Miesięczne archiwum: Lipiec 2018

Podobno kapitan Schetyna wydał taką komendę i zardzewiały ster steranej łajby  ma dokonać  jej zwrotu w trakcie wyborów samorządowych. Kilwater zostawiony przez pordzewiały statek PO wygląda jakby go prowadził początkujący chłopak okrętowy. Raz na prawo, raz na lewo, ale generalnie ciągle na prawo. Na lewo tylko wtedy jak trzeba zabrać naiwnych wyborców na pokład. Potem można ich wyrzucić do morza. Niech naiwniaków ratują inne statki, albo niech toną. Kapitan Schetyna traktuje wyborców jak mięso armatnie. Jak ich wykorzysta stają się nawozem historii. Tak przerobił już wielu wyborców lewicy, ale nadal chętnych naiwnych nie brakuje.

Jakiś rok temu, a może więcej – już dokładnie nie pamiętam, tyle tych rozkazów kapitan wydał- padła komenda o zarzuceniu konserwatywnej kotwicy. Kotwica chyba dna nie sięgnęła, bo łajba dryfowała siła rozpędu lub napędzana nienawiścią do PiS i tęsknotą za utraconą władzą

Że był to dryf świadczy wystawienie raczej centrolewicowej prof. Alicji Chybickiej do walki o fotel prezydenta Wrocławia. Władze usilnie namawiały SLD (sam miałem okazję brać udział w rozmowach) o poparcie tej kandydatury i budowanie wspólnych list. Liderzy PO zaklinali się, że prof. Chybicka ma serce po lewej stronie, co sugerowało, że i w PO ono (serce) chwilowo też tam się znajduje. Kiedy SLD nie poparł kandydatki i w PO policzono, że bez poparcia lewicy kandydatka nie ma szans, kapitan Schetyna rzucił komendę – ster na prawą burtę. Wynajęty z PiS Kazimierz Ujazdowski miał wyprowadzić dychawiczną łajbę na szerokie wody i potem doprowadzić do portu pełnego rozentuzjazmowanych wyborców.  Tym razem serce PO  przemieściło się na prawą stronę, z czego wynika że serce partii przemieszcza się od prawa do lewa. Miejsce jego bicia jest przypadkowe. Ale statek z Ujazdowskim na pokładzie zaczął nabierać wody i Ujazdowskiego kapitan Schetyna wyrzucił za burtę. Załodze generalnie bardzo to się spodobało. Niech sobie radzi sam skoro nam nie potrafił pomóc.

Sytuację dodatkowo komplikuje zdziesiątkowana ekipa Nowoczesnej. Zaproszona na pokład PO raczej grupuje się przy lewej burcie i siłą rzeczy taki balast utrudnia manewry w prawo. Dlatego właśnie kapitan Schetyna musi skręcać w lewo, bo taki manewr daje jakąś nadzieję, choć na razie nie wiadomo na co. Wyrzucenie Ujazdowskiego za burtę i poparcie kandydata Jacka Sutryka  na prezydenta Wrocławia, wcześniej już popartego przez prezydenta Dutkiewicza, SLD i Nowoczesną to ratunek dla PO. To nie jest sukces kapitana Schetyny, ale chwycenie się ratunkowej cumy. Osłabiony miotaniem się na bezideowym morzu kapitan Schetyna i jego statek  nadali sygnał SOS, ale to może być z korzyścią dla Wrocławia.

Ale jak korzystny wiatr  zawieje z prawa w PO żadnych sentymentów nie będzie.  Ostatecznie każdy głos jest taki sam. A potem znowu: ster na lewo, ster na prawo. Na kogo wypadnie na tego bęc. Tylko czy to serce raz po lewej stronie, raz po prawe zniesie to nienaturalne przemieszczane.

Czesław Cyrul

Na plaży w Ustce dopadła mnie hiobowa wieść: PO we Wrocławiu nie poprze swojego kandydata na prezydenta miasta Kazimierza Ujazdowskiego. Wcześnie PO nie paprała swojej kandydatki na prezydenta tegoż miasta prof. Alicji Chybickiej. Być może wkrótce PO, po raz trzeci z rzędu, da komuś poparcie, a potem go znienacka wycofa. Na kogo tym razem padnie? Ale może do trzech razy sztuka i tym razem wreszcie prezesowi Schetynie uda się dobrze trafić.
W przeszłości było też rożnie. Np. PO poparła Rafała Dutkiewicza, a potem, w trakcie kadencji to poparcie cofała lub wchodziła w stan separacji. Dlatego kolejne plany tej partii we Wrocławiu traktuję z pewnym dystansem. Niestety ten brak zdecydowania w poszukiwaniu idealnego kandydata odbija się źle na notowaniach i wiarygodności Nowoczesnej, która wdała się we Wrocławiu w romans z komitetem Rafała Dutkiewicza i SLD. Było przyjemnie i miało być jeszcze lepiej, a tu trzeba tworzyć od nowa listy wyborcze z PO. Będą kwasy. Tylko nadzieja w Jacku Sutryku, kandydacie komitetu Dutkiewicza, SLD i Nowoczesnej, że jak już PO wszystkich swoich kandydatów nie poprze, to w końcu pójdzie po rozum do głowy i poprze Jacka Sutryka. Ale to nie będzie sukces Grzegorza Schetyny, ale oznaka słabości, które jednak może na dobre wyjść miastu.
Czesław Cyrul

Na polityce zagranicznej znam się słabo. Jednak przyglądając się poczynaniom „dobrej zmiany” przestaję mieć zahamowania i ogarnia mnie strach. Z żadnych 500+ i czegoś w tym rodzaju nie korzystam, więc długów wdzięczności względem PiS nie mam żadnych.

Odsunęliśmy się od Unii Europejskiej, a samej UE także zaczynamy ciążyć. Ostatecznie UE obędzie się bez nas, a czy my obędziemy się bez niej? Prezydent Trump nazwał UE przeciwnikiem i klepie się po plecach z Putinem. Dla niezorientowanych wyjaśnię, że wg polityki „dobrej zmiany” Trump to nasz mąż opatrznościowy i gwarant naszego bezpieczeństwa. Tenże Trump twierdzi, że członkowie NATO dają za mało na zbrojenia, co jest prawdą. I dalej. Liczyć się będzie wkład na zbrojenia i od tego będzie zależeć wspólne bezpieczeństwo. Wspólne wartości będą miały znaczenie drugorzędne. Polska daje nieco więcej ze swojego budżetu, ale nie ma to istotnego znaczenia w potencjale NATO. Jak Trump ostatecznie dogada się z Putinem, to zabierze swoje wojska z Polski. Zresztą są one tu tylko tymczasowo i nie stanowią żadnej zapory dla wschodniej potęgi. Jeżeli Trump oleje NATO i dogada się z Rosją to zgodzi się, by Polska znalazła się w strefie wpływów Rosji. Ponieważ nie dogadujemy się z UE to ta też przestanie się nami przejmować. Węgry, nasz strategiczny sojusznik w Europie, to państwo ledwie dziesięciomilionowe i też kolaborujące z Rosją.  Orban umierać za Polskę nie będzie. Skoro Trump godzi się by Krym został przy Rosji, a w zamian wesprze Ukrainę, z którą nam się w ogóle nie układa to nasza sytuacja stanie się fatalna. Niemcy dogadają się z Francją i innymi państwami strefy Euro. Nas pozostawią samym sobie.

USA za nas umierać nie będzie,  UE także, Wielka Brytania będzie starać się utrzymać bliskie stosunki z UE, będąc poza nią.  Pozbawimy się prawdziwych sojuszników w Europie, ale za to wstaniemy z kolan. Nikt jednak nie będzie chciał się z nami kolegować. Zostaniemy sami w swojej zaściankowej i narodowej dumie. Staniemy się jeszcze słabsi, politycznie i militarnie niż w 1939 roku.

Taka to polityka dobrej zmiany.

Czesław Cyrul

Przeprowadzane od lat rankingi popularności polskich prezydentów zawsze dowodzą, że najpopularniejszym z nich jest Aleksander Kwaśniewski. W ostatnim badaniu wskazało na niego 30 procent pytanych. Lech Kaczyński cieszy się zaufaniem tylko 10 procent Polaków. Można powiedzieć, że Kwaśniewski jest trzy razy popularniejszy od Kaczyńskiego. Tymczasem  mało popularnemu prezydentowi Kaczyńskiemu postawiono już kilkanaście pomników w kraju, jego imię nosi setki ulic i placów. Kwaśniewski, ponieważ żyje, nie ma jeszcze żadnych pomników. Może kiedyś doczeka się jednego i to powinno wystarczyć.

Nawałnica  propagandowa i pomniki wcale nie podnoszą notowań i nieżyjący prezydent nie zostanie przez Polaków uznany za Wielkiego, który wywiódł Polskę z niewoli i zginął (został zamordowany?) w Smoleńsku, by zbawić nasz kraj. Taki jest podtekst tych zabiegów. Póki co, kreowanie nowej religii, z Kaczyńskim jako zbawcą narodu, nie znajduje szerszego uznania w społeczeństwie. Fakt, że wraz z pomnikami upamiętnia się wszystkie ofiary katastrofy to sprawa drugorzędna. Liczy się przede wszystkim prezydent Kaczyński. Wszystkie pozostałe ofiary to swoisty backgraund, który stanowi tło dla wielkości kreowanego na zbawcę  prezydenta Kaczyńskiego. Tymczasem obywatele swoje wiedzą. Lech Kaczyński był bardzo przeciętnym prezydentem, choć na pewno lepszym od prezydenta Dudy, który ma jednak lepsze notowania od wcześniej wspominanego. Takich paradoksów u nas nie brakuje. Prezydent Duda aktualnie sprawuje urząd i pewnie stąd te tymczasowe, wysokie notowania. Tak miał każdy prezydent. Najniżej notowani byli, w trakcie urzędowania,  Wałęsa i Kaczyński.

Tak więc odgórne kreowanie wielkości lub prawie boskości prezydenta Kaczyńskiego to jedno, a faktyczna ocena przez obywateli jego prezydentury to drugie. Sam prezydent Kwaśniewski, po  zakończeniu urzędowania niczego już w polityce nie dokonał. Poszukiwanie przez niego alternatywnych rozwiązań na lewicy nie powiodło się, a mimo to, w ocenie pytanych prezydentem wielkim był. Prezydenta Kaczyńskiego obywatele  oceniają znacznie gorzej i propagandowe wzmożenie nic tu nie zmieni. Za ileś lat obywatele będą obojętnie przechodzić obok licznych pomników prezydenta Kaczyńskiego, a w dobrej pamięci będą mieli prezydenta Kwaśniewskiego.

Czesław Cyrul

Partie opozycyjne atakują PiS, a notowania rządzących są nadal bardzo wysokie. PiS demoluje Konstytucję, ale jego popularność, w społeczeństwie kochającym wolność (?) nie spada. Czy kiedyś spadnie? Raczej nie liczyłbym na to, że  obywatele teraz, gremialnie zaprotestują przeciwko takim praktykom.  Dostali oni pokaźny zastrzyk socjalu do ręki, obietnice rozliczenia jakichś złodziei – polityków i że w końcu nikt nie będzie kradł. I to na razie wystarcza. Są także dalsze obietnice dobrych zmian. Żołnierze i młodsza kadra oficerska nie kochali Macierewicza za to, że obiecał im nowe karabinki, ale ze to, że dostali pokaźne podwyżki pensji. Gdybym kazał wybrać przeciętnemu Polakowi co woli: 500+ czy niezależność sądów i tylko albo jedno, albo drugie, z pewnością wybierze 500+. Wolność sądów wybierze garstka obywateli. Gdyby było inaczej notowania PiS leciałyby na łeb, na szyję.

Jednak dobra zmiana nie dotarła do wszystkich. Burzą się setki tysięcy pracowników administracji, gdzie od lat nie było podwyżek. Urzędnik średniego szczebla zarabia najwyżej 3 tys. brutto. Ich PiS-owscy nadzorcy mają się zdecydowanie lepiej. Urzędnicy rozproszeni są w tysiącach urzędów w całym kraju i trudno im zespołowo upomnieć się o swoje prawa. Na dobrą zmianę czekają nauczyciele, pielęgniarki i inni pracownicy służby zdrowia. Na podwyżki czekają policjanci i inne służby mundurowe.  Okazuje się, że najwyższe zarobki są w firmach z kapitałem zagranicznym. Te wysokie zarobki skutkują także wyższymi wpływami z podatków do budżetu.  Jednak rząd wskazuje na te firmy jako wyzyskiwaczy i złodziei. Święte one  nie są, ale kłamstwo ma swoje granice. Patrząc na marne pensje pracowników administracji i służb państwowych można powiedzieć, że nasze państwo jest bardzo biedne. Rząd natomiast twierdzi, że budżet jest w stanie doskonałym, ale nie jest z gumy. To taki oksymoron premiera Morawieckiego.

Kiedy wreszcie milionom oszukanych pracowników, zależnym od państwa, puszczą nerwy i dogadają się obrońcami sądów, PiS znajdzie się w opałach. Działalność partii opozycyjnych będzie miała znaczenie drugorzędne. Pierwszorzędne znaczenie ma zawartość kieszeni. Tak było, jest i będzie. Nie jesteśmy przy tym żadnym wyjątkiem wśród europejskich nacji. Po drugiej stronie oczekujących na dobrą zmianę jest śmietanka PiS-u, która obsiadła spółki skarbu państwa i pławi się w milionach. To oni, dzisiaj, w imieniu klasy pracującej, są głównymi konsumentami wysiłku ludu pracującego. W polityce żartuje się, że Pan Bóg jest życzliwy dla władzy dopóki się na niej nie pozna. Podobnie rzecz ma się z wyborcami. Na PiS-ie jeszcze się nie poznali. Ale to wszystko kwestia czasu. Platformie Obywatelskiej  ufali przez osiem lat i w końcu przestali.

Czesław Cyrul

Prezes Kaczyński oświadczył, że do polityki nie idzie się dla pieniędzy i pracujący w spółkach skarbu państwa i zarabiający krocie, nie będą mogli kandydować do samorządów. Owi, PiS-owscy krezusi, nie są przygłupami i nie zrezygnują z zarabiania np. 100 tys. miesięcznie, by zostać burmistrzem i zarabiać 8 tys. brutto. Oni nawet są gotowi dopłacić do kasy PiS te 8 tys. złotych miesięcznie, co wielu teraz czyni, by prezes dał im spokój. Oczywiście, że w PiS idzie się do polityki dla pieniędzy. Daruję sobie wymienianie ludzi z PiS, którzy politykę potraktowali jako środek do przejścia do biznesu i zarabiania dużych pieniędzy. Pozapolityczną drogą nigdy by im się to nie udało.
Komunikat prezesa rozumiem następująco: nie kandydują ci, którzy pracują we wspomnianych spółkach. A czy prawo do startu mają PiS-owscy radni, dorabiający sobie w owych spółkach w radach nadzorczych? Formalnie członkowie rad nadzorczych nie są pracownikami spółek, są ich ogranem nadzorczym, za co otrzymują uposażenie w formie zleceń.

Kandydaci na radnych nie będą powiązani ze spółkami, ale kiedy nimi zostaną mogą zacząć tam zarabiać. Najwyżej zrezygnują z mandatu radnego i w ich miejsce wejdzie kolejny z listy PiS.. I tak karuzela się będzie kręcić, by napełnić kieszenie swoim. W takim KGHM np. jest już piąty z kolei zarząd w ciągu trzech lat rządów PiS. Na same odprawy dla zwalnianych poszły grube miliony. Jeden rok pracy plus milionowa odprawa i można żyć bogato przez lata. To złodziejstwo PiS klajstruje walką z przestępcami WAT-owskimi. Z takiego politycznego nadzoru nad spółkami PiS nie zrezygnuje. Zaplecze kadrowe partii to właśnie ci radni. Oni, jak mniemam, są i będą w przyszłości nadal sprawować nadzór polityczny, bo raczej nie merytoryczny, nad spółkami. Będą zatem mogli startować w wyborach samorządowych i nadal zarabiać dziesiątki i setki tysięcy złotych rocznie. Będą także zapleczem kadrowym oczekującym na synekury w spółkach. Nie przypadkiem prezes wygłosił tak enigmatyczne oświadczenie i tyle go widziano. Wolał na wyżej wymienione wątpliwości nie odpowiadać i nie nawijać makaronu na uszy dziennikarzom.
Czesław Cyrul

Przepis na państwo prawa wg PiS przedstawia się z grubsza następująco. Konstytucja generalnie jest zła, ale jej na razie nie zmienimy. Niewygodne zapisy Konstytucji zastępuje się ustawami pospieszne preparowanymi przez PiS-owskich kauzyperdów, a posłowie tej partii, na rozkaz wodza, podnoszą w nocy ręce do góry, tym samym oddając mu cześć. Podejrzewając, że lewactwo i elity będą się burzyć dobra zmiana spacyfikowała Trybunał Stanu, KRS i Sąd Najwyższy. Tam też zastępuje się prawników „fachowcami”, poszukującymi fuch. Za takie zaprzaństwo PiS hojnie wynagradza. Z naszej kieszeni ma się rozumieć. Na ławników w Sądzie Najwyższym PiS promuje nieuków, którzy w razie potrzeby douczą się. Lenin powiadał, że nawet kucharka może być ministrem, ale wcześniej Napoleon twierdził, że głupota nie przeszkadza być w polityce. PiS te mądrości twórczo rozwija, bo czasy tego wymagają.
Prezydent Duda posunął się nawet dalej. Wydaje decyzje ustnie, a urzędnicy twórczo je rozwijają, tez ustnie. Tłumaczą o co prezydentowi chodziło. W razie czego prezydent powie, że go źle zrozumiano. Premier Morawiecki, a forum europejskim oświadcza, że w Sądzie Najwyższym urzędują sędziowie, którzy w czasach PRL krzywdzili patriotów i pewnie wydawali wyroki śmierci. Ci sędziowie powinni mieć po 100, albo i więcej, lat. Ale to nic. Oni tam, wg premiera są, a na pewno ich duch i dlatego trzeba to wszystko rozwalić, budynki okadzić, fotele zmienić i wszystko poukładać na nowo. Z drugiej strony, PiS pokazuje, i słusznie, że ponad stuletni, dawno nieżyjący, właściciele warszawskich kamienic handlowali nimi, co jest niemożliwe. Ale, wg premiera, w sądach stuletni starcy nadal sadzą i krzywdzą naród.
Premier opisuje obecny sąd jako komunistyczna jaczejkę, która dorabia sobie kradnąc w sklepach. To tak, jak bym występki posła Pięty, Zbonikowskiego i Koguta, oczywiście z PiS, przerzucił na wszystkich posłów z tej partii i nazwał ich sadystami, zdradzającymi żony i skłaniającymi kochanki do aborcji. Posłanka Sobecka też byłaby w tym gronie
Czy statystyczny obywatel coś w tego rozumie. Nie musi, bo prawnicy mają też zdania podzielone co do takiej reformy, a la PiS. Szeregowy obywatel nadal wierzy, że PiS zrobi porządek i zapanuje prawo i sprawiedliwość. Źli ludzie pójdą do więzień, Źli politycy, ale nie z PiS, zostaną odesłani do Rosji. Pazerni Żydzi wyjadą w końcu na Madagaskar.
Spora grupa obywateli jest przekonana, że do tej pory sądy krzywdziły ludzi i to się w końcu skończy. Problem pojawi się kiedy zwolennik obecnej kaszanki prawniczej trafi do aresztu. Sąd, już działający pod nadzorem prokuratorów i sędziów z nadania PiS, uzna że jest on winien. Na swoje nieszczęście ów skazany nie dość mocno artykułował przed sądem, że kocha Prawo i Sprawiedliwość. Nagle sędzia okaże się złogiem postkomunistycznym i do tego złodziejem, który ukrył się przed dobrą zmianą. Okaże się, że PiS krzywdzi obywatela niewinnego i trzeba coś z tym zrobić. Bo my zawsze jesteśmy mądrzy po szkodzie. Ale na co zmienić? Czerpać wzorce ze Wschodu, czy z Zachodu. Będzie dylemat, ale na pewno trzeba będzie zaczynać od nowa.
Czesław Cyrul

Poniedziałkowe popołudnie poświęciłem na obejście wrocławskich demonstracji. Chciałem popatrzeć, ale także zademonstrować.

O godz. 16. Ogólnopolski Strajk Kobiet, pod wrocławskim pręgierzem, na Rynku zorganizował demonstrację przeciwko chęci wprowadzenia ustawy całkowicie zabraniającej aborcji. Marta Lempart zachęcała do demonstrowania.  Był duży ekran, ale były też problemy z połączeniem się z salą sejmową, gdzie obradowała komisja. Niech prawacy PiS i kościół wreszcie odczepia się od nas…. Do tych prawackich organizacji dorzuciłbym także PO. Agnieszka Dziemianowicz- Bąk, z partii Razem, wygłosiła płomienne wystąpienie o prawach kobiet. Powiewają  flagi partii Razem. Demonstracja była wyraźnie sprofilowana pod tą partię. Przybyło około 250 osób, głownie młodych.

O godz. 19 studenci, niedaleko Rynku, organizowali protest przeciwko ustawie Gowina. Na miejscu kręciło się około 20 osób. Proponują dyskusje, malowanie chodników i transparentów. Po godz. 22 ma być muzyka i tańce. Z boku, czujnym okiem, nadzorował protest członek partii Razem.

O godz. 21, także w Rynku, pod pręgierzem zebrało się około 300 osób protestujących przeciwko niszczeniu sądownictwa. Protestujący byli w wieku średnim i dojrzałym. Prowadzący demonstracje zabrania obnoszenia się z flagami partyjnymi. Szpicę demonstracji stanowią jednak  głownie aktywiści partyjni i oni  przemawiali. Przemawiała ponownie Agnieszka Dziemianowicz – Bąk z partii Razem, przemawiała Małgorzata Tracz z Zielonych, przemawiał Józef Pinior, były sanator PO i jeszcze inny aktywista z PO. To jakaś lekka hipokryzja. Flag nie wolno mieć, ale wiadomo kto z jakiej partii przemawia.  Ktoś z przemawiających nawołuje do Solidarności. Ma na myśli pewnie tą dawną Solidarność, której już dzisiaj nie ma. A dzisiejsza trzyma z PiS-em. Więc lepiej nie odwoływać się do czasów , które dawno minęły. Zebrani, trochę smutno, śpiewali Mazurka Dąbrowskiego, a  potem hymn UE. Organizatorzy zapraszają na kolejny dzień. Też pod pręgierz i będą aż dwie demonstracje. Też o w obronie sądów. Ponieważ był to poniedziałek, to ogródki piwne przepełnione nie były, ale gwarno było, akurat by mecz Belgii z Japonią. Tak oto na demonstracje, w obronie naszych praw, przychodzą  jednostki. Znacznie bardziej popularne, choć droższe,  jest zaangażowanie w ogródkach piwnych i restauracjach. Tam życie toczy się  wokół zupełnie innych spraw i  wraz ze wzrostem ilości wypitego piwa, tematy stają się coraz bardziej abstrakcyjne. Idąc z Rynku zahaczam o demonstracje studentów. „Demonstrowało”  kilkanaście osób. Przedstawiciel partii Razem siedział smutny na ławeczce. No tak. Przecież teraz studenci mają wakacje, wiec dlatego ich tak mało.

Czesław Cyrul

W 1964 roku miałem 13 lat i w radiu śledziłem igrzyska w Tokio. W wiejskiej świetlicy, bo tam był telewizor marki Wawel, częściej zepsuty niż na chodzie, oglądałem krótkie sprawozdania. Pamiętam Irenę Kirszenstein. Zdobyła wtedy dla Polski trzy medale. Złoty w sztafecie, srebrny na dwieście metrów i w skoku w dal. Nasza reprezentacja, w klasyfikacji medalowej była na 7 miejscu. Polska była wtedy sportową potęgą. Potem jeszcze przez wiele lat Irena Szewińska święciła sukcesy lekkoatletyczne.
Pamiętam jej bieg na 400 metrów na Igrzyskach w Montrealu. Po raz pierwszy panie biegły na tym dystansie. Pani Irena zdeklasowała inne zawodniczki i ustanowiła rekord świata. Na tych igrzyskach, w klasyfikacji medalowej byliśmy na 6 miejscu. Były to medale zdobyte przez polskich zawodników dla Polski. Pani Irena była wielkim ambasadorem Polski przed 89 rokiem i później. Takie osoby jak Irena Szewińska zaświadczają, bo ona w naszej świadomości żyć będzie wiecznie, o obecności Polski na międzynarodowej arenie. Drużyna trenera Górskiego także. Siatkarze trenera Wagnera także. Pani Irena Szewińska jest królową sportowej potęgi Polski tamtych czasów. Premier Morawiecki powiada, że Polski wtedy nie było. Ale premier Morawiecki, w zestawieniu z Panią Ireną, to inna klasa. Kim więc była Irena Szewińska i tysiące wybitnych sportowców, którym należy się wieczna chwała? Była wielką Polką reprezentującą Polskę.
Mam kilka zdjęć z panią Irena Szewińską, zrobionych podczas jej pobytów we Wrocławiu. Postawiłem je sobie na biurku. Pamięć o wielkiej Polsce trzeba czcić.
Czasław Cyrul