Miesięczne archiwum: Styczeń 2018

Naiwnym był ten, kto sądził, że spotkanie zorganizowane przez Barbarę Nowacką posunie, choć o krok, zjednoczenie lewicy przed wyborami. Każdy pozostał przy swoim. Nie lubiący SLD, jak notowania partii będą się pięły do góry (a tak będzie), nie będą jej lubili jeszcze bardziej. Partia Razem pozostanie sektą i  szkoda potencjału intelektualnego tam zgromadzonych ludzi. Malutka Inicjatywa Polska i Barbara Nowacka nie są wstanie podjąć się  zorganizowania ekipy, która liczyłaby się w wyborach samorządowych i kolejnych. Ludzi z SLD na partyjnych dołach już nie za bardzo interesują kolejne akcje zbierania podpisów pod projektami ustaw. Nabiegają się, a te projekty potem lądują w sejmowych koszach na śmieci. Lepiej pracować nad przygotowaniem do wyborów samorządowych, bo to spowoduje powrót lewicy do parlamentu.

Głos SLD nawołujący do jednoczenia się  na razie jest głosem wołającego na puszczy, choć im bliżej wyborów, tym zainteresowanie listami wyborczymi tej partii będzie rosło. SLD  na listy wyborcze chętnych przyjmie. Zresztą, w powiatach i gminach partia ma wolną wolę w zawieraniu sojuszy. Czy jednak sojusz klecony na krótko przed wyborami, gdzie strony nie są do siebie przekonane, a po wyborach ona (koalicja) błyskawicznie się rozpada, wart jest zachodu?  Na koniec takiego sojuszu  jeszcze padnie oskarżenie, że  koalicję SLD zdominował. Owa dominacja, np. we Wrocławiu polegała na tym, że ważny koalicjant do rejestracji listy wyborczej w okręgu (potrzeba 5 tys. podpisów) dostarczył 40, a resztę musiał zebrać ów hegemon (SLD) i Unia Pracy. Ja uważam, że takie koalicje są funta kłaków warte, bo i sami wyborcy wyczuwają  w tym polityczny fałsz. I z przykrością stwierdzam, że dzisiaj na lewicy tylko na taką koalicję, z ograniczonym zaufaniem, nas stać. Oczywiście wyłączam z tego przypadki lokalne.

We Wrocławiu SLD zaproponował rozmowy partii Razem. Ta obśmiała propozycję i powiedziała, że ona już jest dogadana z Zielonymi. Szkoda, ale sytuacja jest jasna (na razie) i wiadomo w jakim kierunku partia ma podążać. Ta niechęć do jednoczenia się na lewicy pewnie przymusi SLD do poszukiwania ewentualnych koalicjantów bliżej  politycznego centrum. Wtedy dyżurni gęgacze lewicy powiedzą: a nie mówiliśmy, że SLD to liberałowie. Tacy też są w partii  i nic w tym złego. Zła jest  wola wielu ludzi na lewicy, która w efekcie powoduje, że cała lewica nie nadąża w krajowym dyskursie politycznym, a w organizowaniu się w polityczne struktury popisują  się  nieudolnością.  SLD broniąc swoich struktur jest wrogiem tych, którzy lubią te struktury rozwalać i i uznają to za ważny cel ich politycznej roboty na lewicy. Do dupy z taką robotą.

Dlatego SLD musi robić swoje, sam przygotowywać się do wyborów i czekać aż inni zmądrzeją i dojrzeją do poważnej działalności politycznej. Na koniec zaznaczam. Świadom jestem błędów mojej partii, ale tylko ona ma szanse na realną walkę na scenie politycznej. Jak ktoś ma inną koncepcję to niech ją opisze, a najlepiej zrealizuje, a ja wtedy połknę własny język.

Czesław Cyrul

Janusz Korwin- Mikke postanowił, że teraz będzie  ośmieszał się w kraju. Chce zostać prezydentem Warszawy. W Parlamencie Europejskim już ośmieszył siebie wystarczająco, a jeszcze bardziej nasz kraj. Pewnie zadawano tam sobie pytanie. Kim są wyborcy, którzy na taką osobliwość głosują? Na Korwin- Mikkego głosowało, w ciągu kilkudziesięciu lat kilka milionów różnych wyborców. Gdyby wszyscy byli mu wierni przez dziesięciolecia Korwin- Mikke i jego liczne partie uzbierałby przynajmniej 20 procent poparcia.

Wyborcy Korwin-Mikkego to głównie młodzi mężczyźni z dużych miast, studiujący lub świezi absolwenci uczelni. Ponieważ idee Korwin-Mikkego są naiwne i dość prymitywne to o poziomie wiedzy jego wyborców nie świadczy najlepiej. Na w/w głosują także młode kobiety. Korwin- Mikke twierdzi, że kobiety powinny uczyć się do 15 roku życia, a potem wiedza jest im przekazywana przez plemniki mężczyzn. Może są takie panie, którym się to podoba, ale ja ich zupełnie nie rozumiem. Dodam, że wyborcami PiS jest także wielu młodych mężczyzn, ale ci mają formalnie niższe wykształcenie od wyborców Korwin- Mikkego. Jednak głosowanie na PiS jest o wiele bardziej racjonalne niż na partie Korwin- Mikkego. Jak widać samo formalne wykształcenie jeszcze o niczym nie świadczy.

Ten kontrowersyjny polityk i jego partie uzyskują na szczęście tylko po kilka procent poparcia w poszczególnych wyborach. Dzieje się tak dlatego, że owi wyborcy Korwin-Mikkego po kilku latach mądrzeją, dostrzegają naiwność teorii ich guru i przestają go podziwiać.  W ich miejsce przychodzą kolejni naiwni i tak to się kołem toczy. Jest oczywiście grupka zwolenników Korwin- Mikkego, którzy nigdy nie dojrzeją do odejścia od jego  bajek  i stają się  kapłanami nieziemskich teorii ich wodza.

Przypuszczam, że sam Korwin-Mikke jest zbyt inteligentnym człowiekiem, by wierzył w to co mówi, ale stworzył bajkę, w którą wierzą naiwni, a on z tego nabijania w butelkę innych dobrze żyje. Teraz Korwin- Mikke postanowił, że będzie chciał zostać prezydentem Warszawy. Oczywiście nim nie zostanie, ale ponownie kilka procent wyborców (raczej młodych) uwierzy mu, będzie skandować na jego cześć i chłonąć, niczym gąbki, jego wizje. Po kilku latach zmądrzeją, a na ich miejsce przyjdą następni naiwni. Wedy może Korwin Mikke wystartuje na Urząd Prezydenta RP. Raz już zresztą chyba kiedyś próbował.

Czesław Cyrul

Neonazistowski smród roznoszący się po Polsce dotarł, za sprawą dziennikarzy, do nosów władzy. Do tej pory władza udawała, że smrodu nie ma. Wybryki narodowców, szowinistów i neonazistów na licznych marszach uznawane były jedynie za incydenty pojedynczych osób albo uznawano, że pewne grupy opozycyjne są przeczulone na punkcie odmian patriotyzmu popieranych przez PiS.

Prokuratura pobłażliwie traktowała donosy o skandalicznych zachowaniach osób siejących nienawiść, rasizm i bijących kobiety na manifestacjach. Kościół przyjmował na mszach zorganizowane grupy narodowców i kibiców oraz modlił się za nich. Wicemarszałkini Sejmu Beata Mazurek rozumiała zachowanie narodowców polegające na pobiciu demonstrantów KOD. Prokurator z Białegostoku uznał swastykę za symbol pokoju czy czegoś tam. I tam można bez końca wymieniać zaniechania i  zarazem przyzwalające gesty władzy względem narodowców i neonazistów, bo to elektorat PiS-u przecież.

Policja i prokuratura zamiast likwidować i karać zwyrodnialców ochrania demonstracje organizowane przez władzę. Aktualnie kilkaset osób w kraju oskarżonych jest o zakłócanie porządku na demonstracjach, bo nieśli nieodpowiednie transparenty albo używali tub nagłaśniających. Oczywiście nie dotyczy to narodowców. Takie właśnie zachowanie władzy pokazuje jak bardzo sprzyja ona narodowcom, szowinistom i neonazistom itp.

Kiedy to nie policja i prokuratura, ale dziennikarze pokazali jak mają się sprawy, nagle PiS-owscy urzędnicy urzędowo uznali, bo przecież nie sami z siebie, że nie ma przyzwolenia na takie praktyki. Mówili to pewnie przez zaciśnięte usta. Do tej pory narodowego i nazistowskiego  smrodu nie czuli, a nawet uznawali, że wydają oni zapachy. Teraz władza mówi, że zrobi z tą gangreną porządek, a ja jej nie wierzę.

Czesław Cyrul

Partiom politycznym w naszym kraju daleko do unijnych standardów. Choć i starej Europie ostatnio zasiedziałe, i z tradycjami, partie przezywają kryzys to u nas partie ani nie są zasiedziałe, ani nie mają tradycji politycznych, a poglądy też są traktowane dość umownie. Jednak tym co różni nasze partie od staroeuropejskich to  wędrówki polityków z partii do partii. To taki polityczny trąd, który dotyka polityków zarówno z prawej jak i lewej strony sceny politycznej.

Trędowatość kieruje się pewnymi regułami. Zazwyczaj trędowaci politycy uciekają z partii słabych, znajdujących się na równi pochyłej, do partii mocniejszych, rządzących lub takich, które rządzić wkrótce będą. Wyborcy, którzy na tych polityków głosowali, są przez trędowatych traktowani jak pomiot, którego głos (pomiotu) jest ważny tylko w trakcie aktu wyborczego. Tłumaczenie się polityków z owej trędowatości bywa różne, ale zazwyczaj śmieszne i niewiarygodne.

Po prostu trędowaci szukają lepszego koryta dla siebie lub swojej koterii i taka jest prawda najprawdziwsza. Owa trędowatość jest powszechna od gminy do Sejmu i w naszej polityce nie ma na nią szczepionki. W mniejszości są także przypadki wymagające innej diagnozy. Np. partia się rozpada i jej członkowie szukają innego miejsca. Bywa także, że polityk popada w konflikt z władzami partii, występuje z klubu czy partii, ale pozostaje bezpartyjny.

Ostatnio trąd dotknął PSL, jeden z polityków tej partii uciekł do partii władzy, czyli zgodnie z regułą – z partii słabszej do rządzącej. Prezes Kosiniak zapowiadał publicznie, że kłusownicy polityczni nie rozbiją partii, ale jego wzrok i mimika twarzy wyrażała niepewność. Ludowcy raczej opierali się temu trądowi, ale i ich choroba dopadła. Trędowaci przyjmowani są do nowych partii, ale zawsze przyczepiona jest do nich łatka zdrajcy, osoby która jest nosicielem choroby, która tylko została zaleczona.

Prezes Kaczyński powiedział swego czasu: ”kto raz zdradził zdradzać będzie zawsze” i on tego się trzyma, trędowatym patrzy na ręce i to jest słusznie podejście do tej grupy sprzedajnych polityków.

Czesław Cyrul

Tchórze

Kategorie: Bez kategorii

Głosowanie nad projektem liberalizującym prawo aborcyjne przejdzie do historii. Pokazało miałkość i kunktatorstwo sejmowej opozycji. Klubem najbardziej zdeklarowanym za tym, aby projekt odrzucić w pierwszym czytaniu był klub PSL, choć  jego posłom udaje się pozostawać cieniu skandalu. Gromy spadają na PO i Nowoczesną. Na 15 obecnych na sali posłów PSL aż 12 było za odrzuceniem projektu w pierwszym czytaniu, 1 był przeciw, a 2 nie głosowało. Pogratulować jednomyślności koledzy ludowcy. Także dzięki Wam projekt przepadł. Zabrakło 9 głosów.  Dodam, że szło tylko o to, aby projekt w komisjach był dalej procedowany. Posłowie z PSL orzekli, że tak być nie może.

Od dłuższego czasu zastanawiam się jakie zmiany zaszły w głowach posłów z PSL. Przecież dawnej była to partia otwarta, postępowa i myśląca. Teraz stała się synonimem światopoglądowego konserwatyzmu. Otóż przyczyna jest bardzo prozaiczna. PSL przegrywa walkę o wiejskiego wyborcę z PiS i to bardzo zdecydowanie. Dlatego mocno zabiega o względy wiejskich proboszczów, by ci spoglądali na partię łaskawszym okiem. Napiszę wulgarnie – ludowcy, za poparcie,  weszliby bez mydła proboszczom w cztery litery. Nic z tego, tam już siedzi PiS i miejsca nie chce ustąpić. Dlatego koledzy z PSL szukajcie innych dróg do wiejskiego elektoratu. Są na wsi ludzie myślący także nie pod parafialne dyktando. To wstyd, by partia mieniąca się ponad stuletnią historią w tak prymitywny i koniunkturalny sposób blokowała sejmowe prace. Przecież odesłanie projektu do komisji nie oznaczało opowiedzenia się za ustawą. O posłach PO czy Nowoczesnej unikających jasnego opowiedzenia się  nie wspomnę, bo słów szkoda. Chwała posłom PiS, którzy głosowali za dalszym procedowaniem projektu w komisji.

Czesław Cyrul

Tak sobie myślę, co PiS zrobi z Macierewiczem? Poprzednio napisałem, że w zamian za MON musi on coś dostać. Bo jeżeli nie, zacznie niszczyć PiS, przecież on zawsze musi coś rozwalać. Sądzę jednak, że PiS nie da Antoniemu już niczego do niszczenia. Nie da jakiegoś urzędu w obawie, by Antoni nie zostawił tam kolejnego gnojowiska – jak w MON.  Gnojowisko śmierdzi, a ten smród może się wyborcom nie spodobać. Dzisiaj PiS jest na tyle silne, by Antoniego schować pod dywan, bunt jego wyznawców zdusić lub przykryć innymi darami dla Ojca Rydzyka. Pozostaje tylko jeszcze problem zamachu smoleskiego. Sam Antoni w zamach przecież  nie wierzył. Prezes Kaczyński także, bo to inteligentny człowiek przecież. Zamach  był tylko narzędziem politycznym, które właśnie traci moc. Macierewicz, pozbawiony władzy, też straci wolę, by dalej kłamać. Tak więc, pozbawiony władzy i zainteresowania mediów oraz poparcia Prezesa, Macierewicz odejdzie w zapomnienie. Jak zechce założyć  jakąś partię, to będzie to tylko koteria wspierana przez grupę nawiedzonych wyznawców. Nie będzie to jednak licząca się siła polityczna.  Antoni w polityce będzie teraz obiektem analiz: jak taka dziwna osobowość mogła w cywilizowanym kraju być tak wysokim urzędnikiem z taką mocą sprawczą i pozostawić po sobie zrujnowaną armię, średnio zdolną do obrony naszych granic. Delikatnie mówiąc – dobrze, że żyjemy w czasach spokojnych dla kraju.

Czesław Cyrul

Wszędzie gdzie pojawił się Antoni Macierewicz pozostawiał po sobie organizacyjne gruzowisko, skrzywdzonych ludzi i polityczne pobojowisko. Ten człowiek ma w sobie jakiś gen destrukcji, który każe mu właśnie tak działać. W ministerstwie, z którego w końcu go pogoniono, wyrzucił kwiat dowództwa i kadry oficerskiej. Zdezorganizował dostawy dla wojska. Pozostawił po sobie fragmenty śmiesznej obrony terytorialnej, która przypomina grupy rekonstrukcyjne.
Jednak Macierewicz nie był sam. Dzielnie wspierał go Ojciec Rydzyk i kluby Gazety Polskiej. To na salonach w Toruniu Antoni błyszczał i stamtąd pozdrawiał słuchaczy Radia Maryja i swoich zwolenników zarazem. Mimo tak fatalnego zachowania Macierewicz ma w społeczeństwie aż 25 procent zwolenników. 75 procent społeczeństwa było za jego odwołaniem, ale aż 25 było jego zwolennikami. To bardzo dużo.
Zadaję sobie pytanie, za co oni lubili Macierewicza? Czy i oni mają w sobie także jakiś gen destrukcji? Sadze, że nie. Oni słuchali ojca Rydzyka, a on ma więcej do powiedzenia niż cały episkopat razem wzięty. Są to ludzie, którzy nie do końca orientują się w polityce, bo przecież nie muszą. Wsłuchują się w kazania płynące z ambon, przekazują sobie gazety chwalące Antoniego. Oczadzeni kłamliwą propagandą widzą w Macierewiczu męża opatrznościowego, a on okazuje się być destruktorem, niszczącym otoczenie. Czy jego promotorzy wyciągną jakieś wnioski z popierania złego człowieka? Nie sądzę. Czekam natomiast ze strachem co teraz Macierewicz dostanie do zniszczenia, bo przecież dostać coś musi. Jeżeli nie, to zacznie niszczyć PiS, a na to prezes nie pozwoli.
Czesław Cyrul

Ryszarda Pertu rozpycha ambicja, energia i chęć przewodzenia. Po przegranej walce o przywództwo w „Nowoczesnej” postanowił pójść na swoje nie paląc zarazem za sobą mostów i nie odcinając partyjnej pępowiny. Założył stowarzyszenie „Plan Petru” i będzie tworzyć program gospodarczy będący alternatywą dla planu Morawieckiego. Zakładając stowarzyszenie Petru może pozostać nadal w Nowoczesnej. Gdyby założył  nową partię zostałby wyrzucony z Nowoczesnej, bo bigamii partyjnej u nas się nie toleruje, ale zdrady i transfery są akceptowane.

Ryszard Petru chce także jednoczyć opozycję przeciwko PiS-owi. Pewnie jego zaproszenie do wspólnych działań może spotkać się z jakimś odzewem, bo rozmawiać zawsze warto. Jak stowarzyszenie będzie się dobrze rozwijać może przerodzić się w partię, ale tylko wtedy jak będzie mocniejsze od Nowoczesnej.

Jak plan Pertu nie spotka się z zainteresowaniem i z jednoczenia opozycji, pod skrzydłami Ryszarda, nic nie wyjdzie zawsze będzie mógł powiedzieć: chciałem, ale inni jeszcze nie dojrzeli do jedności pod moim przywództwem. Wtedy  Ryszard powróci na łono swojej partii, którą spłodził, ale ona (partia) miała dość patriarchatu i teraz panie tam rozdają karty. Dlatego „Plan Pertu” jest dla  Petru bezpieczną inicjatywą. Bo  jest jakaś szansa na samodzielne zaistnienie i jest  gdzie wrócić gdyby plan się nie powiódł.

Czesław Cyrul

Po zwycięstwach Kamila Stocha Polska pęcznieje z dumy. Jakoś tylko mimochodem i niezbyt chętnie propisowskie media wspominają o ojcu sukcesów naszych skoczków. Trenerem kadry narodowej naszych skoczków jest Austriak, który wcześniej trenował Niemców – Stefan (po niemiecku Sztefan) Horngacher. To on zaprowadził porządek w polskiej drużynie i drugi rok z rzędu, pod jego nadzorem, nasi skoczkowie wspinają się na wyżyny tego, moim zdaniem, niszowego sportu. Licencję zawodniczą w tej dziedzinie posiada w kraju jedynie około 200 zawodników. Jest to sport do oglądania i nigdy nie stanie się tak masowy jak tenis, bieganie, kolarstwo czy narciarstwo.

Obcy trener  zwolennikom zamykania się Polski na zewnątrz: rasistów, narodowców, ksenofobów musi stawać kością w gardle. Niepolak prowadzi Polaków do sukcesów – to nie mieści się w ich kanonach. Dla ludzi otwartych na inne nacje  takie zdarzenia są normalne, choć wolałbym, aby nasze narodowe ekipy trenowali polscy trenerzy, a bywa bardzo różnie. Generalnie poziom naszej kadry trenerskiej, w porównaniu do zamierzchłych lat PRL, jest niższy i długo by pisać dlaczego tak jest. Historyczne zwycięstwo Polaka trenowanego obecnie przez obcokrajowca pokazuje, że dzisiejszy, otwarty świat nie przystaje do ksenofobicznych wyobrażeń naszych narodowców wspieranych przez obecne władze.

Czesław Cyrul

TVP zorganizowało widowisko sylwestrowe w Zakopanem, TVN w Warszawie, Polsat w Katowicach. Najwięcej widzów oglądało widowisko w Zakopanem. Ja, przerzucając kanały, także najchętniej zostawałem przy widowisku ze stolicy Tatr. Dlaczego było to widowisko najchętniej oglądane? Bo organizatorzy postawili na  kulturę masową jak najbardziej. Królował Zenek Martyniuk i disco polo, nasza polska specjalność, muzyka w której nie gustuję i jestem  w tym przypadku w zdecydowanej mniejszości, ale mnie to wcale nie martwi. Ale chyba najważniejsze w zdobyciu widowni okazały się pieniądze. W widowisku TVP widać było wyłożone  pieniądze. Sam Luis Fonsi, za odśpiewanie z playbacka Despacito, zainkasował prawie pół miliona złotych. Nie wiem ile wyniósł budżet tego widowiska, ale był na pewno kilkakrotnie wyższy od budżetów Polsatu i TVN.

Skąd pochodziły pieniądze? Przypomnę ze w ciągu roku TVP otrzymała z budżetu państwa 1,7 mld złotych na wieczne nieoddanie. Do tego trzeba dodać  kilkaset milionów złotych rocznie z abonamentu. No i oczywiście sponsorzy też dali swoje. Głównymi sponsorami widowiska w Zakopanem były wiodące spółki skarbu państwa, które zapewne z zupełnie „dobrej woli” zasiliły budżet widowiska. Nie po to PiS poobsadzało zarządy spółek swoimi funkcjonariuszami, by teraz one (spółki) sponsorowały programy  niezależnych stacji telewizyjnych. To widowisko było elementem propagandowej machiny rządowej i obowiązkiem spółek skarbu państwa jest dawanie pieniędzy  na PiS-owską propagandę. Sukces widowiska będzie częściową rekompensatą dla prezesa Kurskiego za spadającą oglądalność programów informacyjnych.

Ciekaw jestem co by się stało, gdyby nie wynajmowani za duże pieniądze artyści wystąpili w tym widowisku , a propagandziści Holecka, Rachoń, Ogórek i inni z tego kręgu. Basował by im redaktor Semka i Wildsztajn, a dyrygował kapelą dyrektor Wolski. Oni też przecież otrzymują duże gaże. Niewielu by to wytrzymało przez kilka godzin, nawet przy serwowaniu darmowego szampana na koncercie i bezpośrednio przed telewizory.

Czesław Cyrul