Miesięczne archiwum: Październik 2014

Kto to jest – prężny szef miasta, który rozpoczyna inwestycje, bierze kredyty, szasta pieniędzmi na lewo i prawo, jest wzorem dla innych, wzorem-inwestorem, a przed nim się ściele kariera polityczna – krajowa, funkcje, zaszczyty, flesze, obietnice? Dla tej kariery gotów jest zostawić to miasto tak piękne i wzbogacone jego geniuszem – niech się inni martwią co z tym zrobić. Zgadli Państwo kim jest ów lokalny polityk? No nie, nie chodziło mi o Dutkiewicza… Tym bohaterem jest Chlebowski, który przećwiczył z małym Żarowem to, co teraz Długi (nomen omen) ćwiczy w dużym mieście.

Czytaj dalej

Trzymając się konwencji filmowej z mojego poprzedniego wpisu, do ilustracji wczorajszych wygibasów Radosława Sikorskiego pasuje mi Operacja Samum. Była to ściśle tajna operacja ewakuacji z Iraku agentów wywiadu USA przeprowadzona przez polski wywiad w 1990 roku.

Czytaj dalej

To nie przypadek, że konwencja wyborcza sojuszu Rafała Dutkiewicza z Platformą (Obywatelską) odbyła się w kinie. Tylko w kinie ludzie biją brawa nawet jak się dzieje coś śmiesznego, tylko w kinie blaga wygląda na coś poważnego i tylko tam można udawać, że rzecz cała „opiera się na faktach”.

Czytaj dalej

Wszelkie działania prezydenta Wrocławia przez ostatnie trzy kadencje podporządkowane były budowie wizerunku naszego miasta.  Miało to być miejsce spotkań, miasto otwarte na świat, przyciągające turystów i inwestorów itp. O budowie wizerunku osobistego p. prezydenta nie wspomnę.

Czytaj dalej

Film jest tą dziedziną sztuki, za pomocą której stosunkowo łatwo dotrzeć do współczesnego odbiorcy. Ten oczywisty fakt sprawia, że w polityce wielu państw nadaje mu się odpowiednią rangę. Zwłaszcza, kiedy mówimy o polityce historycznej. Doświadczyliśmy tego niedawno, kiedy polska telewizja publiczna ogłupiała nas pokazami niemieckiego filmu propagandowego „Nasze matki, nasi ojcowie”, szybko przezwanego w Polsce „Nazi matki, nazi ojcowie”. Przeciwwagą dla tego filmu miała być wspólna produkcja polskiej TVP i niemieckiej ZDF.

22222

Ale i w tym przypadku, mimo wkładu polskiego podatnika, efekt końcowy daleki był od prawdy historycznej. Zastrzeżenia mam np. do użytej tam terminologii: „wojska niemieckie wyzwoliły Gdańsk”, „mieszkał w Kraju Warty” czy wypowiadane przez polskiego historyka Machcewicza słowa o nazistowskim (a nie niemieckim) ludobójstwie. Mowa w tym dokumencie jest też o wypędzonych mieszkańcach stolicy po stłumieniu Powstania, ale nic o poległych i wymordowanych. Do tego wszystkiego, film reklamowany jako wspólny głos pokazany jednocześnie w Polsce i w Niemczech, okazał się dwugłosem, bo w wersji niemieckiej wycięto wypowiedzi historyków.

 
Przy okazji pokazu polskich filmów w pewnym pięknym mieście za granicą okazało się, że pozyskanie niektórych filmów nie jest takie proste. Np. prawa do dystrybucji  „Kamieni na szaniec” poza Polską ma firma niemiecka. Może ktoś powiedzieć, że takie są prawa wolnego rynku. Ale czy na pewno w stosunku do tak delikatnej materii, jak sztuka – również? Dodam, że produkcja tego konkretnego filmu była współfinansowana przez Polski Instytut Sztuki Filmowej. Na afiszu widzimy także logo Polskiego Radia oraz Narodowego Centrum Kultury. Zatem polski podatnik zdążył  już za ten film zapłacić. Czy w tej sytuacji nie powinno być tak, że instytucje odpowiedzialne za promocję polskiej kultury za granicą powinny dysponować prawami do pokazów filmów? Zwłaszcza wtedy, kiedy wykładają pieniądze na ich produkcję. A  Polski Instytut Sztuki Filmowej jest państwową instytucją kultury odpowiedzialną za rozwój polskiej kinematografii oraz za promocję polskiej twórczości filmowej za granicą.