Miesięczne archiwum: Marzec 2017

Jerzy Owsiak ogłosił, że w tym roku Orkiestra zebrała ponad 105 mln złotych. W ubiegłym roku zebrano  „tylko” 72mln. Takiego skoku, z roku na rok, nigdy nie było. Paradoksalnie pomogło w tym PiS. Jak wiadomo ta partia  jest wrogiem WOŚP. Rządowa TV nie objęła patronatem tegorocznej Orkiestry. Zabroniono służbom mundurowym angażowania się w zbiórkę pieniędzy. Kościół też był i jest niechętny Owsiakowi. I wbrew władzy suweren dał tyle, jak nigdy. Polacy widzieli, że ta władza działa w złej intencji, zrobili jej na złość i dobrze dla potrzebujących pomocy. PiS pewnie nabierze wody w usta na ten temat albo zarzuci wrogość względem władzy obywatelom gorszego sortu, którzy odważyli się bez umiaru wrzucać pieniądze do puszek. Oczekuję, że w przyszłym roku będzie podobnie. PiS też będzie prześladował orkiestrę. I wtedy zebranych  będzie 200 milionów. A może to taka przewrotna, pisowska metoda, by więcej wycisnąć od obywateli, ale w taką finezję np. ministra Błaszczaka to ja nie wierzę.

Podobna sytuacja miała miejsce w latach osiemdziesiątych. Wtedy obywatele, na złość władzy, nieśli worki pieniędzy do kościoła. Inna rzecz, że nie bardzo było co za nie kupić. W latach osiemdziesiątych zbudowano w Polsce tysiące kościołów. Był to rekord nad rekordy i było to w czasach socjalizmu. Rekordowy wynik orkiestrowej zbiorki powinien dać do myślenia tej władzy, ale ona na razie wierzy, że suweren ją kocha.

Oponenci orkiestry uważają, że ta kwota to marny ułamek tego co wydaje NFZ. To prawda, ale NFZ wydaje miliardy na płace personelu i lekarstwa. Ile wydaje na zakupy sprzętu? Proponuję sprawdzić. Pieniądze z Orkiestry idą tylko na zakup sprzętu, a wtedy te proporcje wyglądają zupełnie inaczej.

Czesław Cyrul

Ustawa dekomunizująca nazwy ulic, pomniki i  wszystko to co po PRL  zostało działa. PiS-owski przemysł fałszowania historii pracuje pełną parą. Oto we Wrocławiu radni PiS domagają się zlikwidowania ul. Armii Ludowej i generała Berlinga. AL i generał walczyli z Niemcami, ale po niewłaściwej stronie i dlatego są niegodni upamiętnienia. Prof. Cenckiewicz odmawia polskości żołnierzom I i II Armii WP, które wyzwalały kraj od Wschodu. Była to jedyna droga pozbycia się hitlerowskiej okupacji. Ci, co snują inne scenariusze zwyczajnie bredzą. Według wspomnianego  funkcjonariusza PiS  setki tysięcy polskich żołnierzy, którzy urodzili się na Wschodzie sprawia,  że są Polakami gorszego sortu, o ile w ogóle można ich uznać za Polaków. Mogli zostać skażeni komunizmem i teraz ich krew i szczątki  hańbią  naszą świętą,  katolicką, polską ziemię.  Może należałoby ich prochy wykopać i odesłać na Wschód?  Nie wiem co jeszcze może ulęgnąć się w głowach myślących Macierewiczem. Historycy PiS mogą zarządzić  pomiary czaszek i będą grzebać  się w księgach parafialnych, by dowieść kto jest godnym bycia prawdziwym Polakiem.

Zaraz po wojnie władza ludowa też pozwalała sobie (zgodnie z tamtejszymi standardami) na korygowanie historii wedle swoich potrzeb. Po 89 roku postsolidarnościowe władze uczyniły wiele, by pokazać PRL wyłącznie w czarnych barwach. Po zwycięstwie PiS mamy kolejny etap manipulowania historią. Teraz PiS oczernia III RP i jej twórców. General Berling już się nie obroni, ale zarazem  nie wyobrażam sobie, aby pod rządami PiS  powstała kiedykolwiek ul. Wałęsy. Albo jakaś nowa ul. Jacka Kuronia. Aby Kwaśniewski i Komorowski (to on zapoczątkował kult żołnierzy wyklętych) doczekali się choćby małych skwerków swojego imienia. Wręcz przeciwnie będą jeszcze bardziej oczerniani od tych, zasłużonych z czasów PRL. Będzie za to natłok pomników braci bliźniaków i alei Macierewicza. W Zakopanem stanie pomnik prezydenta Dudy z nartami na ramieniu, bo nie wiem jak inaczej i za co można by go upamiętnić. Posłanka Pawłowicz zostanie patronem wydziałów prawa, poseł Piotrowicz wielkim reformatorem Trybunału Konstytucyjnego. Tak będzie, jak obywatelom  pozostaną nadal pod urokiem PiS-u.. Na razie  sporej grupie to  się podoba. Mam nadzieję, że otrzeźwienie przyjdzie we właściwym czasie. Na otrzeźwienie w samym PiS-e jakoś nie liczę, choć jest tam sporo trzeźwo myślących ludzi, ale strach przez gniewem prezesa jest  silniejszy.

Czesław Cyrul

Gdzieś w  Internecie przeczytałem zdanie, że skoro  bohaterscy żołnierze wyklęci, w sile kilku tysięcy,  prowadzili beznadziejną walkę, to kto, po wojnie,  odbudowywał kraj. O tym współczesna historia polityczna PiS milczy. Obelgi w stylu zdrajcy narodu, sługusy Moskwy  sugerują, że dziesiątki  milionów ludzi, którzy zabrali sie za podnoszenie kraju z ruin w tamtych warunkach, nie powinni tego robić na złość komunistom. Warszawa powinna leżeć w gruzach,  bezrolni chłopi nie powinni brać magnackiej czy kościelnej ziemi i nadal żyć w nędzy. Nie powinny  być budowane szkoły i szpitale. No ale to wszystko się działo. Porządni obywatele nie chcieli ukrywać się po lasach. Chcieli mieć mieszkania, pracę i dzieci. 

Inna wersja obecnej  historii PRL mówi, że to wszystko robiono  pod przymusem, że więzienia zapełnione były setkami tysięcy patriotów i porządnych ludzi. Zatem ci, co chcieli  normalnie żyć nie byli patriotami, a sługusami,  gorszym sortem.  Prawdziwa historia milionów Polaków żyjących w PRL jest dzisiaj całkowicie  pomijana. Młodym wbija się do głów półki z octem, strajki i stan wojenny. Zresztą taki model fałszywej, powojennej historii upowszechniały solidarnościowe elity. PiS tylko tę wersję „twórczo rozwinął”. To premier Bielecki powiedział, że Polska za  PRL została zniszczona bardziej niż przez hitlerowców (Davos-Szwajcaria).  Dopiero teraz historycy postsolidarnościowi nieśmiało zauważają, że PRL nie była czarno-biała, było wiele odcieni szarości, a i kolory się zdarzały. PiS czci  tylko żołnierzy wyklętych, resztę, nawet AK,  zepchnęło do czarnej dziury. Efekty tego widać wśród młodych ludzi, szczególnie mężczyzn. Kochają się oni w poglądach Korwin-Mikkego i Kukiza. Są proste, nieskomplikowane i obiecują samo dobro. Wiadomo, że gdyby ich myśl została wdrożona do praktyki  to  po roku  kraj by leżał w ruinie.  Głębsze refleksje do dużej grupy młodych mężczyzn nie docierają. Oto właśnie efekt wbijania do głów takiej polityki historycznej i w sumie debilizacji sporej grupy młodych. Im podoba się bieganie w strojach z epoki wyklętych, z drewnianymi karabinami,  zabijanie na niby komunistów oraz Żydów i patriotyczne koszulki z nadrukiem: śmierć wrogom ojczyzny.  W odróżnieniu od  tych mężczyzn młode kobiety  rozumują o wiele mądrzej, czym zadają kłam poglądom Korwin-Mikkego jakoby były głupsze. 

Nowy program nauczania i aktywna rola kościoła nadal będą  utrwalały tę prostą i nie zmuszającą do refleksji myśl patriotyczno-historyczną PiS.  Taka praktyka  zasiewa w głowach młodych postawy antysystemowe lub skrajnie prawicowe. Oni nawet PiS-owi nie ufają.  Może o to właśnie chodzi. Lud ma być głupi, ma mieć co jeść i ma słuchać jedynie słusznej prawicowej władzy. Ma wierzyć w katastrofę smoleńską, nie lubić obcych, nienawidzić inaczej myślących  i brać udział w patriotycznych uroczystościach.  To powinno wystarczyć by przynależeć do ludzi pierwszego sortu.

Czesław Cyrul.

 40 lat temu zacząłem pracę zawodową, jako lekarz weterynarii, w  dużym kombinacie PGR. W nocy wezwano mnie do krowy, która miała kłopoty z wycieleniem się. Okazało się, że siłami natury cielę nie jest w stanie przyjść na świat. Tylko cesarskie cięcie podpowiadał wymownie doświadczony zootechnik. Ale ja nigdy tego sam nie robiłem, nawet nie asystowałem, bo ciecie cesarskie u krów to raczej rzadki przypadek i trudny zabieg. Pomożecie? Pomożemy – odpowiedział zootechnik i pracownicy. Ja już przy takiej  operacji pomogłem, zapewniał zootechnik. Przyniesiono dodatkowe reflektory, krowę przywiązano do barierki, by się  nie przewróciła. Po premedykacji i miejscowym znieczuleniu,  przy uwagach zootechnika, rozciąłem powłoki brzuszne, macicę i wyciągnąłem olbrzymie cielę (byczka). Po zaszyciu wszystkich powłok, wlałem dożylnie krowie  kilka butelek wzmacniającej kroplówki i wróciłem do lecznicy. Nie byłem pewien czy krowa przeżyje.  Przez  tydzień bałem się dowiadywać, co z krową. W końcu pojechałem. Gdzie ta krowa po cesarce? A tam panie doktorze. Krowa jak mnie zobaczyła, stanęła bykiem. Pamiętała, że zadałem jej ból. Byłem z krowy i z siebie dumny. Potem miała jeszcze na pewno jedno cielę. Jak wiadomo krowy, dawniej i teraz, nie doznają prawdziwej miłości z bykiem. Wszystko odbywa się poprzez inseminację. Co było dalej w krową? Nie wiem. Strąciłem z nią kontakt. Nie każdy lekarz, nawet  w długiej karierze,  miał okazję  wykonać taki zabieg. Ja  miałem taką okazję. Był to mój największy wyczyn. Więcej nic nie osiągnąłem, bo odszedłem z zawodu i tak jest do dzisiaj. Sam nie wiem czy dobrze. Na pewno 6 lat studiów poszło na marne. Ale studia to nie tylko nauka. Świat był wtedy dla chłopca ze wsi bardzo ciekawy. I jak tę ciekawość zaspakajałem na wszystkie możliwe sposoby.

Czesław Cyrul

Wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego, profesor Liberadzki, opowiedział się za likwidacją lokalnych komitetów wyborczych. W gminnych i powiatowych wyborach powinny starować tylko partie polityczne, bo to pozwala obywatelom na przejrzystą kontrolę wybranych władz. Tak jest w Europie.  Polska jest w Europie, ale u nas jest pod wieloma względami inaczej. W lokalnych wyborach do gmin i powiatów zdecydowanie brylują lokalne komitety, nie partie polityczne.  Nie oznacza to, że wójtowie czy burmistrzowie albo radni nie należą do partii politycznych. Należą lub otwarcie z nimi sympatyzują, ale wybranie się z lokalnego komitetu jest bezpieczniejsze. Kiedy w np. sejmiku rządzi prawicowa partia, to lewicowy burmistrz  może powiedzieć – zabiegając o fundusze – „ panie my żadni tam lewicowcy, my tutejsi”. Taki tutejszy  burmistrz może grać na wszystkie strony. Może w gminie zawierać różne, apolityczne koalicje i nie słuchać odgórnych poleceń. Burmistrz  na zagrodzie równy wojewodzie, a  przynależność partyjna zobowiązuje do  wspólnej  gry w regionie czy kraju. Tutejszy burmistrz bierze od władzy odgórnej to co mu wygodne, a partyjne polecenia może bojkotować. Może dowodzić, że czyni to dla dobra gminy, gdy  własny lub  grupowy interes  jest tutaj  ważniejszy.

Tutejszość lokalnych liderów ma czasami większe znaczenie od partyjności. Zdarza się, że kandydat rządzącej partii przegrywa z kandydatem partii podupadłej, a to oznacza, że przedstawiciel partii podupadłej jest bardziej poważany od funkcjonariusza partii rządzącej. Zdarza się, że burmistrz, kiedy w skali kraju jego partia przegrywa, gwałtownie wypisuje się z niej i składa hołd zwycięzcom. Nasze życie polityczne jest jak nasz katolicyzm: powierzchowne i pozbawione refleksji, kierujące się emocjami, a nie racjami i wiedzą.   Z drugiej strony polityczne gry i skandale odpychają burmistrzów  od skłóconych i słabych partii politycznych, w których międzypartyjne transfery są na porządku dziennym.

PiS majstrując przy ordynacji samorządowej nie zamierza likwidować działalności lokalnych (gminnych) komitetów wyborczych, ale chce zabronić ich działalności (uważam, że słusznie) na poziomie wojewódzkim. Od tego stopnia prawo do startu w wyborach miałyby tylko partie polityczne. Co jednak się stanie gdy wybrani z partyjnych list radni wystąpią z partii,  założą w Sejmiku lokalne grupy działania i przejmą władzę? Miało to miejsce na Dolnym Śląsku. Takiego zakazu do ordynacji raczej wpisać się nie da.

Zatem, generalnie, jeżeli mamy zmierzać do Europy to promujmy komitety partyjne w wyborach lokalnych. Jak chcemy postawić na swojskość, tutejszość i wymieszanie władzy partyjnej w   kraju z tysiącami gminnych komitetów wyborczych to promujmy obecny, bałaganiarski system. Polska jako kraj gminnych ojczyzn i partyjnej władzy w Warszawie: nie wiem czy to dobry model na przyszłość. Ale a drugiej strony władze samorządowe cieszą się daleko większym zaufaniem od władz centralnych. Niestety, na szczeblu centralnym nie da się zawiązywać komitetów lokalnych i trzeba jakiś docelowy model wybrać.

Czesław Cyrul

 Propozycja, wygłoszona ex cathedra przez Grzegorza Schetynę, jednoczenia się opozycji wokół wspólnych kandydatach na wójtów, burmistrzów i prezydentów, którzy postawią zaporę pisowskiej  nawałnicy, wywołało wiele komentarzy wśród polityków i dziennikarzy. Generalnie zarzucono PO, że znienacka zgłosiła pomysł, o którym nawet prominentni członkowie PO nic nie wiedzieli, o innych partiach już nie wspominając. Te inne partie zareagowały ze zdziwieniem na propozycje wspólnych kandydatów, bo nikt z PO, w tej sprawie, z nimi nie kontaktował się. Przykładem takiego zaskoczenia jest Wrocław, gdzie przewodniczący Schetyna zaproponował prof. Chybicką na wspólnego kandydata opozycji na fotel prezydenta miasta. Propozycji PO żadna partia, ani ruch miejski nie poparły. Nie krytykowano kandydatury Pani Profesor lecz dyktatorską formę propozycji: oto dajemy wam , w swojej łaskawości, kandydata, a wy go akceptujcie. Tak forma niestety przekreśla jakiekolwiek dalsze rozmowy na ten temat: nie tylko we Wrocławiu, ale i w kraju. O dziwo politolog dr Alberski chwali ruch PO, bo tym samym  wyszła ona do przodu. Ale to ruch cwaniacki i obliczony na krótką metę.   

PO popełniła falstart. Dzisiaj falstart w sprintach  eliminuje zawodnika  ze wspólnego wyścigu do mety. Na szczęście bieg do samorządowych wyborów to długi dystans. Gdyby PO ogarniała sprawę szerzej, nie partyjnie, to najpierw  zaprosiłaby zainteresowane partie na konsultacje. Partie, nawet z ciekawości, przyszłyby. Tam podyskutowano by o propozycjach. Pewnie niewiele by z tego wynikało, ale poszłaby w kraj informacja, że PO ma propozycje i warto nad nimi dyskutować. Tym samym PO podkreśliłaby swoja wiodącą rolą w opozycji.  

Wspólni kandydaci na prezydentów to jedno, a listy kandydatów na radnych do samorządów to drugie. Nie wyobrażam sobie jakoś wspólnego kandydata na prezydenta i oddzielnych partyjnych list do rad. Różne cele, inny elektorat,  rożne programy i rożne interesy partyjne uniemożliwią utworzenie takich sojuszy. Aż takiej jedności w opozycji nie da się zbudować i nawet nie ma po co. Byłaby ona (jedność)  niewiarygodna dla wyborców. Jak pogodzić różne listy z poparciem wspólnego np. prawicowo-centrowo-lewicowego kandydata?   Nie da się tego pogodzić w praktyce, ale dyskutować można. I to dyskutować najpierw. PO swoim wyprzedającym ruchem pokazała, że chce narzucać opozycji swoje rozwiązania. Nieważne, dobre czy złe. Forma była fatalna. Ale jest i dobra strona tej propozycji. Okazało się, że opozycja wcale nie ma zamiaru jednoczyć się i to nieważne pod czyimi skrzydłami. W wyborach chce grać o swój elektorat, a po wyborach okażę się kto będzie koalicjantem, a kto wrogiem.

Czesław Cyrul