Archiwum kategorii: Bez kategorii

Premier Morawiecki jeździ po kraju i kreuje nową rzeczywistość. ….”Oni nic nie budowali, oni tylko sprzedawali dobra narodowe, oni nie budowali dróg lokalnych, ani mostów.  Nie było niczego, oni kradli i dlatego my teraz to wszystko naprawiamy”… Oni, czyli PO i PSL burzą się na takie kłamstwa. W tym rozważaniach obecny premier odejmuje zera od dokonań PO, a dodaje planom PiS po kilka zer na końcu. Z miliardów robi miliony i na odwrót To nic, że to dopiero wszystko  jest w planach. Kto się tam zorientuje gdzie leży prawda? Aż strach pomyśleć, że ten człowiek był prezesem banku i ma tak marne pojęcie o liczbach. A ja mam konto w banku, którym on do niedawna zarządzał. Jak to dobrze, że już nie zarządza.

Ale premier Morawiecki zarządza krajem i tworzy swój matrix. Niestety nie jest on pierwszy. Po upadku PRL, zwycięzcy pokazywali minioną epokę jako kraj octem i musztardą płynący. Prawdą jest, że miodu też nie było. Tylko od czasu do czasu. Premier Bielecki (był taki) stwierdził nawet, że komuna wyrządziła większe szkody gospodarcze w Polsce od hitlerowców.  Postsolidarnościowa władza sprzedawała państwowe zakłady za miliardy, a te, które nie znajdowały chętnych, po prostu niszczyła. Sam prezydent Komorowski często wspominał o runach po PRL. Ci, którzy budowali te PRL-owskie „ruiny” nie byli w stanie się bronić. Zwycięzcy osądzili ich jako wielkich szkodników. Teraz ci, którzy krytykowali PRL sami są krytykowani. Oto PiS pokazuje III RP jako kraj korupcji, złodziejstwa, kolesiostwa, pogardy dla patriotyzmu i żołnierzy wyklętych. PO, w tym czasie,  zajmowała się sobą i swoimi bliskimi.

Tak oto narodziło się wiele pojęć, które będąc kłamstwami przekazywane są jako prawda najprawdziwsza. Słuchając politycznych komentarzy w TOK FM usłyszałem, że SLD wprowadziło podatek liniowy. Mówiła to Renata Grochal, jedna z czołowych publicystek Gazety Wyborczej. Inni współdyskutanci nawet nie  zająknęli na to kłamstwo. Podatek liniowy pojawił w wypowiedzi premiera Millera  na Radzie Krajowej SLD.  Szybko usiłowano go zamieść pod dywan.  Sprawa jednak  poszła w polityczny obieg, ale nigdy taki podatek nie wszedł w życie. Jako fakt zamieszkał w głowie redaktor Grochal i jej podobnych. Podobnie SLD, na lewicy, jest współwinne podpisaniu konkordatu itp. Kłamstwa, półprawdy, postprawdy krążą po Polsce głównie za sprawą wojny na prawicy.

Teraz PO boleje, że PiS kłamie na temat jej rządów. Wcześniej PO posługiwała się półprawdami na temat PRL. Historia kołem się toczy.  Jednak te najnowsze półprawdy na temat PO i PSL podobają się sprej grupie obywateli. Czy to oznacza, że oni lubią kłamstwa, czy też naprawdę w to wierzą, co im Premier Morawiecki kładzie do głów. A może w tym jest jakieś ziarno prawdy?  Oddzielanie kłamstwa od prawdy spada na obywateli. Są bombardowani mieszanką prawdy, kłamstw i plotek. To wszystko podlane jest emocjami, obietnicami, dodatkowo podszyte strachem przed obcymi, Żydami, Rosją i Unią Europejską. A naród słucha tego wszystkiego i wkrótce będzie starał się oddzielić ziarno od plew. Idą wybory.

Czesław Cyrul

Zarzucają mi na forach internauci, że SLD we Wrocławiu startuje w koalicji do wyborów miejskich razem z Rafałem Dutkiewiczem, którego wcześniej partia krytykowała. To prawda. Ja nadal  uważam, że Stadion Miejski to inwestycja za droga i znacznie obciążająca nasz budżet. Zarazem  stadion jest niewykorzystywany, bo marne mecze naszych piłkarzy nie przyciągają kibiców.  Uważam także, że Śląsk Wrocław nie powinien być finansowany z miejskiej kasy. Chwalę natomiast Narodowe Forum Muzyki. Ten nowoczesny obiekt służy fanom muzyki i znacznie podnosi prestiż miasta w kraju i za granicą. Ganię fakt, że pierwotny budżet budowy tego obiektu został znacznie przekroczony. Podoba mi się nowy basem kryty, wybudowany na igrzyska World Games  o wymiarach olimpijskich, na Wejherowskiej, bo służy teraz tysiącom mieszkańców. Podobnie jest z torem dla rolkarzy w Parku Tysiąclecia. Martwi mnie nieskoordynowana  budowa osiedli mieszkaniowych bez dróg, szkół przedszkoli itp. Zarazem nie mogę nie zauważać, ze w ostatnich latach pensje wrocławian  zbliżyły się do czołówki krajowej. Dawniej nie było tak dobrze.

Ale o sojuszu SLD z ugrupowaniem prezydenta Dutkiewicza nie zaważyła zmiana poglądów SLD, ale ewolucja wizji rozwoju miasta samego prezydenckiego środowiska. To ono zwróciło uwagę na sprawy bliższe codziennemu bytowi obywateli. Jeden radny SLD w Radzie Miejskiej przekonał, że warto powrócić do opieki dentystycznej w szkołach, że warto wprowadzić darmowe przejazdy dzieci komunikacją miejską, o co zabiegał SLD w poprzedniej kampanii samorządowej. Można by wymienić jeszcze kilka spraw, jakie SLD postulował, a które zostały w polityce miasta uwzględnione.

Zatem to nie SLD zmieniło poglądy, ale obie strony uznały, że można wzajemnie się popierać, spierać dla dobra miasta i kreować politykę miejską bliższą obywatelom.

Zresztą, sam kandydat na Prezydenta Wrocławia Jacek Sutryk daje gwarancje takiego kierunku miejskiej polityki. Uznaliśmy w SLD, że więcej można będzie zrobić dla dobra obywateli będąc w rządzącej koalicji niż w opozycji. Doszło zatem do zbliżenia stanowisk obu stron. Środowisko Rafała Dutkiewicza przekonało się do postulatów lewicy, a SLD nie może nie zauważać rozwoju miasta i jego wysokiej pozycji w różnych rankingach oceniających nasze miasta. Nikt  nie porzucił, ani nie zdradził swoich ideałów. Pamiętajmy także, że SLD to partia socjaldemokratyczna, a więc centrolewicowa i kontakt z politycznym centrum nie jest grzechem. Szczególnie, że środowisko Rafała Dutkiewicza jest wybitnie proeuropejskie i prounijne.  Nikt nie jest święty, SLD też ma swoje za uszami, ale ten sojusz pokazuje nie tylko wrocławianom, ale także Polsce, że można szukać mądrego porozumienia. Oczywiście by to wszystko się udało trzeba wygrać wybory w mieście. Jestem dobrej myśli.

Czesław Cyrul

Platforma Obywatelska jest partią dużą i nawykłą do rządzenia. Dlatego teraz przeżywa taką traumę.  Nie jest partią zbytnio przywiązaną do swoich przekonań dlatego też dla wielu osób, także zbytnio do nich (poglądów) nie przywiązanych lub ich nie posiadających, bardzo wygodną. Taka duża partia działa na słabe jednostki jak czarna dziura w kosmosie. Wsysa je do siebie, a one po tym już nie mają szans na samodzielny byt polityczny i nie są w stanie wyrwać się z tej magmy bezideowości. Tak stało się z wieloma osobami, które zostały zwabione do PO i tam miały zachować swoją lewicową tożsamość. Nic takiego się nie stało.

Oto dawno, dawno temu europasłanka Hibner przeszła z SLD do PO.  Podobnie było z posłem Rosatim. Przeszedł do PO z SLD poseł Arłukowicz. Czy ze swoją lewicową wrażliwością zawalczył o cokolwiek lewicowego w rządzie PO?  Senatorem PO został Grzegorz Napieralski i jest to pewnie jego ostatnia kadencja w parlamencie. Były lider SLD wykopał sobie w PO polityczny grób. Na   pogrzeb (polityczny) pewnie nikt nie przyjdzie i nikt nie będzie płakał.

Teraz przyszła kolej na Barbarę Nowacką. Będzie się zapierała, że poniesie w PO kaganek lewicowych idei. Nic z tych rzeczy. Potrzebna jest tylko do przyciągnięcia jej wyborców. Będzie to jednak trudne. Wyborcy Nowackiej to raczej zdeklarowani ludzie lewicy. PO tych chwiejnych wyborców na lewicy  już dawno podkupiła. Nowacka będzie się także zapierać, że nie jest członkiem PO. Nie ma to większego znaczenia. De facto wpadła w tryby tej partii i co najwyżej może zostać zmielona przez nie i posłuży, jak wielu innych,  za polityczny nawóz. PO nigdy nie była blisko lewicy i na pewno nie będzie, ale elektorat lewicy nadal będzie próbowała oszukiwać i podkupywać.

Do elektoratu lewicy nie mam pretensji skoro lewicowe partie nie umieją go do siebie przekonać, to tak się dzieje. Dziwię się naiwności lewicowych polityków. Może jednak oni wcale nie byli lewicowi. Tylko los tak zrządził, że na lewicy się znaleźli. Nie posiadając własnych poglądów dali się wciągnąć  bezideowej, czarnej dziurze w politycznym centrum, która nie tylko od lewa, ale i z prawa wciąga wszystko, co popadnie.

W Wrocławiu także były takie przypadki. Słuch po wciągniętych do PO  zaginął.  Marne srebrniki, dawane chwilowo, nie są żadną zapłatą za utratę twarzy. No, ale twarz i poglądy najpierw trzeba mieć, by móc ją utracić. Tutaj raczej takie przypadki nie wchodziły w rachubę.

Czesław Cyrul

Barbara Nowacka zrobiła to, o czym pisałem parokrotnie. Chciała być liderką na lewicy pod warunkiem, że inni zorganizują partię na jej modłę, w której ona będzie jej prezeską. Sama okazała się być niezdolną do założenia partii na lewicy, bo jej  Inicjatywa Polska to typowa medialna wydmuszka, która właśnie przestaje istnieć. Barbara Nowacka po klęsce w wyborach z 2015 roku obraziła się na SLD i zaczęła o tej partii mówić źle, a wręcz kłamać. Nie potrafiła się także dogadać ani z Biedroniem, ani z Zandbergiem, ani z ruchami miejskimi, ani kobiecymi. Zarazem powiadała, że lewica nie chce się dogadać. Nowacka na pewno nie chciała. Dzisiaj to widać aż nadto wyraźnie.

Jest jeszcze inne tło i kłótni na lewicy. Liberalne media (Gazeta Wyborcza, TVN i TOK FM przede wszystkim) robiły wszystko by wyhodować sobie koncesjonowaną lewicę, która będzie przydatna politycznej centroprawicy. Dlatego drzwi w studiach nie zamykały się za Nowacką, Zandbergiem, Biedroniem  czy Martą Lempart. Z drugiej strony wspomniane media same z siebie, od lat, ostro zwalczały SLD, bo ta partia nie kwalifikowała się do urabiania na koncesjonowaną lewicę. Choć też i było za co ją krytykować.

Oczywiście lewica jest przede wszystkim winna rozbiciu sama sobie , ale to wspomniane media znacząco przyczyniły się do tego, że teraz rządzi PiS.

I tak oto kończy się żywot Nowackiej na lewicy. Widząc, że na lewicy poznali się na jej marności więc postanowiła pójść do Platformy na polityczny żołd. Zdradziła swoją Inicjatywę Polską, ale strata to niewielka, bo i ludzi tam było niewiele, ale jednak szkoda. Przypomnę, że to właśnie głosami PO zablokowano sztandarowy projekt Nowackiej o liberalizacji aborcji. Teraz Nowacka dogaduje się z tymi, którzy ten projekt wrzucili do kosza mydląc zarazem oczy opinii publicznej, ze lewica nie chce się dogadać, a SLD przede wszystkim i w PO one będzie hasła lewicy realizować. W takie bzdury nawet polityczny analfabeta nie uwierzy.  Wchodząc w układ z PO Nowacka  pokazuje, że cała jej lewicowość to przysłowiowy pic na wodę.

Wracając do roli wspomnianych mediów. Nie powiodło się im także promowanie Partii Razem. Nie jest ona w stanie ani zastąpić, ani wyprzeć SLD ze sceny politycznej. Obudziła się więc ostatnio jakaś refleksja. Że może jednak to SLD nie jest takie złe, jak to do tej pory tam malowano. Ale ile wiader brudnych pomyj na SLD wylano  zarazem dezorganizując scenę polityczną na lewicy tego już się nie naprawi. Po szkodach jakie wspomniane media lewicy wyrządziły uważam, że względem lewicy wolno im zdecydowanie mniej. Ale to wołanie na puszczy, bo tam linia polityczna inna obowiązuje, a z autorefleksją też nie jest najlepiej.

Czesław Cyrul

We Wrocławiu i regionie trwa polityczna demonstracja samorządowej bezpartyjności. Antypartyjność okazywana jest przez bezpartyjnych polityków (byłych partyjnych najczęściej) jako cnota. W odróżnieniu od polityków partyjnych są tam ludzie uczciwi, którzy uprawiając politykę uważają się za apolitycznych i dobrze społeczeństwu robiących.

Z ruchów bezpartyjnych pączkują kolejne organizacje bezpartyjnych prezydentów, wójtów itp. Oto np. dolnośląscy „Bezpartyjni Samorządowcy” idą razem z „Dolnośląskim Ruchem Samorządowym” razem do wyborów sejmikowych i niższych szczebli. We wspomnianym DRS aż roi się od byłych partyjnych. We Wrocławiu jednak sprawa się komplikuje.  Bezpartyjni   Samorządowcy popierają kandydaturę Katarzyny Obary- Kowalskiej na prezydenta miasta. Jerzy Michalak z DRS, który jest w koalicji z Bezpartyjnymi Samorządowcami też chce być prezydentem i wyłamał się z „Bezpartyjnych Samorządowców” i utworzył nowy komitet, też oczywiście bezpartyjny, „Idzie Nowe”. Wspomniani kandydaci mają bardzo skromne poparcie sondażowe.

Kandydat związany z Ruchem „Kukiz 15”  też zarejestrował komitet, ale o zupełnie innej nazwie. Mamy tu  kolejne stadium rozwoju bezpartyjnej polityki. „Kukiz 15”, który de facto jest partią, choć formalnie chyba  stowarzyszeniem, atakował mocno partie upatrując w nich same zło. Wspomniany kandydat pewnie stwierdził, że antypartyjny Kukiz 15 też jest passe i poszedł dalej. Jest to kolejne stadium rozwoju bezpartyjności.

W kolejnych wyborach wspomniani bezpartyjni  uznają, że ich bezpartyjne, ale polityczne organizacje już się upartyjniły, albo skompromitowały i powołają nowe bezpartyjne ruchy. W ten sposób zaciera się ślady swoich błędów i niepowodzeń, a ukazuje się kolejną, po liftingu, świeżość bezpartyjną, wspartą sztuczną cnotliwością i niechęcią do polityki i polityków partyjnych szczególnie. Dodam, że zarejestrowane w regionie komitety wyborcze są przede wszystkim  bezpartyjne i apolityczne, ale tworzą je zazwyczaj członkowie partii lub ich sympatycy. Poza tym zarejestrowanie komitetu wyborczego jest łatwiejsze i zazwyczaj kończy on swój żywot po wyborach i wyborcy zapominają, że coś takiego było. Z założeniem partii politycznej i potem z jej rozwiązaniem sprawa jest bardziej skomplikowana.

Generalnie nie dziwię się takiej ucieczce od partii politycznych. Partie same zapracowały sobie na tak złą reputację. Pracowali na tę reputację w dużej części dzisiejsi bezpartyjni politycy, którzy wcześniej nabroili w partiach, a teraz udają cnotliwych bezpartyjnych.

Czesław Cyrul

Lewico jednocz się – nawołuje prasa liberalna. Wcześniej  promowała różne ruchy na lewicy i tępiła SLD zarazem. SLD istnieje, a lewicowi ulubieńcy liberałów słabną. Taka linia poniosła klęskę.  Zatem niech się zjednoczą i wtedy może zagrożą – razem z liberałami- PiS-owi. Widzę w tym chęć ponownego powrotu do władzy PO, a lewica ma być w tym tylko narzędziem, która potem zostanie uznana za niepotrzebną.

Samo zjednoczenie na lewicy jest sprawą bardzo trudną. Nie wierzę w połączenie się obecnych partii i grup. Zbyt wiele je dzieli. Dzielą je bardziej osobiste animozje i ambicje niż kwestie programowe. I jest jeszcze coś znacznie ważniejszego. Brak na lewicy umiejętności organizacyjnych i chwytliwych wizji zdolnych do utworzeniu czegoś nowego, co będzie tchnęło świeżością. Równolegle powinny powstać  struktury organizacyjne  zdolne do walki wyborczej.

W III RP były szybkiego powstawania partii politycznych. W ubiegłym wieku Andrzej Lepper założył Samoobronę i skupił wokół siebie niezadowolonych rolników, a potem  także innych  niezadowolonych. W końcu Samoobrona zawaliła się  pod własnym ciężarem, a PiS w tym bardzo jej pomógł.  Potem Janusz Palikot, odszedł z PO i błyskawicznie założył Ruch Paliokota. Początki były świetne, potem było coraz gorzej i w końcu partia rozpadła się szybciej niż  powstała. Kukiz także wyskoczył znienacka, bazując na sławie piosenkarza, zebrał ludzi od prawa do lewa, ale raczej od prawa i  trwa. Sprawdzianem będą wybory samorządowe. Brak struktur tej partii w terenie dobrze nie rokuje.

Ryszard Petru  powołał swoją Nowoczesną bardzo szybko i sprawnie. Była to nowsza wersja PO, nieobciążona aferami, młodsza, świeższa  i dynamiczniejsza. W sondażach nawet przebijała PO. Jednak Nowoczesna także powoli schodzi ze sceny. Właśnie  jest trawiona przez PO.

Wspomniani liderzy wykazali się umiejętnościami organizacyjnymi i mieli to „coś”, co przyciągnęło wyborców.  Umiejętności organizacyjne i finanse są nie mniej ważne od głoszonej ideologii. Wszystkim wymienionym zabrakło  jednak długofalowej strategii i niestarzejącej się ideologii, a członkowie  liczyli przede wszystkim na partyjne konfitury. Konfitur dla wszystkich nie starcza i partia szybko się kurczy.

Czy na lewicy są tacy? Nie widzę. Czarzastego, sprawnego organizatora, nie trawią inni liderzy. Zandberg raczej jest zdolny po skłócania niż jednoczenia. Barbara Nowacka utworzyła szyld „Inicjatywa Polska” i nic ponadto. Robert Biedroń jest obecny w polityce od lat, ale do partyjnej orki nie pali się. Raczej ma predyspozycje do bycia mądrym celebrytą niż człowiekiem od  czarnych prac organizacyjnych. On o tym wie i dlatego nie wie jaką drogą ma podążać.

Jest na lewicy jeszcze jeden problem. Mniejsze partie patrzą jak na prawicy duże partie pożerają mniejsze. Na lewicy małe ugrupowania boją się SLD, który też dopiero odrabia poniesione straty. Boją się, że SLD je wchłonie i strawi, a oni chcą mieć swoją tożsamość i swoją partię, nawet jak one niewiele znaczą na scenie politycznej. Co więcej te małe partie i grupy też same ze sobą nie potrafią się dogadać. We Wrocławiu Zieloni i Razem ponad rok temu zawiązali sojusz wyborczy. Nic z tego nie wyszło. Także organizacje kobiece nie potrafiły stworzyć wspólnego frontu wyborczego do samorządów. Zatem podziały na słabej lewicy są wielowarstwowe i głównie nie programy je dzielą, ale ambicje przywódcze i kłótliwe charaktery. W polityce nieumiejętność zawierania i dogadywania kompromisów skazuje takie partie na niebyt. Dlatego obecnie  debata na temat zjednoczenia na lewicy, na razie do niczego sensownego nie doprowadzi.

Ale próbować trzeba. Może w końcu zaistnieje taki moment i pojawią się tacy ludzie, którzy powołają duży ruch na lewicy.  Wybory samorządowe takiemu łączeniu  sią nie sprzyjają. Czekajmy na wybory parlamentarne i mądrzejmy na lewicy. Podpowiedzi liberałów  traktujmy z dystansem, bo im nie zależy na silnej lewicy.

Czesław Cyrul

Na warszawskiej defiladzie władza, za sprawą wojska, pokazała czym może straszyć wroga. Większość uzbrojenia naszego, dumnego państwa to rekonstrukcje, czyli sprzęt stary, ale nadal użytkowany, bo na nowy nas nie stać. Jedynie samoloty F-16 (zakupione przez rząd SLD) i transportery rosomaki , których produkcję uruchomił także rząd SLD, to nadające się do użytku konstrukcje.
Niemieckie czołgi leopardy wyprodukowano 30 lat temu. One także przeszły rekonstrukcję, by podołać wymogom współczesnej walki. Czołgi PT-91 to jeszcze starsza, radziecka konstrukcja. Helikoptery produkcji radzieckiej przechodziły rekonstrukcje wielokrotnie i w zasadzie już nie nadają się do lotów, a latać muszą, bo nowych śmigłowcowe nie ma i szybko nie będzie. Armia korzysta jeszcze w radzieckich samolotów Mig-29 i szturmowych Su , które mimo rekonstrukcji już nie są w stanie stawić czoła wrogowi w powietrzu i na ziemi. Rekonstruuje się stare metalowe hełmy i wsadza na głowy żołnierzom. Pomalowane, wyglądają jak nowe, choć pochodzą rodem z PRL-u. Nasza flota wojenna to także w większości stare i rekonstytuowane okręty, które inne kraje już oddały na złom. Szykują się kolejne zakupy złomowanych okrętów. Nad nowymi zakupami władza ciągle radzi i obiecuje, że wkrótce nasza armia odmłodnieje. Ale nawet ten względnie młody też się starzeje.
Są także nowości. Wojsko otrzymało kilkadziesiąt armatohaubic na podwoziach koreańskich, ale nie ma do nich dobrej amunicji. I tak można jeszcze długo wyliczać nasze rekonstrukcje.
Ta sytuacja przypomina trochę nasz rynek samochodów. Tylko niewielka część kupowanych aut, to samochody nowe. Zdecydowana większość to stare auta zwożone z Niemiec i w Polsce rekonstruowane. Nowymi zakupami są samoloty dla vipów, kupione zamiast uzbrojenia. Na defiladzie w Warszawie ilość rekonstruktorów prezentujących dawne wojska dorównywała ilości żołnierzy prawdziwych. Żołnierzy prawdziwych udają wojska obrony terytorialnej, kosztujące rocznie pół miliarda złotych. Liczne grupy rekonstrukcyjne urządzają jasełka pokazujące jak dawni nasi żołnierze dzielni byli. Rząd także rekonstruuje Polskę na wzór kraju archaicznego, konserwatywnego i zamkniętego na przyszłość. Stare uzbrojenie pasuje do tego jak ulał. Jednym słowem armia i spora część kraju rządzonego przez PiS rekonstrukcją stoi.
Czesław Cyrul

Od lat, z boku, przyglądam się tzw. ruchom miejskim, małym partiom czy organizacjom kobiecym. Powstają tam nowe koncepcje zarządzania miastami, aktywiści miejscy podają się za broniących interesów mieszkańców miast i generalnie są antypartyjni. Antypartyjność to także domena organizacji kobiecych.

Zawsze także te ruchy czy organizacje zapowiadają walkę o miejsca w samorządach, bo na parlament nie mają żadnych szans. Zawsze też, szczególnie organizacje kobiece, domagają się od partii politycznych – i słusznie—realizacji swoich postulatów i zazwyczaj kierują te uwagi w stronę lewicy. Zarazem kobiety, ponad połowa naszego społeczeństwa, raczej na lewicę nie głosują, zaprzeczając tym samym głoszonym, hasłom organizacji kobiecych, występujących w imieniu tejże połowy.  Cechą immamentną tych organizacji jest niestety także kłótliwość i niechęć do wspólnych działań. Zawsze zapowiadają one stworzenie silnych list wyborczych i przegonienie niedobrych partii z samorządów, bo one tylko własny interes widzą. Taka antypartyjność to nie tylko domena ruchów miejskich. Antypartyjność modna jest także wśród byłych partyjnych, którzy z partii odeszli, najczęściej kłócąc  się z tymi, co w niej pozostali.

Rok temu, we Wrocławiu, Partia Razem i Zieloni zawiązali sojusz celem walki o Ratusz. Do wspólnej kompanii miały dołączyć także inne organizacje miejskie i kobiece.  Czas biegł i zwyciężyła polska kłótliwość i ambicje liderów. Cechą tych ruchów jest bowiem także fakt, że często są tam wodzowie, a Indian jak na lekarstwo. Każdy wódz chce być prezydentem lub radnym bez świadomości, że tylko on sam może na siebie oddać głos, może jego rodzina i znajomi, a to o dużo za mało.

I tak właśnie się stało we Wrocławiu. Razem nie poszła razem z Zielonymi choć na papierze spisali porozumienie i pokazywali je publicznie.  Wodzowie z ruchów miejskich rozpierzchli się od prawa do lewa. Kongres Kobiet pójdzie do wyborów (albo i nie) z Zielonymi. Ogólnopolski Strajk Kobiet na ten czas związał się z partia Razem, która rozwiodła się z Zielonymi. Tylko patrzeć jak w kampanii będą sobie przytykać kto bardziej dba o interesy kobiet, a kto niszczy zieleń.

Tak sobie myślę, jak to dobrze, że SLD nie brnęło w poszukiwanie sojuszu z organizacjami, które do zawierania poważnych sojuszy nie są zdolne. Z drugiej strony wielka szkoda, że tak wielu mądrych ludzi niosących na sztandarach szlachetne hasła nie potrafi się zjednoczyć  i w  końcu interes własny przedkłada ponad głoszone idee.

Jest w tym pewna prawidłowość, bo to nie tylko Wrocław jest miejscem takich przepychanek. W innych miastach jest podobnie. Ruchy miejskie nie wypromowały jeszcze ze swojego grona nikogo znanego, kto odniósłby wyborczy sukces, czemu trudno się dziwić.

Jak może czekać przyszłość takie organizacje. Raczej będzie to wegetacja. Będą głoszone szczytne idee, ale bez szans na ich realizację. Para idzie w gwizdek. I tak jest od lat. Może te ruchy jednak czerpią przykłady z działalności partii politycznych które także oszukują sojuszników i często zawierają nowe koalicje z dotychczasowymi przeciwnikami.  Polska polityka tak właśnie ma i ruchy miejskie są jej (polityki) miniaturką lub przedszkolem, jak kto woli.

Czesław Cyrul

Podobno kapitan Schetyna wydał taką komendę i zardzewiały ster steranej łajby  ma dokonać  jej zwrotu w trakcie wyborów samorządowych. Kilwater zostawiony przez pordzewiały statek PO wygląda jakby go prowadził początkujący chłopak okrętowy. Raz na prawo, raz na lewo, ale generalnie ciągle na prawo. Na lewo tylko wtedy jak trzeba zabrać naiwnych wyborców na pokład. Potem można ich wyrzucić do morza. Niech naiwniaków ratują inne statki, albo niech toną. Kapitan Schetyna traktuje wyborców jak mięso armatnie. Jak ich wykorzysta stają się nawozem historii. Tak przerobił już wielu wyborców lewicy, ale nadal chętnych naiwnych nie brakuje.

Jakiś rok temu, a może więcej – już dokładnie nie pamiętam, tyle tych rozkazów kapitan wydał- padła komenda o zarzuceniu konserwatywnej kotwicy. Kotwica chyba dna nie sięgnęła, bo łajba dryfowała siła rozpędu lub napędzana nienawiścią do PiS i tęsknotą za utraconą władzą

Że był to dryf świadczy wystawienie raczej centrolewicowej prof. Alicji Chybickiej do walki o fotel prezydenta Wrocławia. Władze usilnie namawiały SLD (sam miałem okazję brać udział w rozmowach) o poparcie tej kandydatury i budowanie wspólnych list. Liderzy PO zaklinali się, że prof. Chybicka ma serce po lewej stronie, co sugerowało, że i w PO ono (serce) chwilowo też tam się znajduje. Kiedy SLD nie poparł kandydatki i w PO policzono, że bez poparcia lewicy kandydatka nie ma szans, kapitan Schetyna rzucił komendę – ster na prawą burtę. Wynajęty z PiS Kazimierz Ujazdowski miał wyprowadzić dychawiczną łajbę na szerokie wody i potem doprowadzić do portu pełnego rozentuzjazmowanych wyborców.  Tym razem serce PO  przemieściło się na prawą stronę, z czego wynika że serce partii przemieszcza się od prawa do lewa. Miejsce jego bicia jest przypadkowe. Ale statek z Ujazdowskim na pokładzie zaczął nabierać wody i Ujazdowskiego kapitan Schetyna wyrzucił za burtę. Załodze generalnie bardzo to się spodobało. Niech sobie radzi sam skoro nam nie potrafił pomóc.

Sytuację dodatkowo komplikuje zdziesiątkowana ekipa Nowoczesnej. Zaproszona na pokład PO raczej grupuje się przy lewej burcie i siłą rzeczy taki balast utrudnia manewry w prawo. Dlatego właśnie kapitan Schetyna musi skręcać w lewo, bo taki manewr daje jakąś nadzieję, choć na razie nie wiadomo na co. Wyrzucenie Ujazdowskiego za burtę i poparcie kandydata Jacka Sutryka  na prezydenta Wrocławia, wcześniej już popartego przez prezydenta Dutkiewicza, SLD i Nowoczesną to ratunek dla PO. To nie jest sukces kapitana Schetyny, ale chwycenie się ratunkowej cumy. Osłabiony miotaniem się na bezideowym morzu kapitan Schetyna i jego statek  nadali sygnał SOS, ale to może być z korzyścią dla Wrocławia.

Ale jak korzystny wiatr  zawieje z prawa w PO żadnych sentymentów nie będzie.  Ostatecznie każdy głos jest taki sam. A potem znowu: ster na lewo, ster na prawo. Na kogo wypadnie na tego bęc. Tylko czy to serce raz po lewej stronie, raz po prawe zniesie to nienaturalne przemieszczane.

Czesław Cyrul

Na plaży w Ustce dopadła mnie hiobowa wieść: PO we Wrocławiu nie poprze swojego kandydata na prezydenta miasta Kazimierza Ujazdowskiego. Wcześnie PO nie paprała swojej kandydatki na prezydenta tegoż miasta prof. Alicji Chybickiej. Być może wkrótce PO, po raz trzeci z rzędu, da komuś poparcie, a potem go znienacka wycofa. Na kogo tym razem padnie? Ale może do trzech razy sztuka i tym razem wreszcie prezesowi Schetynie uda się dobrze trafić.
W przeszłości było też rożnie. Np. PO poparła Rafała Dutkiewicza, a potem, w trakcie kadencji to poparcie cofała lub wchodziła w stan separacji. Dlatego kolejne plany tej partii we Wrocławiu traktuję z pewnym dystansem. Niestety ten brak zdecydowania w poszukiwaniu idealnego kandydata odbija się źle na notowaniach i wiarygodności Nowoczesnej, która wdała się we Wrocławiu w romans z komitetem Rafała Dutkiewicza i SLD. Było przyjemnie i miało być jeszcze lepiej, a tu trzeba tworzyć od nowa listy wyborcze z PO. Będą kwasy. Tylko nadzieja w Jacku Sutryku, kandydacie komitetu Dutkiewicza, SLD i Nowoczesnej, że jak już PO wszystkich swoich kandydatów nie poprze, to w końcu pójdzie po rozum do głowy i poprze Jacka Sutryka. Ale to nie będzie sukces Grzegorza Schetyny, ale oznaka słabości, które jednak może na dobre wyjść miastu.
Czesław Cyrul