Duch wielkoruski – motocykl amerykański

Kategorie: Bez kategorii

Ponownie wybuchł spór, czy przepuścić przez nasz kraj rosyjskich motocyklistów zwanych Nocnymi Wilkami. Prezydent Putin jest ich przyjacielem, a oni kultywują i noszą w sobie wielkorosyjskie tradycje.  Na zewnątrz ducha  Wielkorusów nie widać,  ale jak chwalą zajęcie Krymu, to już wiadomo z kim mamy do czynienia.    Zewnętrznie Nocne Wilki przypominają gang amerykański. Skórzane ubiory,  ciężkie buty, czarne kolory. Tylko  doczepione emblematy różnią ich od amerykańskich czcicieli harley – davidsonów.

Nocne Wilki  kultywując  wielkoruskie i mocarstwowe tradycje posiłkują się  zachodnią (umownie) modą i technologią. Dosiadają japońskich hond, suzuki, czy kawasaki. Nie brakuje tam  niemieckich motocykli  BMW i amerykańskich herlejów. Przewija się też czasami włoskie Ducati.  Raz udało mi się dostrzec archaiczny motocykl  K-750 z wózkiem bocznym. To produkt rosyjski, ale wzorowany jeszcze na przedwojennej konstrukcji niemieckiej BMW R 71. W Związku Radzieckim i potem Rosji był on tylko modernizowany. Dziś jest motocyklem z  minionej epoki. Nie widziałem w korowodzie  żadnego motocykla Iż – Planeta. To także archaiczna, rosyjska konstrukcja wzorowana na niemieckich motocyklach DKW. Rosjanie produkują rakiety kosmiczne, ale do motocykli i samochodów nie mieli serca. Dlatego Nocne Wilki wiozą swoje rosyjskie dusze na zachodnich konstrukcjach  dowodząc tym samym, że bez nowoczesnych, zachodnich technologii nie są w stanie nigdzie dojechać i niczego propagować.  W ostateczności mogą użyć czołgów w dużej ilości, ale  dość przestarzałych.

Nasi narodowcy, demonstrując w Białymstoku  scenariusz zapożyczyli z hitlerowskich parad. Ale w tym przypadku jest  inna, groźna  zbieżność. Oni myślą podobnie jak tamci sprzed wojny. Rosjanie, co prawda korzystają z zachodnich technologii, ale myślą typowo po wielkorusku.

Czesław Cyrul

P.S. Osobiście nic nie mam przeciwko wpuszczeniu Nocnych Wilków do naszego kraju.

 

Komentarze (7):

  1. Avatar
    Dżon

    Szanowny Panie,
    pisząc tekst „historyczny” warto postudiować dokumenty, by opisywać „rzeczywistość”, a nie powielać „beleco”.
    Wspomniany przez Pana motocykl K750 powstał na niemieckiej, zdobycznej dokumentacji. Produkcja rozpoczęła się w Kijowie w 1951 roku, równonolegle produkowano w Irbicie.
    Przy okazji Pańskiego wyznania, że nie ma Pan oporów przeciwko „wpuszczeniu „Wilków” do Polski, zapytam – poparłby Pan hałaśliwy wjazd „harlejowców” reprezentujących NPD, by „uczcili swoich przodków – „bohaterów” w mundurach SS i Wehrmachtu ?

      1. Avatar
        Dżon

        Zgadzam się z Panem po części… Ja tylko zapytałem, jaka byłaby Pana reakcja na „wycieczkę wspomnieniową” „rajdowców” z NPD. NIe podlega żadnej dyskusji fakt nazistowskich zbrodni i wielka strata naszego narodu. Jednakże, nie należy zapominać o szwadronach Smierszu, wywózce i śmierci tysięcy polskich oficerów i żołnierzy AK, o obławach na ukrywających się żołnierzy Podziemia. Proszę zapoznać się z historią powojenną Lubelskiego Zamku, lub choćby przestudiować informacje nt. zbrodni sądu doraźnego II AWP i NKWD w lasach kąkolewnickich.
        Szanuję i lubię Rosjan, ale nie chciałbym, aby putinowskie „wołki” z hasłami „Wielkiej Rusi”, pałętały się po mym kraju pod przykrywką „składania” hołdów. Już ich dziadowie „pałętali” po „wyzwoleniu”, rabując, gwałcąc i paląc.

        Na koniec, przytoczę panu pewien żart:
        starszy pan, mieszkający gdzieś w Polsce, usłyszał w radio, że na pl. Czerwonym będą rozdawać za darmo zegarki.
        Poinformował swego syna, że musi pojechać do Moskwy, może znajdzie swój zegarek….
        Coś w tym jednak jest…

  2. Avatar
    Dżon

    Kontynuując nasze „przepisywanie”, przesyłam Panu nast tekst o działaniach UBP i NKWD. „Polecam” info o „polakach” w mundurach ACZ….., Sprawa dotyczy sądu w Kąkolewnicy niedaleko Radzynia.

    Kaci w polskich mundurach
    Według tego dokumentu, w skład Sądu Wojskowego II Armii WP wchodzili: prezes płk Stefan Piekarski – oficer armii bolszewickiej od 1920 roku, kpt. Aleksander Tomaszewski – oficer Armii Czerwonej, Tadeusz Małecki, Maria Bednarska, Władysław Sobiech, Aleksander Zawirski, Michał Frankowski, Marcin Dancyg, Marian Bartoń. Nie ustalono, kim byli i jakie były ich losy powojenne. Prokuratorem wojskowym II Armii WP był Prokopowicz, szefem oddziału śledczego Wydziału Informacji – Czewyczałow, szefem Wydziału Informacji Wozniesienskij, śledztwa – Bołdyrow. „Ich imiona nie są znane. Najprawdopodobniej wszyscy byli oficerami NKWD w polskich mundurach” – czytamy w Postanowieniu o umorzeniu śledztwa.
    Dochodzenie w sprawie masowego ludobójstwa na Podlasiu jako pierwszy, już w lutym i marcu 1946 roku, podjął inspektor Inspektoratu Północ Biała Podlaska organizacji WiN Jan Szatyński-Szatowski ps. „Wrzos”. Zebrane relacje znalazły się w posiadaniu UB, w czasie gdy ppłk „Wrzos” przebywał w areszcie. Informacje te do tego stopnia zaniepokoiły NKWD i GRU, że przewieziono go z więzienia w Lublinie do Warszawy na ul. Koszykową. Następnego dnia specjalnym samolotem przylecieli z Moskwy pułkownik NKWD i prokurator wojskowy. Podczas przesłuchań stosowali wobec niego najbardziej brutalne metody, a przedmiotem ich zainteresowania była wyłącznie wiedza „Wrzosa” na temat wydarzeń z Kąkolewnicy oraz nazwiska osób, które mogły znać te fakty. Sąd I Instancji skazał Szatyńskiego na 9-krotną karę śmierci. Jeszcze w latach 60. usiłowano go zastrzelić, podejmowano próby podpalenia jego domu.
    Dowody zbrodni dokonywanych przez Informację Wojskową LWP, NKWD i UB zbierał także ks. Lucjan Niedzielak ps. „Głóg”, kapelan 35. pułku AK …. Z powodu zainteresowania kąkolewnicką zbrodnią był inwigilowany przez UB, otrzymywał anonimy z pogróżkami. 5 lutego 1947 roku dwóch funkcjonariuszy UB z Radzynia Podlaskiego zamordowało go trzema strzałami w głowę. Ciało kapłana odnaleziono w pobliżu plebańskiej stodoły. 11 lutego jego zwłoki pochowano na cmentarzu w Hadynowie.

    Tajemnica wciąż nieodkryta
    Informacje zdobyte przez ppłk. „Wrzosa” znane były niektórym oficerom WiN z Obwodu Radzyń Podlaski. Jerzy Skoliniec ps. „Kruk” odnalazł kąkolewnickie miejsca straceń i w 1947 r. posadził na grobach małe sosenki, z których część uschła. …… Podpułkownik Jan Szatyński-Szatkowski do końca życia (zm. w 1988 r. w Poznaniu) zbierał informacje o zbrodni w Kąkolewnicy. Według jego ustaleń z roku 1946 i z lat 80., w Kąkolewnicy i okolicy rozstrzelano 1500-1800 osób. Większość pogrzebano w lesie „Baran”. W czasie wojny w warunkach przyfrontowych mogło się zdarzyć, że grzebano ciała umarłych przy aresztach czy więzieniach.
    Sprawę liczby pogrzebanych w kąkolewnickich lasach mogłyby wyjaśnić badania georadarem, jednakże nie nastąpi to w najbliższej przyszłości z powodu wielości spraw, jakimi zajmuje się Instytut Pamięci Narodowej Komisja Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Lublinie. Prowadzący sprawę zbrodni w Kąkolewnicy prokurator Leszek Furman poinformował, że IPN przesłuchał 100 świadków, z których 80 miało dużą wiedzę na temat omawianych zdarzeń. Zwrócił ponadto uwagę na wieloaspektowość sprawy: odnaleziono szczątki 12 osób oraz dokumenty o skazaniu na śmierć 43 osób. Obecność w okolicy dwóch obozów NKWD sugeruje jednak, że ofiar było więcej. W Postanowieniu o umorzeniu śledztwa znajdujemy informacje np. o przypadkach zastrzelenia więźniów w czasie próby ucieczki.

    Na więzienia przeznaczono część zabudowań gospodarczych, strychy, piwnice oraz wykopane ziemianki. Ustalono, że od września 1944 r. do listopada 1945 r. w Kąkolewnicy przebywało 2500-3000 więźniów. ..
    Aresztowani przetrzymywani byli w nieludzkich warunkach: w przepełnionych pomieszczeniach, ziemiankach zalanych wodą. Systematycznie ich głodzono.
    Przesłuchania w toku śledztwa odbywały się w języku rosyjskim. Trwały one zazwyczaj wiele godzin, prowadzone były zwykle w nocy, ze stosowaniem przymusu psychicznego i fizycznego.
    – Bicie było na porządku dziennym. Przetrzymywano nas w ziemiankach po kolana w zimnej wodzie – wspomina Antoni Stolcman, kapral podchorąży ps. „Mewa”, dowódca 2. plutonu I Batalionu 35. pułku 9. Podlaskiej Dywizji AK. Został on skazany na 5 lat więzienia przez sąd II Armii WP. Wraz z nim skazano 16 osób, w tym 8 na karę śmierci. Ułaskawiono tylko Jana Motykę, gdyż był kuzynem komunistycznego aparatczyka Lucjana Motyki. – Po ułaskawieniu Motyka siedział przez 2 dni w naszej celi. Nie był w stanie nic powiedzieć, cały czas tylko się modlił – mówi A. Stolcman.

    Skatowany i zastraszony
    Wyobrażenie o tym, jak traktowani byli więźniowie, daje świadectwo mieszkańca pobliskiej Żakowoli – Czesława Pękały (ur. 1927). Podczas okupacji był on łącznikiem oddziału partyzanckiego AK, w którym służył jego starszy brat. Po jego aresztowaniu przez NKWD w grudniu 1944 roku i uwięzieniu w Radzyniu Podlaskim grupa członków AK (w której był również Czesław Pękała) zorganizowała brawurową ucieczkę 17 uwięzionych. Jego brat pod przybranym nazwiskiem wstąpił w Lublinie do Wojska Polskiego.
    Dnia 3 listopada NKWD aresztowało Czesława Pękałę. Miał on wówczas 18 lat. Przez 3 tygodnie przebywał w piwnicy bez łóżka czy nawet stołka do siedzenia. Cementowa podłoga zalana była kilkucentymetrową warstwą wody. Już podczas pierwszego przesłuchania przetrącono mu szczękę, a brutalne kopanie w tył głowy spowodowało wstrząs mózgu. Nieprzytomnego wrzucono na zalaną zimną wodą podłogę, gdzie przez 4 dni leżał bez zmysłów. Na kolejnych przesłuchaniach czuł tylko pierwszy cios, potem tracił przytomność – słyszał jedynie głuche odgłosy kopania i bicia. Budził się w celi z porozbijanymi paznokciami, z powbijanymi za nie drzazgami.
    Dzięki interwencji brata wojsko przysłało prokuratora w celu zbadania sprawy Czesława Pękały. Zwolniono go z więzienia 15 stycznia. W ciągu 2 miesięcy schudł z 68 do 36 kg, przez cztery miesiące nie mógł chodzić.
    Przed zwolnieniem zaciągnięto go na dyżurkę, gdzie został zmuszony do podpisania oświadczenia, że zachowa tajemnicę więzienną. „Jeśli piśniesz słowo, wrócisz tu, ale wtedy już stąd nie wyjdziesz” – zapowiedziano. Nie pisnął ani słowa. Był tak przerażony, że na widok milicjanta trząsł się ze strachu. Dopiero w 1998 roku opowiedział o swych doświadczeniach. Wstąpił też do Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, a z warszawskiego oddziału IPN otrzymał zaświadczenie o swym uwięzieniu.

  3. Avatar
    Dżon

    No, Panie Czesławie… zabrakło „historycznych” odniesień ? A może ilość ofiar „sądu” II AWP Pana „powaliła ? Czekam, czekam…… Oby w „przerwie” nie wpuszczał Pan do Polski „wołkow”. A’ propos – to „ruskie” wygrabili” i spalili zamek w Oleśnicy. Czekam na reakcję, polecając DDT – chlanie u generała FSB:
    https://www.youtube.com/watch?v=ZSAMl7sbuVY

Pozostaw odpowiedź Dżon Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *