Miesięczne archiwum: Grudzień 2017

Rok 2017 przeżyłem i dobrym zdrowiu i z takim wejdę w następny. Zdawałoby się, ze moje zdrowie zależy także od zdrowia kraju.   Na szczęście tak nie jest, choć  Rząd świadomie wpędza obywateli w delirium z dodatkiem schizofrenii.

Władza wmawia nam, że dopiero niedawno skończył się komunizm. Ostatnio zauważył to jeden z mniej bystrych ministrów. Kilkadziesiąt lat minęło, nim to do niego dotarło. Ale im władza mocniej walczy z komuną, tym bardziej korzysta z doświadczeń dyktatury. Ona (dyktatura) i komuna wzajemnie wymieniały się doświadczeniami w sprawowaniu władzy. U nas była  miękka komuna i teraz zmierzamy w kierunku miękkiej dyktatury. Jest więc jakaś ciągłość, choć władza stara się nam wmawiać, że komuny nie lubi. Połowie obywateli taka dwuznaczność się podoba, co pozwala mniemać, że i tamta komuna nie była im całkowicie wstrętna. Braki w aprowizacji były dokuczliwe i dlatego tamten system musiał upaść. Teraz gospodarka i aprowizacja mają się dobrze więc dyktatorskie zapędy władzy nie są  bezpośrednio dokuczliwe. Ale do czasu.

Dzisiaj gospodarka rośnie, ale swobody demokratyczne, kultura i nauka, przeżywają kryzys. Ten kryzys da znać o sobie za jakiś czas. Dlatego z niepokojem spoglądam w przyszłość, w której sądy będą tak samo nieruchawe jak teraz,  ale pod partyjnym nadzorem. Spektakle w teatrach będą cenzurowane, tzn. nie będzie na nie pieniędzy. Wolne media będą prześladowane za mówienie prawdy, a rządowe środki przekazu będą mówiły o władzy wyłącznie dobrze, a o opozycji źle. W kwestiach tzw. „nadbudowy” cofamy się do PRL, ale z tą różnicą, że wtedy dawano, kontrolowanej przez siebie kulturze, znacznie więcej pieniędzy. Była cenzura i pieniądze. Teraz też zaczyna się cenzura, a pieniądze są tylko dla swoich.

To delirium zafundowane obywatelom przez władzę sprawia, że obywatele są za reformą sądów, a zarazem byli za wetem prezydenckim, kiedy prezydent te reformy wetował. Teraz kiedy, praktycznie wcześniej zawetowane reformy, bez sprzeciwu prezydent podpisał okłamywane społeczeństwo straciło, myślę że tyko chwilowo, orientację i o to władzy chodzi.  Władza chce, aby społeczeństwo było jak najbardziej zdezorientowane, bo wtedy łatwiej się nim rządzi. Władzy zależy na tym, by owa schizofrenia i delirium  przybrały zasięg pandemii. Zadaniem lewicy jest ochrona  funkcjonujących programów socjalnych i walka z owym delirium. Czego wszystkim na przyszły rok życzę.

Czesław Cyrul

Zawsze na święta przygotowuję bigos. Praca to odpowiedzialna i czasochłonna. Kapusta świeża, kiszona, wołowina, wieprzowina, boczek, kiełbasa dobrze podwędzona, ale nie sucha, grzyby, śliwki, jabłka, cebula i przyprawy. No i oczywiście wino dodawane pod koniec gotowania. Wino jest wisienką na torcie wieńczącą godziny pracy nad bigosem. Dlatego zawsze do bigosu kupuję dwie butelki wina i trzecią na zapas. Otwieram dwie i próbuję, które wino byłoby najlepsze. Kroję mięso i przysmażam, duszę osobno kapusty, moczę grzyby, itp. Wszystkie te czynności przepijam winem i zastanawiam się, które dodam na końcu duszenia. W miarę jak składniki upodobniają się do bigosu próbowanie wina łączę ze smakowaniem bigosu. I tak to się toczy przez kilka godzin. Pod koniec prac zauważam, że wina nie starczy do bigosu. I po to jest właśnie ta trzecia butelka wina. Odkorkowuje ją i połowę wlewam do bigosu. Bigos wyszedł świetny, bo mam wieloletnie doświadczenie. Nakładam próbną porcję na talerz, jem i wypijam to, co w trzeciej butelce zostało, bo nie wiem co z nią zrobić. Po pracowitej nocy bigos wyszedł super, ale są też konsekwencje przygotowywania bigosu. Boli mnie głowa. Może za dużo bigosu zjadłem?
Wesołych Świąt.
Czesław Cyrul

Senator Kogut i zarazem lider PiS w Nowym Sączu jest podejrzany o korupcję. Coś poważnego musi być na rzeczy skoro CBA odważyło się podjąć takie kroki.  Kierownictwo PiS zawiesiło senatora z prawach członka partii. Zarzuty CBA to, zdaniem senatora, polityczny atak na niego. Można by sadzić, że PiS zamachnął się sam na siebie.
Senator Kogut zawsze bardzo akcentował swoje przywiązanie do Kościoła i wiary katolickiej, był uczestnikiem licznych pielgrzymek do miejsc kultu. Senator i wielu jemu podobnych polityków demonstrujących publicznie swoją wiarę, robi to na pokaz. Fizycznie akcentuje swoje przywiązanie do tej, dużej grupy społecznej, by zaskarbić sobie jej wyborcze poparcie. Sama wiara jest sprawą drugorzędną. Prawicowi politycy padający na kolana w kościołach mają statystycznie tak samo lepkie ręce jak i niewierzący. Wyzywają bliźnich od kanalii i zdrajców, zdradzają żony i oszukują na podatkach. Oczywiście są także na prawicy wierzący politycy, ale nie podejmuję się ich wyselekcjonowania z grupy pozerów.

Politycy PiS uważają, że wszystkich sędziów z przeszłością trzeba wymienić bo są w coś umoczeni. Ponieważ senator Kogut też jest prawdopodobnie umoczony to proponuję, by wszystkich senatorów PiS też pogonić. Czy jest w tym jakaś logika? Nie ma. Ale politycy PiS, ścigający wszystkich sędziów, tego nie rozumieją. Tzn. pewnie rozumieją, ale rżną głupa.

W krótkim czasie zmarło dwóch sędziów – dublerów Trybunału Konstytucyjnego. Wcześniej sędzia prof. Lech Morawski, a kilka dni temu sędzia prof. Henryk Cioch. Obydwaj zostali wybrani, przez PiS, na miejsca już wcześniej zajęte. Prezydent Duda, w nocy i w pospiechu, przyjął ich ślubowanie. Odbyło się to naruszeniem Konstytucji.
Nie wiem dlaczego panowie sędziowie odeszli z tego świata. Prezes Trybunału Konstytucyjnego sędzia Przyłębska uważa że, że to efekt nagonki na sędziów przez media. Być może jest w tym jakaś prawda, ale panowie sędziowie wiedzieli w co się pakują i że znacząca część opinii publicznej i świata prawniczego będzie uznawała ich za wybranych z naruszeniem prawa. Tak samo jak pani prezes zresztą. Być może stres spowodowany tą sytuacją przyczynił się do śmierci panów sędziów.
Można by jednak spojrzeć na to metafizycznie. Czy aby nie jest to znak z góry. Tam na górze zauważono, że PiS-owska władza łamie ziemskie prawo powołując się przy tym na prawo boskie, a ta władza robi to nagminnie. Opatrzność stwierdziła, że już dość i wysłała groźne ostrzeżenie: nie idźcie tą drogą. Władza powinna na to zwrócić uwagę, powinien także odezwać się kościół, skłonić swoich politycznych przyjaciół do refleksji. Milczenie kościoła jest aprobatą dla władzy lub wyrazem zakłopotania, a przecież kościół często straszy śmiercią za grzeszne zachowanie. Nic z tych rzeczy. Kościół popiera łamanie prawa przez PiS, bo ma z tego ziemskie korzyści, albo księżą wierzą w Boga wybiórczo, tak jak politycy PiS.
Czesław Cyrul

Restrukturyzacja rządu według „dobrej zmiany” zaskakuje nowatorskimi  ruchami. Pani premier Szydło przestała być premierem, ale nie pożegnała się z Urzędem. Będzie wicepremierem, ale nie za bardzo wiadomo od czego. Pewnie od robienia dobrego wrażenia wśród elektoratu PiS. Pani premier była twarzą wygranej kampanii prezydenckiej i parlamentarnej. Na całkowite usuniecie jej ze sceny politycznej wyborcy PiS mogliby zareagować gniewem. Zostanie więc panie premier w Rządzie z sowitą pensją, służbowym mieszkaniem, luksusowym samochodem z kierowcą i ochroną osobistą. Podobnie jest ze zwolnioną panią minister Kempą. Przestała być ministrem i zarazem została ministrem. Będzie się zajmować uchodźcami. Ponieważ u nas uchodźców nie ma i nie palą się, by przyjeżdżać do naszego kraju, będzie to fucha nie wymagająca napinania się, ale za godziwe pieniądze, ze służbowym autem i z kierowcą oczywiście.  Podobnie jest z byłym rzecznikiem Rządu Rafałem Bochenkiem.  Podziękowano mu za rzecznikowanie, ale dano tytuł ministra, ministerialną pensję, pewnie samochód służbowy z kierowcą, ale już bez ochrony.

Jeżeli premier Morawiecki pozbędzie urzędu ministra Macierewicza to otrzyma on tytuł tajnego radcy dworu np. od mgły smoleńskiej. Zwolniony minister Waszczykowski także pozostanie w rządzie jako radca stanu i będzie zajmował się Grupą Wyszehradzką, która, dzięki niemu rozpadła się więc roboty żadnej nie będzie a pensja jak najbardziej. I tak dalej i tak dalej. Rządowymi pieniędzmi PiS-owski rząd płaci swoim partyjnym aktywistom, których pozbawiono ministerialnych funkcji. Ale czemu to  obciąża  wszystkich obywateli?

Czesław Cyrul

Mordy zdradzieckie, lumpy, wrogowie, świnie przy korycie, targowiczanie, zdrajcy ojczyzny. Bolszewickie metody, ubeckie metody, standardy białoruskie,  moskiewskie standardy, prawo rodem z PRL. To tylko niektóre zwroty jakich używa jedna prawica atakując druga prawicę. Lewicy  nie ma w Sejmie, więc prawactwo obrzuca się błotem między sobą. Najwyższą formą obrazy wśród polskiej prawicy jest nazwanie kogoś lewakiem, komunistą lub sługą Moskwy. Trzeba  przypomnieć, że służenie Brukseli i zachodniemu kapitałowi to także zjawisko wyjątkowo naganne i godne potępienia. Brukselscy zdrajcy  nie mogą czuć się bezpieczni. Tę słowną wojnę na  epitety prowadzi miedzy sobą prawica. To PiS, sprowokowany wcześniej przez PO,  używa takiej  retoryki, a PO, na łamanie prawa przez PiS, oddaje tym samym.  Wewnętrzne wojny na prawicy służą zarazem obrażaniu państw ościennych, które w tej prawicowej wojence udziału nie biorą, ale są ciągle wytykane jako winne prawicowej wojenki. Wygląda na to, że prawica ma ręce czyste, a jakaś tam bolszwia czy zdegenerowana Unia Europejska wtrąca się na wszystkie sposoby, by pozbawić prawicę boskości. Co drugi przedstawiciel prawicy w Sejmie to szpieg bolszewicki albo agent czerezwyczajki (CZK), nie wspominając o sługusach brukselskich

Młodzi nie za bardzo wiedzą o czym piszę. Za kilka lat w ich głowach zalegną się nowe pojęcia. Rzucając na siebie obelgi w przyszłym parlamencie, a bazując na zachowaniach dzisiejszej prawicy, będą  wrzeszczeć do siebie: to są PiS-owskie metody, przemawiasz Kaczyńskim, stosujesz ziobrowskie metody, łamiesz konstytucję jak Duda, kwiczysz jak platrformerska świnia, czy kłamiesz jak Macierewicz. Nauka nie idzie w las. Prawica karmi obywateli chamskim słowem i kształci nowe zastępy politycznych chamów. Strach pomyśleć co będzie na kilkanaście lat.

Czesław Cyrul

Pan Premier Morawiecki, w swoim expose, powiedział, że w ramach programu Mieszkanie +, w ciągu 10-ciu lat, rząd wybuduje  3 mln mieszkań. Na sali sejmowej rozległ się śmiech. Nie bez racji. Premier nie za bardzo wiedział, o czym mówił. W latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku Edward Gierek zapowiedział wybudowanie mieszkań w takiej właśnie ilości i w takim właśnie czasie. Był blisko celu, ale trochę zabrakło. Bodaj tylko w jednym roku udało się wybudować 300 tys. mieszkań. Odbywało się to przy olbrzymim zaangażowaniu budżetu państwa i pożyczek zagranicznych. Wybudowano kilkadziesiąt fabryk domów. Był to bez wątpienia największy boom budowlany w historii Polski.

Aktualnie, w tym roku, planuje się wybudowanie około 140 tys. mieszkań budowanych przez deweloperów, prywatnie, przez spółdzielnie, itp. Ten rok można uznać za bardzo dobry dla naszego budownictwa mieszkaniowego. Tak więc jak byśmy dołożyli te 300 tys. rocznie mieszkań z rządowego programu Mieszkanie +, to wyszłoby prawie pół miliona mieszkań. To zupełnie nierealne i nawet nie zamierzam tłumaczyć dlaczego. Każdy mający trochę oleju w głowie od razu wie, że nie ma takich możliwości. Ale Premier Morawiecki chlapnął coś takiego i będzie to obiektem żartów i kpin, bo dowiódł, że nie zna realiów i pomyliły mu się rzędy wielkości. Skłonny byłbym uwierzyć w 300 tys. mieszkań z tego programu w ciągu 10 lat, ale trzy miliony to bujda na resorach.

Wiele lat temu PiS też zapatrzył się na plan Gierka. Nic z tego nie wyszło.  Premier Morawiecki odgrzewa ten kotlet. Na razie, na przyszły rok, są plany (powtarzam plany!) budowania kilku tysięcy mieszkań w tym programie, a to oznacza opóźnienie już na starcie. W przyszłych latach, by zrealizować plan, trzeba będzie budować po 400 tys. mieszkań rocznie, a to jest niemożliwe.

Albo Pan Premier posłuchał jakiegoś głupkowatego doradcy, albo przepisał te hasła ze starego programu PiS.  Wyszło śmiesznie i okazało się, że Pan Premier jest oderwany od realiów i problemów zwykłych Polaków.  W temacie mieszkań Pan Premier powiedział także, że w Polsce brakuje kilka milionów mieszkań.  Też  przesada. Choćby dlatego, że kilka milionów młodych ludzi wyjechało z Polski i już nie wróci. Za rządów PiS młodzi nadal wyjeżdżają.

Zatem, Panie Premierze, rzeczowo i na temat proszę, bez bujania w obłokach, bo Panu nie wypada.

Czesław Cyrul

„Zwykli Polacy” – wyborcy PiS- zostali zaskoczeni.  Swojska i pokrzykująca premier Szydło została zastąpiona przez Mateusza Morawieckiego. Jest on odwrotnością pani premier. Wyalienowany ze społeczeństwa. Wielki majątek zbił na pracy dla zagranicznych kapitalistów: crème de la crème polskiego,  finansowego establishmentu. W żaden sposób nie przystający do PiS. Tacy jak on budzą zazdrość i niechęć sporej części społeczeństwa, której w transformacji nie powiodło się.

PiS do tłumaczenia tego kroku, w pierwszej kolejności, rzuciło Ryszarda Czarneckiego. Mówi on – na każdy temat- mało konkretnie i do tego niewyraźnie. W sam raz, by  trudno było zrozumieć sens tej decyzji. Inni politycy PiS podążają tropem Czarneckiego.

A co ja sądzę o samym Mateuszu Morawieckim? Na pewno chce dobrze dla Polski. Ale czy wie, czego chce? Chce, by w Polsce dominował polski kapitał i by Polska przestała być tanią montownią dla  zagranicznych koncernów. Ja też tak chciałbym. Tymczasem na Dolnym

Śląsku premier Morawicki uroczyście  inicjował budowy nowych zakładów LG, Mercedesa, Lufthansy, Toyoty i innych zagranicznych. A gdzie są polskie firmy, które mają być solą polskiego kapitalizmu? Tak oto premier nadal grzeje się w cieple zagranicznego kapitału, choć formalnie popiera polski. Nie robi tego celowo, bo nadal nie ma polskich firm gotowych do konkurencji w zachodnimi czy azjatyckimi gigantami.  Do tego polscy przedsiębiorcy nie czują się pewnie pod rządami PiS. Tak więc Morawiecki sobie, a rzeczywistość sobie.

Niektórzy uważają premiera Morawieckiego nawet za następcę prezesa Kaczyńskiego. Od lat przyglądam się politykom i jestem pewien, że Morawiecki nie ma cech  przywódcy politycznego. To raczej typ technokraty i urzędnika. Nie potrafi wokół siebie zgromadzić partyjnych grup, a to duża umiejętność. Kaczyński ją posiada. Morawiecki nie. Junior Morawiecki jest w pewnym stopniu podobizną Morawieckiego seniora. On (senior) chciał, po 89 roku, rozwiązań  radykalnych i barykad na ulicach, ale przekonanych do tego było bardzo niewielu i prawie cała solidarnościowa opozycja nie traktowała tego serio. Junior planuje milion samochodów elektrycznych produkowanych w Polsce w niedalekiej przyszłości, choć wiadomo, że to jest nierealne, bo polski kapitel i myśl techniczna nie jest do tego zdolna.

Ale jest jeszcze coś ważniejszego. Obawiam się, że premier Morawiecki jest oderwany od realiów polskich. Zaproponował, by zburzyć Pałac Kultury i Nauki. Wiadomo, że ze względów technicznych i prawnych jest to zadanie karkołomne i nierealne. Ponadto, co wynika z badań, zdecydowana większość pytanych nie chce tego aktu politycznego wandalizmu. Ale premier Morawiecki chce. A to oznacza, że nie kojarzy prostych faktów i zależności. Dlatego niech myśli o naszych finansach, bo się na tym zna, ale niech nie grzebie przy naszym życiu. PiS już dokonało ustrojowej demolki, którą dopiero odczujemy za czas jakiś i niech Morawiecki tego nie pogłębia. Dla dobra kraju i jego samego.

Czesław Cyrul

Pod siedzibę PiS na Nowogrodzkiej zajechały niemieckie, luksusowe auta. Niezorientowany mógłby pomyśleć, że to na stypę po premier Szydło, przybył upadły rząd niemiecki. Wszystkie auta to najdroższe modele BMW i Audi. Taka ostatnio moda wśród reprezentantów Zwykłych Polaków zapanowała. Z aut wysiedli panowie i panie luksusowo i modnie ubrane. Uśmiechy szerokie, zęby białe, pod drogich zabiegach w gabinetach upiększania, modnie zawiązane szaliki, itp. Najlepiej wypadła minister Zalewska od edukacji. Wysiadła z czarnego Audi, błysnęła aktorskim uzębieniem i tyle ją widziano. Pewnie wysiadając z tak drogiego niemieckiego auta słała uczniom ostrzeżenie: patrzcie na mnie i przykładu nie bierzcie, bo Niemcy to naród upadły, przyjmujący uchodźców i gdzie mężczyźni parują się ze sobą.  Jeżdżenie niemieckim autem to kara za grzechy zadana przez ojca Rydzyka. Ministrowi Antoniemu także BMW nie przeszkadza, a niemieckie czołgi leopary są dumą naszej armii.
Sygnały słane do Zwykłych Polaków są następujące. Zwykli Polacy: reprezentujemy was godnie i na bogato. Płacimy sobie też godne pensje, by ubierać się modnie i drogo. W waszym imieniu kupujemy sobie niemieckie auta po kilkaset tysięcy złotych każde. Musimy być modni i zadbani, bo was reprezentujemy przecież. Pod tym względem prawicowa i bogacka PO reprezentowała się znacznie skromniej, a plotki rozsiewane przez premiera Morawieckiego o złotych mercedesach okazały się nie prawdziwe.
A to dopiero początek władzy PiS. Jeszcze ta władza nam pokaże jak jeszcze godniej i po wielkopańsku nas reprezentować.
Czesław Cyrul

Gdyby wszystkie partie opozycji wystąpiły razem w wyborach przeciwko PiS to co dobrego lub złego wniosłyby do takiej koalicji?

„Platforma Obywatelska” ma struktury, pieniądze, posłów, biura poselskie, władzę w sejmikach, prezydentów i burmistrzów oraz radnych. Ma, niestety spore problemy z programem, przywództwem i ideową tożsamością.

Partia „Nowoczesna” ma aktywnych posłów w Sejmie. Nie ma pieniędzy i nie ma struktur w terenie. Po wyborach wewnątrzpartyjnych pewnie nie ma jeszcze stabilności przywódczej. Patria nie ma radnych w samorządach za wyjątkiem tych, którzy zdezerterowali z innych partii do Nowoczesnej.

„Polskie Stronnictwo Ludowe” ma trochę posłów, ale za to wielu radnych w sejmikach, gminach i powiatach, a także wójtów i burmistrzów. Z pieniędzmi jest krucho, bo swego czasu partii kazano zwrócić subwencje. Ludowcy nie mają silnych struktur w dużych miastach, ale liczą się w terenie. Partia ma duże doświadczenie i stabilny trzon partyjny. Dezercje z partii zdarzają się rzadko.

SLD ma struktury i doświadczenie organizacyjne. Jest nieobecna w Sejmie, ma radnych w sejmikach i innych samorządach, a także niemałą grupę prezydentów i burmistrzów. Partia poszukuje swojego stabilnego miejsca po lewej stronie sceny politycznej, by ponownie przekonać do siebie swoich byłych zwolenników i nowych wyborców.

Partia „Razem” to grupa ludzi młodych i dobrze wyedukowanych, ale w gorącej wodzie kąpanych. Partia ma tylko struktury i to niewielkie w miastach i to tylko niektórych. Ma bardzo skromne zasoby finansowe i jest nieobecna w organach przedstawicielskich wszystkich szczebli. Partia Razem- jako jedyna wśród wymienionych – ma jasno określony program.

Partia „Zieloni”, ma jedynie niewielkie grupki aktywistów w większych miastach i nie może, przez lata, przebić się do wyższej ligi.

„Unia Pracy” to partia trochę uśpiona i niewidoczna na krajowej scenie politycznej. W wyborach zawsze dzielnie stawała u boku SLD. Ale co będzie dalej? Nie wiadomo. Wielu zaczęło spoglądać w stronę politycznego centrum, a to oznacza koniec UP.

„Polska Partia Socjalistyczna” to raczej grupa strażników pamięci o dawnej PPS, bez aktywnych struktur w terenie.

„Inicjatywa Polska” to Barbara Nowacka i grupka jej zwolenników: raczej młodych i w sporej części, byłych członków SLD. IP nie ma struktur w terenie i sprawnych organizatorów życia partyjnego. Nie ma także pieniędzy.

Są także w terenie różne lokalne grupy, silne w samorządach, które po uchwaleniu nowej ordynacji wyborczej, na gwałt będą szukać swojego miejsca w większych koalicjach.

No i jest jeszcze Kukiz 15, ale to ugrupowanie siedzi okrakiem na barykadzie i powoli przechyla się na stronę PiS. Tam zostanie strawione i wiadomo co będzie dalej.

Taki oto kapitał mogą wnieść partie opozycyjne do wspólnego kotła. Czy uda się z tego ugotować strawna zupę? Może wyjść niestrawna bryja, albo mdła potrawka, do której wrzucono rożne, nie komponujące się składniki. Proporcje też mogą być ważne. Bo jak to ma być np. pasztet z koniny i zająca w proporcjach: pół konia i pól zająca to oczywiście wyborcy tego nie kupią.
Czesław Cyrul

Z wieloletnich badań wynika, że jesteśmy społeczeństwem bardzo nieufnym. Nie ufamy władzy, nie ufamy sąsiadom i znajomym. Ufamy przede wszystkim rodzinie. Nie będę rozpisywać się z czego ta nieufność wynika, bo byłby to długi wywód.

PiS dobrze wyczuwa te nastroje i tę nieufność wykorzystuje. Każda grupa i każdy obywatel może być podejrzany bo może dopuścić się wykroczenia. Dlatego PiS bierze pod but sądy i prokuraturę. Kontrolując te instytucje będzie kontrolował także miliony obywateli. Tu  nie chodzi o usprawnienie pracy sadów. Ale nieufni obywatele dostrzegą to dopiero za jakiś czas.

Niedawno partia ta chciała nadać super uprawnienia izbom obrachunkowym, by nadzorować samorządy, bo tam, wg PiS,  siedzi złodziej na złodzieju, a już na pewno tam, gdzie nie rządzi PiS. W nowej ordynacji do samorządów jedna komisja będzie wydawać karty wyborcze, a druga liczyć glosy. Nad tym wszystkim będą dodatkowo czuwać kamery, bo wrogie elementy tylko czyhają na okazję, by sfałszować wybory. Te fanaberie chorych na podejrzliwość PiS-owców kosztować będą nas setki  dodatkowych milionów złotych. PiS planuje także powołać komisarzy wyborczych. I zabrać organizowanie wyborów samorządom, bo i tam są podejrzani i nieuczciwi urzędnicy, którym sprawi przyjemność fałszowanie wyborów. Planuje się także odebrać możliwość głosowania korespondencyjnego oraz osobom niepełnosprawnym. Głosowanie korespondencyjne to jest, wg PiS, podejrzana metoda, a niepełnosprawni tylko czekają na okazję, by coś tam na kartce wyborczej sfałszować. PiS nie jest jedyny w postrzeganiu obywateli jako potencjalnych przestępców. Po 1989 roku kościół przyjął zasadę powszechnej podejrzliwości wobec swoich wiernych. Wszystkie zakazy i nakazy kościoła są sukcesywnie zapisywane w prawie cywilnym. Jak obywatel przestanie okazywać szacunek kościołowi, to prawo ziemskie go za to  ukarze. Sojusz tronu z kościołem niczym w średniowieczu. Obywatel jest  wzięty w klaszcze prawa boskiego i ziemskiego bez względu na to czy jest wierzący, czy nie. Dwie strony nawzajem się wspierają, a  większość obywateli na razie to akceptuje. Tylko gdzie podziały się postawy zgodne z opinią, że Polacy to naród miłujący wolność, demokrację, gościnność i tolerancję?  Jakieś złe moce zepchnęły te przymioty do kąta. Moja wiara, że to się zmieni jest nieustannie głęboka.

Czesław Cyrul