Miesięczne archiwum: Kwiecień 2017

Obecnie 1 Maja to czas domowej bezczynności i długich weekendów dla bogatszych. Postsolidarnościowa władza uczyniła wiele, by to święto sprofanować i ośmieszyć, a rozbita klasa robotnicza nie potrafiła go obronić. Robotnicy w PRL byli  solidarni i świadomi swojej siły, z którą liczyli się partyjni przywódcy. Władza bała się  ich  gdy wychodzili na ulicę. A była to klasa bardzo młoda, bez większych  tradycji. Przed wojną byliśmy państwem chłopskim ze znikomą ilością robotników i inteligencji.

To robotnicy nadawali nowy bieg historii powojennej Polski.  Wielkoprzemysłowa klasa robotnicza była motorem przemian ustrojowych w naszym kraju. Majowe pochody w PRL gromadziły miliony ludzi i kłamstwem jest, że przymuszano ludzi do uczestnictwa. Pewnie też i tak było. Dzisiaj zwozi się autokarami związkowców, na coraz rzadsze demonstracje i potem płaci diety za palenie opon na ulicach. Zawsze można się czegoś czepić.

Ta dumna klasa robotnicza, rękami jej inteligenckich reprezentantów, zmieniła ustrój w naszym kraju, a zaraz potem postsolidarnościowi kapitaliści zniszczyli jej godność i wysłali na śmietnik historii. Teraz oni (robotnicy) pracują ku  chwale kapitalizmu i kapitału. Postsolidarnościowa władza nie chciała majowych pochodów, bo pokazywanie spauperyzowanej klasy robotniczej nie dawało dobrego świadectwa syropianowcom. Mydlono oczy i kłamano, że to święto o komunistycznym rodowodzie. Zaprzęgnięto całą  machinę propagandową, by to święto zohydzić i upodlić. Jeden z wrocławskich historyków twierdził nawet, że we Wrocławiu to święto ma związki z hitlerowcami, bo przed wojną, 1 Maja,  oni organizowali pochody we Wrocławiu.

Kościół wespół z ZZ „Solidarność”, 1 Maja, woli obchodzić święto Józefa Robotnika. O odpowiednią rangę  tego święta, po 90 roku,  nie zadbała także, kiedy rządziła,  lewica. Nadawała jedynie bardziej ludzkie oblicze naszemu kapitalizmowi, ale i to nie zawsze. Pamiętamy jak zabierano dodatki do barów mlecznych, czy zniżki kolejowe dla studentów, a były to kwoty symboliczne.

Dzisiaj  nie pozostał nawet ślad po robotniczym hegemonie budującym kraj i jak trzeba obalającym system. Dzisiaj robotnicy są podzielni i słabi. Dawna solidarność jest tylko wspomnieniem. Robotnicy na wybory często nie chodzą, a jak głosują , to na prawicę, która wcale ich interesów nie reprezentuje.

Dzisiaj po ulicach maszerują narodowcy, kibole i  procesje kościelne. O robotnicze interesy upominają się  grupki polityków i związkowców. Sami robotnicy wolą 1 Maja posiedzieć w domu, wierząc, że ktoś za nich załatwi ich problemy, że niewidzialna ręka rynku da im dobre zarobki, że na emeryturze będą dostatnio żyć, a maszerujący narodowcy zapewnia im spokój. Wybudzenie z tego letargu  może być bardzo bolesne.

Czesław Cyrul

Dawno temu Rafał Dutkiewicz został wybrany prezydentem Wrocławia wspólnymi siłami PiS i PO. Dość szybko wspólne rządy w mieście rozpadły się. Potem, przez lata, prezydent Dutkiewicz rządził miastem ze swoją ekipą czasami  wzmacnianą radnymi z PO.  Bywało różnie. Jak w PO regionem rządził Grzegorz Schetyna to  partia atakowała prezydenta Dutkiewicza, gdy usunięto Schetynę to stosunki poprawiały się.

W ostatnich wyborach samorządowych PO i ekipa prezydenta Dutkiewicza wystawiły wspólną listę do Rady Miejskiej. Jednak PO na tym niewiele zyskała, bo wszystkie ważne stołki prezydent Dutkiewicz poobsadzał swoimi ludźmi. Gdy krajowym liderem  PO został Grzegorz Schetyna, zaczął robić w regionie porządki na swoją modłę. Współpraca PO z prezydentem miasta uległa gwałtownemu pogorszeniu.

W Sejmiku przewodniczący Schetyna także chciał usunąć ze stanowisk ludzi jemu nieprzychylnych, ale ci uciekli z PO, założyli własny klub i nadal współrządzą województwem. Kilku młodych z PO, szukając nowych ścieżek kariery, w chwilowym zauroczeniu przeszło do młodzieżówki PO czyli  Nowoczesnej. Nie wiem co obecnie dzieje się w ich głowach.

Teraz PO, chcąc zaszkodzić Dutkiewiczowi i promować swoją kandydatkę na prezydenta miasta, postanowiła przejść w Radzie Miejskiej do opozycji, ale chyba nie totalnej. Jej radni dostali nakaz głosowania przeciw udzieleniu absolutorium prezydentowi za miniony rok.

O tym, czy prezydent dostanie absolutorium, miał decydować głos radnego Kłosowskiego z SLD. SLD postawił prezydentowi warunki: owszem, udzielimy poparcia jak prezydent uruchomi gabinety dentystyczne w szkołach. Prezydent, chętnie lub nie, mniejsza o to, przystał na propozycję. Absolutorium otrzymał. Tak to prawica walcząc ze sobą musiała prosić o pomoc SLD. Wygrali na tym mieszkańcy, bo ich  dzieciom trochę poprawi się stan uzębienia. Z  prawicowych wojen dla mieszkańców dokładnie nic nie wynika. Bo zwalczające się strony mają takie same programy, a wieloletnia wojna toczy o stołki i wpływy.

Ciąg dalszy wojny pewnie nastąpi. W Sejmiku trwa nadal koalicja byłych członków PO (antyschetynowców) z obecnymi jej członkami (schetynowcami). Ponieważ członkowie PO postawili się prezydentowi w mieście,  a on współdziała z  antyschetynowcami  w Sejmiku, to teraz wojna pewnie tam się przeniesie. Polityczna zemsta może zebrać stołkowe żniwo.  Albo  taka schizofreniczna sytuacja  na prawicy będzie w Sejmiku trwać nadal, bo wojna może zaszkodzić obu stronom. A tam ludźmi PO poobsadzanych jest sporo poważnych stanowisk.

Starałem się opisać rzecz skrótowo i jak najprościej, a i tak trudno w tym się połapać.

Czesław Cyrul

 

Jest  nadzieja, że  gwiazda ministra Macierewicza zaczyna gasnąć. Seria błędnych decyzji podjęta przez ministra  zaczyna przynosić fatalne efekty: polityczne dla PiS-u i materialne dla kraju. Misiewicza siłą odrąbano od Macierewicza i PiS. Sam prezes dał sygnał do działania. Trzech partyjnych generałów z PiS orzekło, że Misiewicz nie ma  kwalifikacji do bycia dostojnikiem rządowym i reprezentowania barw PiS. Sam Misiewicz nie przyjął tego do wiadomości i oświadczył, że odchodzi z PiS, by nie szkodzić prawicy.

Zaraz potem zbiegł do USA szef komisji smoleńskiej dr Berczyński, tytułowany przez Macierewicza profesorem. Berczyński  tam mieszka na stałe. Widocznie stwierdził, że przekroczył już granice zdrowego rozsądku w głoszeniu smoleńskich bzdur, choć te granice  były u niego bardzo płynne. Ujawnił także, że stał za uwaleniem przetargu na caracale. Zarazem zrzekł się przewodniczenia Radzie Nadzorczej (zapewne posadzie dobrze płatnej) Wojskowych Zakładów Lotniczych w Łodzi. Złożył podobno dymisję na ręce prezesa zakładów i dymisja została przyjęta. Tak podają media. O ile mi wiadomo to rada nadzorcza jest nad prezesem. Prezes jest przez nią nadzorowany, nie może więc prezes przyjmować dymisji swojego nadzorcy.

Berczyński czmychnął do USA i już pewnie w Polsce  się nie pojawi. Jego miejsce zajął dr Nowaczyk, który też uważa się za profesora i też mieszka na stałe  w USA. Jest on zwolennikiem teorii, że tupolew ściął skrzydłem brzozę, ale  skrzydło zostało nietknięte, a w samolocie nie było jednego wybuchu,  było ich kilka.  Nowaczyk posuwa się jeszcze dalej w absurdalnych teoriach dotyczących katastrofy. Jak ośmieszy się do końca i zarobi więcej pieniędzy na opowiadaniu głupot, też pewnie  ucieknie do USA i więcej nie wróci. Może Macierewicz, jak się uchowa na stanowisku, powoła do komisji red. Ewę Stankiewicz. Ta pani wierzy ślepo i bezkrytycznie w katastrofę. Wtedy dopiero  zrobi się śmiesznie i groźnie zarazem. Jej jednak nie interesują fakty, ona wierzy w zamach, a z wiarą trudno dyskutować. Jej mąż, obywatel Danii, jest  ekspertem w komisji smoleńskiej. Nie wiem na czym się zna, bo w Danii robił coś zupełnie niezwiązanego z lotnictwem. To nie ma większego znaczenia, pewnie też wierzy w zamach, ale ja sądzę, że jest to raczej  wyrachowany cynizm, obliczony  na wyrywanie państwowej kasy. Tak jak u Berczyńskiego i Nowaczyka.

W zamach wierzy, według ostatnich badań, około 18 procent naszych obywateli i liczba ta co roku zmniejsza się. Zatem fałszywa religia smoleńska nie znajdzie szerszego uznania w społeczeństwie i w końcu z jej  kapłanem trzeba będzie coś zrobić.

Czesław Cyrul

Sojusz Lewicy osiągnął dojrzałość, ale to złe określenie, bo w naszym kraju partie żyją burzliwie i dość  krótko. Dlatego  SLD jest już partią w sile wieku i do tego po przejściach. Najpierw SLD był koalicją wyborczą, której trzonem była Socjaldemokracja Rzeczypospolitej Polskiej i to ona dawała polityczny i ideowy napęd całemu Sojuszowi. Lata rządów SLD w okresie 1993-1997 to  złoty czas  lewicy w III RP. Lewica rządziła w Parlamencie, a jej lider został prezydentem. SLD rządząc, zarazem nie roztrwonił kapitału zaufania swoich wyborców. Co prawda wybory w 1997 roku przegrał, ale w tych wyborach znacznie większa grupa wyborców, niż cztery lata wcześniej, zaufała lewicy.

Potem, do utworzonej już partii o nazwie SLD, zaczęły napływać tłumy chętnych, które niekoniecznie lewicowość miały w sercu. Ta lewicowość była powierzchowna jak nasz katolicyzm.  Sama partia stała się pragmatyczna i skupiona na sprawnym zarządzaniu państwem. Liczono, że jak wyjdziemy z dziury Bauca, wprowadzimy kraj do UE i poprawimy poziom życia, to wyborcy docenią nasze starania. Niestety często zapominano, że SLD to lewica, a nie liberałowie. Zapominano o etyce rządzenia, choć w porównaniu do dzisiejszego stylu sprawowania władzy  przez prawicę  SLD był bardzo poprawny. Liderzy SLD – podświadomie, lub nie – dążyli do samodekomunizacji. Jakby  im  ciążyła PRL-owska przeszłość. Łudzili się, że styropianowe elity przyjmą ich do swojej kompanii. Nic z tego. Te środowiska wymyśliły hasło, że SLD wolno mniej i jak tylko nadarzyła się okazja, postanowiły bezmyślnie zniszczyć lewicę. SLD po części zapomniał o swoich wyborcach i w 2005 roku oni surowo ocenili owe zapominalstwo.

SLD wprowadził Polskę do UE w 2004 r., ale zarazem roztrwonił swój polityczny kapitał jaki otrzymał od SdRP. Można także napisać lżej: nie pomnożył tego  kapitału. Wielu liderów SLD z premedytacją, w sposób podły lub głupi wyprowadzało ten kapitał z partii. Sami niczego nie zyskali, a SLD bardzo zaszkodzili.

Od 2005 roku SLD stara się odzyskać swoja tożsamość. Wychodzi to różnie i lekko nie jest. SLD, będąc u władzy,  zapomniało o lewicowej edukacji, tworzeniu lewicowych mediów i zaplecza intelektualnego. Niby to wszystko było, ale bez ideowego zacięcia i wewnętrznego żaru. Zamiast tego dominował suchy pragmatyzm. Sprawność organizacyjna nie zastąpiła „nadbudowy”. PiS pokazał, że nawet irracjonalne  poglądy działające na wyobraźnię i emocje zyskują poklask u prawicowych wyborców. Życzyć należy SLD, by także  zaczął oddziaływać na emocje i wyobraźnię lewicowego elektoratu, nie obiecując przy tym gruszek na wierzbie. To już było.

Czesław Cyrul

Sąd Prawa i Sprawiedliwości osądził i skazał Bartłomieja Misiewicza, a pośrednio wskazał także na kierownicze sprawstwo Macierewicza w tej sprawie. Czy czeka go teraz (Misiewicza) pozapartyjna poniewierka?  Czas pokaże.  Jedno jest pewne.   Zadawanie się z Macierewiczem okazało się zgubne, bo minister to osoba o destrukcyjnej i toksycznej osobowości, który za co się nie weźmie to, to się w nicość obraca.  Teraz Misiewicz musi się pożegnać z BMW serii 7 za pół miliona, i pewnie kupić sobie coś z drugiej czy trzeciej ręki do jazdy. Młody człowiek będzie musiał odpokutować za grzechy, ale nie można go skreślać, bo każdy ma prawo do poprawy.

Pokutą dla Misiewicza powinno być  ukończenie studiów na uczelni  ojca Rydzyka.  Będzie to dość  ciężka pokuta, bo od 7 lat Misiewicz nie może zrobić licencjatu, więc łatwo nie pójdzie. Kłopoty z nauką  zadają zarazem kłam twierdzeniom Macierewicza, że Bartłomiej to wyjątkowo zdolny młody człowiek. Po ukończeniu studiów i ewentualnych  innych kursach może nastąpić odpuszczenie win i nadzieja prawicy, z podniesionym czołem, może wrócić do polityki. Nie powinien jednak ponownie zadawać się z Macierewiczem, bo znowu zakończy się to zgrilowaniem Misiewicza. Ponieważ destrukcyjna polityka Macierewicza ma także swój kres, to problem pewnie  rozwiąże się sam.

Destruktorów takich jak Macierewicz i na lewicy było kilku – dlatego SLD boryka się teraz z kłopotami. Ale żaden z nich nie dorównywał siłą destrukcji Macierewiczowi. Sęk w tym, że jego destrukcyjna siła podoba się wielu wyborcom, ale nie czuję się uprawniony  do ich oceniania.

Czesław Cyrul

Odchodzący z PiS Bartłomiej Misiewicz stwierdził, że odchodzi z partii, bo media urządziły na niego nagonkę. A gdzie tacy jak on mają zdobywać kwalifikacje zawodowe? Wołał.  Za granicą? Ani słowem Misiewicz nie zająknął  się nad swoim kwalifikacjami, a właściwie nad ich brakiem.

Na co może liczyć dzisiaj młody człowiek ze średnim wykształceniem? Jak ukończył technikum, może być mechanikiem samochodowym, naprawiać sprzęt elektroniczny, być hydraulikiem. Jak ukończy dodatkowe kurs, może być operatorem koparki, czy wózka widłowego. Jak zdobędzie odpowiednią kategorię prawa jazdy, może być kierowcą ciężarówki czy autobusu. Misiewicz ze średnim wykształceniem  zajmował wysokie stanowiska w Ministerstwie Obrony Narodowej. Na te stanowiska powinni aspirować, i tak było wcześniej, wyżsi oficerowie (od majora wzwyż). Nominowana ostatnio na stanowisko rzecznika  MON  pani jest majorem. Zetem żale Misiewicza są wyssane z mlekiem od Macierewicza, który wmówił mu, że nie matura lecz chęć szczera……i miłość do PiS oczywiście.  Biedny Misiewicz w to uwierzył. Na końcu swojej kariery dementował, że nie zarabia 50 tysięcy miesięcznie, ale nie powiedział ile, a to oznacza, że zarabiał dużo. Niech zarabiał połowę tego: 25 tys. To i tak więcej niż prezydent czy premier w naszym kraju.

Usprawiedliwiając  misiewiczowy skandal liderzy PiS pokazują na PO, że tam też tak robili. Owszem robili i  dlatego PO przegrała wybory, ale  wyborcy sądzili, że  będzie inaczej, czyli lepiej. Zostali oszukani. Jest gorzej. Miało być  uczciwie.  Jak jest? Widać, choć jeszcze nie wszyscy to dostrzegli.

 Przykładem   bałaganu  w ekipie PiS  niech  będą ciągle kraksy,  stłuczki i demolka rządowych karet za miliony złotych.  To widoczny  efekt nerwówki jaka udziela  się nawet partyjnym kierowcom, jak widać też z misiewiczowskimi kwalifikacjami. Dano im do ręki drogie zabawki za miliony złotych, a oni myślą, że jeżdżą  gokartami na dziecięcym torze. Macierewicz i jego Misiewicz też tak się bawią i efekty  są fatalne.   W końcu prezes locuta causa finta.

Czesław Cyrul

W potocznej opinii polityka Platformy Obywatelskiej została określona mianem ciepłej wody w kranach. Wielu obywatelom to odpowiadało, ale bardziej zdecydowane wizje dobrobytu, obiecywane przez PiS, okazały się ciekawsze. 

Przed ostatnimi wyborami parlamentarnymi na politycznym rynku objawił się inny dystrybutor ciepłej wody. Nowoczesny szyld zachęcał do skorzystania z oferty. Ta partia też chciała dostarczać ciepłą wodę do domostw.  Krany Nowoczesnej były nowsze, świeciły się, łatwiej odkręcały,  dystrybutorzy byli młodsi, uśmiechnięci i obiecywali, że woda będzie tańsza i smaczniejsza.  Wielu obywateli  zaufało nowemu dostawcy. Po wyborach, kiedy dystrybutorzy z Nowoczesnej  obiecywali jeszcze  lepsze sposoby zaopatrywania w wodę  więcej obywateli zapragnęło, choćby na próbę, zmienić dystrybutora z PO na Nowoczesną. Nawet 25%  miłośników ciepłej wody chciało, by dostawcą była Nowoczesna. Wielu menadżerów  ciepłej wody z PO zaproponowało swoje usługi  Nowoczesnej.

Jednak szybko okazało się, że  nibynowoczesne  krany zaczęły przeciekać i straciły połysk. Temperatura dostarczanej wody także zaczęła się wahać. Lider nowoczesnych dostawców ciepłej wody Ryszard Petru udał się na badanie rynku na egzotycznej   wyspie.   Pod jego nieobecność woda w krajowych kranach zawrzała i wielu odbiorców sparzyło się do nowoczesnego dystrybutora. Odnowili swoje kontakty z poprzednim dostawcą.

I tak to rozpoczął się odpływ  miłośników  ciepłej wody w kranach  od Nowoczesnej do starej PO. Strumyk przybiera na sile. Ostatnio kilku głównych dystrybutorów z Nowoczesnej  przeszło do  dystrybutorni w PO. I proces ten będzie trwał, aż upadająca młoda  dystrybutornia  ogłosi bankructwo. Szkoda, bo w dostawach ciepłej wody też można konkurować, a PO zrobi wszystko, by zostać na tym rynku  monopolistą. Wolny rynek dostawców ciepłej wody diabli wezmą.

Czesław Cyrul

Rok temu, z okazji rocznicy smoleńskiej pan Prezydent Duda nawoływał do zgody narodowej. Nie spodobało się to prezesowi Kaczyńskiemu. W trakcie dalszych uroczystości ledwie  raczył, bardzo niechętnie, podać prezydentowi  rękę do powitania, a potem huknął: wybaczenie jest możliwe, ale najpierw musi być sąd, kara i żal za grzechy. Żadnego spontanicznego pojednania.  Sygnał był jasny: nie idź tą drogą Prezydencie.

W tę ostatnią rocznicę pan Prezydent krzyczał jak nigdy dotąd, a głośno krzyczeć, zamiast przemawiać, potrafi. Prezydent rozpaczliwie  krzyczał, by usłyszał go prezes. Tym razem nie było żadnych nawoływań do zgody. Prezydent krzyczał, że trzeba winnych ukarać i wreszcie zaprowadzić porządek, itp. Krzyk został usłyszany i wysłuchany. Wieczorem pan prezes, przemawiając pod pałacem prezydenckim, pochwalił prezydenta za właściwą  postawę. Pan prezydent  zasnął  snem docenionego i spełnionego człowieka.

Czesław Cyrul

Politycy PiS lubią jak nikogo nie lubią. Oni nawet wewnątrz partii się nie lubią. Chcieli polubić  Anglików, ale dostali kosza. Prezes Kaczyński zakochał się w Orbanie, ale ten dopuścił się zdrady. Były próby zakolegowania się ze Słowakami i Czechami, ale wyszło tak sobie. Nie ma miłości z Francuzami, bo nie kupiliśmy ich śmigłowców i przypomnieliśmy im, że uczyli się od nas  jeść widelcem. Co prawda oni  teraz produkują śmigłowce, a my widelce, ale moralna  wyższość polityków PiS nad żabojadami jest bezdyskusyjna. PiS lubi prezydenta Trumpa i jego wyborców, ale oni o tym nie wiedzą. PiS lubi Amerykanów, bo przysłali nam kilkuset żołnierzy i trochę sprzętu. To dobrze, bo nasza armia, pod rządami wiadomo kogo, idzie w rozsypkę.

PiS nie lubi Niemców i Rosjan.  Politycy tej partii nie lubią Niemców, bo oni są potęgą gospodarczą i trzęsą Europą, a PiS chciałby, aby Europa słuchała i uczyła się od PiS-u i stała się konserwatywnym zadupiem świata.  Jak wiadomo Niemcy znacząco przyczynili się do naszego wstąpienia do UE. PiS-owski rząd  zakupił  flotę luksusowych i pancernych aut, wyłącznie niemieckich. Niemcy oddali nam, za symboliczne pieniądze, kilkaset czołgów Leopardów. Teraz te czołgi minister Macierewicz chce zabrać ze Świętoszowa i przerzucić na wschodnią granicą, by straszyły Rosjan, których PiS nie lubi najbardziej. W zamian do Świętoszowa chce przysłać wysłużone stare czołgi z radzieckim  rodowodem.

Premier Morawiecki chwali się, że uczestniczył w szczycie ministrów finansów państw grupy G-20, ale  został tam zaproszony przez niemieckiego kolegę. Niemcy oczywiście wcale nie czynią nam grzeczności bezinteresownie. Jesteśmy dla nich  tanim zasobem wykwalifikowanej  siły roboczej i sporym rynkiem zbytu.  To  tutaj przywożone są wysłużone auta z Niemiec.  Nie muszą oni (Niemcy) wydawać pieniędzy na utylizację starych aut i jeszcze dodatkowo na tym zarabiają. Miliony Niemców przyjeżdżają  do naszych przygranicznych miast na tanie zakupy. Te obroty wynoszą kilkanaście miliardów złotych rocznie,  z czego zadowoleni są i Polacy i Niemcy. PiS-owska niechęć do Niemców nie przeszkadza premierowi Morawickiemu chwalić się niemieckimi inwestycjami w Polsce.

Tak więc  niechęć PiS-u do Niemców na charakter werbalny.  Niemcy są naszym największym partnerem gospodarczym, a my dla nich partnerem drugorzędnym, ale też ważnym. O tym PiS wie i dlatego woli bardziej nie lubić  Rosjan. Wynika z tego smutna konstatacja. Kto nas właściwie dzisiaj w Europie lubi?  Jedno jest pewne, polityka PiS-u nie przysporzyła nam sympatii za granicą.

Czesław Cyrul

Mija 20 lat od uchwalenia Konstytucji RP. Prace nad nią trwały głównie w trakcie rządów koalicji  SLD-PSL w latach 1993 – 1997. W tamtych czasach różne partie w parlamencie wzniosły się ponad podziały polityczne i historyczne. Stworzono Konstytucją  na miarę  potrzeb nowoczesnej Polski. Konstytucję RP, w referendum, przyjęli obywatele RP.  

Przewodniczącymi Komisji Konstytucyjnej Zgromadzenia Narodowego byli  Aleksander Kwaśniewski i Włodzimierz Cimoszewicz. Prace Komisji sfinalizował wrocławski poseł SLD prof. Marek Mazurkiewicz. W pracach nad jej  powstaniem  brali także czynny udział wrocławscy senatorowie SLD profesor Henryk Rot i profesor Kazimierz Działocha.

Ta ustawa zasadnicza dobrze służy Polsce. Na prawicy podnoszą się jednak głosy, że należy ją zmienić. Należy rozumieć to tak: Konstytucję trzeba zmienić, by dobrze służyła nie wszystkim Polakom, ale tylko konserwatywnej prawicy.  Obecna władza dopuściła się łamania Konstytucji już parokrotnie, interpretując  ją w sposób fałszywy i  szkodliwy dla trójpodziału władzy.  Łamie ją obecny Trybunał Konstytucyjny, mający  stać na straży jej przestrzegania. Pozwala na jej łamanie zdominowany przez prawicę Sejm i Senat. Prawica spowodowała, że Konstytucja przestaje pełnić rolę podstawowego dokumentu, na którym opiera się ustrój państwa.  Protesty opozycji, a potem kolejne wybory muszą tę sytuację zmienić. Przyszła władza musi przywrócić szacunek  Konstytucji i naprawić szkody, jakie powstały w wyniku jej łamania.

Czy dzisiaj możliwy byłby szeroki konsensus w Parlamencie i napisanie takiego dokumentu. Raczej nie, a nawet na pewno nie. Wiec brońmy tej Konstytucji, bo lepszej dzisiaj napisać się  nie da.

Czesław Cyrul