Na lewicy nadal bez zmian

Kategorie: Bez kategorii

Do wyborów prezydenckich lewica poszła osobno i pokłócona. SLD też nie był w tym wszystkim bez winy. Inne grupy postanowiły udowodnić, że są lepsze od SLD, mądrzejsze i oczywiście mające poparcie u wyborców. Na tle aktualnych notowań SLD wydawałoby się, że nie będzie to trudne. Tymczasem okazało się, że kandydatki Grodzka i Nowicka nie uzbierały wystarczającej ilości podpisów. Odpadły w eliminacjach. Zupełnie przepadła gdzieś kandydatka Piątek z Partii Kobiet. Podpisałem poparcie mojej kandydatce Ogórek i wszystkim trzem, wcześniej wymienionym, ale to nic im nie pomogło. Inna, niż SLD, lewica pokazała swoją nieporadność organizacyjną i słabość na tle, podobnych im, „planktonowych” kandydatów z prawicy, którzy nie mieli problemu z zebraniem podpisów. To także mój smutek pokazujący jak słaba jest ta podzielona lewica. Mimo porażki kandydatka Grodzka  twierdzi, że będzie tworzyć ekipę na wybory parlamentarne, nie traci nadziei na sukces. Może i utworzy listę i może zdobędzie 1 lub 2 % poparcia. Ale to żaden sukces. UP także zakosztowała gorzkiego smaku samodzielności z kandydatką Nowicką do spółki: nie będzie możliwości zwalenia winy na SLD, że oni (UP) chcieli, a SLD wszystko spieprzył. Jest jeszcze rozpaczliwie walczący, już tylko o honor, kandydat Palikot. Został sam, ale uporu mu nie brakuje. Twardy zawodnik, który co chwila zmieniał polityczną taktykę, a strategii nie miał żadnej. Teraz została tylko desperacja.

Magdalena Ogórek zebrała 500 tys. podpisów pod poparciem dla swojej kandydatury. Członkowie SLD i sympatycy lewicy specjalnie się w tej akcji nie napinali. Gdyby kandydatka o to mocniej zaapelowała, zamiast tajemniczo milczeć, bez trudu można by uzbierać np. 800 tys. podpisów.

Z tej politycznej lekcji wynika kilka wniosków. Jedynie SLD jest zdolny do samodzielnej walki politycznej, ale nie jest siłą, która powali prawicę na kolana. Poza SLD nie ma, ani grup, ani liderów zdolnych zjednoczyć lewicę. Podejrzewam także, że słabe organizacyjnie kanapy na lewicy wcale nie chcą zjednoczenia. Sam SLD, po wyborach prezydenckich, musi głęboko zastanowić się, jak porozumieć się z innymi środowiskami lewicy, by docenić ich tożsamość i samodzielność, choć to zadanie nie jest łatwe. Rozproszona lewica także musi zacząć realnie oceniać polityczną rzeczywistość, być bardziej skłonną do porozumienia i przestać namiętnie wytykać błędy „betonowi” z SLD. Odnoszę wrażenie, że te środowiska lewicowe, pokłócone miedzy sobą, zgadzają się na to (jak w arabskim przysłowiu), że nigdy nie będą się ze sobą zgadzać, a to droga donikąd. I wniosek kolejny. Bez SLD nic nowego na lewicy się nie wydarzy. Skoro jednak SLD będzie zdawał sobie sprawę ze swojej potęgi wśród słabych i patrzył z góry na innych, bessa na lewicy będzie trwać nadal.

Czesław Cyrul

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *