Miesięczne archiwum: Luty 2016

„Dobra zmiana” to także  pisanie powojennej historii od nowa. Żołnierze wyklęci  są teraz solą naszej powojennej historii. Do jednego worka wrzucono generała Fieldorfa, rotmistrza Pileckiego i mordercę niewinnych ludzi „Burego” oraz  bandytę i gwałciciela Kurasia. Teraz wszyscy razem są bohaterami. Po co młodym mieszać w głowach, że wczesna powojenna historia była pokręcona.  Tuż po wojnie kilkanaście tysięcy ludzi nie potrafiło pogodzić się z nową rzeczywistością i w beznadziejnej walce postanowiło  zatracić się i przeszkadzać milionom ludzi, którzy chcieli  zwyczajnie żyć, pracować i mieć dzieci.  Wyklęci walczyli wiedząc, że ich walka nie ma sensu.  Ponieważ tamte czasy  nie miały wiele wspólnego z demokracją, to zabijając ówczesnych milicjantów, chłopów biorących ziemię, Żydów, prawosławnych  czy  urzędników narażali się także na śmierć i tortury. Tamta władza nie bawiła się w niuanse,  wrzucała wszystkich do tych samych cel i katowni. Obecna władza także do jednego worka wrzuca bohaterów  beznadziejnej walki,  rabusiów i bandytów. PiS-owska władza nie chce półcieni w naszej historii, podobnie jak tamta za czasów stalinowskich.  Pamięć o żołnierzach  I i II armii WP idzie w zapomnienie. Nie zdziwię się jak zostaną okrzyknięci kolaborantami i zdrajcami, a Wrocław, w nowej wersji historii, wyzwolą żołnierze wyklęci.

Miliony ludzi, którzy w trudzie i znoju, zaraz po wojnie,  odbudowywali kraj ze zniszczeń wojennych są teraz nawozem (gnojem) historii. Bo co to za bohaterowie, którzy chcieli  mieć swój dom i żyć w ojczyźnie nawet  nie do końca wolnej. Wg PiS powinni zginąć, za Boga, Honor i Ojczyznę.  Inne pojmowanie miłości do ojczyzny nie wchodzi w rachubę.  Podobna filozofia przyświecała władzy w czasach stalinowskich. Okoliczności się zmieniły, nikt teraz nikogo nie zabija.   Cywilizacyjny postęp zatem jest. Teraz jest to współczesna   odmiana stalinizmu w wykonaniu obecnej władzy. Preparowanie mózgów,  wdrukowywanie  w nie własnej narracji historii, odbywa się w szkołach i kościele. IPN z ponad 250 milionami złotych do wydania w ciągu roku i tysiącami ludzi  frontu ideologicznego pracuje , by ludzie myśleli tak,  jak władza chce. Media rządowe (dawniej publiczne)  wzmocnione ludźmi z TV Trwam i TV Republika, z ideowym żarem, rzuciły się do walki o nowe formatowanie mózgów Polaków. I to się,  po części, udaje. Młodzi  już mają zaszczepiony zafałszowany obraz powojennej historii. Bawią się w wojny z ruskimi i ich sługami, biegają w biegach ku czci, tropią Żydów i UB-eków, organizują akademie wyłącznie ku czci wyklętych. Czas II Wojny Światowej i zaraz po niej,  sprowadza się  dzisiaj u młodych ludzi  do wojny  Polaków z ruskimi i walki bohaterskich  wyklętych, ale nie wiadomo o co. A to dopiero początek manipulacji. Machina  pisania historii wg PiS dopiero się rozkręca. Jeszcze przed nami niejedna akcja. Jeszcze nie raz nowa wersja powojennej historii nas  zadziwi.

Czesław Cyrul

P.S. Pamięci zapominanych setek tysięcy poległych żołnierzy I i II Armii WP i tych jeszcze żyjących ten krótki tekst poświęcam.

Idąc w sobotę na wrocławski Plac Solny, gdzie gromadzą się zawsze uczestnicy demonstracji  KOD, spotkałem dwóch  znajomych inteligentów idących z dużą flagą na demonstrację popierającą Lecha. Przedstawiciel klasy robotniczej, chyba lekko „wczorajszy”, zaczął na ich widok klaskać w dłonie i wołać:…Bolek, Bolek.. Stojący za ogrodzeniem pracownicy budowlani zaczęli mu bić brawo. Oto społeczny podział w pigułce: klasa robotnicza uważa Wałęsę za Bolka, solidarnościowa inteligencja za bohatera.  Słuszność takiego podziału potwierdzili uczestnicy demonstracji. Zdecydowane przeważały osoby starsze i nie byli to robotnicy. To były klimaty  inteligenckiej opozycji lat osiemdziesiątych, tyle że ta opozycja znacznie się postarzała.  Broniła  Lecha jakoś bez wewnętrznego żaru, jakby z lekkim zażenowaniem, że ich bohater nie taki całkiem krystaliczny.  Z mównicy także padały hasła które nie zagrzewały tłumu do żywiołowych reakcji. Przedstawiciel młodzieżówki KOD – powstała taka- powiedział, że młodych jest mało  (tak było), bo pojechali na demonstrację do Warszawy. Tam w sobotę  zorganizowano  główny odcinek walki z PiS. Potem ten młody człowiek plótł, trzy po trzy, o ciężkim życiu za komuny, bo słyszał o tym od  starszych. 

Pojawił się także  Piotr R., ten który spalił kukłę Żyda na wrocławskim rynku. To osoba, która chyba wymaga wymiany programu operacyjnego w głowie, choć nie wiadomo, czy i dysk twardy ma w porządku. Coś  bełkotał przez tubę o zdrajcach. Rezonowało mu kilkuset  demonstrantów skandując… Lech Wałęsa, Lech Wałęsa. Uczestników było znacznie miej, niż na drugiej demonstracji, na której też byłem. Rządowa, dawniej publiczna, lokalna TV poinformowała, że było kilkaset osób. Moim zdaniem było przynajmniej 2 tys. Ale pewnie wytyczne komisarzy politycznych były takie, że należy mówić o śladowych ilościach demonstrantów. Więc dziennikarze kłamali. O pracę teraz w tej branży trudno.  

Sam Wałęsa ma swoje miejsce w historii i żaden Jarek mu tego nie odbierze, a ta demonstracja to dalszy ciąg  tasiemcowej wojny na teczki pomiędzy PiS a PO. To nie moja wojna. W 1995 roku wielki Lechu oskarżył Józefa Oleksego o szpiegostwo na rzecz Rosji. Po latach okazało się, ze była to podła  prowokacja Lecha i jego kompanów. Przyznał się do tego, ale po śmierci Oleksego, którego zaszczuł.  Podobno prawda sama się obroni, nawet po śmierci, ale na prawicy prawda jest relatywna, więc  każda, wojująca  strona ma swoją  i jej broni. Jam mam swoją i też jej bronię.

Czesław Cyrul

Walczące  o schedę po Solidarności strony  skleszczyły się w morderczym zwarciu. Zapomniały o powadze Polski, na bok odrzuciły dobro obywateli i spokój w gospodarce.  Przedstawiciele rządu podgrzewają atmosferę. Obrońcom Wałęsy, ostatnio ujawnione dokumenty, wytrąciły oręż z ręki. Coraz cieńszym głosem i coraz bardziej bez przekonania bronią byłego prezydenta. Prezydent gubi się i mataczy w swoich oświadczeniach, a to utrudnia stronnikom jego obronę. Pozostaje im  kłaść nacisk na fakt najważniejszy: Polska przeszła transformację ustrojową  pokojowo i bez ofiar  (pomijając te z lat osiemdziesiątych). Przeciwnicy Wałęsy  są zdecydowani dokonać „ostatecznego rozwiązania” na byłym prezydencie, odarć go z jego zasług, upokorzyć, przedstawić jako kłamcę i donosiciela. To oczywista gra polityczna, która zmienną jest.

 W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych w opozycji obowiązywał sojusz robotników z inteligencją.  Na początku lat dziewięćdziesiątych solidarnościowa inteligencja poparła Mazowieckiego, a Kaczyńscy przytulili się do Wałęsy. Potem Kaczyńscy zaczęli knuć przeciwko ręce, która ich karmiła I stali się  wrogami Wałęsy na śmierć i życie. Inteligencja ponownie stanęła za Wałęsą i przeciwko Kaczyńskim. Oczywiście Kaczyńscy wiedzieli o przeszłości Wałęsy, ale w imię własnych interesów politycznych chwilowo zapomnieli o tym. Teraz Kaczyński ma Wałęsę na widelcu i zrobi wszystko, by zniszczyć jego legendę. Tę wojnę prokaczyńska prawica stawia nawet ponad interesy kraju, którym dzisiaj rządzi.  Jak unurza Wałęsę w błocie, to nic już nie zagrozi jej dominacji. Ale to tylko złudzenie. Wałęsa nawet jako współpracownik dawnych, tajnych  służb, a potem  lider związkowy i prezydent pozostanie postacią wielką. Choć ja nigdy nie byłem jego fanem.

 Jak ocenić w tym wszystkim  postawę czekisty Kiszczaka, który w latach PRL i potem chronił Wałęsę i tym samym przemiany przed rozsypką? W liście przekazanym do IPN, z 1996 roku, prosił, by te smutne dokumenty przekazać  do Archiwum Akt Nowych i upublicznić je dopiero 5 lat po śmierci Wałęsy.  Wtedy IPN-u jeszcze nie było. Kiszczak okazał się być  propaństwowcem i dobro kraju stawiał wyżej od personalnych rozgrywek. Czekista miał klasę, jakiej brakuje  dzisiejszym politykom prawicy. Niestety chytra żona  spaprała plan generała.

Czesław Cyrul

P.S. Prawicowe media propagują urzędowy pogląd o ubogaceniu się komunistycznej nomenklatury. Oto, pokazywana w TV,  PRL-owska willa – klocek Kiszczaka, jednego z najwyższych funkcjonariuszy PRL z sosnową boazerią z listewek na ścianach jako symbol luksusu. Śmiechu warte.

Gdy zdecydowałem się na pójście na 14-godzinny spektakl mickiewiczowskich Dziadów bez skrótów w Teatrze Polskim sądziłem, że posiedzę 2-3 godziny  i ulotnię się, bo sobota oferowała mi jeszcze inne atrakcje. Stało się inaczej. Dotrwałem do końca, do 2.30 w nocy, podobnie jak zdecydowana większość widzów. Im dłużej zagłębiałem się w kolejne części spektaklu, tym bardziej  chciałem w teatrze  pozostać. Dodatkowo dopingowała mnie do wytrwałości  obecność, kilka krzeseł dalej, Olgi Tokarczuk. Jak ona wytrzyma do końca, to i ja muszę – postanowiłem.  Na teatralne misterium widownia reagowała żywo i z humorem. Fragmenty nawiązujące do polityki i polityków – a tych w Dziadach nie brakuje – były w lot chwytane i nagradzane oklaskami. Analogii do Dziadów Dejmka  z 67 roku nie doszukiwałbym się, ale te reakcje dowodzą, że Mickiewicz ciągle potrafi wywołać  polityczne emocje uczestników. 

Na widowni zasiadali ludzie przede wszystkim młodzi i z pewnością nie ich konserwatywna reprezentacja. Można powiedzieć:  ich wykształcona, postępowa i otwarta na świat elita. To nie byli słuchacze radia Maryja, czytelnicy prawicowych gazet i piszący na hejterskich portalach. Dla konserwatywnej prawicy Teatr Polski we Wrocławiu to jaskinia rozpusty i upadku obyczajów. Nawet jak po raz pierwszy w kraju, w całości wystawiono tu narodową świętość (a za upowszechnianiem tradycyjnej polskiej klasyki obecna władza tak  optuje!), to noga ich w tym przybytku nie postała. Zresztą, polityków i władz  wszelkiej maści na spektaklu nie było. Może spektakl był za długi, może za trudny, może za kłopotliwy.

Może tym samym prawicowe władze dawały sygnał, że teatr Mieszkowskiego nie jest z ich bajki. Z mojej bajki na pewno jest. A fakt, że pozytywnie pisze i mówi o nim cały kraj, dobitnie świadczy o jego dorobku i roli. Najbliższa przyszłość pokaże, czy władzy ten teatr odpowiada, czy przeszkadza. Decyzje kadrowe co do dalszej przyszłości dyrektora Mieszkowskiego pokażą, czy władza wybierze drogę paralelną do zdjęcia ze sceny Dziadów w Warszawie w 67 roku, czy też da teatrowi zielone światło  na kolejne lata. Porównanie trochę karkołomne, ale dożyliśmy czasów kiedy sztuka, według PiS,  ma służyć określonym celom. Tak było też i  wtedy, kiedy zdejmowano Dziady ze sceny, a Dejmka z dyrektorowania Teatrowi Narodowemu

Czesław Cyrul

PiS nie folguje w urabianiu historii na swoją modłę. Nie chodzi tutaj o prawdę, ale o takie jej uformowanie, by służyła ona (historia) celom politycznym partii i rożne grupy jej zwolenników miały z tego coś, ku pokrzepieniu serc, dla siebie. Ponieważ PiS celuje swoim programem w elektorat konserwatywny oraz adresuje go do ludzi młodych, to prawda historyczna powinna być nieskomplikowana i trafiająca łatwo do świadomości tej grupy obywateli. Z racji uproszczenia nie powinna ona sięgać zbyt daleko, w minione wieki, a skupiać się na XX wieku i czasach współczesnych. Ostatnio pan prezydent zapowiedział dynamiczne prace nad polityką historyczną, a projekt ustawy odzierającej z resztek historii, niezgodnej z wizją PIS-u, nasze ulice jest tego przykładem.
Zatem: katechizm historyczny PiS-u dla ludu miast i wsi zaczynał się będzie od cudu nad Wisłą w 1920 roku.
Będzie także dużo o dorobku ideowym Dmowskiego, by narodowcy byli zadowoleni.
Będzie o 1 września 1939, ale nacisk zostanie położony na 17 września.
Powstanie warszawskie będzie wielkim zwycięstwem Narodu Polskiego nad Niemcami i Rosjanami, choć bez sensu zginęło wtedy ponad 200 tyś warszawskich cywilów, a miasto legło w gruzach.
Rosjanie i ich sojusznicze, zruszone wojska polskie, nie wyzwoliły Polski, ale wzięły ją w wieloletnią niewolę.
Zakończenie II Wojny Światowej będzie ukazywane jako początek wielkiego zniewolenia i czarnej dziury w naszej historii.
Nobilitowani żołnierze wykleci, to główni bohaterowie młodego pokolenia. Co prawda wielu z nich było także bandytami i gwałcicielami kobiet (wide Kuraś), a także zwykłymi mordercami (Bury) niewinnych ludzi. Sami też byli zabijani i mordowani. Jednak służyli słusznej sprawie więc teraz powinni być półbogami dla stadionowej młodzieży. Ku ich pamięci organizowane będą rekonstrukcje wydarzeń historycznych, w których dorośli ludzie będą się bawić w wojnę.
W historii Solidarności grupa prokaczyńska będzie najważniejszą , bo to ona wygrała wojnę z komuną. Grupa prowałesowska będzie stała tam gdzie ZOMO. Rozmowy okrągłostołowe były II Targowicą. W Smoleńsku został zamordowany przez Rosjan prezydent Kaczyński przy współpracy zdrajców z III RP.
Resztki historii w postaci cmentarzy wojennych powoli będą ulęgać degradacji materialnej i zapomnieniu. Wybiórcze nauczanie historii spowoduje pustkę w głowach młodego pokolenia i o to właśnie chodzi. A wiersze Brzechwy będziemy czytać dzieciom wieczorami i po kryjomu. O ile zachowają się dawne ich wydania. Bo co z tego, że wielkim poetą był. Zdarzyło mu się napisać niesłuszny wiersz, a takich parszywców historia wg PiS skazuje na niebyt.
Czesław Cyrul

Propagitka
Od niedawna, aby być lepiej poinformowanym, należy koniecznie oglądać lub słuchać kilku stacji TV i radiowych oraz czytać różne gazety. Jeszcze do niedawna dzienniki telewizji publicznej i komercyjnych w przekazywanych treściach niewiele się różniły. Choć oczywiście różnice były. Należy z tego wyłączyć TV Trwam i TV Republikę, bo to stacje z innej bajki. Teraz trzeba koniecznie słuchać  rożnych stacji. Oto np. w poniedziałek (8 bm.) w publicznej TV, którą dawno, dawno temu nazywano reżimową i pewnie teraz ten przydomek do niej powróci, sprawozdawcy wpadli w święte oburzenie. W Niemczech na kończących karnawał paradach pokazano Polskę pod butem Kaczyńskiego. Z relacji wynikało jasno, że Niemcy nabijają się z Polski, a komediant Pietrzak nazwał to propagandą gebelsowską. Też i mnie ta informacja podburzyła. Jednak w relacji i w innej stacji pokazano, że Niemcy kpią w podobny sposób ze swojej pani kanclerz, dokładają Francuzom, Grekom i Amerykanom, itd. Polska i Kaczyński byli jednym z wielu obiektów złośliwej kpiny. Ten fakt w reżimowej TV pominięto. Reżimowa TV zrobiła z tego propagitkę. Cały świat powinien wystosować noty protestacyjne do organizatorów karnawału. Takich przekazów, oszczędnie gospodarujących prawdą, w publicznej TV jest coraz więcej. Dlatego reżimową (dawniej publiczną) TV trzeba oglądać z dystansem, a rzetelniejszych informacji szukać gdzie indziej. Do niedawna publiczne media uchodziły za najbardziej obiektywne, teraz za najbardziej nieobiektywne, czyli, rozumując umysłem wspomnianego komedianta, gebelsowskie. Dotyczy to oczywiście głównie redakcji dzienników i audycji politycznych. Programów dziecięcych jeszcze nie. Ja nie uznaję publicznej TV za gebelskowską, ale Pietrzak sam wywołał temat. Starzeje się gość i traci węch polityczny.
Czesław Cyrul

Magma

Kategorie: Bez kategorii

Po wyborach jedna partia umacnia sukces inne przegrupowują siły, by ponownie zaatakować przeciwnika. PiS konsumuje zwycięstwo i celebruje swojego wodza. Prawicowe media obdarzają go licznymi tytułami. Dworska TVP przerywa programy by pokazywać wodza. Jawi się on jako skrzyżowanie Piłsudskiego i Dmowskiego razem. Może być wkrótce okrzyknięty kimś jeszcze większym niż naczelnik państwa. Czy to już czysty kult jednostki, czy dopiero etap wstępny? W PiS nastał także czas spłacenia rachunków za poparcie w wyborach. Oczywiście za pieniądze nas wszystkich. PiS-owi udało się wmówić wyborcom, że zabierając im ich własne pieniądze i nie pomnażając ich, zrobi wszystkim lepiej. To oczywisty absurd, ale wielu w to uwierzyło. Właśnie zabieranie na wszystkie sposoby się zaczęło, a starczy tylko 500 złotych na drugie dziecko. Darmowe leki dla emerytów, szybsze emerytury itp. odchodzą w nieokreśloną przyszłość.

PO ma nowego przewodniczącego i zacznie się porządkowanie struktur. Nie należy skreślać tej partii. Jest zbyt duża i silna, choćby w samorządach, by poszła w rozsypkę. Jakieś tam drobne odejścia do Nowoczesnej wkrótce się skończą. Nowoczesna sama nie wie co zrobić ze swoją nowoczesnością i zaczynają się wewnętrzne przepychanki. Jak w partii brakuje ideowego spoiwa i odniesie ona niespodziewany sukces to zawsze – wcześniej czy później- do wewnętrznych walk dochodzi. I doszło.

PSL, po raz któryś z rzędu, postanowił poszukać elektoratu w miastach. Jego wiejscy wyborcy zostali podkupieni przez PiS. Próby zagnieżdżenia się zielonych w mieście na pewno się nie powiodą, ale jak ludowcy chcą ponownie tracić bezowocnie siły, to nikt im tego nie zabroni.

Kukiz stoi ze swoją grupką sejmową w rozkroku. Na razie służy mu to, bo notowania utrzymają się na stałym poziomie, a sam lider nie ma zahamowań, by powiedzieć kilka słów prawdy Nowej Przewodniej Sile (NPW). W jego ustach brzmi to, o dziwo, dość wiarygodnie.

W SLD, po zmianie lidera, nastrój apatii przeszedł w oczekiwanie, że coś się zmieni na lepsze. Członkowie SLD, to ludzie o niesłabnącej od lat nadziei na lepsze jutro. Na razie grupki młodych stwierdziły, że z Czarzastym im nie po drodze i postanowiły poszukać drogi , której sami jeszcze nie znają. W notowaniach poparcia lewicy nadal często notowana jest ZL (Zjednoczona Lewica) twór, który zakończył swój żywot po wyborczym laniu. Nic dziwnego, że w sondażach ma notowania w granicach statystycznego błędu.

W partii Razem bez zmian. Nadal działa osobno i atakuje każdego, kto się nawinie.

KOD, jak wcześniej zapowiadałem, także stanął w rozkroku. Nie jest w stanie ukrywać swojej polityczności pod dziurawym płaszczykiem apolityczności. To nawet na krótką metę się nie da. Dlatego KOD albo się zwinie, albo stanie się jakimś politycznym ruchem, albo czymś w rodzaju dawnego Frontu Jedności Narodu wiadomo przeciwko komu. Ale wtedy na pewno dojdzie do walki o wpływy w KOD i ze wspólnego frontu wyjdą nici.

Czesław Cyrul