Miesięczne archiwum: Kwiecień 2018

Od 1990 roku  wrocławscy socjaldemokraci składają  1 Maja kwiaty na grobie Ferdynanda Lassala, który znajduje się na cmentarzu żydowskim.  Lassale uznawany jest za ojca niemieckiej i europejskiej socjaldemokracji. Urodził się w 1825 roku we Wrocławiu. Studiował w Niemczech i Francji. Szczerze nie lubił się z Karolem Marksem. Wyznawał idee walki o prawa robotników w istniejącym systemie, bez obalania go i to go właśnie, przede wszystkim,  różniło od Marksa. Był założycielem Powszechnego Niemieckiego Związku Robotników. Na bazie tej partii powstała Niemiecka SPD.

Dzięki pomyślnemu przeprowadzeniu rozwodu hrabiny von Hatzfeldt-Tachenberg, której mąż ją (hrabinę) tyranizował, w dowód wdzięczności, Lassale uzyskał roczną rentę w wysokości 7 tys. talarów. To pozwalało mu na samodzielność finansową i prace nad progresywnymi ideami, jak by to dzisiaj napisano. Oprócz prac nad poprawą losów robotników Lassale prowadził bujne życie i w końcu je stracił we pojedynku o kobietę. Pochowano go we Wrocławiu w 1865 roku.

Lassale był świetnym mówcą i agitatorem.

Na grób Ferdynanda Lassala pielgrzymowali  liderzy niemieckiej SPD. Byli tutaj kanclerze Niemiec: Brandt, Schel i Schulz. Odwiedzają grób (oficjalnie i nieoficjalnie) inni liderzy SPD. Dlatego Wrocławski SLD składa hołd obrońcy praw robotniczych właśnie 1 Maja. To świetna okazja, by złożyć hołd myślicielowi i wizjonerowi, którego idee tak rozkwitły w XX wieku.

Czesław Cyrul

1-Majowe święto przemieniło się w majówkę. Najpierw Święto Pracy, potem Dzień Flagi, a następnie 3 Maja. Te dni, uzupełnione niedzielami i sobotami, tworzą długą majówkę. Rodacy ruszają w Polskę i za granicę, grillują w ogródkach, leniuchują w domach, itp. We Wrocławiu, 1 maja, co roku, kilka tysięcy  pozytywnie zakręconych, bije w Rynku gitarowy rekord Guinnessa.  Tysiąc studentów wybrało się, na wyprzódki, autostopem do Włoch. Tak dzisiaj wygląda świętowanie Święta Pracy. Choć prawica kłamie, że to święto komunistyczne to nikt nie odważy się go znieść, bo naraziłby się na gniew społeczeństwa, bo choć dzisiaj na pochody się nie chodzi to dzień 1 Maja wolny musi być.

Czy grillowanie to nowa forma obchodów majowego święta? Nie sądzę. Niewielkie grupki lewicowych działaczy złożą kwiaty pod pomnikami sławiącymi wyzwolicieli kraju i czyn robotniczy, o ile nie zostały one jeszcze zgruzowane przez „dobrą zmianę”. Tu i ówdzie odbędą się skromne majówki z akcentami Święta Pracy. Natomiast majówek, tzw. komercyjnych, będzie w kraju dużo i będą tam tłumy. PRL-owski sposób świętowania 1 Maja został odrzucony, a nowe propozycje na obchodzenie świat państwowych nie znajdują masowego zainteresowania u obywateli.

Taka „skromność” w celebrowaniu świat państwowych nie dotyczy tylko  dyskredytowanego przez, robotniczą niegdyś, postsolidarność Święta Pracy.  2 maja – Dzień Flagi i 3 Maja – Święto Konstytucji w telewizji i radiu są, w te dni, godzinami komentowane na okrągło. Zadawałoby się, że na ulicach także świętują tłumy. Nic z tych rzeczy. Na moim osiedlu od lat obserwuję wieszanie flag na balkonach. Mam w zasięgu wzroku około 500 balkonów. Przeciętnie na 30-u wiszą flagi. W oficjalnych uroczystościach biorą udział przedstawiciele władz, organizacji społecznych i kombatanckich. Pozostali realizują swój prywatny program obchodów majowych dni wolnych. Nie inaczej jest 11 listopada. W telewizji święta pełno, a na listopadowych imprezach  grupki.

Zatem dzisiaj musimy pogodzić się z tym, że państwowe święta są dniami wolnymi, ale niekoniecznie  masowo świętowanymi. Mój znajomy, chodzący regularnie  do kościoła, nie zagląda do konfesjonału, ale przystępuje do komunii. Twierdzi, że spowiada się bezpośrednio Bogu, jak u protestantów. Nie mnie oceniać takie postępowanie. Być może my także obchodzimy święta na indywidualną modłę: wędrując po lasach, górach, jedząc marynowaną karkówkę i popijając piwem. Tak dzisiaj jest.

Niech się święci………

Czesław Cyrul

Było tak. Obywatel czy organizacja (mniejsza o to) zapragnęła poznać gospodarowanie pieniędzmi w Polskiej Fundacji Narodowej. To ta organizacja, która miała promować Polskę za granicą, a reklamuje w kraju działalność PiS. Pieniądze na ten cel dostaje ze spółek skarbu państwa, które „całkowicie dobrowolnie i ze szczerego serca” podobno już zasiliły fundację sumą 200-u milionów złotych. Ta fundacja od promocji, by  promować samą siebie, wynajęła agencję promocyjną.

Tenże obywatel  nie mgąc doczekać się informacji o wydatkach fundacji, odwołał się do sądów. One wydały wyrok, że fundacja musi pokazać na co wydaje pieniądze. Fundacja interpretuje po swojemu wyrok sądu, z której (interpretacji) wynika, że niczego nie zamierza pokazywać, choć sąd jej to nakazał.

Pytanie samo ciśnie się na usta. Dlaczego PiS-owska fundacja tak bardzo nie chce powiedzieć na co wydaje publiczne, czyli nas wszystkich, pieniądze.

Można to zinterpretować wypowiedzią  szatniarza z filmu Barei – mistrza w pokazywaniu PRL-owskich absurdów: …Nie mamy pańskiego płaszcza i co nam pan zrobi? Albo fragmentem słynnego skeczu w wykonaniu Kobuszewskiego i Gołasa. … Jasiu powiedz panu co on może panu majstrowi zrobić . On może pana majstra w d….pocałować. Tak oto PiS-owska fundacja odpowiada obywatelom, ignorując wyrok sadu. Szanowni obywatele, możecie nas w PiS-owską  d… pocałować.

I już sam nie wiem po co dałem taki tytuł felietonowi.

Czesław Cyrul

Rząd PiS, wykręcając się od podniesienia  zasiłków opiekuńczych dla rodzin i ich dzieci wymagających stałej opieki, a to nagle stwierdza, że nie ma już więcej pieniędzy, a to, że takie ustawy nie mogą być uchwalane z dnia na dzień. Władza miga się i kłamie w żywe oczy. Wiele ustaw zmieniających lub łamiących konstytucję było uchwalanych z dnia na dzień, czyli w nocy. I daje się. Teraz nie da się. Oczywiście takie, nocne procedury są naganne, ale , wg PiS, raz są naganne, a innym razem nie. W przypadku ulżenia niepełnosprawnym dzieciom są naganne.
Co z powyższego wynika? Rząd rozdaje pieniądze po politycznym uważaniu. Jak to się opłaci politycznie lub wzmocni autorytarną władzę, nocne uchwalanie i łamanie prawa zarazem, jest stosowane. Jak jest to władzy niewygodne, choć uzasadniane, władza kręci i oszukuje. ….Nie da się, ustawa nie może być pisana na kolanie, trzeba przeliczyć pieniądze, zorganizować konsultacje i takie tam inne wykręty, choć gotowe projekty projekty leżą w szufladach, ale prezes trzyma klucze w kieszeni.

Być może obecna władza liczy na to, że niepełnosprawni po prostu nie chodzą do wyborów więc po co im te pieniądze. Przydadzą się na PiS-owska propagandę, na płatne reklamy w prawicowych pismach, na Polską Fundację Narodową, na miliardowe dotacje do PiS-owskiej telewizji. To są priorytety, bo pozwalają utrzymać się przy władzy, a jacyś tam niepełnosprawni niech siedzą w domach, bo tej władzy do niczego nie są potrzebni.
Czesław Cyrul

W 1946 roku, w styczniu, w Państwowej Fabryce Wagonów we Wrocławiu wyprodukowano 100 wagonów-węglarek. Wówczas we Wrocławiu mieszkało 170 tys. ludzi. Pierwszą zapłatą była przysłowiowa miska zupy.   W grudniu 1947 roku, w tymże zakładzie, wyprodukowano 900 węglarek, a we Wrocławiu mieszkało już 250 tys. ludzi. W 1953 roku uruchomiono produkcję lokomotyw elektrycznych. Wiele z nich jeździ do dzisiaj.

Równolegle z produkcją, z zakładzie, była szkoła dla analfabetów, szkoła podstawowa, zawodowa, z kilkunastoma specjalnościami i wieczorowe technikum. Zaoczni studenci byli wcześniej zwalniani z pracy. Potem inżynierowie zasilali kadrę Pafawagu. Zakład posiadał ośrodki wypoczynkowe i klub sportowy, w którym uprawiano kilkanaście dyscyplin sportu. W 1970 roku pracowało  tu ponad 8 tys. osób.

Po transformacji zakład kupiła, za wartość 3 lokomotyw,  firma ADTRANS, która wywiozła cenne wyposażenie do Niemiec.  Potem, za kilkaset milionów złotych, sprzedano ograbiony zakład kanadyjskiej firmie Bombardier.

Po Pafawagu pozostało wspomnienie i modelowy przykład złodziejskiej prywatyzacji.

Informacji o tamtych czasach wysłuchałem na spotkaniu Klubu Dobrej Pamięci, gdzie byli pracownicy opowiadali jak było naprawdę   Tej prawdy obecna władza unika jak ognia, bo pokazuje ona prawdziwych bohaterów tego miasta i tamtych czasów.  Dzisiaj przeszczepia się tutaj historię  żołnierzy wyklętych, którzy ani Wrocławia nie wyzwalali, ani nie odbudowywali.

Czesław Cyrul

PO we Wrocławiu zleciła sondaż: który z kandydatów na prezydenta Wrocławia ma największe szanse wygrać. Najlepiej wypadł kandydat PO, z PiS-owskim rodowodem, Kazimierz Ujazdowski.
Nowoczesna też zleciła podobny sondaż i tam świetnie wypadł jej kandydat Michał Jaros.
Ekipa kandydata obozu prezydenta Dutkiewicza postanowiła zrobić sondaż także. W tym sondażu oczywiście najlepiej wypadł kandydat Jacek Sutryk.
Drugi i trzeci sondaż był przeprowadzony z domniemanym odziałem w tych kolacjach SLD. Na razie nie ma żadnych porozumień na ten temat. Ponadto sondaż zamówiony przez ewentualny komitet prezydenta Dutkiewicza nie umieścił w badaniu kandydata Nowoczesnej Michała Jarosa i na pewno nie było to uczynione przez roztargnienie. Tak więc sondaże nie są już fokusowym ujęciem opinii publicznej w danym czasie, ale robi się je pod oczekiwania zamawiających i płacących za nie. Sondaże przeprowadzała ta sama firma,
Czesław Cyrul

Wojna o handlowe niedziele przycichła. Wcześniej strony okopały się na swoich pozycjach i trwają w przekonaniu, że to ich racja jest najważniejsza. Swego czasu, w radiu, powiedziałem, że trzeba to przećwiczyć w praktyce. Po roku będzie wiadomo, czy ten eksperyment w naszym kraju powiedzie się. W tę niedzielę, musiałem trochę pojeździć po Dolnym Śląsku. Ruch na drogach dojazdowych do Wrocławia był znacznie mniejszy, na drogach było spokojniej, czyli przyjemniej zarazem. Mieszkańcy regionu nie gonili do centrów zakupowych, a raczej wyjechali na niedzielną wycieczkę. Nie słyszałem także, by ktoś zaniemógł z głodu, bo zabrakło mu jedzenia, a tu sklepy pozamykane. Na razie wygląda na to, że Polacy przyzwyczają się i zaakceptują zamknięte w niedzielę sklepy. Ale trzeba jeszcze poczekać na ostateczne wnioski. Tymczasem w tygodniu, odwiedzając galerię handlową, zauważyłem dużą ilość sklepów pozamykanych, remontowanych lub oczekujących na nowych najemców. Nie było kogo spytać, czy to wolne niedziele tak szybko przyczyniły się do rezygnacji dotychczasowych najemców z prowadzenia handlu czy to tylko zmiana dekoracji.
Czesław Cyrul

Przewodniczący SLD zapytany przez dziennikarza kto będzie kandydatem SLD na prezydenta Wrocławia odpowiedział: ja nie jestem Grzegorzem Schetyną i nie przywożę kandydatów w teczkach. Kandydata wybierają lokalne struktury partii.
Na konwencji wojewódzkiej SLD przewodniczący uderzył się w pierś za błędy poprzednich kierownictw. Za Magdalenę Ogórek, za fatalną koalicję wyborczą w 2015 roku. Ubolewał, że w minionych latach w centrali nie dostrzegano mrówczej pracy SLD w samorządach i terenie. Ta partia przetrwała najtrudniejszy okres dzięki strukturom partii w powiatach. Zarazem podkreślił, że wszyscy liderzy partii mieli lepsze i gorsze czasy w swojej działalności. Te lepsze karty byłych liderów chcemy nadal wykorzystywać. Byłoby dobrze, gdyby byli premierzy z SLD startowali w wyborach do europarlamentu.
Będziemy bronić i doskonalić pomysły PiS, takie jak 500+. Dzięki temu programowi o 95 procent spadła w kraju ilość niedożywionych dzieci. Krytykują je (programy) ci, którzy ich nie umieli wymyśleć i wdrożyć. SLD krytykuje aparat PiS za jego niedemokratyczne metody rządzenia, ale nie atakuje elektoratu partii. Jutro może to być elektorat SLD. Proponujemy program 3×2100, czyli renta, emerytura i najniższa pensja powinny być na tym samym poziomie. Opowiadamy się za tzw. wdowią rentą. Po śmierci jednego z małżonków, drugi miałby prawo zachować 80 procent jego emerytury i oczywiście swoją.
Partia jest za rozdziałem kościoła od państwa, za państwem świeckim. Dążenie kościoła by Sejm prawem cywilnym nakazywał przestrzeganie kanonów wiary świadczy o wielkiej jego słabości. Takie, siłowe rozwiązania zawsze kończą się źle dla ich zwolenników. W przyszłości będziemy zabiegali o zmienne zapisów w konkordacie. Jesteśmy za liberalizacją aborcji i wyprowadzeniem religii ze szkół. Nie wstępujemy przeciwko wierze, ale klerowi, który wtrąca się w nasze prywatne życie.
Nie będzie w wyborach samorządowych koalicji PO-N-SLD. Zbyt wiele nas dzieli programowo, a chimeryczność PO sprawia, że ustalenia dzisiejsze mogą być jutro złamane.
Nie dbaliśmy o naszą polityczna tożsamość, o socjalistyczne tradycje, o poszanowanie dorobku czasów PRL. Teraz musimy do tego nawiązywać. Starsi wyborcy dobrze wspominają tamte, często niełatwe czasy, a prawa obywatelskie starszego człowieka są takie same jak innych.
Czesław Cyrul

To smutnie, że 10 kwietnia, dniu tragicznym,  piszę te słowa. Sprawy mają się następująco. Prezes Kaczyński postanowił sprawić,  by jego zmarły brat – prezydent stał się osobą czczoną, może  następnie błogosławioną i w końcu świętą. Teraz masowo nazywane są ulice i place jego imieniem, stawia się mu pomniki, potem będą mauzolea i muzea, które będą mogły być przerobione na świątynie. Zmarły prezydent, za ileś lat  zostanie błogosławionym, a potem świętym. W kościołach powstaną kaplice ku jego czci i kościoły. Liturgia słowa będzie często wspominać i gloryfikować  błogosławionego, a potem świętego, który (w wersji obowiązującej w przyszłości) zginął śmiercią męczeńską w Katyniu. W wyznaczonym dniu w roku będzie się czcić pamięć zmarłego prezydenta, modlić się w kościołach, a młodzież szkolna będzie zganiana na obowiązkowe czuwania w miejscach jego czci.

Prezes Kaczyński, w swoim wystąpieniu, przy odsłonięciu pomnika smoleńskiego, zachęcał, by wszyscy Polacy zgromadzili się wokół dobra. To dobro, w mniemaniu prezesa, to PiS. Wokół PiS mogą się gromadzić także obywatele gorszego sortu, zdradzieckie mordy, komuniści i złodzieje. Zaiste  wielkie  jest miłosierdzie i miłość bliźniego prezesa.

To jest cynicznie sterowany polityczny obłęd, w który wpycha nas prezes. Jak temu ulegniemy to popadniemy w jakiś stan schizofrenii gdzie przestanie się liczyć zdrowy rozsadek i fakty.  Zwycięży kult prezydenta Kaczyńskiego, który zginął w wypadku lotniczym zawinionym przez bałagan i kłótnie pomiędzy PiS a PO.  Obywatelom będzie się wtłaczać, wszelkimi metodami, że był to zamach na Polskę i jej prezydenta. Celowo będzie się gmatwać prawdę o katastrofie, by roztoczyć wokół niej aurę tajemniczości.  Katastrofę podniesie się do rangi czegoś nadzwyczajnego o nieziemskim znaczeniu, a nawet cudu. Okaże się, że prezydent Kaczyński zginął, by Polska została zbawiona.  Co z innymi ofiarami katastrofy? Będą podglebiem dla nowej religii. Mam nadzieję, że jednak do tego nie dojdzie.

Czesław Cyrul

Ponieważ funkcjonariusze PiS zbyt głęboko sięgali do państwowej kasy to prezes Kaczyński postanowił, że karę za to poniosą wszyscy, którzy mają cokolwiek wspólnego z zarządzaniem państwem. Zarządzanie gminami to także zarządzanie kawałkiem naszego państwa. Np. gmina Wrocław ma ponad 4-miliardowy roczny budżet, a sam urząd zatrudnia kilka tysięcy pracowników, nie licząc spółek komunalnych. W gospodarce była by to duża firma, w której jej prezes zarabiałby kilkadziesiąt tysięcy złotych , a może i więcej. Burmistrzowie czy prezydenci mogą maksymalnie zarobić około 12,5 tys. złotych brutto. Podobnie jest w zarządach województw (urzędach marszałkowskich). Zawsze można dyskutować czy to dużo. Dla wójta małej gminy dużo, dla prezydenta dużego miasta mało, a stawki ustawowe są takie same dla jednego i drugiego.

Ale wracając do tematu. Za pazerność polityków PiS, dla których skromność miała być cnotą, prezes postanowił, że wszyscy prezydenci miast, burmistrzowie, wójtowie, ministrowie, posłowie itp. będą mieli obcięte pensje o 20 procent. Podobnie będzie w spółkach skarbu państwa, ale tam jest z czego  ucinać. Takie populistyczne zagrywki nie są praktykowane w europejskich krajach. Wynika z tego, że Polska jest obecnie rządzona przez dyktatora, który za grzechy swoich dworzan każe ściąć kilka tysięcy poddanych. Ludowi to się podoba, bo jest na co popatrzeć i cieszyć się, że władza dostaje po kieszeni.

Aby dowieść słuszności cięcia po kieszeni służebna TVP sporządziła sondaż, z którego wynika, że ponad 70 procent obywateli cieszy się z obcięcia zarobków w administracji, bo to przecież darmozjady i złodzieje, którzy żyją z krwawicy ludu. To poglądy dość typowe w naszym kraju. Gdyby jednak zapytano obywateli, czy godzą się aby zabrać im po 20 procent z ich pensji to daję głowę, że 98 procent byłoby przeciwne takiej decyzji. Nawet najwięksi lenie i obiboki. Za byliby ci, którzy nie zorientowaliby się, że to nie chodzi o nich samych, a tylko o sąsiadów. Tak oto chytry władca przerzuca winę swoją i swoich pazernych dworzan na innych. Sam, niczym Piłat, umywa ręce. Lud jest za cięciami pensji, a to oznacza, że popiera władcę. Czy obniżki mają sens, czy nie, to zupełnie  nieistotne, bo idzie tu o bycie u władzy i każda manipulacja opinią społeczną temu służąca jest, wg władcy, dopuszczalna.

Czesław Cyrul