Skąd nasz ród

Kategorie: Bez kategorii

W ramach „III Dni Pionierów Osadnictwa na Ziemiach Odzyskanych” w Legnicy  odbyła się bardzo ważna konferencja „Pionierskie Lata Oświaty i Kultury na Dolnym Śląsku” zorganizowana przez Dolnośląski Ośrodek Doskonalenia Nauczycieli. Nie da się w krótkim materiale  przytoczyć wszystkich wystąpień, bo  to materiał na dużą publikację.  Skupię się na wystąpieniu profesora  Stanisława Nicieji z Uniwersytetu Opolskiego.  Profesor mówił, że 80 lat temu na Uniwersytecie Lwowskim wisiały polskie flagi i wykładali tam polscy uczeni. W tym samym czasie w Auli Leopoldina, na Uniwersytecie Wrocławskim, wisiały flagi ze swastykami i wykładano po niemiecku. W 1945 roku miastu Lwów otworzono żyły i wpuszczono krew ukraińską. Miastu Wrocław otworzono żyły i wpuszczono krew polską.  200 lat temu Warszawa byłą miastem rosyjskim, Kraków austriackim, a Poznań niemieckim – po Polsce nie było śladu. Profesor pokazał jak przez wieki zmieniały się nasze granice. I powiedział, że dlatego nie  opisuje Polski, ale historie Polaków. W tej wielkiej migracji polskiej ludności po wojnie interesują go ludzkie dzieje, nie militaria.  Opisuje historie Polaków na dzisiejszej Ukrainie, bo tam mieszkali i mieszkają nasi rodacy i opisuje losy ich potomków na Ziemiach Odzyskanych.

Lwowska kadra naukowa zasiliła Wrocław, ale także Politechnikę w Gliwicach. Szybko powstały w tych miastach mocne ośrodki naukowe. Ale  ponad 18 tys. lwowskich robotników osiedliło się w Bytomiu.  A 8 tys. mieszkańców Borysławia, gdzie były szyby naftowe i rafinerie, osiedliło się w Wałbrzychu. Z nafciarzy przekwalifikowali się na górników. Mieszkańcy Kołomyi  osiedlali się w Kłodzku, a 8 tys. obywateli Stanisławowa wybrało Opole.

Nie możemy zapomnieć o swoich korzeniach. Tutejszą historię tworzymy my i powinniśmy utożsamiać się z nią. Trzeba ją jednak umieć ciekawie opisać, by trafiła  pod strzechy. To rola historyków, którzy powinni mieć talent do pisania dla wszystkich, a nie zadawalać się nudnymi rozprawami naukowymi pisanymi do szuflady.  

Słabością społeczeństwa pierwszych lat powojennych  na Ziemiach Odzyskanych było poczucie tymczasowości. Dopiero po latach przesiedleńcy wrośli  w tę ziemię, a dla ich dzieci Dolny Śląsk jest ich ojczyzną.  Jak powiedział prof. Zawada z Uniwersytetu Wrocławskiego: Dolny Śląsk po wojnie był wielkim eksperymentem i do tego udanym. Mało się o tym dzisiaj mówi i pisze.  Historycy – naukowcy przegrywają  z pseudohistorykami będącymi na usługach partii  i dzisiaj  historia polityczna, często nie mająca wiele wspólnego z faktami, wygrywa. Dlatego dzisiaj na Dolnym Śląsku   dla polityków ważniejsi są żołnierze wyklęci, a historię milionów osiedleńców, którzy repolonizowali te ziemie, spycha się w zapomnienie. Ta konferencja, choć po części, przypomniała prawdziwa powojenną historię tych ziem.

Czesław Cyrul

Komentarze (2):

  1. Avatar
    Jonasz

    Panie Czesławie – dzięki za ciekawy i wyważony wpis.
    Mój ojciec pochodzący z Grudziądza przyjechał do Wrocka jesienią 45′. Na „Zachodzie”, we Francji był dipisem w amerykańskiej armii. Na Zachód został „wywieziony humanitarnie” przez Niemiaszków z KL Stutthof.
    Często pytałem go, dlaczego nie „zajął” willi na Biskupinie, Krzykach…. W tym czasie większość nieruchomości była do „zajęcia”. Odpowiadał krótko – wszyscy czekali na „kolejną wojnę z kapitalistami”.
    Tyle w temacie rodzinnym
    A teraz o historii rodzin z Wrocka i tych, zza Wisły…
    Wrocław i jego mieszkańcy, to „kocioł”historyczny – mieszkańcy jednej ulicy nie znali i do dzisiaj nie znają dziejów swych sąsiadów… Może i lepiej…!
    Na wschód od Wisły, mieszkańcy Podlasia na wskroś znają historię swych sąsiadów… w tradycjach rodzinnych, sąsiedzkich, istnieją relacje kto był w AK, kto w WiN, kto był w bandzie rabującej swoich. Ta wiedza o tym jest porażająca. Zapoznałem się z ponad 5 tyś. dokumentów w tych sprawach…..

    Pozdrawiam i namawiam do dalszych historii…

  2. Avatar
    Jonasz

    By nie zanudzać…. mam pytanie – brat mego ojca, przedwojenny marynarz w Gdyni, pływający w konwojach do Murmańska, wrócił z USA do Polski w 47′ roku. Na trapie „zdjęło” go UBP. Po przesłuchaniach postanowił „uciec” z Polski kajakiem do Szwecji. Oczywiście nie miał szans… Przez rok „siedział’ w celi w wodzie po kostki w gdańskim UBP. Maltretowano go i przesłuchiwano w niesamowity sposób. Nie złamano – we flocie angielskiej był mistrzem obecnego MMA ( mam wydruki prasy w tej sprawie).
    Zastanawiam się, czy był „wyklętym marynarzem”, czy też nie….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *