traktuje swoich wyborców instrumentalnie. Gdyby kasy nie były objęte nadzorem KNF, jak tego chciało PiS, to poszkodowani członkowie kas (będący często stronnikami PiS) utraciliby swoje pieniądze. Zatem ta partia broni swoich partykularnych interesów, za nic mając interesy swoich sympatyków.

Ostatnią aferą wokół pisowskich SKOK-ów jest przeniesienie przez Grzegorza Biereckiego, szefa SKOK-ów a zarazem senatora PiS, kilkudziesięciu milionów złotych z fundacji SKOK-ów do prywatnej fundacji w Luksemburgu . Nie wiem, czy było to zgodne z prawem. Politycy PiS mówią, że wszystko jest OK, ich przeciwnicy –- że było to złodziejstwo. Oczekuję od uprawnionych do tego organów państwa, by te orzekły: ukradł senator Bierecki pieniądze z fundacji, czy nie, bo opinie polityków są tutaj wyjątkowo stronnicze. Obawiam się, że to dopiero początek problemów SKOK-ów. Zaniepokojeni aferami członkowie kas zaczną wycofywać z nich swoje pieniądze, a wtedy dopiero zacznie się dziać..

Czesław Cyrul

…”Do najpoważniejszych przyczyn patologii samorządu w Polsce należy dominacja grup politycznych, które uzyskawszy mandat do sprawowania władzy, za pomocą im powierzonych środków wspólnotowych, utrwalają swoją pozycję polityczną. Wraz z wyborem na funkcje wykonawcze uzyskują one dostęp do środków publicznych oraz wpływ na centra opiniotwórcze, dzięki czemu uzyskują jeszcze większą władzę i przeobrażają się w nieobalalne koterie polityczne”….
Wrocław jest klinicznym przykładem ilustrującym tę tezę. W trakcie kampanii samorządowej opozycja krytykowała te patologie, ale wybory niczego nie zmieniły, a to potwierdza tezę o nieobalalności koterii politycznej rządzącej miastem nieprzerwanie od 25 lat. Świetnie ilustruje to sprawozdanie z wydatkowania funduszy wyborczych komitetu Rafała Dutkiewicza i PO. W sumie komitet wydał na kampanię ponad 460 tys. złotych. Na tę kwotę złożyli się przede wszystkim najbliżsi współpracownicy prezydenta i on sam też oczywiście. Tak więc władze miasta obdzielają swoich zaufanych dobrze płatnymi posadami w urzędach. Na rzecz powiększenia liczby posad tworzy się liczne spółki komunalne, z licznie obsadzonymi ludźmi prezydenta zarządami i radami nadzorczymi. Bogacący się pretorianie z tych, zarobionych pieniędzy robią zrzutkę na finansowanie kampanii wyborczej, by ponownie wygrać wybory i mieć nadal dostęp po publicznych pieniędzy, których część znów przeznaczą na jakąś kolejną kampanię. Także biznes, bogacący się na samorządowej kasie sowicie zasila kampanię wyborczą władzy, po to, by zaprzyjaźniona władza została ponownie wybrana i by, dalej żyło się, w jej cieniu, dostatnio. I tak to się z grubsza kręci. Co na to Wrocławianie? Ponad 60 % uprawnionych do głosowania nie poszło w ostatnich wyborach samorządowych do lokali wyborczych.
Czesław Cyrul

Janusz Palikot, we wrocławskim Radiu, po raz któryś z rzędu powiedział, że to on najbardziej nadaje się na prezydenta. Jest wszechstronnie wykształcony, odniósł sukces w biznesie, napisał kilka książek, jest posłem i mówi obcymi językami. Inni kandydaci nie mają takiego dorobku, łącznie z obecnym prezydentem. Wypowiadając te słowa kandydat Palikot sugeruje obywatelom, że (nie wybierając jego) swoje sympatie kierują się w stronę ludzi niedoświadczonych, niedouczonych i bez niezbędnych kompetencji. Kandydat Palikot natomiast nie wspomina o tym, że za sobą pozostawia spaloną ziemię – polityczne gruzowisko – i że tu na nic nie przydało mu się to całe wykształcenie, sukcesy w biznesie itp. Janusz Palikot nie umie połączyć tych wszystkich zalet, jakie posiada i przekuć je w trwały sukces polityczny.

Miałem przed lata znajomego dziennikarza, wyjątkowo wyedukowanego. Dyskusja z nim była wielką przyjemnością. Kiedy jednak brał się za pisanie, jego teksty stawały się nieczytelne, przeładowane wiedzą i w efekcie nie do przebrnięcia. Ów dziennikarz nie potrafił umiejętnie korzystać z nagromadzonej wiedzy. Podobnie jest z kandydatem Palikotem – gość mądry, ale zarazem destruktor w polityce. Mam także wielu znajomych, którzy świetnie radzą sobie w biznesie, choć kończyli pedagogikę czy AWF. Mieli za to coś, co pozwalało im odnosić sukcesy w biznesie. To coś można porównać do słuchu muzycznego lub talentu plastycznego. Trzeba te dary rozwijać i doskonalić, ale trzeba je najpierw mieć.

Kandydat Palikot ma niewątpliwy dar destrukcyjnej działalności w polityce. Dlatego pozostał sam, tylko z garstką najwierniejszych. Nikt nie chce już zawierać z nim żadnych „deal-i”, by na drugi dzień nie obudzić się z przysłowiową ręka w nocniku, czego wielu przecież doświadczyło. Tak więc wiedza, obycie, sukcesy w biznesie to jedno, a stałość przekonań w polityce i umiejętność trwałego dogadywania się z ludźmi, to drugie. Palikot nie umie tego połączyć i pozostał sam. Ludzie go słyszą, ale nie słuchają – bo nie warto zapamiętywać tego, co mówi, skoro na drugi dzień powie coś zupełnie innego.

Czesław Cyrul

Kandydat PiS na prezydenta Andrzej Duda wystąpił z propozycjami pomocy rodzinom, głównie tym biedniejszym, w wychowaniu dzieci. Liberalna „Gazeta Wyborcza” rzuciła się na kandydata i zaczęła udowadniać, że nas na takie luksusy nie stać, bo dodatek np. tylko dla 2 mln najbiedniejszych dzieci kosztowałby budżet 12 mld złotych rocznie. Tak więc, jak przyznaje mimochodem „Gazeta”, mamy dwa miliony biednych dzieci, choć wszystkich dzieci, porównując ich liczbę do liczby z czasów PRL, jest znacznie mniej, a do tego przecież bogacimy się. Kandydat Duda pragnie także podnieść kwotę wolną od podatku, bo ta jest najniższa w Europie. Ale Gazeta podnosi larum, że ewentualne zwolnienie pewnej części naszych zarobków i emerytur z opodatkowania spowodowałoby dziurę 21 miliardów w budżecie kraju. Oznacza to, że rząd korzysta głównie z podatków biednych, a daje ulgi bogatym. PO wmawia tym biednym, że też kiedyś może będą bogaci – i spora część tych biednych w to wierzy i głosuje na PO. Następnie kandydat Duda domaga się gabinetów lekarskich i dentystycznych w szkołach, a to, zdaniem Gazety, mogłoby kosztować budżet kraju dodatkowe 14 mld złotych rocznie. Przypomnę, że za czasów biednego PRL-u takie gabinety w szkołach były powszechne. Kraj podnoszący się z powojennych zniszczeń dał dzieciom i młodzieży opiekę na bardzo wysokim poziomie jak na tamte czasy. Teraz jesteśmy znacznie bogatsi, ale nas, na tamte, PRL-owskie standardy, nie stać. Kandydat Duda podaje mętne i niewiarygodne źródła sfinansowania jego propozycji, a pomysł jest dosyć prosty. Do 2006 r. w Polsce obowiązywały trzy stopy podatkowe. To PiS zniósł 40% stopę podatkową dla najlepiej zarabiających i, niby broniąc biednych, faktycznie pomógł bogatym. Tą decyzją pokazał gdzie naprawdę ma biednych. Jeżeli kandydat Duda chce uwolnić część naszych zarobków od podatków, niech w zamian, razem z PiS-em, zapowie wprowadzenie wyższych podatków dla dobrze zarabiających. Ale jakoś tego nie słyszę. Platforma Obywatelska także nie odważy się taki ruch. Zatem biedni dalej będą płacić relatywnie wysokie podatki, a bogaci niskie, bo PO i PiS to partie prawicowe, służące kapitałowi i ludziom bogatym. Tylko na pokaz czasami wykonają jakiś gest na rzecz biednych. PO i PiS to prawica, a prawica ma w genach wykorzystywanie biednych i pomoc bogatym. Okazjonalna pomoc to rzucanie przez prawicowe partie resztek z pańskiego stołu pod ten stół, dla biednych. I to wszystko w imię ideałów „Solidarności”, którą, przy każdej okazji, prawica się podpiera.

Czesław Cyrul

Usiadłem  wygodnie w fotelu. No to sobie pooglądam spektakl za duże pieniądze i wszystko to, co najlepiej umie zorganizować Platforma Obywatelska. Na konwencji prezydenckiej zasiadł kwiat ludzi PO zwieziony z całego kraju. Zadowoleni, dobrze ubrani, stonowani i niezbyt skorzy do euforii, czy frenetycznych oklasków. Nie będzie przecież starosta, czy poważny urzędnik podskakiwał z radości na widok prezydenta, bo to mu nie przystoi, a do tego się nie chce. Młodzi naśladowali swoich chlebodawców i też bez emocji witali pana kandydata. Zapał witania spadał wraz z powolnym przemieszczaniem się prezydenckiej pary i jej orszaku do miejsca przeznaczenia. Trwało to długo i spiker kilkadziesiąt razy witał ukochanego prezydenta Komorowskiego, a publiczność reagowała coraz bardziej ospale. Przez co najmniej 10 minut nie da się owacyjnie witać prezydenta, nie da się wywołać emocji, kiedy na sali nic się nie dzieje. Wśród stałego i sprawdzonego zestawu mówców zabrakło tylko Donalda Tuska. Mowy były krótkie i treściwe. Akcja potoczyła się wartko i zaczęło być ciekawiej. Na mównicę w końcu wszedł sam prezydent i w miarę jego nudnego i czytanego z kartki wystąpienia temperatura konwencji spadała i zrobiła się nudna jak flaki z olejem. Nie dotrwałem do końca przemówienia. Zdrzemnąłem się. Z przemówienia utkwiło mi to, że …nie stać nas na zaniechania… Pełna zgoda Panie Prezydencie. Idzie Pan pod prąd Pańskiej Partii. Bo PO to właśnie mistrzyni zaniechań i zamiatania spraw trudnych po dywan. A tu proszę, taka deklaracja. To hasło w wystąpieniu pojawiło się tam chyba przez niedopatrzenie, bo potwierdza ono wieloletnią leniwość PO przecież i Pana Prezydenta także. Gdybym na ulicy zapytał przechodniów, czy słuchali wystąpienia prezydenta i o czym ono było, pytani mieliby olbrzymi kłopot z powiedzeniem czegoś konkretnego. Pan prezydent przemawiając nie wykazał się ani dynamiką, ani ciekawą narracją także. Znużenie władzą jest widoczne i przydałby się dłuższy odpoczynek. Zaraz po konwencji w kraj ruszyło 16 bronkobusów – czyli kasy na kampanię partia nie żałuje, bo ją ma. Proponuję sztabowi wyborczemu wprowadzenie zakładów: w którym bronkobusie aktualnie znajduje się Prezydent Bronek. Kto zgadnie, za darmo przejedzie się autobusem wraz z prezydentem.

Zatem, jak wynika z wystąpienia, nadal obowiązywać ma polityka ciepłej wody w kranach. Jeszcze przez kilka lat ciepłej wody, dzięki unijnym dotacjom, nie zabraknie, a co będzie potem. To już nie będzie zmartwienie PO, raczej nie dotrwa u władzy do tych czasów. To lewica będzie musiała ponownie łatać budżetowe dziury. Tak, jak to było ze słynną dziurą Bauca po rządach AWS i nieudolnego premiera Buzka, który teraz uważany jest za jednego z guru  PO: przez nieudolność do sławy i zaszczytów w partii. Pokrętne i niezrozumiałe bywają kariery w polityce.

Czesław Cyrul