Miesięczne archiwum: Sierpień 2018

We Wrocławiu i regionie trwa polityczna demonstracja samorządowej bezpartyjności. Antypartyjność okazywana jest przez bezpartyjnych polityków (byłych partyjnych najczęściej) jako cnota. W odróżnieniu od polityków partyjnych są tam ludzie uczciwi, którzy uprawiając politykę uważają się za apolitycznych i dobrze społeczeństwu robiących.

Z ruchów bezpartyjnych pączkują kolejne organizacje bezpartyjnych prezydentów, wójtów itp. Oto np. dolnośląscy „Bezpartyjni Samorządowcy” idą razem z „Dolnośląskim Ruchem Samorządowym” razem do wyborów sejmikowych i niższych szczebli. We wspomnianym DRS aż roi się od byłych partyjnych. We Wrocławiu jednak sprawa się komplikuje.  Bezpartyjni   Samorządowcy popierają kandydaturę Katarzyny Obary- Kowalskiej na prezydenta miasta. Jerzy Michalak z DRS, który jest w koalicji z Bezpartyjnymi Samorządowcami też chce być prezydentem i wyłamał się z „Bezpartyjnych Samorządowców” i utworzył nowy komitet, też oczywiście bezpartyjny, „Idzie Nowe”. Wspomniani kandydaci mają bardzo skromne poparcie sondażowe.

Kandydat związany z Ruchem „Kukiz 15”  też zarejestrował komitet, ale o zupełnie innej nazwie. Mamy tu  kolejne stadium rozwoju bezpartyjnej polityki. „Kukiz 15”, który de facto jest partią, choć formalnie chyba  stowarzyszeniem, atakował mocno partie upatrując w nich same zło. Wspomniany kandydat pewnie stwierdził, że antypartyjny Kukiz 15 też jest passe i poszedł dalej. Jest to kolejne stadium rozwoju bezpartyjności.

W kolejnych wyborach wspomniani bezpartyjni  uznają, że ich bezpartyjne, ale polityczne organizacje już się upartyjniły, albo skompromitowały i powołają nowe bezpartyjne ruchy. W ten sposób zaciera się ślady swoich błędów i niepowodzeń, a ukazuje się kolejną, po liftingu, świeżość bezpartyjną, wspartą sztuczną cnotliwością i niechęcią do polityki i polityków partyjnych szczególnie. Dodam, że zarejestrowane w regionie komitety wyborcze są przede wszystkim  bezpartyjne i apolityczne, ale tworzą je zazwyczaj członkowie partii lub ich sympatycy. Poza tym zarejestrowanie komitetu wyborczego jest łatwiejsze i zazwyczaj kończy on swój żywot po wyborach i wyborcy zapominają, że coś takiego było. Z założeniem partii politycznej i potem z jej rozwiązaniem sprawa jest bardziej skomplikowana.

Generalnie nie dziwię się takiej ucieczce od partii politycznych. Partie same zapracowały sobie na tak złą reputację. Pracowali na tę reputację w dużej części dzisiejsi bezpartyjni politycy, którzy wcześniej nabroili w partiach, a teraz udają cnotliwych bezpartyjnych.

Czesław Cyrul

Lewico jednocz się – nawołuje prasa liberalna. Wcześniej  promowała różne ruchy na lewicy i tępiła SLD zarazem. SLD istnieje, a lewicowi ulubieńcy liberałów słabną. Taka linia poniosła klęskę.  Zatem niech się zjednoczą i wtedy może zagrożą – razem z liberałami- PiS-owi. Widzę w tym chęć ponownego powrotu do władzy PO, a lewica ma być w tym tylko narzędziem, która potem zostanie uznana za niepotrzebną.

Samo zjednoczenie na lewicy jest sprawą bardzo trudną. Nie wierzę w połączenie się obecnych partii i grup. Zbyt wiele je dzieli. Dzielą je bardziej osobiste animozje i ambicje niż kwestie programowe. I jest jeszcze coś znacznie ważniejszego. Brak na lewicy umiejętności organizacyjnych i chwytliwych wizji zdolnych do utworzeniu czegoś nowego, co będzie tchnęło świeżością. Równolegle powinny powstać  struktury organizacyjne  zdolne do walki wyborczej.

W III RP były szybkiego powstawania partii politycznych. W ubiegłym wieku Andrzej Lepper założył Samoobronę i skupił wokół siebie niezadowolonych rolników, a potem  także innych  niezadowolonych. W końcu Samoobrona zawaliła się  pod własnym ciężarem, a PiS w tym bardzo jej pomógł.  Potem Janusz Palikot, odszedł z PO i błyskawicznie założył Ruch Paliokota. Początki były świetne, potem było coraz gorzej i w końcu partia rozpadła się szybciej niż  powstała. Kukiz także wyskoczył znienacka, bazując na sławie piosenkarza, zebrał ludzi od prawa do lewa, ale raczej od prawa i  trwa. Sprawdzianem będą wybory samorządowe. Brak struktur tej partii w terenie dobrze nie rokuje.

Ryszard Petru  powołał swoją Nowoczesną bardzo szybko i sprawnie. Była to nowsza wersja PO, nieobciążona aferami, młodsza, świeższa  i dynamiczniejsza. W sondażach nawet przebijała PO. Jednak Nowoczesna także powoli schodzi ze sceny. Właśnie  jest trawiona przez PO.

Wspomniani liderzy wykazali się umiejętnościami organizacyjnymi i mieli to „coś”, co przyciągnęło wyborców.  Umiejętności organizacyjne i finanse są nie mniej ważne od głoszonej ideologii. Wszystkim wymienionym zabrakło  jednak długofalowej strategii i niestarzejącej się ideologii, a członkowie  liczyli przede wszystkim na partyjne konfitury. Konfitur dla wszystkich nie starcza i partia szybko się kurczy.

Czy na lewicy są tacy? Nie widzę. Czarzastego, sprawnego organizatora, nie trawią inni liderzy. Zandberg raczej jest zdolny po skłócania niż jednoczenia. Barbara Nowacka utworzyła szyld „Inicjatywa Polska” i nic ponadto. Robert Biedroń jest obecny w polityce od lat, ale do partyjnej orki nie pali się. Raczej ma predyspozycje do bycia mądrym celebrytą niż człowiekiem od  czarnych prac organizacyjnych. On o tym wie i dlatego nie wie jaką drogą ma podążać.

Jest na lewicy jeszcze jeden problem. Mniejsze partie patrzą jak na prawicy duże partie pożerają mniejsze. Na lewicy małe ugrupowania boją się SLD, który też dopiero odrabia poniesione straty. Boją się, że SLD je wchłonie i strawi, a oni chcą mieć swoją tożsamość i swoją partię, nawet jak one niewiele znaczą na scenie politycznej. Co więcej te małe partie i grupy też same ze sobą nie potrafią się dogadać. We Wrocławiu Zieloni i Razem ponad rok temu zawiązali sojusz wyborczy. Nic z tego nie wyszło. Także organizacje kobiece nie potrafiły stworzyć wspólnego frontu wyborczego do samorządów. Zatem podziały na słabej lewicy są wielowarstwowe i głównie nie programy je dzielą, ale ambicje przywódcze i kłótliwe charaktery. W polityce nieumiejętność zawierania i dogadywania kompromisów skazuje takie partie na niebyt. Dlatego obecnie  debata na temat zjednoczenia na lewicy, na razie do niczego sensownego nie doprowadzi.

Ale próbować trzeba. Może w końcu zaistnieje taki moment i pojawią się tacy ludzie, którzy powołają duży ruch na lewicy.  Wybory samorządowe takiemu łączeniu  sią nie sprzyjają. Czekajmy na wybory parlamentarne i mądrzejmy na lewicy. Podpowiedzi liberałów  traktujmy z dystansem, bo im nie zależy na silnej lewicy.

Czesław Cyrul

Na warszawskiej defiladzie władza, za sprawą wojska, pokazała czym może straszyć wroga. Większość uzbrojenia naszego, dumnego państwa to rekonstrukcje, czyli sprzęt stary, ale nadal użytkowany, bo na nowy nas nie stać. Jedynie samoloty F-16 (zakupione przez rząd SLD) i transportery rosomaki , których produkcję uruchomił także rząd SLD, to nadające się do użytku konstrukcje.
Niemieckie czołgi leopardy wyprodukowano 30 lat temu. One także przeszły rekonstrukcję, by podołać wymogom współczesnej walki. Czołgi PT-91 to jeszcze starsza, radziecka konstrukcja. Helikoptery produkcji radzieckiej przechodziły rekonstrukcje wielokrotnie i w zasadzie już nie nadają się do lotów, a latać muszą, bo nowych śmigłowcowe nie ma i szybko nie będzie. Armia korzysta jeszcze w radzieckich samolotów Mig-29 i szturmowych Su , które mimo rekonstrukcji już nie są w stanie stawić czoła wrogowi w powietrzu i na ziemi. Rekonstruuje się stare metalowe hełmy i wsadza na głowy żołnierzom. Pomalowane, wyglądają jak nowe, choć pochodzą rodem z PRL-u. Nasza flota wojenna to także w większości stare i rekonstytuowane okręty, które inne kraje już oddały na złom. Szykują się kolejne zakupy złomowanych okrętów. Nad nowymi zakupami władza ciągle radzi i obiecuje, że wkrótce nasza armia odmłodnieje. Ale nawet ten względnie młody też się starzeje.
Są także nowości. Wojsko otrzymało kilkadziesiąt armatohaubic na podwoziach koreańskich, ale nie ma do nich dobrej amunicji. I tak można jeszcze długo wyliczać nasze rekonstrukcje.
Ta sytuacja przypomina trochę nasz rynek samochodów. Tylko niewielka część kupowanych aut, to samochody nowe. Zdecydowana większość to stare auta zwożone z Niemiec i w Polsce rekonstruowane. Nowymi zakupami są samoloty dla vipów, kupione zamiast uzbrojenia. Na defiladzie w Warszawie ilość rekonstruktorów prezentujących dawne wojska dorównywała ilości żołnierzy prawdziwych. Żołnierzy prawdziwych udają wojska obrony terytorialnej, kosztujące rocznie pół miliarda złotych. Liczne grupy rekonstrukcyjne urządzają jasełka pokazujące jak dawni nasi żołnierze dzielni byli. Rząd także rekonstruuje Polskę na wzór kraju archaicznego, konserwatywnego i zamkniętego na przyszłość. Stare uzbrojenie pasuje do tego jak ulał. Jednym słowem armia i spora część kraju rządzonego przez PiS rekonstrukcją stoi.
Czesław Cyrul

Od lat, z boku, przyglądam się tzw. ruchom miejskim, małym partiom czy organizacjom kobiecym. Powstają tam nowe koncepcje zarządzania miastami, aktywiści miejscy podają się za broniących interesów mieszkańców miast i generalnie są antypartyjni. Antypartyjność to także domena organizacji kobiecych.

Zawsze także te ruchy czy organizacje zapowiadają walkę o miejsca w samorządach, bo na parlament nie mają żadnych szans. Zawsze też, szczególnie organizacje kobiece, domagają się od partii politycznych – i słusznie—realizacji swoich postulatów i zazwyczaj kierują te uwagi w stronę lewicy. Zarazem kobiety, ponad połowa naszego społeczeństwa, raczej na lewicę nie głosują, zaprzeczając tym samym głoszonym, hasłom organizacji kobiecych, występujących w imieniu tejże połowy.  Cechą immamentną tych organizacji jest niestety także kłótliwość i niechęć do wspólnych działań. Zawsze zapowiadają one stworzenie silnych list wyborczych i przegonienie niedobrych partii z samorządów, bo one tylko własny interes widzą. Taka antypartyjność to nie tylko domena ruchów miejskich. Antypartyjność modna jest także wśród byłych partyjnych, którzy z partii odeszli, najczęściej kłócąc  się z tymi, co w niej pozostali.

Rok temu, we Wrocławiu, Partia Razem i Zieloni zawiązali sojusz celem walki o Ratusz. Do wspólnej kompanii miały dołączyć także inne organizacje miejskie i kobiece.  Czas biegł i zwyciężyła polska kłótliwość i ambicje liderów. Cechą tych ruchów jest bowiem także fakt, że często są tam wodzowie, a Indian jak na lekarstwo. Każdy wódz chce być prezydentem lub radnym bez świadomości, że tylko on sam może na siebie oddać głos, może jego rodzina i znajomi, a to o dużo za mało.

I tak właśnie się stało we Wrocławiu. Razem nie poszła razem z Zielonymi choć na papierze spisali porozumienie i pokazywali je publicznie.  Wodzowie z ruchów miejskich rozpierzchli się od prawa do lewa. Kongres Kobiet pójdzie do wyborów (albo i nie) z Zielonymi. Ogólnopolski Strajk Kobiet na ten czas związał się z partia Razem, która rozwiodła się z Zielonymi. Tylko patrzeć jak w kampanii będą sobie przytykać kto bardziej dba o interesy kobiet, a kto niszczy zieleń.

Tak sobie myślę, jak to dobrze, że SLD nie brnęło w poszukiwanie sojuszu z organizacjami, które do zawierania poważnych sojuszy nie są zdolne. Z drugiej strony wielka szkoda, że tak wielu mądrych ludzi niosących na sztandarach szlachetne hasła nie potrafi się zjednoczyć  i w  końcu interes własny przedkłada ponad głoszone idee.

Jest w tym pewna prawidłowość, bo to nie tylko Wrocław jest miejscem takich przepychanek. W innych miastach jest podobnie. Ruchy miejskie nie wypromowały jeszcze ze swojego grona nikogo znanego, kto odniósłby wyborczy sukces, czemu trudno się dziwić.

Jak może czekać przyszłość takie organizacje. Raczej będzie to wegetacja. Będą głoszone szczytne idee, ale bez szans na ich realizację. Para idzie w gwizdek. I tak jest od lat. Może te ruchy jednak czerpią przykłady z działalności partii politycznych które także oszukują sojuszników i często zawierają nowe koalicje z dotychczasowymi przeciwnikami.  Polska polityka tak właśnie ma i ruchy miejskie są jej (polityki) miniaturką lub przedszkolem, jak kto woli.

Czesław Cyrul