Uprawianie polityki pod powiatową kołdrą

Kategorie: Bez kategorii

Liderzy partii opozycyjnych, poza PSL, w ramach totalnej walki z PiS, apelują by nie zawierać powyborczych sojuszy z PiS. W Warszawie można rzucać takie hasła, ale w Polsce powiatowej czy gminnej brzmią  one nierealnie. Dlatego PSL przezornie nie wypowiada się na ten temat choć PiS robi wszystko, by ludowców, na wsi,  odesłać na polityczny cmentarz. Politycy centrali liczą, że członkowie partii ich posłuchają. Tymczasem nasza partyjność jest  powierzchowna. W samym parlamencie parlamentarzyści zmieniają polityczne barwy i dokonują transferów politycznych w trakcie kadencji za nic mając wyborców, którzy na nich głosowali. Tak jest na lewicy i na prawicy.

Na Dolnym Śląsku, po konflikcie w PO, z partii odszedł PO-wski marszałek województwa i połowa radnych. Stali się z dnia na dzień bezpartyjni i ową bezpartyjność uznali za cnotę. Take zachowania nie mieszczą się w głowach zachodnich polityków. U nas są normą.  Wczorajsi partyjni zakładają nowe, zwane bezpartyjnymi, partie i startują do wyborów samorządowych wszystkich szczebli. W lokalnych komitetach wyborczych też roi się od członków partii. Jest to wygodne, bo pozwala potem zakładać plastyczne koalicje powyborcze. I dalej. Oto we Wrocławiu większość radnych PO  w Radzie Miejskiej przeszło do Nowoczesnej. Te partie wymieniły się także posłami.

Wyobraźmy sobie, że po wyborach,  np. w  jakimś sejmiku czy  gminie żadna siła nie ma większości  i żadna miarą nie da się stworzyć koalicji bez PiS. W powiatach czy gminach takie sytuacje mogą być  jeszcze bardziej prawdopodobne. I co wtedy? Burmistrz czy prezydent np. z PSL nie chce rządzić nie mając większości w radzie. Zatem koalicja jakaś musi powstać, także z udziałem PiS. Uwzględniając luźny związek naszych polityków z partiami , o czym pisałem wcześniej, jeden czy dwóch radnych zostanie podkupionych od konkurencji, by stworzyć większość w radzie i żaden lider w Warszawie nie będzie miał nic do powiedzenia. Chęć bycia u władzy weźmie górę nad wytycznymi partii. Tak było i tak będzie teraz. Członkowie partii celowo ukrywają się w komitetach wyborczych także z innego, ważnego powodu. W zależności kto wygra wybory w Sejmikach taki partyjno-bezpartyjny burmistrz  stara się przekonać sejmik i urząd marszałkowski o swojej sympatii do nich, bo sejmiki dzielą pieniądze unijne. Dla dobra gminy warto ukryć swoje poglądy partyjne. Nie przypadkiem PiS wysłał sygnał, że pieniądze będą słane tam, gdzie PiS będzie rządził.

Tak więc nasza terenowa polityka rządzi się innymi prawami. Ale właściwie czy innymi? Zdrady partyjne i transfery klubowe na szczytach naszej prowincjonalnej polityki  pokazują, że można oszukiwać wyborców i zmieniać poglądy. W Polsce powiatowej też ma to miejsce i Warszawa  ma ograniczone prawo do zaglądania pod terenową kołdrę, skoro sama dopuszcza się zdrad,  kto tam z kim spółkuje wedle lokalnych upodobań, bo taka jest nasza polityczna rzeczywistość.

Czesław Cyrul

Komentarze (1):

  1. obatel k

    A kto z partyjnych, centralnych wybrańców do legislatywy ale i ich lokalnych ziomków zgodzi się, zalobbuje i przeforsuje zakaz politycznej prostytucji przeciwko sobie samym?

    Wyborca czyli suwenir (nie suweren) ma być tylko trampoliną. Potem znudzony truteń Gucio ma mieć możliwość dowolnej zmiany kwiatka na kwiatek bez oglądania się na lojalność wobec suwenira…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *