Miesięczne archiwum: Kwiecień 2016

Zagotowało się we mnie, kiedy przeczytałem w „Gazecie Wrocławskiej” tekst pana Juliusza Woźnego na temat wyganiania milionów ludzi na ulice przez władze PRL w dniu 1 Maja. Współcześni interpretatorzy tamtych czasów obowiązkowo muszą  je przedstawić wyłącznie w czarnych barwach. Taką drogę im wyznaczono i tego się trzymają. Pan Juliusz pisze, że udział w pochodzie był obowiązkowy. Bzdura. Metody lokalnego przymuszania i perswazji oczywiście były i dzisiaj też są,  ale pisanie o masowej i powszechnej obowiązkowości jest nieporozumieniem. Osobiście, kiedy studiowałem, olewałem pochody i jechałem w majowe  święto do rodzinnego domu. Nikt mnie za to ze studiów nie wyrzucił. W latach osiemdziesiątych chodziłem na pochody w własnej woli, a władza wtedy słabła i już niczego raczej wymuszać nie mogła. Nie wyobrażam sobie zaganiania na pochód ponad 10 milionów ludzi, gdyż około tyle  brało udział w krajowych pochodach za czasów PRL.  Aż tyle i tylko tyle, bo w takim razie gdzie było pozostałe ponad 20 milionów. Po prostu pochody ich nie interesowały. Autorzy powierzchownych opracowań nie mogą zrozumieć, albo udają że nie rozumieją, iż była olbrzymia grupa ludzi, dla której pochód był ówczesną majówką. Wtedy różnego typu  masowych imprez  prawie nie było.  Ludzie chcieli spotykać się, pokazać, i zjeść kiełbasę. Choć  z tymi kiełbasami i atrakcyjnymi towarami po pochodzie, to też duża przesada. Nigdy ich nie było w wystarczającej ilości.   Wciskanie opinii, że miliony obywateli zaganiano batem do pochodów majowych jest  nieuczciwe.  Aż takich możliwości władza nie miała, choć oczywiście metody różnej perswazji były.

W swoim tekście autor nawet sugeruje, że powojenne pochody 1-majowe we Wrocławiu były kontynuacją nazistowskich pochodów sprzed wojny, co może sugerować jakieś związki hitlerowców z władzami PRL. No tu autor posunął się stanowczo za daleko.

 Po 90 roku, kiedy rozpadł się PRL, pochody stały się  passe. Robotnicy oczekiwali dobrej zmiany, ale kapitalizm pokazał  im  ich miejsce, jakiego się nie  spodziewali. Za PRL pozycja materialna klasy robotniczej była niepomierne wyższa w społeczeństwie (oczywiście porównując  to do tamtejszej sytuacji ekonomicznej) od tego, co władza i kapitaliści zafundowali robotnikom dzisiaj. Dzisiaj  klasa robotnicza  została rozgoniona przez kapitalizm i na pochody  nie ma kto chodzić .  

Obecnie  związki zawodowe, chcąc  zwołać kilkadziesiąt tysięcy ludzi  za manifestację w Warszawie, organizują darmowe autokary z całego kraju i aprowizację do nich, a  także perswadują,  by koniecznie jechać. Z reguły jadą zawodowi związkowcy i za wyjazd mają nawet  płacone  diety. Ale chętnych za wielu nie ma. Czy jest w tym jakaś analogia do czasów PRL?  Raczej nie. Ustrój, czasy i ludzie się zmieniają. Nie zawsze na lepsze.

Czesław Cyrul

P.S.

2 Maja jest Dzień Flagi.  Ze swojego mieszkania na Kozanowie mam ogląd na kilkaset balkonów. Co roku  zawisa na nich tylko kilkanaście flag. Wypada powiesić, ale się nie wiesza. Władza dwoi się i troi, by zachęcić do wieszania, ale obywatele nie wieszają.  Czy za 50 lat pojawi się jakiś domorosły historyk i będzie to niewieszanie  opisywać jako powszechny opór przeciwko władzy?

Ponownie wybuchł spór, czy przepuścić przez nasz kraj rosyjskich motocyklistów zwanych Nocnymi Wilkami. Prezydent Putin jest ich przyjacielem, a oni kultywują i noszą w sobie wielkorosyjskie tradycje.  Na zewnątrz ducha  Wielkorusów nie widać,  ale jak chwalą zajęcie Krymu, to już wiadomo z kim mamy do czynienia.    Zewnętrznie Nocne Wilki przypominają gang amerykański. Skórzane ubiory,  ciężkie buty, czarne kolory. Tylko  doczepione emblematy różnią ich od amerykańskich czcicieli harley – davidsonów.

Nocne Wilki  kultywując  wielkoruskie i mocarstwowe tradycje posiłkują się  zachodnią (umownie) modą i technologią. Dosiadają japońskich hond, suzuki, czy kawasaki. Nie brakuje tam  niemieckich motocykli  BMW i amerykańskich herlejów. Przewija się też czasami włoskie Ducati.  Raz udało mi się dostrzec archaiczny motocykl  K-750 z wózkiem bocznym. To produkt rosyjski, ale wzorowany jeszcze na przedwojennej konstrukcji niemieckiej BMW R 71. W Związku Radzieckim i potem Rosji był on tylko modernizowany. Dziś jest motocyklem z  minionej epoki. Nie widziałem w korowodzie  żadnego motocykla Iż – Planeta. To także archaiczna, rosyjska konstrukcja wzorowana na niemieckich motocyklach DKW. Rosjanie produkują rakiety kosmiczne, ale do motocykli i samochodów nie mieli serca. Dlatego Nocne Wilki wiozą swoje rosyjskie dusze na zachodnich konstrukcjach  dowodząc tym samym, że bez nowoczesnych, zachodnich technologii nie są w stanie nigdzie dojechać i niczego propagować.  W ostateczności mogą użyć czołgów w dużej ilości, ale  dość przestarzałych.

Nasi narodowcy, demonstrując w Białymstoku  scenariusz zapożyczyli z hitlerowskich parad. Ale w tym przypadku jest  inna, groźna  zbieżność. Oni myślą podobnie jak tamci sprzed wojny. Rosjanie, co prawda korzystają z zachodnich technologii, ale myślą typowo po wielkorusku.

Czesław Cyrul

P.S. Osobiście nic nie mam przeciwko wpuszczeniu Nocnych Wilków do naszego kraju.

 

Powstał kolejny klub radych w Sejmiku Dolnośląskim. Celowo nie wymieniam jego nazwy, bo wkrótce może się ona zmienić. Zresztą interesuje ona (nazwa) naprawdę niewielki odsetek obywateli. W skład klubu weszli byli radni klubu PO, PSL, bezpartyjnych samorządowców i SLD. SLD wcześniej nie miał swojego klubu. Tylko radnych PiS-u tam jeszcze nie ma.

Miesiąc temu powstał także zupełnie nowy klub z marszałkiem województwa na czele, a w jego skład weszli inni, byli radni PO. Nawet nie liczę ilości tych transferów, ale na pewno ponad połowa radnych sejmiku zmieniła barwy klubowe i partyjne. Wszystko to jest szumnie podyktowane szeroko pojętym interesem województwa, choć wiadomo, że nie  idzie tu nawet  o interes partyjny, ale o utrzymanie się przy władzy lub załapanie się do niej.

I tak jest od lat. Wyborcy głosują na kandydatów tych, czy innych partii, a potem ich wybrańcy zapominają o programach wyborczych, o obietnicach i zwyklej przyzwoitości. Zakładają grupy własnych interesów cynicznie podpierając się przy tym interesem województwa.

Posłużę się przykładem: Radna klubu PSL występuje z klubu y, bo jest pewnie straszona przez ludzi z klubu PiS, że mogą ją wyrzucić z pracy z firmy, którą zarządza aktualnie PiS.

By zachować władzę trzeba co chwila przeorganizować szeregi, przegrupować siły. Polityka, to zawsze gra interesów, tyle że coraz częściej jest to gra grup o własne interesy. Te grupy, podszywając się pod partyjne szyldy,  opowiadały wyborcom jedno, a potem robią zupełnie co innego. Wyborcy są w tej grze jedynie narzędziem. Nic dziwnego, że przez brak przywiązania i szacunku do macierzystych partii i tym bardziej programów politycy skutecznie zniechęcają wyborców do siebie. W efekcie ponad połowa wyborców nie chodzi do wyborów, ale zdaje mi się, że politykom właśnie o to chodzi.

Czesław Cyrul

Rozdygotani członkowie PO z Dolnego Śląska spotkali się w luksusowym hotelu Topacz, należącym do jednego z liderów Nowoczesnej.  To signum temporis. W hotelu obecny był duch Nowoczesnej, ale członków PO wcale nie straszył. Pewnie tworzył życzliwą aurę dla kolejnych, potencjalnych uchodźców z PO. Swego czasu napisałem, bez złośliwości, że Nowoczesna, to klon PO. Poglądy mają bardzo podobne, tylko znaleźli się w innych korporacjach politycznych. Teraz można powiedzieć, że młodszy klon pożera PO i powstanie partia NPO (Nowoczesna Platforma Obywatelska). Do tej  samej grupy politycznej zaliczyłbym także  radnych miejskich i sejmikowych z klubu prezydenta Dutkiewicza. I jego samego.  Te grupy walczą o  wpływy, ale nie ma tam żadnych,  poważnych sporów programowych.  Jedyną osobą, z tej wymieszanej grupy, która potrafiła  czytelnie wskazać, to co się jej w polityce prezydenta Dutkiewicza nie podoba, jest  były prezydent Wrocławia  europoseł Zdrojewski.

Kiedy PO utraciła władzę w regionie zaczęły się roszady. Są rozwody i nowe małżeństwa  partyjne, ale nie ma zdrad  programowych, więc rewolucji w regionie nie będzie. Mało czytelna i  nakładająca się na siebie narracja polityczna   tych  ugrupowań powoduje spodek poparcia społecznego. Tego poparcia na razie nie brakuje PiS-owi, które przez lata opowiadało swoje legendy i przekonało do nich wyborców, a teraz, rządząc,  stara się mieć je na uwadze. Sporą ich część PiS wrzuciło  do szuflad, w kampanii także  nic nie mówiono o Trybunale, ale generalnie z obranego kursu, partia nie zbacza.

Swojej tożsamości poszukuje SLD. Partia od dziesięciu lat jest w opozycji, ale struktury trwają. Struktury PO zaraz po przegranych wyborach zaczęły się sypać. To świadczy o przywiązaniu w SLD do pewnych idei, a nie tylko tęsknotę za władzą.

Walki wewnętrzne w dużych partiach dotyczą głównie wpływów na władzę  państwową  czy samorządową. W małych kanapach  toczą się boje o pryncypia,  i oczywiście  wpływy także. Spór o pryncypia wywołuje  walki personalne. Ale np. w licznych, byłych  partiach Korwina – Mikke jego pryncypia, brane z księżyca, chwilowo zamraczały niedouczonych studentów. Potem rzeczywistość naprowadza młodych na właściwe tory, a Korwin poszukiwał kolejnych naiwnych i księżycowa idea ma się dobrze.  Walki ideowe toczą się także u narodowców. Tam też walczą o ideały, ale dość specyficzne. Ostatni marsz narodowców w Białymstoku, scenariuszem tożsamy z marszami z Monachium i okolic, trochę dał obywatelom do myślenia. Nawet spolegliwy i przyjazny narodowcom kościół niechętnie oświadczył, że coś z tym marszem było nie tak.

W wielu innych, małych partiach, niezdolnych do samodzielnego życia w kampaniach wyborczych walki personalne są nawet bardziej zażarte niż w dużych ugrupowaniach,  ale nikt ich nie dostrzega. Tak, jak nie widać pożerających się nawzajem owadów czy bakterii.

Czesław Cyrul

Prawicowe i do niedawna publiczne media, podniosły larum, że eksminister Graś i nieżyjący już biznesmen Kulczyk debatowali nad naczelnym redaktorem  „Faktu”,  który to „dawał do pieca” rządzącej Platformie. Podniesiony rejwach, to  przykrywka tego, co wyczynia PiS  z publiczną TV i Radiem. Te media zawsze były w strefie wpływów władzy, ale  były one  (wpływy) na tyle wyważone, że obywatele zawsze uznawali publiczne media za zdecydowanie bardziej obiektywne od prywatnych.

Teraz jest zupełnie inaczej. Takiej czystki w mediach publicznych nie było od wprowadzenia stanu wojennego w 81 roku. Można powiedzieć, że PiS zafundował tym mediom mini stan wojenny.  Czystka była po to, by z mediów publicznych uczynić tzw. media narodowe. Będą one jednoosobowymi spółkami  Skarbu Państwa. W takich mediach Minister Skarbu może  jednym podpisem pozbawić dyrektora  złudnej władzy i pracy za jednym zamachem. Narodowa Rada Mediów i Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, według nowej ustawy medialnej,  będą ciałami ozdobnymi.  Jakie więc  narodowe media? Po prostu rządowe i PiS-owskie.   

PiS  twierdzi, że rządzi w imieniu suwerena, czyli narodu. Ale na PiS głosowało 18% dorosłych obywateli. Więc podpieranie się całym narodem,  to duże nadużycie. Nazywanie mediów, prowadzonych  na pasku  PiS-u, narodowymi też brzmi pokracznie. Na oczach wszystkich obywateli PiS dokonał zamachu na publiczne media,  a  służący rządowi dziennikarze ten zamach  przykrywają rozmową  dwóch panów na temat  naczelnego „Faktu”. Rozmowa odbyła się kilka lat temu.   PiS dokonał  rzezi   w mediach publicznych i za tą rzeźnię każe wszystkim obywatelom  płacić abonament. Byłem i jestem za płaceniem abonamentu, ale na publiczne media, a  nie na partyjną, robioną cepem, propagandę PiS-u.

Czesław Cyrul

Z wrocławskiej PO odeszło 6 radnych miejskich i przeszło do Nowoczesnej.
Z Nowoczesnej, w dowód protestu przeciwko przyjmowaniu spadochroniarzy z PO, odchodzi jeden prominentny członek, ale nie wiadomo jeszcze dokąd.
Wcześniej z PO odchodzi kilku radnych Sejmiku i tworzy nowy klub z bezpartyjnymi samorządowcami, ale z nie wszystkimi.
Z klubu PSL w Sejmiku odchodzi jedna radna. Klub przestaje istnieć. Może dołączyć do niego Marek Dyduch z SLD i klub będzie uratowany, ale już jako zupełnie nowy twór.
Z klubu prezydenta Dutkiewicza odchodzi lub nawet zostaje wyrzucona jedna radna.

Sam prezydent Dutkiewicz przymierza się do kolejnej kadencji w mieście, bo nie ma dokąd odejść.
Bezpartyjni samorządowcy (pokukizowcy) w Sejmiku tworzą nowy klub z uchodźcami z PO oraz radnymi prezydenta Dutkiewicza i przejmują władzę.
Resztki radnych sejmikowych z PO mówią, że poprą nowy klub, by nie dopuścić PiS do władzy. PiS patrzy na to wszystko z boku i tylko czeka okazji, by jeszcze bardziej poróżnić dotychczas rządzących i w tej zawierusze przejąć władzę w Sejmiku.
Posłowie PO: Protasiewicz i Jaros jakby zapadli się pod ziemię.
Z klubu Kukiza pozbyli się posła Morawieckiego, bo bratał się z PiS-em mając na względzie interes syna.
Kukiz powiedział kilku słów prawdy o fobiach narodowców. Narodowcy w ramach retorsji zalecili wyjście 5 swoim członkom z klubu Kukiza. Wyszedł tylko jeden.
Ciąg dalszy transferów na pewno nastąpi.
Czesław Cyrul

Na Kornela Morawickiego patrzyłem z oddali i z odrobiną sympatii.  Postrzegałem go jako dziwaka, który wyłamał się z głównego nurtu Solidarności i choć Solidarność zwyciężyła, to on walczył dalej.  Zgromadził wokół siebie grupkę podobnie myślących jak on: braci w permanentnej walce ze wszystkimi  i ze wszystkim. Ponieważ proponował rozwiązania w polityce nie z tej ziemi, sam zepchnął się na margines polityki.  Próbował zostać prezydentem kraju,  przewracał symboliczny okrągły stół na wizji, tworzył egzotyczne komitety wyborcze z marginalnym poparciem.  I tak, ze swoimi dziwactwami popadał w zapomnienie. Nawet start, z poparciem PiS-u, do Senatu, cztery lata temu i bogata kampania nie wyciągnęły  go z zapomnienia. Ponieważ jego działania polityczne były zupełnie nieskuteczne, w miejsce owej nieskuteczności  powstała  legenda Kornela: niezwyciężonego i niezłomnego rycerza walki z komuną i wszystkim co mu na drodze stanęło.   Morawiecki,  w kręgach ludzi styropianu jest uznawany na nieprzydatnego w realnej polityce  z racji oderwanych od rzeczywistości poglądów. 

Aż w ostatnich wyborach zadziałał  efekt synergii. Kukiz, człowiek o niesprecyzowanych i płynnych poglądach na rzeczywistość, sprzągł się z Morawieckim. Różni wiekiem, ale wspólnie  nieśli z sobą pierwiastek anarchii i nierzeczywistości. Synergia zadziałała.  Pan Kornel zachwycił chwilowo Sejm i dziennikarzy. Wydawało się, że oto pojawił się nowy moralista. Ale jego  wywody były dość płytkie i niespójne. Po występach medialnych  legenda stopniała jak lód na wiosnę. W końcu pozwolenie na zagłosowanie za siebie przez koleżankę posłankę ośmieszyło Kornela, który nic nie widzi w tym zdrożnego.

Ale pan Kornel się nie poddaje, Będzie tworzył nową partię, albo sam jeszcze nie wie co. Coś na pewno będzie. Będzie także stał na czele   stowarzyszenia ścigającego  zbrodniarzy komunistycznych. To w sam raz cos dla niego. Nielegendą jest syn pana Kornela:  Mateusz – wicepremier. Czasami zdradza także symptomy politycznego myślenia w stylu swojego ojca. Nie powinien iść tą drogą. Na szczęście  w sprawach  gospodarczych twardo stąpa po ziemi 

Czesław Cyrul

Wygląda na to, że Kukiz 15 kończy  swój polityczny żywot. Chocholi taniec Kornela Morawieckiego  będzie  zapalnikiem który spowoduje  rozpad tej ni to partii ni to ruchu, ni to nie wiadomo czego. Rozkład Kukiza  potwierdza sprawdzony w naszej polityce model. Każdy ruch, czy partia, założona w pospiechu, bazująca na niezadowoleniu pewnej grupy społecznej, krzykliwie wyrażająca swoją nijakość  i mająca barwnego lidera, potrafi  zdobyć  poklask wyborców.

 Wiele  lat temu Samoobrona wyszła naprzeciw niezadowoleniu rolników, drobnych biznesmenów i tych, którzy z zasady nie lubią władzy. Po spektakularnym sukcesie partia zbudowana bez dobrego fundamentu rozsypała się jak domek z kart. Nawet nie wiadomo, gdzie rozbiegli się jej wyborcy. Po Samoobronie zastąpił paroletni permanentny heppening Ruchu Palikota.  Palikot  także skierował swój przekaz do grupy niezadowolonych, ale zupełnie innej, niż Andrzej Lepper. Też był  to przekaz kolorowy, hałaśliwy i tak szybko zmieniający narrację, że wyborcy  pogubili się zupełnie. Ponownie, partia pozbawiona wewnętrznej spójności i dobrej organizacji, de facto przestała istnieć. Parę osób jeszcze strzeże wygasłego ogniska i zastanawia się jak by tu dać nogę. To tylko kwestia czasu i to nieodległego.

Kukiz, jest w polityce  następcą Palikota. Też był i jest hałaśliwy i kolorowy, jak tanie skarpetki na bazarze. Też podnosi tylko  kilka kwestii politycznych, by znaleźć zrozumie w  grupie niezadowolonych z władzy, ale znowu  innej niż Lepper czy Palikot. Też zgromadził pospolite ruszenie od sasa do lasa. I też to zaczyna się rozsypywać.

 Z takimi sezonowymi partiami jest jak z tanimi skarpetkami kupionymi na bazarze czy w tanim markecie. Wydziałają nieprzyjemną woń jeszcze przed użyciem, ale to wielu poszukiwaczom tandety  nie  przeszkadza. Po paru użyciach skarpetki  wyrzuca się je do kosza. Na własnej skórze (stopach) doświadczyłem, że kupowanie lepszych i trwałych skarpetek okazuje się  w rzeczywistości  znacznie tańsze. Czy głosowanie na stabilne partie to zakup lepszych skarpetek? To też jest ryzykowne, bo z jakością partii politycznych  jest podobnie jak z  jakością skarpetek. Kraj poszedł do przodu, ale partie nie nadążają jakością za postępem.  Te prawicowe idą w swojską parafiańszczyznę i konserwatyzm.  Pewnie po Kukizie, choć nie wiadomo jak długo potrwa agonia, pojawi się jakaś kolejny, tani produkt polityczny, ersatz który  obywatele uznają za atrakcyjny, by szubko zorientować się, że wciśnięto im bubel, jak na pokazach  garnków dla emerytów.   Ale naiwnych  amatorów tanich okazji w polityce nigdy u nas nie zabraknie. Uznajmy to za  normalność.

Czesław Cyrul

Przed czterema laty, kiedy zostałem przewodniczącym SLD we Wrocławiu, zapowiedziałem że będę  przewodniczył wrocławskiej organizacji jedną kadencję. I słowa dotrzymałem. Na Zjeździe Miejskim SLD zaproponowałem na mojego następcę Bartka Ciążyńskiego. Bartek jest młodym prawnikiem i prezentuje nowe pokolenie lewicy. Czas na zmiany i pokazanie nowych twarzy. Choć moim zdaniem nie wiek, ale chęci i nadążanie za współczesnością, a nawet jej wyprzedzanie, decydują o przydatności do życia w polityce, to jednak SLD potrzebuje świeżego spojrzenia.

Wybrana Rada Miejska, to także w większości ludzie młodzi. Cieszę się, że dochowałem się młodszych następców, bo  to w SLD nie jest łatwą sprawą.  Zostałem wybrany członkiem władz miejskich i Dolnośląskich. Będę mógł trochę  z oddali od życia organizacyjnego udzielać się polityczne, na innym poziomie.

Nie składam broni, bo jak głosi limeryk na mój temat : „Na Czesia Cyrula, tylko rewolwerowa kula”. Idąc tym tropem myślenia, będę czynił  swoje, bo jeszcze tyle jest do zrobienia, jeszcze tyle kampanii przede mną –oby lepszych od tych minionych. Jeszcze tyle innych niespodzianek niesie życie. Niedawno znajomy lekarz, po obejrzeniu moich wyników badań, powiedział: design masz już trochę  podniszczony, ale w środku, to wszystko ci pracuje jak w szwajcarskim  werku. Na temat głowy się nie wypowiadał, bo wyniki krwi nie nic nie mówiły o stanie mojego umysłu. Mi się wydaje, że jest nieźle, więc dobre zmiany jeszcze przede mną.

Czesław Cyrul

Arcybiskup Petz ma  koncelebrować uroczystą Mszę Świętą z okazji rocznicy chrztu Polski. Arcybiskup był oskarżony o molestowanie kleryków. W sprawie interweniował Watykan. Abp Petz dostał zakaz głoszenia kazań, udzielania sakramentów, święceń i bierzmowania oraz przewodniczenia publicznym uroczystościom, czym zbytnio się nie przejmował. Arcybiskup nie czuje niezręcznej sytuacji i chce wziąć udział w uroczystej Mszy. Nic przeciwko uczestnictwu arcybiskupa nie ma także episkopat.

Jaka stąd płynie nauka? Otóż kościół w zasadzie nic nie ma przeciwko homoseksualizmowi, ale pod jednym warunkiem, że te praktyki uprawiają pasterze. Owieczkom nie wolno. A jak pasterz spojrzy chętnym okiem na owieczkę płci męskiej czy żeńskiej, co też jest im zakazane, to bracia w zawodzie pasterzy robią wszystko, by sprawie łeb ukręcić. Jak się nie da, to pasterz jest chwilowo gdzieś ukrywany, a potem rzucany na inny odcinek pracy duszpasterskiej. Sama zaś owieczka powinna być zadowolona, że spłynęła na nią (czy jak tam zwał) miłość pasterza. Arcybiskup Petz nigdzie się nie ukrywał, swoim butnym zachowaniem kpił ze swoich ofiar, a protestującym przeciwko udziałowi biskupa we mszy mówi: piszcie do papieża, czyli na Berdyczów.

Czesław Cyrul