Miesięczne archiwum: Styczeń 2016

Minister Waszczykowski nagadał głupstw zagranicznym mediom i teraz wije się jak piskorz udowadniając, że co innego miał na myśli. W wywiadzie dowodził, że cykliści i wegetarianie, to zagrożenie dla porządnych, bogobojnych ludzi. Zauważył, że na rowerach jeździ się w kraju 2, a najwyżej 3 miesiące, bo potem jest zimno i całe to budowanie ścieżek dla rowerów to jakiś lewacki wymysł. Przypisanie cyklistów do lewactwa to moja interpretacja. Minister tego nie powiedział, ale pewnie to miał na myśli. Otóż w Polsce na rowerach jeździ się nie dwa, ale sześć miesięcy. Sezon trwa od połowy kwietnia do połowy października, a nawet dłużej. W ubiegłym roku wypożyczalnię rowerów we Wrocławiu zamknięto dopiero na początku grudnia, bo byli ciągle chętni do ich wypożyczania. Rower stal się modnym środkiem lokomocji i pan minister tego „zdziwaczenia” w tradycyjnym polskim społeczeństwie nie zatrzyma. Porównywanie cyklizmu do lewactwa to jak porównywanie wegetarianizmu do postu w kościele katolickim. Przypomnę, że wegetarianie, to – zdaniem ministra – także podejrzana politycznie grupa. Posty, w średniowieczu wyznaczane były przez biskupów i w skrajnych przypadkach obejmowały nawet 280 dni w roku. Dlatego właśnie, głownie za sprawą zakonów, powstały liczne stawy rybne, bo ryby można było spożywać w postne dni, podobnie jak i ptactwo wodne. Zatem, idąc tokiem rozumowania ministra, to kościół katolicki już w dawnych wiekach przymuszał swoje owieczki do wegetarianizmu. Dzisiaj kontrola na postem wymknęła się spod kontroli kościoła i dlatego mamy wegetarian. Piszę oczywiste głupoty, by tym samym wykazać co lęgnie się w głowie ministra, który odkrył w cyklistach i wegetarianach zagrożenie dla tradycyjnych wartości. To, że post z wegetarianizmem, a cykliści z lewactwem mają tyle wspólnego, co brydż z bryczką, nie ma dla ministra znaczenia. „Ciemny lud” ma obowiązek to kupić. Sęk w tym, że ludzie myślący logicznie są większością. I dla nich wywód ministra „kupy się nie trzyma”.
Czesław Cyrul

Pan prezydent Duda atakowany jest za stronniczość, a wręcz służalczość i ślepe wykonywanie poleceń PiS-u, czyli prezesa Kaczyńskiego. Czy mógłby sobie pozwolić na inne zachwianie? Nieprzyjęcie nocnej przysięgi od powołanych przez PiS sędziów TK, zawetowanie ustawy o TK lub odesłanie jej do zbadania przez TK, to raczej nierealna wizja. Prezydent postępując w ten sposób odciął by się od swojego matecznika. Sam natomiast nie ma żadnego zaplecza politycznego. Nie zjednał by go sobie ani w PO, ani na lewicy. Zostałby osamotniony jeszcze bardziej niż jest dzisiaj. Jego skromne zaplecze kancelaryjne jest szczerze oddane prezesowi Kaczyńskiemu, a nie prezydentowi i nie ma tam wybijających się, samodzielnych osobowości. Jednoznaczna polityka PiS i prezesa nie pozwala prezydentowi na dwuznaczność, czy bezstronność. Musi krakać prezydenckim głosem tak samo jak jego polityczni przywódcy. Dlatego medialne zainteresowanie prezydentem będzie niewielkie. Podobnie będzie z jego aktywnością zagraniczną, bo po co przywódcy innych krajów mają spotykać się z wykonawcą cudzych poleceń, nazywanym prezydentem. Sam prezydent będzie zaciskał pięści i zęby z bezsilności. Będzie wygłaszał buńczuczne, ale puste oświadczenia, klęczał przed hierarchami na kościelnych uroczystościach, bywał w prezydenckich ośrodkach wypoczynkowych i oczywiście podpisywał PiS-owskie dokumenty: o każdej porze dnia i nocy. Będzie stale uczepiony prezesowskich rękawów i oczekiwał na polecenia z Nowogrodzkiej.
Sam sobie zgotował ten los. Oczywiście przy pomocy wyborców, których oszukał. Niektórzy już teraz plują sobie w brodę ze złości. A to dopiero początek kadencji.
Czesław Cyrul