Miesięczne archiwum: Sierpień 2015

Na okoliczność rocznicy „porozumień sierpniowych” wysłuchałem w TV Republika wypowiedzi Ryszarda Wyrzykowskiego na temat tamtych wydarzeń i ich pokłosia. I tak, Wałęsa to oczywiście współpracownik SB i pod dyktando SB działający. Geremek, Mazowiecki, Kuroń – to stalinowcy. Borusewicz był też związany z SB, choć był to człowiek dzielny i oddany sprawie. Fiszbach domagał się strzelania do strajkujących robotników

PO to partia postkomunistyczna. Aby dojść do władzy Tusk musiał coś dać komunistom. Kiszczak wszystkim kręcił, bo był z Gdańska i dlatego w rządach, po 90 roku, było tylu ludzi z Gdańska. Sama Kopacz była wcześniej w ZSL, a wiadomo, że ta partia chciała kołchozów na polskich wsiach. Teraz chyłkiem, razem z Borusewiczem i Hienią (?!) Krzywonos, składali kwiaty pod pomnikiem ofiar „Grudnia 70”, bo bali się spojrzeć w oczy ludziom Solidarności. Całe to porozumienie było jedną wielką farsą i dlatego teraz jest tak źle. Sam budynek muzeum Solidarności (ECS) służy do zafałszowania historii „Solidarności”. Tylko IPN poszukuje prawdy. Podobne opinie, ale w wersji soft, przedstawiło małżeństwo Gwiazdów. Teraz sam związek zawodowy i zaproszeni na uroczystości rocznicowe, z prezydentem Duda na czele, goście hołdują chyba tej właśnie wersji wydarzeń sprzed 35 lat. Jaka wersja będzie obowiązywać za 50 lat?

Czesław Cyrul

Nie pamiętam takiej kampanii, gdzie tak dużo – przy układaniu list – zależy od centralnych władz partyjnych lub koalicyjnych. Polityczne centra, od prawa do lewa, układają czołówki list wyborczych do sejmu, demolując wstępne ustalenia w regionach. Jest to także świetna okazja do wyeliminowania osób, które nie akceptują polityki kierownictw, lub ośmielają się mieć swoje zdanie. Układanie list jest także okazją do nagradzania dobrymi miejscami na listach osób zaufanych i wiernych kierownictwu. Takie odgórne decyzje oczywiście nie podobają się partyjnym dołom: bo owszem, z góry widać szerzej, ale na dole dokładniej. Takie spory zawsze odżywają w kampaniach, ale teraz polityczne góry, jak nigdy dotąd, zdecydowanie dominują nad wolą partyjnych dołów.

Oto kilka przykładów. Na Dolnym Śląsku PiS do okręgu wałbrzyskiego wystawiło na pierwsze miejsce osobę tam chyba nikomu nieznaną. PO w tym samych okręgu powierzyło liderowanie ministrowi Siemoniakowi. W tym mieście się urodził i był to zupełnie wystarczający argument. We Wrocławiu Zjednoczoną Lewicę, na pierwszym miejscu, reprezentować będzie Liderka Partii Zielonych Małgosia Tracz. Aby na Dolnym Śląsku rozdzielić niechętnych sobie, Protasiewicza i Schetynę, ten ostatni został rzucony na odcinek kielecki, bo tam PO ma kłopoty.

Najbardziej scentralizowaną i tajną taktykę, przy układaniu list, stosuje grupa Kukiza. Choć od partyjniactwa on sam się odcina i na tym budował swoja siłę, to teraz zastosował metody prawie mafijne. Co z tego wyszło, widać: w koalicji z nim są niszowe partie i prawicowi, kieszonkowi politycy. Kompletna katastrofa.

Układanie list to także okazje do pozbywania się niechcianych, często przyszywanych braci politycznych. Oto nie ma na listach PiS posła Mastalerka, w niebyt odszedł poseł Hoffman i dwóch jego kolegów z wycieczki do Hiszpanii. Nie ma Posła Girzyńskiego. Zabrakło miejsca dla posła Kurskiego, ale jest Ziobro. W PO nie ma na listach posła Sikorskiego i posła Zalewskiego. Obydwaj zaliczyli, kilka lat temu, transfer do tej partii z PiS. Za Zalewskim ujęła się posłanka Pitera. Władze PO, za tę niesubordynację, nie mogą jej nic zrobić, bo ona ma jeszcze cztery lata spokojnej kadencji w Europarlamencie. A co będzie za cztery lata, nie wiadomo. Tak daleko strategia polityków nie sięga. PO i media jej przychylne zarzucają prezesowi Kaczyńskiemu, że ustala listy jednoosobowo i jest to dyktatura. Premier Kopacz rzucając swoich ludzi w różne okręgi i łamiąc ustalenia regionalne też zachowuje się jak dyktator, ale w spódnicy. I na tym polega różnica w tej kwestii pomiędzy nią a prezesem PiS. Choć nikt z mainstreamowych mediów nie odważył się jej nazwać dyktatorem. Metody takie same, ale różnie interpretowane.

Czesław Cyrul

Polityka przedreferendalna i przedwyborcza stała się nudna. Prezydent Duda, podobnie jak jego duchowy przywódca, prezydent Kaczyński chce prowadzić politykę zagraniczną osobno, bez porozumienia z rządem, choć to rząd ma w tej kwestii pozycję wiodącą. Mamy ponownie dwie polityki zagraniczne i dwa rywalizujące ośrodki, czyli wszystko po staremu. Mam nadzieje, że nie skończy się to jakąś katastrofą.

Pytani o udział w referendum obywatele gremialnie chcą w nim uczestniczyć, choć wiadomo, że spora grupa co innego mówi, a co innego potem robi, czyli nie idzie do urn. To taka nasza wstydliwa przypadłość. W sprawie pytań referendalnych też jest spore zamieszanie. Zdecydowana większość obywateli chce JOW-ów i zaprzestania finansowania partii politycznych. Z punktu powszechnie stosowanych i sprawdzonych rozwiązań w cywilizowanej Europie obywatele chcą źle. Przeciwko JOW-om, a za utrzymaniem finansowania partii politycznych jest PiS, SLD i PSL. Jestem pewny, że większość wyborców tych partii jest jednak za JOW-ami i zabraniem publicznych pieniędzy partiom politycznym, czyli są przeciwni stanowiskom partii, na które głosują. Taki polski groch z kapustą.

Zjednoczona lewica w końcu pozbierała się i nie zagrożą jej jakieś podrabiane lewicowe komitety. Kukiz, co było do przewidzenia, zapada się w polityczny niebyt.

Spora grupa młodych, zaczadzonych poglądami Korwina-Mikke otrzeźwiała i już go nie lubi. Za kilka lat wyrośnie kolejna grupa, którą Korwin na krótko uwiedzie. Tak dzieje się od lat. Na szczęście Korwin jest coraz starszy i coraz bardziej śmieszny, więc te periody skończą się.

Nowoczesnapl w mozole buduje listy, co nie jest zadaniem łatwym i mandatów poselskich z tego mozołu chyba nie będzie. Lewicowa partia „Razem” która powinna się nazywać „Osobno” będzie meteorem na scenie politycznej i spali się w kampanii wyborczej. Wyborcy udzielą jej lekcji pokory, której młoda grupka nie przetrzyma. Rozpadnie się ponownie na kanapy, z których powstała. Szkoda ich twórczego potencjału i świeżego spojrzenia. Ale w polityce trzeba być także realistą. Realizm u politycznych kanap, tych z prawa i z lewa, to towar deficytowy.

Czesław Cyrul

Prezydent Duda, a jeszcze bardziej PiS, grają w polityce Lasami Państwowymi. Ubzdurali sobie, że PO chce je sprywatyzować. Przy okazji, po raz któryś okazało się, że po PRL zostało coś, czego trzeba bronić jak niepodległości. Przypomnę zatem. Lasy Państwowe powołano do życia w 1945 roku, upaństwawiając prywatne lasy o powierzchni powyżej 25 hektarów. Od 45 roku powierzchnia lasów zwiększyła się z 21% do prawie 30% obecnie. Przez 70 lat Lasy trwają w tej samej strukturze i dzięki temu nie ma tablic z zakazem wstępu do lasu, bo to teren prywatny. Miliony ludzi zbierają jagody, grzyby oraz są one oazą odpoczynku. Oczywiście państwowe lasy są przede wszystkim miejscem gdzie rosną drzewa, potem je się ścina, robi deski, itd. Po politycznym praniu mózgów, iż po komunie zostały tylko ruiny okazuje się, że państwowe lasy są uznawane przez prawicę za perłę w koronie. Niedawno, kiedy brakowało wody w elektrowniach, okazało się, że zdecydowana większość z nich ma PRL-owski rodowód, a prywatyzacja niektórych gałęzi energetyki niczego dobrego nie przyniosła. Podobnie zresztą było z prywatyzacją państwowych kolei. Jak to więc jest z tymi ruinami po komunie, kiedy co i rusz okazuje się, że w tej, centralnie sterowanej gospodarce powstały perły służące społeczeństwu do dzisiaj i nawet referendum trzeba organizować, by zachować ich postpeerelowski, dobry stan. Można wymieniać dalej: kiedy dzisiejsi luminarze kultury wspominają czasy PRL, mówią zazwyczaj o cenzurze (owszem, była taka). Nie mówią od potężnym dorobku tamtych czasów, przy którym dzisiejsza, skomercjalizowana kultura to raczej druga liga, a kraj wtedy nie był za bogaty. Nie bronię tamtych czasów i tamtego systemu. Musiał odejść na śmietnik historii, ale jak słyszę zakłamanych polityków prawicy opowiadających o ruinach po tamtych czasach, jak plują oni w oczy milionom ludzi uczciwych, to zastanawiam się, jak można tak cynicznie kłamać. Prawicowi politycy powinni podpalić te lasy, a wtedy mogliby do tych ruin dołożyć jeszcze zgliszcza i nie trzeba by było robić referendum, by bronić postkomunistycznych rozwiązań. W mnożeniu pytań referendalnych politycy dostali biegunki.

Ja proponuję zapytać obywateli czy są za sprywatyzowaniem państwowych kopalń węgla, do których dokładamy rocznie miliardy złotych z naszych kieszeni. Finansowanie partii politycznych przy tych wydatkach, to kropelka w morzu.

Czesław Cyrul

Odnośnik

Mam pretensje, podobnie jak wielu wyborców lewicy, o to że kierownicze gremia lewicowych ugrupowań w Warszawie nie potrafią się dogadać. Ten impas trwa od lat. My, tu w terenie, możemy się w zasadzie tylko biernie przyglądać, jak przebiegają warszawskie rozmowy personalne i jak dzielone są jedynki, bo w tym dogadywaniu się na lewicy głównie o to idzie. Kwestie programowe przestały kogokolwiek interesować.

Oto grupka osób, rzekomo skrzywdzonych przy koalicyjnym stole OPZZ, strażników starych partyjnych szyldów (SdPl, PPP) i nowych (WiR), postanowiła być pierwszą zjednoczoną lewicą i zarejestrowała się, przed główną Zjednoczoną Lewicą (SLD,TR UP, PPS i Zieloni). Nie zdziwię się, jak wkrótce powstanie jeszcze inna, np. Rozenek z Napieralskim, jeszcze bardziej zjednoczona lewica i uzna siebie za tą najprawdziwszą. Smutny to obraz i nie rokujący dobrze w najbliższych wyborach. Napieralski i strażnicy partyjnych szyldów, niczym teatralni halabardnicy, którzy co jakiś czas wychodzą na scenę, by tworzyć backgraund dla głównych aktorów, właśnie to uczynili. Jak np. spojrzeć na stronę internetową SdPl, to tam ostanie wpisy są sprzed 5 lat. Gwałtownie aktywizacja nastąpiła dopiero teraz. Ta organizacja jest rakiem -na i tak dość schorowanym- ciele lewicy. Rak na szczęście nie jest śmiertelny, ale co jakiś czas uaktywnia się. Zaimplantował go w ciele lewicy, wiele lat temu, Marek Borowski, choć nie on go wymyślił. Pomysł „skrzywdzonych” przy stole OPZZ nie jest traktowany poważnie nawet przez samych założycieli. Doskonale wiedzą, że nie znajdą chętnych na listy, a tym bardziej do pracy przy kampanii wyborczej. Z mojego rozeznania nie ma we Wrocławiu żadnych struktur w/w halabardników. Tym bardziej nie ma w Wałbrzychu, Jeleniej Górze, czy Legnicy. Podobno we Wrocławiu miałby startować prof. Hartman z Krakowa i chyba tylko on sam byłby na liście. Podobnie jest w innych regionach. Zatem idzie o to aby jeszcze pograć, by może coś ugrać. Ta gra może trwać aż do 15 września, kiedy to trzeba będzie zarejestrować listy i okaże się że rejestrować nie ma czego. Szantaż politycznych halabardników polega na tym, by Zjednoczona Lewica – SLD, TR, Zieloni, UP i PPS posunęły się i dały kilka jedynek strażnikom szyldów. To ma dla nich jakiś sens, bo ten polityczny plankton nie jest zdolny do samodzielnego podejmowania inicjatyw wyborczych. Może tylko, jak jemioła, żerować na innych i o to w tym właśnie chodzi. Być może nawet to się uda, ale będzie miało to niewiele wspólnego ze Zjednoczoną Lewicą. Tak to widzę tu na dole, ale może tam na górze gra toczy się o coś innego, choć nie sądzę.

Czesław Cyrul.

W trakcie kampanii prezydenckiej pretendent Andrzej Duda (dla niezorientowanych – wtedy członek PiS) sowicie rozdawał wyborcom wirtualne pieniądze, zarazem dość oszczędnie gospodarując prawdą, gdzie je znaleźć. Z kolei rząd (jeszcze PO) starał się oszczędnie gospodarować groszem publicznym nie żałując przy tym prawdy, że na obietnice pretendenta nas, podatników nie stać. Wtedy chórem pretendent i jego zaplecze odpowiadali, że oni (PiS) wszystko policzyli i stać nas, czyli jeszcze bardziej oszczędzali na prawdzie.

Większość wyborców uwierzyła temu, który oszczędzał na prawdzie, bo wypadał bardziej wiarygodnie i miło było posłuchać, że jak wygra wybory, to będzie wszystkim lepiej.

Po wygranych wyborach prezydent jakby zrozumiał, że za dużo naobiecywał nie mając – jako prezydent – za wiele uprawnień w obszarze realizacji złożonych obietnic. Dlatego też zaczął kierować swoje postulaty wyborcze w stronę rządu (jeszcze PO z dodatkiem PSL), który z jego wskazania powinien je zrealizować. Rząd od początku twierdził, że postulatów prezydenta Dudy nie da się spełnić. Nawet jakby się dało, to rząd realizował by je jako swoje, pomniejszając rolę prezydenta. Prezydent Duda dobrze wie, że z obecnym rządem nic nie wskóra, dlatego wszystkimi sposobami pokazuje jaki to rząd po jesiennych wyborach powinien być. Jak będzie PiS-owski to obietnice zostaną spełnione. Kiedy wygra PiS (może, ale nie musi) premier i ministrowie też będą umieli liczyć (tak mi się wydaje) i dostrzegą, że oszczędne gospodarowanie prawdą w kampaniach bywa kłopotliwe po ich wygraniu. Tym się jednak nikt z polityków nie przejmuje. Byle do wyborów, byle je wygrać, a potem jakoś to będzie. Byle do następnych wyborów.

Czesław Cyrul

Susza

Kategorie: Bez kategorii

Po ponad 25 latach od upadku PRL wrócił koszmar tamtych czasów: brak energii elektrycznej. W PRL-u energię zżerał przemysł ciężki. Po 90 roku przemysł ten, w znacznej części, upadł i energii zaczęło starczać. Okazało się, że energetyka za PRL była nad wyraz dobrze rozwinięta, do tego stopnia, że do dzisiejszych czasów starczało pradu z elektrowni rodem z PRL. Aż tu nagle – i to nie zimą, a latem – gruchnęła wieść, że w kraju brakuje energii. Susza spowodowała brak wody, bez której węglowe elektrownie nie mogą się obejść. Elektrownie wodne produkują symboliczne ilości energii. Susza niszczy uprawy i w niektórych wsiach brakuje wody, co media okazują jako hekatombę. Susza stała się także elementem walki politycznej. PiS zaatakował rząd, domagając się aby premier Kopacz zwołała nadzwyczajne posiedzenie rządu w sprawie suszy. W podtekście ten apel należy rozumieć jako obijanie się władzy na „odcinku suszy”, co – według PiS – stanowi kolejny dowód na lenistwo rządu. Jednak premier Piechociński zadał kłam pogłoskom rozsiewanym przez wrogie siły. Oznajmił w mediach, że prąd jest. Urządzenia wytwórcze pracują pełną parą, rząd nadzwyczajnym wysiłkiem zapewnił dostawy wody elektrowniom i przemysł już produkuje wszelkie dobra dla obywateli i na eksport. Brawo. Susza nam niestraszna. Za epizodycznych rządów PiS, kiedy była podobna sytuacja, posłowie prawicy zamówili mszę w intencji opadów. O ile pamiętam msza opadów nie sprowadziła. Opatrzność w takich sytuacjach zachowuje się dwuznacznie, jak w prognozach górali: albo będzie padać, albo nie. Biskupi w takich sprawach nabierają wody w usta i nie wydają żadnego oświadczenia „w temacie deszczu”, co innego o in vitro itp. Hierarchowie specjalizują się teraz głównie w ziemskich kwestiach. Być może Opatrzność, widząc wyczyny naszych biskupów, zerwała z nimi kontakt. Nie jestem jednak specjalistą w tych sprawach i na tym poprzestanę.

Czesław Cyrul

Prezydent Rafał Dutkiewicz napisał list do Wrocławian. Przesłał go tylko do Gazety Wyborczej, czyli głównie do swoich wyborców. Pisze w nim, że teraz będzie inaczej, tzn. tak jak chcieliby obywatele. Do tej pory w Ratuszu, w zarządzaniu obowiązywał oświecony absolutyzm. Prezydent mógł sobie na to pozwolić, bo w poprzednich wyborach uzyskiwał bardzo wysokie poparcie. W ostatniej, jesiennej kampanii samorządowej opozycyjni kandydaci wskazali na liczne błędy prezydenta w zarządzaniu miastem, skutkujące ponadprzeciętnym zadłużeniem „schowanym” w miejskich spółkach. Po okresie inwestycyjnej megalomanii został, między innymi, stadion, kłopotliwy pomnik za prawie miliard złotych, który przynosi i będzie nadal przynosił straty, czyli wymagał sowitego dotowania z naszej, miejskiej kasy. O tym zadłużeniu mówił kandydat na prezydenta Waldemar Bednarz, popierany przez SLD. Niestety kwoty zadłużenia były tak wysokie, że nie mieściły się w świadomości wrocławian. Jednak wygrana ale bez wyraźnej przewagi, w drugiej rundzie, zmusiła prezydenta do zmiany strategii. Teraz oświecony absolutyzm ma zostać zastąpiony konsultacjami z obywatelami. Nie będzie także żadnych megalomańskich inwestycji. Pieniądze mają być wydawane w sposób „bardziej ludzki”. To dobrze, że pan prezydent wyciągnął wnioski z lekcji udzielonej przez wyborców. Przypuszczam jednak, że są także inne przyczyny odejścia od dużych inwestycji. Miasto musi oddać bankom pieniądze, które pożyczyło na inwestycje. Trzeba zacisnąć pasa i dorobić do tego ideologię, że teraz będzie inaczej, czyli podobno lepiej. Inaczej będzie przede wszystkim dlatego, że w kasie miejskiej widać dno, o czym pan prezydent w liście nie wspomina.
Czesław Cyrul

Przewodnicząca Kopacz zdrowo namieszała w listach dolnośląskiej PO. W Wałbrzychu na lidera listy wyznaczyła ministra Siemoniaka, bo w się w tym mieście urodził. Inna sprawa, że nie było tam zdecydowanego i znanego, nie tylko w regionie, lidera. Więc teraz jest, chociaż spadochroniarz. We Wrocławia pani Premier postanowiła rozdzielić zwaśnionych rywali: Protasiewicza i Schetynę. By nie było wewnętrznego zamieszania w wyborach minister Schetyna został rzucony na odcinek kielecki, by tam umacniać PO. Natomiast przewodniczący regionu Jacek Protasiewicz został zepchnięty na drugie miejsce na liście wrocławskiej. Pewnie jest to kara za słynny incydent lotniskowy we Frankfurcie. Protasiewicz z drugiej pozycji będzie atakował liderkę, senator Chybicką, która teraz ma zostać posłem. Nie za bardzo rozumiem dlaczego w miejsce Schetyny o okręgu jeleniogórsko -legnickim został postawiony poseł Huskowski. Przypuszczam, że tamtejsi lokalni liderzy PO nie odpuszczą i będą grali na siebie, a nie na Huskowskiego. Może na tym poseł Huskowski wyjść jak w eurowyborach. Startował wtedy z drugiego miejsca, wyłożył dużą kasę, mocno popierał go prezydent Dutkiewicz, a wyszła kompletna klapa. Jak będzie tym razem?

Władze centralne rozdały także jedynki na lewicy. Liderem w Wałbrzychu będzie Marek Dyduch i nikt nie kwestionuje tam jego liderowania. W okręgu jeleniogórsko -legnickim pierwsze miejsce dostał poseł Zbrzyzny. Na drugim miejscu będzie posłanka Szmajdzińska. Cztery lata temu, startując z trzeciego miejsca wykręciła świetny, najlepszy wynik. Przypuszczam, że z drugiego miejsca tym bardziej zostawi w polu konkurentów.

W okręgu wrocławskim jedynka przypadła Annie Kubicy w Twojego Ruchu, Reszta na razie jest dogadywana. Władze regionalne muszą to poukładać i przyklepać. Przyglądam się tym zabiegom trochę z boku, bo w warszawskich rozmowach nie brałem udziału i niewiele ode mnie zależało. Jednak tydzień temu na swój użytek ułożyłem alfabetycznie 10 nazwisk ludzi wrocławskiej lewicy i wysłałem bezstronnego człowieka na ulicę by podpytał kto kogo zna z tych osób. Przepytano prawie 400 osób. Zdecydowanej większości te nazwiska niczego nie mówiły lub pytani odmawiali wskazania kogokolwiek. Pytający usłyszał sporo cierpkich słów: od przeciwników politycznych i od sympatyków lewicy także. Tej grupy, którym nazwiska coś mówiły, moje nazwisko było zdecydowanie najczęściej wskazywane. Od 90. roku jestem obecny na lokalnej scenie politycznej i w mediach. Przez tyle coś tam w pamięci wrocławian zostało. Mam swoje poglądy i nie kryję się z nimi. Nigdy barw politycznych, nawet w ramach lewicy, nie zmieniałem. Posiadanie własnych poglądów i publiczne głoszenie ich powinno być obowiązkiem każdego polityka, co nie zawsze przekłada się na wyniki wyborcze. W polityce tak bywa. Oczywiście taki sondaż należy traktować z dystansem, więc nie będę publikował jego dokładnych wyników. Niektórym byłoby przykro.

Czesław Cyrul

Gdy w pierwszy dzień turnusu doświadczyłem nieopisanego ścisku na plaży w Ustce zacząłem jeździć samochodem kilka kilometrów dalej, na Plażę Zachodnią. Dojechać można tam w zasadzie tylko autem, bo most portowy jest zamknięty. Dlatego też dociera tam znacznie mniej plażowiczów, jest luz, a plaża do tego szeroka. Nawet powszechne grodzenie parawanami nie jest w stanie tej przestrzeni ograniczyć.

Obserwując plażowiczów stwierdzam co następuje: spora grupa obywateli i obywatelek wygląda tak, jakby sport masowy czy rekreacja była im całkowicie obca, a jedzenie ich życiową pasją. Odnoszę nawet wrażenie, że wielu z nich to wręcz zapiekli wrogowie kultury fizycznej. Zwały tłuszczu gromadzone na udach, brzuchach, pośladkach itp. wyglądają pięknie inaczej. W ślad rodziców idą ich dzieci. Mamy coraz więcej dobrych obiektów sportowych, basenów itp. i zarazem coraz więcej otyłych i niesprawnych fizycznie. Jest grupa fanów uprawiania sportów dla zdrowia, ale są oni ciągle w zdecydowanej mniejszości. Plaża obnaża wszelkie mankamenty naszego ciała.

Ponieważ plażowicze jedzą i piją tak samo jak nieplażujący, to muszą także korzystać z WC. Na tym odcinku plaży z tego rodzaju infrastrukturą jest słabo, a plażowiczów tysiące, więc wiadomo….Część robi to w wodzie, inni wspinają się na, z trudem zatrawiane, wydmy, użyźniają je i niszczą zarazem. Są i tacy, którzy tam rozkładają swoje parawany i parasole, co utrudnia użyźnianie wymagające, choćby symbolicznej, samotności. Kiedy zwróciłem grupce plażujących na wydmach uwagę – udając się na akcję użyźniania do zawydmowego lasku- -że niszczą środowisko, nawet nie próbowali udawać, że o tym nie wiedzą, bo w okolicy stoją setki tablic zabraniających takiego procederu. Widocznie na wydmach, dla niektórych, piwo smakuje lepiej niż na plaży. Spora grupa naszych obywateli ma z d. przepisy.
Podsłuchując rozmowy za parawanami można dość do wniosku, że wszyscy u nas mają rację, są mądrzy i dobrzy tylko ONI są przygłupami. Owi ONI, to prawie wszyscy poza parawanem rozmówców. Dawny podział na NAS i ONYCH był bardziej czytelny. Dla plażujących na wydmach, ci co postawili tablice zabraniające tego, to źli ONI, ograniczający obywatelskie swobody biwakujących na wydmuchrzycy piaskowej czy jak tam te trawę tam nazywają. Podobno prezydent Duda chce to wszystko zmienić. Lekko miał nie będzie. Na razie zmienił gabinet w Pałacu.

Czesław Cyrul