Miesięczne archiwum: Lipiec 2015

W okresie schyłkowego PRL Matka-Polka rodziła średnio 2,8 dziecka, Żaden reżim ich do tego nie przymuszał. Ale nie zdziwię się, jak obecni historycy, wyznaczający obowiązujący dzisiaj kurs polityczny, stwierdzą, że matki za komuny przymuszano do rodzenia. Wszystko jest możliwe, by udowodnić ideologiczną słuszność nie cofną się przed niczym. Ta ilość urodzeń pozwalała na zachowanie liczebności naszego narodu i dalszy jego rozwój. Dodam także, że czas PRL, to – wedle dzisiejszej linii politycznej – okres półek sklepowych z octem, prawie głodu i powszechnej biedy. Okres, w którym, gdyby oceniać po licznych wspominkach coraz liczniejszych styropianowych kombatantów, miliony obywateli siedziały w więzieniach za przekonania. Był to oczywiście czas braku demokracji, a system ekonomiczny był niewydolny. Mimo to, umieralność noworodków nie odbiegała poziomem od dzisiejszych statystyk, w szkołach i przedszkolach starczało miejsc dla wszystkich, choć komfortu tam nie było.

Dzisiaj statystyczna Matka-Polka rodzi 1,3 dziecka, co powoduje, że stajemy się coraz mniej licznym narodem i na swoje emerytury musimy pracować coraz dłużej. Sklepy są pełne odżywek, ubranek i luksusowych wózków, a żyje się nam zdecydowanie lepiej. Tylko dzieci w tym powszechnym dobrobycie brakuje. Gdybym miał bazować na uproszczonych porównaniach, to powinniśmy tęsknić za czasami PRL, kiedy dzieci rodziło się tyle, ile potrzeba, a nawet nieco więcej. Skoro jednak ustępujący Prezydent czasy PRL zrównał z okresem okupacji hitlerowskiej, a socjalizm według niego pozostawił po sobie ruiny, a dzisiaj żyjemy w złotym okresie naszego kraju, to i ja mogę powalić sobie na uproszczenia. W przypadku dużych liczb statystyki nie kłamią, w odróżnieniu od wielu polityków

Czesław Cyrul

Premier Kopacz, wraz z ekipą, przyjechała do Wrocławia na wyjazdowe posiedzenie rządu. Przyjechała koleją, by oznajmić wrocławianom, że rząd nie da pieniędzy na rozwój kolei aglomeracyjnej. Gorzki żart albo kpina. Potem Pani Premier pojechała do Wałbrzycha, gdzie odwiedziła Starą Kopalnię, czyli odrestaurowany obiekt, który przypomina, że za PRL i wcześniej Wałbrzych kopalniami stał. Po 89 roku koledzy Pani Premier zniszczyli kopalnie, bo chwilowo wydobycie węgla było nieopłacalne. Wielomiliardowy majątek budowany z trudem za Polski Ludowej został zadołowany (dosłownie), a mieszkańców miasta skazano na głód, poniewierkę i biedaszyby. Pokopalniane muzeum jest przestrogą przed dawaniem władzy ludziom, którzy wszystko przeliczają na pieniądze i własny interes.
Owszem, w pobliżu Nowej Rudy trwają prace przygotowawcze do uruchomienia nowej kopalni, ale PO nie ma z tą inicjatywą nic wspólnego.
Owszem, nieźle działa Wałbrzyska Strefa Ekonomiczna, ale jej akuszerem jest Marek Dyduch i powstała ona za rządów SLD.
Teraz Pani Premier obiecała ponad 70 mln złotych na rewitalizację miasta, czyli na odbudowę tego, co jej polityczni koledzy wcześniej zniszczyli. Potem Pani Premier pojechała do Zagłębia Miedziowego, gdzie rozwiała nadzieje na zniesienie podatku od kopalin, który płacą tylko kopalnie w tym rejonie i nigdzie indziej w kraju. …. Bo nie stać nas na pozbywanie się wpływów do budżetu…. – tłumaczyła Pani Premier. Ale jeszcze kilka lat temu bez tych wpływów budżet sobie radził, a miedziowy kombinat świetnie się rozwijał. Teraz, ponieważ nadwyżki finansowe zabiera rząd, z inwestycjami jest znacznie gorzej. Z pewnością będą tutaj także znacznie gorsze wyniki PO w jesiennych wyborach. Górnicy będą pamiętać. A kilka miesięcy temu Wiceminister Gospodarki Ilona Antoniszyn-Klik, w telewizyjnej audycji, w której i ja brałem udział, zapowiedziała, że rząd podejmie próbę zniesienia tego niesprawiedliwego haraczu. Próby nie będzie. Natomiast z taką inicjatywą ustawodawczą wystąpił klub parlamentarny PiS. SLD powinien też poprzeć tę inicjatywę.
Kilka miesięcy temu trwały gwałtowne protesty wzdłuż międzynarodowej trasy S-8, od Wrocławia do Kłodzka i dalej do Czech. Mam nieprzyjemność często tą trasą jeździć i wiem, jakie to ryzyko jechać w niekończącym się potoku aut. Teraz nic o modernizacji trasy nie wspomniano, a to oznacza, że tematu już nie ma i zgrzyt samochodowego żelastwa oraz liczne ofiary wypadków na S-8 nadal będą codziennością. Jak ktoś chce zobaczyć jak wygląda Polska w ruinie, to niech pojedzie tą międzynarodową trasą. Od Szczytnej do Dusznik zaczęto tam remont drogi,  właśnie S-8. Rozkopano ją w kilku miejscach i porzucono pracę, bo wybrano błędną technologię Tysiące aut stoi w kolejkach, paru gości steruje ruchem wahadłowym, a urzędnicy myślą nad nową technologią. Tam oczywiście Pani Premier nie było, bo i po co.
W programie posiedzenia nie było haratania w gałę, bo po odejściu premiera Tuska, ten rytuał został zarzucony. No i dobrze. Wystarczy, że nasi ligowi herosi przynoszą nam wstyd i sportową zgryzotę, a kibolstwo  jeszcze ten wstyd potęguje.
Czesław Cyrul

Po uchwaleniu ustawy o „In vitro” kościelni hierarchowie ogłosili, że katolicy nie mają prawa do stosowania tej metody. Tymczasem ponad 70% społeczeństwa opowiada się za tą ustawą i metodą także. Oznacza to, że zdecydowana większość katolików ma w głębokim poważaniu nakazy biskupów, choć regularnie chodzi do kościoła i uważa się za wierzących. Biskupi też wiedzą, że wierni nie stosują się do archaicznych nakazów kościoła, bo żyją we współczesnym i cywilizowanym świecie, od którego kościół pragnie ich odseparować. Biskupi doskonale wiedząc, że wierni niekoniecznie ich słuchają za wszelką cenę pragną zapisać swoje nakazy w prawie cywilnym i stąd ta wojna w parlamentem. Biskupi swoim wiernym nie wierzą, a wierni nie słuchają biskupów. Poziom niezrozumienia pomiędzy wiernymi i biskupami narasta w miarę jak kościół staje się coraz bardziej zapiekły i archaiczny, a społeczeństwo coraz nowocześniejsze. W tej grze biskupi doskonale wiedzą, że stoją na przegranych pozycjach, ale bronią swego, jak dawniej nieboszczka partia (PZPR dla niewiedzących) socjalizmu. Ponad 100 lat temu kościół zabraniał transfuzji krwi, teraz nie wolno stosować metody in vitro. Za kilka lat wymyśli jeszcze coś nowego. Bo o panowanie nad umysłami wiernych i zarządzanie nimi tu idzie.

Czesław Cyrul

P.S. Posłanka Kempa powiedziała, że prezydent Komorowski, podpisując ustawę o In vitro, upadł na kolana przed lewicowym elektoratem. Ponieważ ustawę popiera zdecydowana większość obywateli, to nic nie miałbym przeciw, by wszyscy byli wyborcami lewicy, ale tak nie jest. Biedna posłanka Kempa nie dostrzegła, że ona i podobnie do niej myślący politycy od lat klęczą i czepiają się sutann księży, by ci patrzyli na nich łaskawym okiem i zachęcali wiernych do głosowania po myśli tych klęczących. Wiary do tego mieszać nie należy, niestety jest ona modelowanym jak plastelina narzędziem w rękach biskupów i prawicowych polityków. Boskie wymieszało się z cesarskim i rozsupłać tego się nie da.

Dzisiaj 22 lipca. Za PRL Święto Odrodzenia Polski i Manifestu PKWN. Manifest został napisany w Moskwie. Na taki, nowy podział polityczny wyraziły zgodę także USA i Anglia. Dzięki tamtym wydarzeniom ja mieszkam we Wrocławiu, a mogło być inaczej. Szczecin też jest polski. Innej alternatywy dla Polski wtedy nie było,. Ja przynajmniej jej nie znam. Tamten system nie był ani idealny, ani dobry. Był, jaki był. Nie zasługuje jednak na totalne potępienie, jak to dzisiaj czynią prawicowi historycy i dziennikarze na usługach mainstreamowej propagandy. Wierzę, że tamten czas doczeka się jednak sprawiedliwej i obiektywnej oceny.

Czesław Cyrul

P.S. (z przymrużeniem oka) Wyższość święta 22 Lipca na świętem 11 Listopada polegała na tym, że 22 lipca zawsze mamy ładna pogodę, dzisiaj także, a listopad, to najbardziej ponury miesiąc roku. Nikomu świętować się w listopadzie nie chce, a może są też i inne przyczyny oprócz pogody.

Temu, że Kukiz chce zlikwidowania finansowania partii politycznych z budżetu, nie dziwię się. Ma on kisiel w głowie, jak to określił poseł Dorn, i ja zgadzam się z nim (Dornem). Temu taniemu populizmowi ulega także PO. Ona też chce likwidacji finansowania partii politycznych z budżetu. PO jest, na razie, partią bogatą i zasilaną przez ludzi bogatych, ale to może się skończyć. Obywatelom te hasła podobają się, bo nikt nie chce płacić na marnych polityków. Tu opinia ma sporo racji. Przypomnę jednak, że w 36 krajach Europy takie dotacje dla partii istnieją. Pamiętam lata dziewięćdziesiąte, gdy takich dotacji nie było. Wiem jak wyglądało wtedy finansowanie kampanii wyborczych i bardzo nie chciałbym do tamtych, półmafijnych czasów wracać. Niektóre partie polityczne, w swojej głupocie pchają nas w tę mafijność i uznają to za dobre rozwiązanie. Można by np. robić odpisy od podatków, ale w naszym kraju takie rozwiązanie nie wchodzi w rachubę. Wie o tym doskonale kościół i broni się rękami i nogami przed takimi regulacjami, bo zdaje sobie sprawę, że połowa obywateli nie robiłaby odpisów na kościół, jak to czyni się w wielu cywilizowanych krajach Europy. Dlatego też kościół woli pobierać lekka rączką z budżetu państwa 100 mln złotych rocznie na fundusz kościelny. Partie polityczne dostają około 55 mln złotych rocznie (1,5 zł. na obywatela), a wrześniowe referendum ma kosztować 100 mln. Wprowadzenie przepisu o odpisach na partie polityczne oznaczałoby ich śmierć finansową, bo na partie polityczne obywatele nie robiliby odpisów jeszcze bardziej masowo niż na kościół. Porównuję te partyjne dotacje z kościelnymi, bo kościół stał się silnym graczem na scenie politycznej. Jako wsparcie swojej działalności otrzymał setki tysięcy hektarów ziemi, które z korzyścią dla siebie i często łamiąc ziemskie prawo spieniężył. Katecheci otrzymują za nauczanie religii w szkołach ponad 1 miliard złotych rocznie. Etatowi kapelani w służbach mundurowych także zarabiają niemało. Oczyścicie są tam po to, by nieść posługę wierzącym, ale także by dbać o jak najbardziej ziemskie interesy kościoła. Jak porównam te wydatki z budżetu na kościół i te, w sumie niewielkie w skali kraju, dotacje do partii politycznych, to debata o ich zabraniu partiom politycznym wywołuje mój uśmiech.

Czesław Cyrul

Za kilka dni zapadną decyzje czy lewica pójdzie do wyborów razem, czy osobno. Tutaj na dołach możemy tylko kibicować rozmowom w Warszawie, a potem je zaakceptować, lub nie. Nikt nas specjalnie o zdanie nie pyta. Byłoby dobrze, gdyby strony dogadały się. Dogadanie nie oznacza zasypania wszystkich podziałów i pokonania obiektywnych różnic programowych, organizacyjnych i zwyczajnej międzyludzkiej nieufności. Mniejsze organizacje, skoncentrowane często na wewnętrznych debatach ideowych, a nie na realnej polityce, uznają SLD za niegodne mieniania się lewicą. Pokazują swoją, ideową wyższość i nieskalanie się żadnym kompromisem. Owa bezkompromisowość często uniemożliwia jakąkolwiek dyskusje, o porozumieniu nie wspominając. Sęk w tym, że członkowie tych małych ugrupowań sami często różnią się, a to skutkuje wewnętrznymi wojnami, rozpadem małych ugrupowań i częstym zawieszaniem działalności. Małe ugrupowania zazwyczaj mają swoje struktury w większych miastach. W mniejszych nie funkcjonują. Jak zatem mają wystawić swoich kandydatów we wszystkich okręgach wyborczych? Oto jest pytanie. Może okazać się że w mniejszym (prowincjonalnym) okręgu wyborczym zjednoczoną lewicę na listach wyborczych reprezentować będą wyłącznie członkowie SLD lub przez nich proponowani, a w wielkomiejskich będzie natłok przedstawicieli wielu ugrupowań.

Siłą SLD są ciągle sprawne struktury, gorzej jest z ideowością i wiarygodnością. Ale wiarogodność ugrupowań pozaparlamentarnych jest jeszcze mniejsza, w sondażach nie uwzględnia się ich. Słabość SLD pokazały ostatnie wybory samorządowe i prezydenckie. Sprawne struktury rutynowo promowały już zużyte hasła wyborcze, które nie docierały ani do starego elektoratu, ani do młodych, potencjalnych wyborców. Zabrakło świeżości i wiary w sukces. Kampanijną robotę wykonano, efektów zabrakło.

Lewica pozasldowska zarzuca ludziom SLD zawieranie licznych, zbyt licznych kompromisów z prawicą. To prawda. Było ich sporo i SLD za to słono zapłacił. Ale czy nieskażeni doświadczeniem w rządzeniu ludzie lewicy spoza SLD potrafiliby zachować w parlamencie czy rządzie swoją bezkompromisowość i czystość ideową? To trudne zadanie. Grecka Syriza właśnie tego boleśnie doświadcza. W SLD pokutuje jeszcze, tu i ówdzie, pamięć o wielkiej partii rządzącej. To już przeszłość. Są inne czasy i inne zadania przed lewicą.

Czy uda się skutecznie połączyć doświadczenie na scenie politycznej i sprawność organizacyjną SLD z nowymi nurtami na lewicy, by trafić do wyborców? Tego dzisiaj nikt nie wie. Ale próbować należy. Pójście lewicy do wyborów razem daje nadzieję. Osobny start rożnych list to pewna porażka.

Czesław Cyrul.

We Wrocławiu – używając terminu medycznego – mamy do czynienia z referendalną biegunką. 6 września odbędzie się krajowe referendum, w którym obywatele wypowiedzą się w sprawie: JOW-ów, zaprzestania finansowania partii politycznych z budżetu i rozstrzygania wątpliwości przepisów prawa podatkowego na korzyść podatnika.

Wcześniej wrocławska opozycja skrzyknęła się i podjęła działania na rzecz przeprowadzenia lokalnego referendum, w którym wrocławianie opowiedzieliby się za: stworzeniem publicznego rejestru umów zawieranych przez Urząd Miejski, rezygnacją z Igrzysk World Games w 2017roku, budową nowych linii tramwajowych, podwojeniem ilości terenów zielonych i wprowadzeniem obywatelskiej inicjatywy uchwałodawczej. W tej koalicji referendalnej bierze udział PiS, SLD, Zieloni, UP, i lokalne organizacje miejskie. Organizatorzy muszą zebrać 50 tys. podpisów pod wnioskiem, a referendum odbyłoby się wraz z jesiennymi wyborami parlamentarnymi.

Prezydent Dutkiewicz nie chce tego referendum i – aby pokrzyżować plany opozycji – wymyślił swoje referendum, w którym wrocławianie wypowiedzieliby się w kwestii wyprowadzenia ruchu samochodowego z centrum Wrocławia, czy opowiadają się za budową metra i czy są za organizacją dużych imprez kulturalnych i sportowych w mieście. Referendum prezydenta Dutkiewicza odbyłoby się razem z referendum krajowym, czyli 6 września. Uchwałę w tej sprawie przyjęli radni miejscy z kolacji platformiano- dutkiewiczowej i w związku z powyższym nie muszą zbierać podpisów. Opozycja radnych miejskich zaproponowała Prezydentowi, by połączyć obie inicjatywy i zrobić jedno, lokalne referendum, ale prezydent się nie zgodził. Nie po to wymyślił kontr-referendum, by teraz dogadywać się z opozycją.

Tak więc 6 września, wraz z referendum krajowym, może odbyć się referendum prezydenta Dutkiewicza. I to krajowe i to prezydenta Dutkiewicza skazane są na niepowodzenie, bo daję głowę – ale nie swoją (tylko Dutkiewicza) – że frekwencja nie osiągnie 50 % i będzie ono nieważne. Referendum organizowane przez opozycję odbędzie się wraz z wyborami parlamentarnymi, o ile organizatorzy zbiorą pod wnioskiem 50 tys. podpisów. Jest szansa, że wtedy frekwencja może przekroczyć 50% i referendum będzie ważne. Ale wieloletnie obserwacje frekwencji wyborczej w wyborach parlamentarnych pokazują, że takiej frekwencji od dziesiątków lat w mieście nie było i nic nie wskazuje, by sytuacja miała się poprawić. Na końcu tej wyliczanki jest statystyczny obywatel, gubiący się w tej referendalnej biegunce.

Czesław Cyrul

W podwrocławskich Żernikach wszechwładny proboszcz oświadczył, że jak jakiś uczeń odważy się chodzić na etykę w szkole, to nie ma wstępu do kościoła. Opisała to prasa. Klątwa proboszcza zniknęła z internetu, ale w praktyce obowiązuje nadal. Wcześniej w „Nocy Kościołów” we Wrocławiu w świątyniach wykładali swoje prawdy skrajnie prawicowi goście z red. Michalkiewiczem na czele, który wygłosił pełen nienawiści i oszczerstw wykład. Zrobił się smród w kościele. Kuria będzie baczniej przyglądała się w przyszłości zapraszanym gościom:oświadczył kościelny urzędnik, tym samym pokazując gdzie kościół ma opinię publiczną i miłość bliźniego zarazem.

Na wszystkich oficjalnych spotkaniach, panowie w czerni obligatoryjnie zasiadają zawsze w w pierwszych rzędach i pierwsi są witani. A podobno kościół zaleca skromność. Byli I sekretarze PRPR mogliby uczyć się pychy i pokazywania swojej władzy od obecnych kościelnych notabli. Dożyliśmy czasów, kiedy panowie w sukienkach coraz energiczniej zawłaszczają, gdzie tylko mogą, kolejne obszary wolności obywateli i nie ma to wiele wspólnego z samą wiarą. Świecka, prawicowa władza ślini ręce duchownych, czego dała ostatnio przykład nasza pani premier padając do nóg papieżowi. Nic to nie dało, bo polski kler i tak popiera PiS, a nie PO. Przykładów zawłaszczania naszej wolności i pieczętowania tego w świeckim prawie jest aż nadto. Kościół dusi swobodę myślenia swoich wyznawców.

Co sądzą parafianie w Żernikach o zamordyzmie plebana? Generalnie są oburzeni, ale nie śmią wyrazić tego publicznie. Od lat, po kątach sarkają na arogancję proboszcza, ale do otwartego buntu jeszcze daleko. Bo po co się narażać. I tak większość obywateli chodzących do kościoła traktuje z przymrużeniem oka kościelne nakazy, ale na etykę nikt z uczniów się nie zapisał. Podobno nie było chętnych.

Czesław Cyrul

Aż zatrzymałem auto, by przyjrzeć się akcji sporadycznie widywanej we Wrocławiu. Na ul. Racławickiej pan, przy piesku, który załatwił się na skwerze wyciągnął torebkę i posprzątał po swoim pupilu. Generalnie Wrocławianie kochają swoje psy, ale kupy pozostawiają innym. To w mieście temat nierozwiązywalny. Już w latach dziewięćdziesiątych, kiedy byłem radnym Rady Miejskiej, temat był dyskutowany na forum, ale skończyło się to awanturą. Rada od razu podzieliła się i groziło to konfliktem ponadpartyjnym. Pod tym względem daleko nam do cywilizowanych społeczeństw. Coraz więcej dbamy o naszych czworonożnych przyjaciół, ale schroniska dla zwierząt są permanentnie przepełnione, a kupami swoich psów ich właściciele w parkach, na chodnikach i skwerach hojnie dzielą się ze społeczeństwem: pies jest mój – jego kupa należy do wszystkich, także do tych, którzy jej nie chcą. Na moim Kozanowie też jest sporo psów i też kiedyś widziałem obywatela, który sprzątał po swoim psie. Było to kilka lat temu. W temacie psich kup wrocławianie powinni się wstydzić, ale aby się wstydzić, trzeba mieć świadomość, że kupy trzeba sprzątać. Pewnego razu, duży pies zrobił kupę na chodniku pod moim blokiem. Zwróciłem uwagę jego właścicielowi, ten skoczył do mnie z pięściami. Gość się nadział, bo nadal piąstkę mam sprawną. W jego przypadku była to dobra metoda wychowawcza. Teraz gościu unika mnie, ale nadal nie sprząta. Co miałem jednak powiedzieć starszej kobiecie, która wyzwała mnie od chuliganów, gdy poprosiłem ją, aby piesek robił kupy przynajmniej trochę dalej od bloku. Pewnie są takie osiedla, gdzie sprząta się już kupy po psach, ale to enklawy psiej kultury. Codzienność, to przekonanie właścicieli psów, że oni (psy) kup nie robią i problemu nie ma.

Czesław Cyrul

Lekarz weterynarii (nie praktykujący od lat)

Skarży się prezydent Komorowski w „Polityce” na wyborców, którzy nie potrafili docenić dorobku 26 lat wolności … „mimo gospodarczej prosperity trzeba będzie Polskę odbudowywać ze zgliszczy jak po wojnie”…, twierdzili jego przeciwnicy. Zdaniem prezydenta, to jest niedorzeczne, ale wielu w to uwierzyło. Otóż to, Panie prezydencie. Poległ Pan od własnej broni. Pan uznawał okres PRL za czas zniewolenia równy prawie hitlerowskiej okupacji, co było także durne i niedorzeczne. Polska nie była krajem demokratycznym, ale była Polską, taką na jaką zgodziły się USA, Rosja i Anglia. Wmawiał Pan nam, że po socjalizmie zostały ruiny. Tymczasem z samej prywatyzacji przemysłu do skarbu państwa wpłynęło, po 1990 roku, prawie 500 miliardów złotych. A dodam, że np. cała energetyka, bazująca ciągle na energetyce zbudowanej w PRL, należy ciągle do skarbu państwa. Był to kraj z wieloma ułomnościami i tamten system musiał upaść, ale ludzie którzy go budowali nie zasłużyli sobie na upadlanie przez ich prezydenta i wmawianie im, że zostawili po sobie gruzy. Nigdy z taką oceną historii się nie zgodzę. Teraz pan prezydent skarży się na wyborców, że nie docenili wolności, o którą on walczył i wybrali innego.

Wmawiał Pan starszym pokoleniom Polaków, że pozostawili po sobie przysłowiowe g…… W imię politycznych interesów modelował Pan na swój strój historię, więc niech teraz się Pan nie dziwi, że polityczna retoryka bierze górę nad dorobkiem III RP, który jest, choć nie jest tak piękny jak Pan nam wmawiał. Większość sądzi inaczej, Pan tego nie rozumie, ale to jest już Pana problem.

Z poważaniem

Czesław Cyrul