Miesięczne archiwum: Czerwiec 2015

Wybór środków wyborczej lokomocji dobrze oddaje partyjne jestestwo PO i PiS.

Pani premier Kopacz wybrała się w Polskę Pendolino. Te pociągi kupiono za kilkaset milionów Euro, choć jest to wersja zubożona, bo w kraju mamy tylko troszeczkę szyn, gdzie mogą one przez chwilę jechać 200 km na godzinę. Pendolino trasę z Warszawy do Krakowa czy Katowic przejeżdżają w podobnym czasie jak ekspresy, ale całkowicie polskie, w latach osiemdziesiątych. Jest to więc, póki co, doganianie przeszłości. Ponieważ ekspresy te jeżdżą tylko między niektórymi dużymi miastami, a bilety są drogie, więc podróżują nimi głównie wyborcy Platformy. Tak więc premier Kopacz porusza się drogą zabawką, która ma dowodzić, jacy jesteśmy nowocześni. Tak właśnie wyglądała i wygląda propaganda PO i wiadomo czym się skończyła.

Natomiast PiS na Szydłobus, wybrało archaiczny polski autobus marki Autosan z Sanoka. Jest to konstrukcja rodem z PRL, choć silnik, marki Cummins, pochodzi z USA. Ten autobus zachwalany jest jako owoc polskiej myśli technicznej. Owszem, ale z czasów PRL. Fabryka, która go wyprodukowała ogłosiła upadłość i syndyk szuka kupca, ale chętnych nie ma. Fabryka była własnością Sobiesława Zasady. Do niego należały także Jelczańskie Zakłady Samochodowe, które zlikwidowano znacznie wcześniej. Przestarzałych autosanów nikt nie chciał  kupować i fabryki musiały upaść. Jak ma tak wyglądać promowanie postępu technicznego w wydaniu PiS, to marnie będzie wyglądał nasz kraj pod jego rządami. Gdyby marketingowcy PiS trochę ruszyli głową, wybrali by na Szydłobus autobus marki Solaris. Firma powstała w Polsce w latach dziewięćdziesiątych pod Poznaniem i jest znana w kilkudziesięciu krajach, a jej autobusy jeżdżą w kilkuset miastach Europy i reszty świata. PiS wybrało archaiczny autobus z Podkarpacia, matecznika tej partii, a Solaris jest z Wielkopolski. Co z tego, że Solaris jest nowoczesny, ale powstał w czasach III RP, którą PiS zwalcza. Może dlatego wybrał archaiczny pojazd z PRL, by dobrze oddawał charakter partii, choć podobno tamtych czasów PiS bardzo nie lubi.

Czesław Cyrul

Zapanowała moda na nowe twarze w polityce, bo niektóre, stare, opatrzyły się rodakom. Sęk w tym, że nowe twarze niczego nowego nam nie obiecują, bo trudno dzisiaj coś nowego w polityce wymyślić. Można by oczywiście np. przestać cokolwiek obiecywać przed wyborami. Byłoby to pewnie dość uczciwe wobec wyborców, ale oni tego pewnie nie kupiliby. Dlatego też nowe twarze w PO, PiS czy SLD mówią podobnie, jak te, już opatrzone, ale wprowadzają chwilowy powiew świeżości. Nowe twarze mają natomiast nad starymi przewagę. Niczym nie naraziły się (jeszcze) obywatelom. Sikorski, Sienkiewicz i im podobni musieli zniknąć, bo nagrabili sobie już tyle, że wyborcy i ich partie znieść tego nie mogły. PiS ukrył Macierewicza i posłankę Pawłowicz, by te twarze nie firmowały nowego wizerunku partii, bo program i wódz pozostał ten sam. Zmienili się tylko spikerzy. Inaczej jest z Kukizem. Postrzegany jest jako twarz nowa, ale za to bez wyraźnego programowego wyrazu. Dla wielu jego fanów to wystarcza. Okazuje się, że za nijakością programową idzie kłótliwość i chęć bycia wodzem podległych mu, bezwolnych wojowników. Te fatalne cechy skazują Kukiza na przegraną. Nowa twarz Kukiza zaczęła się starzeć w przyspieszonym tempie i polityczny zgon nastąpi dość szybko. Pozostaną po nim zgrane płyty. Nowych twarzy domagają się wyborcy lewicy. Tutaj problem jest poważniejszy, bo nowe, ale jeszcze kompletnie nieznane twarze, bez żadnego zaplecza nie chcą rozmawiać ze starymi twarzami, nawet tymi opatrzonymi, ale niczym nie skompromitowanymi. Zachowują się jak paroletnie dzieci, które koniecznie chcą coś zrobić same. Wiadomo czym to się kończy.

Co mają robić twarze stare, już opatrzone, mające spory dorobek w polityce, które nie opowiadały głupot w restauracjach, nie zostały złapane za kierownicą w stanie upojenia i uczciwie wypełniają swoje PIT-y? Naprawdę są tacy politycy. Poszukiwane nowych twarzy i zakładanie nowych partii z takimi samymi programami daje tylko chwilowy efekt świeżości. Wokół polityki kręcą się także stonogi, falenty, brunatni i antysystemowcy. Chcą nam zafundować swój system, tacy znachorzy, którzy odkryli kamień filozoficzny mający umożliwić, by Polska stałą się krajem mlekiem i miodem płynącym. Jakoś mnie to nie pociąga, co nie oznacza, że bronię przegranych i nieuczciwych polityków. Chcę tylko by byli uczciwi, mieli swoje poglądy i szanowali wyborców. Wtedy ich twarze zawsze będą się podobać wyborcom. No, zawsze trochę pudru w telewizji się przyda, bo inaczej twarz blikuje.

Czesław Cyrul

W sobotę partie zafundowały nam pojedynek na spektakle polityczne. Pokazały, co każda partia ma najlepszego. PiS i PO zwiozły, za partyjne – czyli podatników – pieniądze, po kilka tysięcy statystów do Warszawy, by główni aktorzy mieli odpowiednie tło, czyli background, do swoich wystąpień. Konwencja PiS wypadła znacznie lepiej od konwencji PO. Najważniejsza partyjna trójca (Kaczyński, Szydło, Duda) nie czytała z kartek i mówiła składnie, mniejsza o to co, a statyści autentycznie bili brawo i skandowali. Nie było żadnego udawania. Było optymistycznie, a telewidzowie odnosili wrażenie, że jest dobrze i może być jeszcze lepiej. Efekt propagandowy został osiągnięty.

Na konwencji PO też było dużo ludzi zwiezionych z całego kraju, ale ich nastroje były znacznie gorsze; brawa wymuszone, a okrzyki zadowolenia jakieś takie przytłumione. Sama premier Kopacz czytała z kartki i do tego nie najlepiej jej to szło. Atakowała PiS i zaproponowała zarazem debatę telewizyjną partyjnych liderów. Jak to wszystko się odwróciło. Wcześniej to kandydat Duda parł do takiej debaty, a kandydat Komorowski wykręcał się sianem. Premier Kopacz przepraszała za błędy PO i zarazem mówiła, że Polska teraz to piękny kraj. Kraj wygląda coraz lepiej, ale z PO jest coraz gorzej. Tynk z partii odpada, a pod nim widać zmurszały mur bez krzty ideowego spoiwa. Szefem zespołu programowego został zapiekły liberał Lewandowski. No to wiadomo już jaki ten program na wybory będzie.

PSL przygotował skromniejszy spektakl. Na obradach krajowych władz partii eks-lider Waldemar Pawlak chciał skoczyć do gardła obecnemu prezesowi Piechocińskiemu, który go z tego liderowania wysadził. Jego miejsce (Piechocińskiego) miał zająć młody minister Kosiniak -Kamysz, na którego Pawlak miałby pewnie duży wpływ. Pretendent Kosiniak-Kamysz niby był neutralny, ale jak by go wybrano, to kierowania partią nie odmówiłby. Nic z tego nie wyszło, bo wniosek w tej sprawie nie przeszedł. Nie oznacza to wcale, że u ludowców zapanowała zgoda. Tylko na czas jakiś zakopano widły i kłonice.

W Twoim Ruchu stała się także rzecz niebywała. W partii tej Palikot sprawował rządy prawie dyktatorskie. Doprowadził tym samym partię do prawie niebytu. I w tej sytuacji, kiedy partia dogorywa i nie ma wpływu na bieg wypadków w kraju, postanowił podzielić się władzą, której już nie ma. Iluzorycznym przywództwem w partii podzielił się z Barbarą Nowacką

I na koniec. Zarząd Krajowy SLD, też w sobotę, wyraził zgodę na prowadzanie dalszych rozmów z partiami i środowiskami lewicy, by do jesiennych wyborów lewicy poszła razem. Jak ma to pójście wyglądać na razie jeszcze nie wiadomo, ale podobno sprawy idą w dobrą stronę. Tak mi się tutaj, we Wrocławiu, przynajmniej wydaje.

Czesław Cyrul

Nowy Minister Zdrowia prof. Marian Zembala, na początek swojego ministrowania, chlapnął że osoba która odeszłaby od łóżka pacjenta w jego szpitalu od razu wyleciałaby z pracy. W domyśle chodziło o strajkujące pielęgniarki w którymś ze szpitali. Oburzenie ministra było moralnie słuszne, choć nieprzystające do obowiązującego prawa i w odpowiedzi na to chlapnięcie zaprotestowały związki zawodowe. Minister kajał się i tłumaczył co miał na myśli. Nowy minister jest z pewnością wybitnym fachowcem i on na pewno od łóżka chorego nigdy nie odejdzie, bo dobrym lekarzem jest i do tego świetnie zarabia, więc po co miałby odchodzić. Takie myślenie jest mu zupełnie obce. Z jego oświadczenia majątkowego, za miniony rok wynika, że z tytułu prowadzenia prywatnej praktyki lekarskiej osiągnął przychód w wysokości 1,2 miliona złotych. Ponadto zarabiał kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie jako dyrektor Śląskiego Centrum Chorób Serca. Dla bogatych i tych, nie obsługiwanych przez NFZ, jest wolny rynek w służbie zdrowia, więc profesor zarabiać ma prawo. Protestujące pielęgniarki też są zaliczane do wykwalifikowanego personelu. Gdyby ich zarobki wynosiły np. 50 tys. złotych brutto rocznie, byłyby pewnie w siódmym niebie. Te 50 tys. rocznie, to nieco ponad 4 tyś miesięcznie, czyli niecałe 5% tego, co zarobił prof. Zembala. Jestem przekonany, że jak pielęgniarki będą zarabiać 5 % tego, co zarobił minister, nigdy przenigdy od łózek nie odejdą. Oto przykład jak, za przyzwoleniem neoliberalnej władzy, zdeformowały się zarobki w naszym społeczeństwie. Prezydent Komorowski nazwał to stabilizacją i złotym okresem w rozwoju naszego kraju, ale większość obywateli nie podzieliła jego opinii.

Czesław Cyrul

Lewica spotkała się i wyraziła wolę dalszych rozmów. Jak wszystkim starczy rozsądku, może do jesiennych wyborów, powstanie wyborcza koalicja lewicy. Jednak by tak było, trzeba pokonać wiele przeszkód, które narosły przez lata. Nie wszyscy chcą takiej koalicji. Napieralski z Rozenkiem mają założyć nową partię. To się na pewno nie uda. Jak znajdą jeszcze dwóch, to mogą umówić się na partię brydża – oczywiście jak cała czwórka umie w to grać, co nie jest takie oczywiste. Nie chce współpracy partia (podobno) Razem. Ta grupka  ideowej młodzieży nie doświadczyła jeszcze trudów  organizowania działalności politycznej i nie prędko jej się nie nauczy. Zachowując swoją czystość ideową oraz brak politycznej i organizacyjnej wyobraźni skazuje się na pozostanie polityczną sektą.  Życie w politycznej cnocie, żadnych owoców nie wyda. Marnie także idzie organizowanie się Nowoczesnej PL. Lemingi jak i cała młodzież, w minionym 25-leciu, wychowana została w duchu prawicowym, z wiarą w żołnierzy wyklętych i ziemską władzę kościoła, który utwierdził ją,  że rodzina jest najważniejsza, a postawy obywatelskie i prospołeczne niewiele znaczą.  Prawicowa władza, do spółki z kościołem, wychowała pokolenie zatomizowanie, wierzące tylko we własne siły i nieufne wobec struktur państwa. Z takim pokoleniem trudno podejmować wspólne, polityczne działania. Mogą oni wyrazić swoje niezadowolenie, mogą ciężko pracować w naszym,  folwarcznym kapitalizmie, gdzie kapitalista uznaje pracownika na  swoją własność. Trudno jednak  młodym, po takiej edukacji, w sposób zorganizowany, wyrazić swoją polityczną wolę. Prawica wychowała pokolenie indywidualistów, z którego spora grupa wybiera od razu, na starcie, emigrację. To wielka wychowawcza porażka prawicy. Lewica w tej sprawie nie potrafiła skutecznie wpłynąć na te procesy i teraz wśród młodych trudno  doszukać się sympatyków lewicy. W te, prawicowe, i spiskowe sympatie młodych celuje Kukiz. Jednak tymi bzdurami  nie nakarmi młodych niezadowolonych, bo sama wiara w żołnierzy wyklętych chleba nie daje. Trzeba tylko trochę czasu, a okaże się, że Kukiz na białym koniu, to w rzeczywistości śmieszny gościu na zapchlonej chabecie. Jego wyznawców czeka murowany kac. Są w naszym społeczeństwie obywatele, którym lewicowe wartości są bliskie, są one także bliskie młodemu pokoleniu. Tylko jak otrzymują koktajl socjalistycznych haseł wymieszanych z konserwatyzmem i zaściankowością, przyrządzony przez PiS, to tracą orientację: gdzie prawica, a gdzie lewica.
Czesław Cyrul

 

PiS chce zdobyć władzę

PO chce pozostać przy władzy

Kukiz chce obalić władzę

Elekt Duda chce, by władza zwiesiła rządy do jesieni

Aż PiS zdobędzie władzę

PSL chce być przy władzy, z każdym

Prezydent Komorowski zszedł do podziemia i ma dosyć władzy pod żyrandolem

SLD chce odzyskać pozycję i załapać się do władzy

Nowoczesna.pl chce zdobyć władzę i zrobić lepiej tym, co mają już dobrze

Korwin zamilkł, władzy nigdy nie zdobył i nie zdobędzie

Narodowcy kłaniają się Kukizowi, chcieliby rządzić razem

Palikot nie wie, co dalej robić, władza go nie chce

Zwolnieni ministrowie będą mieli wakacje, władza już nie dla nich

Skompromitowany Sikorski chce zostać posłem i godnie reprezentować PO

Nie ma chłop lekko, za ośmiorniczki trzeba będzie płacić z własnej kieszeni

Będzie śnił o władzy, najlepiej takiej europejskiej,  krajowa już od dawna go nudzi.

Czesław Cyrul

Wrocławskie środowiska lewicy spotkają się regularnie. Prowadzą debaty, wymieniają doświadczenia, ale wspólnych list wyborczych do tej pory nie udało się stworzyć. Jak będzie w jesiennych wyborach parlamentarnych? Nie wiem. Nie wiem dlatego, że w tym przypadku porozumienia muszą zapaść na szczeblu centralnym. My, na dole, możemy tylko naciskać górę, by tak się stało. Na ostatnie spotkanie lewicy, we wrocławskiej kawiarni Literatka, przyszli przedstawiciele partii i grup politycznych na lewicy. Była powszechna wola, by się jednoczyć, ale nie wszyscy podpisali apel o takie jednoczenie, choć był to tylko apel, a nie żadne porozumienie. Odezwały się także głosy, że pod butem SLD nie będzie żadnego porozumienia, choć to nie SLD to spotkanie organizował.

Po spotkaniu  mam mieszane uczucia i tak sobie dywaguję. Skoro SLD ma np. 5% poparcia, a UP, czy Zieloni, czy PSS i RSS po 0 % poparcia, to 5% +0+0+0…. daje nadal tylko 5 %. Oczywiście znaczenie ma co innego. Wyborcy mogą dać premię za zgodę na lewicy. I na to warto stawiać.

Innym problemem jest niestabilność organizacyjna małych ugrupowań. Oto u Zielonych Anna Grodzka przegrywa wybory na szefa partii. Była to jedyna rozpoznawalna postać w tej partii: z dorobkiem politycznym i niekwestionowanym autorytetem na lewicy. Ale Zieloni nie chcieli jej przywództwa. Wcześniej nie zebrali podpisów pod jej kandydaturą na prezydenta. Dodam, że przywódcy w tej partii zmieniają się często.

W ubiegłym tygodniu byłem na Dolnośląskim Kongresie Kobiet. Świetne zorganizowane spotkanie i około 200 pań na sali. Zaproszono na obrady marszałek Nowicką, którą te środowisko popierało w jej kandydowaniu na prezydenta Nie zdołało jednak zebrać wymaganej ilości podpisów. Wstydliwa sprawa. Oznacza to, że jest w tym środowisko potencjał intelektualny, ale nie ma organizacyjnego, a to duży minus w kampanii wyborczej. Zresztą nie wiem, czy to środowisko chce brać odział w wyborach. Problemem jest także to, że małe partie na lewicy mają swoje skromne struktury tylko w dużych miastach, a co z tzw. prowincją? Kto tam będzie te partie reprezentował na listach, głosił ich hasła, zbierał podpisy itp. To jest problem, który jest nie do rozwiązania w ciągu krótkiego okresu, Nie tylko SLD na lewicy jest dzisiaj słabe, inne partie, są jeszcze słabsze. Czy ze wspólnej słabości uda się zbudować siłę? Oto jest pytanie. Można także wskazać jak organizacyjna para idzie w gwizdek. SLD nadal dysponuje strukturami w terenie. Zebranie podpisów, czy organizacja kampanii zawsze idzie sprawnie. Kiedy jednak promuje się kandydatkę, której wyborcy nie akceptują, cały wysiłek partyjnych dołów idzie w błoto.

Wspólny start lewicy w wyborach ma sens wtedy jak listy zostaną zasilone znanymi i nowymi postaciami. Czy takie są na lewicy, gotowe wnieść na listy po kilkadziesiąt tysięcy głosów? Są raczej pojedyncze osoby, niekoniecznie związane z partiami. By był sukces, jak pokazała ostania kampania, potrzebne są nośne hasła i ciekawi ludzie. Dzisiaj lewica takich haseł, które zelektryzowałyby wyborców, na razie nie ma, elektryków którzy poraziliby tymi hasłami wyborców także. Zatem samo hasło Lewica Razem wymaga wielu wyjaśnień i uzupełnień, a czasu mało, młyny na lewicy nadal mielą opieszale. My, we Wrocławiu jesteśmy szybsi, ale to, w skali kraju niczego nie zmienia, a czas nagli.

Czesław Cyrul