Miesięczne archiwum: Grudzień 2016

Na koniec roku sytuacja w polityce jest następująca. Na prawicy rządzi PiS. Inne, prawicowe organizacje nie odgrywają istotnej roli i nie przeciwstawiają się hegemonowi. Narodowcy otwarcie idą PiS-owi na rękę. Tylko Korwin-Mikke z partii Wolność uznaje PiS za socjalistów i wielkich szkodników.

W centrum PO nie lubi Nowoczesnej i vice versa. Partie zabiegają o ten sam elektorat i mają bardzo podobny program.  Toczy się bratobójcza walka, wtykanie szpil w poselskie stołki,  podbieranie członków, itp.

Na skłóconej lewicy SLD nie jest lubiane przez lewicowe  kanapy i te kanapy  chciałyby śmierci tej największej, ale ciągle słabej partii na lewicy. Po śmierci SLD te polityczne liliputy stałyby się mniej małe, ale to by niczego nie zmieniło. Takie partie jak Razem, Zieloni, Inicjatywa Polska, czy Twój Ruch, gdzie wiceliderem jest Barbara Nowacka, walczą zawzięcie o uznanie, ale niewiele z tego wynika. To rodzi frustracje u kanapowców i z jeszcze większym impetem   nacierają na SLD. Tylko Unia Pracy od lat współpracuje z SLD i dobrze to służy lewicy. Niestety to wszystko toczy się na poboczu wielkiej polityki, bo lewicy nie ma w Sejmie, a tutaj właśnie rozgrywa się większość ważnych wydarzeń. Sejm jest dlatego główną sceną polityczną, że partie w terenie są słabe i lepiej napinać muskuły w Sejmie niż pokazywać miękkie podbrzusze w terenie.

PSL stara nie kłócić się z nikim, bo może z każdym się układać, byleby coś dla zielonych z tego wynikało. Trudno się temu dziwić,  tak postępuje każda partia. PSL ma natomiast do perfekcji opanowane metody wskakiwania na wszelkie możliwe posady, jakie są tylko możliwe do obsadzenia.

Kukiz15, dzisiaj wewnętrznie pokłócony i zanarchizowany, trwa przy prawicy, udaje niezależność, ale podlizuje się PiS-owi, od czasu do czasu spluwając z obrzydzeniem, bo podlizywanie się bywa czasami niesmaczne.

Jest jeszcze na scenie politycznej KOD, ale to raczej platforma organizacyjna, wykorzystywana przez inne partie i one (te partie) nie podzielą się swoją tożsamością i siłą  z KOD-em.

Wszystkie te wymienione partie, razem wzięte, nie lubią PiS-u. Dlatego, że PiS rządzi i jest największy, a ponadto PiS lubi jak jest nielubiany przez inne partie.  Taką ma naturę.

Zatem rządzi PiS z przystawkami (mniejsza o ich nazwy), a opozycja się kłóci i będzie kłócić nadal. Nadziei na zgodę nie ma najmniejszej.  Ale w polityce wszystko jest możliwe. Nawet zjednoczenie na lewicy.

Sam  PiS, w ciągu roku, uruchomił kilka ważnych programów socjalnych. Nie uczyniła tego do tej pory żadna partia. To się wielu obywatelom podoba. Czy budżet państwa to wytrzyma, okaże się już za rok. PiS także zgruzował TK i upodlił wiele innych organizacji i grup społecznych. To jednak wyborcom PiS generalnie nie przeszkadza.

Jest także na politycznej arenie Kościół. On jednak wspiera tylko PiS. Między innymi dlatego ta partia jest taka mocna na prowincji. Popierając PiS duchowni zaliczyli innych katolików do ludzi drugiego sortu: komunistów i złodziei.

Rok zażartych kłótni polityków spowodował, że i obywatele bardziej zaczęli patrzeć na siebie wilkiem. Dzisiaj jeden z moich sąsiadów, wsiadając do samochodu, składał innemu noworoczne życzenia: …Szczęśliwego Nowego roku sąsiedzie. Polska to idiotyczny kraj, ale trzeba jakoś żyć….                      Nie wiem do kogo kierował te gorzkie uwagi, ale polecam je do przemyśleń wszystkim na przyszły rok.

Czesław Cyrul

Przed świętami stosowałem łagodną dietę, tak by się zbytnio nie stresować: nie trącić sił, a trącić na wadze. Udało się zbić 3 kilogramy. W święta postanowiłem więc nie jeść, tylko próbować. W Wigilię spróbowałem barszczu z uszkami, ryby po grecku, śledzia w oleju, pierogów z grzybami i kapustą. Po krótkiej przerwie spróbowałem karpia robionego na dwa sposoby. Do tego spróbowałem  trochę białego wina. Na koniec tylko  degustowałem  ciasta i słodycze.

W pierwszy dzień Świąt  na śniadanie próbowałem  potraw  z poprzedniego dnia. Na proszonym obiedzie degustowałem zupę grzybową i pieczoną kaczkę. Na deser była próba degustacji  ciasta, ale zakończyła się niepowodzeniem. Żołądek dal znać, że nie ma tam już miejsca. Nawet mocna kawa nie pomogła mi odzyskać apetytu. Organizm przyzwyczajony do diety zaczął stawiać czynny opór.

W drugi dzień świąt próbowałem tego, co zostało z wigilii i pierwszego dnia świąt. W południe umówiłem się z rodziną w kawiarni. Mieliśmy jeść tylko ciastka i pić kawę albo herbatę. Próbowanie świetnego ciasta, serwowanego w olbrzymich porcjach, zamuliło  mnie dokumentnie. Próba smakowania  obiadu ( barszcz z uszkami i ryba) skończyła się na podzióbaniu ryby. Odmówiłem spróbowania szarlotki, skądinąd świetnej. Postanowiłem pościć przez noc, do wtorku rana.

Na balkonie czekają do degustacji jeszcze śledzie w śmietanie i oleju,  ryba po grecku, pierogi z kapustą, resztki karpia i świetny bigos, który sam przygotowałem. Jest też czerstwe pieczywo i takież ciasto. Jak się uprę to degustacja, tego co zostało, skończy się w Sylwestra.

Na wagę wolę nie stawać, by oszczędzić sobie stresu. Święta nie były jakieś super bogate, tylko takie standardowe, typowe dla naszej kulinarnej, świątecznej kultury. Chciałbym  wrócić do moich musli i chudego jogurtu oraz zup jarzynowych. Jednak zapasy na balkonie zmuszają mnie do dalszej degustacji ze świadomością, że staje się ona zwyczajnym obżarstwem i potrwa do wyczerpania się balkonowych zapasów. W Sylwestra będę też degustował, ale już zupełnie co innego. Ale potem już będzie na pewno lepiej. Wrócę do zdrowej diety, o ile starczy silnej woli.

Czesław Cyrul

Na Wigilię może nawet politycy prawicy przemówią ludzkim głosem, choć nadzieja to niewielka. W Parlamencie i w mediach krzyczą do siebie niby ludzkim głosem, ale zupełnie się nie rozumieją i co więcej, nawet nie próbują.  W sali sejmowej powieszono krzyż. Siłą rzeczy patronuje on tym seansom nienawiści, zawiści, kłamstwom i zwyczajnemu chamstwu. To prawica, za przyzwoleniem wyborców, zgotowała nam ten los. Wielu rodakom ten chaos nawet się podoba. Dawniejsze publiczne wigilie straciły swój urok. Czy wyobrażacie sobie Kaczyńskiego i Schetynę jak składają sobie życzenia świąteczne, łamią się opłatkiem i symboliczne całują w policzki. To jest niemożliwe, bo jeszcze jeden drugiego zaraziłby śmiertelnym liberalizmem lub chorobą smoleńską i nieszczęście gotowe. Kościół, akuszer  tej sytuacji, pewnie będzie w wigilię apelował o zgodę w kraju, ale duża część społeczeństwa nie potraktuje tego poważnie. Co bardziej podatni na złe wpływy prawicy  obywatele, oglądając gorszące spektakle też skaczą sobie, przy lada okazji, do oczu. A na domiar złego zamiast śniegu i  mrozu od lat natura funduje nam słotę i deszcz. Może to jakiś  znak z nieba, abyśmy zboczyli z tej kłótliwej, niechrześcijańskiej drogi. Pewnie Jezus patrzy teraz na nas  z góry zdumiony, nie mogąc się nadziwić jak władza, podpierając się religią katolicką, przerabia Polskę na „chorego człowieka Europy”. Ale Jego nauczanie wskazuje na to, że był socjalistą.

Wesołych Świąt mimo wszystko.

Czesław Cyrul

Prezes Kaczyński wziął w obronę posłankę Pawłowicz, którą obrzucono przed Sejmem plastikowymi butelkami i lżono grubym słowem. Posłanka Pawłowicz jest najbardziej wulgarnie wypowiadającą się parlamentarzystką. Nie tylko w kwestiach prawnych. Ona ubliża osobiście innym posłom. Wyzywa ich od nieuków itp. Niech zatem prezes nie dziwi się, że lud na ulicy też stosuje swoje, ale adekwatne do sytuacji środki protestu, wyrażając tym samym uczucia względem posłanki, która zamieniła salę sejmową w stołówkę i epatuje brakiem elementarnej kindersztuby. Spożywaniem barowego jedzenia na sali obrad dała dowód, że traktuje sejm jak tanią garkuchnię, gdzie tworzy się byle jakie prawo. Oto signum temporis dzisiejszego Sejmu niestandardowo wyrażone przez posłankę.

Minister Macierewicz seryjnie wyrzuca i dymisjonuje generałów. Pozbawia naszą armię mózgu. W zamian organizuje pospolite ruszenie z drewnianymi karabinami i wciąga do tego grupy rekonstrukcyjne. Dokupi im drony i uczyni z tego armię jaka sobie wymarzył. Sprawę zakupu helikopterów wycisza się, bo kasy brakuje i ochotnicy na nich nie umieją latać. Wróg może taką armię czapkami nakryć i wejść w nasze terytoria jak przysłowiowy nóż w masło. Choć podobno armia, za sprawą rekonstruktorów, urośnie w siłę. Wojsko ma być silne Macierewiczem i to powinno nam wystarczyć.

Liderzy PO, posłowie Schetyna i Siemoniak uznali, że pozbawienie stopnia generalskiego Wojciecha Jaruzelskiego to dobry pomysł i jakby co, to go poprą. Pomysł ulągł się w głowie ministra Macierewicza. Pewnie Kuklińskiego też uważają za bohatera. Jak wiadomo zdecydowana większość społeczeństwa jest przeciwna temu, choremu pomysłowi. Tym samym liderzy PO pokazali, że myślą tak samo jak Macierewicz. POPiS wiecznie żywy. Walka toczy się o dostęp do koryta i to jest clou sporu na prawicy. Różnice programowe i słowna retoryka to tylko środek do celu.

Prezes Kaczyński nawoływał do przedświątecznej zgody. W ramach tej zgody opozycja powinna się zjednoczyć. O mało co prezes nie wskazał kto powinien być jej szefem. Zarazem, w tym samym czasie PiS dokonał zbiorowego gwałtu na Trybunale Stanu. Bo zgoda to jedno, a  gwałcenie państwa to drugie. Według PiS to są zupełnie różne sprawy.
Czesław Cyrul

PiS chciało polepszyć pracę dziennikarzom w Sejmie i dlatego postanowiło wyrzucić ich do odległego budynku. Wiązałoby się to zarazem z poprawą samopoczucia posłów PiS. Żaden pismak nie nagabywałby ich na korytarzach sejmowych. Niestety, dziennikarze nie chcieli poprawy warunków pracy narzucanych przez PiS i  podnieśli bunt.

Okiełznanie mediów jest jednym z głównych politycznych celów PiS. Owszem, zaproponowano na początek kilka programów socjalnych, by uwiarygodnić niektóre obietnice wyborcze, ale jest to tylko środek do celu głównego. Tym celem PiS-u jest ukształtowanie głów Polaków wedle koncepcji PiS. Powinni być konserwatywni, zaściankowi, nieufni względem obcokrajowców, nietolerancyjni i podejrzliwi oraz oczywiście ślepo wierzący w PiS. Dlatego panowanie nad mediami, programami szkolnymi, sojusz z kościołem, likwidacja niezależnych instytucji państwa, skok na administrację itp. temu właśnie służy. Gdyby poglądy PiS zamieszkały na dobre w głowach Polaków, PIS  panowałby nad Polską niepodzielnie i utworzyłby z niej polskie getto w Europie. Dlatego do uszu obywateli powinien sączyć się jednolity i jedynie słuszny przekaz produkowany w wydziale propagandy, czyli w PiS-owskiej TVP,  dawniej zwanej telewizją publiczną.

Za tę medialną  wojnę w dużej mierze winę ponosi PO. Separując się  przez 8 lat od rządzonych i wywyższając ponad innych polityków sprowokowali wygraną prawicowego i populistycznego PiS. Proplatformiani dziennikarze też mają w tym swój udział. Teraz prawicowa PO toczy wojnę z prawicowym PiS-em. Za czasów rządów SLD takich kłótni i dzielenia społeczeństwa nie było. Z perspektywy czasu można powiedzieć, że były to rządy wzorcowe, choć  nie idealne.

Obywatele pewnie nie zdawali sobie sprawy, że prawicowi politycy w naszym kraju są aż tak  kłótliwi. Prawica, obrzucając się błotem, jako narzędzie wykorzystuje PRL. Że jedni czy drudzy zachowują się tak jak w PRL, wprowadzają tamtejsze zwyczaje.

Panowie z prawicy, apeluję do Was. Odpieprzcie się od PRL. Mając oczy ciągle zwrócone do tyłu udowadniacie, że nie macie wiele do zaproponowania na temat przyszłości kraju. Apeluję także do obywateli. Jak nie chcecie ciągłych, gorszących awantur prawicowych polityków w Sejmie, wybierajcie mądrzej. To nie jest takie trudne.

Czesław Cyrul

Historia zatoczyła koło. W 1981 roku, podczas stanu wojennego. solidarnościowa opozycja protestowała przeciwko jego wprowadzeniu. Po 35. latach część tamtej opozycji, potem rządzącej (PO),  dzisiaj ponownie wyszła na ulicę. Protestowała przeciwko swoim byłym kolegom (PiS), bo ci im władzę odebrali. Kłótnia dzieje się w rodzinie, ale zaczyna rozlewać się coraz szerzej. W miarę jak PiS, w swojej obłąkańczej polityce szczucia na siebie grup społecznych i szukania wrogów za każdym węgłem  będzie sytuację zaogniał, opór społeczny będzie narastał. Wyjdą na ulice górnicy, nauczyciele i byłe służby mundurowe. Burzą się naukowcy i przedsiębiorcy. Niezadowolenie społeczne narasta powoli, pozornie leniwie, ale jak fala wzbierze może zmieść obecną władzę. I sytuacja w tym kierunku idzie.

 Dojdzie do tego, że w miesięcznicę smoleńską, zdesperowane i niezadowolone dziesiątki tysięcy ludzi,  nie bacząc na zakazy, zepchną na margines wyznawców smoleńskiej religii i zajmą ich miejsce pod pałacem prezydenckim.  To tylko kwestia czasu.

Na wiecu, we Wrocławiu, pod Urzędem Wojewódzkim zebrało się prawie 2 tys. protestantów. Wczesna  godzina popołudniowa ( 14.00) nie była dobrą porą. Pokojową i spokojną demonstrację zabezpieczali  policjanci zgrupowani w około 20. busach. To znak, że władza boi się gniewu  spokojnych obywateli. I będzie się bać coraz bardziej.

Czesław Cyrul

Przed laty, co roku, przeprowadzano sondaż opinii publicznej na temat stosunku do stanu wojennego. Ostatnie badanie wykazało, że 42 procent pytanych uważało wprowadzenie stanu wojennego za zasadne, 36 procent było przeciwnego zdania, a reszta nie miała własnej opinii na ten temat. Dziennikarze nie potrafili sensownie tego fenomenu wytłumaczyć. Od kilu lat o tych badaniach jest cicho. Pewnie ich zaniechano, bo były bardzo niewygodne dla prawicowej władzy w tworzeniu nowej wersji historii. Takiej, gdzie okres PRL to była sowiecka okupacja,  po której nastała świetlana III RP. Teraz, dla kolejnej prawicowej władzy obecny czas to wreszcie najprawdziwsza niepodległość, a PRL i III PR były czasami zniewolenia i klęczenia: wysługiwania się komunistom albo  urzędnikom z Brukseli.

Stan wojenny był antydemokratyczny oraz wprowadził nas w dziesięcioletni okres stagnacji i izolacji. Co by było, gdyby stanu wojennego  nie było? Nie wiadomo. Wspomniany  sondaż pokazuje, że społeczeństwo nie zawsze pragnie pełnej demokracji. W imię obrony własnych interesów godzi się na  ograniczenie osobistej wolności. Od 1981 roku minęło kilkadziesiąt lat. Umarło kilka milionów ludzi, którzy tamte wydarzenia pamiętali. Młodzi wiedzą tyle, co im wtłoczy do uszu prawicowa propaganda albo to, co powiedzą im w domu. I pewnie ta domowa wiedza decyduje o opiniach na temat stanu wojennego.

W PRL  niszczono  pamięć o AK i  marszałku Piłsudskim. Teraz ruguje się z historii Lecha Wałęsę. I tak oto się tworzy się tzw. gównoprawdę na polityczny użytek. Ale prawda, nie ta gówniana,   zawsze się obroni, a teraźniejsze PiS-owskie kłamstwo, wcześniej czy później, zostanie obnażone i wyrzucone na śmietnik historii. Jak wiele innych, preparowanych na polityczny użytek.

Rok temu zmęczone platformianą „propagandą ciepłej wody”, społeczeństwo zawierzyło PiS-owskiej „propagandzie dobrobytu”. Teraz okazuje się, że propaganda dobrobytu jest zastępowana walką z ukrytymi wrogami narodu polskiego. Ci wrogowie określani są przez obecną władzę. Prezes Kaczyński powiedział na miesięcznicy. Możecie sobie mówić co chcecie (do przeciwników), ale to my  reprezentujemy prawdę, niepodległość i coś tam jeszcze. Dzisiaj tak, a jurto może dopchają się do władzy inni pisarze historii na użytek dnia dzisiejszego.

Czesław Cyrul

Miało być wszystko natychmiast. Jak tylko PiS wygra wybory od razu wszystkim będzie lepiej. Tak z grubsza PiS zachęcał, ponad rok temu, by na niego głosować.   Tymczasem wystarczyło pieniędzy na program 500+. Ale już na pomoc frankowiczom zabrakło i tej obietnicy prezydent nigdy nie spełni. Miała być podniesiona kwota wolna od podatku, ale uczyniono tylko symboliczny gest względem najmniej zarabiających. 80 procent płatników żadnej ulgi nie otrzyma, a nawet będą musieli płacić więcej. Kopalnie miały być oczkiem w głowie premier Szydło. Teraz wiadomo, że nie będą. Po domem pani premier pikietowali rozgoryczeni górnicy. Obniżono wiek emerytalny, ale zacznie on obowiązywać dopiero od października przyszłego roku. Teraz PiS  tłumaczy nam, że w kampanii używa się skrótów myślowych, by wyborcy nie  musieli się głowić co mówiący miał na myśli.

W praktyce wygląda to tak. Prezydent Duda obiecał frankowiczom  przewalutowanie kredytów, a skończyło się tylko na umorzeniu  spredów. Na większą swobodę nie pozwoliła mu pani premier. Minister Macierewicz chce kupić  nowe helikoptery, a skończy się na dronach i karabinach dla niedzielnych ochotników. W poszukiwaniu pieniędzy rząd zabiera emerytury pracownikom SB, by spełnić swoje zobowiązania. Jest to wg PiS sprawiedliwość społeczna. Ma się ona tak do sprawiedliwości jak krzesło do krzesła elektrycznego.  Jak tak dalej pójdzie to samo urodzenie się w PRL będzie karane.

PiS chcąc wygrać wybory ukradł lewicy jej hasła. Jednak prawica ich nie rozumie i nie potrafi ich dobrze  zrealizować.  To tak jak by lewica zajęła się wdrażaniem liberalnej gospodarki. Kiedyś w Polsce próbowała i źle się to skończyło. PiS-owi wydaje się, że jak rozda trochę pieniędzy, bez głębszego  planu, to już będzie dobrze. To sukces krótkotrwały.

Premier Morawiecki ciągle zapowiada, że będzie promował polski kapitał. Póki co, otwiera  budowy zakładów z zagranicznym kapitałem. Koło Środy Śląskiej powstanie zakład remontu silników lotniczych Lufthansy. Może jednak coś się ruszy i z polskim kapitałem. W minionym tygodniu premier pojawił się na prezentacji pierwszego egzemplarza polskiego samochodu sportowego pod nazwą Husaria. Samochód jest tylko niby polski, bo zespół napędowy i zawieszenie jest zagraniczne. Koła i opony także.  W przyszłym roku ma być wyprodukowanych kilkadziesiąt takich aut. Koszt jednego to około 800 tys. złotych. Auto w sam raz dla obywatela naszego kraju.

Niestety chaos narasta. Ludzie z coraz większym niepokojem przyglądają się dobrej zmianie. Moja znajoma poinformowała mnie, że w jej parafii proboszcz nigdy nie zabierał głosu w sprawach polityki. W ostatnią niedzielę coś w nim pękło. Prosił parafian o modlitwę w intencji rządzących. Aby Pan Bóg przywrócił im rozum. Obawiam się że może być za późno.

Czesław Cyrul.