Miesięczne archiwum: Wrzesień 2017

Liczni samorządowcy, uważający się za apolitycznych i  bezpartyjnych, szykują się do wyborów jak kraj długi i szeroki. Zamierzają startować z różnego typu bezpartyjnych komitetów.  Partie polityczne są w samorządach w zdecydowanym odwrocie. Startować na fotel burmistrza czy prezydenta z poparciem partii to dzisiaj prawie obciach. Tylko PiS pewnie będzie trzymało się swojej, partyjnej  tożsamości, bo ma wysokie notowania, a to na pewno w wyborach nie przeszkadza. Komitety obywatelskie, pod którymi będą się kryć chętni na burmistrzów, a także ukryte pod skrzydłami tych komitetów partie,  w najbliższych wyborach zawładną lokalną sceną samorządową.

Formuła lokalnych komitetów jest wygodna dla ich  liderów, bo unikają politycznego utożsamiania się, a w razie personalnego czy innego konfliktu, zawsze można z niego (komitetu) wystąpić lub zmienić nazwę na inną i nikt nawet się nie zorientuje. Zawsze w następnych wyborach można komitet zreformować lub nawiązać inne, operacyjne sojusze, bo o strategii nikt tu nie mówi, zamieszać wyborcom w głowach i dalej trwać u steru lokalnej władzy. 

Bezpartyjne konfederacje samorządowe to główne wójtowie, burmistrzowie i prezydenci. Zapewne kompetentni. Nie stoją za nimi żadne struktury w terenie, oni zabiegają jedynie o poparcie  obywateli w wyborach. Są to  grupy zawodowych samorządowców oferujących swoje usługi lokalnym społecznościom.   W zasadzie wszyscy owi fachowcy są po tzw. przejściach. Zdecydowana ich większość była lub nawet jest członkami jakichś partii politycznych.

Ale gdyby np. partia x, mająca teraz 5 procent poparcia społecznego cudem, za kilka miesięcy, miała 50 procent poparcia to daję głowę, że lokalni bezpartyjni liderzy wisieli by u klamek tej partii i zabiegali o względy. Zatem nie bezpartyjność jest tu czynnikiem decydującym, ale możliwość usadowienia się w lokalnych samorządach i do tego dobierane są środki do ich realizacji.

Słabość struktur partyjnych wręcz zachęca licznych samorządowców do zakładania lokalnych komitetów. To taka nasza, polska specyfika. W krajach europejskich jest to zjawisko nieznane. Tam, tylko partie polityczne startują do parlamentów i lokalnych samorządów. Wyborca ma zawsze jasność na kogo głosuje. Kto wie, czy PiS, majstrując przy ordynacji wyborczej do samorządów, nagle nie zablokuje możliwości startu w tych wyborach lokalnym komitetom i tylko partie polityczne miałyby do tego prawo. Byłby to – paradoksalne – ukłon PiS-u w kierunku norm europejskich i w kierunku uporządkowania sceny politycznej w naszym kraju. Po takim ruchu w lokalnych komitetach zagotowałoby się i chętni do samorządowych posad kłębiliby się pod partyjnymi siedzibami, przypominając się lokalnym strukturom, że tak naprawdę oni zawsze byli z partią, że tylko chwilowo zeszli na manowce, ale  nigdy nie zmienili poglądów  i klepaliby  takie tam inne retoryczne dyrdymały. Nie mieliby z tym zahamowań, bo władza jest najważniejsza.

Czasław Cyrul

Włodzimierz Cimoszewicz gościł we Wrocławiu na zaproszenie Stowarzyszenia „Pokolenia”.
Oto co powiedział na spotkaniu.

1.Nie zawsze byt określa świadomość.
Mieszkający w pobliżu Puszczy Białowieskiej generalnie popierają jej wycinkę, choć raczej przy wycince nie pracują. W okolicy powstało bardzo dużo gospodarstw agroturystycznych. Do puszczy przyjeżdżają turyści by podziwiać pierwotny las, a nie sztucznie posadzone drzewa. Takie mają w całej Polsce i w parkach. Po wycięciu puszczy turyści przestaną przyjeżdżać, ale to jakoś do właścicieli gospodarstw agroturystycznych nie dociera.
Rolnicy popierają PiS, choć ta partia bardzo utrudniła obrót ziemią. W efekcie w wielu regionach obrót ziemią został zablokowany, a jej wartość spadła, a to utrudnia rozwój rolnictwa. Ponadto za rządów PiS zaczęły się opóźnienia w wypłacie dotacji unijnych, a mimo to wieś kocha PiS.

2. O wierze i irracjonalizmie na co dzień.
Wiara nie ma nic wspólnego w wiedzą. Albo się wierzy, albo nie. Wiara nie ma nic wspólnego z racjonalizmem. Polacy to naród wierzący i dlatego często podejmują polityczne decyzje dyktowane wiarą, a nie racjonalizmem.

3. O Platformie Obywatelskiej
To partia oportunistów, bez kręgosłupa politycznego. Jest tam wielu mądrych ludzi, ale nic z tego nie wynika. To partia, która nie ma pomysłu na przyszłość.

4.O rządzeniu.
Można, nie mając celów dalekosiężnych, krajem zarządzać, czyli administrować, ale to zazwyczaj kończy się źle. PO właśnie przez osiem lat zarządzała. Tylko podwyższenie wieku emerytalnego było odważną decyzją i wg byłego premiera bardzo potrzebną.

5. O przywództwie.
Jeżeli partyjne życie toczy się wokół silnego lidera, to zazwyczaj kończy sie dyskusja w partii o celach i programie. Jak przywództwa też nie ma dalekosiężnych celów to kończy się tak jak w PO.

6. O opozycji.
Opozycja musi przestać się na siebie obrażać i zacząć ze sobą rozmawiać. Inaczej nie da rady PiS-owi.

7. Co dalej?
Trudno powiedzieć, ale polityka zaskakuje i nie wiemy co wydarzy się za kilka miesięcy. Ta nieprzewidywalność to cecha polskiej polityki.

8. O prezydencie Dudzie.
Nie uważam go za dobrego prezydenta. Łamał i łamie Konstytucję, a to dyskredytuje jego prezydentowanie.
.
9. O świadomości obywatelskiej.
Po 1990 roku zapomniano o kształtowaniu nowoczesnej świadomości obywatelskiej, nie objaśniano obywatelom politycznych i gospodarczych zjawisk i wzajemnych zależności. Teraz mamy społeczeństwo słabo wyedukowane w sprawach politycznych. Dlatego boi się ono zmian zachodzących w Europie i świecie, zamyka się w sobie, jest podatne na populistyczne hasła i łatwo jest nim manipulować.

10. O chrześcijaństwie.
ProPiSowska postawa kleru sprawiła, że stajemy się społeczeństwem antychrześcijańskim. Jesteśmy pokłóceni i nienawidzący się, a podstawowe przykrzenie „ miłuj bliźniego jak siebie samego” sieje się pustym frazesem.

11. O politycznej emeryturze.
Z polityki odchodzi się albo na emeryturę, albo się umiera. Ja odszedłem na emeryturę i bez polityki naprawdę można żyć.

Czesław Cyrul

Bardzo wysokie notowania PiS jednych dziwią, innych nie. Te notowania pokazują nas jacy w rzeczywistości jesteśmy i jacy byliśmy za PRL. Badania  sympatii politycznych  pokazują, że PiS jest poważane za 500+,  za obniżenie wieku emerytalnego, za podwyżki pensji, za walkę z dziurami Watowskimi. Czyli generalnie obywatele doceniają wymierne  zasługi PiS na rzecz poprawy naszego bytu codziennego. Kwestie reformy sądów, niszczenia Trybunału Konstytucyjnego, zawłaszczenia mediów publicznych itp. są dla większości sprawami drugorzędnymi.

Przypomnę, że za czasów PRL praktycznie wszystkie bunty i strajki wybuchały po ogłoszeniu przez władze podwyżek cen żywności, a nie dlatego, że uchwalono np. fatalną konstytucję, o dekrecie Bieruta nie wspominając.  Badania prowadzone wśród polskich emigrantów lat osiemdziesiątych wykazują wyraźnie, że 90% migrujących chciało przede wszystkim polepszyć swoje warunki życia. Tacy, którym przeszkadzał ustrój byli w zdecydowanej mniejszości. Chcieliśmy  i chcemy dobrobytu i silnej władzy, byleby tylko nas osobiście za bardzo ona nie dotykała. Nie przypadkiem jeszcze dzisiaj ocena stanu wojennego wśród badanych jest raczej pozytywna, choć postsolidarność  twierdziła  – bezzasadnie – że było to wojna całego  narodu z generałem Jaruzelskim. Teraz też jest podobnie – chcemy skutecznej  władzy i dbającej o nasze, codzienne  interesy. Chcemy także być w UE, bo Unia daje duże pieniądze i o tym wszyscy wiedzą. Nawet ci, co jej nie lubią.

Zatem nie jesteśmy Mesjaszem Europy, nie  jesteśmy narodem miłującym wolność ponad wszystko, nie jesteśmy wzorem gościnności, nie kochamy bezgranicznie demokracji, choć też nie jesteśmy jej przeciwni. Te wspomniane przymioty raczej nam wmawiano przez lata, a dzisiejsza rzeczywistość pokazała, że cenimy przede wszystkim nasz byt codzienny, pracę, własny portfel i oczekujemy, by władza nad tym czuwała.  Religię dostosowujemy także  do naszych potrzeb i naszej rzeczywistości. Jesteśmy tacy, jacy jesteśmy, a nie tacy jak nam kadzą politycy. Wmawiano nam dawniej, że kochamy socjalizm i Związek Radziecki. W czas festiwalu „Solidarności” wmawiano  nam, że ukochaliśmy demokrację i wolność  ponad wszystko. Cały czas, choć coraz rzadziej, wspominamy wielkiego Papieża –Polaka, ale nie jego nauki. Teraz wmawia się nam, że żołnierze wyklęci byli i są przykładem patriotyzmu i bezgranicznego bohaterstwa. Co będzie za kilka lat?  Jeszcze nie wiadomo. A my chcemy żyć w spokoju, niekoniecznie być mesjaszem narodów,  zbytnio nie wychylać się w Europie, bo jeszcze on czegoś od nas zechce. Po latach transformacji i wmawiania nam różnych  przymiotów  zatęskniliśmy  zwykłością, za małą stabilizacją i PiS wyszedł temu naprzeciw. Tylko obywatele nie wiedzą, że ta stabilizacja nie jest za darmo. Polacy podpisali cyrograf na ograniczenie demokracji, na meblowanie ich głów według wizji PiS-u i zgodę na rządy autorytarne. Za kilka lat to dopiero do wielu dotrze, bo „nie ma darmowych obiadów” Szanowni Rodacy.

Czesław Cyrul

Kilka dni temu Sejm, na wniosek PiS, przez aklamację, przyjął uchwałę gloryfikującą Brygadę Świętokrzyską NSZ. Ta brygada, wg PiS  i prezydenta Dudy, to crème da la crème polskiego patriotyzmu, niezłomnej postawy, waleczności, itp. Według  prawdziwych historyków, ale nie tych z IPN,  była to organizacja antysemicka, antysowiecka, niesubordynowana, zwalczająca polską partyzantkę, itp. Ludzie z tej brygady robili wszystko by nie dopuścić do zapanowania sowietów nad polskimi ziemiami. Brygada  unikała walk z Niemcami i kolaborowała z nimi, a pod koniec wojny uciekła u boku hitlerowców z Polski. Oto – w dużym skrócie – bohaterowie, którym PiS bije pokłony i nakazuje ich czcić młodym.

Za wspomnianą uchwałą głosowali także posłowie opozycji. Niczym stado owiec, a raczej baranów podnosili ręce i bili brawo na cześć organizacji, o której najlepiej milczeć. Takie zachowanie pokazuje miałkość opozycji i brak własnego zdania, o honorze nawet nie wspominając. Oto dlaczego wyborcy tak nie szanują opozycji, bo i za co. Skoro w takich momentach opozycja poddaje się dyktatowi PiS-u i głosuje tak samo jak PiS, to po co głosować na taką opozycję – podróbkę PiS. Lepiej głosować na oryginał.

Jest jednak w tej ideologicznej uchwale spory zgrzyt. PiS, stawiając za wzór bohaterstwo ludzi  z Brygady Świętokrzyskiej,  kłania się zarazem hitlerowcom, z którymi ci ludzie uciekli z Polski. Pokazuje tym samym, że Niemcy byli lepsi od Rosjan. Dzisiaj rząd PiS domaga się o reparacji wojennych od Niemiec, a nie od Rosjan  i psuje stosunki z naszym największym partnerem gospodarczym. Może nawet zacząć domagać się darmowych dostaw niemieckich, luksusowych  limuzyn, których z upodobaniem używa na swoje potrzeby  

Swoją drogą, rozumując PiS-em, co by się wydarzyło gdyby owa brygada pobiła Sowietów, pomogła do końca hitlerowcom wymordować Żydów, a w Polsce pozostaliby Niemcy, którzy zamierzali z Polaków uczynić  niewolników, a potem zlikwidować,  podobnie jak Żydów.  Sowieci takich planów wobec Polaków nie mieli. To oczywiście bardzo uproszczone  dywagacje, utrzymane w stylu uchwały gloryfikującej wspomnianą brygadę.

Czesław Cyrul

Dolnośląska Unia Pracy w sobotę obchodziła 25-Lecie działalności. Aktywność  polityczną UP  zaczynała samodzielnie, a od kilkunastu lat  swoje losy  związała, w koalicji, z SLD. W UP działali m.in.: Karol Modzelewski, marszałek  Aleksander Małachowski, a we Wrocławiu, swego czasu, Józef Pinior.

Na Dolnym Śląsku, i w kraju, Unia Pracy była odpowiedzialnym koalicjantem. Kilkanaście lat współdziałania UP z SLD to z pewnością najdłuższa koalicja polityczna  w kraju: od prawicy do lewicy. Nie brakowało koalicyjnych tarć, ale polityka to nie zabawa dla grzecznych dzieci, szczególnie w naszym kraju. Zabierając głos na uroczystym spotkaniu Józef Pinior stwierdził, że dzisiejsza opozycja poniosła klęskę wyborczą, bo budowała kapitalizm wbrew społeczeństwu. Niestety także politycy lewicy brali w tym udział i teraz tak trudno odzyskać im wiarygodność. Józef Pinior nawoływał do jedności na lewicy, ale trzeba wrzucić kamyczek do jego ogródka. Ostatnie lata swojej działalności politycznej spędził w objęciach Platformy, a to partia na wskroś prawicowa. W objęcia tej partii wpadli także politycy SLD i tam ich lewicowość diabli wzięli, o wiarygodności nie wspominając. A może po prostu byli tylko farbowanymi lisami. Przed wiązaniem się lewicy z prawicą przestrzegał Wojciech Browarny z partii Razem. …”Prawica zawsze będzie prawicą”… i tu się w pełni zgadzam z profesorem Browarnym. Być może przedstawiciel partii Razem przestrzegał Unię Pracy Pracy przed jej  aliansem z Platformą Obywatelską we Wrocławiu. UP – jak wiadomo-   przystąpiła do koalicji z PO i paprała kandydatkę  tej partii na fotel prezydenta Wrocławia. To krok lewicowej partii w kierunku prawicy i moim zdaniem krok nieroztropny. Uważam,  że  Unia Pracy nie odegra znaczącej roli w tym prawicowym związku i wierzę, że wróci na lewą stronę sceny politycznej, czego jej serdecznie życzę.

Czesław Cyrul

Skok na publiczną kasę, jaki wykonało PiS, poprzez swoją agendę, otwiera nowy rozdział w historii uprawiania polityki  rządzącej partii na pieniądze wszystkich obywateli. Polska Fundacja Narodowa właśnie otworzyła ten nowy rozdział. Za pieniądze spółek skarbu państwa wykonuje robotę na zlecenie PiS. I im bardziej politycy PiS zaprzeczają, że to nie jest kampania partyjna, tym bardziej kłamią. Nie wiem co sobie myślą, padając na kolana w kościele, bo owi kłamcy zarazem uważają się za gorliwych katolików. Widzę jednak, że codzienna pragmatyka  polityków prawicy i ich modlitwy w kościołach to byty równoległe. Choć może nie do końca. Pokazywanie się w kościołach jest politycznym sygnałem dla wyborców, że łączy ich polityka. Wiara jest tłem do jej uprawiania.

Bilbordy za 19 mln szkalują pojedynczych  sędziów za kradzież spodni w sklepie, itp. W zasadzie za 19 mln można by zrobić kampanię o wiele skuteczniejszą. Wiadomo, że tzw. kampanie outdoorowe (czyli bilbordy) nie są najskuteczniejszym środkiem w docieraniu do odbiorców. Za takie pieniądze, poprzez TV, można by dotrzeć do wielu milionów obywateli i nie tylko w miastach. Ale po co dawać te pieniądze dla rządowej TV?  Niedawno skarb państwa zasilił  ją sumą 800 mln złotych i to powinno jej starczyć na czas jakiś. Za te pieniądze suto opłacani są czołowi propagandziści PiS ( tak pomiędzy 30 – 40 tys. miesięcznie). Bilbordy  miały pewnie uzupełnić kampanię przeciw niezwisłym sądom w TVPiS i innych prawicowych mediach, którym skarb państwa także daje zarobić. Zamieszczenie reklamy  fabryki zbrojeniowej, w prawicowym piśmie, kupowanym przez starszych ludzi, jest tego przykładem. Awantura jaka zrobiła się po tym bilbordowym skoku na kasę wywoła efekt raczej odwrotny od zamierzonego, ale utoruje drogę na przyszłość. W kampaniach wyborczych PiS  może wykonać  podobny,  propagandowy manewr za pieniądze nas wszystkich.

Skoro jednak teraz ta  kampania nie wypaliła to kto na niej skorzystał. Skorzystali funkcjonariusze PiS, którzy zarobią spore pieniądze. Tymi pieniędzmi będą musieli podzielić się z matką partią. Bo jak partia daje zarobić i to tak dobrze, to trzeba się dzielić. Składki specjalne czy,  obojętnie jak je nazywać, są powszechną daniną w partiach rządzących. I tak to koło się zamknie. Zarobią ludzie partii, zarobi partia i będzie kasa na kolejną kampanię wyborczą.

Czesław Cyrul

Polska Fundacja Narodowa miała reklamować nasz kraj za granicą, a reklamuje PiS w kraju. Fundacja, na bilbordach, za 19 mln złotych promuje PiS-owskie hasła nawołujące do reformy sądów. Na konto fundacji osiemnaście spółek skarbu państwa musiało wpłacić 100 mln złotych. Najpierw w tych spółkach zasiedli przedstawiciele PiS, by nie było problemu z przelaniem pieniędzy na partyjną fundację. Wcześniej poprzednie ekipy także zawłaszczały te spółki,… ale nie odważyły się zasilać partyjnych fundacji pieniędzmi tych spółek. Wszystkie spółki skarbu państwa mają rodowód PRL-owski. Nie przeszkadza to jednak brzydzącej się komuną prawicy zasiadać tam w zarządach i radach, brać olbrzymie pieniądze i jeszcze pompować publicznymi pieniędzmi partyjne przedsięwzięcia. Dodam, że w III RP nie powstała żadna nowa, od podstaw, spółka skarbu państwa. Teraz te spółki stały się finansowym zapleczem PiS-u.
Dzisiaj na PiS płacą wszyscy – zwolennicy tej partii i jej przeciwnicy. Kiedy nadejdą wybory ta sama fundacja będzie prowadzić kampanię wyborczą PiS-u. Na bilbordach pojawią się partyjne hasła, ale nie będzie podpisane czyje one są. PiS natomiast powie, tak jak teraz, że jest tylko kampania informacyjna.
Wcześniej PiS zawłaszczyło publiczną telewizję, gdzie też za pieniądze podatników reklamuje wyłącznie swoją politykę oraz oczernia i cenzuruje opozycję. W publicznej TV PiS już nie ma żadnych zahamowań. Ponieważ obywatele nie chcą płacić abonamentu na partyjną TV to ostatnio z budżetu państwa, czyli z naszych pieniędzy, zasilono kasę TVPiS sumą 800 milionów złotych, by tryby partyjnej propagandy nie zacinały się. Tak to właśnie PiS drenuje kieszenie nas wszystkich, by wmawiać nam, że pieniądze obywatelom wyłącznie rozdaje.
Wcześniej PiS, łamiąc Konstytucję, upodliło i podeptało Trybunał Konstytucyjny. Teraz chce założyć kaganiec organizacjom pozarządowym. Sądy i prokuratura mają być sprawiedliwe tylko z nazwy. W rzeczywistości mają trzymać za twarz całe społeczeństwo, a sądy i prokuraturę za twarz będzie trzymać PiS. Wszyscy mający inne zdanie to zdrajcy i ludzie gorszego sortu – i będą za tę zdradę piętnowani. W szkołach (może i dobrze, że likwiduje się gimnazja) PiS przed wszystkim chce zapanować nad umysłami uczniów, a nauczycieli zagonić do wkładania do głów naszej młodzieży tego co sobie partyjni ideolodzy wymyślą. I tam można by pisać jeszcze długo.
PiS odpowiada opozycji, że rządzi z przyzwolenia wyborców. To prawda. Tylko że rządzi łamiąc demokrację. Jest źle i może być jeszcze gorzej. Nadzieja w tym, że opór społeczny światłych obywateli nie pozwoli na pełzającą miękką dyktaturę, która z czasem może stwardnieć.
Jak zachować to co PiS zrobiło dobrego i zarazem zablokować dyktatorskie zapędy tej partii? To pytanie dla zdecydowanej większości obywateli kraju.
Czesław Cyrul

Prezes Kaczyński nie lubi nikogo. Pewnie lubi tylko siebie. Nawet najbliższe grono partyjnych współpracowników może czuć się tylko dopuszczone  do obcowania z prezesem, ale zawsze niepewne jutra.

Prezes Kaczyński obawia się tylko ministra Macierewicza, ale nikt nie wie do końca dlaczego.

Premier Szydło boi się prezesa Kaczyńskiego i dlatego sama nic nie może. Jej niemoc najlepiej  widać gdy nic nie może zrobić Macierewiczowi, a ten robi co chce i pani premier, ratując twarz, obłudnie  mówi, że minister robi dobrze, choć wie, że tak nie jest. Tym samym pani premier, mówiąc nieszczerze, naraża nie Najwyższemu,  w którego wierzy bezgranicznie, a przynajmniej tak się zachowuje.

Macierewicz też nikogo nie lubi. Lubił Misiewicza, ale mu go odebrano. Prezes Kaczyński także trzyma Macierewicza na dystans. Na ryby czy wędrówki po górach nigdy go nie zaprosił.

Pani premier raz lubi, a raz nie lubi prezydenta Dudę. Ostatnio częściej go nie lubi. Bo jak prezydenta nie lubi prezes i  ona też musi go nie lubić, bo boi się  prezesa.

Prezes Kaczyński wcześniej prezydenta Dudę tylko marginalizował, a teraz go nie lubi. I do tego nic mu nie może zrobić, a to pewnie jeszcze wzmaga niechęć prezesa do prezydenta.

Prezydent Duda domaga się, poprzez naciski na panią premier, od prezesa Kaczyńskiego dymisji Macierewicza, którego prezes też nie lubi (Macierewicza), ale się go boi.

Prezydent Duda nie lubią nawzajem z ministrem Ziobro. Niestety prezydent nie ma żadnego bata na Ziobrę. Prezes Kaczyński  też na Ziobrą nie przepada, ale ponieważ ten (Ziobro) nie lubi prezydenta, więc jest Kaczyńskiemu potrzebny, by uprzykrzał życie prezydentowi. Ostatnio prezydenta znielubiła posłanka Pawłowicz, bo prezydent sam pisze ustawy o sadownictwie i nikomu nie chce ich  pokazać. Wcześniej takich samych projektów PiS nie pokazywał prezydentowi. Wart Pac pałaca.

Pani premier nie lubi wicepremiera Morawieckiego i w tym nielubieniu czasami posiłkuje się Ziobrą, który też nie lubi Morawieckiego.

Można by takie rozważania prowadzić jeszcze długo, ale po co. W ocenie polityków PiS w ich partii  panuje pełna zgoda. Czy PiS-owska władza i sam prezes  lubi ludzi?  Na to pytanie odpowiedzcie sobie sami.

To jest fenomen. Partia, w której panuje pełna zależność wszystkiego i wszystkich  od jej lidera, nie ma  wewnętrznego zaufania i trwa walka buldogów pod dywanem ma tak wysokie notowania w społeczeństwie. Kiedy zwrócę się w przeszłość to z przykrością stwierdzam, że za innych rządów wcale nie było lepiej. Także na pokojach władzy walczyły ze sobą rożne frakcje, także podgryzano się, szczuto i spiskowano. Może to jest taka nasza, polska tradycja. Bo czy jest to standard europejski?   Pewnie gdzie indziej też władza żre się między sobą i trzeba  nauczyć się w tym  żyć.

Czesław Cyrul

31 sierpnia udałem się pooglądać demonstrację na wrocławskim Rynku. Miała ona upamiętniać podpisanie porozumień strajkowych a 1980 roku. Przybyło około 2 tys. ludzi, w tym sporo tych, którzy pamiętali tamte czasy. To niewiele. Tacy jacyś raczej smutni i przygaszeni. Młodsi uczestnicy raczej oczekiwali czegoś innego niż akademii ku czci tamtych wydarzeń. Organizatorzy (młodzi) wystąpili w koszulkach z napisem „konstytucja”, a hasło demonstracji brzmiało„Solidarność naszą bronią”. Nie chodziło tu o ZZ „Solidarność”, ale o solidarność współczesną. W tłumie zauważyłem jedną flagę Solidarności, ale szybko zniknęła. Pan z koszykiem flag państwowych zarobił niewiele.

Weterani tamtej Solidarności wspominali swoją walkę z komuną, ale młodzi już nie czuli tamtych czasów i przyjmowali dość obojętnie ich wspominania. Profesor Wiszniewski uczestnik wojny polsko-jaruzelskiej, jak siebie określił, wspomniał że Jaruzelski nigdy nie powiedział o tamtej opozycji „zdradzieckie mordy”, a teraz dawniejsi towarzysze walki obrzucają się takimi epitetami. Teraz walka w dawnym obozie Solidarności idzie o to, kto będzie w przyszłości strażnikiem świętego ognia tamtych czasów.

Na obrzeżach demonstracji kręcili się zwolennicy innych, prawicowych opcji politycznych. Przemawiającego Frasyniuka uznawali za komunistę, Wałęsę za Bolka, itp. Chyba wszyscy oni byli pod wpływem alkoholu. Dwóch gardłujących oponentów siedziało w kawiarnianym ogródku i swoje wystąpienia przepijali i zapijali. Może narodziła się nowa, prawicowa tradycja?

Młodzi, którzy demonstrację zorganizowali, mówili o swoich planach. Oni walczą o swoją przyszłość. Widać że chemii miedzy pokoleniami nie ma i weterani nie są wzorcem dla młodego pokolenia. To pokolenie szuka swoich idoli i walczy o swoją przyszłość. Tak jak dawniej, tylko cele są inne. Ale wspólnym wrogiem, jest dzisiejsza władza i ku niej kierują swój sprzeciw.

Paradoksem, ale tylko pozornym, był fakt, że wśród organizatorów obchodów ku czci porozumień sierpniowych była liczna grupa młodych członków SLD. Młodzi budują swoje porozumienia, choć nie zawsze im to wychodzi, ale to normalne. Czy im się uda? Czas pokaże. Jedno jest pewne, oni nie chcą żyć wspomnieniami i historią, tą PRL-owską i tą Solidarnościową, chcą czegoś nowego, ale jeszcze nie do końca mają sprecyzowane cele. Drugim pewnikiem jest to, że nie będzie partii młodych, bo też różnią się między sobą. Wielu z nich widzi w tym szansę zrobienia własnej kariery i to też jest normalne. Wolontariuszy w polityce dzisiaj jest tyle co na lekarstwo, albo i jeszcze mniej. Takie czasy.

Czesław Cyrul