Miesięczne archiwum: Lipiec 2017

Ostatni dzień mojego pobytu w Ustce. Pogoda jak zawsze. Siedzę i oglądam TVP Info, bo innych stacji informacyjnych w ośrodku nie ma . Od rana, na okrągło i na wszystkie możliwe strony omawia się zabójstwo jednej osoby w Niemczech. W moim  regionie, na Dolnym Śląsku , np. na  portalu Gazety Wrocławskiej można przeczytać, że pijany mężczyzna zabił swoją partnerkę siekierą, inny – też pijany –  zadał kilkanaście ciosów żonie nożem i zadzwonił na policję informując o zajściu. W ten i podobny sposób ginie w Polsce rocznie  około 200 kobiet. Generalnie  zabójstwa  w naszym kraju są dokonywane za pomocą siekier, noży, maczet (element egzotyki) i wszystkiego ostrego co jest pod ręką. Zabójcy zazwyczaj są pijani.  Pokazuje to poniekąd jakie osoby są mordercami. W TVP Info nikt o takich zabójstwach raczej w ogóle nie informuje. Nie nakreślany jest portret psychologiczny zabójców, ani nie ma informacji jaki alkohol zabójca wcześniej spożywał i co go do tego haniebnego czynu sprowokowało. Rządowe media uznają to za sprawę prawie normalną. Polak zabija Polkę, więc wszystko zostaje w rodzinie.

Tymczasem w Niemczech jakiś, chyba Arab, zabija Niemkę i nasza TVP Info zakłada tam swoją stację dziennikarską  i mówi o tym na okrągło. Czy był to szaleniec czy terrorysta, jakich narkotyków zażywał,  jakie kamizelki miała policja,  itp. Niezorientowany mógłby być zbudowany troską jaką nasz rząd otacza Niemców, ale nic z tych rzeczy. Ten jazgot ma charakter polityczny i propagandowy, mający pokazać jak źli są uchodźcy.  Mordy na polskich kobietach, dokonywane  przez ich pijanych partnerów to coś innego. Tak by z tego zachowania mediów rządowych wyglądało. Ale żarty na bok. Pokazuję jak oto PiS używa wszelkich metod, by wykazać jaka to jego polityka jest słuszna, a zarazem sugeruje, że nasz kraj jest ostoją bezpieczeństwa. Po trupach do celu.

Czesław Cyrul

Czuję się coraz bardziej zmęczony, a to oznacza, że moje wczasy w Ustce dobiegają końca.
Na wczasach podjąłem się nauczenia mojej, sześcioletniej wnuczki jazdy na rolkach i nauka nie idzie w las. Muszę niestety biegać za nią coraz szybciej, a tego nie lubię. Codziennie chodzę z nią na basen i uczę pływania. Zimne i wzburzone morze nie wchodzi w rachubę. Zaczęła samodzielnie pływać, choć wcześniej, w Warszawie (bo tam mieszkają jej rodzice) instruktorom to się nie udawało. Czyli jeszcze coś tam potrafię. Jazda rowerem to, jak twierdzi wnuczka, sama łatwizna. Na szczęście pogoda jest bardzo dynamiczna (czytaj fatalna) i nie muszę się męczyć chodzeniem na plażę, rozbijaniem parawanu itp.
W pokoju mam tylko TVP INFO i pranie mózgu jakie funduje mi ta reżimowa stacja doprowadza mnie do furii. W tej, kiedyś publicznej stacji, występują jedynie dziennikarze PiS-owskich i kościelnych mediów (w sumie to prawie to samo) i to nie wszystkich. Jest tam także pani Ogórek. Na jej widok ogarnia mnie wielka smuta i wspominanie największej głupoty jaką popełnił SLD.
Nie jestem już młody i niejedni chcieli mi wyprać mózg, więc jestem uodporniony, ale dla mniej odpornych taka prosta i prymitywna propagitka może być zabójcza dla świadomości.
Męczy mnie sumienie, że w trakcie wielkich protestów we Wrocławiu ja sobie wczasuję. Na szczęście te demonstracje zdominowali ludzie młodzi, a ja młody już nie jestem, chociaż chciałbym. Mózg mam jeszcze sprawny, ale w tłumie na mózg nikt nie zwraca uwagi, bo niby jak. Dlatego uważam moją nieobecność za usprawiedliwioną.
Męczy mnie również fakt, że akumulator w moim aucie dożywa swoich dni i czeka mnie wydatek. I tak to wczasy mogą stać się męczące, ale zarazem dość przyjemne. Jeszcze tylko kilka dni i można będzie odpocząć.
Czesław Cyrul

Unikałem komentowania reformy sądów, bo nie jestem znawcą tematu. Przez całe swoje życie starałem się unikać kontaktów z prokuratorami, sędziami, adwokatami, policjantami, mechanikami samochodowymi i lekarzami, itp. Uważam, że w dobrze funkcjonującym państwie te służby powinny być jak najmniej widoczne, a zarazem obywatel powinien zawsze na nie liczyć.  Jak wielu obywateli z niesmakiem obserwowałem jak PiS demoluje po nocach Konstytucję, a ekonomem  tej „dobrej zmiany” jest poseł Piotrowicz.  Niestety Prezydent Duda pomagał przy tym wszystkim. On, naśladując styl pracy Sejmu także lubił nocą wręczać nominacje i podpisywać ustawy. Jako prawnik musiał wiedzieć, że gwałci obowiązujące prawo i zdawać  sobie sprawę, że kiedyś poniesie tego konsekwencje.

Zawetowane ustawy o Sądzie Najwyższym i KRS, napisane  byle jak i przyjęte nocną porą okazały się dla Pana Prezydenta już nie do przyjęcia. Nie chciał więcej podpisywać  ustaw łamiących porządek konstytucyjny, rodzących się w głowie prezesa Kaczyńskiego – i za które sam Kaczyński nie ponosi żadnej odpowiedzialności prawnej, a prezydent jak najbardziej.  Zszokowany PiS jak mantrę powtarza,  że 70 procent obywateli chce reformy sądownictwa. I może tak rzeczywiści jest. Ale obywatele nie chcą tzw. reformy według Kaczyńskiego i Ziobry,  w których wydaniu  ta reforma jest także zemstą na środowisku prawniczym. Prezydent także dał znać, że jest za reformą sądownictwa, ale  nie wedle wizji Kaczyńskiego i Ziobry.

Na razie sam PiS i jego rozpędzona machina propagandowa zacięła się.  Prezydent nasypał piachu w jej  tryby. Zagubiona, partyjna  TVP INFO zapętliła swój program i na okrągło pokazuje kilka przykładów sędziowskich wpadek, eksploatuje  tych samych dziennikarzy i ekspertów swojego chowu. Pokazuje także niby niezależnych polityków spoza PiS, którzy –  wylewając  łzy nad odrzuconymi ustawami – spełniają rolę tzw. „pożytecznych idiotów”.

 Na razie nie wiadomo jak dalej potoczą się sprawy. Jednak jeżeli prezydent chce wreszcie  pójść własną drogą to powinien zapowiedzieć w czytelny i jednoznaczny sposób, że wszystkie przyszłe rewolucyjne, niedopracowane  ustawy, przyjmowane nocną porą, przez PiS-owską większość i bez społecznych konsultacji,  będzie wetował. To powinno znacznie poprawić jakość uchwalanego prawa i dać do myślenia jakobinom z PiS.

Czesław Cyrul

Prawo i Sprawiedliwość chce przekonać szeroką opinię publiczną, że  prawie każdy sędzia to członek zdegenerowanej grupy i do tego złodziej. Ustalony w PiS i powtarzany jak mantra  przekaz bez końca podaje kilka tych samych przykładów. Oto  sędzia X ukradł nośniki pamięci w sklepie, inny chciał oszukać w kasie na 50 zł, a trzeci skazał prawie niewinnego na karę więzienia, a poważnego przestępcę wypuścił. W kraju jest około 10 tys. sędziów. Tak prowadzona narracja ma sugerować, że wszyscy sędziowie są właśnie tacy, jak wcześniej wymienieni. Jest to przekaz  obliczony ma wywarcie wrażenia u osób nie analizujących podawanych informacji. Okazuje się, że jest spora grupa takich obywateli w naszym kraju. Marna edukacja obywatelska  zbiera obfite żniwo i po deformie oświatowej będzie zbierać jeszcze większe. I o to właśnie PiS-owi chodzi. Ten negatywny przekaz jest setki razy powtarzany przez polityków PiS i PiS-owskie media, które teraz są obficie zasilane milionami ze spółek skarbu państwa. PiS także ukradło społeczeństwu publiczne media i wmawia bezczelnie, że nadal są publiczne i za kłamstwa tej partii wszyscy  obywatele mają płacić abonament.

Gdybym  zastosował retorykę PiS i chciał ocenić  tę partię to mogę napisać tak: radny PiS z Bydgoszczy przez lata bił i znieważał swoją żonę. Poseł PiS poprzedniej kadencji robił to samo ze swoją żoną i dodatkowo ją zdradzał. Mimo to został wybrany ponownie posłem. Wielu posłów tej,  katolickiej partii jest rozwiedzionych i nadużywa alkoholu.  Czy to oznacza, że politycy PiS to gwałciciele, włóczący się po burdelach, bo i taki przypadek miał miejsce?  Można tak uogólnić.  No może wyłączyłbym z tej grupy prezesa Kaczyńskiego z wiadomych względów. I dalej. Mogę podąć przykład senatora PiS, który w  niejasny i wątpliwie moralnie  sposób „przytulił” sobie 60 mln złotych. Oznaczałoby to, ze każdy polityk PiS to złodziej. I dalej. We Wrocławiu grupa aktywistów PiS podobno drenowała kasę PCK i przeznaczała pieniądze na partyjną kampanie wyborczą. Sprawa  jest w toku. Poseł Piotrowicz  w czasach PRL skazywał działaczy „S” czyli -według PiS-  służył złej sprawie. Dzisiaj, według mnie, robi to samo w PiS. Lubi służyć złu.  Widząc jak PiS w demoluje  Konstytucję  mogę napisać, że cała partia służy złej dla kraju  sprawie, ale dobrej dla siebie.  Poseł Piotrowicz, choć to człowiek z natury  zły jest w PiS samym dobrem. Jak patrzę na cyniczną i kpiącą ze wszystkich i wszystkiego  twarz  posła Piotrowicza, to nigdy nie kupiłbym od niego używanego samochodu. Innym też odradzam, nawet politykom PiS. Tak oto za pomocą kilku przykładów, stosując się do metod PiS, mogę twierdzić, że w tej partii są sami damscy bokserzy, rozwodnicy, malwersanci i ludzie złej woli. Czy tak jest? Na pewno nie. Oni tylko ulegli wpływom swojego szefa.

Czesław Cyrul

22 Lipca

Kategorie: Bez kategorii

Ten dzień postsolidarnościowa władza wyrugowała z kalendarza zaraz po przejęciu rządów. W ten dzień w 1944 roku ogłoszono dokument, który określał ramy polityczne i gospodarcze Polski po II wojnie. Pisano go w Moskwie, a wcześniej w Jałcie wielcy tamtego świata określili do czyjej strefy wpływów Polaka będzie należeć i nikt nas o zdanie nie pytał.

Było to Święto Odrodzenia Polski, dzień podsumowywania planów dziesięcioletnich, pięcioletnich itp. Organizowano festyny, na które nikt nikogo nie zganiał. Po 90 roku nowi władcy wmówili milionom Polaków, że żyli oni w jakimś zdradzieckim systemie, po którym pozostało gruzowisko i święto 22 Lipca powinni wymazać ze swojej pamięci. System różowy on nie był, ale była to nasza Polska. Tym gruzowiskiem czyli majątkiem zgromadzonym przez PRL jeszcze do bardzo niedawana żywił się budżet neoliberalnego państwa. Niestety lewica, nawet kiedy była u władzy, nie broniła dorobku PRL. Teraz cały dorobek PRL jest negowany, tamci obywatele są zaliczani do gorszego sortu, a hasło „Polska jest jedna” brzmi jak kpina.
Niech każdy kto pamięta tamte, dobre i złe strony PRL, wspomni datę 22 Lipca, pogodne święto młodych ludzi budujących swój kraj.
22 Lipca zastąpiono dniem 11 Listopada. Nic nie mam przeciwko tej dacie, Niestety to święto przypada na smutny listopad, kiedy nikomu nie chce się wychodzić z domu.
Wiele lat temu urządziłem happening: o wyższości święta 22 Lipca nad 11 Listopada. Zaciekawieni dziennikarze gromadnie przybyli. Wyjaśniłem, że wyższość 22 Lipca nad 11 Listopada polega na lepszej pogodzie latem. Tej pogody nie zmieni nawet nocna, sejmowa specustawa, tak jak mnie nikt nie zmusi do zapomnienia tamtej daty i plucia na dorobek PRL.
Czesław Cyrul

Pogarda

Kategorie: Bez kategorii

Po 1989 roku postsolidarnościowa elita okazywała pogardę dla całego dorobku PRL-u.  Ubliżali milionom ludzi, którzy odbudowywali kraj ze zniszczeń wojennych.  W zasadzie, według gardzących, nie powinni nic robić, a i tak kraj byłby w lepszej kondycji. Żadna sytuacja geopolityczna, ustanowiona poza Polską po wojnie, ich nie interesowała. Elita gardzących, w latach dziewięćdziesiątych, zgromadziła się w Unii Demokratycznej, a potem w Unii Wolności. Oni wiedzieli lepiej, byli najmądrzejsi, a zgubny neoliberalizm stał się ich religią.

Obywatele jednak nie lubią być pogardzani,  w wyborach okazali gardzącym swoją pogardę i odesłali tę partię na emeryturę. W tym też czasie zaczęła rodzić się pogarda wewnątrz obozu postsolidarnościowego, de facto prawicowego. Kłóciła się postsolidarność między sobą, ale zarazem wspólnie pogardzała lewicą, uznając że jej można zdecydowanie mniej.  Do szerzenia pogardy zaprzęgły się liberalne media, dzisiaj zbierające gorzkie owoce swojej polityki. Potem centrum pogardy ukształtowało się w Platformie Obywatelskiej. Przez 8 lat pogardzali PiS-em, lewicą, a przede wszystkim obywatelami kraju, którzy mieli być zadowoleni już z samego faktu, że łaskawcy z PO raczą nimi rządzić.  PiS, rosnąc w siłę, uruchomił swój przemysł pogardy. Pogardy do PO i  całego PRL-u. Kościół, głoszący miłość bliźniego, w milczeniu, a może z aprobatą przyglądał się tej produkcji pogardy, która rozlewała się na cały kraj.

W końcu obywatele postanowili pozbyć się pogardliwych polityków z PO. Ale nie wiedzieli, że zamienią ich na jeszcze bardziej chamskich polityków z PiS. Wielu to się jednak podoba. PiS do uprawiania polityki pogardy zaprzągł publiczne i własne media i pokazuje, że pogarda PO, przy pogardzie PiS, to było przedszkole.

Pogarda miewa także skromniejsze oblicze. Oto partia Razem pogardliwie wypowiada się o SLD, odmawiając jej prawa bytu na scenie politycznej. Ta, prawicowa pogarda przelewa się na obywateli. Obywatele stają się także coraz bardziej pogardliwi dla siebie i obcych. Stają się zamknięci, ksenofobiczni, i nieufni. Jesteśmy w Europie jednym z najbardziej nieufnych społeczeństw, a zarazem uważamy się za otwartych, gościnnych i – o ironio – życzliwych. Tak to prawicowa pogarda do obywateli wnika w nich samych i stają się oni podobni politykom prawicy.

Zarażonych pogardą jest coraz więcej. Pogarda, w różnych odmianach, w staje się epidemią. Jedynymi partiami, które unikają pogardzania i gardzenia są SLD i PSL, ale dzisiaj  zbyt małe, by przeciwstawić się zalewającej nas  epidemii pogardy. Pogarda dla przeciwników politycznych, dla sąsiadów, którym wiedzie się lepiej, pogarda do Żydów, bo są inteligentni, pogarda dla Rosjan, bo są głupi i prymitywni, pogarda dla Ukraińców, niechęć do Litwinów, Naśmiewanie się z Czechów itp. Ale oczekujemy,  by inni nas poważali, bo przecież my jesteśmy narodem prawie wybranym. Obawiam się, że pogarda mająca prawicowy rodowód staje się naszym towarem eksportowym i życzliwe przyjmowanie Trumpa, czy książąt z Wielkiej Brytanii nie ukryje pogardy jaką żywimy do samych siebie i dla obcych.

Czesław Cyrul

 

 

W lipcowy weekend  Bolków i jego zamek opanowali ubraniu na czarno.

Dodatki w innych kolorach miały podkreślać czerń.

Na coroczny festiwal rocka gotyckiego Castle Party przybyły tysiące fanów z kraju i zza granicy.

Byli jednak jacyś inni od tych,  

ostatnio  często pokazujących się na ulicach naszych miast.

Nie byli  wygoleni na łyso, wręcz przeciwnie,

na czarnych koszulkach nie było napisów…. śmierć wrogom ojczyzny.,

nie ryczeli… raz sierpem raz młotem…,

Nie dudnili ciężkimi butami po miejskim bruku,

nie szli w szyku, z flagami,  na mszę do kościoła

Nie chowali pod pazuchą maczet i kijów baseballowych,

 na nikogo nie napadali,

nie bili się miedzy sobą,

niczego i nikogo nie podpalili,

Nie mieli wymalowanej na twarzy nienawiści wzmocnionej bezmyślnością,

byli uśmiechnięci i życzliwi,

jakby należeli do innego gatunku homo sapiens,

 Miedzy koncertami leniwie sączyli piwo,

a piwo mogło być pite w  czasie festiwalu wszędzie,

mieszkańcy chętnie udzielali przyjezdnym gościny.

Tak, tak, czerń może mieć rożne odcienie,

różne wywoływać emocje,

i do różnych celów może być wykorzystywana.

Czesław Cyrul

Specjaliści od mowy ciała tłumaczą w mediach  jak politycy grają swoim ciałem niczego przy tym nie mówiąc.  O czym  świadczy ich sposób ubierania się, itp.. W dobie obrazkowych informacji te gesty  stają się  coraz ważniejsze. Nie słowa lecz mowa ciała coraz częściej jest komentowana przez dziennikarzy. Nic dziwnego. TV przemawia do nas przede wszystkim obrazem i politycy posiedli tę wiedzę.  Donald Trump  kreuje się na  dużego i brutalnego mężczyznę. Zbyt długi czerwony krawat kończy się w okolicy jego krocza, a powinien sięgać tylko do paska od spodni,  co może sugerować, ze tam skumulowana jest jego siła (w kroczu). Czego on zresztą nie ukrywa. Brutalna męska uroda prezydenta jeszcze bardziej uwydatnia się przy pięknej i młodej małżonce (Piękna i bestia?!)

Prezydent Trump lubi ściskać i przetrzymywać dłonie innych głów państw pokazując tym samym swoją samczą siłę. Należy to rozumieć także, że i jego kraj też jest silny. Młode samce wielu gatunków zwierząt siłują się ze sobą, bodą się i gryzą  nawzajem, by pokazać kto jest silniejszy. Prezydent Trump szarpie dłonią swojego rozmówcy pokazując, że to on jest tu samcem alfa, choć wiadomo, że łamanie palców witającego się  jest objawem złego zachowania i wychowania. Dodatkowo duży Trump klepie protekcjonalnie po plecach polityków  innych państw.  Nie poklepał jednak Angeli Markel, do tego jeszcze się nie posunął. Pewnie też nie odważy się poklepać protekcjonalnie królowej brytyjskiej, bo kiedyś muszą się w końcu spotkać. Klepią się także po plecach inni politycy. Ale nie wszyscy. Np. prezes Kaczyński nikogo protekcjonalnie nie klepie, a mógłby.  Niechcący, zamiast po plecach, mógłby poklepać np. wysokiego Gowina po pośladkach i od razu wydźwięk takiego klapania byłby zupełnie inny.

Prezydent Putin i Trump  zawsze siadają z szeroko rozstawionymi nogami co ma sugerować pewność siebie. Generalnie dają znać że są facetami z cojones (po hiszpańsku jaja). Nie wygląda to estetycznie, ale nie oto tu chodzi. I tak można by jeszcze wymienić wiele sygnałów słanych przez polityków do społeczeństwa. Słowa w dzisiejszej polityce znaczą mniej niż przed laty. Tolerujemy kłamstwa polityków. Oni sami okłamanie kogoś często uznają za sukces lub co najmniej  za rzecz normalną. Oto wszyscy wielcy z PiS twierdzili, że nie podwyższą podatków. Ale zmienili zdanie i włos im z głowy nie spadnie. Kłamstwo w polityce uznaliśmy za coś normalnego. Mowa ciała także pokazuje kiedy delikwent, coś nam obiecując, kłamie w żywe oczy. Nieodkryte pozostaje jeszcze co sobie myśli gość, któremu silniejszy polityk ugniata do bólu dłoń, a ten uśmiecha się przy tym i pewnie myśli sobie:  ..jak się zaraz odwinę…Ale do tego jeszcze nie dochodzi.

Czesław Cyrul.

 

W niedzielę, 9 lipca br. w Legnicy,  odbyły się uroczystości „Dnia Pamięci” ofiar banderowskiego ludobójstwa na Kresach Wschodnich II RP w latach 1943-1947.

11 lipca, 1943 roku  UPA dokonała, w ramach akcji trwających od początku 1943 roku,  skoordynowanego ataku, na polskich mieszkańców w około 150 miejscowościach na Wołyniu. Zaatakowano  także kościoły, by pozabijać  modlących się tam Polaków. W Rzezi Wołyńskiej zginęło około 100 tys. Polaków.  Szacuje się, że na całych kresach  liczba ofiar może sięgać nawet 200 tysięcy. W uroczystości wziął udział poseł Kosiniak-Kamysz, prezes PSL, przedstawiciele organizacji kombatanckich i kresowych,  mieszkańcy Legnicy.

To przykre, mówił wicemarszałek dr Tadeusz Samborski, że w stolicy nie ma miejsca na postawienie pomnika ludobójstwa na Wołyniu. Gotowy projekt pomnika stoi w pracowni prof. Koniecznego i nie może doczekać się na lokalizację. Ten bolący problem nie może doczekać się rozwiązania na szczeblu międzyrządowym. Na Ukrainie narastają nacjonalistyczne nastroje,  do głosu dochodzą ludzie  podważający prawdę o tamtych wydarzeniach.  Niszczone są pomniki upamiętniające tamte wydarzenia i polskie cmentarze. Stefan Bandera jest typowany i uznawany za największego bohatera Ukrainy. Buduje się pomniki ku jego pamięci i czci pamięć o UPA i OUN.

Polskie władze, pragnąc rozwoju dobrosąsiedzkich stosunków,  unikają zajęcia jednoznacznego stanowiska o uznaniu Rzezi  Wołyńskiej za ludobójstwo.  Prezydent Andrzej Duda odmówił udzielenia patronatu uroczystościom poświęconym jej ofiarom.  Niechęć Ukrainy do wyjaśnienia prawdy o Rzezi Wołyńskiej powoduje w Polsce wzrost nastrojów antyukraińskich, a to nie rokuje nadziei na przyjęcie jednolitego stanowiska obu państw w tej kwestii. Można nawet powiedzieć, że staje się to coraz trudniejsze.

Prezydent Legnicy, Tadeusz Krzakowski powiedział, że w Legnicy i okolicach wspólnie z  Polakami, w zgodzie,  żyją Ukraińcy i Łemkowie. Udało nam się stworzyć wielokulturowe i zgodnie  społeczeństwo. Nie chciał bym, aby , wzrost nastrojów nacjonalistycznych  miał zagrozić dobrym  stosunkom  międzyludzkim w naszym mieście…

Gość uroczystości, kompozytor Krzesimir Dębski, potomek rodziców ocalałych  z ataku banderowców 11 lipca, 1943 roku, na kościół w Kisielinie tak opisuje relację rodziców w swojej książce „Nic nie jest w porządku”: …..”Tej niedzieli na mszę w Kisielinie przyszli Polacy z miasteczka i okolic. .. Banderowcy otoczyli kościół i czekali aż ludzie zaczęli wychodzić pod lufy i siekiery….. Moi rodzice przeżyli, bo się nie poddali….zabarykadowali się w przylegającej do kościoła plebanii…odrzucali wpadające przez okna granaty i odpychali drabiny. …Po tej walce ojciec Krzesimira Dębskiego  stracił nogę….Rodzice uciekli z pogromu dzięki pomocy ukraińskiej rodziny….O pomocy  Polakom przez  Ukraińców także wiele mówiono na uroczystości. … „bo nie ma zbrodniczych narodów, są zbrodnicze ideologie i organizacje je wyznające”…, podkreślono w jednym z wystąpień.

Czesław Cyrul

Prezydent Donald Trump zawsze porusza się, w krajach które odwiedza,  swoimi autami, które budzą nie mniejsze zainteresowanie od samej osoby prezydenta. Prezydenckie cadillaki są brzydkie, wyglądają jak wojenne machiny i budzą respekt. I pewnie o to chodzi. Te auta są  pokazem poziomu amerykańskiej techniki i zarazem  mają działać odstraszająco na wrogów. Nie przez przypadek opisuje się ich poziom bezpieczeństwa, by zniechęcić ewentualnych zamachowców.

Prezydent Putin korzysta, w przemieszczaniu się po ziemi, oględnie mówiąc, z techniki niemieckiej. Dowodzi to, że Rosja nie umie wyprodukować samochodu luksusowego, opancerzonego i prestiżowego. Za czasów Związku Radzieckiego produkowano rządowe czajki i ził-y. Teraz produkuje się nadal licencyjne łady i archaiczne wołgi. W Rosji są także montownie znanych marek samochodowych.  Dziwnie jednak wyglądałby prezydent Putin w opancerzonej ładzie. Poruszanie  się przywódcy tak dużego kraju niemiecką limuzyną daje świadectwo technologicznej niemocy tego kraju.

Natomiast premier Wielkiej Brytanii wożony jest najczęściej jaguarem. Marka jest angielska, ale jej obecnym  właścicielem jest hinduski koncern Tata. Indie były kiedyś kolonią Anglii. Może oczywiście pani premier skorzystać z rollse-royca lub bentleje, ale te marki kupili Niemcy i do środka aut włożyli niemieckie wnętrzności.  Anglikom, w przemyśle samochodowym, zostały tylko nazwy marek, bo  reszta jest niemiecka lub japońska.

Przywódcy chińscy jeżdżą chińskimi autami. Trudno nawet powiedzieć jakie to marki, bo ten rynek jest bardzo dynamiczny. Pewnie w środku są zamontowane europejskie podróbki, ale niekoniecznie. Skoro Chińczycy latają w kosmos, to i dobry silnik do samochodu też mogą wyprodukować. Rosjanie też latają w kosmos, ale dobrych  silników  do samochodów produkować nie umieją. To jest właśnie różnica pomiędzy dzisiejszym przemysłem Chin i Rosji.

Dygnitarze francuscy starają się jeździć rodzimymi markami, choć w produkcji prestiżowych aut nie idzie im najlepiej. Polska i zdecydowana większość krajów europejskich pozostaje, pod tym względem, w sferze wpływów  niemieckiej techniki samochodowej.

Cesarz Japonii i rząd tego kraju wożony jest autami rodzimymi, bo Japończycy mogą wyprodukować każde auto.

Tak więc rządowe auta mogą być przykładem potęgi, prestiżu, zależności ekonomicznej, poziomu własnej techniki lub sygnałem z kim dany kraj się lubi lub nie. Oglądajmy  limuzyny przywódców, a wiele się dowiemy o rządzonych przez nich państwach.

Czesław Cyrul