Miesięczne archiwum: Październik 2018

Zawiązywać koalicje SLD czy PSL z PiS-em czy nie? Oto jest pytanie. Wiele wskazuje na to, że odgórne zakazy na niewiele się zdadzą. Partyjne centrale nie mają takiej siły, by czegoś kategorycznie zakazać partyjnym dołom. Zawieszenie czy wyrzucenie z partii jest mało bolesne, a bycie starostą czy członkiem zarządu powiatu kusi. Mieć miesięcznie 10 tys. złotych pensji czy wsłuchiwać się w głos partyjnej, często mylącej się, centrali? Ten dylemat stoi przed wieloma radnymi gminnymi czy powiatowymi. Są bowiem takie sytuacje, że bez PiS, PSL, czy SLD, żądnej większości w radzie uzgodnić się nie da. Co z tym fantem robić? Partyjne centrale na ten temat milczą. Pojawiają się pierwsze niesubordynacje i pewnie nie ostatnie. Spory pojawiają się także w Koalicji Obywatelskiej. Na Dolnym Śląsku postplatfomerscy Bezpartyjni Samorządowcy parzą się z PiS-em w Sejmiku.
Przypomnę, że w SLD tylko do sejmików szedł obligatoryjnie pod swoim szyldem. W gminach i powiatach dano, i słusznie, dowolność w wyborze koalicjantów, nazw lokalnych szyldów, itp. Większość z tego, od prawa do lewa, skorzystała. Tylko PiS starał się iść w zwartym, partyjnym szyku. Radni lewicy zazwyczaj sami sfinansowali swoje kampanie i by uzyskać mandat zazwyczaj musieli uzyskać ponad 10-procentowe poparcie. SLD uzyskał w skali kraju 6,6 procenta poparcia. Zatem oni sami byli wartością dodaną do krajowego wyniku SLD.
Trzeba postawić kolejne pytanie. Czy lewicowe postulaty łatwiej zrealizować będąc w koalicji, nawet z PiS-em, czy zasiadając w ławach opozycji? I dalej. Czy radny np. powiatowy bardziej jest związany z centralą partyjną w Warszawie, czy też żyje i ma lokalne kontakty tam, u siebie, w powiecie czy gminie. Kto bardziej czuje lokalny klimat polityczny? Centrala w Warszawie, czy oni tam na dole? Przewodniczący Czarzasty, swego czasu, powiadał, że SLD jest silne powiatami. To by się zgadzało. Skoro tak, to należy szanować zdanie powiatowych radnych i liczyć się z nim.
Nie zmiana to mojego negatywnego stosunku do antydemokratycznej polityki PiS. Nie przypadkiem kampania PiS była prowadzona centralnie. Bardziej lub umiarkowanie kłamało kilku liderów partii. Reszta była niema. Może ci niemi członkowie PiS nie do końca zgadzają się z tą brutalną propagandą i kłamstwami partyjnych liderów. Może oni chcą w spokoju pracować na rzecz swoich miejscowości i do tego być u władzy. Może, bo pewności nie mam. Ale poszukiwanie w terenie koalicji z SLD może być sygnałem, że i w PiS mją dosyć polityki nienawiści. Bycie u władzy wszystkich podnieca. Od prawa do lewa. Dlatego zalecam bardziej wyważone reakcje centrali na te, tchnące dysharmonią koalicje. Może tam, w powiatach, taka koalicja jest arkadią dla lokalnych radnych i ich wyborców? Może.
Czesław Cyrul

Wszystko wskazuje na to, że PiS i Bezpartyjni Samorządowcy będą rządzić Dolnym Śląskiem.   Przegrana PO (Koalicji Obywatelskiej) w regionie to  następstwo wieloletnich wojen wewnętrznych w partii,  transferów pomiędzy Nowoczesną, a PO, itp. W efekcie  tych wojenek  samorządowcy mający swoje korzenie w PO  przeszli do Bezpartyjnych i teraz bratają się z PiS.  W zamian za to bratanie się PiS obiecuje samorządowcom posady w spółkach i oczywiście kluczowe stanowiska w zarządzie województwa. Obiecuje także rządowe pieniądze na inwestycje w regionie. Gdyby powstała koalicja Bezpartyjnych Samorządowców z Koalicją Obywatelską samorząd województwa byłby w zdecydowanej opozycji do rządu i podążając za tokiem myślenia prezesa Kaczyńskiego, warczący samorząd nie mógłby liczyć na względy PiS-oskiej centrali.   Tak sojusz w Sejmiku Bezpartyjni Samorządowcy z PiS mogą właśnie  uzasadnić: idziemy ręka w rękę z PiS, bo to regionowi się opłaci. Przy okazji  samorządowcy  dostaną liczne synekury w spółkach skarbu państwa. Skoro tak będzie, to  samorządowcom przybędzie  od razu wielu nowych zwolenników, bo nic tak nie przyciąga do polityki jak pieniądze.

Bezpartyjni Samorządowcy są w bardzo komfortowej sytuacji także w przypadku ewentualnej przegranej PiS w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Jeżeli przegra w nich PiS, a wygra PO i zmieni się rząd, Bezpartyjni Samorządowcy zrezygnują z koalicji w sejmiku z PiS i zaproponują współpracę PO. PO to przyjmie, bo nie będzie miała innego wyboru. Samorządowcy zachowają swoje stanowiska i wpływy z spółkach skarbu państwa, bo takie postawią warunki, a PO będzie musiała je przyjąć. Ewentualny nowy rząd nadal  będzie patrzeć przychylnym okiem na dolnośląski samorząd, co uchroni region przed ewentualnym represjami ze strony centrali.

Zatem Bezpartyjni Samorządowcy w sejmiku czy z PiS, czy z PO,  zachowają swoje wpływy i posady. W czepku urodzeni. Jednak nasza krajowa i regionalna polityka bywa nieprzewidywalna i nowe scenariusze mogą postawać z dnia na dzień. Realne jest także dotrwanie  z samorządzie koalicji bezpartyjnych z PiS do końca kadencji lub może ona nawet w ogóle nie powstać, bo PO jeszcze próbuje rozmawiać z bezpartyjnymi, ale karty w tej grze ma o wiele słabsze.

Czesław Cyrul

Cieszy mnie, że narodowcy w tych wyborach dostali czerwona kartkę. Na Dolnym Śląsku uzyskali symboliczne poparcie. Podobnie jak i „Wolni i Solidarni” Kornela Morawickiego, którzy uzyskali poniżej 1 procenta poparcia. Ale to dla mikropartii Morawieckiego seniora typowy od wielu, wielu lat wynik. Oznacza to, że wyborcy nie lubią hałaśliwych, niesympatycznych, ogolonych na łyso mężczyzn, maszerujących z wysoko podniesionymi sztandarami. Narodowcy udowadniają od lat, że nie potrafią organizować kampanii wyborczych. Mnie to cieszy. Czy wyobrażacie sobie, jako prezydenta Wrocławia, eksksiędza Międlara siejącego nienawiść i pogardę dla inaczej myślących?
Martwi mnie natomiast ciągły zjazd lewicy po równi pochyłej. Lewa strona poszła do wyborów podzielona, skłócona i bez nośnych haseł. Podzieliły się ruchy miejskie, które nie są zdolne do wykreowania trwałych struktur. Są to raczej przedszkola polityczne. Dorastający politycznie działacze tych ruchów w końcu lądują w partiach politycznych, albo dają sobie spokój z działalnością. Ruchy kobiece, tak zawsze aktywne, ponownie nie potrafiły wymyśleć własnych lub wejść w takie koalicje, które wyniosłyby ich przedstawicielki do samorządów. Z partiami politycznymi od dawna nie chcą się zadawać. Wolą im wytykać brak kobiet na listach. Od lat taka polityka prowadzi ruchy feministyczne do nikąd. Te wybory to potwierdziły.

Zieloni i Partia Razem miały w regionie iść razem do wyborów, ale poszły osobno. Sojusz z SLD w ogóle nie wchodził u nich w rachubę.
I na końcu słów kilka o SLD. Ludzie pracowali ciężko, stworzono listy w powiatach, gminach, miastach i do Sejmiku. Ale sukcesu nie ma. Ledwie ponad 5 procent poparcia to mało. Ale skoro prezydent Kwaśniewski mówi, że popiera SLD, ale zagłosuje na Trzaskowskiego, a premier Miller popiera SLD, ale nie zagłosuje na Rozenka, bo też dawniej szkodził SLD, to co, na taki przekaz, mają powiedzieć ludzie lewicy na dołach. Moim zdaniem obaj panowie stracili instynkt polityczny i szkodzą lewicy. Na dołach zabrakło świeżości i optymizmu i pieniędzy, bo kampania to także pieniądze.
Ta kampania, choć samorządowa, była bitwą na górze. W głównym starciu lewica nie brała bezpośredniego udziału. Słaba siła propagandy wyborczej, brak ideowej amunicji, stare mundury i swary w kierownictwie lewicowych armii nie pozwoliły na rozwiniecie szyków. Czy w końcu lewica siądzie do wspólnego stołu? Chciałbym tego dożyć. Jeżeli to się nie uda, to lądujemy na śmietniku historii i to na własne życzenie. We Wrocławiu SLD dogadało się z ugrupowaniem Rafała Dutkiewicza i ma swoich radnych w Radzie Miejskiej. Zgoda Buduje. Polityczne centrum dogadało się z lewicą. A na lewicy było to niemożliwe.
Czesław Cyrul

Kandydaci na prezydentów proponują złote góry wyborcom. Wydawałoby się, że każdy z nich ma walizki z pieniędzmi i nie są to pieniądze samorządowe, czyli nasze, ale jakieś ekstra. Kandydatów właśnie.  Kandydat Patryk Jaki  stoi na chodniku w Warszawie i oznajmia, że jak zostanie prezydentem w tym miejscu od razu zacznie się budowa nowej linii metra. Niestety nie stoją obok niego żadne walizki z pieniędzmi, Tylko rozdaje za darmo kawę. Kawa ma przekonać, że walizki z pieniędzmi są.

Inni kandydaci, stosownie do wielkości miast, też mają szeroki gest. Najszerszy mają ci, którzy chcą zostać prezydentami, ale nie mają na to wielkich szans. Oni  obiecują złote góry, nie pokazują przy tym skąd kasa, albo komu będzie trzeba zabrać.

Wygląda to mniej więcej tak. Przychodzi do mnie akwizytor z jakiegoś banku i obiecuje kokosy, ale najpierw muszę mu powierzyć swoje pieniądze. Ja mam oszczędności wystarczające na zakup kawalerki, ale on obiecuje mi za tę kwotę apartament w Monte Carlo. Gwarancji, oprócz jego bicia się w piersi nie mam żadnej. Może być tak, że moje pieniądze diabli wezmą. I  nie będzie ani apartamentu, ani kawalerki.  Kandydaci, którzy co nieco wiedzą jak planuje się inwestycje i ile to kosztuje, wypowiadają się ostrożniej. Tym samym stają nie nieatrakcyjni dla łatwowiernych.

Gdyby kandydat Jaki czy inny, jemu podobny, miał choć trochę rozeznania w inwestycjach, to by wiedział, że samo przygotowanie budowy nowej nitki metra trwa kilka lat. Kandydat  Jaki uczyni to od razu. Jednak w obietnice PiS-u wiara w narodzie jest wieka. 500+ wystarczyło, by inni uwierzyli, że też dostaną i to dużo. Wdaję się, przy rozdawaniu ulotek, w debaty, szczególnie ze starszymi wyborcami PiS. Wierzą oni, że PiS da im wkrótce sowite podwyżki i emerytur. Kiedy tłumaczę, że już są wiadome przeliczniki, ile z grubsza kto dostanie i że osoba mająca nieco ponad tysiąc złotych emerytury netto dostanie co najwyżej 40 złotych podwyżki  od nowego roku. Najpierw gorąco protestują. Tak było w minionym roku i była to  podwyżka, już dawana przez PiS-owski rząd i takie właśnie były  relacje podwyżek do pensji. W tym roku będzie podobnie. Wyborców nachodzi potem refleksja. …To my już na żadne wybory nie pójdziemy… Tak to dyskusje z wyborów samorządowych przenoszą się na szczebel krajowy. Z rzadka jest dyskusja o ulicach, czy komunikacji. Szczególnie wśród starszych jest spór kto kogo wysadzi w powietrze. Około 40 procent zaczepianych nie chce żadnych ulotek w ogóle. Nawet nie patrzą kto ulotkę daje i jakie barwy reprezentuje.

Czesław Cyrul