Miesięczne archiwum: Listopad 2015

Czy można wszystkim zrobić dobrze? Jest to raczej trudne, a nawet niewykonalne. Szczególnie kiedy idzie o obdarowanie wszystkich obywateli ulgami w podatku PIT. W trakcie telewizyjnej dyskusji o budżecie Wrocławia, w regionalnej TVP, w której brałem odział, podniesiono poważny problem. Otóż podwyższenie wolnej kwoty od podatku (PIT) do 8 tys., który to podatek jest podstawowym źródłem dochodów samorządów, może zagrozić ich funkcjonowaniu. Np. takie zmiany w opodatkowaniu naszych dochodów spowodują spadek dochodów Wrocławia o 200 mln. złotych w ciągu roku. Osobiście jestem za podwyższeniem kwoty wolnej od podatku, co będzie sporą ulgą dla mniej zarabiających. Ale czym tę dziurę uzupełnić? Jest to możliwe, skoro w innych krajach kwoty wolne od podatku są o wiele większe. Na razie PiS nie ma na to klarownej recepty. Co więcej, PiS chce ulżyć w podatkach uboższym obywatelom, a zarazem, nie chce wprowadzić trzeciej stopy podatkowej dla lepiej zarabiających. Ten, trzeci próg nie zasypał by dziury wynikającej ze wspomnianej ulgi, ale zawsze byłoby to coś. PiS chce ulżyć ubogim, nie podwyższać podatków bogatym. Będzie to trudne, a nawet niemożliwe. Przypomnę, że to PiS zniosło trzecią stopę podatkową PIT, za swoich, poprzednich rządów, dla lepiej zarabiających. Nie wspomnienie, w rządowym expose, przez premier Szydło ani słowa o samorządach może wskazywać, że PiS nie ma koncepcji jak uzupełnić lukę finansową samorządów po podniesieniu wspomnianej kwoty wolnej od podatku.
I jeszcze jedno, we Wrocławiu po cofnięciu sześciolatków pod przedszkoli miasto straci 30 milionów rządowej subwencji oświatowej, bo na przedszkolaków subwencja nie przysługuje, a dla sześciolatków w szkołach jak najbardziej. Obietnice wyborcze, a finansowa rzeczywistość to dość odległe sprawy i PiS przekona się o tym szybciej, nic myślimy. Obiecywać trzeba z umiarem, no ale wtedy wygranie wyborów byłoby znacznie trudniejsze.
Czesław Cyrul

Sprawy raz źle zaczęte paprzą się bez końca. Pospieszna manipulacja PO przy powoływaniu sędziów Trybunału Konstytucyjnego spowodowała, odwet PiS, które te, wadliwe uchwały unieważnił. Wcześniej prezydent Duda także unieważnił „wadliwy” wyrok sądu w sprawie Mariusza Kamińskiego. Minister Maciarewicz unieważni wadliwy przetarg na śmigłowce. Minister Waszczykowski odwołał z Hiszpanii wadliwie powołanego, za rządów premiera Tuska, ambasadora Arabskiego. Takich decyzji, naprawiających poprzednie, wadliwe będzie znacznie więcej.

Po wstępnych decyzjach rządu Jarosława Kaczyńskiego, bo premier Szydło decyduje tylko o sprawach porządkowych, widać że PiS najpierw chce zawładnąć tzw. nadbudową.

PO dobrze się czuła w gospodarce. Dbała o to, by jej członkom i znajomym wiodło się tam dobrze. Jak przy okazji obywatele też trochę lepiej żyli, to PO nie przeszkadzało. Cyniczny stosunek do państwa w elitach PO został nagrany na taśmach u Sowy. Sama PO nie ingerowała w stan naszych umysłów i nie dbała o kwestie socjalne. Dopiero premier Kopacz pochyliła się z większą troską nad kwestiami socjalnymi i chwała jej za to.

PiS natomiast zaczął od opanowania resortów sprawujących kontrolę nad obywatelami. PiS ustawia swoje rządy tak, by mieć obywatela w garści. Potem planuje poprawę bytu uboższych grup obywateli hołdując powszechnie głoszonej zasadzie, że sprawy bytowe dla obywateli są najważniejsze. Kłótnia o Trybunał, czy ułaskawienie Kamińskiego, to sprawy drugorzędne. Jest w tym sporo racji. Zatem z jednej strony PiS będzie trzymało krótko obywateli, media, itp. i nie żałowała pieniędzy na aparat kontroli, a z drugiej będzie dbała o ich byt materialny. O ile oczywiście potrafi zadbać, bo poprawa poziomu życia obywateli według PiS, to na razie bardzo mglista kwestia. Dwie prawice, a podejście do obywateli i rządzenia zupełnie rożne.

Czesław Cyrul

P.S.

Zastanawiałem się, oglądając nocne obrady Sejmu, czy posłowie i rząd PiS czuli się dobrze, kiedy jawnie łamali prawo, unieważniając poprzednie decyzje Sejmu. Najpierw śmiali się z opozycji. Potem jednak siedzieli z nieobecnym wzrokiem wbitym w pulpity przed sobą. Czuli się nieswojo. Potem chyłkiem, bez komentarzy dla mediów, uciekali z budynku sejmowego. Jednak jest w tej grupie trochę przyzwoitych ludzi, którym prezes zadał gwałt. Sama premier Szydło siedziała tak, jakby chciała schować się pod sejmową ławkę. Przypuszczam, że jej sumienie też było gwałcone.

Tym razem chodzi o prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza. Powiedział on mianowicie, że jak kandydat Siemoniak zostanie przewodniczącym PO, to on (prezydent) wstąpi do PO. Tą deklaracją prezydent śle kilka informacji.

Po pierwsze, że nadal nie lubi (z wzajemnością) kandydata Schetyny. Po drugie, że nadal nie zamierza się zapisać do PO. Według mojego rozeznania wybory w PO wygra poseł Schetyna, bo w poobijanej PO członkowie wybiorą kandydata, który zrobi w partii porządek, co wielu przeciwników Schetyny boleśnie odczuje, ale partii to nie zaszkodzi. Teraz w partiach jest moda na silne przywództwo. Kandydat Schetyna pokazał, że walczy twardo i tylko chwilowo oddaje pole. Jest sprawdzonym fighterem. Kandydat Siemoniak, choć był ministrem od wojny, to jastrzębiego charakteru raczej nie ma. Prezydent Dutkiewicz pewnie zdaje sobie z tego sprawę.

Wstąpienie prezydenta Dutkiewicza do PO niczego w partii nie zmieni. I tak jest jej sojusznikiem. A co przyszłość polityczna w regionie przyniesie? Nie wiadomo. Dla prezydenta lepsze jest życie z PO w politycznym konkubinacie, bo to daje mu większą swobodę. Dlatego prezydent świadomie unika trwałego związku z PO. Jak przegra Siemoniak powie, że z przewodniczącym Schetyną mu nie po drodze. Natomiast dla PO prezydent zawsze będzie, przy wyborach, dobrą partią, choć już wiele ze swojej atrakcyjności stracił. Wdzięk polityczny też jest szarpany zębem czasu. Są to moje rozważania, za które nie biorę odpowiedzialności, bo nie jestem członkiem PO i moje informacje mogą być nie do końca sprawdzone.

Czesław Cyrul

Kiedy PiS wystawiło Andrzeja Dudę do walki o prezydenturę pomyślałem, że może PiS zmienia oblicze, a tym bardziej i sposób myślenia.
Myślałem, że prezydent Duda, z mandatem wyborców na 5 lat, zechce zostać prezydentem wszystkich Polaków.
Myliłem się. Prezydent Duda jest trybikiem w układzie rządów PiS i prezesa. Wystarczy mu (Dudzie) być prezydentem, akceptować bezkrytycznie ustawy tego Sejmu i wykonywać wszystkie inne polecenia partyjne.
Kiedy w kampanii wyborczej PiS pochował złe twarze Macierewicza, Ziobry i im podobnych, myślałem, że są tam jednak mądrzy ludzie i pewnie wyciągnęli właściwe wnioski z czasów mrocznej, IV Rzeczpospolitej.
Myliłem się. PiS powyciągał chwilowo pochowanych i dał im władzę.
Sądziłem, że techniczny premier Gliński ma tytuł profesora nie od parady. Kiedy został wicepremierem zapowiedział rewolucyjne zmiany w mediach publicznych. Występując w TVP Info zaczął na antenie ustawiać, niczym cenzor, dziennikarkę – gospodarza programu. Ta mu się nie poddała, co dodatkowo rozjuszyło wicepremiera. Zaraz po tym dziennikarkę prezes TVP zawiesił, a zarazem podpisał się pod protestem dziennikarzy jej broniących, co tylko świadczy o jego rozstroju ducha. Ten występ potwierdza zamiar PiS-u wzięcia mediów publicznych za gębę.
W tej kwestii nie myliłem się. Przypuszczałem, że tak będzie. Sami dziennikarze też są sobie trochę winni.
Nie myliłem się, że PiS obiecując obywatelom różne, ewentualne dobra materialne, będzie chciał w zamian wziąć władzą nad ich duszami. Niedawno jeden z moich znajomych powiedział mi, że zapisuje się do PiS, bo obiecali mu pracę. …Mam żonę i dziecko i chcę by im i mnie było dobrze. Resztę mam z dupie… PiS myśli podobnie: dajmy ludowi chleb i coś do tego, a posiądźmy w zamian władzę nad ich duszami. Historia pokazuje, że takie myślenie bywało skuteczne, ale na krótki czas.
Myliłem się sądząc, że PiS będzie przestrzegał demokracji w Parlamencie. Nic z tego. Idzie śladami PO, która także, robiła rożne brzydkie rzeczy, ale w rękawiczkach i przy milczącej aprobacie mediów. Gdyby np. nie zamach PiS-u na Trybunał Konstytucyjny niewielu by się dowiedziało, że PO, na zapas, łamiąc zasady, wybrała dwóch sędziów Trybunału. To też był gwałt na demokracji. Prawica ciągle, wskazując na brak demokracji w czasach PRL, sama zadaje jej gwałt. Tyle, że teraz wyborcy dają na to przyzwolenie. Sadzę jednak, że wielu z nich myślało podobnie naiwnie, jak ja. Też się mylili. Ja, jednak nie głosowałem na PiS, więc nie czuję się tak oszukany, jak przypadkowi lub ufnie wierzący w wyborcze obietnice obywatele.
Czesław Cyrul

Takie hasło obowiązywało w czasach PRL, kiedy PZPR sprawowała rząd dusz, oczywiście tylko oficjalnie. Teraz ponownie jest wcielane w życie, bo PiS rządzi samodzielnie. Prezes Kaczyński wybrał sobie rolę naczelnika państwa lub jak kto woli I sekretarza i będzie kierował rządem, by ten rządził wedle ideologii PiS. Gdyby prezes Kaczyński został premierem utopił by się w zalewie bieżących spraw i jego wizja państwa mogłaby się rozmyć w szarej codzienności. Dlatego rozwiązanie z czasów PRL ma tutaj swój logiczny sens

Podobało mi się wystąpienie premier Szydło. Będą dodatki dla dzieci, będą wcześniejsze emerytury, będą darmowe leki i zarazem rozwój kraju ruszy z kopyta. Trochę to nielogiczne, ale podobno PiS wie jak to zrobić. Pieniędzy na te bonusy jeszcze nie ma. Dopiero trzeba ich poszukać, uchwalić odpowiednie ustawy, itp. Nie wiadomo czy one spowodują napływ pieniędzy, potrzebnych od zaraz, do budżetu. Bo na to potrzeba trochę czasu. Póki co, PiS wprowadza, nocną porą, zmiany w resortach siłowych, co było do przewidzenia. Moje zadowolenie z rządowych obietnic stłumiło wystąpienie posła Petru, który powiedział krótko: nie dacie rady i puścicie nas z torbami. Oby nie miał racji, ale jest w tym sporo prawdy. Od lat przymierzam się do kupienia nowego (ale używanego) samochodu, ale boję się zderegulować mój budżet. Rząd tych obaw z budżetem państwa nie ma. Naobiecywał w wyborach i teraz skacze na główkę do basenu nie wiedząc czy jest w nim woda (czytaj pieniądze).

Jako obywatel wolałbym, aby rząd znalazł pieniądze na zapowiedziane bonusy dla obywateli. Ale dręczy mnie pytanie, co będzie jak tym samym zrujnuje budżet kraju. To może uderzyć w obywateli bardziej niż brak realizacji tych obietnic. Oczywiście PiS po roku, czy dwóch, może się wycofać z wielu zapowiedzi, albo je zmodyfikować. Ale wtedy utraci twarz, a winy na koalicjanta zwalić nie będzie można. Pożyjemy zobaczymy.

Póki co nastąpiło gwałtowne przyspieszenie w ściganiu domniemanych lub prawdziwych przestępców. Za poprzednich rządów PiS smutni panowie pukali znienacka do drzwi o 6 rano. Teraz do byłego posła Burego zapukali o 2 w nocy. Przyspieszenie jest widoczne. Czy będzie to teraz norma, wkrótce się przekonamy.

Czesław Cyrul

Wicepremier Gliński zapowiada reformę mediów publicznych. To dobrze. PO przez osiem lat nie potrafiła, lub nie chciała, nawet tylko usprawnić zbierania podatku RTV, powszechnie obowiązującego w prawie wszystkich krajach Europy. Premier Tusk wręcz zachęcał, by obywatele nie płacili tych opłat. Więc obywatele przestawali płacić. Publiczne media pozbawione zasilania stawały się coraz marniejsze i coraz bardziej komercyjne. Obywatele psioczyli na nie i przestawali płacić jeszcze bardziej. I błędne koło zamykało się. Publiczna TV z abonamentu otrzymywała tylko kilkanaście procent rocznego budżetu. Trzeba było zarabiać na reklamach. Były więc tanie sitcomy, powtórki z czasów PRL i coraz więcej reklam.

PiS chce to wszystko naprawić, chce przywrócić mediom ich misyjność: polecić promowanie wysokiej kultury, nauki i oczywiście historii, a właściwie tzw. polityki historycznej, czyli historii służącej politycznym celom partii. Sam prezydent Duda zainicjował pracę nad strategią polskiej polityki historycznej. Szefowie publicznych mediów wyznaczani byliby przez pięcioosobowe ciało typowane przez Prezydenta, Sejm i Senat. Szefowie tych mediów mogliby być natychmiastowo odwoływani. Oznaczałoby to ich pełną polityczną dyspozycyjność. Mają być kręcone historyczne i patriotyczne filmy, ukazywanie wydarzeń wedle wizji PiS. Inne fakty z naszej historii, nie nadające się do wychowania młodych pokoleń, będą wymazywane i pomijane lub przedstawiane w złym świetle. Będzie powtórka z PRL, ale w bardziej wyrafinowanej formie i z innymi faktami. I i II Armia WP idąca ze wschodu będzie np. zapomniana, lub uznana za zbrodniczą. Żołnierze wykleci będą wyzwolicielami Wrocławia, itp. To jest możliwe. Tzw. patrioci na swoich marszach już tak myślą i mówią. Ktoś im taki pogląd wbił do głowy, sami tego nie wymyślili. Przy pomocy zwasalizowanych mediów indoktrynacja historyczna pójdzie jeszcze łatwiej. Szkoły realizują taki program już od dawna. Nie sądzę jednak, aby lud to bezkrytycznie kupił.

Trzeba jednak przyznać, że PO, a tym bardziej lewica uciekały od uprawiania polityki historycznej i dzisiaj, szczególnie lewica, słono za to płaci. SLD zrezygnował z promowania własnej narracji historii. Leszek Miller nawet uznał Kuklińskiego, uważanego przez połowę obywateli za zdrajcę, za bohatera. I między innymi dlatego SLD jest teraz tam gdzie jest. Ale może ja się mylę, może PiS pójdzie drogą prawdy? Jednak wątpię. Polityczny interes będzie ważniejszy.

Czesław Cyrul

Było tak. W Afganistanie, w latach siedemdziesiątych, rządził reżim popierany przez Rosjan. Rządy były niedemokratyczne, ale w kraju panował względny spokój. Afgańscy mudżahedini postanowili obalić reżim, można ich nazwać pratalibami. W rzeczywistości okazało się, że mudżahedinom (talibom) wcale nie chodziło o demokrację, ale o zaprowadzenie swojego, jeszcze gorszego reżimu. Dla Zachodu reżim popierany przez Rosjan i oni sami byli niedobrymi. Dobrzy byli talibowie. Dobrzy dla talibów byli także Amerykanie, którzy im pomagali. Niedobrzy Rosjanie przegrali z dobrymi talibami. Niestety uzbrojeni przez Amerykanów dobrzy talibowie zaczęli wprowadzać swoje reżimowe rządy, przy których poprzedni reżim można było uznać za wzór demokracji. W opinii światowych przywódców talibowie przestawali być dobrymi. Pojawiła się niedobra Al kaida. Ale dla niedobrych talibów dobrzy kiedyś Amerykanie też stali się niedobrymi. Niedobrzy Amerykanie najechali niedobrych talibów, by  zaprowadzić tam porządek na swoją modłę. Amerykanie nadał uchodzili na dobrych w zachodnim świecie. Niedobrzy Rosjanie stali się  dla Amerykanów chwilowo dobrzy, bo pozwalali na tranzyt broni przez swój kraj do Afganistanu. Obok Afganistanu leży Pakistan, który raz jest dobry, a raz niedobry. W zależności od sytuacji.
Niestety były tam także wojska polskie, dla talibów walczyły one po stronie niedobrych Amerykanów.
Kto w tym sporze dzisiaj jest dobry, a kto niedobry? Zapewne gdyby w Afganistanie nadal rządził, popierany przez Rosjan reżim, może nie byłoby Al kaidy i zgruzowania wież w Nowym Jorku. Nie byłoby także zgruzowania Afganistanu.
Po ataku na World Center dobrzy Amerykanie, wraz z dobrymi sojusznikami najechali na Irak. Poszukiwano wyimaginowanej broni masowego rażenia. Dobrzy Amerykanie zlikwidowali reżim niedobrego tyrana Husseina, który więził i zabijał swoich przeciwników, ale w kraju był względny spokój. Swojej demokracji Amerykanie, do spółki z nami, nie zaprowadzili, ale za to zostawili kraj w ruinie. Przy okazji zaprowadzania amerykańskiego porządku zginęło ponad pół miliona obywateli i giną nadal. Potem w Libii dobrzy Amerykanie i ich sojusznicy rozbili niedobrego satrapę Kadafiego. Libia pogrążyła się w totalnym chaosie. Tam teraz wszyscy są niedobrzy. Dwa rządy walczą ze sobą, a ISIS ma duże wpływy.
Następnie dobrzy Amerykanie postanowili pomóc dobrym rebeliantom walczącym z reżimem Assada w Syrii. Uzbroili dobrych rebeliantów, a ci potem stali się zalążkiem państwa islamskiego i stali się bardzo niedobrzy. Ich wpływy rozlały się na większość terytorium Syrii i Iraku. Bojownicy państwa islamskiego zabili już około 100 tys. muzułmanów. Syria pogrążyła się w wojnie i chaosie. Spowodowało to milionowy eksodus uchodźców do Europy, których Europa coraz bardziej nie chce. Dobrzy Amerykanie ponownie narobili gnoju, ale ręce umyli i nadal uchodzą na samo dobro na świecie. Zamachy w Paryżu to pokłosie robienia przez Amerykanów porządków w Syrii. Z kolei zawsze niedobry Putin najechał na Krym i przez to stał się jeszcze bardziej niedobry. Zapewne ponownie kiedyś dobrzy Amerykanie i ich akolici postanowią kogoś najechać, by umocnić swoją dobrą opinię w naszym świecie.
Rozważania o tym, kto jest dobry, a kto niedobry będą trwały nadal.
Czesław Cyrul

Przyglądam się od lat licznie gromadzącym się młodym narodowcom, dla których miejscem organizacyjnych zebrań są głównie stadiony. Są nietolerancyjni, głośni i skorzy do przemocy. Są zaprzeczeniem tolerancji i chrześcijańskiej miłości bliźniego. Nienawidzą innych nacji, są rasistami, a myślących inaczej chcą wieszać na drzewach. Skąd tyle zła i nienawiści w ich głowach? Kto młodym ludziom nakładł takich rzeczy do głów? Otóż po 90 roku historia w szkołach została odwrócona o 180 stopni. W tym ujęciu czasy PRL to tylko ścieżki zdrowia dla opozycji, stan wojenny i puste półki w sklepach. Centroprawicowe media ten obraz z lubością utrwalały. Prawicowa władza jeszcze bardziej. IPN, ideowe ramię prawicy, także nie próżnowało. Taki prosty, nienieskomplikowany system edukacji historycznej i politycznej skutkuje tym, że setki tysięcy młodych zafałszowane nauki przyjmuje za prawdy jedyne. Dlaczego lewicowe demonstracje gromadzą tak nieliczne grupy młodzieży, a prawicowe gromadzą ich tysiące? A no właśnie dlatego, że lewica w obecnej polityce historycznej to wyłącznie wielkie zło. Dlaczego Korwin-Mikke zbiera tak wiele głosów u ludzi młodych, którzy potem szybko, kiedy poznają realia życia, odchodzą od niego? Dlaczego tak wielu młodych ludzi głosuje na antysystemowych kandydatów? Bo szkoła, media i domy rodzinne dają im bardzo wątłe podstawy wiedzy obywatelskiej i wręcz zniechęcają do postaw proobywatelskich. Kościół dokłada do tego swoją cegiełkę. Politycy swoją niekompetencją wzmacniają ten przekaz. Wątłe kadrowo partie polityczne (od prawa do lewa) nie są same w stanie bezpośrednio edukować młodych. Ale prawica zadbała o korzystną dla siebie edukację w szkołach. Lewica całkowicie zaniedbała ten problem. Dzisiaj zbiera efekty tych zaniedbań. Zbiera je całe społeczeństwo. Prysła opinia, jaką budowaliśmy, że Polacy to naród miły i gościnny. Oczywiście większość taka chyba jest, ale uliczny i prawicowy przekaz temu wyraźnie przeczy. Prawica pokazała, że ok. 20 lat politycznej edukacji doprowadziło do władzy nad duszami młodych obywateli. Teraz w polityce i edukacji będzie jeszcze bardziej na prawo. Narodowcy, zbrojne ramię prawicy, będą jeszcze głośniejsi i bardziej aroganccy, a obecna władza im na to pozwoli.

Czesław Cyrul

To nie jest rząd z mojej bajki, ale wyborcy postawili na PiS i trzeba to zaakceptować. Po ogłoszeniu nazwisk ministrów widać, że rząd prezes Kaczyński ułożył wedle zasady: ministrowie, bliscy prezesowi Kaczyńskiemu, zasiedli w resortach tzw. nadbudowy: kultury, sprawiedliwości, obrony, spraw zagranicznych, edukacji, nauki i oczywiście służb specjalnych. Jest także liczna grupa bardzo politycznych ministrów bez teki. To oznacza, że polityczne gabinety doradców także będą liczne. Zadaniem politycznych ministrów będzie formowanie nowego człowieka IV RP – patrioty, narodowca, konserwatysty i obowiązkowo katolika. Natomiast resorty gospodarcze powierzono fachowcom, na pewno nie gorszym od ministrów z PO. To znak, że do gospodarki PiS nie będzie się zbytnio mieszać byleby ona zasilała budżet. Wicepremier Mateusz Morawiecki prezentuje gospodarcze poglądy dalekie od PiS-owskich. Przez lata był prezesem niepolskiego banku. Takie banki były nielubiane przez PiS i posądzane przez tę partie o żerowanie na naszych obywatelach i wyprowadzanie zysków za granicę. Taki ruch kadrowy jest sygnałem dla przedsiębiorców, że PiS nie będzie ich nachodził w mieszkaniach o 6 rano. Zatem rola ministra Ziobry także będzie umniejszona. Ponadto wicepremier Morawiecki doskonale wie, które obietnice PiS są realne, które nie, jakie podatki są możliwe, a które nie. Liczyć na pewno umie. No i ojciec Mateusza Morawieckiego Kornel jest posłem w Ruchu Kukiza. Ten twór polityczny nie wiadomo jak się zachowa w Sejmie, a taki związek rodzinny może pomóc rządowi w forsowaniu ustaw w sejmie z pomocą posłów Kukiza. Jeżeli w gospodarce coś będzie nie tak, odwoła się ministrów tzw. gospodarczych. Ministrów od ideologii rozliczyć będzie trudniej, bo i materia niewymierna, trudniejsza do oceny. Jeżeli gospodarka będzie przysparzać pieniędzy na obietnice wyborcze i układanie Polski od nowa to premier Morawiecki będzie trwać. Jeżeli będzie racjonalnie liczyć pieniądze i blokować obietnice PiS-u, odejdzie z rządu. Nie sądzę, by bankowiec o dużej renomie zechciał bezkrytycznie autoryzować niektóre, księżycowe pomysły PiS. Ale w polityce nie takie rzeczy się zdarzały. Prezes Kaczyński jeszcze nie raz nas zaskoczy, swoich wyborców także.
Czesław Cyrul

 

Kiedy prezes Kaczyński namaścił Andrzeja Dudę na kandydata na prezydenta zapewne nie wierzył, że ten prezydentem zostanie. Zapewne też nie przypuszczał, że Beata Szydło, aż tak dobrze poprowadzi prezydencką kampanię i trzeba będzie ją zaproponować na premiera, by wygrać wybory parlamentarne. Z twarzą prezesa Kaczyńskiego byłoby to trudne. Po wyborach wszystko wraca do normy. Co prawda trudno prezesowi narzucać swoje zdanie prezydentowi, ale decyzje o tym, kto będzie premierem i ministrami prezes pozostawił sobie. By umniejszyć pozycję Beaty Szydło prezes odseparował ją od rozmów na temat obsady ministerstw. Kiedy zakon PC formuje rząd pani premier, in spe, kupuje w sklepie mięso i chodzi do kina. Już na początku prezes śle opinii wyraźny sygnał, że on jest tym pierwszym, on jest naczelnikiem, reszta to tylko wykonawcy jego poleceń. Wiadomo, że osłabiona i pozbawiona decyzyjności kadrowej Beata Szydło będzie marnym premierem, jedynie powolnym wykonawcą poleceń prezesa. Słabego premiera można będzie szybko wymienić. I wtedy do gry wejdzie sam prezes Kaczyński, albo wystawi kolejną kandydaturę jemu spolegliwą. To nawet prezesowi może być bardziej wygodne. Kiedy PiS zacznie być rozliczany z niedotrzymanych obietnic, a będzie na pewno ich sporo, zawsze będzie można zwalić winę na premiera i jego słabość. Dlatego w rządzie w siłę będą rosnąć resorty trzymające obywateli za twarz. Prezes zawsze będzie miał czyste ręce. Beacie Szydło pozostaje zagrozić nieprzyjęciem posady malowanego premiera. Wtedy prezes, chcąc uniknąć skandalu, mógłby jej swojej władzy trochę uszczknąć. Ale tylko trochę.

Czesław Cyrul.