Miesięczne archiwum: Marzec 2016

Po skandalicznych burdach kiboli „Śląska Wrocław” na Stadionie Miejskim Policja zwróciła się do wojewody Hreniaka, by ten, na dwa spotkania, zabronił wstępu publiczności na stadion, czyli  przede wszystkim kibolom.  Kibole przed skandalicznym meczem przygotowali tzw. oprawę patriotyczną: rozwinęli duże banery sławiące Żołnierzy Wyklętych. Potem, jak rozumiem pod patronatem wyklętych, zaczęły  się bluzgi, odpalanie  i rzucanie na boisko rac. Finałem było szarpanie zawodników i zaobieranie im koszulek. Na deser kibole, wraz ze swoimi kolegami, kibolami z Lubinia, dokonali demolki tego do było pod ręką. Kibole z Wrocławia prowadzą wojnę z kolegami po fachu z Lubinia, ale jedni i drudzy są wyznawcami kultu Wyklętych: jedna wiara, a wrogowie śmiertelni. Dlatego  na stadionie, sadzani są zawsze osobno.  Jednak wojewoda Hreniak, reprezentujący interesy PiS, nie zdecydował się na pogonienie kiboli ze stadionu. Dlaczego? To proste. Kibole są nieoficjalnym zbrojnym ramieniem tej partii. Na Jasnej Górze błogosławią im duchowni. Z kościołach żaden ksiądz nie potępi kibolskich ekscesów. Jakże by zatem wojewodą mógłby wystąpić przeciwko „swoim bandziorom”. Oni podobno przeprosili za zachowanie, ale taka sytuacja trwa od lat i nie idzie ku lepszemu. Tylko widzów na stadionie coraz mniej, drużyna gra coraz gorzej. Ale kiboli to nie interesuje.   Śląsk może grać nawet w III lidze. Ich interesuje bandytka pod patronatem wyklętych, nie sport.

Czesław Cyrul

Dolnośląski Urząd Marszałkowski chce ogłosić konkurs na stanowisko dyrektora Teatru Polskiego. Aktualnie dyrektorem jest Krzysztof Mieszkowski, człowiek raczej o lewicowych przekonaniach i aby było ciekawiej, poseł raczej nie lewicowej Nowoczesnej. Dlaczego nie poseł  którejś lewicowej partii, to zupełnie osobne zagadnienie. Urzędnicy mają od lat kłopot z Mieszkowskim, bo ten nadużywa ich zaufania i wydaje więcej pieniędzy z budżetu województwa,  niż powinien, zarzucając  urzędnikom  zarazem, że skąpią  grosza na sztukę. Sztuki wystawiane w teatrze nie podobają się prawicy i dlatego prawica do teatru  nie chodzi. Zresztą, nie wyobrażam  sobie tam kiboli, albo przedstawicielek Radia Maryja.  Mogliby pobić aktorów, a na scenie zawiesić krzyż i jakiś, jedynie słuszny baner.

Co innego normalni  obywatele, oni – na złość prawicy-  zapełniają widownię teatru i tym samym głosują za Mieszkowskim. Przed laty,  we Wrocławiu,  mieliśmy  Grotowskiego czy Tomaszewskiego, teraz  Teatr Polski  zajmuje  ich, poczesne miejsce, w areopagu krajowych i zagranicznych teatrów. Ale Mieszkowski jest solą w oku prawicowych polityków. Teatr jest też współfinansowany przez Ministerstwo Kultury, a – jak dojdzie do konkursu- to minister Gliński zrobi wszystko, by pozbyć się Mieszkowskiego. Tutaj nie idzie tylko o dyrektorowanie. Nie ma w Polsce znanych  twórców: aktorów, reżyserów, animatorów sztuki czy  pisarzy, którzy by czerpali natchnienie z  ducha zaściankowej i konserwatywnej prawicy. I tę prawicę to bardzo boli. Tacy reżyserzy jak Klata, czy Lupa, pisarka Tokarczuk i naprawdę wiele innych świetlanych postaci naszej kultury ma serce po lewej stronie i tworzy w duchu tych wartości. Do PiS przyznaje się nieliczna grupka aktorów, ale mniej znanych, a ich lider Jerzy Zelnik okazał się współpracownikiem służb: co za wstyd dla brzydzącej się PRL-em prawicy.

 W samym teatrze Mieszkowski jest niekoniecznie przez wszystkich lubiany, ale widzów to specjalnie nie interesuje, oni przychodzą oglądać sztuki, za scenę nie zaglądają.

Finał  przepychanki będzie następujący: jak odejdzie Mieszkowski teatr będzie potrzebował lat, by odzyskać dzisiejszy  blask, a może stać się jedynie prowincjonalną sceną. Jak Mieszkowski zostanie nadal, będziemy słyszeć wiele o teatrze i jego przedstawieniach. Ale jeżeli zostanie, to na jakich warunkach?  Bo sam Mieszkowski  aniołem nie jest, ale powtarzam widzowie głosują nogami. Ja jestem za pełną widownią i kłopotami finansowymi teatru, a nie  za pustą widownią i spokojnymi o kasę urzędnikami. Podejrzewam, że wariantu pośredniego nie ma. Co wybiorą urzędnicy i prawicowi politycy?  Błogi spokój własny, czy poklask  publiczności?  Wkrótce się okaże.

Czesław Cyrul

Aktor Jerzy Zelnik ma problem. Znaleziono w IPN  jego teczkę o współpracy ze służbami PRL. Jeszcze nie wiadomo jaka jest jej zawartość, ale wiadomo że jest (teczka).  Aktor od lat popiera PiS i nic w tym dziwnego, że ma takie, a nie inne poglądy i trwa w nich od lat. Zdecydowana większość aktorów popierała prezydenta Komorowskiego i grzała się w liberalnym cieple PO.  Tymczasem wyborcy pokazali  prezydentowi Komarowskiemu i PO środkowy palec, a elity zostały z ręką w nocniku. Z racji skromnego poparcia PiS-u w środowiskach artystycznych Jerzy Zelnik był w tej partii osobą szanowaną i nobilitowaną. Nie wiadomo jednak czy nadal będzie.  Swego czasu dał się podpuścić i podpowiedział kogo z aktorów i skąd  należy zwolnić. Potem mydlił oczy opinii gryzącym mydłem, że  nie to miał na myśli. Aktor jednak nie zdecydował się na start w jakichkolwiek wyborach (przynajmniej sobie nie przypominam), a jako osoba znana byłby ozdobą wyborczych list PiS. Teraz już wiadomo dlaczego. By wystartować w wyborach trzeba wystąpić do IPN o zaświadczenie, czy było się, lub nie, pracownikiem lub współpracownikiem tajnych służb. Jerzy Zelnik miał do takiego wystąpienia, do IPN, niechęć i chyba już wiadomo dlaczego.

Czesław Cyrul.

W prezydenckiej limuzynie, na autostradzie pękła i rozpadła się opona. Auto wylądowało na poboczu. Cała Polska widziała jak pierwszy samochód RP wciągany  był na zwykłą lawetę.  To  wstyd dla głowy państwa i jego służb.  Biuro Ochrony Rządu będzie badać, czy ktoś w tym nie maczał palców.  Osobiście dopatrywałbym się w tym palca bożego. Pan prezydent, to osoba bardzo wierząca i epatująca tą wiarą gdzie się da, choć wiara powinna być prywatną sprawą każdego obywatela.  Wiele  posunięć prezydenta,  jak i całego PiS, niekoniecznie musi się Najwyższemu podobać. I z niebios wysłano  sygnał do pana Prezydenta i całej rządzącej ekipy. Ostrzeżenie  mogło dotyczyć  manipulacji przy TK, zadymy w mediach,  zrobienia z dnia Żołnierzy Wyklętych  propagandowej hucpy w mediach. I tak  można by jeszcze  wyliczać, do czego Opatrzność ma jeszcze zastrzeżenia, a jest sporo decyzji podejmowanych niekoniecznie zgodnie z duchem prawdy.

Dlatego ten incydent można odczytać jako ostrzeżenie: prezydencie Andrzeju,  nie idź tą drogą. Bardzo wierzący pan Prezydent powinien to ostrzeżenie wziąć pod uwagę.  W razie braku refleksji kolejnym znakiem może być pęknięcie dwóch opon. Osobiście jednak nie wierzę, że pan Prezydent będzie tak rozumował.  Dla niego najważniejszym rozkazodawcą jest sam najwyższy pan prezes. A z prezesem lepiej nie zadzierać i tej drogi pan Prezydent będzie się trzymał.

Czesław Cyrul

     PiS po objęciu władzy ułatwiło sobie  obsadzanie stawisk w administracji i spółkach skarbu państwa lub z jego udziałem. Dawniej  trzymano się zasady, by te osoby wyłaniane były w drodze postępowań konkursowych. Było w tym dużo fikcji. Nie znam przypadku, aby na znaczące i dobrze płatnie stanowisko rządząca PO czy PSL, za sprawą komisji konkursowych, przyjęły na dyrektora, np. jakiegoś wydziału,  przedstawiciela PiS.  Taka możliwość hipotetycznie istniała, ale  zawsze konkursy wygrywali i stołki obsadzali ludzie z PO i PSL. Zdaniem przedstawicieli partii niedawno rządzących, te wygrane to były zawsze  wyłączenie zbiegi okoliczności, albo też wybrani byli po prostu zdecydowanie najlepsi.  Nikt też do takich konkursów z PiS się nie pchał, bo po co. Prawdą też jest, że do PO garnęli się ludzie w miarę wykształceni,  a więc wybierać było z kogo. Jest normą, że do rządzącej partii garną się ludzie wszelkiej maści i często bez określonych poglądów, a kiedy partia przegra wybory,  masowo z niej uciekają niczym szczury z tonącego okrętu. Oczywiście  było wiele przypadków, że konkursy wygrywali ludzie bez koneksji, ale dotyczyło do stanowisk wykonawczych i mniej płatnych.

    PO wytrenowała też sporo chytrych myków, które pozwalały uciążliwe konkursy omijać. Oto kilka przykładów. Kiedy w regionie dolnośląskim Jacek Protasiewicz pokonał Schetynę, to sekretarz Urzędu Marszałkowskiego  (człowiek Schetyny) musiał odejść. Urlopował się z tego stołka i przeniósł na inny, ale też dobrze płatny. Jego miejsce zajęła osoba, która pełniła tę funkcję bez konkursu,   na czas urlopowania byłego sekretarza i mogło to trwać latami. Kiedy sytuacja się odmieniła i Schetyna został liderem partii, były sekretarz wrócił z urlopowania i jest sekretarzem  ponownie, a poprzednik odszedł, ale pewnie krzywda mu się nie stanie. To jeden z popularnych przykładów omijania konkursów. Mogę podać kilka innych, podobnych, ale nie rzecz w czepianiu się tylko w pokazaniu, że każda  ze stron ma tutaj sporo na sumieniu i nie ma czystych rąk.

     PiS postanowił zlikwidować tę hipotetyczną możliwość, że w drodze postępowania konkursowego w urzędzie znajdzie się np. przedstawiciel PO czy SLD. Zlikwidowano  konkursy i PiS, po partyjnym uważaniu, rozdaje stanowiska i stawia swoich ludzi na odpowiedzialne stanowiska  frontu gospodarczego i ideowego. Jest to w pewnym sensie uczciwe. PiS bierze pełną odpowiedzialność za kadry i w każdej chwili taka osoba może być odwołana i zastąpiona inną. Z tym zastępowaniem mogą być kłopoty. PiS nie ma dobrych kadr do zarządzania gospodarką. Konserwatyzm w poglądach członków tej partii i partyjne poddaństwo nie sprzyjają podejmowaniu innowacyjnych  oraz śmiałych decyzji, nie sprzyjają otwarciu na świat i zainteresowaniu nowościami. Nie promują samodzielności.  Nie da się iść do przodu grzebiąc się ciągle w  przeszłości, wszędzie węszyć spiski. Co prawda na PiS głosowała duża część młodzieży, ale gdybym miał ją oceniać wedle marszów niepodległościowych i ku czci oraz zachowań stadionowych, to nie ma tam zbyt wielu przedstawicieli ze zdolnościami kreacyjnymi i zarządczymi. Takie  grupy młodych raczej lubią  jak wódz  wydaje im rozkazy. Będą zatem kłopoty kadrowe , a to wkrótce odbije się na poziomie administrowania i zarządzania krajem. Zresztą, już są.

 Czesław Cyrul