Archiwum kategorii: Bez kategorii

Kilka dni temu były wiceprzewodniczący SLD, a wcześniej sekretarz tej partii, Krzysztof Gawkowski pojawił się u boku Roberta Biedronia. Zgodnie oświadczyli, że będą razem budować nową partię. Będzie to projekt niezależny od innych partii.

Od siebie dodam, że na razie nie wiadomo jaka to będzie partia. Krzysztof Gawkowski zapowiedział, że objedzie w 3 miesiące wszystkie powiaty i pozakłada tam struktury nowej partii. Oznacza to, że najtrudniejsze zadanie jakim jest powołanie struktur leży u Biedronia w powijakach. Uważałem go (Biedronia) i uważam bardziej za wizjonera i celebrytę niż sprawnego organizatora życia partyjnego. Dlatego u jego boku pojawił się Gawkowski, były sekretarz SLD, czyli odpowiedzialny za sprawy struktur partyjnych.

On zbuduje w terenie partię w trzy miesiące. Od tej strony Krzysztofa nie znałem. Objedzie w tak krótkim czasie ponad 300 powiatów i od razu powstaną tam zalążki nowej partii. Rekordzistą w objeżdżaniu powiatów jest Włodek Czarzasty. W ciągu dwóch lat odwiedził ich około 200. Żaden inny polityk tego nie dokonał. Jednak przewodniczący Czarzasty zwizytował funkcjonujące struktury. Zebrali się członkowie, podebatowali, posłuchali i Czarzasty pojechał dalej. Z przypadku zakładania struktur nowej partii sprawa jest dużo bardziej skomplikowana. Praktycy wiedzą o czym piszę. Zakładanie nowych struktur wymaga dużych umiejętności organizacyjnych i sztuki mediowania. Takimi umiejętnościami wykazał się Palikot czy Petru. Zabrakło takich umiejętności Barbarze Nowackiej i wielu innym liderom lewicy. Z litości nie wspomnę o nich.  Założone przez wspomnianych struktury nie wytrzymały próby czasu. Dlaczego trak się stało? To wymaga dłuższego wywodu. Biedroń i Gawkowski też chcą to zrobić z marszu. To się raczej w trzy miesiące nie uda. No chyba, że Gawkowski będzie jechał odkrytym autem (a tu zima) i błogosławił powiaty, a po jego przejechaniu samorzutnie powstaną koła czy zarządy partii Biedronia i Gawkowskiego. Ponieważ na cuda Biedroń liczyć nie może więc pomysł jest nierealny. Ale to ich zmartwienie. Mnie martwi, że oto powstanie nowa, kolejna partia na centrolewicy i chce być osobno. To źle rokuje lewej stronie i martwi mnie, bo to droga donikąd. Ale widzę, że Biedroń chce to przerobić na własnej skórze. Wielka szkoda. Ala nasza polityka jest nieprzewidywalna więc nadziei nie tracę.

Czesław Cyrul

Wyniki z drugiej tury wyborów prezydentów wielkich i średnich miast oraz burmistrzów w mniejszych pokazują, że zdecydowanie zwyciężają kandydaci antypisu. Przypomnę, że to duże miasta decydują o pozycji gospodarczej naszego kraju. Sama Warszawa wytwarza 18 procent krajowego PKB. 8 największych miast Polski wytwarza prawie połowę naszego PKB. To te miasta i wiele innych sprawiają, że są pieniądze na 500+ i inne świadczenia socjalne wprowadzone – i słusznie- przez PiS. Te miasta otwarte są na postęp, liberalizm poglądowy, lgną do Europy, są kreatorami życia gospodarczego, kulturalnego i nauki. Rolnictwo wytwarza tylko 2,5 procenta naszego PKB, choć bez niego nie da się żyć. PiS atakował środowiska wielkomiejskie, skłócał elektorat wielkomiejski z wiejskim. Sugerował, że ludzie, którym się gorzej wiedze są biedni dlatego, że ci bogatsi, w miastach ich okradają. W pewnej części PiS-owi to jątrzenie się udało. To, że przy podziale dóbr narodowych rząd PO zaniedbał polską prowincję to osobna kwestia.
Tymczasem wszyscy mieszkańcy naszego kraju muszą nawzajem się wspierać i solidarnie sobie pomagać. PiS postanowił rządzić poprzez skłócanie społeczeństwa. Środowiska miejskie nie dały się na to nabrać. Zarządzanie poprzez konfliktowanie może być skuteczne tylko na krótką metę. PiS-owskie kłamanie, że poprzednia władza nic nie zrobiła i okradała kraj też ma krótkie nogi. Przypominania, że jak wygra antypis, to nie będzie w samorządach pieniędzy też wyborcy się nie przestraszyli.
Wyborcy zaczynają dostrzegać brzydkie metody rządów PiS polegających na manipulacji opinią publiczną, oszczędnym gospodarowaniu prawdą, ubliżaniu całym grupom społecznym, fałszowaniu historii, itp. Prawda zawsze się obroni, ale to nie oznacza, że rządy PO -PSL były oparte na prawdzie i sprawiedliwym traktowaniu wszystkich grup obywateli. Wyborcy też to ocenili. Warto w polityce być uczciwym. Czy PiS to zrozumie?
Czesław Cyrul

Zawiązywać koalicje SLD czy PSL z PiS-em czy nie? Oto jest pytanie. Wiele wskazuje na to, że odgórne zakazy na niewiele się zdadzą. Partyjne centrale nie mają takiej siły, by czegoś kategorycznie zakazać partyjnym dołom. Zawieszenie czy wyrzucenie z partii jest mało bolesne, a bycie starostą czy członkiem zarządu powiatu kusi. Mieć miesięcznie 10 tys. złotych pensji czy wsłuchiwać się w głos partyjnej, często mylącej się, centrali? Ten dylemat stoi przed wieloma radnymi gminnymi czy powiatowymi. Są bowiem takie sytuacje, że bez PiS, PSL, czy SLD, żądnej większości w radzie uzgodnić się nie da. Co z tym fantem robić? Partyjne centrale na ten temat milczą. Pojawiają się pierwsze niesubordynacje i pewnie nie ostatnie. Spory pojawiają się także w Koalicji Obywatelskiej. Na Dolnym Śląsku postplatfomerscy Bezpartyjni Samorządowcy parzą się z PiS-em w Sejmiku.
Przypomnę, że w SLD tylko do sejmików szedł obligatoryjnie pod swoim szyldem. W gminach i powiatach dano, i słusznie, dowolność w wyborze koalicjantów, nazw lokalnych szyldów, itp. Większość z tego, od prawa do lewa, skorzystała. Tylko PiS starał się iść w zwartym, partyjnym szyku. Radni lewicy zazwyczaj sami sfinansowali swoje kampanie i by uzyskać mandat zazwyczaj musieli uzyskać ponad 10-procentowe poparcie. SLD uzyskał w skali kraju 6,6 procenta poparcia. Zatem oni sami byli wartością dodaną do krajowego wyniku SLD.
Trzeba postawić kolejne pytanie. Czy lewicowe postulaty łatwiej zrealizować będąc w koalicji, nawet z PiS-em, czy zasiadając w ławach opozycji? I dalej. Czy radny np. powiatowy bardziej jest związany z centralą partyjną w Warszawie, czy też żyje i ma lokalne kontakty tam, u siebie, w powiecie czy gminie. Kto bardziej czuje lokalny klimat polityczny? Centrala w Warszawie, czy oni tam na dole? Przewodniczący Czarzasty, swego czasu, powiadał, że SLD jest silne powiatami. To by się zgadzało. Skoro tak, to należy szanować zdanie powiatowych radnych i liczyć się z nim.
Nie zmiana to mojego negatywnego stosunku do antydemokratycznej polityki PiS. Nie przypadkiem kampania PiS była prowadzona centralnie. Bardziej lub umiarkowanie kłamało kilku liderów partii. Reszta była niema. Może ci niemi członkowie PiS nie do końca zgadzają się z tą brutalną propagandą i kłamstwami partyjnych liderów. Może oni chcą w spokoju pracować na rzecz swoich miejscowości i do tego być u władzy. Może, bo pewności nie mam. Ale poszukiwanie w terenie koalicji z SLD może być sygnałem, że i w PiS mją dosyć polityki nienawiści. Bycie u władzy wszystkich podnieca. Od prawa do lewa. Dlatego zalecam bardziej wyważone reakcje centrali na te, tchnące dysharmonią koalicje. Może tam, w powiatach, taka koalicja jest arkadią dla lokalnych radnych i ich wyborców? Może.
Czesław Cyrul

Wszystko wskazuje na to, że PiS i Bezpartyjni Samorządowcy będą rządzić Dolnym Śląskiem.   Przegrana PO (Koalicji Obywatelskiej) w regionie to  następstwo wieloletnich wojen wewnętrznych w partii,  transferów pomiędzy Nowoczesną, a PO, itp. W efekcie  tych wojenek  samorządowcy mający swoje korzenie w PO  przeszli do Bezpartyjnych i teraz bratają się z PiS.  W zamian za to bratanie się PiS obiecuje samorządowcom posady w spółkach i oczywiście kluczowe stanowiska w zarządzie województwa. Obiecuje także rządowe pieniądze na inwestycje w regionie. Gdyby powstała koalicja Bezpartyjnych Samorządowców z Koalicją Obywatelską samorząd województwa byłby w zdecydowanej opozycji do rządu i podążając za tokiem myślenia prezesa Kaczyńskiego, warczący samorząd nie mógłby liczyć na względy PiS-oskiej centrali.   Tak sojusz w Sejmiku Bezpartyjni Samorządowcy z PiS mogą właśnie  uzasadnić: idziemy ręka w rękę z PiS, bo to regionowi się opłaci. Przy okazji  samorządowcy  dostaną liczne synekury w spółkach skarbu państwa. Skoro tak będzie, to  samorządowcom przybędzie  od razu wielu nowych zwolenników, bo nic tak nie przyciąga do polityki jak pieniądze.

Bezpartyjni Samorządowcy są w bardzo komfortowej sytuacji także w przypadku ewentualnej przegranej PiS w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Jeżeli przegra w nich PiS, a wygra PO i zmieni się rząd, Bezpartyjni Samorządowcy zrezygnują z koalicji w sejmiku z PiS i zaproponują współpracę PO. PO to przyjmie, bo nie będzie miała innego wyboru. Samorządowcy zachowają swoje stanowiska i wpływy z spółkach skarbu państwa, bo takie postawią warunki, a PO będzie musiała je przyjąć. Ewentualny nowy rząd nadal  będzie patrzeć przychylnym okiem na dolnośląski samorząd, co uchroni region przed ewentualnym represjami ze strony centrali.

Zatem Bezpartyjni Samorządowcy w sejmiku czy z PiS, czy z PO,  zachowają swoje wpływy i posady. W czepku urodzeni. Jednak nasza krajowa i regionalna polityka bywa nieprzewidywalna i nowe scenariusze mogą postawać z dnia na dzień. Realne jest także dotrwanie  z samorządzie koalicji bezpartyjnych z PiS do końca kadencji lub może ona nawet w ogóle nie powstać, bo PO jeszcze próbuje rozmawiać z bezpartyjnymi, ale karty w tej grze ma o wiele słabsze.

Czesław Cyrul

Cieszy mnie, że narodowcy w tych wyborach dostali czerwona kartkę. Na Dolnym Śląsku uzyskali symboliczne poparcie. Podobnie jak i „Wolni i Solidarni” Kornela Morawickiego, którzy uzyskali poniżej 1 procenta poparcia. Ale to dla mikropartii Morawieckiego seniora typowy od wielu, wielu lat wynik. Oznacza to, że wyborcy nie lubią hałaśliwych, niesympatycznych, ogolonych na łyso mężczyzn, maszerujących z wysoko podniesionymi sztandarami. Narodowcy udowadniają od lat, że nie potrafią organizować kampanii wyborczych. Mnie to cieszy. Czy wyobrażacie sobie, jako prezydenta Wrocławia, eksksiędza Międlara siejącego nienawiść i pogardę dla inaczej myślących?
Martwi mnie natomiast ciągły zjazd lewicy po równi pochyłej. Lewa strona poszła do wyborów podzielona, skłócona i bez nośnych haseł. Podzieliły się ruchy miejskie, które nie są zdolne do wykreowania trwałych struktur. Są to raczej przedszkola polityczne. Dorastający politycznie działacze tych ruchów w końcu lądują w partiach politycznych, albo dają sobie spokój z działalnością. Ruchy kobiece, tak zawsze aktywne, ponownie nie potrafiły wymyśleć własnych lub wejść w takie koalicje, które wyniosłyby ich przedstawicielki do samorządów. Z partiami politycznymi od dawna nie chcą się zadawać. Wolą im wytykać brak kobiet na listach. Od lat taka polityka prowadzi ruchy feministyczne do nikąd. Te wybory to potwierdziły.

Zieloni i Partia Razem miały w regionie iść razem do wyborów, ale poszły osobno. Sojusz z SLD w ogóle nie wchodził u nich w rachubę.
I na końcu słów kilka o SLD. Ludzie pracowali ciężko, stworzono listy w powiatach, gminach, miastach i do Sejmiku. Ale sukcesu nie ma. Ledwie ponad 5 procent poparcia to mało. Ale skoro prezydent Kwaśniewski mówi, że popiera SLD, ale zagłosuje na Trzaskowskiego, a premier Miller popiera SLD, ale nie zagłosuje na Rozenka, bo też dawniej szkodził SLD, to co, na taki przekaz, mają powiedzieć ludzie lewicy na dołach. Moim zdaniem obaj panowie stracili instynkt polityczny i szkodzą lewicy. Na dołach zabrakło świeżości i optymizmu i pieniędzy, bo kampania to także pieniądze.
Ta kampania, choć samorządowa, była bitwą na górze. W głównym starciu lewica nie brała bezpośredniego udziału. Słaba siła propagandy wyborczej, brak ideowej amunicji, stare mundury i swary w kierownictwie lewicowych armii nie pozwoliły na rozwiniecie szyków. Czy w końcu lewica siądzie do wspólnego stołu? Chciałbym tego dożyć. Jeżeli to się nie uda, to lądujemy na śmietniku historii i to na własne życzenie. We Wrocławiu SLD dogadało się z ugrupowaniem Rafała Dutkiewicza i ma swoich radnych w Radzie Miejskiej. Zgoda Buduje. Polityczne centrum dogadało się z lewicą. A na lewicy było to niemożliwe.
Czesław Cyrul

Kandydaci na prezydentów proponują złote góry wyborcom. Wydawałoby się, że każdy z nich ma walizki z pieniędzmi i nie są to pieniądze samorządowe, czyli nasze, ale jakieś ekstra. Kandydatów właśnie.  Kandydat Patryk Jaki  stoi na chodniku w Warszawie i oznajmia, że jak zostanie prezydentem w tym miejscu od razu zacznie się budowa nowej linii metra. Niestety nie stoją obok niego żadne walizki z pieniędzmi, Tylko rozdaje za darmo kawę. Kawa ma przekonać, że walizki z pieniędzmi są.

Inni kandydaci, stosownie do wielkości miast, też mają szeroki gest. Najszerszy mają ci, którzy chcą zostać prezydentami, ale nie mają na to wielkich szans. Oni  obiecują złote góry, nie pokazują przy tym skąd kasa, albo komu będzie trzeba zabrać.

Wygląda to mniej więcej tak. Przychodzi do mnie akwizytor z jakiegoś banku i obiecuje kokosy, ale najpierw muszę mu powierzyć swoje pieniądze. Ja mam oszczędności wystarczające na zakup kawalerki, ale on obiecuje mi za tę kwotę apartament w Monte Carlo. Gwarancji, oprócz jego bicia się w piersi nie mam żadnej. Może być tak, że moje pieniądze diabli wezmą. I  nie będzie ani apartamentu, ani kawalerki.  Kandydaci, którzy co nieco wiedzą jak planuje się inwestycje i ile to kosztuje, wypowiadają się ostrożniej. Tym samym stają nie nieatrakcyjni dla łatwowiernych.

Gdyby kandydat Jaki czy inny, jemu podobny, miał choć trochę rozeznania w inwestycjach, to by wiedział, że samo przygotowanie budowy nowej nitki metra trwa kilka lat. Kandydat  Jaki uczyni to od razu. Jednak w obietnice PiS-u wiara w narodzie jest wieka. 500+ wystarczyło, by inni uwierzyli, że też dostaną i to dużo. Wdaję się, przy rozdawaniu ulotek, w debaty, szczególnie ze starszymi wyborcami PiS. Wierzą oni, że PiS da im wkrótce sowite podwyżki i emerytur. Kiedy tłumaczę, że już są wiadome przeliczniki, ile z grubsza kto dostanie i że osoba mająca nieco ponad tysiąc złotych emerytury netto dostanie co najwyżej 40 złotych podwyżki  od nowego roku. Najpierw gorąco protestują. Tak było w minionym roku i była to  podwyżka, już dawana przez PiS-owski rząd i takie właśnie były  relacje podwyżek do pensji. W tym roku będzie podobnie. Wyborców nachodzi potem refleksja. …To my już na żadne wybory nie pójdziemy… Tak to dyskusje z wyborów samorządowych przenoszą się na szczebel krajowy. Z rzadka jest dyskusja o ulicach, czy komunikacji. Szczególnie wśród starszych jest spór kto kogo wysadzi w powietrze. Około 40 procent zaczepianych nie chce żadnych ulotek w ogóle. Nawet nie patrzą kto ulotkę daje i jakie barwy reprezentuje.

Czesław Cyrul

Czy są w polityce granice kłamstwa. Te granice są coraz bardzie rozwadniane. PiS pokazuje, że można wszystko. W dzienniku TVP, komentując przedwyborcze wydarzenia we Wrocławiu, agitator TVP powiedział, że kandydat na prezydenta miasta Jacek Sutryk, związany z SLD, a popierany przez Prezydenta Dutkiewicza,  jak wygra (jest to bardzo prawdopodobne), będzie szedł na pasku Schetyny czyli PO.

Nie miałbym nic przeciw, gdyby Jacek Sutryk był związany z SLD, ale jest bezpartyjny. Popiera go prezydent Dutkiewicz, który raczej nie przepada za przewodniczącym Schetyną.  Przewodniczący Schetyna wcześniej popierał prof. Chybicką, potem odstawił ją na bok i postawił na konserwatywnego europosła Ujazdowskiego. Kiedy i z tego posunięcia nic  nie wyszło dołączył do środowiska prezydenta Dutkiewicza, Nowoczesnej i SLD, które już popierały Jacka Sutruka. Wybór Schetyny jest więc trzecim z kolei i nie rozumiem dlaczego Sutryk miałby teraz iść na pasku Schetyny.

Zresztą kto na czyim pasku będzie biegać jest zawodne. Prezydent Dutkiewicz został zaproponowany przez prezydenta Zdrojewskiego. Można było przewidywać, że będzie szedł na pasku Zdrojewskiego. Prezydent Dutkiewicz poszedł własną drogą. Obecny europoseł Zdrojewski nie szczędził krytyki prezydentowi Dutkiewiczowi, ale nie na pewno nie z tego powodu, że nie szedł na jego pasku.

Nie sądzę także, by Jacek Sutryk, a wygra zapewne walkę o fotel prezydenta, szedł na pasku prezydenta Dutkiewicza, a tym bardziej Schetyny. Dodam, że prezydenta Dutkiewicza i Grzegorza Schetynę nie łączą nawet chłodne stosunki. Schetyna poparł Sutryka, bo nie miał innego wyjścia. Na szczęście za trzecim razem zmądrzał (Schetyna) i postawił na dobrego konia.

Każdy prezydent, czy inny prezes firmy, podpisuje się pod swoimi decyzjami i chodzenie na pasku poprzednika zazwyczaj źle się kończy dla prowadzanego na smyczy. Sutryk to kandydat inteligentny i dobrze o tym wie, Nie oznacza to, że ma pójść zupełnie inną drogą ignorując dorobek poprzednika, bo jak napisałem wcześniej to kandydat (Sutryk) inteligentny.

Nie znam prezydenta dużego miasta, który chodziłby na pasku poprzednika lub słuchał rozkazów partyjnych liderów. Prezydenci dużych miast mają dużą władzę, jeszcze większą odpowiedzialność i muszą słuchać przede wszystkim wyborców.  Być może, gdyby wygrała we Wrocławiu kandydatka PiS, szłaby na czyimś pasku, bo to w PiS jest normą i takiej właśnie filozofii trzyma się PiS-owska TVP. Trzeba zrobić wszystko, by przyszły prezydent Sutryk chodził na pasku wrocławian.

Czesław Cyrul

Liderzy partii opozycyjnych, poza PSL, w ramach totalnej walki z PiS, apelują by nie zawierać powyborczych sojuszy z PiS. W Warszawie można rzucać takie hasła, ale w Polsce powiatowej czy gminnej brzmią  one nierealnie. Dlatego PSL przezornie nie wypowiada się na ten temat choć PiS robi wszystko, by ludowców, na wsi,  odesłać na polityczny cmentarz. Politycy centrali liczą, że członkowie partii ich posłuchają. Tymczasem nasza partyjność jest  powierzchowna. W samym parlamencie parlamentarzyści zmieniają polityczne barwy i dokonują transferów politycznych w trakcie kadencji za nic mając wyborców, którzy na nich głosowali. Tak jest na lewicy i na prawicy.

Na Dolnym Śląsku, po konflikcie w PO, z partii odszedł PO-wski marszałek województwa i połowa radnych. Stali się z dnia na dzień bezpartyjni i ową bezpartyjność uznali za cnotę. Take zachowania nie mieszczą się w głowach zachodnich polityków. U nas są normą.  Wczorajsi partyjni zakładają nowe, zwane bezpartyjnymi, partie i startują do wyborów samorządowych wszystkich szczebli. W lokalnych komitetach wyborczych też roi się od członków partii. Jest to wygodne, bo pozwala potem zakładać plastyczne koalicje powyborcze. I dalej. Oto we Wrocławiu większość radnych PO  w Radzie Miejskiej przeszło do Nowoczesnej. Te partie wymieniły się także posłami.

Wyobraźmy sobie, że po wyborach,  np. w  jakimś sejmiku czy  gminie żadna siła nie ma większości  i żadna miarą nie da się stworzyć koalicji bez PiS. W powiatach czy gminach takie sytuacje mogą być  jeszcze bardziej prawdopodobne. I co wtedy? Burmistrz czy prezydent np. z PSL nie chce rządzić nie mając większości w radzie. Zatem koalicja jakaś musi powstać, także z udziałem PiS. Uwzględniając luźny związek naszych polityków z partiami , o czym pisałem wcześniej, jeden czy dwóch radnych zostanie podkupionych od konkurencji, by stworzyć większość w radzie i żaden lider w Warszawie nie będzie miał nic do powiedzenia. Chęć bycia u władzy weźmie górę nad wytycznymi partii. Tak było i tak będzie teraz. Członkowie partii celowo ukrywają się w komitetach wyborczych także z innego, ważnego powodu. W zależności kto wygra wybory w Sejmikach taki partyjno-bezpartyjny burmistrz  stara się przekonać sejmik i urząd marszałkowski o swojej sympatii do nich, bo sejmiki dzielą pieniądze unijne. Dla dobra gminy warto ukryć swoje poglądy partyjne. Nie przypadkiem PiS wysłał sygnał, że pieniądze będą słane tam, gdzie PiS będzie rządził.

Tak więc nasza terenowa polityka rządzi się innymi prawami. Ale właściwie czy innymi? Zdrady partyjne i transfery klubowe na szczytach naszej prowincjonalnej polityki  pokazują, że można oszukiwać wyborców i zmieniać poglądy. W Polsce powiatowej też ma to miejsce i Warszawa  ma ograniczone prawo do zaglądania pod terenową kołdrę, skoro sama dopuszcza się zdrad,  kto tam z kim spółkuje wedle lokalnych upodobań, bo taka jest nasza polityczna rzeczywistość.

Czesław Cyrul

Premier Morawiecki jeździ po kraju i kreuje nową rzeczywistość. ….”Oni nic nie budowali, oni tylko sprzedawali dobra narodowe, oni nie budowali dróg lokalnych, ani mostów.  Nie było niczego, oni kradli i dlatego my teraz to wszystko naprawiamy”… Oni, czyli PO i PSL burzą się na takie kłamstwa. W tym rozważaniach obecny premier odejmuje zera od dokonań PO, a dodaje planom PiS po kilka zer na końcu. Z miliardów robi miliony i na odwrót To nic, że to dopiero wszystko  jest w planach. Kto się tam zorientuje gdzie leży prawda? Aż strach pomyśleć, że ten człowiek był prezesem banku i ma tak marne pojęcie o liczbach. A ja mam konto w banku, którym on do niedawna zarządzał. Jak to dobrze, że już nie zarządza.

Ale premier Morawiecki zarządza krajem i tworzy swój matrix. Niestety nie jest on pierwszy. Po upadku PRL, zwycięzcy pokazywali minioną epokę jako kraj octem i musztardą płynący. Prawdą jest, że miodu też nie było. Tylko od czasu do czasu. Premier Bielecki (był taki) stwierdził nawet, że komuna wyrządziła większe szkody gospodarcze w Polsce od hitlerowców.  Postsolidarnościowa władza sprzedawała państwowe zakłady za miliardy, a te, które nie znajdowały chętnych, po prostu niszczyła. Sam prezydent Komorowski często wspominał o runach po PRL. Ci, którzy budowali te PRL-owskie „ruiny” nie byli w stanie się bronić. Zwycięzcy osądzili ich jako wielkich szkodników. Teraz ci, którzy krytykowali PRL sami są krytykowani. Oto PiS pokazuje III RP jako kraj korupcji, złodziejstwa, kolesiostwa, pogardy dla patriotyzmu i żołnierzy wyklętych. PO, w tym czasie,  zajmowała się sobą i swoimi bliskimi.

Tak oto narodziło się wiele pojęć, które będąc kłamstwami przekazywane są jako prawda najprawdziwsza. Słuchając politycznych komentarzy w TOK FM usłyszałem, że SLD wprowadziło podatek liniowy. Mówiła to Renata Grochal, jedna z czołowych publicystek Gazety Wyborczej. Inni współdyskutanci nawet nie  zająknęli na to kłamstwo. Podatek liniowy pojawił w wypowiedzi premiera Millera  na Radzie Krajowej SLD.  Szybko usiłowano go zamieść pod dywan.  Sprawa jednak  poszła w polityczny obieg, ale nigdy taki podatek nie wszedł w życie. Jako fakt zamieszkał w głowie redaktor Grochal i jej podobnych. Podobnie SLD, na lewicy, jest współwinne podpisaniu konkordatu itp. Kłamstwa, półprawdy, postprawdy krążą po Polsce głównie za sprawą wojny na prawicy.

Teraz PO boleje, że PiS kłamie na temat jej rządów. Wcześniej PO posługiwała się półprawdami na temat PRL. Historia kołem się toczy.  Jednak te najnowsze półprawdy na temat PO i PSL podobają się sprej grupie obywateli. Czy to oznacza, że oni lubią kłamstwa, czy też naprawdę w to wierzą, co im Premier Morawiecki kładzie do głów. A może w tym jest jakieś ziarno prawdy?  Oddzielanie kłamstwa od prawdy spada na obywateli. Są bombardowani mieszanką prawdy, kłamstw i plotek. To wszystko podlane jest emocjami, obietnicami, dodatkowo podszyte strachem przed obcymi, Żydami, Rosją i Unią Europejską. A naród słucha tego wszystkiego i wkrótce będzie starał się oddzielić ziarno od plew. Idą wybory.

Czesław Cyrul

Zarzucają mi na forach internauci, że SLD we Wrocławiu startuje w koalicji do wyborów miejskich razem z Rafałem Dutkiewiczem, którego wcześniej partia krytykowała. To prawda. Ja nadal  uważam, że Stadion Miejski to inwestycja za droga i znacznie obciążająca nasz budżet. Zarazem  stadion jest niewykorzystywany, bo marne mecze naszych piłkarzy nie przyciągają kibiców.  Uważam także, że Śląsk Wrocław nie powinien być finansowany z miejskiej kasy. Chwalę natomiast Narodowe Forum Muzyki. Ten nowoczesny obiekt służy fanom muzyki i znacznie podnosi prestiż miasta w kraju i za granicą. Ganię fakt, że pierwotny budżet budowy tego obiektu został znacznie przekroczony. Podoba mi się nowy basem kryty, wybudowany na igrzyska World Games  o wymiarach olimpijskich, na Wejherowskiej, bo służy teraz tysiącom mieszkańców. Podobnie jest z torem dla rolkarzy w Parku Tysiąclecia. Martwi mnie nieskoordynowana  budowa osiedli mieszkaniowych bez dróg, szkół przedszkoli itp. Zarazem nie mogę nie zauważać, ze w ostatnich latach pensje wrocławian  zbliżyły się do czołówki krajowej. Dawniej nie było tak dobrze.

Ale o sojuszu SLD z ugrupowaniem prezydenta Dutkiewicza nie zaważyła zmiana poglądów SLD, ale ewolucja wizji rozwoju miasta samego prezydenckiego środowiska. To ono zwróciło uwagę na sprawy bliższe codziennemu bytowi obywateli. Jeden radny SLD w Radzie Miejskiej przekonał, że warto powrócić do opieki dentystycznej w szkołach, że warto wprowadzić darmowe przejazdy dzieci komunikacją miejską, o co zabiegał SLD w poprzedniej kampanii samorządowej. Można by wymienić jeszcze kilka spraw, jakie SLD postulował, a które zostały w polityce miasta uwzględnione.

Zatem to nie SLD zmieniło poglądy, ale obie strony uznały, że można wzajemnie się popierać, spierać dla dobra miasta i kreować politykę miejską bliższą obywatelom.

Zresztą, sam kandydat na Prezydenta Wrocławia Jacek Sutryk daje gwarancje takiego kierunku miejskiej polityki. Uznaliśmy w SLD, że więcej można będzie zrobić dla dobra obywateli będąc w rządzącej koalicji niż w opozycji. Doszło zatem do zbliżenia stanowisk obu stron. Środowisko Rafała Dutkiewicza przekonało się do postulatów lewicy, a SLD nie może nie zauważać rozwoju miasta i jego wysokiej pozycji w różnych rankingach oceniających nasze miasta. Nikt  nie porzucił, ani nie zdradził swoich ideałów. Pamiętajmy także, że SLD to partia socjaldemokratyczna, a więc centrolewicowa i kontakt z politycznym centrum nie jest grzechem. Szczególnie, że środowisko Rafała Dutkiewicza jest wybitnie proeuropejskie i prounijne.  Nikt nie jest święty, SLD też ma swoje za uszami, ale ten sojusz pokazuje nie tylko wrocławianom, ale także Polsce, że można szukać mądrego porozumienia. Oczywiście by to wszystko się udało trzeba wygrać wybory w mieście. Jestem dobrej myśli.

Czesław Cyrul