Miesięczne archiwum: Wrzesień 2015

Kampania wyborcza wyostrza polityczne konflikty. Każdy chce być wyraźny i nie zgadzający się z przeciwnikiem, nawet jak jest obecnie w koalicji. Prezydenta Duda nie lubi Premier Kopacz i vice versa. Premier Kopacz też nie lubi premier in spe Beaty Szydło. Nie lubią się, bo są ze zwalczających się opcji, które kiedyś były rodziną, a teraz się nienawidzą. Prezydenta Dudę coraz częściej zwalczają coraz liczniejsi, bo popełnia błąd za błędem. Choć trzeba dodać, że wystąpienie w ONZ było dobre. Te błędy w tłumaczeniu PiS są zaplanowanymi i prawidłowymi działaniami mającymi na celu umocnienie pozycji Polski, a PiS-u z całą pewnością. Tenże PiS zwalcza na wsi PSL i chce mieć tam polityczny monopol. PSL odgryza się, ale z tyłu głowy ma perspektywę koalicji z PiS, więc nie do końca wie, jak walczyć z większym przeciwnikiem i do tego ewentualnym koalicjantem. Prawica, przeciwna imigrantom, sprzeciwia się kościołowi, a nawet samemu papieżowi, który nawołuje do miłosierdzia. Jakoś tutaj prawicy nie po drodze z Kościołem. Co innego np. zakaz aborcji. Tutaj panuje pełna zgoda. Petru zwalcza PO, bo chce przejąć jej elektorat. PO nie potrafi skutecznie odgryźć się, bo po ośmiu latach rządów ma stępione, albo powyłamywane zęby. Petru jest także atakowany przez Zjednoczoną Lewicę , za rzekome bycie na usługach banków, w zdecydowanej większości obcych. Petru zapowiada, że poda Millera do sądu, a może już nawet podał. Kukiz atakuje wszystkich, bo stracił polityczny węch i kąsa każdego, kto mu się nawinie. Korwin chciałby zmienić cały system. Dla niego wszyscy to lewaki i głupki, którzy nie chcą uznać jego najprawdziwszych i jedynych racji. Na Dolnym Śląsku, w PO, minister Schetyna walczy z Jackiem Protasiewiczem. Schetyna popiera kandydatów do Senatu wyrzuconych z PO, co jest zjawiskiem w trakcie kampanii raczej niespotykanym. Ponieważ coraz częściej pojawiają się pogłoski, że Beata Szydło wcale nie musi zostać premierem i pełni tylko rolę zająca, to może ona zacząć nie lubić prezesa Kaczyńskiego. Na listach wyborczych, ci którzy znaleźli się na dalszych miejscach często nie lubią tych z czuba, bo uważają, że oni powinni być w czołówce. Generalnie dla obserwatora sceny politycznej uprawianie polityki w Polsce polega na nielubieniu się i kłótniach. Najczęstszym przerywnikiem w mediach jest zawołanie: ja Panu nie przerywałem. Jak prawicy brakuje argumentów uciekają się nazywania kogoś komunistą, albo sługą dawnego reżimu. Ale to dotyczy tylko ludzi lewicy. Na prawicy oskarżają się o zdradę przy okrągłym stole, albo o picie wódki w Magdalence z Kiszczakiem, bo jak wiadomo Jaruzelski był abstynentem. Ludzie młodzi nie wiedzą o co w tym nazewnictwie chodzi. Co prawda często mówi się, że po kłótni w mediach politycy idą potem wspólnie na wódkę, ale są to tylko niepotwierdzone plotki. Ja też ich nie potwierdzam. W naszej polityce, jak się chce być widocznym, należy nie lubić swoich adwersarzy. Taka już nasza, podobno bardzo gościnna i przyjazna bliźnim natura.

Czesław Cyrul

Wredni dziennikarze z polskojęzycznych mediów wyśledzili tajne spotkanie Prezydenta Dudy z prezesem Kaczyńskim u prezesa w domu i do tego nocą.

Co prawda Prezydent Duda oficjalnie zrzekł się członkostwa w PiS, ale nadal żyje w politycznym związku z prezesem Kaczyńskim. To spotkanie dowodzi także, że prezydent wyżej ceni spotkania z prezesem niż z premier Kopacz i że bliższe mu są sprawy partyjne od państwowych, czyli jest prezydentem jednej partii. Ci, którzy nie byli członkami PIS a na niego głosowali, byli mamieni jego chęcią służby całemu narodowi i tu zostali oszukani. A więc oszukani wyborcy, porzućcie nadzieję na bezstronność prezydenta! On nadal będzie służyć tylko jednej partii. Pani premier określiła prezydenta jako osobę sterowaną pilotem, to określenie nieładne, ale dość prawdziwe. Obie strony nie dochowują choćby cienia politycznej kindersztuby, koniecznej na tym poziomie uprawiania polityki.

Spotkanie miało jednak i dobre strony. Schadzka w domu prezesa na Żoliborzu zapewniła dochowanie tajemnicy tego, o czym mówiono. W dobie powszechnych podsłuchów dom prezesa Kaczyńskiego na pewno nie jest zapluskwiony. Ponadto, jawna wizyta prezesa Kaczyńskiego w pałacu prezydenckim mogłaby sugerować naiwnym, że to prezydent teraz rozdaje karty, a nie prezes. Tajna, nocna schadzka udawania, że wszystko jest jak ma być. Prezes dowodzi, reszta – łącznie z prezydentem – słucha i wykonuje zadania. Meldować nie musi, bo to się samo przez się widzi. Jest to droga w polityce skuteczna, czego dowodzą sondaże. Medialny rwetes niczego nie zmienia, a spotkanie daje początek przyszłym zmianom. Dawny Sulejówek jest teraz na Żoliborzu, w domu prezesa. Naczelnik (teraz prezes) nie rządzi, ale kieruje.

Czesław Cyrul.

Regionalna „Solidarność” udzieliła poparcia kandydatom do Senatu z Wrocławia: Krzysztofowi Grzelczykowi i Jarosławowi Obremskiemu. Obaj startują z poparciem PIS, choć ten ostatni w minionej kadencji uzyskał mandat przy poparciu prezydenta Dutkiewicza. W sumie różnica niewielka, bo to wszystko prawica, tylko z różnymi odcieniami, choć bardzo ze sobą pokłócona o władzę.  Legenda tamtej „Solidarności”, po której zostało tylko wspomnienie, Józef Pinior takiego wsparcia od związku nie dostał. To on wyniósł z banku owe 80 mln tamtejszych złotych, które pozwoliły przetrwać związkowi trudne lata. Ponieważ Pinior staruje z poparciem PO, choć nie należy do tej partii i nie ukrywa swoich lewicowych poglądów, to obecna pro pisowska, „Solidarność” poparcia mu nie dała, a to on powinien być we Wrocławiu „primus inter pares”.
W ostatnich obchodach rocznicy „Solidarności” w Gdańsku wymazywano z kart historii Solidarności nazwisko Lecha Wałęsy i kilku innych jej założycieli. To tak, jak za stalinizmu wymazywano ze zbiorowych zdjęć twarze osób, które stały się nie prawomyślne i trzeba je było (fizycznie także) usunąć.  W Północnej Korei ta zasada obowiązuje nadal. W „Solidarności” walka o schedę  przybiera podobne formy. Jest jednak duży postęp, nie ma fizycznej eliminacji przeciwników.  Ale „prawda zwycięży”, byleby nie była to – jak mawiał ksiądz Tischner – gówno prawda.
Czesław Cyrul

Paweł Kukiz znowu zmienia front i robi to nie po raz pierwszy. Okazało się, że brak programu i posiadanie tylko strategii nie jest dobrze przyjmowane przez niedawnych zwolenników Kukiza. Jego miotanie się od Sasa do Lasa spowodowało gwałtowną utratę wyborców i może dlatego ogłosił swój manifest. Manifest nie jest długi i w niektórych fragmentach nawet mi się podoba, bo pachnie lewicą. Kukiz domaga się zaprzestania finansowania kościołów, chce społecznej opieki zdrowotnej oraz mecenatu państwa nad nauką i kulturą. Brawo! Kukiz poszedł drogą obraną przez prawicę, czyli sięga po hasła lewicowe i serwuje je wyborcom. Wiadomo, że prawica nie ma patentu na realizację lewicowych postulatów i dlatego one po wyborach spłowieją i popadną w zapomnienie. W manifeście, o dziwo, Kukiz jest za finansowaniem partii politycznych, ale zgodnie z potrzebami społecznymi cokolwiek by to znaczyło. To jest dopiero rewolucja w jego myśleniu. Kukiz w swoim manifeście domaga się także rozbicia układu okrągłostołowego. To z pewnością punkt, który wpisał do manifestu Kornel Morawiecki. Jest także zapis o pozbawieniu przywilejów ludzi z aparatu PRL. Sęk w tym, że już dawno im te przywileje zabrano. Zniknęły gdzieś hasła nacjonalistyczne. Ludzie na listach Kukiza to przypadkowa armia narodowców, Kongresu Nowej Prawicy, czyli resztek po Korwinie i innych prawicowych sierot. Skrajna prawica firmuje manifest pachnący lewicą. To łączenie diabła ze święconą wodą. Rolę święconej wody przypisuję oczywiście lewicy. Taki związek nie może się udać.
Czesław Cyrul

Największą zdobyczą naszych przemian po 90 roku – w opinii Polaków – jest wolność przemieszczania się po Europie. Okazuje się jednak, że ta wolność powinna być tylko dla nas. Kiedy dochodzi do debaty czy przyjmować uchodźców, 68 procent elektoratu PiS i 66 procent elektoratu PO nie chce ich w naszym kraju. Przypuszczam, że elektorat lewicy w połowie może mieć podobne zdanie. Opinia Kościoła nawołująca do pomocy uchodźcom nie jest przez katolików brana pod uwagę. Dyskusja o uchodźcach w naszym kraju przypomina opinie o Żydach. Jest ich w kraju około 2 tys., ale w świadomości wierzących w Radio Maryja są ich miliony i wysysają z nas krew.

Przypomnę, że po interwencji USA i niestety także Polski w Iraku i w Afganistanie doprowadzono tamte społeczności do chaosu. W wyniku wspierania przez USA rebeliantów w Syrii narodziło się państwo islamskie. Interwencja NATO w Libii doprowadziła do rozpadu państwa i walk dwóch rywalizujących ze sobą rządów. Popieranie arabskiej wiosny w Egipcie sprawiło, że w demokratycznych wyborach zwyciężyło tam bractwo muzułmańskie. Jedynie w Tunezji jest jako tako po przemianach. O tym mówi się u nas niechętnie, wskazuje się chętniej się na zaborczy imperializm Rosji. Wojna domowa w Somalii i Erytrei oraz uchodźcy z tamtego rejonu to osobna sprawa. UE nie do końca prawnie powołała do życia państewko Kosowo wymagające stałego wspierania finansowego. Teraz stamtąd ciągną do Europy imigranci ekonomiczni.

Nie wszystkie nacje dojrzały do zachodniej demokracji i choć było w tych państwach wiele niegodziwości, to był tam większy spokój niż dzisiaj, w Europie także. Ingerencje w imię własnych interesów zachodnich mocarstw wywołały masową migrację do Europy. USA teraz umywają ręce. Można powiedzieć: sami sobie zgotowaliśmy ten los. Interwencje Zachodu, waśnie religijne i bieda spowodowały masowy exodus ludności, z którym Europa sobie nie radzi. W Polsce żyje kilkaset tysięcy Ukraińców, podobno mieszka także 50 tys. Wietnamczyków. Przewinęło się przez nasz kraj prawie 90 tys. Czeczeńców. Nie protestujemy przeciwko nim. Ale uchodźców z Północnej Afryki i Bliskiego Wschodu boimy się. Boimy się ich religii, innej kultury, roszczeniowej postawy, itp. Kiedy patrzę na biedne dzieci, ich matki i ojców, to widzę natychmiastową potrzebę pomocy. Kiedy słyszę, że są tam mężczyźni świadomie niszczący swoje dokumenty i unikający rejestracji, to mam wątpliwości. Problem przerósł Europę, ale trochę na jej życzenie. Polskich polityków paraliżuje kampania wyborcza. Politycy centrolewicy unikają jednoznacznych odpowiedzi, prawica nie chce uchodźców w kraju. Okazuje się, że współczucie świata dla nas w latach osiemdziesiątych i współczucie nasze dzisiaj dla uchodźców z Afryki i Bliskiego Wschodu, to dwie rożne sprawy. Oczywiście nie jestem ekspertem. Taka jest moja opinia wynikająca z analizy doniesień medialnych.

Czesław Cyrul

Zdecydowałem się na kandydowanie do Sejmu. Czasy dla lewicy są trudne, więc moje doświadczenie może się przyda. Ponieważ nie lubię tłoku i przepychanek przezornie zająłem miejsce ostatnie na liście, czyli w w ariergardzie. Był to dobry ruch, bo na czołowych miejscach wrocławskiej listy Zjednoczonej Lewicy było dużo zamieszania wywołanego przez Warszawę, więc moja decyzja była słuszna. Mam nadzieję, że wyborcy przesuną mnie w kierunku czoła listy. W tym zamieszaniu wypadł z list poseł Wincenty Elsner, co jest ewidentnym błędem warszawskich decydentów.
Przypomnę, że z wykształcenia jestem lekarzem weterynarii, ale w wyuczonym zawodzie pracowałem ledwie dwa lata. Potem los rzucił mnie w kierunku polityki i dziennikarstwa, a ja się temu nie sprzeciwiałem. Przy czym należy zauważyć, że weterynarz może zostać dziennikarzem, bo przynajmniej połowa dziennikarzy ma zupełnie inne niż dziennikarskie wykształcenie. Jednak dziennikarz nie może zostać weterynarzem, bo musiałby najpierw skończyć długie i trudne studia.
Pisywałem do gazet regionalnych i krajowych, dwukrotnie byłem wiceprezesem Radia Wrocław. Ponieważ motoryzacja, obok polityki, jest moją drugą pasją przez prawie 5 lat byłem prezesem sporej firmy motoryzacyjnej w Jelczu i odchodząc zostawiłem ją (firmę) w bardzo dobrej kondycji. Przez jedną kadencję byłem radnym Rady Miejskiej Wrocławia i przez dwie kadencje radnym Sejmiku Dolnośląskiego. W polityce zawsze byłem i jestem wierny lewicy, choć kilka razy byłem wystawiany przez partyjnych kolegów na trudne próby. Ponieważ nigdy nie napinałem się na maxa, to cieszę się nadal świetnym zdrowiem, choć mam już 64 lata. Często grywam w tenisa i badmintona (w wersji sportowej, nie plażowej). Prezesowałem i prezesuję (społecznie) stowarzyszeniom i organizacjom sportowym. Unikam lekarzy, adwokatów, mechaników samochodowych, policjantów i akwizytorów. Staram się także unikać polityków wciskających kit, ale to jest dość trudne. Mając ponad 50 lat nauczyłem się języka angielskiego i niemieckiego, co pozwala mi porozumiewać się, ale nie prowadzić zawiłych konwersacji. Język rosyjski też znam (podobno) jak wielu w moim wieku.
W kampanii wyborczej mam zamiar zachowywać się z godnością i nie narzucać się natarczywie wyborcom. Mam nadzieję, że ci, którzy mnie znają od lat, dostrzegą moje nazwisko na liście i bez ociągania postawią przy moim nazwisku krzyżyk, nie stawiając tym samym krzyżyka na mojej osobie. Na to przyjdzie jeszcze czas.
Czesław Cyrul

W okręgu wrocławskim, w wyborach do Sejmu, zarejestrowano 9 list.
Kto jest na listach?
Na listach PO są ludzie władzy i chcący tę władzę utrzymać. Pierwsza dziesiątka to prawie wyłącznie parlamentarzyści. Parlamentarzyści– schetynowcy znaleźli się na dalekich miejscach. Wielu z nich nie zostanie wybranych, bo dla PO idą ciężkie czasy. Listę zamyka Marek Skorupa, były wojewoda.
Listę PiS otwiera Mirosława Stachowiak–Różecka, która o mało co nie została prezydentem Wrocławia. Na czele są też posłowie, jednak jest ich mniej, ale PIS sądzi, że po wyborach będzie ich więcej i wtedy zmienią PO u władzy.
Listę PSL otwiera pani wicemarszałek Ewa Mańkowska. Startowała już z różnych list partyjnych, ale jako bezpartyjna. Tym razem zapisano przy jej nazwisku – członek PSL. Na liście ludowców wcale nie ma za wielu rolników, najwięcej jest urzędników państwowych i samorządowych. PSL to creme da la creme partii władzy.
Lista Zjednoczonej Lewicy to ludzie młodzi i bardzo młodzi. Zmiana pokoleniowa aż w oczy kłuje. Listę zamyka Czesław Cyrul (to ja). Jak ktoś przejedzie długopisem po liście i nikogo znajomego nie znajdzie, to natknie się na moje nazwisko, kandydata najstarszego i dlatego wyborcom lewicy dość znanego.
Listę partii NowoczesnaPL, czyli odmłodzonego klonu PO (albo, jako kto woli, PO po liftingu) otwiera Krzysztof Mieszkowski, dyrektor Teatru Polskiego. Człowiek raczej poglądów lewicowych i zwolennik finansowania kultury z budżetu (też jestem za). Czy Ryszard Petru też jest za? Nie wiem, bo to typowy liberał, taki odmłodzony Balcerowicz. Pozostali kandydaci na tek liście to przedsiębiorcy i przedstawiciele zawodów, w których dobrze się zarabia. Wątpię, czy będą chcieli dawać kasę na teatr dyrektora Mieszkowskiego.
Z kolei kandydaci lewicowej partii Razem, która ze Zjednoczoną Lewicą nie chce mieć nic wspólnego i idzie do wyborów osobno, to przedstawiciele zawodów głównie humanistycznych, czyli źle opłacanych. Dlatego ich kampania będzie mało widoczna, a ludzi z Nowoczesnej – bogata.
W partii KORWIN brylują studenci i przedsiębiorcy. Pierwsi są zaczadzeni bzdurami ich idola, a tym drugim jeszcze te banialuki nie wywietrzały z głów. Paprotkami są wstawione na listę kobiety, bo parytet obowiązuje nawet w partii, gdzie mężczyźni są stawiani zdecydowanie ponad kobiety. Nikogo z kandydatów nie znam. Wiem natomiast, że z Wrocławia jest jakiś europoseł od Korwina. Ale słuch o nim zaginął. Może to i dobrze. Mniej wstydu dla kraju.
Na listach Kukiza jest mieszanka Solidarności Walczącej, narodowców (jest ich najwięcej) , a nawet ludzi związanych kiedyś z lewicą. Groch z kapustą. Ponieważ notowania Kukiza spadają, wielu chciałoby z tej listy uciec, ale już za późno. Samolot wyborczy wystartował i wysiąść nie ma jak.
Jest także komitet wyborczy Zbigniewa Stonogi. To gość znany z afery podsłuchowej, dzielący wolność o okresami odosobnienia z zakładach karnych. Specjalista od mętnych interesów, wiecznie włóczony i włóczący się po sądach. Jego filozofia, bo nie program, jest zbliżona do pomysłów Kukiza, tyle że jest jeszcze bardziej ekspresyjna. Mam nadzieję, że kandydaci na liście to jednak nie osoby pokroju Stonogi.
Czesław Cyrul

W ostatni weekend okazało się, że w Polsce wszystkie partie są lewicowe, choć wyborcy raczej głosują na partie prawicowe. To taka polska specyfika. Obywatele w większości określają swoje sympatie jako prawicowe, ale na co dzień tęsknią za lewicą. Oto w swoim programie wyborczym PO chce likwidacji ZUS i NFZ, co nie oznacza – jak to opacznie zrozumiano- zlikwidowania składki emerytalnej i zdrowotnej. Będziemy je dalej płacić, tylko że bezpośrednio do budżetu państwa, czyli podobnie jak było za PRL. Trzeba było 25 lat poszukiwań, by dojść do wniosku, że to socjalistyczne rozwiązanie było niezłe. PO pragnie także ustanowić podatek PIT na poziomie 10%, ale tylko dla najmniej zarabiających. Bogaci płaciliby znacznie więcej,. Czyli tak, jak od dawna postuluje SLD. Mają być wyższe zasiłki rodzinne, mają być stypendia dla dzieci i likwidacja śmieciowisk. Na to wszystko ma być pokrycie w budżecie, choć te wyliczenia są mętne, a nawet jak są, to nikt nie wie, czy sprawdzą się w praktyce.

PiS też sięgnęło do dorobku lewicy, zresztą w sferze socjalnej robi to od dawna. Partia obiecuje leki za darmo dla seniorów, dodatki dla dzieci, minimalną stawkę 12 zł. za godzinę pracy. Ten socjal podlany jest polskim, trochę nacjonalistycznym sosem w stylu: nie oddamy polskiej ziemi Niemcom. Przypomnę, że PIS broni także wydumanej prywatyzacji lasów państwowych. Przedsiębiorstwo, to powstało w 1945 roku, w wyniku nacjonalizacji prywatnych lasów, czyli ma rodowód bardzo socjalistyczny, a nawet stalinowski i dzisiaj ta firma powinna być passe, a jest odwrotnie.

Podobnie, socjalistycznie myśli PSL. Chce on żłobków dla dzieci za symboliczną złotówkę i leków dla seniorów także. Hasło „komuno wróć” błąkało po salach postsolidarnościowych partii, gdzie odbywały się wyborcze konwencje.

Po takiej wyliczance lewicowych obietnic Zjednoczonej Lewicy już niewiele zostało do uzupełnienia. Wystarczyło postawić kropkę nad i. Chce ona wyższych emerytur, wyższej płacy minimalnej, zlikwidowania funduszu kościelnego, wyprowadzenia religii ze szkół i rozdziału kościoła od państwa. Czyli chce także czegoś więcej, niż prawica.

Czy obietnice prawicy dotyczące lewicowych postulatów mogą być prawdziwe? Oczywiście że nie, bo są to tylko hasła wyborcze. PiS już wyrzuciło ze swoich haseł powrót do dawnych, wcześniejszych emerytur, co jeszcze dwa miesiące temu obiecywało. Takie nagromadzenie obietnic u średnio interesującego się polityką obywatela spowoduje mętlik w głowie. Zdezorientowany i notorycznie oszukiwany w poprzednich kampaniach nie pójdzie do wyborów, a ostatnie referendum, też poniekąd wybory, było tego przykładem.

Czesłw Cyrul

Waldemar Bednarz, rok temu, był kandydatem na prezydenta Wrocławia popieranym przez SLD, inne partie lewicowe oraz ruchy miejskie i rady osiedlowe. Poznaliśmy się kilka miesięcy przed tymi wyborami. Waldek zaprezentował kompetentny zespół współpracowników i jeszcze ciekawszy projekt programu wyborczego. Przy jego konstrukcji brali udział Zieloni, PPS, SLD i inne organizacje. Był to bardzo lewicowy, i proobywatelski program dla Wrocławia. W kampanii współpraca z Waldkiem układała się wręcz wzorcowo. Co prawda Waldkowi brakowało doświadczenia politycznego, bo był w polityce nowicjuszem, ale nadrabiał to pracą i zaangażowaniem. Bardzo chciał być kandydatem popieranym przez partie, a zarazem niezależnym – czyli chciał być w ciąży, ale częściowo, co jak wiadomo jest niemożliwe. Mimo niesatysfakcjonującego wyniku, jaki Waldek osiągnął, wspominam współpracę z nim bardzo ciepło. Jego wynik, choć nie najlepszy, był i tak znacznie lepszy do uzyskiwanych przez naszych prezydenckich kandydatów w ostatnich dwóch kampaniach. Po wyborach mieliśmy wstępne plany na kampanię parlamentarną. Niestety, marny wynik kandydatki SLD w wyborach prezydenckich wielu skutecznie zniechęcił do współpracy z SLD, Waldka również. Na niebie pojawił się meteor, bo nie gwiazda: Paweł Kukiz. Obiecywał nowe rozdanie, czyli zburzenie starego porządku i żadnych konkretów w zamian. Kukiz nie ma programu, ma strategię. To taka współczesna czarna teczka Tymińskiego. Był w niej (teczce) numer Newsweeka. 20 procent poparcia dla Kukiza dawało szansę na załapanie się do polityki. Tak wielu myślało i Waldek także. Teraz okazuje się, że Kukiz to gość, który niekoniecznie wie, o co mu chodzi. Jego notowania regularnie spadają i tak będzie aż do wyborów. Nieudane referendum było sygnałem, że projekt Kukiza jest nieuleczalnie chory. Wybory parlamentarne będą pogrzebem Kukiza, ale jego stronnicy chyba nie będą po nim płakać. Będą chcieli jak najszybciej zapomnieć o tym, traumatycznym romansie.

Waldek znalazł się na kukizowej liście do Sejmu z Wrocławia. Nie jest liderem. Tym samym stracił kilkanaście tysięcy głosów lewicy, a zyska – w najlepszym przypadku – 3 tysiące przypadkowych głosów. Czyli żadnego politycznego dealu na tym nie zrobi. Liderem tej listy jest Kornel Morawiecki. Uznaje on Okrągły Stół za zdradę narodową, jest przeciwnikiem PO i III RP, o SLD nawet nie wspominając. Bez powodzenia startował w rożnych wyborach. I oto Kornel Morawiecki i Waldek Bednarz idą pod rękę do wyborów. Koniec świata, można napisać, albo odwrotnie: wszystko w naszej polityce jest możliwe. Ale Waldka szkoda, bo to bardzo uczciwy i porządny gość, tylko chwilowo popadł w dziwne towarzystwo. W polityce trzeba cierpliwości i stałości w poglądach. Tego zabrakło.

Czesław Cyrul

Oddane do użytku wrocławskie Narodowe Forum Muzyki robi wrażenie. Z okazji dni otwartych poszedłem i obejrzałem to cudo. Warto było. Piękna Sala Główna mogąca pomieścić 1,8 tys. widzów i trzy sale kameralne, to cuda architektury i akustyki. Jedyny taki obiekt w Polsce. Jest także podziemny parking mogący pomieścić prawie 700 aut, co w zatłoczonym centrum miasta ma spore znaczenie. Budowa NFM miała kosztować 300 mln złotych. W trakcie budowy była zmiana wykonawcy i wiele innych kłopotów. W rzeczywistości budowla kosztowała 460 mln, z czego 140 mln, to dotacje unijne.

Kilka lat wcześniej oddano do użytku Stadion Miejski. Jego budowa kosztowała dwa razy więcej niż NFM i nie było unijnych dotacji, Tutaj też zmieniano, w trakcie budowy, wykonawcę, a pierwotny kosztorys był też znacznie niższy od końcowego. Teraz kredyt spłaca spółka w w całości zależna od miasta, czyli wszyscy wrocławianie.

Gdyby porównać wydane pieniądze i co z tego będą mieli wrocławianie, to sądzę, że środki zainwestowane w NFM będą lepiej służyć miastu. Nie ma drugiego, takiego obiektu w kraju. Będzie on służyć miłośnikom muzyki i nie tylko, bo organizatorzy wielu prestiżowych eventów będą chcieli je zorganizować w NFM. Obiekt nie zarobi na siebie, ale warto będzie do niego dokładać, bo jego rola kulturotwórcza i promocyjna będzie bezcenna. Natomiast na stadionie, co dwa tygodnie, w sezonie piłkarskim, odbędzie się ligowy mecz, na który przyjdzie 10 tys. widzów. Może odbędzie się, raz lub dwa razy w roku, jakiś większy koncert, są biura, jest siłownia i olbrzymie, puste parkingi. Po kilku latach funkcjonowania widać, że stadion nie stanie się miejscem stale gromadzącym wrocławian. Ten stadion jest jednym z wielu takich w Polsce. Powoli przestaje on budzić emocje i zainteresowanie. Raty kredytowe bankom trzeba jednak płacić i dokładać miliony do bieżącej działalności, bo stadion nigdy na siebie nie zarobi. Zatem gdybym miał porównać, która budowla będzie przynosiła więcej splendoru i pożytku miastu, to bez wątpienia będzie to NFM. Stadion zaś pozostanie pomnikiem niespełnionych i nieprawdziwych wizji władz miasta, którym wydawało się, że to będzie udana i sławiąca miasto inwestycja. Niestety tak się nie stało. Trudno oczywiście porównywać te dwa obiekty, bo służą różnym celom, ale pogdybać można.

Czesław Cyrul.