Miesięczne archiwum: Styczeń 2016

Radni Sejmiku Dolnośląskiego uchwalili apel do rządu, by ten zniósł lub zmniejszył podatek od kopalin, który w kraju płaci jedynie KGHM. To około 2 mld złotych rocznie. Podatek ten uchwalił rząd PO-PSL. Zabieranie tak olbrzymiej kwoty od dochodu kombinatu powodowało także, że do kasy Urzędu Marszałkowskiego wpływało mniej o ok. 100 milionów złotych rocznie (tzw. udziały samorządu w podatku CIT). Po uchwaleniu tego podatku platformiani radni sejmiku wykazali się lokalnym patriotyzmem i apelowali do swojego rządu o jego zniesienie. Podobnie zrobili radni SLD. Rząd podatku nie zniósł. Teraz nastały ciężkie czasy dla kombinatu, bo ceny miedzi poleciały na łeb, na szyję. Ale podatek nadal płacić trzeba.

W trakcie kampanii wyborczej do parlamentu politycy PiS gardłowali na lewo i prawo o tym łupieżczym podatku oraz że gdy wygrają wybory, to od razu go zniosą. Jeszcze w barbórkowe święto w kombinacie posłanka PiS machała przed nosami zgromadzonych jakimiś kratkami. Podobno była to ustawa o zniesieniu tego podatku. Niestety, po wygranych wyborach politycy PiS zaczęli kręcić, czyli po prostu kłamać….. że teraz, tak od razu nie można, trzeba się temu przyjrzeć i takie tam dyrdymały… . Okazało się, że na spełnienie wyborczych obietnic trzeba pieniędzy i żadnego zwolnienia z podatku nie będzie. Dla zamydlenia oczu powołano sejmową komisję, która ma rozpatrzyć co i jak z tym łupieżczym podatkiem zrobić, co należy rozumieć: jak go utrzymać.

Pod ostatnim apelem Sejmiku radni PiS się nie podpisali. Zamienili zdanie, jakby wstydu nie mieli. Tak oto szybko wyszło na jaw wyborcze kłamstwo niczym szydło z worka. Teraz PiS gotów jest obedrzeć ze skóry wszelkie możliwe firmy i banki, a tym samym wszystkich obywateli, by zdobyć pieniądze na spełnienie swoich obietnic. Niestety nie mówili tylko, że zrobią to za nasze, czyli wszystkich, pieniądze. Obywatele pilnujcie portfeli. PiS już do nich zagląda.

Czesław Cyrul

Kategorie: Bez kategorii

Ducha nie gaście

Co wynika z powyborczych komunikatów w SLD i PO?

W SLD na 23,5 tys. uprawnionych do głosowania na przewodniczącego partii zagłosowało 14,6 tys. członków. Wygrał Czarzasty

W PO na 17 tys. uprawnionych do głosowania zagłosowało tylko 8,5 tys. członków. Wygrał Schetyna

Od niechcenia przypomnę, że PO to partia przez lata rządząca krajem i regionami. Zapewne po przegranej PO lipni członkowie zaprzestali płacenia składek lub pouciekali z partii. Podobnie było w SLD w 2005 roku. Źle to świadczy o kondycji partii (PO) i jeszcze gorzej rokuje na przyszłość.

Mobilizacja członków SLD przy wyborach przewodniczącego dobrze świadczy o możliwościach organizacyjnych wewnątrz partii. Gorzej jest, i to od lat, z wyborczą mobilizacją lewicowego elektoratu. I tutaj potrzebna jest na gwałt dobra recepta. Bez niej napinanie się wewnątrz partii niczego nie zmieni.

Czesław Cyrul

 

Kategorie: Bez kategorii

Obrazki z Kongresu SLD

Do hotelu „Gromady” w Warszawie przybyło ponad 700 delegatów. Leszek Miller w swoim wystąpieniu przedstawił dobre i gorsze momenty z życia partii i podziękował wszystkim za wieloletnią współpracę. Wszyscy czekali na to, co powiedzą pretendenci: Czarzasty i Wenderlich.

Wystąpienie kandydata Czarzastego skierowane było do wewnątrz partii. Mówił o konieczności uporządkowania SLD, docenienia struktur terenowych. ….Struktury w każdym powiecie dają nadzieję na sukcesy wyborcze…. Ton jego wystąpienia podobał się delegatom. Z kolei kandydat Wenderlich więcej mówił o potrzebie bycia partii na krajowej arenie politycznej. Więcej braw w czasie wystąpień dostawał kandydat Czarzasty. W głosowaniu dość zdecydowanie zwyciężył Włodzimierz Czarzasty. Podziękował przegranemu Wenderlichowi za walkę i zaproponował mu zostanie wiceprzewodniczącym partii, taką samą propozycję otrzymał też Krzysztof Gawkowski. Na sekretarza przewodniczący Czarzasty zaproponował Marcina Kulaska. Kongres miał wybrać aż jedenastu wiceprzewodniczących. Oponował przeciwko temu – i bardzo słusznie – Tadeusz Iwiński. Pokazywał, że nawet bardzo duże partie mają co najwyżej do 5 wiceprzewodniczących. Teraz SLD bez władzy i wpływów zaczyna obdzielać się wewnętrznymi posadami. Jednak jego projekt zmniejszenia tej ilości do siedmiu wiceprzewodniczących przepadł. W kuluarach mówiło się, że pretendenci naobiecywali tych funkcji za poparcie w kampanii i teraz Czarzasty nie mógł się wycofać, bo czymże innym miał się zrewanżować za poparcie. W efekcie zgłosiło się aż 22 chętnych na tę funkcję. Według zmian proponowanych w statucie Zarząd Główny miał liczyć 35 członków: w tym przewodniczącego, sekretarza, 11 wiceprzewodniczących oraz w jego skład weszliby wszyscy szefowie struktur wojewódzkich. Z zasadzie nie byłoby już kogo, do tej urzędniczej struktury, więcej wybierać. Tego na szczęście delegaci nie zaakceptowali i ta dość kuriozalna poprawka statutowa przepadła. W efekcie tasiemcowego głosowania na wiceprzewodniczących wymaganą ilość głosów zdobyło 9 kandydatów. Było już bardzo późno i delegaci zaczęli się rozjeżdżać. Zabrakło quorum. Dogrywkę wyborczą dla pozostałych wiceprzewodniczących trzeba będzie przeprowadzić w innym terminie. Był to pierwszy sygnał, że aż tylu wiceprzewodniczących to gruba przesada. Nad uchwałą programową nie było większej dyskusji, bo delegaci przyjechali wybierać przede wszystkim przewodniczącego i wiceprzewodniczących. Teraz czekamy na efektywne działania kierownictwa.  Zatem nowe kierownictwo musi jak najszybciej pokazać światełko w tunelu. Najlepiej zielone.

Czesław Cyrul, delegat

 

Czy KOD jest polityczną organizacją, czy nie? Otóż jeżeli nawet twierdzi, że nie jest, to jest, bo tematyczne demonstracje są polityczne jak najbardziej. To, przeciw czemu są te demonstracje, wskazuje na polityczną orientację KOD i siłą rzeczy wyborcy partii podobnie jak KOD myślących na te demonstracje przychodzą. Wyborców PiS tam nie ma. Jeżeli nawet liderzy KOD będą się odcinać od polityki, to polityka przyjdzie do nich, a w zasadzie już przyszła. KOD może nadal trwać w swojej cnocie apolityczności, ale to droga donikąd. Wtedy ruch stanie się nijaki i przestanie odgrywać swoją polityczną i społeczną rolę. Jestem przekonany, że wokół KOD-u zacznie się kręcić coraz więcej polityków, lub osób chcących dopiero zrobić karierę polityczną. Tak będzie, i to PO przede wszystkim będzie aktywna w KOD. Zechce ona odzyskać utraconą pozycję polityczną. KOD świetnie się do tego nadaje. Fakt, że KOD demonstruje w obronie wolności obywateli, poszanowania prawa itp. wręcz zachęca polityków, by podczepiać się pod te szczytnie idee i czerpać z tego polityczne profity.

Wyrazem polityczności KOD jest jego bezgraniczne poparcie przez Gazetę Wyborczą. Przegrana PO odciśnie się boleśnie na tej gazecie. Utraci on dużą część rządowych, a także pewnie i samorządowych, płatnych ogłoszeń. PiS będzie je lokował w innych gazetach, weźmie teraz ekonomiczny i polityczny odwet na Gazecie. Gazeta atakując stale PiS nie żałowała także krytyki i złośliwej retoryki SLD. Zjednoczona Lewica przegrałą wybory głównie na własne życzenie, ale permanentna krytyka tej partii w GW w jakimś stopniu to tego się przyczyniła. Rozdęte reklamowanie, tuż przed wyborami, partii Razem było dodatkowym planem wyeliminowania Lewicy z parlamentu. W ten to sposób głosy przegranej Lewicy poszły głównie na konto PiS, a nie PO, jak liczyła Gazeta, i dzięki temu PiS wybory wygrało. Gdyby linia polityczna GW była inna względem Lewicy, byłoby może inaczej i sytuacja Gazety nie byłaby tak trudna. Teraz GW popiera w całych sił KOD widząc w tym jakąś szansę na odzyskanie dawnej politycznej i ekonomicznej pozycji. Ja także popieram demonstracje KOD, ale pokazuję zarazem niektóre niuanse wskazujące, że ten ruch jest miejscem gier różnych grup interesów. Czy to dobrze czy źle? Nie. To jest polityka właśnie.

Czesław Cyrul

W sobotę, na Kongresie SLD zostanie wybrany przewodniczący SLD. Czarzasty czy Wenderlich? – zastanawiają się delegaci. W wyborach powszechnych członkowie SLD mogli zagłosować na jednego z dziesięciu kandydatów. Podzieliłem ich na doświadczonych pierwszoligowców i młodych drugoligowców. Żaden z kandydatów nie przedstawił w swojej kampanii wizji czy tez, które wzbudziłyby powszechne zainteresowanie i aplauz. Były znane pomysły na wyciągnięcie partii z kryzysu, były pomysły na współpracę na lewicy itp. Ale to wszystko z ust tych doświadczonych kandydatów już padało. Byli oni u władzy i przy ich, może biernym, uczestnictwie ta partia popadała w marazm. Zabrakło mi wśród delegatów zdecydowanego lidera, który wlałby w skołatane serca członków SLD nadzieję na lepsze czasy.

Niezadowoleni młodzi boleją, że przegrał Gawkowski, a przecież jest młody, a takich nam potrzeba. Owszem jest młody, ale ponosi współodpowiedzialność za błędy starej ekipy, w której był. Wielu wiązało z nim nadzieję na otwarcie się SLD na młode pokolenia oraz zjednoczenie lewicy. Z młodym pokoleniem sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana, a zjednoczenie lewicy, które miało miejsce w ostatnich wyborach, było projektem budowanym w pośpiechu i chaotycznym. Takiego zjednoczenia członkowie SLD zdecydowanie nie chcą. W ich opinii ostatni alians był nieudany, a jednym z głównych promotorów projektu dobrego, ale źle przeprowadzonego, był sekretarz Gawkowski. Teraz członkowie partii wystawili mu rachunek. Obawiam się, że gdyby Leszek Miller chciał się teraz poddać jakiejś wyborczej weryfikacji, osąd członków SLD mógłby być dla niego bardzo surowy. Wobec braku młodych politycznych brylantów – choć może wśród kandydatów są diamenty do obróbki – wyborcy skazani byli na doświadczonych i znanych. Okazało się, że to Czarzasty i Wenderlich. Rozmawiałem z członkami SLD przed wyborami i w trakcie wyborów. Byli podzieleni w swoich opiniach i zarazem przekonani co do słuszności wyborów swoich kandydatów. Koterie, czy spółdzielnie w tych wyborach nie miały wielkich możliwości zaistnienia. Wyborcy zrażeni wieloma błędami liderów kierowali się własnym rozumem. Starali się wybrać najlepszych z tej stawki kandydatów. Jestem przekonany, że chętnie oddaliby głos na osobę nową, ale dającą nadzieję na wyjście z zapaści. Ale Mesjasz dzisiejszej lewicy jeszcze się nie objawił. Trzeba zatem zbudować sprawny zarząd i zarządzać partią zespołowo, przestać administrować nią, a zacząć uprawiać politykę: na górze i na dole. Jestem w tej kwestii ciągle optymistą, bo nadzieja umiera ostatnia, ale od lidera zależy bardzo, bardzo dużo. Może być grabarzem SLD, albo jego zbawcą. Takie czasy w SLD nastały.

Czesław Cyrul

Miałem przyjemność uczestniczyć w oficjalnej uroczystości otwarcia Europejskiej Stolicy Kultury we Wrocławiu. Do sali Narodowego Forum Muzyki przybyło około 1,5 tyś gości. Byli politycy, byli ambasadorzy, biskupi, ludzie nauki, prezydenci innych miast europejskich, itd.

Prezydent Dutkiewicz w krótkim, ale bardzo dobrym wystąpieniu nakreślił historię mieszkańców Wrocławia. Zacytował wrocławskiego biskupa Kominka z 1965 roku: …Przyszłość to Europa. Nacjonalizmy są przeszłością… Otrzymał gromkie brawa.

Po nim zabrał głos wicepremier Gliński. Sporo mówił o roli chrześcijaństwa w europejskiej kulturze i szarej historii PRL, zarazem chwaląc dokonania Teatru Henryka Tomaszewskiego, teatru Grotowskiego, teatru Kalambur i światowe festiwale teatru otwartego. To wszystko było w tych szarych, jak określił, czasach. Trochę premier popadał w schizofrenię zarazem ganiąc i chwaląc okres PRL. Potem premier zaczął uprawiać rządową propagandę, wiec krzyknięto z sali …propaganda. Kiedy jednak wicepremier powiedział, że w Polsce demokracja jest stabilna, sala zaczęła głośno śmiać się. Wicepremier jednak doczytał do końca to, co miał napisane.

Kolejny mówca – europejski komisarz do spraw kultury, sportu i młodzieży – wspomniał o niedawnych nacjonalistycznych ekscesach w naszym mieście.

A teraz to co najważniejsze. W wydaniu głównym dziennika TVP, czyli rządowym medium, które ma stać się narodowym, nie wspomniano o tym incydencie. Inauguracji ESK poświecono kilkanaście sekund. Media komercyjne (nie wiadomo jeszcze jak długo) skomentowały ten incydent. Teraz już wiadomo, po co PiS tak gwałtownie zagarnęło media. O rządzie będą podawane wiadomości tylko dobre. Żadnej krytyki władzy nie będzie. I już to widać i słychać. Publiczne radio także pominęło to wydarzenie. Teraz będę oglądał telewizję rządową, by usłyszeć o wydarzeniach wyłącznie dobrych. I inne telewizje, by dowiedzieć się prawdy. Ale się doczekaliśmy.

Czesław Cyrul

Wykryty został kolejny wrocławski poseł, który nie protestował kiedy prezentowano go jako absolwenta wyższej uczelni. Po posłance Stachowiak – Różeckiej z PiS poseł Mieszkowski z Nowoczesnej został także odarty z fikcyjnego wykształcenia. Nic nie mam przeciwko osobom bez studiów. Mam bardzo mądrych znajomych ze średnim wykształceniem i mądrych inaczej z dyplomem wyższej uczelni. Zresztą, dzisiaj przy powszechnym dostępie do wiedzy dowiedzieć się można wielu rzeczy, których nawet na studiach nie uczą. Sęk w tym, że często osoby na świeczniku ukrywają brak dyplomu wierząc, że to się nie wyda. W przypadku posła Mieszkowskiego, dyrektora Teatru Polskiego zarazem, sprawa jest o tyle dziwna, że będąc dyrektorem teatru, zapewne z konkursu, pewnie musiał mieć  skończone studia i dyplom. Jakoś to w Urzędzie Marszałkowskim Woj. Dolnośląskiego przeoczono. Byłem niedawno w tym teatrze na głośnym spektaklu „Śmierć i dziewczyna”. Świetny. Nie zaszkodziło mu średnie wykształcenie dyrektora. Szkodzi natomiast posłom i pewnie opinii publicznej, że ich wybrańcy ukrywają przed nimi swoje wykształcenie. W latach dziewięćdziesiątych wśród wrocławskich parlamentarzystów było wielu znanych profesorów i ludzi nauki. Wymienię nazwiska niektórych : Kaleta, Działocha, Mazurkiewicz, Duda, Turko, Kieres, Rot, Noga, Modzelewski itd. Ilu jest profesorów – posłów dzisiaj? Dwoje. Przybywa natomiast osób nieprotestujących kiedy pisze się o nich jako o niby absolwentach. Wiedza w polityce staje się niepotrzebna. Potrzebna jest dyspozycyjność, partyjne posłuszeństwo i polityczne awanturnictwo. Do tego wykształcenie nie jest wymagane.

Czesław Cyrul

Byłem na demonstracji KOD w obronie niezależności mediów we Wrocławiu. Prowadzący, choć kładli nacisk na apolityczność manifestacji, nie potrafili ukryć platformerskiego i styropianowego ukąszenia. Raziło mnie złośliwe przyrównywanie tych, już PiS-owskich, mediów publicznych do tych z czasów PRL. To nieadekwatne porównanie. PiS zagarnął media, ale wszystkie ekipy rządzące po 89 roku robiły dokładnie to samo choć nie tak samo. Można im także zarzucić wzorowanie się na PRL-owskich metodach. Metody zawłaszczania były różne, które teraz PiS postanowiło znacznie uprościć. Daję głowę, a wiem o czym piszę, że żaden zarząd TV czy Radia, żadna rada nadzorcza nie została powołana bez przyzwolenia tzw. czynników politycznych, będących aktualnie przy władzy. Mądrość zarządów mediów publicznych polegała na tym, że dbały o obiektywizm w przekazie. Nie przypadkiem, w licznych badaniach, to media publiczne uznawane są za najbardziej obiektywne. Należy tutaj wyłączyć lata 2005 – 2007, gdzie powołani z woli PiS prezesi pełnili rolę komisarzy, a nie prezesów. PiS, zmieniając władze mediów, nie czyni niczego innego od poprzedników. Robi to jednak za pomocą cepa i gwałcenia prawa. Co będzie z bezstronnością mediów i wolnością dziennikarską pod rządami ludzi z PiS, to się dopiero okaże, ale sprawy nie idą w dobra stronę.

Pamiętajmy, że ekipa PO zostawia media w ruinie ekonomicznej. Nie potrafiła ona i nie chciała uporządkować sprawy odpłatności obywateli za media publiczne. Sam premier Tusk jest bodaj największym szkodnikiem w tej sprawie. Nie zależało mu na mediach publicznych, nie doceniał ich roli wychowawczej i kulturotwórczej, publicznie zachęcał do niepłacenia abonamentu. Dzisiaj regionalne ośrodki TV to obraz nędzy i rozpaczy. Siermiężne, nieliczne programy produkowane są dzięki sponsorom. Większość dziennikarzy zwolniono, ci co zostali zarabiają gorzej niż na śmieciówkach – oto obraz TV po rządach premiera Tuska i PO. Przy tej biedzie niezależność brzmi dumnie i śmiesznie zarazem.  Czy prezes Kurski i jego ekipa wyprowadzi TVP na niepodległość polityczną? To się raczej nie uda. Czy nowa ustawa medialna poprawi mizerię finansową mediów? Zobaczymy.

Póki co, dziury w programie TV nadal zatykane będą serialami telewizyjnymi z czasów PRL. Tamta TV nie była demokratyczna, ale pozostawiła po sobie olbrzymią spuściznę kulturalną. Poziom produkcji tamtej TV ma się tak do poziomu dzisiejszego jak epokowy serial „Chłopi” do dzisiejszej, pokracznej  produkcji typu „Rolnik szuka żony”. Wszystkie władze, po 90 roku, eksploatowały media publiczne, nie inwestując w nie. W resztkach dawnej potęgi tli się jeszcze tylko trochę niezależności. Ale tylko trochę. W ostatnich latach te media też na pewno nie były do końca bezstronne. Były jednak o wiele bardziej obiektywne od mediów prywatnych, z najbardziej poczytną gazetą na czele. Ale wiadomo, prywatnym wolno więcej. Szczególnie ich właścicielom, nakazującym dziennikarzom co i jak należy opisać i zinterpretować. Dziennikarze tego nie potwierdzą, bo zależy im na pracy. Z niezależności trudno wyżyć i stać na nią tylko nielicznych, tych najlepszych.

Czesław Cyrul

Redaktor Malwina Gadawa z GWr. napisała, że posłanka PiS Mirosława Stachowiak- Różecka nie ma wyższego wykształcenia, co sama (posłanka) dopiero niedawno odkryła, przy wypełnianiu dokumentów Sejmie. Jest tu pewna analogia do kobiety, która niedawno urodziła dziecko nie zdając sobie sprawy, że jest w ciąży. Posłanka sądziła, że jak dostała absolutorium to automatycznie  ma skończone studia. To duża naiwność, albo celowe zaciemnianie wstydliwej sprawy. Jest to przypadek bliźniaczo podobny do sprawy prezydenta Kwaśniewskiego. On też uważał tak samo jak posłanka. Też miał absolutorium i tak samo jak posłanka nie napisał pracy magisterskiej. Posłanka tłumacząc się poszła ta samą drogą co Kwaśniewski.   Żyła w przeświadczeniu, że ma wyższe studia, choć nie mała żadnego papierka, który by to potwierdzał. Sam nie wiem co bym teraz wolał. Prezydenta Dutkiewicza na którąś kadencję, czy prezydent Stachowiak – Różycką, która udawała, że ma wyższe wykształcenie. Prezydent Wrocławia ze średnim wykształceniem, to nie brzmiało by dobrze.

Co z tego wynika: otóż politycy w uporem i mozołem budują swój wizerunek. Wystarczy jednak taka lub inna wpadka, by swój image bardzo nadwyrężyć. Bo polityk złapany za rękę na kłamstwie w jednej sprawie   może oszczędnie gospodarować prawdą i w innych. O obietnicach wyborczych już nawet nie wspominając, tu większość łże jak najęta.

Mistrz Kulej powiadał, że nie ma bokserów z żelaznymi szczekami, są tylko źle trafieni. Lekarze powiadają: nie ma ludzi zdrowych, są tylko nieprzebadani. Prokuratorzy twierdzą, że na każdego znajdą paragraf. Można także spokojnie powiedzieć, nie ma polityków kryształowych. Każdego można prześwietlić i wychodzą skazy i brudy.

Stosując luźne kryteria w ocenie wykształcenia zastanawiam się, czy ja, jako lekarz weterynarii (choć od lat niepraktykujący) mógłbym podpisywać się jako doktor. Jakaś zbieżność w nazewnictwie przecież jest.

Czesław Cyrul

Król Kaczyński spotyka się z królem Orbanem. Król Duda bierze w tym czasie udział w pochodzie i jasełkach z okazji Święta Trzech Króli. Na tle przebierańców wyróżnia się brakiem przebrania, czyli występuje w stroju normalnym. Królowa Szydło może zostanie dopuszczona przed oblicza Orbana i Kaczyńskiego jak ci już wszystko uzgodnią i w swojej łasce i wielkości poinformują królową jakie zadania na nią spadają.

Święto Trzech Króli niesie nam czytelny, aczkolwiek już wcześniej znany, przekaz, który król w Polsce jest najważniejszy i co pozostali ze wspomnianej trójki mają do powiedzenia. Ten najważniejszy, bez korony, władzę ma największą. Odpowiada tylko przed Bogiem, pod warunkiem, że Pan Bóg ma takie same zdanie jak on (król bez korony).

Czesław Cyrul

P.S. Ostatecznie doproszenie do królewskiego stołu królowej Szydło okazało się całkowicie zbędne. Umyślni przekażą królowej ustalenia ze spotkania.