Miesięczne archiwum: Marzec 2018

Wzrost notowań SLD bardzo zaniepokoił Jakuba Majmurka w Gazecie Wyborczej, którą (GW) odradzanie się tej partii bardzo uwiera. Redaktor Majmurek napisał, że SLD już dawno umarł, ale ciągle chodzi po ziemi, a nawet – coraz większej liczbie wyborców – podoba się, co powoduje tylko zamęt na scenie politycznej, a na lewicy szczególnie. Bo SLD ma swoje lata za sobą. Owszem wprowadzili politycy tej partii Polskę do NATO i UE, ale teraz nastały czasy na inne, lewicowe partie, takie jak Razem. Niestety nowe ruchy na lewicy nie mogą się przebić, bo blokuje je SLD. Te ruchy na lewicy chciałyby się zjednoczyć, ale SLD nie chce. SLD powinno zostać wchłonięte przez liberalne, antypisowskie partie, zniknąć ze sceny politycznej, ta w końcu oczyści się i wtedy zapanuje na lewicy nowe – jak twierdzi redaktor Majmurek.
Sęk w tym, że te nowe partie (w zasadzie jest tylko Razem) wcale nie chcą się jednoczyć ani z SLD, ani sami ze sobą. Zatem uważam, że zniknięcie SLD wcale nie gwarantuje odrodzenia lewicy według teorii Majmurka. Jest zupełnie inaczej. To SLD namawia do zjednoczenia na lewicy, czego Majmurek nie dostrzega. A może dostrzega, ale takie zjednoczenie byłoby nie w smak jemu i środowisku GW.
Podsumowując. Wg redaktora Majmurka, SLD powinno być wchłonięte przez liberalne centrum i zniknąć ze sceny i na lewicy tym samym. Nowa lewica, która jest dzisiaj słabiutka, bez struktur i zamocowania w elektoracie stanie się wtedy silna, piękna i odrodzona, bez postkomunistycznych złogów. Nie ma to jednak poparcia, ani w praktyce, ani nawet w najśmielszych teoretycznych rozważaniach o przyszłości lewicy – i nad tym red, Majmurek bardzo boleje.
Wizja redaktora Majmurka to przepis na likwidację lewicy w Polsce. Może właśnie mu o to chodzi. W sumie tekst jest ciekawy i pokazujący lewicy, czego robić nie należy, by rosła ona w siłę i kraj stawał się normalniejszy. Mogę także złośliwie odpowiedzieć GW, że jej wizja meblowania polityki poniosła klęskę. Ale redakcja tego nie widzi, Ta wizja umarła a GW nadal wydaje się, że ma wiele do powiedzenia. Odrealniona teoria redaktora Majmurka jest tego przykładem. SLD na pewno nie pójdzie tą drogą.
Czesław Cyrul

Ostatnie notowania popularności partii politycznych przeprowadzone przez Kantar Millward Brown dla TVN to coś więcej niż zwykły sondaż. Zaskakuje spadek notowań PiS. Hasło „nam się należy więcej”, zamiast obiecywanej skromności, ustawy degradacyjne, dekomunizacyjne, skłócenie z zagranicą osiągnęły masę krytyczną i wyborcy zaczęli odwracać się od PiS. Wyborcy PiS swoje głosy, być może, przerzucili na Kukiza, partię Wolność, a może i PO, której przybyło sympatyków.

Mnie interesuje sytuacja na lewicy. W badaniach tej sondażowi SLD zawsze miał bardzo marne notowania, zazwyczaj nie przekraczał progu wyborczego. Przypomnę, że politycznie odpowiadało to zamawiającemu te badania TVN-owi. Ta stacja, do spółki z radiem  TOK FM i Gazetą Wyborczą, promowała partię Razem oraz Barbarę Nowacką i widać, że projekt powoli diabli biorą. Tym zarazem  notowania  SLD w badaniu tej sondażowi wynoszą 9 procent (w ostatnim było 3 procent) i wzrosły, w stosunku do badań poprzednich o ponad 150 procent. Taki, obiecujący i rosnący,  wynik w badaniach innych sondażowi, SLD już osiągnął parokrotnie. Natomiast, po raz kolejny, notowania partii Razem spadły do poziomu błędu statystycznego.  Oczywiście spadek notowań PiS i tak duży wzrost notowań SLD może się zmieniać, ale jakieś wnioski delikatnie, o sytuacji na lewicy, można wyciągać.

A zatem, lansowanie partii Razem przez wspomniane liberalne media kończy się klapą. Twierdzenie, że SLD to tylko wydmuszka także okazuje się kłamstwem. SLD zbiera premię za nawoływanie do jedności na lewicy, bronienie dorobku PRL i wstawianie się za ludźmi gorszego sortu. Partia Razem, zachowująca się wrogo względem SLD i niechętna jakąkolwiek rozmowom na lewicy została przez wyborców ukarana za sekciarstwo i wywoływanie sporów w tym środowisku. Po raz kolejny okazuje się, że wyborcy nagradzają tych, którzy nawołują do jedności i zgody. Wielka szkoda, że działania „Razem” kończą się klapą, bo drzemie w niej (partii Razem) wielki potencjał intelektualny i organizacyjny. Jej liderzy skierowali ten potencjał w złą stronę i  swoją arogancją na lewicy  ten potencjał zmarnotrawili. Wielka szkoda.  SLD zawsze jest otwarte na współpracę.

Podobnie ma się sprawa z Barbara Nowacką. Jej jazdy po kraju i udział w pogadankach ani nie wzmacniają lewicy, ani jej nie jednoczą, a Inicjatywa Polska nie jest zdolna do samodzielnego startu w wyborach.  To kolejna strata na lewicy, bo niechęć Nowackiej do organizowania się przed wyborami i czekanie na nie wiadomo co, skończy sie dla niej polityczną klapą i osłabieniem lewicy.

Wnioski są  następujące: zgoda buduje……… ,a  ciążka praca, jaką wykonuje SLD, popłaca. Rozsądni, nawet z popełnionych błędów, wyciągają mądre wnioski na przyszłość, a z innymi może już nie warto rozmawiać. Ale ciągle drzemie we mnie nadzieja, że rozsadek weźmie górę.

Ale czy bez  zaufania i na siłę warto budować koalicje w polityce? W ostatnich latach, z mojego doświadczenia wynika, że nie. Ale próbować należy. Może za którymś razem się uda.

Czesław Cyrul

Burza wokół ustawy aborcyjnej  cyklicznie przewala się nad krajem. Prawica i Kościół są jej sprawcami.  I tak jest od lat. Lewica robi co może, ale jej siły są zbyt słabe, by zaradzić dyktaturze talibów kościoła realizowanej rękami prawicowych polityków. Tysiące kobiet protestują przeciwko tym zakazom, setki tysięcy  podpisów złożonych pod  projektem liberalizacji ustawy świadczą o masowym poparciu tej inicjatywy. Ale prawica pokazuje, że pod swoimi projektami zbiera jeszcze więcej podpisów. Są one zbierane głównie przy kościołach i za namową księży, a parafiane – dla świętego spokoju –  podpisują.  Spora ich grupa nawet nie zastanawia się co podpisuje.

Odnoszę wrażenie, że tysiące kobiet protestujących przeciwko spychaniu naszego kraju w średniowiecze, zachowuje się trochę nieświadomie. Wiadomo, że wśród partii politycznych tylko SLD dawniej optował i nadal stoi za  liberalizacją ustawy. Czy notowania tej partii, z tego powodu,  wzrosły w ostatnim czasie. Tak, ale bardzo niewiele i na pewno nie zaczęły sympatyzować z SLD młode kobiety. Elektorat SLD to ludzie starsi, którym rygorystyczna ustawa osobiście nie zagraża. Co gorsza, notowania partii Razem, która także zdecydowanie opowiada się za obroną wolności kobiet spadły do poziomu błędu statystycznego. Zatem i tam młode kobiety nie lokują swoich sympatii. Gdzie więc lokują? Prawdopodobnie w PO i Nowoczesnej. Jak te partie zachowywały się w Sejmie ostatnio? Widzieliśmy po wynikach  kompromitującego głosowania nad projektem liberalizującym i prawicowym, stalinowskim, bo – przypomnę – Stalin i Hitler zabraniali aborcji.

Tak więc dostrzegam rozdwojenie jaźni u dzielnie walczących kobiet. Nie garną się także one  do polityki. Owszem mówią enigmatycznie o starcie w wyborach, ale z kim, nie wiadomo. Zatem dopóki kobiety optować będą za liberalizacją ustawy i głosować na prawicowe partie to skazują się na bycie petentami u prawicowych polityczek i polityków w Sejmie, którzy ich (kobiet) projekty ustaw wrzucają do kosza.

Albo być może problem wolności kobiet jest sprawą marginalną w społeczeństwie, na serio zajmuje się ją kilka procent wyborców i tylko  im naprawdę zależy na liberalizacji ustawy. Inne sprawy w wyborze sympatii politycznych w wyborach biorą górę i w efekcie  kobiety głosują na swoich katów, którzy w Sejmie robią z nich inkubatory do rodzenia dzieci. Są to być może bolesne i krzywdzące wnioski, ale takie, po wielu latach obserwacji tej walki,  nasuwają  mi się.

Czesław Cyrul

Zum Wohl

Kategorie: Bez kategorii

Wpadłem na krótko do Świeradowa. Z samego rana zaczyna się żmudne poszukiwane gazet.  Na głównym deptaku w kiosku, na poczesnym miejscu leży niemiecki Bild. Gdzieś tam dalej wyziera lokalny tygodnik. Na deptaku spacerują starsi Niemcy, bo tutaj kurować się dla nich jest tanio. Wszystkie napisy zapraszające na masaże czy do grot solnych są dwujęzyczne. Tutaj interes góruje nad dumą narodową. A gdzie inne gazety? Pytam panią w kiosku. Panie, nie schodzą. Tylko te kolorowe z programami tv czasami ludzie kupują. Bilda  schodzi po kilka egzemplarzy dziennie.  Spragnieni panowie i jedna pani, każda miejscowość ma swoich, już zaliczyli po porannym piwie. Wszyscy tacy, w każdej miejscowości, mają  zaczerwienione i obrzmiałe twarze. To ich znak rozpoznawczy.  Skrzętnie chowają opróżnione butelki, by mieć na podmianę. Jeden z nich taksuje mnie wzrokiem czy aby nie zaproponować mi jakiejś darowizny na podratowanie jego pragnienia. Ale daje sobie spokój. Dołącza do panów lokalny konserwator z sanatorium – jak wynika z rozmowy – i użala się nad swoim losem. Moja szefowa, k…a nie pozwala pić w pracy to przed pracą musowo kawa musi być. Potem następna o godz. 10. W południe też kawa, i przed koniec pracy też walę, taką sypaną. K…a wychodzę z roboty to mi gały na wierzch od tej zarazy wychodzą. Dopiero o 16 czuje się wolny. K..a ja od tego gówna to bym się przekręcił – komentuje kolega. Tak, tak nie ma sprawiedliwości u mojej szefowej, ale jakoś żyć trzeba.  W końcu gazety udaje mi się kupić w dyskoncie.

Na stoku narciarskim mgła i mżawka. W gondoli wyciągam piersiówkę i wypijam kilka łyczków słonecznego brendy z Bułgarii. Jakaś rekompensata za brak słońca to jednak jest. Po kilku zjazdach ociekam wodą, bo wredna mżawka nie ustępuje. Na stoku pustawo. Kiedy w gondoli ponownie poprawiam sobie nastrój inny narciarz patrzy zazdrośnie. Podaję piersióweczkę.  To był Niemiec, skorzystał z okazji. Zum wohl.

Czesław Cyrul

Czy poziom życia, kultury i świadomości społeczeństwa czy- jak kto woli narodu- wpływa na zjawiska patologiczne, które zawsze mu towarzyszą. Nie znam takich badań, ani opracowań, ale gdyby miałbym wzorować się na donosach prasowych to: zabójstwa w naszym kraju dokonywane są za pomocą siekier, kuchennych noży i młotków. Broń palna bardzo rzadko bywa narzędziem zbrodni. Do bardziej wyrafinowanych należy odkręcenie gazu i spowodowanie wybuchu. Kibole, którzy żyją w stanie ciągłego wzmożenia patriotycznego, swoje spory załatwiają przy pomocy kijów baseballowych i maczet. To nie jest polska broń. Powinni raczej używać szabel ułańskich lub starszych karabel, ale wolą bardziej poręczne maczety. Nie gardzą także kuchennymi tasakami lub siekierami. Za czasów mojej młodości, na wiejskich zabawach w użyciu bywały kastety, noże sprężynowe były także, ale rzadko ich używano, bo to było niehonorowe.
Polską cechą szczególną są nasze drogi i podejście do jazdy sporej części społeczeństwa. Do standardów i częstych donosów należą medialne komunikaty: .. auto z niewyjaśnionych przyczyn, na zakręcie drogi, uderzyło w drzewo. Śmierć poniosło 5 młodych osób. Kierowca miał 18 lat i nie miał prawa jazdy. Młodzi wracali z dyskoteki, auto było dwudziestoletnie i nie miało badań technicznych… Lub inny komunikat: Kierowca zjechał na poboczne jezdni i zabił na chodniku 3 osoby. Sprawca był pijany i miał zakaz prowadzenia aut, bo wcześniej, kilkakrotnie policja złapała go na jeździe po alkoholu. Znane mi są wsie, gdzie większość mężczyzn nie ma prawa jazdy, bo policja skutecznie wyłapała trunkowych osobników, ale oni jeżdżą nadal. Dzisiaj zdobycie uprawnień do prowadzenia aut jest trudniejsze niż kupienie taniego i zdezelowanego auta. A każdy Polak jeździć przecież potrafi, tak przynajmniej się wielu wydaje. Fakty są jednak inne, przynoszące wstyd dumnemu narodowi, który w statystyce drogowych wypadków śmiertelnych przoduje w Europie. Lub jeszcze inny przykład: jest karambol na autostradzie, kierowcy zawracają, jadą pod prąd i blokują tym samym dojazd do miejsca wypadku służbom ratowniczym. Rocznie policja zabiera grubo ponad 100 tysięcy praw jazdy pijanym kierowcom i liczba ta nie zmniejsza się. A przecież to tylko wierzchołek pijackiej góry lodowej.
Odnoszę wrażenie, że słuchając komunikatów o morderstwach, karambolach drogowych czy innych nieszczęściach, wbija mi się do głowy, że tego wszystkiego przybywa. A może to tylko wzmożona praca dziennikarzy sprawia, że dociera do nas fala komunikatów, o których wolelibyśmy nie wiedzieć. Zauważam jednak, że w ciągu ostatnich kilku lat ilość zdarzeń patologicznych jakby zwiększyła się, ale może to tylko moje, subiektywne odczucia. Na pewno chamstwo polityków prawicy przyzwala na złe zachowania obywateli, ale czy to ma jakiś wpływ na wzrost zdarzeń kryminalnych w społeczeństwie to nie wiem, ale się nad tym zastanawiam.
Czesław Cyrul

Nastały czasy historycznych barbarzyńców. Trwa gruzowanie i odsapywanie od cokołów pomników dolnośląskiej historii powojennej. Takie barbarzyństwa w historii krajów są dość cykliczne. Miarą poziomu cywilizacyjnego społeczeństwa jest szacunek dla historii. Zaczynaliśmy to rozumieć, ale przyszedł PiS i cofnął nas, pod tym względem, do  lat czterdziestych i początku pięćdziesiątych minionego wieku.

Po wojnie demontowano resztki pomników niemieckich, ale przy okazji zniszczono wiele pamiątek, które należałoby  zachować. W ich miejsce stawiano pomniki ku czci poległych żołnierzy radzieckich, polskich lub sławiących braterstwo wspólnej walki. Tutaj na ziemiach odzyskanych sytuacja była specyficzna. Pomników żołnierzom Armii Krajowej nie stawiano, bo tutaj nie działała. Zresztą nawet tam gdzie działała, też ich raczej nie stawiano. Stawiano bohaterom Armii ludowej  choć był to ruch zbrojny zdecydowanie mniej znaczący. Po 1990 roku zmieniono nazwy niesłusznych ulic, ale wiele powojennych nazw zostało, bo tak chcieli mieszkańcy. Pomników rozbito niewiele.

Teraz nastąpił, barbarzyński etap rozprawiania się z historią wykutą w kamieniu czy odlaną w metalu.  Ostatnio koparki zgruzowały pomnik Ludowego Wojska Polskiego w Złotoryi. Likwiduje się pomnik braterstwa broni w Oleśnicy.  Pewnie w to miejsce postawią  tam żołnierza wyklętego. Likwiduje się ulice im I II Armii Wojska Polskiego. Depcze się, tym samym,  pamięć o  setkach tysięcy poległych żołnierzy dlatego, bo wyzwalali Polskę od niewłaściwej strony. Wiele pomniejszych pamiątek po cichu ląduje na śmietniku lub w składnicy złomu.

Opór społeczny przeciwko temu barbarzyństwu jest w regionie niewielki. Zachowujemy się tak jakbyśmy się wstydzili swoich ojców i dziadów, którzy tę ziemie wyzwolili i odbudowali. Protesty organizacji kombatanckich i pojedynczych osób to dużo za mało. Jesteśmy na tych ziemiach ledwie kilkadziesiąt lat. Ledwo się zakorzeniliśmy się, a PiS narzuca nam inną wersje regionalnej historii. W miejsce zburzonych  pomników i wyrwanych z murów tablic zamontuje swoje. Wprowadza się obcy tutaj  kult żołnierzy wyklętych. Będą oni  w regionie  bohaterami narzuconymi z urzędu.  Dzisiaj szkoła prawdy o historii regionu  młodzieży nie powie,  pozostaje domowe i może wkrótce tajne,  nauczanie prawdziwej historii regionu. Polska przerabiała to już wiele razy. Damy radę.

Czesław Cyrul

CBOS ogłosił badania, w których pokazuje, że w ciągu ostatnich lat staliśmy się społeczeństwem, które jeszcze bardziej  nie lubi Arabów. Romów, Rosjan. Żydów, Niemców Rosjan i Ukraińców i Białorusinów niż rok czy dwa lata temu.  Litwinów też nie lubimy, ale to mała nacja i ucieka nam w badaniach. To nielubienie szybko pogłębia się. Zarazem mniej lubimy tych których tradycyjnie lubiliśmy: Czechów , Węgrów, czy Włochów. Podsumowując: tych których nie lubiliśmy nie lubimy jeszcze bardziej. Lubianych lubimy mniej, a to oznacza, że staliśmy się społeczeństwem nieufnym i zamkniętym, a może nawet ksenofobicznym. Obce nacje to ludzie z natury źli i nam nieżyczliwi.

Ów wzrost niechęci do obcych nacji przekłada się także na niechęć sąsiedzką czy wrogość   do inaczej myślących. Ostanie lata wyciągnęły z nas te brzydkie cechy i stało się to tak jakoś niepostrzeżenie. Ktoś obrzucił obcych grubym słowem, obarczył ich odpowiedzialnością za roznoszenie pasożytów itp.  Propagandowe instytucje obecnej władzy udowadniają, że miliony Polaków żyjących w PRL to byli zbrodniarze wysługujący się czerwonym i są niepolakami, bo Polski nie było. I tak to nakręca się spirala wrogości do obcych i swoich.

W tym wybuchu niechęci, podejrzliwości i fałszowaniu historii upada mit o naszej gościnności i otwartości. Dzisiaj nasza gościnność ma charakter co najwyżej  biesiadny i rodzinny.  Władza straszy nas obcymi, w kraju dzieli obywateli na lepszy i gorszy sort, degraduje obywateli już nieżyjących, odmawia wielu prawa do honoru, barbarzyńsko burzy nasze  pomniki historii i zarazem zapewnia że naród polski jest wielki. Jest wielki, ale jego część uległa fałszywym prorokom. Mam nadzieję, ze chwilowo.

Czesław Cyrul

Inicjatywa Polska we Wrocławiu zorganizowała spotkanie z Barbarą Nowacką. Zapraszali więc poszedłem z nadzieją, że usłyszę jak Inicjatywa chce iść do wyborów samorządowych, bo to już za kilka miesięcy przecież. Zawiodłem się. Liderka Inicjatywy mówiła  dużo o niedobrym PiS-ie, dobrej Unii Europejskiej i rozpychającym się Kościele.  Z sali zresztą padały pytania na ten temat. Nic o samorządach. Barbara Nowacka  raczej wspominała o wyborach parlamentarnych w 2019 roku, co jeszcze bardziej przekonywało mnie, że nie wie jak Inicjatywa mam zaistnieć w wyborach samorządowych. Lokalni działacze także unikali tematu wyborów samorządowych jak ognia. Zebrani na sali również  tematu nie podnosili, co można rozumieć, że był to dla nich problem nowy i nieznany, choć na sali zebrała się grupa ludzi bez wątpienia inteligentnych, ale niezorganizowanych i nie czujących, jak do takich wyborów trzeba się zabrać. Po spotkaniu nabrałem podejrzeń, że liderka Inicjatywy nie wie jak te wybory zorganizować i w którym kierunku chce poprowadzić ten ruch.

Pod koniec spotkania Barbara Nowacka  uderzyła w SLD. Wypomniała, że kiedy SLD rządził (2001-2005) mógł złagodzić ustawę aborcyjna, a tego nie zrobił. A jaka jest prawda? SLD tę ustawę zliberalizował, prezydent Kwaśniewski podpisał, ale zaskarżono ją do Trybunału Konstytucyjnego i tenże uznał, że jest ona niezgodna z Konstytucją. Prezesem Trybunału był wtedy prof. Zoll. Tak więc, jeżeli Barbara Nowacka nie  znała prawdy, a zajmuje się sprawami aborcji  to źle. Podejrzewam jednak, że znała  fakty, ale celowo oszczędnie gospodarowała prawdą, aby wbić szpilę w SLD. Wskazuje to, że Barbara Nowacka nie lubi SLD, skoro do takich metod się posuwa. Dobrze wiedzieć. Bo jak miałaby być tworzona koalicja bez wzajemnego zaufania, podszyta podejrzliwością i niechęcią to psu na budę takie alianse. Mam nadzieję, ze nie wszyscy  członkowie Inicjatywy myślą tak jak Nowacka. SLD nadal jest otwarty na tworzenie wspólnych list do samorządów, ale czas nas goni więc robimy swoje.

Czesław Cyrul

Uwaga: materiał zrozumiały dla wrocławian, ale czytać może każdy

Do Wrocławia przyjechała przewodnicząca Lubnauer i namaściła posła Jarosa na kandydata Nowoczesnej do fotela prezydenta Wrocławia. Zarazem ta partia, wraz Z Platforma Obywatelską, będzie tworzyła wspólne listy do Sejmiku, ale osobne do Rady Miejskiej Wrocławia.

Będzie więc tak: Rano kandydat Jaros robi konferencję prasową i zapowiada, że kandydatka PO, profesor Chybicka nie ma pomysłu na Wrocław (tak właśnie już powiedział). Po południu kandydaci ze wspólnej listy PO i Nowoczesnej do Sejmiku (Wrocław to jeden okręg wyborczy) ogłaszają  program dla Wrocławia w samorządzie dolnośląskim. Na drugi dzień, przed południem, kandydatka Chybicka odpiera zarzuty Jarosa i wbija szpilę pod żebro, bo nie może pozostać bierna na zaczepki przeciwnika.

I dalej. Obie partie zamierzają tworzyć osobne listy wyborcze do Rady Miejskiej Wrocławia. Będzie więc rywalizacja programowa (?!) i strony będą się dwoić i troić, by wykazać różnice pomiędzy jedną lista liberalną, a drugą, też liberalną, a to nie będzie łatwe zadanie.  Jak to zsumować to partyjni kandydaci na stołek prezydencki i dwie osobne listy do Rady Miejskiej przebiją wspólną listę tych partii do Sejmiku. Będzie więcej rywalizacji niż współpracy. Powstanie kociokwik. Dodam, że wcześniej, w ramach transferów politycznych poseł – kandydat Jaros przeszedł z PO do Nowoczesnej. Posłanka Augustynowska zrobiła ruch odwrotny. Kilku radnych miejskich z PO gra teraz z Nowoczesnej. Dodatkowo grupa radnych z PO w Sejmiku, na czele z marszałkiem, dała nogę z PO i została  politykami bezpartyjnymi grającymi razem z bezpartyjnym prezydentem Dutkiewiczem, ale ostatnio gra przestała się kleić.

Ma zatem zgryz elektorat liberalny jak to zrozumieć i czy jeść to łyżką czy też używać widelca. Przewodnicząca Lubnauer zaproponowała, by wspólnym kandydatem PO i Nowoczesnej na prezydenta Miasta został poseł Jaros, a kandydatka PO, prof. Chybicka zostałaby jego zastępcą. A to się pewnie przewodniczący Schetyna ucieszy. Jak wiadomo poseł Jaros uciekł z PO, bo był jednym ze sprawców porażki Schetyny na Dolnym Śląsku. Teraz Schetyna miałby partyjnie pójść na ugodę i zaakceptować Jarosa jak swojego? Na to na pewno zgody przewodniczącego nie będzie, bo on pamięta wbite noże w plecy.

Czesław Cyrul

PiS i PO co i rusz obrzucają się epitetami i wyciągają sobie grabieżcze praktyki  majątku państwowego. Koalicja PO-PSL, przez osiem lat nagrabiła sobie sporo. Słowo grabienie ma charakter umowny. Oznacza ono nadużywanie pieniędzy publicznych do realizacji swoich, partyjnych, politycznych i grupowych celów.  W okresie swoich rządów PO wygenerowała wiele afer, które jakoś nie znalazły odbicia w wyrokach sądowych. Dlatego PiS zawłaszcza sądy, by to zmienić. Czasami były to bardziej afery polityczne lub nietrafione decyzje gospodarcze co może się zdarzyć. Społeczeństwo, owo platformerskie żerowanie na publicznym majątku, tolerowało, ale do czasu. Teraz rząd Piś chcąc przykryć swoje wpadki odgrzewa spleśniałe i śmierdzące kotlety upichcone za czasów PO.

PiS rządzi dopiero trzeci rok i korzysta zdecydowanie bardziej dynamicznie z państwowych pieniędzy. Owo grabienie ma jednak nieco innych charakter. Jest to grabienie ideologiczno- personalne. PiS-owska, reżimowa telewizja została zasilona miliardami ze skarbu państwa, by skutecznie otumaniać ludzi. Fundacja Narodowa doi pieniądze ze spółek Skarbu Państwa i potem uprawia za nie partyjną propagandę. W IPN pompowane są setki milionów złotych.  Kościół zasilany jest, na różne sposoby, by tylko dobrze mówił po PiS. Nie zdziwię się jak Kościół wystąpi z projektem zapisu w Konstytucji o kierowniczej roli PiS w Polsce.

Innym sposobem grabienia jest np. masowe zakupywanie luksusowych limuzyn dla rządu i potem rozbijanie ich. Jest także grabienie personalne. Dziesiątki tysięcy działaczy PiS obsiadły urzędy, ale tam mało płacą więc nie ma co im wypominać. Gorzej wygląda sytuacja w spółkach skarbu państwa. Płac tam w zarządach nie zmniejszono, a zapowiadano. Zmiany w zarządach i radach nadzorczych są lawinowe. W KGHM np. jest już trzecia, dobra zmiana kierownictwa kombinatu i spółek zależnych. By to przykryć wyciąga się jakieś niewyjaśnione sprawy zarządu za czasów PO. A o obiecanym przez wszystkich świętych z PiS  zniesieniu podatku od kopalin jakoś cicho. Te zmiany sprawiają, że przy tak dużych płacach za rok można się nieźle obłowić i potem jeszcze dostać milionowe odprawy. Jak to wpływa na kondycję firm i ich finanse wie ten, kto zarządzał przedsiębiorstwami.

I tak można by jeszcze długo deliberować. Z moich obserwacji wynika jasno, że gdyby PiS miał rządzić przez 8 lat, tak jak PO i PSL, to partyjne grabienie majątku narodowego do  celów ideologiczno-partyjnych będzie znacznie większe. Zatem i gniew ludu będzie niewspółmiernie większy, niż ten, jaki spadł na PO.  Tolerowanie grabienia narodowego majątku, jak widać w naszej praktyki, trwa długo, ale w końcu ta świadomość dociera do obywateli i wymierzają oni grabieżcom karę w wyborach.  Jednak ograbiane  nas przez PiS jest groźniejsze, bo nasze pieniądze, w dużej części,  idą na aparat propagandowy, którego celem jest wmówienie nam, że jesteśmy ograbiani dla naszego dobra. Na razie to działa.

Czesław Cyrul