Miesięczne archiwum: Kwiecień 2015

Gruchnęła wieść, że kandydat Korwin – Mikke z kandydatem Kukizem wspólną partię mogą założyć. Bardzo to podoba się mediom życzliwym PO, a nieżyczliwym PiS-owi, bo taka partia mogłaby zapewne osłabić PiS. Sądzę, że nic z tego nie wyjdzie. Obaj kandydaci to raczej samotni fighterzy. Korwin- Mikkke wielokrotnie zakładał swoje autorskie, niszowe partie, następnie porzucał je i zakładał kolejne. Od lat głosi on skrajnie prawicowe bajki. Bajki te podobają się młodym ludziom, którzy kiedy dojrzeją stwierdzają, że bajkolandii we współczesnym świecie nie ma i zapominają o Korwine – bajkopisarzu. Kandydat Kukiz poświęcił się, kilka lat temu, popularyzacji Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, w nich upatrując remedium na nasze kłopoty. Jego poglądy na rzeczywistość są dosyć mgliste i trudne do zdefiniowania. Z Korwinem Kukiza łączy jedno: zgodnie twierdzą że rządzące partie to złodzieje, społeczeństwo jest okradane przez polityków i dlatego jest źle. Partie trzeba rozgonić, partie to wróg nasz największy – głosi Kukiz z Korwinem. Co w zamian, tego Kukiz jeszcze nie wie. Trzeba nam wielkiej solidarności i budowy od nowa więzi społecznych twierdzi kandydat, czyli coś w rodzaju Solidarności bis. Tamta solidarność szybko się rozpadła, dzisiaj ponadpartyjna solidarność wg Kukiza to oczywiste mrzonki. Kandydat Kukiz wplata w swoje luźne wizje wątki lewicowe, a lewicą Korwin się brzydzi. Elektorat Kukiza, to raczej grupa przypadkowych, młodych obywateli, niezadowolonych z neoliberalnych rządów PO i popierających kandydata, który tę neoliberalną władzę atakuje. Jednak Korwin – Mikke proponuje jeszcze bardziej neoliberalny system rządzenia krajem, z którego gdyby Korwin doszedł do władzy, uciekłoby jeszcze więcej obywateli niż dotychczas, bo nie dałoby się w nim żyć. W tym przypadku politycznej chemii pomiędzy Korwinem, a Kukizem na pewno nie będzie. Dlatego nie uda się połączyć wyborców Kukiza z sektą Korwina w jedna partię. Kandydat Kukiz gdyby miał zdolności organizacyjne już pewnie by jakąś partię zmontował. Tymczasem w wyborach do Sejmiku Dolnośląskiego startował z ugrupowania bezpartyjnych samorządowców, którzy porzuceni przez prezydenta Dutkiewicza, na gwałt szukali znanych postaci i znaleźli Kukiza. Uzyskał w tych wyborach dobry wynik, ale nic szczególnego z jego zasiadania w sejmiku nie wynika. Poglądy kandydata, to zbitka luźnych myśli, których w jedną, logiczną całość nie da się zebrać. Sama szczera wiara w konieczność przemian, to jeszcze za mało. Dlatego PiS, któremu ta ewentualna partia mogłaby podebrać wyborców, może raczej spać spokojnie.

Czesław Cyrul

 

Minister Sprawiedliwości, Cezary Grabarczyk podobno załatwił sobie na skróty pozwolenie na broń. Czy to on tak bardzo chciał mieć pistolet, czy urzędnicy bardzo chcieli pomóc ministrowi nie ma większego znaczenia. Minister posługiwał się lewym pozwoleniem, a nie powinien. Sprawa po kilku dniach przyschnie i będzie jak dawniej. Standardy przyjęte w PO nie mają nic wspólnego z zachodnimi, a więcej ze wschodnimi, choć PO bardzo brzydzi się nimi i uznaje siebie za partię na wskroś zachodnioeuropejską. Gdyby jednak w Europie minister zaliczył taką wpadkę jurto nie byłby tym kim był jeszcze wczoraj. O surowych standardach skandynawskich nawet nie wspomnę. U nas marszałkowie, premierzy, ministrowie zaliczają skandaliczne wpadki i żadnych sankcji z tego powodu nie ponoszą. Ktoś tam najwyżej komuś pogrozi palcem, a wyborcy PO już dawno uznali to za nasz krajowy i platformerski, ale nie europejski, standard, co wyborcom PO chwały nie przynosi. Mimo licznych skandali notowania tej partii wcale nie spadają. Wyborcy skandalami się nie przejmują i dalej kochają swoją partię. Rok temu, po wybuchu afery podsłuchowej, zdarzył się wyjątek. Musiał odejść ze stanowiska minister Sienkiewicz. Powiedział on, że państwo istnieje teoretycznie…. Tego rządzącej PO było za wiele, bo jej przedstawiciel w rządzie stwierdził, że rządy jego partii są g… warte. Ale krzywda eksministrowi się nie stała. PiS też przestrzega swoich standardów. Jak któryś z posłów zostanie złapany za rękę na łamaniu prawa, zostaje zawieszony, albo usunięty z partii. Dopóki szwindle nie wychodzą na jaw, wszystko jest ok. Takie właśnie standardy ma PiS. Jeżeli więc PO krytykuje łamanie zasad w polityce na wschodzie, to najpierw niech spojrzy na własne podwórko. Jest oczywiście różnica pomiędzy zajęciem Krymu, a lewym zezwoleniem na broń ministra sprawiedliwości. W obu przypadkach łamane było prawo. Ludzie PO łamią prawo na miarę swoich możliwości, a Rosja na miarę swoich.

Czesław Cyrul

Chętni do zasiadania w pałacu prezydenckim na rożne sposoby wciągają Boga i depozytariusza wiary, czyli kościół, do swojej kampanii. Bryluje w tym kandydat Duda, który w kwestiach światopoglądowych i obyczajowych podąża krok w krok za naukami kościoła. Wiadomo do jakiego elektoratu i jakiej władzy (ziemskiej) kieruje te poglądy. W ślad za nim kroczy kandydat Jarubas, a nawet usiłuje kandydata Dudę przegonić. On także walczy o ten sam elektorat i to samo poparcie władzy ziemskiej prezentującej Opatrzność, która raczej do bieżącej polityki – w odróżnieniu od jej (Opatrzności) przedstawicieli – nie miesza się. Sztab kandydata Komorowskiego wymyślił inny trick. Kandydat wystąpił przed strażakami na tle pomnika naszego papieża i klasztoru jasnogórskiego. To bardzo czytelny przekaz kierowany do wyborców z kim się kandydat utożsamia , choć tylko pośrednio, bo bezpośrednio apelował o wsparcie u strażaków przecież. Obok stał były przewodniczący PSL Waldemar Pawlak, który z wielu powodów, nie nadużywał przywiązania do wiary ojców. Pawlak prezentował otwarty i neutralny światopoglądowo nurt w PSL, teraz PSL podąża za wskazaniami konserwatywnej części klaru i ojca Rydzyka. Natomiast kandydat Braun straszy obecną władzę, która jest największym grzesznikiem w kraju, więzieniem na Rakowieckiej. Powierza telewidzów opiece Boga. Jego wiara jest groźna, mściwa i mroczna. Inkwizytor Braun nienawidzi i straszy, chwaląc zarazem Boga, prawie wszystkich. Na szczęście gość ubarwia tylko kampanię i pokazuje do czego zdolny jest ludzki umysł, podobno nawet inteligentny. Zaskakuje kandydat Kukiz. Byłby on skłonny spotkać się z papieżem Franciszkiem i przekonać go do wycofania religii z polskich szkół. Tym stwierdzeniem na pewno nie pozyska zaufania księży, ale sporej grupy obywateli na pewno tak. Kandydatka Ogórek, specjalistka od kościoła zachowuje się w tej kwestii wstrzemięźliwie i prezentuje stanowisko SLD, choć jest, jak twierdzi, kandydatką niezależną.

Czesław Cyrul.

Amerykanie ani myślą prostować skandalicznej wypowiedzi dyrektora FBI, obwiniającego Polaków i Węgrów, na równi z Niemcami, za holocaust. Pojawiły się komentarze uzasadniające głębiej wypowiedz dyrektora. Zatem nie było w tej wypowiedzi przypadku. Dla niezorientowanych przypomnę, że Amerykanie to aktualnie nasi strategiczni przyjaciele. To znaczy my tak uważamy, ale nie wiem czy Amerykanie o tym wiedzą. Nasi, byli strategiczni przyjaciele Rosjanie są teraz dla nas i my dla nich strategicznymi nieprzyjaciółmi,  na czym cierpi nasza gospodarka.  Dla niezorientowanych przypomnę, że to nasi sąsiedzi. Polski, aktualny rząd upatrzył sobie Ukrainę za strategicznego przyjaciela, ale ukraiński parlament, zaraz po wystąpieniu tam polskiego prezydenta uchwala wrogie Polsce ustawy, nobilitujące tych, co mordowali Polaków. Żadnych skrupułów i żadnego udawania: UPA i banderowcy to ich półbogowie. Dobrze, że chociaż nie gloryfikowali swoich rodaków pacyfikujących Warszawę w 44 roku. Unijni hegemoni odsunęli nas od rozmów rosyjsko – unijno -ukraińskich. Byliśmy tam zawalidrogą. Ja rozumiem, że trzeba patrzeć w przyszłość i kreować nową rzeczywistość, ale należy to robić z głową. Z Białorusią stosunki mamy raczej chłodne, a z Litwą jeszcze chłodniejsze. Premierowi Węgier, goszczącemu z wizytą w Polsce nasi przedstawiciele władzy udzielili kategorycznych rad jaką politykę powinien prowadzić nasz bratanek Po takich radach pewnie nieszybko ponownie zagości u nas. Brawo, brawo. Nasza polityka zagraniczna wielką jest, a że nas tu i ówdzie nie lubią, to po prostu nie nasza wina tylko międzynarodowy spisek przeciwko nam.

Czesław Cyrul.

Dyrektor FBI, jednym tchem, wymienił Niemców, Polaków i Węgrów jako winnych zagłady Żydów w czasie II wojny. W kraju – i słusznie – zagotowało się. Już dawno, od aktualnego sojusznika, nie otrzymaliśmy tak siarczystego policzka. Nie wiem, czy niedouczony Amerykanin robił to celowo, czy nie. Biorąc pod uwagę silne antypolskie, żydowskie lobby w USA, mogło być to zamierzone. Było to oczywiste fałszowanie historii. Inna, wcześniejsza odsłona polityki historycznej: minister Schetyna powiedział, że obóz w Oświęcimiu wyzwolili Ukraińcy. Po oświadczeniu polskiego ministra w Rosji zagotowało się tak, jak po oświadczeniu Amerykanina w Polsce. Historycy polscy starali się dowieść, że owszem, w Armii Czerwonej byli także Ukraińcy, ale zgodnie twierdzili, że to Armia Czerwona wyzwoliła obóz. Nikt z polskiej strony nie prostował wypowiedzi ministra. Dla Rosjan, wypowiedź ministra była taka samą potwarzą, jak, dla nas, wypowiedź Dyrektora FBI. Polityka historyczna, uprawiana na potrzeby dnia codziennego potrafi wykrzywić niejedną prawdę. Skoro sami pozwalamy sobie na zaprzęganie kobyły historii do bieżącej polityki, to musimy się liczyć także z tym, że i nas ktoś dotkliwie zrani swoim fałszowaniem historii w imię doraźnych interesów.

Zresztą obecna władza w Polsce pozwala sobie na przeinaczenie lub zacieranie faktów chocby z czasów II wojny światowej i okresu PRL. Tak jak w PRL starano wymazać się z pamięci obywateli Powstanie Warszawskie czy Józefa Piłsudskiego.

Czesław Cyrul

Wrocławscy radni z komisji rozpatrującej kandydatury do tytułu Honorowego Obywatela Wrocławia pozytywnie zaopiniowali dwóch duchownych. Ksiądz Orzechowski jest mi znany, kto to jest ojciec Wiśniewski? Nie wiem. Pewnie także porządny człowiek. Te osoby zostały zaprotegowane przez prezydenta Dutkiewicza. Kandydaturę Karola Modzelewskiego zgłosił Michał Syska z Ośrodka Myśli Społecznej im Ferdynanda Lassalla, członek SLD. W uzasadnieniu napisał: prof. Modzelewski był zawsze tam, gdzie toczyła się walka o wolność, prawa człowieka i sprawiedliwość społeczną. W głosowaniu 8 radnych z PO i PiS zagłosowało za duchownymi, Tylko radny SLD Dominik Kłosowski głosował za profesorem Modzelewskim. Przypomnę, że prof. Modzelewski był mózgiem i ojcem chrzestnym Solidarności w 80 roku. Za czasów PRL przesiedział 9 lat w więzieniu. Z całym szacunkiem, ale dwaj kandydaci prezydenta przy profesorze, to druga liga najwyżej. Swoim listem kandydaturę profesora wsparł prezydent Kwaśniewski.

Jak to się dzieje, że we Wrocławiu, gdzie przez lata pracował profesor, mieście zdawało by się ludzi otwartych, ich przedstawiciele w radzie nie chcą przyznać tytułu Honorowego Obywatela Miasta jednemu z ojców naszych przemian ustrojowych. Dużo by o tym pisać. Dlatego ograniczę się do kilku uwag. Profesorowi Modzelewskiemu poglądami bliżej jest do lewicy, niż do prokościelnej i neoliberalnej prawicy. W swoich publikacjach krytycznie wypowiada się o zniszczeniu lub wypaczeniu ideałów pierwszej „Solidarności”. Stawał i nadal staje po stronie słabszych i pokrzywdzonych, a to miejskiej, prawicowej władzy, która jest synonimem tych wypaczeń, nie podoba się. W tym przypadku radni PO i PiS dmuchają w te same dudy. Radni PiS, głosując przeciwko profesorowi pokazują swoje zakłamanie. W programach opowiadają się za biednymi i bezrobotnymi, a na co dzień popierają księży. Kościół rzadko opowiada się za pokrzywdzonymi, częściej nakazuje jak mają głosować politycy, by było tak jak on (kościół) chce. Nie słyszałem, by episkopat wydał oświadczenie przeciwko wydłużeniu wieku emerytalnego. Ale ten schizofreniczny układ odpowiada obu stronom. Co zamierza ugrać prezydent Dutkiewicz, proponując duchownych do tego tytułu, nie wiem, mogę się tylko domyślać. To wielki skandal gdy radni wstydliwie zapominają, że dzięki takim sztandarowym postaciom jak prof. Modzelewski dzisiaj rządzą miastem, a obracają się do tej szlachetnej postaci czterema literami. Może niektórzy z nich mają jeszcze resztki poczucia dawnej, solidarnościowej sprawiedliwości, ale skoro Dutkiewicz tak chce, to radny musi. Ma to się do demokracji tak, jak krzesło do krzesła elektrycznego.

Czesław Cyrul

 

Od kiedy prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz i miejscowa PO postanowiły zakopać topór wojenny i – dla obopólnej korzyści, czyli prezydenta i PO – razem uprawiać politykę, to co i rusz odżywa sprawa wstąpienia prezydenta do PO. Do tej pory strony żyją w politycznym konkubinacie. Na wspólnym starcie w ubiegłorocznych wyborach samorządowych prezydent Dutkiewicz zyskał zdecydowanie więcej. Nadal, przy poparciu PO, niepodzielnie rządzi Wrocławiem, a do tego ma swoich ludzi we władzach Urzędu Marszałkowskiego. Wraz z tym dealem politycznym mówiło się, i mówi nadal, o rychłym wstąpieniu prezydenta Dutkiewicza do PO. Sam prezydent przyznał nawet, że bez poparcia partii politycznej trudno uprawiać politykę na krajowym szczeblu. W pierwszych porywach miłości pomiędzy prezydentem a PO mówiono nawet o tym, że Dutkiewicz wicepremierem może zostać, albo nawet jeszcze kimś ważniejszym. Nic takiego się nie stało i być może dlatego chęć wstąpienia prezydenta do PO zmalała. Prezydent wstępując do PO musiałby się poddać jurysdykcji partii, może partia nakazem partyjnym wskazałaby mu jakieś cele polityczne w mieście, które prezydentowi nie podałyby się. Teraz jest w koalicji, PO nic mu nakazać kategorycznie nie może, a on sam może szantażować Platformę. W samej PO zresztą zdania na temat wstąpienia prezydenta do PO są podzielone. Europoseł Zdrojewski i minister Schetyna nie chcą widzieć prezydenta w szeregach partii. Przewodniczący PO w regionie Jacek Protasiewicz, stronnik koalicji PO z prezydentem, też zamilkł. Może obawia się, że wstąpienie prezydenta do PO spowoduje, że to on (prezydent) wygryzie go z pierwszego miejsca na jesiennej, sejmowej liście w okręgu. Ostatnio poseł Jaros zapowiedział, że prezydent do PO wstąpi i będzie to znacznym wzmocnieniem partii. Sam prezydent Dutkiewicz natomiast, w wywiadzie telewizyjnym, odpowiedział, że na razie do partii się nie wybiera. Ciąg dalszy mydlanej opery politycznej nastąpi.

To, o czym powyżej napisałem, jest tematem zastępczym. Chciałem coś napisać o dynamicznej kampanii mojej kandydatki Magdaleny Ogórek. Wolę jednak w tej sprawie pomilczeć w zadumie. Ostatnie sondaże prezydenckie wywołały u mnie depresję, choć nadal, mimo braku argumentów, jestem optymistą.

Czesław Cyrul

Ostatnie rewelacje dotyczące nowych zapisów czarnej skrzynki z kokpitu Tupolewa tuż przed katastrofą w Smoleńsku ośmieszają prawicową opozycję, czyli PiS i prawicę rządzącą, czyli PO. Najnowsze, profesjonalne odczyty ze skrzynki dobitnie wykazują, że żadnego wybuchu w samolocie nie było. Teoria ta wymyślona na użytek polityczny przez Maciarewicza okazała się bzdurą. Teraz liderzy PiS za wszelką cenę starają się skierować uwagę na bałagan jaki panował w przygotowaniach do lotu, w trakcie lotu i na nieudolność w prowadzeniu śledztwa. Na temat wybuchu już nic nie mówią. Kłamstwo zawsze ma krótkie nogi, ale liderzy PiS, jako ludzie głęboko wierzący, niekoniecznie w teorię wybuchu, dostaną rozgrzeszenie i nadal będą mogli uznawać siebie za jedynych głoszących prawdy jedyne i najprawdziwsze. Natomiast za to wszystko, co działo po katastrofie odpowiada rządząca PO. Za niedoszkolonych pilotów, za pozostawiony w Rosji samolot, za bałagan w komisji śledczej i w prokuraturze. Opowiadanie przez polityków PO, że odczytywanie nagrań za skrzynki zlecono firmom „zewnętrznym” i rządowa komisja nie ponosi za to odpowiedzialności są żenujące. PO przez lata swoich rządów wyspecjalizowała się w poszukiwaniu obiektywnych przyczyn swoich niepowodzeń. Nieumiejętność dokładnego odczytania zapisów czarnej skrzynki jest symboliczna, potwierdza słowa eksministra Sienkiewicza,… że państwo istnieje w teorii…. Teraz liderzy PO i PiS będą mędrkować, mielić bezwstydnie słowa i udowadniać, że ich kłamstwa i nieudolność są słuszniejsze. PiS wymyślił kretyńską teorię zamachu, kłamał celowo. Jednak nieudolność w prowadzeniu śledztwa jest winą jeszcze większą. Pisowskie kłamstwo i platformerska nieudolność oto pokłosie 5 lat śledztwa z tej tragedii.

Czesław Cyrul

Prezydenta Komorowskiego, w kończącej się kadencji, od czasu do czasu można było zobaczyć w tv, a jeszcze rzadziej usłyszeć w radio. Ostatnio to się zmieniło. Prezydent Komorowski gości stale w stacjach telewizyjnych, głównie w publicznej tv i TVN. Nagle okazało się, ze prezydent ma wiele do powiedzenia, choć wcześniej stale zasłaniał się brakiem konstytucyjnych uprawnień. Swoje stanowiska szeroko uzasadnia, a TV daje mu wystarczająco dużo antenowego czasu. Dawniej prezydent wolał swoje pilnowanie żyrandola usprawiedliwiać, ustami ministra Nałęcza. Teraz nagle prezydent ożywił się: tłumaczy, wyjaśnia, ustosunkowuje się, itp. Oczywiście niczego autorskiego prezydent nam nie komunikuje, a jak coś komunikuje, to to, co zrobił rząd lub inny minister. Minister Nałęcz nie usunął się w cień. On także, w mediach podpiera prezydenta jak tylko może. Czyli „de facto” są dwa sztaby wyborcze: ten oficjalny i drugi nieformalny w pałacu prezydenckim.

Sztab wyborczy prezydenta doszedł do wniosku, że lepiej często pokazywać kandydata w telewizyjnym okienku milionom, niż wozić go bronkobusami po kraju, zganiać publikę, narażać się na gwizdy i trudne pytania. We wspomnianych mediach, trudnych pytań prezydentowi się nie zadaje. TVN, jako prywatna stacja o sympatiach platformerskich ma prawo prowadzić własną politykę informacyjną. Publicznej TV natomiast dziwię się. To PO, poprzez zaniechanie uregulowania sprawy finansowania mediów publicznych doprowadziła je na skraj niebytu. To kolega prezydenta, premier Tusk, zachęcał obywateli, by nie płacili abonamentu RTV, czyli zachęcał ich do łamania prawa. Obywatele, masowo nie płacąc abonamentu, prawo to łamią. Nowego, skutecznego i europejskiego systemu opłat RTV PO przez siedem lat nie potrafiła wprowadzić. Może publiczna TV promując prezydenta, jak tylko można, sądzi że w końcu ktoś z liberalnej władzy spojrzy litościwym okiem na upadającą publiczną TV. Obawiam się jednak, że prezydent Komorowski, jeżeli uda mu się wygrać wybory, ponownie zasłoni się niemocą i publicznej TV i radiu nie pomoże, a profesor Nałęcz ponownie będzie tłumaczył konstytucyjną niemoc prezydenta.

Czesław Cyrul

W „Trybunie” przeczytałem, że z inicjatywy Fundacji im. Kazimierza Kelles-Krauza odbyła się dyskusja nad przyszłością polskiej lewicy. W spotkaniu wzięli takżę udział ludzie, którzy zasiadali lub nadal zasiadają w areopagu SLD. Wielu z nich odeszło z partii i stało się jej zaciekłymi krytykami. Wielu, mniejsza o nazwiska, chciało powołać do życia swoje organizacje. Żadnemu to się nie udało. Inni swoje usługi zaoferowali prawicy, czyli PO. Na nic zdała się ich indywidualna pozycja, którą zdobyli dzięki SLD. Sami, bez organizacyjnych umiejętności i przywódczych cech okazali się generałami bez armii. Teraz narzekają na marność lewicy, którą sami sobie i nam zgotowali. Wskazując na błędy innych, starają się zrzucić z siebie swoją część winy. Jedynie Leszek Miller przyznał się do grzechu pychy i poprosił członków SLD o wybaczenie. Zdecydowana większość banitów z SLD żyje w grzechu udając pokrzywdzonych, choć oczywiście sam SLD nie był bez winy.

Takie spotkania, jak to wspomniane, pokazują co należy robić, ale w tym politycznym biznes-planie brak mi strony wykonawczej: kto ma naprawiać lewicę i jakimi sposobami. I tutaj dobrych rad nie ma i nie ma wykonawców takiego planu. Debatujące pokolenie dojrzałych i w zaawansowanym, średnim wieku polityków lewicy nie jest skore do podejmowania trudnych wyzwań organizacyjnych, szczególnie że wielu z nich dowiodło destrukcyjnymi działaniami w SLD, że do życia w zorganizowanych strukturach politycznych nie są zdolni. Ciężar jednoczenia lewicy muszą wziąć na siebie młodsi politycy, z wybitnymi cechami przywódczymi i organizacyjnymi. I tu wyłania się problem. Trudno takich znaleźć na lewicy. Ostatnie lata „polityki ciepłej wody w kranie” nie sprzyjały krystalizowaniu się politycznych osobowości, co nie oznacza, że potencjalnych liderów nie ma. W 89 i 90 roku, w okresie tamtych dziejowych przemian, grupa takich liderów wyłoniła się zarówno na lewicy, jak i prawicy. O ile na prawicy nadał wyłaniają się potencjalni liderzy, to na lewicy – nie. Dodam, że jedynie 6% młodych przyznaje się do poglądów lewicowych, 8% do centrowych, a 14% do prawicowych. Pozostali nie potrafią sprecyzować swoich przekonań. Już to pokazuje, że prawica w kreowaniu potencjalnych, młodych liderów jest w lepszej sytuacji i długo by pisać, dlaczego tak się stało. Być może rewolucyjne zmiany wyłoniłyby nowych, młodych przywódców na lewicy, ale zmiany takie są zawsze ryzykowne. Ewolucyjne zmiany też nie dają nadziei na poprawę lewicowej kondycji, a trwanie w obecnym stanie oznacza stagnację. Owszem, na tzw. szerokiej lewicy jest grupa młodych polityków, jednak niekoniecznie mocno przewiązanych do lewicowych idei. Są to raczej lewicujący liberałowie, a takich na politycznej scenie nie brakuje. Ta grupa bez problemu może zmienić sympatie partyjne i silnej lewicy nie zbuduje. Oto przykład. Profesor Hartman jeszcze niedawno objeżdżał kraj i zachęcał do tworzenia jakiejś nowoczesnej lewicy. Byłem na jednym ze spotkań i widać było, że nic z tego nie będzie. Inicjatywa umarła, nim się narodziła. Po fiasku przedsięwzięcia profesor Hartman w TV zachęca do takiego głosowania, by wybory prezydenckie rozstrzygnęły się w pierwszej turze i by nie dopuścić PiS do władzy. Głosowanie na innych kandydatów, w tym lewicy, nie ma, zdaniem Hartmana, sensu. Właśnie budowanie lewicowych formacji z takimi jak profesor Hartman, nigdy nie powiedzie się. To mądry profesor, ale bardzo niestabilny polityk. Kto odsieje ziarno od plew? Nie wiem.

Czesław Cyrul