Miesięczne archiwum: Październik 2016

   Przez dziesiątki lat, w czasach PRL, utrzymywano, że zbrodni na polskich oficerach w Katyniu dokonali Niemcy. Tezy tej zbytnio nie eksponowano, bo wiadomo było, że to nieprawda. Pod koniec PRL prezydent Gorbaczow przekazał generałowi Jaruzelskiemu  dokumenty świadczące, że zbrodni dokonano na rozkaz Stalina i on ukrywał niewygodna mu prawdę.  Skrywanej przez dziesięciolecia prawdy nie dało się dłużej ukrywać. Z katastrofą smoleńską jest odwrotnie. Prawda jaka jest, mądrzy ludzie wiedzą. Była to katastrofa.  PiS, w imię politycznych interesów,  wymyśla inną wersję, która będzie  fałszywa. To kłamstwo jest PiS-owi potrzebne, bo tą nibyprawdą chce zaatakować swoich przeciwników politycznych, a ludziom wtłoczyć ciemnotę do głów.

   W imię poszukiwania swojej prawdy PiS postanowiło nawet  bezcześcić zwłoki w poszukiwaniu jakichś dowodów. Niektórzy się obawiają, że być może nawet coś  podrzucą do trumny, by dowieść, że na zwłokach są np. resztki trotylu.  Macierewicz  w dążeniu do „swojej prawdy” nie ma żadnych zahamowań.

   Kościół w kwestii bezczeszczenia zwłok  nie chce  zająć jednoznacznego stanowiska. ….Że niby ciała zabitych powinno się zostawić w spokoju, ale gdy PiS poszukuje prawdy, to trzeba na to zezwolić…. Kościół doskonale sobie zdaje sprawę, że PiS chce, by jego fałsz stał się obowiązującą prawdą, ale milczy. Tym samym wspiera PiS w fałszowaniu prawdy o katastrofie. Uchylając się od zajęcia zdecydowanego stanowiska w kwestii uszanowania zwłok, zgodnego z Katechizmem Kościoła, pokazuje, że PiS jest jego sojusznikiem i w imię interesów politycznych partnera przymyka oko na profanowanie zwłok. Stawiając tak sprawę kościół dzieli swoich wiernych na ludzi lepszego i gorszego sortu. Tych gorszego sortu jest zdecydowanie więcej.

   Tak oto prawda o Katyniu była znana, ale ukrywana. I tak oto prawda o Smoleńsku (raport Millera) jest znana, ale w imię politycznych interesów ma zostać uznana za kłamstwo i być ukryta, a PiS-owskie  kłamstwo ma stać się prawdą.  Prawdę można ukrywać czas jakiś, ale w końcu ktoś się o nią upomni. Polacy długo upominali się o prawdę o Katyniu. Upomną się także o prawdę o Smoleńsku. PiS chcąc ją fałszować podąża drogą Stalina.

Czesław Cyrul

Profesor Chazan na seminarium naukowym stwierdził, że kobiety o poglądach lewicowych trudniej zachodzą w ciążę, bo dbają o sylwetkę, są szczupłe, a to nie sprzyja macierzyństwu.  Jak jest z płodnością u mężczyzn profesor nie wyjaśnił.  

Idąc tropem myślenia profesora można ludzi  na ulicy oceniać następująco: osoby szczupłe i zadbane, tak mężczyźni  jak i kobiety, to zwolennicy lewicy. Kobiety z nadwagą, otyłe, otoczone wianuszkiem dzieci to zwolenniczki prawicy. Z mężczyznami jest pewnie podobnie. Zatem mamy oto najbardziej uproszczony wizualny  podział polityczny według profesora.  Żadnych badań o zależności pomiędzy grubymi, a szczupłymi, ciążą i poglądami politycznymi  nie ma.

Jakiej śmieszności musi się dopuścić profesor, by przypodobać się prawicowej władzy, bo przecież nie o badania naukowe, ani o zdrowy rozsadek tu idzie. Idzie o tworzenie nowej religii i kształtowanie umysłów  obywateli.

Wkrótce tylko grubi będą we władzach, tylko grubi będą mieli prawo do kościelnych ślubów, tylko grubi będą dostawać pracę w spółkach skarbu państwa i zasiadać po prawej stronie w Sejmie. Oto moje rozwinięcie bzdurnej teorii profesora Chazana.

Czesław Cyrul

Polscy (niestety) kibole barbarzyńcy wdarli się do Europy. Bycie naszego kraju w UE ułatwia kibolom roznoszenie złej opinii o Polsce.  Kibolstwo, w połączeniu z marnym poziomem naszej klubowej piłki, daje  fatalną mieszankę. Zdecydowana większość krajów UE uporała  z kibolstwem. W Polsce  przeżywa ono swój złoty okres. Kibole to zwolennicy zdecydowanie skrajnie prawicowych i narodowych poglądów, choć zbytnio do nich nie przywiązani, ani ich nie rozumiejący.  Nie znam kibola o lewicowych poglądach. Kibole to także czciciele religii  żołnierzy wyklętych.  Wiarę tę zapoczątkował prezydent Komorowski, PiS twórczo ją rozwinęło  i wykorzystało  ją do swoich celów. Nie wiem co na to sami wyklęci. Cześć z nich znalazłaby z kibolami wspólny język, bo byli zwyczajnymi rzezimieszkami, ale dzisiaj wszystkich  uznano za bohaterów.

Kibole wszczynając burdy za granicą dzielnie wspierają naszą fatalną politykę zagraniczną, która także wywołuje niesmak w UE. Kibole byli i są   brani  w obronę przez PiS.  Ta  partia milczy  na temat  wyczynów ulicznych bandytów, bo to polityczni sojusznicy przecież. Milczą o nich także prawicowe media.  Policjanci są odrywani od swoich codziennych obowiązków, aby bronić spokojnych obywateli przed kibolami.  Koszty tych interwencji idą w grube miliony. Z naszych pieniędzy  jest to płacone. Zdesperowani mundurowi piszą list do władz, aby  przestały łaskawym okiem spoglądać na ulicznych bandytów. Władza coś tam niechętnie bąka , ale nadal będzie tolerować uliczne burdy, bo wroga szuka gdzie indziej. Kibole wiedzą, że władza ich lubi i pozwalają sobie na coraz więcej.  Zbrojne ramię kibolstwa może się przecież przydać, więc lepiej trzymać ich na smyczy i szczuć potem na przeciwników, bo czas ulicznych demonstracji czeka  nas niechybnie.

Czesław Cyrul

Wszelkiej maści prawicowi dziennikarze powojenny dekret o nacjonalizacji prywatnych majątków uznają za akt dziejowej hańby i komunistyczną zbrodnię.  Ta  sprawa sprzedawana jest tak,  jakby komuniści  zabrali wszystkie dobra narodowe, jakie jeszcze ocalały po wojnie i sami się na nich uwłaszczyli.  

Zabieranie dóbr, czasami nagromadzonych niezbyt uczciwie, miało wielokrotnie miejsce w naszej historii i nie jest wymysłem komunistów.  Przypomnę choćby sekularyzację, czyli zabieranie majątków kościelnych. Działo się to zazwyczaj wtedy, gdy kościół nagromadził majątków  aż tyle, że zagrażało to interesom państwa. Wtedy  nie robili tego komuniści. W zniszczonej, powojennej Polsce znacjonalizowane ziemie dostawali bezrolni chłopi. Na znacjonalizowanych  gruntach wybudowano miliony mieszkań, tysiące zakładów pracy, szkół, przedszkoli,  urzędów i przybytków kultury. Była w tej nacjonalizacji ludzka krzywda, ale  globalnie zdziesiątkowany naród i zniszczone państwo na tym na pewno skorzystało. Dzisiaj nie pisze się o tym, choć każdy logicznie myślący obywatel te związki widzi.

Po upadku PRL-u własność uznano za świętość. Pierwszy na tym skorzystał Kościół. Odzyskał przedwojenne dobra z dużą nawiązką, i jeszcze nie koniec na tym. Zubażanie otrzymali zadośćuczynienie za mienie pozostawione na Wschodzie. Właściciele prywatnych gruntów i kamienic też zaczęli upominać się o swoje. Niestety, w olbrzymiej większości, tymi odzyskującymi są cwaniacy, którzy na pomocą sztuczek prawnych, oszustw, przychylności urzędów i sądów  zagarniają nie swoje  mienie.

W latach pięćdziesiątych propaganda PRL ukazywała amerykańskich kapitalistów jako brzuchatych, obleśnych osobników w cylindrach i surdutach oraz z cygarami w zębach.  Jak dzisiaj wyglądają kreatury  wyspecjalizowane w odzyskiwaniu nie swojego mienia?  Nie wyróżniają się niczym szczególnym, poza nabitymi ludzką krzywdą kontami. 

Tamta powojenna nacjonalizacja skrzywdziła nielicznych, ale dała szansę milionom na lepsze życie . Dzisiejsza prywatyzacja odbiera dobra milionom i przekazuje je spekulantom. Oto wykrzywione oblicze dziejowej sprawiedliwości.  Ta patologiczna prywatyzacja ma dzisiaj twarz Platformy Obywatelskiej, która, chcąc  zrzucić winę z siebie, wskazuje także na SLD, że to on blokował stosowne ustawy reprywatyzacyjne. Oczywiście je  lewica blokowała, bo uznawała powojenną nacjonalizację za decyzję historycznie i dziejowo  korzystną dla milionów Polaków.

Czesław Cyrul

„Gazeta Wyborcza” ubolewa na tym, że obecny rząd zleca płatne reklamy prawicowym mediom. PiS, reklamami z państwowych spółek, spłaca dług za poparcie jakiego  udzielały one PiS-owi przed wyborami.  Przypomnę, że  Gazeta przez wiele lat sama korzystała z takich  przywilejów. Teraz kranik został mocno przykręcony. Czytam tę  gazetę od lat, jaki i wiele innych. Z  pozycji  członka SLD  stwierdzam, że dziennikarze tego pisma, jak tylko była okazja, zawsze dowalali SLD.  W swojej polityce informacyjnej Gazeta albo o SLD nie pisała w ogóle, albo pisała źle. Pamiętam doskonale hasło   „SLD wolno mniej” i tej wyborczej maksymy redakcja pozostaje wierna od lat. Teraz okazuje się, że ta polityka, choć nie tylko ta, wpędziła gazetę w kłopoty finansowe.

Przed wyborami parlamentarnymi,  w 2015 roku, Gazeta, wobec SLD,  stosowała taką samą zasadę ; z elementami uzłośliwienia.  Zdaję sobie sprawę, że kłopoty mojej partii, w 90. procentach, wygenerowała ona sobie  sama.  Ale około 3 procent negatywnej opinii o SLD to zasługa Wyborczej. Tuż przed wyborami redakcja, z wielkim zaangażowaniem,  lansowała inną partię na lewicy, która  nie weszła ona do Sejmu i jak na razie jej notowania  nie rosną, choć nadal jest ulubienicą dziennikarzy z Wyborczej.  Oczywiście redakcja miała prawo do takiej linii politycznej, ale ten  kierunek rykoszetem uderzył w Gazetę. Zjednoczonej Lewicy zabrakło kilku dziesiątych procenta poparcia, by wejść do Sejmu. Gdyby weszła, PiS nie miałby większości, a  gazeta miałaby nadal spore wpływy z reklam. Stało się inaczej i teraz Gazeta płacze nad rozlanym mlekiem.  Oczywiście jest to moje gdybanie. Uważam jednak, że jest w tym dużo racji, bo centrolewicowi czytelnicy liczą się z opinią Gazety. Takim  podejściem  Gazeta spowodowała, że nastąpiło zachwianie na scenie politycznej. Dzisiejszy Sejm można porównać do traktora bez jednego koła. Są, co prawda, trzy, ale brak jednego czyni dużą różnicę. Dlatego biedolenie, że prawicowe media tuczą się na państwowych reklamach wynika także z polityki samej Gazety.

Gazetę czytałem i będę czytać  nadal, choć  drożeje od poniedziałku. Będę czytał, bo lubię i  choćby po to, aby obserwować, czy redakcja wyciągnęła wnioski z fatalnych sugestii przedwyborczych, które sprawiły, że Wyborcza tak mocno zbiedniała.

Czesław Cyrul

Motto: . Dymanie to nieładne słowo, ale dobrze pasujące do zachowań lokalnych polityków i ich szacunku dla wyborców.

Prezydent Wrocławia Rafał  Dutkiewicz od lat robi w konia swoich wyborczych koalicjantów. Przed wielu laty wybrano go na prezydenta Wrocławia głosami POPiS-u. Ale ta koalicja  szybko się rozpadła. Potem prezydent wybierał się  w mieście z własnym komitetem, a z dolnośląskimi samorządowcami tworzył koalicje w Sejmiku. Próbował zakładać partię z posłem Ujazdowskim, ale nic z tego nie wyszło. W przedostatniej kadencji samorządowej prezydent był w ostrym sporze z PO, a głównie z Grzegorzem Schetyną. Kiedy Schetynę PO usunęła z przywództwa w regionie, prezydent Dutkiewicz ponownie związał się z PO, ale wielkiej miłości w tym nie było. Poszli razem w koalicji do ostatnich  wyborów w mieście i Sejmiku. W mieście PO na tej koalicji nic nie zyskała, bo wszystkie ważne  stołki prezydent poobsadzał swoimi ludźmi. Natomiast w Sejmiku,  razem z PO, miał swoich przedstawicieli w zarządzie województwa.

Kiedy ponownie Schetyna doszedł do władzy,  koalicja prezydenta  z PO de facto rozpadła się i w Sejmiku, i w mieście, ale niby trwa nadal.  Taki stan zawieszenia  wynika ze słabości Platformy w regionie.  W Sejmiku marszałek Przybylski, z liczną grupą radnych z PO, wystąpił z partii (wydymał ją) i założyli własny klub, wspólny z prezydentem Dutkiewiczem.  Teraz prezydent  współpracuje z banitami z PO.

W Radzie Miejskiej  radni PO zdezerterowali   z partii ( wydymali matkę partię) i poszli do Nowoczesnej. Dutkiewicz  obiecał Nowoczesnej stołek wiceprezydenta i oficjalnie ta partia współrządzi teraz  miastem wraz z ugrupowaniem  prezydenta. Współrządzi tak samo jak wcześniej PO: głosuje  pod dyktando prezydenta nic za to nie dostając, a na jakieś frukta  dezerterzy z PO przecież liczyli. W wywiadzie telewizyjnym  prezydent dał jasno do zrozumienia, że żadnej posady  wiceprezydenta dla Nowoczesnej nie przewiduje i zarazem serdecznie pozdrowił Ryszarda Petru.  Pertu i jego formacja została przez prezydenta politycznie wydymana, tak samo jak PO i różni inni samorządowcy.

Teraz Prezydent Dutkiewicz  i marszałek Przybylski (dawniej PO)  założyli kolejny wehikuł wyborczy, który ma wynieść ich do władzy na kolejną kadencję w miastach regionu i Sejmiku. Jest to Dolnośląski Ruch Samorządowy. Znając skłonność  prezydenta  do politycznego dymania swoich koalicjantów,  i z tym ugrupowaniem prezydent, w odpowiednim czasie, pożegna się.

Jakie stąd wnioski. Prezydent Dutkiewicz  ma notoryczną skłonność do robienia koalicjantów w konia.  Teraz doszedł do wniosku, że już kariery w krajowej polityce nie zrobi i dlatego założył kolejne lokalne ugrupowanie polityczne.  Pewnie po raz n-ty będzie się ubiegał o urząd prezydenta   Wrocławia. Kariery w krajowej polityce nie zrobi dlatego, że nikt nie zechce mu zaufać, bo partia czy politycy mogą być szybko przez prezydenta Dutkiewicza   porzuceni (wydymani). W lokalnej polityce zdrady są dosyć częste. Prezydent Dutkiewicz jest w dymaniu koalicjantów rekordzistą, a to nie jest dobra rekomendacja, nie tylko w polityce.

 Prezydent Dutkiewicz  zamierza  zatem skazać Wrocławian na kolejną kadencję swojego  prezydentowania. We wianie zamierza  wnieść projekt hali sportowej  za kilkaset milionów złotych, za którą wrocławianie  zapłacą z własnej kieszeni. Tak jak za Stadion Miejski.  Ale  widocznie polityczne dymanie koalicjantów przez prezydenta Wrocławianom nie przeszkadza.

Czesław Cyrul

 

Kiedy prawicowi politycy chcą sobie dowalić wyzywają się od pogrobowców PRL, od  ubecji,stalinizmu itp. Posiłkują się PRL-em niczym maczugą, by obić nieboszczką swoich przeciwników.   Ostatnio Ryszard  Petru czepiając się prezesa Kaczyńskiego porównał  jego psyche do mentalności polityków z PRL, którzy otoczeni wrogimi państwami bali się wychylić nosa na zewnątrz.

To wszystko gówno prawda. Przypomnę, że w czasach, którymi straszy dzisiaj nas Pertu Polska była otoczona państwami socjalistycznymi zmilitaryzowanymi w Układzie Warszawskim. I tak po kolei: Republiką Litewską, Białoruską, Ukraińską, Czechosłowacją i NRD. Oczywiście ze strony wschodniej i zachodniej zagrożenie  jakieś było i by je umniejszyć nasi wodzowie, co i rusz, jeździli do Moskwy z wizytami przyjaźni.    Kontaktów z Zachodem i jego technologią i kredytami  przywódcy PRL  pragnęli  jak kania dżdżu.   O niedorzeczności  porównań Petru i jemu podobnych  wiedzą starsi obywatele. Młodym wpycha  się do głów  kult  żołnierzy wyklętych i zachęca  do udziału w grupach rekonstrukcyjnych. A to z wiedzą nie ma wiele wspólnego.

Czasami taka ignorancja prawicy przynosi efekty odwrotne. Premier Szydło, odwiedzając zakłady lotnicze, stwierdziła, że kiedyś były one polskie. Oczywiście, za PRL. Budowano tam wtedy, a nie montowano, polskie samoloty i helikoptery. Odbywało się to, co prawda, za zgodą wielkiego brata, ale asortyment  zbrojeniowy naszego przemysłu był wtedy o wiele szerszy. Teraz te zakłady są w rękach kapitalistów i to oni decydują, co się w nich montuje i ilu ludzi zatrudnia. Kolonializm polityczny zastąpiono  kapitalistycznym.

Nawet , o dziwo, prezes Broniarz z ZNP pokusił się o porównanie dzisiejszej reformy oświatowej do mrocznych czasów ośmioklasowej szkoły z czasów PRL. Wytłumaczenie różnic  zajęło by mi zbyt wiele tekstu. Ograniczę się więc do stwierdzenia, że prezesa ogarnęła chwilowa pomroczność jasna.

Czesław Cyrul

Zmarł Andrzej Wajda. Gdybym pokusił się o wytypowanie jego najlepszych filmów to wymieniłbym: Popiół i diament, Kanał, Człowieka z marmuru, Ziemię obiecaną, oraz Wesele.

Wszystkie te filmy zostały nakręcone w czasach  PRL,  okresie powszechnej cenzury w naszej  kulturze (co było prawdą) i politycznej dyktatury Moskwy, jak to ocenia prawicowa propaganda. Ta proplatformerska i propisowska. W konfrontacji  z twórczością Wajdy  PRL-owska czarna dziura  okazuje się propagandowym kłamstwem, choć tamte czasy z demokracją nic wspólnego nie miały. Dlatego Wajda pozostanie wielkim twórcą czasów realnego socjalizmu, choć tamtych czasów bardzo nie lubił. Może gdyby pozwolono mu wtedy na więcej, może gdyby na produkcje filmowe przeznaczano jeszcze więcej pieniędzy to  może  powstały by jeszcze większe kreacje. Mistrz odszedł  i  przez lata pozostanie polskim największym twórcą filmowym. Analizując jego twórczość jak i kulturę  w ogóle  zalecam, by nie rozdzielać  jej  na tę PRLowską i poPRLowską, bo często  porównanie bywa niekorzystne dla czasów dzisiejszych. Ale tego mainstreamowe media nigdy nie zrozumieją. To znaczy zrozumieją, ale obowiązujący  przekaz jest inny i tego się trzymają.

Czesław Cyrul

W trakcie sejmowej, aborcyjnej awantury, w głosowaniu nad przekazaniem do dalszych prac  dwóch wniosków, zakazującego aborcji i liberalizującego obecną ustawę, liderzy PiS twierdzili, że odeślą dwa wnioski do dalszych prac. W kwestii  głosowania PiS dało swoim posłom wolną wolę. Wolna wola spowodowała, że projekt liberalizujący obecną ustawę, wbrew fałszywym zapewnieniom, został odrzucony.  Jakie stąd wnioski?  Posłowie odrzucili sugestie partyjnych  liderów, bo  bardziej  bali się gniewu miejscowych proboszczów, którym w dużej mierze zawdzięczają swoje mandaty. Strach przed gniewem Kościoła okazał się mocniejszy od partyjnych sugestii prezesa. Wiara z tym zamieszaniem nie ma nic wspólnego, bo to wyłącznie polityka i walka o władzę nad duszami i ciałami obywateli tu i teraz , na ziemi.

Kiedy kobiety masowo wyszły na ulicę  Kościół, wraz z PiS-em, doszli do wniosku, że na tym zamieszaniu stracą.   Skoro polityczny interes PiS-u i Kościoła miałby na tym strącić, wartości trzeba było schować pod dywan i zakończyć spór ze zdecydowaną większością obywateli. Kościół nabrał wody w usta, a posłowie PiS  odrzucili gremialnie  projekt chroniący życie od poczęcia. Polityczny interes  PiS okazał się ważniejszy niż obrona życia od poczęcia. Okazało się także, że PiS – kiedy jego interes jest zagrożony – stawia go na pierwszym miejscu.  Wtedy  prezes Kaczyński przestaje liczyć się z opinią  hierarchów , a oni – póki co – ugięli się pod jego presją. Jest to zatem sojusz obliczony na utrzymanie prawicowej grupy trzymającej władzę. Obrona życia od poczęcia jest jedynie środkiem do umocnienia  tej  władzy.  Kiedy okazała się zagrożeniem, wyrzucono ją do kosza.  Utrzymywanie władzy okazało się ważniejsze, a sztywne stanowisko kościoła mogło tę władzę poważnie nadkruszyć.

Czesław Cyrul

Szanuję ludzi i ich poglądy. Ale jak słucham wypowiedzi Pawła Kukiza i ludzi z jego klubu, to ogarniają mnie wątpliwości, czy aby jego wyborcy wiedzieli kogo wybierają i czy aby  dokonywali wyboru w pełni świadomie, czy też ogarnęła ich jakaś pomroczność jasna. Brak elementarnej wiedzy Pawła Kukiza, nieporadność  w  wypowiedziach, niezborność poglądów, powtarzanie zasłyszanych w mediach opinii, emocjonalne rozchwianie itp. itd. Oto polityczny portret   Kukiza i jego formacji. Posłowie w parlamentarnym klubie Kukiza prezentują poglądy od Sasa do Lasa. W sprawie odrzucenia restrykcyjnego projektu ustawy aborcyjnej klub podzielił się. Połowa była za, połowa przeciw. Sam Kukiz plecie w mediach trzy po trzy w tej sprawie. Nie mam do niego pretensji.  Inne dziedziny wiedzy, poza muzyką,  są mu dosyć obce.  Mam natomiast pretensje do tych, którzy go wybrali. Dali się uwieść urokowi politycznego  nieuctwa, ale  z braku wiedzy nic dobrego nigdy nie wyszło. Ośmieszający się Kukiz nadal ma swoich zwolenników, choć  jest ich coraz mniej, ale nadal są. 

W samym Wrocławiu, w wyborach samorządowych,  Kukiz uwiódł nawet osoby z tytułami naukowymi. To jest dopiero temat na dysertację naukową, dlaczego tak się stało. Osób myślących Kukizem jest w Sejmie sporo. Klubów, do których przynależą, nie będę wymieniał. Każdy w miarę rozgarnięty obywatel wie, gdzie ich znaleźć. Tacy posłowie w Sejmie to wstyd dla parlamentu i kraju, ale i wstyd dla wyborców, którzy na nich postawili krzyżyk. Odpowiedzialność  za polityczną głupotę rozkłada się po równo. Odnoszę wrażenie, że nie wszyscy polscy wyborcy zdają sobie z tego sprawę. Stawianie krzyżyków przy nazwiskach kandydatów, na listach wyborczych,  to nie zabawa w statki (skreślony, zatopiony).

Czesław Cyrul