Miesięczne archiwum: Luty 2018

Senator Jan Żaryn z PiS pokusił się o napisane stanowiska w sprawie wydarzeń marcowych w 1968 roku. Senator boleje w nim (stanowisku), że tylu Żydów musiało wtedy  wyjechać z kraju i przeprasza za to. Przeprasza jednak w imieniu złych komunistów, którzy tę krzywdę Żydom wyrządzili.

Zatem w dużym skrócie i uproszczeniu: postawy antysemickie nie narodziły się w 68 roku. Wyhodowała je skrajna, przedwojenna prawica i padało to na podatny grunt. To ona wymyśliła getta ławkowe na uczelniach. Zwolennikiem takich postaw jest  dzisiaj senator Żaryn. Te, przedwojenne działania wspierał mocno kler katolicki.

W czasie II Wojny efektem antysemityzmu było szmalcownictwo i pogromy.  Jak wiadomo Żydzi byli także niechętnie widziani w zbrojnym podziemiu. Jedynie lewicowa Armia Ludowa przyjmowała ich w swoje szeregi. Marek Edelman był partyzantem Armii Ludowej. Skrajni nacjonaliści w czasie II Wojny nie zmienili swojego nastawienia do Żydów, a działalność Brygady Świętokrzyskiej jest tego dowodem.  Wielu „wyklętych”, także po wojnie, polowało na Żydów. W czasie II Wojny kościół katolicki generalnie sprzyjał postawom antysemickim.

Wytworzyła się zatem, przez dziesiątki lat, dość powszechna niechęć Polaków do Żydów. Skrajne, prawicowe partie i organizacje ponoszą za to odpowiedzialność. W 1968 roku PZPR, szukając winnych niepowodzeń gospodarczych, wskazała Żydów jako sprawców tych kłopotów. Skorzystała z antysemickiej kalki stworzonej przez prawicę. Marcowa, antysemicka heca nie natrafiła na opór społeczny. Wyjeżdżający z Polski Żydzi opuszczali kraj w samotności i przy obojętności większości społeczeństwa. Idąc śladem myślenia Żaryna w Polsce, można powiedzieć,  było wtedy bardzo dużo komunistów.  Kościół jak zwykle milczał czyli  wtedy sprzyjał komunistom.

Teraz z antysemickiej  kalki postanowiło skorzystać  PiS. I znowu sporej części Polaków (komunistów?) to się podoba. Sondaże PiS nie spadają. Społeczeństwo jest ponownie karmione prawicowymi kłamstwami o tym, że Żydzi chcą nam zabrać majątek. Sprawcy skandalu mają się dobrze, twierdzą że tak trzeba, bo to spaja naród i broni jego godności.  Kościół jak zwykle milczy. Krzyczy wtedy  gdy jego interes jest zagrożony.

Co z tego wynika?. Antysemityzm w naszej historii najnowszej należy przypisać nacjonalistycznej prawicy, choć jego zwolennicy są i na lewicy. Teraz senator Żaryn, wielki zwolennik skrajnej prawicy, czyli także spadkobierca antysemityzmu bije się, za grzechy narodowców, w piersi komunistów. Liczy, że ciemny lud to kupi. Tak to właśnie wygląda manipulacja historyczna dzisiejszej prawicy, od której dawniejsi komuniści mogliby się uczyć.

Czesław Cyrul

Zalewa nas prawicowy bełkot na temat naszej historii najnowszej. Trwa zacieranie historii Polski Ludowej. W to miejsce pojawia się jakiś mityczny reżim. Umysły młodych zostały zainfekowane przez prawicowych hakerów złośliwymi wirusami, które  niszczą normalną pamięć i w to miejsce wprowadzają fałszywe programy historyczne, których nie da się szybko zresetować. Normalne usuwanie potrwa lata, ale to też nie jest pewne. Ja sam, którego umysł nie jest podatny na prawicowy fałsz historyczny, też się czasami zastanawiam. Skąd taki nagły wylew kłamstwa. I dochodzę do wniosku, że trwa to od wielu lat. Przez całe lata, po 1990 roku sączono do naszych uszu truciznę. Ośmieszano dorobek milionów obywateli odbudowujących kraj ze zniszczeń wojennych. To nieszczęsny premier Bielecki oświadczył, że władze PRL zniszczyły Polskę bardziej niż hitlerowcy. Potem postsolidarnościowe rządy sprzedały te postPRLowske „ruiny” w prywatne ręce na kilkaset miliardów złotych, sporą część zniszczono, a najlepsze firmy są nadal w rękach państwa. Prezydent Komorowski także ubliżał milionom ludzi żyjących w socjalistycznej Polsce.  Profesor Zoll kaja się teraz za popełnione wcześniej błędy, które utorowały PiS-owi drogę do autorytaryzmu. Zresztą, bezrefleksyjne ubliżanie Polsce Ludowej przez postyropianowców było w dobrym tonie.

Oczywiście było za co krytykować PRL, ale krytykując celowo pomijano dobre strony jej historii. Do dzisiaj fachowcy od polityki nie wyjaśnili fenomenu z PRL: w sklepach był tylko ocet, ale nikt z głodu nie umierał. Rodziło się ponad 700 tys. dzieci rocznie (dwa razy więcej niż obecnie), a umieralność noworodków nie była wyższa od dzisiejszej. Oczywiście były to czasy nielekkie, szare i niedemokratyczne, ale takie miejsce wyznaczyli nam wielcy gracze po II wojnie światowej. Gdyby nie zgoda mocarstw na dominację nad Polską Stalina nie mielibyśmy Ziem Zachodnich, a Wschodnie pozostałyby  przy Związku Radzieckim. Ciekawa byłaby ta Polska.  Na tych, Zachodnich  Ziemiach Odzyskanych  urodził się premier Morawiecki, historyk z wykształcenia, ale twierdzi on, że wtedy Polski nie było. i składa kwiaty na tablicy ku czci hitlerowskich kolaborantów. Oto kolejny etap cynicznego ogłupiania społeczeństwa. Niestety za rządów SLD także starano się zapomnieć o czasach PRL. Teraz lewica płaci za to słony rachunek.

Po tym otumanianiu przez , nazwijmy to ekipy platformerskopodobne, nadszedł etap kolejny. PiS postanowiło ostatecznie zdyskredytować i wymazać 45 lat powojennej historii.  IPN, któremu dano wielką władzą nad umysłami i olbrzymie pieniądze,  sieje fałsz, wypuszcza kolejne  hakerskie programy historyczne. …”Polski przez 45 lat nie było. Była jakaś czarna dziura, reżim, bieda. Nie było niczego”…. Byli żołnierze wykleci. Na Ziemiach Zachodnich także. Ziemie te wyzwoliła Armia Czerwona, i dwie armie WP. Ich zasługi i pamięć o nich jest systematycznie zacierana. Teraz, w miejsce pomników prawdziwych wyzwolicieli i budowniczych tych ziem na Dolnym Śląsku stawia się pomniki wyklętym i nazywa się ulice ich imieniem. Oto kolejny przykład historycznego barbarzyństwa. Potomkowie żołnierzy I i II Armii WP teraz czczą wyklętych, a nie swoich bohaterskich ojców i dziadów. Smutne to, ale w rodzinnych domach nie dbano o pamięć histeryczną. Teraz barbarzyńcy z PiS sączą  do młodych głów swoją truciznę. Ta trucizna dodatkowo odurza, tumani, wprawia, co bardziej podatnych, młodych ludzi w euforię.  Wydaje się im, że są wielcy, bohaterscy i wyjątkowi. Zimowa olimpiada pokazała nam nasze rzeczywiste miejsce w świecie, bo sport wyczynowy jest jedną z wykładni pozycji państwa w świecie.

Oczywiście postPRLowska historia traktowana jest wybiorczo. PiS-owscy politycy milczą na temat zdobywanych medali przez naszych sportowców pod 1990 rokiem. Milczą na temat podpisywanych umów dotyczących naszych zachodnich granic. Nie są w stanie logicznie wytłumaczyć jaki był sens walki żołnierzy wyklętych, bo wiadomo, że sensu żadnego w tym nie było.

Kiedy broniono na sesji Rady Miejskiej Wrocławia dobrego imienia powojennego rektora Uniwersytetu Wrocławskiego profesora Kulczyńskiego, jeden z PiS-owskich radnych argumentował, że uniwersytet nosił imię Bolesława Bieruta, a to już wystarcza, by uznać profesora za złego człowieka. Oto następny przykład historycznego cynizmu i zwyczajnego chamstwa. Na takie dictum radny Kłosowski z SLD odpowiedział PiS-owcom: „jak wam uniwersytet śmierdzi, to oddajcie  zdobyte tam dyplomy. Zapadła cisza.  Oznacza to, ze tępota historyczna nie jest całkowita. Są jeszcze miejsce w głowach prawicowców zdrowe, ale nie wiadomo w którą to stronę pójdzie.

Czesław Cyrul

Wszystko wskazuje na to, że PiS chce uformować człowieka, który będzie wierny rozkazom i nakazom partii, by  mogła ona rządzić przez dziesięciolecia. To formowanie ma potrwać  kilkanaście  lat i może zakończyć się sukcesem, ale niekoniecznie.

Jaki ma to miałby być obywatel? Powinien być  średnio wykształcony, ale nie za bardzo, raczej nauczony. Ma opanować fragmenty  historii wymyślonej w Ministerstwie Prawdy Historycznej (IPN). Epoka PRL ma być zupełnie pominięta, a III RP nazwana okresem błędów i wypaczeń. Obywatel wg  pomysłu PiS ma być nauczony chodzić do kościoła, gdzie ma słuchać głosu księży, a niekoniecznie Boga. Księża będą, zresztą już są,  przedłużonym ramieniem PiS we wbijaniu do głów obywateli  ideologii PiS.

Nowe pokolenie będzie izolowane od innych, wrogich PiS-owi, ideologii i myśli. Dlatego w szkołach będzie się uczyć  podejrzliwości i niechęci do innych krajów i nacji. Nowy obywatel ma być nieufny i podejrzliwy wobec obcych, ma mieć zakodowane w głowie, że obcy dybią na naszą cześć i majątek.

Uczelnie wyższe będą niedofinansowane i biedne. Już teraz PiS zabrało pracownikom naukowym ulgę podatkową przynależną twórcom, artystom i ludziom nauki. W efekcie pracownicy naukowi uczelni zarabiają po kilkaset złotych mniej, ale jakoś, na razie, głosu nie podnoszą. Minister Gowin, osoba marudna i niedecyzyjna, w niczym nie pomoże uczelniom, które mu w rządzie podlegają.

Władza będzie tępić wszelkie niezależne media i niezależnych twórców. Popierane będą konserwatywne, jedynie odtwórcze, a nie twórcze  grupy aktorów grających w marnych teatrach, do których będą prowadzani uczniowie na lekcje sztuk patriotycznych.

PiS będzie szczuło niedokształconych,  młodych ludzi na resztki inteligencji i ludzi niezależnie myślących. Ponieważ ludzie myślący zostaną zmarginalizowani, wszelkie licencje i nowe technologie, tak zresztą jak i dzisiaj, trzeba będzie kupować za granicą. W tak uformowanych głowach nowych obywateli nie zakwitną także inicjatywy gospodarcze i inne. Popierany będzie  drobny przemysł krajowy i rzemiosło, bo do tego będzie przyuczało szkolnictwo zawiadywane przez Minister Zalewską.

Siłą rzeczy kapitał będzie nadal ściągany z zagranicy. Nowe technologie także. Będziemy wychowani na naród dumny, ale durny. Z kraju nadal będą wyjeżdżać co zdolniejsi młodzi ludzie, bo tu nie będą widzieć dla siebie perspektyw. A to tylko pogłębi braki wykształconych ludzi decydujących o rozwoju i postępie w kraju. Ludzi nowocześnie myślących będzie ubywać. Im bardziej ich  będzie ubywać tym bardziej będzie ta grupa podejrzewana o wrogość względem kraju: bo wroga zawsze ludowi trzeba pokazać.  Będzie tak jak z Żydami. W kraju ich nie prawie ma, ale antysemityzm, pod rządami PiS, rozkwita.

PiS wychowa miliony młodych ludzi niezdolnych do samodzielnego myślenia i działania. Dlatego władza nad gospodarką będzie należała do państwa. Władza będzie także omnipotentna względem obywateli.

Znaczna część młodych ludzi będzie szkolona w mundurowych szkołach gdzie będą przysposabiani do utrzymywania porządku w kraju i karcenia niepokornych.

I tak można by jeszcze dalej prowadzić rozważania nad kształtowaniem nowego obywatela. Mam nadzieję, że to się nie sprawdzi i że Polacy znajdą w sobie dość rozsądku, by te czarne wizje, nawet w części, się nie spełniły.

Czesław Cyrul

Znowu jakieś wrogie   elementy w UE zapowiadają, że jak nadał będziemy żyli w smogu to nie będą do nas przyjeżdżać turyści. W konkurencji na najbardziej brudne powietrze w Europie rywalizujemy o pierwsze miejsce z Bułgarią. Choć podobno ilość brudu w powietrzu jednak się zmniejsza. W naszej narracji o brudnym powietrzu i naszej małej skuteczności w walce z nim dominuje bezpośredni, szkodliwy wpływ tego brudu na nas samych. Zapominamy o wpływie pośrednim. Pył z palonych plastików, śmieci i miału węglowego spada na wiejską trawę, którą sobie dzióbią kury. Potem te dioksyny znajdujemy w niby, zdrowych wiejskich jajkach. Brud spada na sady, a pszczoły brudny nektar i pyłek niosą do uli, a my potem jemy niby zdrowy, polski miód i zdrowe jabłka. Krowy skubią brudną trawę, a my pijemy niby zdrowie, polskie mleko: „prosto od krowy”. W pieczywie i mięsie też znajdzie się sporo brudów wydalanych z naszych kominów i przestarzałych samochodów.

I tak można jeszcze długo drążyć temat. Gdyby jakiś nasz konkurent na rynku żywności chciałby nasze produkty zdyskredytować powinien wskazać na brudne środowisko w jakim są one wytwarzane. Gdyby to zaczęło wpływać na spadek sprzedaży polskiej żywności to w końcu nasze władze państwowe i samorządowe poważnie podeszłyby do problemu. W tym przypadku działania administracyjne są bardziej skuteczne niż bardzo powoli zmieniająca się świadomość naszych obywateli, którym brudne powietrze, brudne lasy i zaśmiecone rowy, stare opony na poboczach i dzikie wysypiska śmieci specjalnie nie przeszkadzają. Władzy zresztą też, bo władza przecież z obywateli się wywodzi i myśli podobnie jak oni.

Czesław Cyrul

Premier Morawiecki złożył w Niemczech kwiaty na tablicy upamiętniającej Brygadę Świętokrzyską. Ta brygada składała się ze skrajnych nacjonalistów, zwierzęcych antysemitów, walczących z partyzantami Armii Ludowej. Unikała ona (brygada) walk z hitlerowcami. Zresztą, otrzymywała od nich broń. Pod koniec wojny uciekła z hitlerowcami na Zachód. Wcześniej wyłamała się spod dowództwa AK. Niedawno Sejm złożył hołd tym hitlerowskim kolaborantom i stwierdził, że dobrze służyli Polsce.
Po tym skandalicznym złożeniu kwiatów premier Morawiecki poszedł za ciosem. Wspomniał w publicznej debacie o żydowskich sprawcach zbrodni, a to wywołało ostry sprzeciw Premiera Izraela. Również w trakcie tego pobytu ów premier powiedział, że w 68 roku nie było Polski, a Żydów tępili komuniści.

Można to uznać za niekończące się pasmo nieodpowiedzialnych wypowiedzi. Ale prawda jest chyba inna. Premier, rząd i PiS tak właśnie myślą. I jakby nie udawali, że jest inaczej to tego nie da się ukryć. Złożenie kwiatów na tablicy hitlerowskich kolaborantów i mówienie o żydowskich sprawcach zbrodni układa się w całość i pokazuje sposób myślenia obecnej władzy.
Jeszcze kilka lat, a okaże się, że hitlerowcy (wg PiS i IPN) byli ofiarami, Żydzi oprawcami, a my, dumni Polacy daliśmy łupnia ruskim i wyzwoliliśmy Wrocław spod ich panowania. Brzmi to groteskowo, ale czy zachowania premiera Morawieckiego takie nie są?
Tę paranoję uzupełniają inne wypowiedzi. Oto wrocławski radny PiS nazwał profesora Kulczyńskiego zbrodniarzem. Bo ten żył w czasach PRL i odważył się odbudowywać wrocławską, czyli polską naukę. Takich „zbrodniarzy” jak profesor były miliony.
Czesław Cyrul

Czy sport ma coś wspólnego z polityką? Zawsze miał i ma.  Politycy lubili grzać się w blasku medalistów. Na te igrzyska zimowe do Korei jechaliśmy z nadzieją, że może coś szczęśliwego się wydarzy, bo wyniki przedolimpijskie nie napawały optymizmem. Tylko nasi skoczkowie dobrze rokowali. Dodatkowo nasze nadzieje zostały napompowane przez PiS-owską  propagandę. …Jesteśmy prymusami w gospodarce, dbamy o swoją godność, jesteśmy lepsi od wszystkich sąsiadów razem wziętych, nie wpuściliśmy uchodźców przez co nie ma u nas różnych chorób, a to sprzyja zdrowemu ciału…… Zatem i ciało i duch polskiej reprezentacji politycznie został przygotowany na sukcesy. Zabrakło jednak pracy, organizacji, pieniędzy i jeszcze paru innych rzeczy. Sama narodowa duma i prezes Kaczyński nie gwarantują zwycięstwa w sporcie. Dobrze, że skoczkowie nie zawiedli i tylko oni nam pozostaną jako podpora tej dumy.

Potęgą w zimowych sportach okazały się Niemcy. Ne przeszkodziły im miliony uchodźców, ani polskie komentarze o upadku tamtejszej cywilizacji. Potęgą jest Skandynawia, gdzie swobody obywatelskie – także wg PiS – degradują cywilizacyjnie te kraje. Potęga okazała się rozwiązła Holandia i Francja. Dodam, że do tych krajów nadal masowo wyjeżdżają młodzi  Polacy, by ulegać tamtejszej, cywilizacyjnej degradacji. Nawet nasi sąsiedzi, biedna i skromna Białoruś ma lepszy dorobek medalowy od nas, także Słowacja i Czechy. Nawet zdegradowani Rosjanie, występujący pod flagą olimpijską dają  sobie dobrze radę.

My naród prawie wybrany i  dość liczny wypadliśmy skromnie. Na nic zdało się propagandowe pompowanie, że jesteśmy siłą. Sprawdzian olimpijski ukazał przeciętny poziom naszych sportów zimowych.  W opinii światowej sport to jeden z wyznaczników pozycji kraju na arenie międzynarodowej. I ta olimpiada pokazała nam nasze miejsce. Tak więc mniej pustej dumy, więcej pracy, rozsądku i szacunku dla innych nacji. Pewnie zakręceni  komentatorzy na prawicy zaczną dochodzić. Kto stał za naszymi słabymi wynikami? Jakiś spisek? Może to masoni albo Żydzi, bo oni zawsze źle życzą Polsce. Ale Izrael, z racji klimatu, nie liczy  na zimowych olimpiadach. Może nieżyczliwi Niemcy nie dali nam niczego wygrać?

Prawda jest prosta jak Kamil Stoch. Trzeba trenować, trenować i jeszcze raz trenować. Trzeba także pieniędzy, dobrych trenerów i życzliwej władzy.  I potem się wygrywa, a  władza może grzać się w blasku zwycięzców. Ta raczej nie powinna tego robić.   Nie wyobrażam sobie spotkania prezesa Kaczyńskiego ze sportowcami. Byłoby to coś  bardzo sztucznego.

Tak, związek polityki ze sportem ewidentnie istnieje, choć bezpośrednio jest trudny do uchwycenia. Teraz z tej napompowanej dumy zostali skoczkowie. O reszcie lepiej zapomnieć, bo to najsłabsza nasza  olimpiada zimowa od wielu lat. Podobno PiS ma rządzić  jeszcze długo więc na sukcesy w sporcie drodzy rodacy raczej nie  liczcie.

Czesław Cyrul

Po wystąpieniu ambasadora USA w Polsce, w którym stwierdził on, że według konstytucji Stanów Zjednoczonych wolność słowa jest najważniejsza, a to oznaczało,  przekładając oświadczenie na język prostszy, że ustawa o IPN tę wolność ogranicza. To bardzo poważny zarzut. Informują o tym wstąpieniu wszystkie wolne media. Zofia Romaszewska dopowiedziała, że ta ustawa jest idiotyczna i trzeba ją zmienić.

A tymczasem w reżimowej tv i radiu ani śladu o tym, ważnym wystąpieniu. O stwierdzeniu Zofii Romaszewskiej także. Wielkiemu bratu (USA) i naszemu strategicznemu sojusznikowi zarazem zamknięto usta lub potraktowano z buta jak kto woli.  Jako news jest za to wypowiedź ministra Błaszczaka, że Polska wypełnia swoje zobowiązania wobec NATO i dobrze układa się współpraca wojskowa z USA. Oto jak  wirtualna rzeczywistość i cenzura tworzą równoległą rzeczywistość wg PiS.

Czesław Cyrul

Przypadkiem w tv  dowiedziałem się, że niemiecka SPD (socjaldemokraci) ma około 450 tys. członków. Sprawdziłem ilość członków w SDU/CSU.  Ilość jest podobna. Są także,  mniej liczne,  partie jak FDP. Zieloni, AfD, przy których nasze duże partie są karłami. Nie ma w Niemczech lokalnych  tzw. bezpartyjnych ugrupowań wyborczych z gminach czy powiatach. W Polsce, nawet te duże partie, są biedne i mające ograniczone możliwości oddziaływania na społeczeństwo. Teraz wyjątkiem jest PiS, które zawłaszczyło  media publiczne, karmi prawicowe gazety reklamami z państwowych spółek skarbu państwa i używa publicznych pieniędzy do szerzenia swojej propagandy. Ministerstwem prawdy jest IPN, który  wbija nam do głów  PiS-owską wizję historii. Jego budżet (IPN) jest większy od  budżetu Polskiej Akademii Nauk. Do fałszowania historii  zaprzęgnięto także szkoły.

Ale do rzeczy. Nasze partie są słabo zorganizowane i po omacku poszukujące programu politycznego, a co za tym idzie także sympatyków, bo członków jest jak na lekarstwo. Za zbierane składki członkowskie trudno  cokolwiek zorganizować. Np. w SLD składka miesięczna dla pracującego wynosi 5 zł., a emeryta 1zł. Partie będące w parlamencie mają subwencje rządowe i to pozwala im jakoś oddychać. Ta mizeria przekłada się na skromny aktyw i średniej klasy liderów. Ci liderzy lubią zmieniać barwy partyjne, lub zakładać inne partie – od prawa do lewa.  Nowe partie też są  bez czytelnego programu, ale z dużymi aspiracjami liderów. Politycy, którzy nie potrafią niczego założyć, są kłótliwi, sfrustrowani. Atakują te partie, które maja jakieś struktury i chronią je jak źrenicę w oku, choć różnie to bywa. To wzmaga złość nieudaczników i ze zdwojoną siłą atakują zorganizowane partie. To takie typowo polskie – ja nie mam nic  lub niczego nie umiem to i oni też niech będą tacy sami.

Taki marny obraz zniechęca obywateli do partii politycznych. Ponieważ w Polsce istnieje duża niechęć polityków  do stabilnej działalności politycznej więc  obywatele unikają członkostwa w partiach. Partie więc nadal będą małe i karłowate, a jak są u władzy ową karłowatość nadrabiają garnięciem pieniędzy z publicznej kasy do własnych kieszeni.  To obywateli denerwuje i tak toczy się to błędne, polityczne koło. Bez końca się toczy i nic nie wskazuje, by cokolwiek się zmieniło. Ostatnio PiS-owska władza zafundowała sobie sute nagrody, a miało być skromnie i uczciwe, jak to obiecywała była premier.

Czesław Cyrul

Europoseł Czernecki został odwołany z funkcji wiceprzewodniczącego Europarlamentu za to, że nazwał posłankę Różę Thun szmalcownikiem. Poseł Czarnecki nie przepraszając posłanki Thun twierdził, że poprzez takie zachowanie pozostaje wierny wartościom. Poseł Czernecki nigdy jasno  nie wyjawił o jakie wartości chodzi. Zresztą, na każdy temat odpowiada podobnie i do tego niezbyt wyraźnie.

Przypomnę, że Ryszard Czarnecki w 1991 roku został posłem z Wyborczej Akcji Katolickiej. W 1993 roku ponownie, ale z Krajowego Komitetu Wyborczego „Ojczyzna”. W 1993 roku wstępuje do Zjednoczenia Chrześcijańsko – Narodowego, by w 1997 roku zostać posłem z Akcji Wyborczej „Solidarność”. W 1995 roku był bardzo aktywnie zaangażowany w promowanie kandydatury Hanny Gronkiewicz- Waltz na stanowisko Prezydenta Polski. W 2001 roku staruje do Sejmu z list  AWS, ale nie dostaje się. Rok później staruje na fotel prezydenta Wrocławia, ale dostaje tylko 8,7 tys.  głosów co było wynikiem marnym. W 2004 roku wstępuje do Samoobrony, która ideowo nie miała wiele wspólnego z prawicowymi i prokościelnymi partiami, jakie wcześniej adorował Czarnecki. Z ramienia tej partii zostaje Europosłem. Z Samoobrony zostaje wyrzucony bodaj w 2007 roku, za sprzyjanie PiS-owi. Potem wstępuje do PiS i zostaje eurodeputowanym z listy tej partii, udaje mu się to jeszcze raz i zostaje wiceprzewodniczącym Europarlamentu.

Za skandaliczne zachowanie europosłowie pozbawili go tej funkcji. Politycy PiS za granicą zachowują się jak niewychowani goście na przyjęciach gdzie brudzą, zanieczyszczają toalety, puszczają bąki i obrażają gości twierdząc zarazem, że czynią to w imię obrony dobrego imienia ojczyzny. W kraju niektórzy w to wierzą, ale za granicą już nie. Przypadek Czarneckiego, a wcześniej żenujący wynik 27:1 w głosowaniu nad kandydaturą Tuska, krytyczne oceny Europarlamentu co do gwałcenia demokracji w naszym kraju czy nieszczęsna ustawa o IPN sprawiają, że postrzegani jesteśmy za granicą jako kraj, który obraża i ubliża innym w imię właściwie nie wiadomo czego. Przypadek Czarneckiego też się wpisuje w tę, ośmieszającą nasz kraj politykę PiS. Jedno jest pewne. Za taką „niezłomną” postawę Czarnecki ma zagwarantowane pierwsze miejsce z list PiS w najbliższych wyborach  do Europarlamentu. Dla Czarneckiego finansowo gra jest warta świeczki, ale dla kraju straty wizerunkowe są nieobliczalne.

Czesław Cyrul

Uwaga: ten tekst może być zrozumiały tylko dla wrocławian interesujących się tą tematyką na co dzień

Skomplikowane próby wyłonienia kandydatów na prezydenta Wrocławia wikłają się z dnia na dzień. Wiosną PO wysunęła kandydaturę prof. Chybickiej. Poparło ja także miejskie PSL, ale wojewódzkie władze tego nie uznają. Poparła ją, nie wiedzieć dlaczego, Unia Pracy. Niechętny kandydaturze był Bogdan Zdrojewski, też z PO. Skrytykował kandydaturę prezydent Dutkiewicz. Jednak po celowym uniknięciu głosowania nad obywatelskim projektem ustawy antyaborcyjnej spadła na panią poseł fala krytyki i jej prezydencka pozycja znacznie osłabła. Za to Bogdan Zdrojewski zmienił zdanie i byłby skłonny poprzez tą kandydaturę, ale pod pewnymi warunkami.
Dolnośląski Ruch Samorządowy, składający się z tzw. bezpartyjnych fachowców, dawniej członków różnych partii, wysunął na to stanowisko wicemarszałka Michalaka. Obruszyli się na ta decyzję Bezpartyjni Samorządowcy (jest coś takiego), którzy myśleli, że oni i DRS wysuną wspólnego kandydata. Także prezydent Dutkiewicz, też prominentny członek tego syndykatu wójtów burmistrzów i prezydentów kandydatury Michalaka nie poparł. On sam byłby przychylny Jackowi Sutrykowi, wysokiemu urzędnikowi z magistratu.
Poseł Michał Jaros dawniej w PO, teraz w Nowoczesnej też chce zostać prezydentem Wrocławia. Jednak PO zawarła porozumienie wyborcze z Nowoczesną i kandydat musi być jeden. Mimo to Nowoczesna chciała namaścić Jarosa, ale ten, na swoją zgubę i pewnie z politycznej głupoty, poparł kompromitującą ustawę o IPN, a zalecenia partii były inne. Jaros więc namaszczenia od przewodniczącej Lubnauer nie dostał.
W PiS także trwa przepychanka kto będzie kandydatem. Największe poparcie ma posłanka Stachowiak – Różecka, ale to nie jest równoznaczne z poparciem w kręgach partyjnych. Zresztą nie ma to większego znaczenia, bo prezes i tak sam zadecyduje. Na pewno swojego kandydata wystawi SLD, pewnie także kukizowcy, może PSL. Może także narodowcy, może także wyznawcy Korwin-Mikkego. Ale nie należy się do tych ustaleń zbytnio przywiązywać, bo sytuacja jest wyjątkowo niestabilna, zainteresowane strony bardzo nerwowe i kłótliwe, a kandydaci popełniają polityczne błędy więc wszystko jest jeszcze możliwe.

Jeżeli tekst jest dla Was niejasny, nie przejmujcie się, ani nie drążcie głębiej tej informacji. Jutro może być inaczej, a do wyborów samorządowych jeszcze daleko.
Czesław Cyrul